JEZUICI JAKO SPOWIEDNICY.
Jezuici jako spowiednicy stali się przedmiotem najgłupszych bredni. Ten, co je zebrał i wytworzył z nich rodzaj systemu w fabrykacyi kłamstw historycznych, jest to nie lada-jaki pamflecista, lecz znany francuski pisarz, odstępca od stanu kapłańskiego, rewolucyonista, następnie konstytucyjny biskup Blois, zmuszony później przez konkordat, zawarty z Napoleonem I, do zrzeczenia się nieprawnie posiadanego biskupstwa, a obok tego wszystkiego, pisarz stronny, pełen pychy prawdziwego gallikanina i jaskrawej nienawiści jansenisty względem Kościoła, a zwłaszcza względem jezuitów.
Skandaliczna jego „Historya spowiedników” 1 stała się dla przeciwników instytucyi Spowiedzi św. „rozgłośnem i niezbitem” źródłem odnośnych danych, jakkolwiek sam autor we wstępie swej ramoty przyznaje, że „nielicznym (spowiednikom) może być ściśle udowodnione złe, które oni wywołali.”
Do charakterystyki tego rodzaju kłamstw historycznych i do oznaczenia ich początków następujące uwagi dodać jeszcze należy: Właśnie we Francyi była postawiona przez gallikanów gorsząca zasada, że spowiednicy są obowiązani do wyjawienia otrzymanych na spowiedzi wiadomości o spiskach, uknutych przeciw bezpieczeństwu państwa. Przeciw takiej zasadzie, niweczącej nietykalność i świętość sakramentu spowiedzi, wystąpili narówni z innymi księżmi katolickimi także i jezuici, znajdując u ludzi rozsądnych i wiarę katolicką znających należyte poparcie. Hinc — illud odium! 2.
Następnie hugonota Benoist rzucił w świat podejrzenie, że nikt inny nie mógł być sprawcą odwołania edyktu Nantejskiego przez króla Ludwika XIV (1685 r.), tylko spowiednik jego, O. La Chaise. Tymczasem najkategoryczniej zbili to bezpodstawne przypuszczenie w swych pamiętnikach markiz La Fare i de Choisy 3. Nie jezuici odpowiadają za zniesienie edyktu Nantejskiego, jak to głosili wówczas francuscy hugonoci i holenderscy kalwini, lecz wyłącznie zaślepiona pycha i błędna polityka Ludwika XIV i jego ministrów. Rzecz to już dziś niezawodna dla każdego uczciwego historyka. — Ale kiedy już mówimy o O. La Chaise, wspomnijmy o innym jeszcze jezuicie i spowiedniku Ludwika XIV, o sławnym Bourdaloue, który z rzadką odwagą i surowością przemawiał do sumienia króla, ile razy namiętność jego łamała uświęcone zasady chrześcijańskich obyczajów, albo gdy pycha jego uderzała na papieży i na Kościół. Nie mniej ostro i surowo traktował jezuita Sacy królewską ulubienicę, Pompadour, której ciekawe o tem wyznanie umieścił w „Revue de deux mondes” (Kwiecień 1844) hr. Saint-Priest, jak wiadomo, nie żaden przyjaciel jezuitów. (Geschichtsliigen. Paderborn. 1889. n. 53). Prw. Duhr. Jesuitenfabeln. Zesz. 5 n. 22.
(Ks. W.)