JANUARY ŚWIĘTY. (Cuda św. Januarego).
Kościół metropolitalny w Neapolu przechowuje w dwóch bardzo starożytnych fiaszeczkach, zamkniętych w relikwiarzu, noszącym cechy XIV wieku, krew św. Januarego, który poniósł za wiarę śmierć męczeńską około r. 305. Krew ta zwyczajnie jest skrzepłą, lecz trzy razy do roku za zbliżeniem do głowy świętego, która również tam się przechowuje, rozpuszcza się, rozpływa i wrzeć zaczyna. Zjawisko to powtarza się w każdą pierwszą niedzielę Maja i przez następnych siedm dni, jako w uroczystość przeniesienia zwłok świętego, obchodzoną z oktawą; powtóre, dnia 19 Września, to jest w rocznicę ścięcia świętego, obchodzoną z oktawą; i potrzecie, d. 16 Grudnia, t. j. w uroczystość, ustanowioną na cześć Świętego, jako patrona. W każdą z powyższych uroczystości krew świętego zrana się rozpuszcza, a pod wieczór krzepnie w oczach mnóstwa świadków, którzy napływają na oznaczone dni tak z Neapolu jak i z całej Europy, jedni przez ciekawość drudzy z pobożności.
Historycznie stwierdzono, że fakt ten od XIV wieku ciągle się powtarza w tych samych warunkach; trudno jednak ściśle oznaczyć początku tego fenomenalnego zjawiska.
Co więcej, zjawisko owo nie zawsze powtarza się regularnie. Niekiedy krew rozpuszcza się za zetknięciem z innemi relikwiami; czasami rozpuszcza się w szafie, gdzie ją przechowują, a czasami nawet i w inne dni, oprócz wyżej wyliczonych. I przeciwnie, zdarzało się, iż krew pozostawała w stanie skrzepłym w owe dni, kiedy zwyczajnie bywa płynna, albo też nagle krzepła w chwili zbliżenia się do niej heretyków. Wszystkie przytoczone szczegóły starannie odnotowali pod 19 września Bollandyści.
Kościół nie wyrzekł ostatniego słowa o naturze tego faktu; ponieważ jednak wspomina o nim Martyrologium rzymskie, i krew św. Januarego wystawia się w kościele katedralnym ku czci wiernych, przeto Kościół upoważnia wiernych do wierzenia w cud. Lecz z okazyi tego cudu wielu pisarzy oskarża Kościół o faworyzowanie zabobonów.
Utrzymują oni, że istota zawartości flaszeczek nie jest krwią, lecz jakąś mieszaniną, która się rozpuszcza pod wpływem ciepła. Eugeniusz Salvarte i za nim Larousse w swoim Słowniku utrzymują, iż jest to tran rybi rozpuszczony w eterze siarczanu i zabarwiony na czerwono. Taki roztwór krzepnie przy dziesięciu stopniach wyżej zera, a rozcieńcza się i wrze przy dwudziestu stopniach.
Podobnie niektórzy katolicy, jak ksiądz Lecann w dziele p. t. Dictionnaire des Miracles Migne’a, i pewien współpracownik pisma La Controverse (t. I, str. 667) i inni, nie są dalecy od przypuszczenia, iż rzeczone rozcieńczanie się krwi można wytłumaczyć sposobem naturalnym. Ten ostatni pisarz robi uwagę, że Kościół nie rozstrzygnął dotychczas tej kwestyi, i że nie można zaniechać oddawanej relikwiom św. Januarego czci, chybaby się przekonano, że flaszeczki zawierają inną aniżeli krew, materyę.
Jeszcze raz powtarzamy, że Kościół nie orzekł nic stanowczego w tej sprawie; pomimo to jednak w danym wypadku nie śmiemy zaprzeczyć cudu, a nawet trudno byłoby faktu tego zaprzeczyć, zwłaszcza jeżeli się obserwuje zjawisko zblizka. Ani roztwór, zmyślony przez Salvarte’go, ani żadna inna znana materya nie podlega takim przemianom, jak krew św. Januarego, gdyż rozcieńczenie jej odbywa się niezależnie od stopnia ciepłoty, a zawartość flaszeczek pozostaje często w stanie skrzepłym przy temperaturze trzydziestu stopni.
Po dokonaniu ścisłego badania na żądanie uczonego chemika neapolitańskiego, de Luca, dnia 27 sierpnia 1880 r., Piotr Panzo ogłosił sprawozdanie, w którem przyjmuje za fakt dowiedziony, że zjawiska spostrzeganego w kościele katedralnym neapolitańskim nie można przypisać ani działaniu ciepła, ani żadnym środkom chemicznym, ani żadnym innym środkom znanym, i wnioskuje, że w obecnym stanie nauk niepodobna wytłumaczyć tego tajemniczego zjawiska. Jego sprawozdanie przedrukowały Le Monde i La Controverse. Omawiana kwestya mogłaby być stanowczo rozstrzygnięta drogą analizy chemicznej, na którą władza kościelna dotąd nie chciała się zgodzić. Dla czego? Dla tej bezwątpienia przyczyny, że Kościół względem świętych relikwii odnosi się z wielką czcią i poszanowaniem, jako też, iż niejednostajność rozpływania się krwi, nie podlegająca żadnym prawom fizycznym i nie powtarzająca się dwa razy z kolei w identycznych warunkach, jest dowodem świadczącym o cudzie. Stąd zdaje się, iż w danym wypadku zachodzi zawieszenie praw natury, która zawsze w identycznych warunkach sprowadza takie same skutki.
W każdym razie stanowisko zajęte przez Kościoła w tej sprawie jest bardzo roztropne. Bo, w istocie, władza kościelna nie może nierozważnie orzec, iż tu nie zachodzi cud żaden, ani nie może zakazać owych pobożnych objawów czci ze strony wiernych, bez nowych jakichś badań i nowych odkryć, gdyż zakaz takowy równałby się potępieniu samego faktu. Pozostawiając wiernym swobodę myśli i zachowania się w tej sprawie, Kościół rządzi się rozumem i roztropnością. (J. M. A. Vacant).
(X. A. K.)