HONORYUSZ PAP. I NIEOMYLNOŚĆ PAPIESKA.
Zachowanie się Honoryusza pap. w sprawie herezyi monoteletów bywa wyzyskiwane przez Gallikanów 1 i protestantów 2 , jako rzekomy dowód przeciw dogmatowi nieomylności papieskiej.
1-o Sobór Watykański tak określa naukę Kościoła o nieomylności papieskiej: „..Papież Rzymski, gdy przemawia ex cathedra, to jest, gdy, spełniając obowiązek pasterza i nauczyciela wszystkich katolików, na mocy najwyższej władzy Apostolskiej orzeka, że jakaś nauka z zakresu wiary i moralności powinna być wierzona przez Kościół powszechny, jest w zupełności... nieomylny.” (Sess. VI. c. IV. Prw. w art. Papież i art. Nieomylność papieska). Żeby dowieść przeto, że wielki przywilej nieomylności spoczywa na kruchej podstawie, wystarczyłoby wynaleźć w szeregu następców św. Piotra choćby jednego tylko papieża, któryby z całą swobodą i świadomością, powołując się na swoją najwyższą powagę, urzędownie nauczał błędu. Otóż niektórzy historycy sądzą, że znaleźli takiego papieża w Honoryuszu (625 + 638). Miał on w dwóch listach pisanych do Sergiusza, patryarchy carogrodzkiego, wypowiadać zasady monoteletyzmu, wielokrotnie jako formalna herezya potępionego przez Kościół. Na poparcie tej teoryi dodają nadto rzeczeni historycy, że Honoryusz z 3 wyklęty przez koncylium ekumeniczne jako heretyk monoteleta, i z tego wnoszą, że papieże nie są nieomylni. W razie gdyby powyższe fakta były prawdziwe, fatalny wniosek byłby nieunikniony. Łatwo się przeto domyślać, z jaką to gorączkową skwapliwością mnożyły się prace naukowe o sprawie Honoryusza papieża. Podejmowali je zarówno przeciwnicy jak obrońcy papiestwa. I nam ją też streścić tu trzeba pokrótce.
2-o Wyjaśnienie faktów.
Dla wyjaśnienia sprawy konieczne jest treściwe zestawienie faktów.
W początkach VII w. nie przestawały szerzyć niepokoju na Wschodzie dawno bo na dwieście lat przedtem powstałe spory o dwóch naturach i o jednej osobie Chrystusa Pana. Koncylium Chalcedońskie (r. 451) uroczyście orzekło, że w Jezusie Chrystusie są dwie natury zupełne, całkowite a różne między sobą: natura ludzka i natura boska. Stąd powstało pytanie, iloraka jest wola w Chrystusie? Umysł nieuprzedzony łatwo znajdzie na to odpowiedź w określeniu dwóch natur Chrystusa. Jeśli w Nim są dwie natury, to są też i dwie wole, albowiem natura rozumna nie byłaby całkowita bez woli, bez wolności, bez możności wyboru i decyzyi.
Inaczej atoli rzecz tę pojmowali niektórzy teologowie wschodni VII-go w. Przypuszczali oni, iż można wierzyć, że w Chrystusie Panu jest tylko jedna wola boska, w której jako w woli wyższej, jest pogrążona i całkowicie pochłonięta wola ludzka. Zwolennicy tego błędu nazywali się Monoteletami (μόνος jeden, jedyny; ϑέλησις wola). Przypuszczano, że w tej nauce znajdą sposób połączenia z Kościołem katolickim Monofizytów czyli Rutychianów, t. j. zwolenników jednej tylko natury w Chrystusie Panu. Ci ostatni mieliby się zgodzić na uznanie dwóch natur w Chrystusie, gdyby im katolicy przyznali w tymże Chrystusie jednę tylko wolę; na tej podstawie miano prowadzić układy.
Pierwszym, który sobie tę myśl przyswoił, zdaje się być arcybiskup Konstantynopolitański Sergiusz, jedna z pierwszorzędnych osobistości greckiego cesarstwa. Sam cesarz Herakliusz oświadczył się za tą nauką i gwałtownie ją popierał. Nie trzeba sądzić atoli, że cesarz ów, biorąc udział w tym sporze, ulegał tylko skłonności do dogmatyzowania, tak jak to czyniło wielu innych cesarzów Bizantyjskich, chętnie przypisujących sobie pewien rodzaj nauczycielstwa w przedmiotach teologicznych. W owych czasach wszelki spór dogmatyczny odbijał się natychmiastowem echem w polityce. Nestoryanie stali po stronie Persów, dziedzicznych wrogów cesarstwa Wschodniego; obawiano się tedy, aby Monofizyci nie poszli ich śladem. Herakliusz, skutecznie walczący przeciwko Persom, przyklasnął usiłowaniom swego biskupa, podejmowanym w imię religijnego pokoju.
Lecz w rzeczywistości, jak to zazwyczaj w takich razach bywa, ustępstwa, czynione przez Sergiusza kosztem nienaruszalnej prawdy katolickiej, miały wyjść na korzyść samych tylko przeciwników Kościoła. Przypuszczać bowiem w Chrystusie jednę tylko wolę boską, znaczyło tyle, co powracać do błędu monofizytów, uznających w Chrystusie jednę tylko naturę.
To też prawdziwi katolicy nie mogli się zgodzić na poświęcenie dogmatu gwoli niepewnego pokoju. Pierwszym, co odkrył heretycką stronę nowej nauki i co ostrzegł przed nią świat chrześcijański, był patryarcha jerozolimski, sławny święty Sofroniusz. Chciał on udać się do papieża i ostrzec go o tym subtelnym błędzie, który na nowo otwierał wrota monofizytyzmowi.
Na Stolicy Piotrowej zasiadał podówczas pap. Honoryusz (625 + 638). Nieszczęściem, Sergiusz uprzedził św. Sofroniusza wobec Stolicy Apostolskiej i napisał do papieża Honoryusza list pełen dwuznacznych i podstępnych wyrażeń, w którym przedstawiał sprawę w fałszywem świetle, utrzymując przesadnie, że nauką o jednej woli (energii) w Chrystusie zażegnał rozdwojenie pomiędzy stronnictwami monofizytów w Egipcie i przywiódł ich do wiary prawdziwej, że dla utrzymania nadal zaprowadzonej jedności polecił arcybiskupowi Aleksandryjskiemu, aby na przyszłość nie pozwalał wspominać ani o jednej ani o dwóch wolach w Chrystusie, lecz „że jeden i ten sam... Jezus Chrystus prawdziwy Bóg zarówno boskie jak ludzkie czynił rzeczy, i że: wszelka Bogu odpowiednia a człowieka godna czynność pochodzi od jednego i tego samego wcielonego Słowa Bożego i do jednego i tegoż samego zmierza.” 4
W dalszym ciągu swego listu Sergiusz za jedno bierze wolę ludzką z wolą ciała i błędnie stąd wnioskuje, że, przypuszczając w Chrystusie Panu oprócz woli boskiej wolę ludzką, przyznajemy Chrystusowi wolę ciała, wolę grzeszną, przeciwną woli bożej, Taka zaś sprzeczność w Chrystusie rzeczywiście nie byłaby godna Boga.
W odpowiedzi na to pismo papież Honoryusz pisał dwa razy do Sergiusza, nie wszakże orzekając o kwestyi woli Chrystusowej, lecz winszując patryarsze skuteczności pracy w sprawie monofizytyzmu i zalecając naukę soboru Chalcedońskiego o dwóch naturach. 5 Zanim wrócimy do treści tych listów papieskich, opowiedzmy dalszy obrót całego zajścia.
Św. Sofroniusz dowiedziawszy się, jaką odpowiedź dał papież Sergiuszowi, mocno żałował, że nie był wystąpił otwarcie przeciw błędowi Sergiusza i jego zwolenników. Wysłał tedy jednego ze swych uczniów do Honoryusza w celu powiadomienia go o prawdziwym stanie rzeczy na Wschodzie. Kiedy wysłannik Sofroniusza przybył do Rzymu, Honoryusz już nie żył. Następcy zaś jego mieli niebawem całą siłą potępić monoteletyzm i ceną osobistej wolności i krwi własnej bronić nauki katolickiej. Zwolennicy kompromisu monoteletystycznego zawiedli się w swych pokojowych nadziejach: Wschód cały stanął w płomieniach gwałtownej rozterki; zdołali tylko wytworzyć nowe stronnictwo, herezyę subtelniejszą, aniżeli poprzednie, wszczęte zaś przez nich spory teologiczne trwały aż do VI-go Soboru Ekumenicznego, III-go Konstantynopolitańskiego (680 — 681). Co zaś do Sofroniusza, to umarł on jeszcze przed Honoryuszem, w chwili, gdy muzułmańskie hordy zalewały Palestynę i zagrażały biskupiej jego stolicy, Jerozolimie, rozpoczynając krwawą przegrywkę do wiekowych walk przeciw cesarstwu Bizantyjskiemu.
3-o Rozwiązanie zarzutu.
Teraz odpowiedzieć trzeba na następujące pytania:
Czy Honoryusz błędną podawał naukę w dwóch swoich listach do Sergiusza? Przypuściwszy że dwa te pisma zawierają zdania heretyckie, czy można je uważać za nauczanie ex cathedra, to jest za nauczanie, noszące na sobie znamiona nieomylnego orzeczenia papieskiego w ścisłem jego znaczeniu? Wreszcie, czy Honoryusz był potępiony jako heretyk przez Sobór ekumeniczny?
Na te pytania rozliczne dawano odpowiedzi.
a) Niektórzy pisarze, jak Gravina i Coster utrzymują, że dwa te listy Honoryusza są podrobione; Bellarmin wątpi o ich autentyczności 6 , Baroniusz zaś 7 , Bartholi i inni uważają je za podrobione i sfałszowane przez monoteletów; tego ostatniego zdania bronił za dni naszych Bottemanne (ob. niżej bibliografię). Rozwiązanie to istotnie radykalne. Rzecz jasna bowiem, że jeśli te listy nie są pisane przez Honoryusza, jeśli one są co do istoty rzeczy zmienione, sprawa cała upada. Atoli opinia ta o nieautentyczności listów Honoryusza nie zdaje się nam być możliwą do utrzymania. Pisma te bowiem noszą na sobie wszystkie znamiona autentyczności; przyjmują je bezspornie ludzie Honoryuszowi współcześni i wszyscy następcy tego papieża na Stolicy Rzymskiej. Gdyby je był wynalazł lub podrobił jakiś monoteleta, byłby w nich otwarcie pomieścił swe błędy; a tymczasem zaraz zobaczymy, że listy te żadnych błędów monoteleckich nie zawierają. Przypuszczenie przytem wspomnianych autorów o nieautentyczności listów Honoryusza tak jest słabo uzasadnione, że zbyteczną nawet zdaje się rzeczą wchodzić w szczegółowy rozbiór rzeczonej autentyczności. To też przypuszczenie to ma przeciw sobie zdanie najpoważniejszych teologów i historyków, to znaczy najdoświadczeńszych krytyków w sprawach tego rodzaju. Zresztą dla wyjaśnienia sprawy Honoryusza nie ma potrzeby udowadniać autentyczności jego listów, gdyż nawet w obecnem swem brzmieniu żadnego nie przedstawiają one materyału do zarzutu.
b) Nie możemy tu przytaczać osnowy listów Honoryusza dla ich zbytniej rozciągłości. Znaleźć je można w Zbiorach postanowień soborowych, między aktami VI soboru ekumenicznego; czytano te listy na XIV posiedzeniu tego soboru 8 . Bardzo zdolni i w rzeczach nauki Kościoła bardzo ściśli teologowie rozważyli wszystkie wyrażenia listów w mowie będących i uznali je za najzupełniej prawowierne. Prawda, że Honoryusz wzbrania się w nich wypowiedzieć jasno swe zdanie o dwóch wolach Chrystusa. Prawda, że wykład nauki jest nieco zawiły, ale wyraźnie zaczyna bronić istnienia dwóch natur w Chrystusie, całych, różnych a działających (operantes). Każda z tych natur spełnia to, co jest jej właściwe (wiadomo zaś, że w ówczesnem rozumieniu działanie i wola były synonimami). Kiedy Honoryusz przyznaje tylko jednę wolę Chrystusowi Panu, rozumie pod nią naturę ludzką Chrystusa; chce mianowicie przez to powiedzieć, że w ludzkiej naturze Chrystusa nie ma, tak jak w człowieku, woli grzesznej, walczącej z wolą dobrą 9 . Sergiusz istotnie przedstawił sprawę w sposób tak podstępny, że myśl jego można było dwuznacznie tłumaczyć, i sądzić, że on sam broni tegoż zdania co papież 10 . W gruncie rzeczy Honoryusz chciał tylko, aby się w tej sprawie trzymano poprostu nauki Soboru Chalcedońskiego, a gramatykom (przez których rozumiał filozofów) zostawiono troskanie się o to, czy należało mówić o jednym czy też o dwóch działaniach (operationes) w Chrystusie. W skutek bałamutnego przedstawienia sprawy przez Sergiusza łudził się papież, że milczenie nakazane obu stronnictwom — Sergiuszowemu i Sofroniuszowemu — sprowadzi pokój. A tymczasem powinien był rozumieć, że zamiast się usuwać od jasnego orzeczenia i zamiast zostawiać rozwiązane ręce błędowi, obowiązkiem jego było objaśnić w tej sprawie świat chrześcijański.
Prawowierność tych listów Honoryusza, czyli zgodność ich z nauką Kościoła tak jest pewna, że ją uznają nawet niezbyt przychylni dogmatowi nieomylności teologowie, jak Natalis Aleksander, Witasse, Tournely, Rógnier. Zaś Bp. Hefele, cokolwiek mógł później mówić, stosuje się do ich zdania w swej Historyi Soborów. 11 Za dni naszych podjął tę sprawę O. Palmieri i opracował ją z taką dokładnością i sumiennością, że zadowolnić może najwybredniejsze nawet wymagania. 12
c) Przypuśćmy jednakże na chwilę, że listy Honoryusza zawierają formalne błędy religijne; przeciwnicy nieomylności nic na tem nie zyskają. By te listy można było użyć za dowód przeciw nieomylności, na to trzebaby dowieść naprzód, że one zawierają właściwe orzeczenie dogmatyczne. A tymczasem listy te nic podobnego nie przedstawiają. Co do treści ich, to żadnej w nich niema definicyi doktrynalnej, żadnego dekretu o jednej lub dwóch wolach, lecz zawierają tylko zachętę do pewnego danego sposobu mówienia, podówczas w teologii jeszcze nieustalonego. Prawda, że listy te są to pisma najwyższego pasterza; ależ bywają pisma papieskie, tyczące administracyi Kościoła, nawet odpowiedzi przesyłane biskupom świata katolickiego w przedmiotach moralności i wiary, gdzie papieże radzą, zachęcają, upominają, nie myśląc wszakże przez to wypowiadać dogmatycznego orzeczenia wiary, cały Kościół obowiązującego; takim właśnie pismem najwyższego Pasterza w przedmiocie wiary są listy Honoryusza. Żaden z biskupów nie uważał wówczas tych listów za listy synodalne, do wszystkich biskupów wysłane i wszystkich obowiązujące, i to tak dalece, że pozostały one nieznane na Wschodzie aż do śmierci Honoryusza i Sergiusza, a na Zachodzie aż do chwili, kiedy je światu ogłosił Pyrrus. 13 Jak-eśmy widzieli, papież odpowiada w nich wymijająco, otwartego wyjaśnienia sprawy odmawia, chce aby nie mówiono ani o jednej ani o dwóch wolach Chrystusa. Nie wypowiedział więc swego zdania ani w jednem ani w drugiem znaczeniu. Pierwszym zaś warunkiem dogmatycznego postanowienia jest jasne i dokładne twierdzenie, potępiające jakąś naukę lub nakazujące ją całemu Kościołowi. Aby istniała taka definicya, trzebaby było, albo żeby papież potępił był wszystkich tych, co nauczali o dwóch wolach w Chrystusie Panu, albo żeby wszystkim nakazał uczyć o jednej tylko woli; na tem właśnie polega istota rzeczy. Otóż choćbyśmy w analizie logicznej na części pocięli tekst listów rzeczonych, próżno będziemy czegoś podobnego w listach Honoryusza szukali. Przyznają to nawet przeciwnicy nieomylności, jak Aleksander, Roncaglia i inni, następnie wszyscy najpoważniejsi i od uprzedzeń najbardziej wolni teologowie, tacy jak Tomassinus, Ballerini i in. Do tegoż samego wniosku dojdą wszyscy, którzy bez uprzedzenia przystąpią do badania tej sprawy.
d) Lecz, mówią dalej niektórzy, Honoryusz został potępiony przez Sobór Ekumeniczny jako heretyk, a zatem widocznie pobłądził. Akta dziewiętnastej sessyi VI Soboru ekumenicznego zawierają w istocie anatemę rzuconą na Honoryusza tak samo, jak na przywódców monoteletyzmu: Sergiusza, Pyrrusa, Pawła, Teodora Faraneńskiego i innych. 14 Akta te uznajemy za autentyczne, tak samo jakeśmy przyjęli autentyczność listów Honoryusza; nie chcemy bowiem bronić przypuszczenia niektórych krytyków, jak Baroniusza, Bianchi'ego i in. uznających rzeczone akta za podrobione, imię Honoryusza uznających za wstawione na miejsce heretyka Teodora.
Pytanie tylko, dla czego Honoryusz został potępiony? Wszak nie dla tego, że podawał naukę monotelecką jak Sergiusz, Pyrrus i inni; albowiem eśmy widzieli, że w liście papieskim niepodobna dopatrzeć błędnych teoryi.
Wielu protestantów i gallikanów utrzymuje, że Sobór Ekum. VI potępił Honoryusza jako prawdziwego heretyka. Inni znów, z których wielu jest nawet obrońców Honoryusza sądzą, że ojcowie rzeczonego soboru surowo osądzili Honoryusza i potępili go, jako winnego herezyi w rzeczach wiary, tylko że Leon II nie potwierdził soborowego wyroku, ale go złagodził i Honoryusza nie za herezyę, lecz za niedbalstwo potępił.
Z wielu wszakże teologami sądzimy, że ojcowie soboru owego rzeczywiście potępili Honoryusza, ale bynajmniej nie jako heretyka w właściwem słowa znaczeniu. Widać to z wyrażeń, jakich używają odnośnie do tego papieża 15 . Nazwa heretyka nie zawsze w pierwszych wiekach Kościoła używana była w tem ścisłem znaczeniu, jakie jej nadały wieki późniejsze. Nie rzadko nazwą heretyka oznaczano nie tylko twórcę błędnych nauk, ale nadto popleczników herezyi, o herezyę podejrzanych, albo tych wreszcie, co swojem postępowaniem, pobłażliwością lub niedbalstwem przyczyniali się ubocznie do rozszerzenia lub trwania herezji 16 .
Okoliczność ta właśnie jest niesłychanie doniosłego znaczenia w omawianej sprawie Honoryusza pp.
I w rzeczy samej, przy wyklinaniu heretyków Sobór wielokrotnie odłącza Honoryusza od reszty wyklętych dla oznaczenia, że on pobłażał heretykom i tem pobłażaniem herezyę umacniał. Sądzimy przeto za prof. Jungmannem 17 , że ojcowie Soboru VI ekumenicznego rzucili ogólną klątwę na wszystkich tych, co się przyczynili do rozniecenia herezyi monoteleckiej, i napiętnowali ich ogólnem mianem heretyków. Stopnia atoli winy Honoryusza ojcowie dokładnie i jasno nie oznaczyli. Dopiero pp. Leon II swą apostolską powagą dokładnie określił, w jakiem znaczeniu przyjmować należy potępienie Honoryusza i objęcie go wspólną klątwą z rzeczywistymi heretykami. Papież ten mianowicie w tem tylko znaczeniu przyjął wyrok ojców Soboru, oraz powagą apostolską zatwierdził go i dokładniej określił, że Honoryusz zasługiwał na potępienie nie dla tego, iżby miał być dotknięty herezyą monoteletów, lecz dla tego, że odrazu nie opanował Sergiusza i reszty monoteletów, jak na powagę apostolską przystało, oraz że nieroztropną swą pobłażliwością zdawał się popierać zamysły heretyków. Bo chociaż subjektywnie, t. zn. odnośnie do swych przekonań i zamiarów, Honoryusz łatwo może być wytłómaczony, to jednak przedmiotowo sposób jego postępowania nie był dosyć opatrzny, owszem, był zanadto niedbały. Myśl tę Leon II wielokrotnie wypowiadał. W liście do ces. Konstantyna Pogonata, prosząc go o zatwierdzenie uchwał soborowych i potępienie heretyków, na soborze potępionych, papież znaczące czyni rozróżnienie pomiędzy heretykami a Honoryuszem, co 18 powiada: „Wyklinamy zarazem twórców nowego błędu, to jest: Teodora Faranitańskiego biskupa, Cyrusa Aleksandryjskiego, Sergiusza... a także i Honoryusza, który nie uświetnił tego apostolskiego Kościoła nauką podaną przez apostołów, lecz przez pospolitą zdradę wywrócić nieskazitelną naukę dopuścił” 19 . Podobnież się wyraża tenże Leon II w liście do Erwigiusza, króla Hiszpanii: „Od jedności z Kościołem katolickim odrzuceni zostali... razem z Honoryuszem, który się zgodził na skażenie nieskalanej, przez apostołów podanej wiary” 20 , i temiż samemi prawie słowami pisze do biskupów hiszpańskich: „Klątwą dotknięci zostali Teodor.... Cyrus.... Sergiusz... razem z Honoryuszem, który nie stłumił w zarzewiu płomienia heretyckiej nauki, jak na apostolską powagę przystało, lecz przez swe niedbalstwo rozniecił" [^21] . I tą właśnie a nie inną miarą mierzyć trzeba znaczenie soborowego orzeczenia przeciw Honoryuszowi.
Na zakończenie, z tego co się dotychczas powiedziało, taki wyprowadzamy wniosek, z naturą rzeczy i z historyczną prawdą najzupełniej zgodny: Honoryusz nie nauczał błędów monoteleckich. Listy jego nie noszą cechy dogmatycznego orzeczenia. Można surowo ganić sposób jego zachowania się wobec Sergiusza, nie można wszakże z tego czynić argumentu przeciw papieskiej nieomylności.
Bibliografia
Ktoby chciał mieć bibliografię, bardziej wyczerpującą omawianą sprawę, znajdzie ją w Chevalier'a, „Répertoire des sources historiques du moyen-age,” pod wyr. Honorius. — Hergenróther, „Kirchengesch,” wyd. r. 1884, t. I. 511—532, gdzie przytacza bardzo bogatą literaturę omawianego przedmiotu. —X. Nowodworski, „Eneykl. Kościel,” t. 7. (Dom. Fernand Cabrol.)
Footnotes
-
Np. Launoy. Lib. I. c. X. str. 567 nst. Wyd. Kolońskie. — Dupin Nouv. Biblioth. t. VI, str. 69 d. 1692 r. — . Defensio declar. Cleri Gall. t. II str. 190. ↩
-
Νp. Walch. Ketzerhist. t. IX, 125, — Bower. Gesch. d, Päpste, t. IV, 185, — Forbesius, Instruct. historico-theologicae str. 240. — Dorner. Lehre v. d. Person Christi, t. II 218. Sam nawet kard. De la Luzerne tak samo surowo sądził Honoryusza: Sur la declar. du clerge de France en 1682. Paris. 1821.—Prw. Palma. Prael. histor. eccl. Romae 1839. 11 p. l str. 116. ↩
-
- Concil. gener. Act. VI, sess. XIII, an. 680, tom VII, 1024, seqq. ed. Labb. Mansi, t. IX, 240 seqq. ed. Hardouin.
-
Ο) Mansi. Collect. Concil, t. X. str. 530 nst. ↩
-
- ibidem. str. 539, seqq.
-
De Rom. Pont. lib. IV c. 11. ↩
-
Annales. pod r. 638. ↩
-
Ob. Labbé Collect. Concil. t. VI, str. 928 i 968. Mansi. Collect. Concil. t. XI, 538, 579. Hefele. Conciliengesch. t. III § 296, 298. ↩
-
„Non est assumpta... a Salvatore vitiata natura, quae repugnaret menti eius. Nam lex alia in membris aut voluntas diversa non fuit vel contraria Salvatori, quia super legem natus est humanae conditionis.” (Ob. rozbiór obu listów Honoryusza: Schneemann. Stud. iib. d. Honor.-frage. str, 38). ↩
-
Fetavius. De Jncarn. 6. 1. 21, 12; Schneemann, l. c. str. 44 i 48. ↩
-
Conciliengeschichte, t. III (w tłumaczeniu francuskiem t. IV, str. 41, 174). ↩
-
Palmieri. De Romano Pontifice, 1877, th. XXXIY. ↩
-
Jungmann. Dissert. hist. t. II. str. 418. ↩
-
Ob. Jungmann. Diss. hist. t. II. str. 446. ↩
-
Albert Dumont, w czasop. „Annales de philosophie chrétienne,” 1858. ↩
-
Jungmann, loc. cit. str. 440. ↩
-
Obszernie ten punkt oznacza Bolgeni. Fatti dommatici, t. IV. O AGO atti dommatici, t. 1, e. IV. ↩
-
W łacińskiem tłumaczeniu jest wprawdzie: „wywróć tione immaculatam fidem subver tere conatus est,“ ale w greckim oryginale jest: „τῇ βεβήλῳ προδοσία μια νϑῆναι τὴν ἀσπίλον Ta.” (Ob. Labbé, Collect. Cone. VI, 1109; Hefele, Conciliengesch. 111, 267). ↩
-
Labbe. loc. cit. str. 1250. ↩
-
„Sed negligendo confovit.” (Labbé, loc. cit. str. 1246). ↩