JOZUE.

Jozue, znakomity wódz izraelski, po śmierci Mojżesza objął rządy ludu bożego i wprowadził go do ziemi obiecanej. Nieprzyjaciele Biblii na podstawie wiadomości z Ksiąg świętych czerpanych, z wielką gwałtownością powstają, przeciwko temu wodzowi. Nie mówiąc o cudzie zatrzymania biegu słońca, który rozbierzemy w następnym artykule, powstawano przeciwko postępowaniu Hebrajczyków pod wodzą Jozuego z dwóch głównie powodów: pytano 1-o jakiem prawem izraelici wzięli w posiadanie ziemię Chanaan, i 2-o przedewszystkiem, jakiem prawem wytępili jej mieszkańców?

1-o Pominąwszy inne szczególne względy, zdobycie Palestyny przez żydów można usprawiedliwić owem prawem socyalnem, o charakterze nieco tajemniczym, ale niezaprzeczenie rzeczywistym, które skłania ludy do opuszczenia własnych niezamieszkalnych siedzib i każe im szukać innych dogodnie z żyznemi polami, bez myśli o prawach narodów, za wskazówką jedynie „instynktu zachowawczego.” Można dochodzić przyczyn tego prawa, ale nie można odmówić Żydom tych samych praw, jakie innym ludziom przyznajemy. — Atoli odnośnie do Żydów musimy wziąć pod uwagę i inne względy szczególne: Bóg, Pan i władca wszelkiego stworzenia, dał im na własność Palestynę, którą dlatego nazywano ziemią obiecaną; zdobywszy ją Izraelici objęli tylko w posiadanie swoją własność.

2-o Wytępienie Chananejczyków przez zwycięzców można usprawiedliwić również dwoma względami: ogólnym i szczegółowym.

1-o Izraelici prowadzili wojnę, stosując się do zwyczajów swego czasu: prawa wojenne niegdyś były daleko więcej mordercze, niż dzisiaj, a za dni naszych na wschodzie sroższe są niż u nas. To też czytamy w Biblii (Jud. 1, 7), że z nieprzyjacielskimi królami tem samem się obchodzono, im oni sami byli srożsi.

2-o Jeżeli Bóg jest Panem wszystkiego stworzenia, to również jest Panem życia; wszystkim naznaczył pewien kres; czasami przecinał pasmo dni żywota niespodziewanie i w duchu kary; o tem świadczy Sodoma, Gomora i t. p. Otóż Chananejczycy przebrali miarę swych zbrodni, i za karę postanowił Bóg wygubić ich doszczętnie. A kto Mu prawa tego zaprzeczy? Kto Mu zaprzeczy prawa wybrania Izraelitów na wykonawców tego sprawiedliwego wyroku? Nawet w naszych ucywilizowanych krajach wybierano niekiedy żołnierzy, — uosobienie prawości i męstwa, do zadania śmierci zbrodniarzowi, a nikomu na myśl nie przyszło, żeby to miało przynosić ujmę ich honorowi. Zakończmy dwoma spostrzeżeniami godnemi uwagi: wytępienie Chananejczyków nie było całkowite, gdyż zostało ich tyle, iż zdołali niepokoić i uciemiężać Izraelitów, powtóre, chociaż Bóg rozkazał wygubić Chananejczyków, aby ich ukarać i dać przykład swemu ludowi, względem innych jednak narodów, stanowiąc łagodniejsze prawo wojenne, okazał się daleko łaskawszym (Deut. XX).

Ob. Vigouroux, Manuel Bibl., t. II.

JOZUE (Cud Jozuego).

Biblia przypisuje Jozuemu moc czynienia cudów; pomiędzy innymi cudami Jozuego jest jeden, przeciwko któremu wolnomyślni występują z całym aparatem nauki, z sarkazmem i szyderstwem.

Historya Święta podaje, że wkrótce po przejściu Jordanu Izraelici i ich nowi sprzymierzeńcy, Gabaonici, zaczepieni zostali przez Adonizedeka, króla Jerozolimy i innych czterech królów. Jozue wyszedł na spotkanie swych nieprzyjaciół z Galgala, gdzie się czasowo zatrzymał, i pobił ich na głowę. A ponieważ noc się zbliżała, więc prosił Pana, ażeby przedłużył dzień dla otrzymania zupełnego zwycięstwa i został wysłuchany.

Pismo święte opowiada o tem pamiętnem zjawisku temi słowy. Przytaczamy je podług przekładu ks. Wujka.

„Mówił Jozue Panu dnia, którego podał Amorrejczyka przed oczyma synów Izraelowych, i rzekł przed nimi. Słońce przeciw Gabaon nie rusza się, a księżycu przeciw dolinie Aialon.

„I stanęło słońce i księżyc, aż się pomścił lud nad nieprzyjaciółmi swemi. Azaż tego nie napisano w księgach sprawiedliwych? Stanęło tedy słońce wpół nieba i nie pośpieszyło się zapaść przez jeden dzień.

„Nie był przedtem ani potem tak długi dzień, gdy usłuchał Pan głosu człowieka i walczył za Izraelem” (Joz. X. 12 — 15).

Przeciwko temu cudownemu faktowi niewiara skierowała swoje pociski, gdyż ma on stać w widocznem przeciwieństwie z elementarnemi zasadami astronomii.

W rzeczy samej, od czasów Galileusza, wiemy, że ziemia ta obraca się około słońca, a nie słońce około ziemi. Popełnia się zatem gruby błąd, utrzymując, że słońce zatrzymało się w biegu, i może się zdawać, że Wolter ma słuszność, gdy wyszydza Biblię co do tego punktu.

„Fizycy, mówi on (Bible expliquée), biedzą się nad wytłómaczeniem, dla czego słońce, które stoi, wstrzymało swój bieg... Jak tedy ów dzień, dwa razy dłuższy od innych dni, można pogodzić z ruchem planet i regularnością eklipsy?”

A jednak, niech wybaczą wolnomyśliciele, Wolter nie ma racyi, słuszność po stronie Biblii. Bardzo łatwo tego dowieść.

Arago, który bez wątpienia jest powagą w tej materyi, podjął trud wykazania, ze Biblia ma słuszność. (Astronomie populaire t. III, str. 23). Jozue, zdaniem jego, nie mógł się wyrazić inaczej. To nie prawda, że nie rozkazałby stanąć słońcu, gdyby był przekonany, że ono się nie rusza. „Rozumując w ten sposób, możnaby sądzić, że astronomowie nie są przekonani o ruchu ziemi, ponieważ wszyscy dziś mówią: „Słońce wschodzi, słońce zwraca się ku południowi, słońce zachodzi.” Gdyby Jozue zawołał: „Stań ziemio,” żaden z jego żołnierzy nie zrozumiałby, o co mu idzie, jego mowa byłaby niezgodna z duchem języka.”

Co się tyczy Woltera, nie można było pomieścić więcej niedorzeczności w jednem zdaniu, jak on w powyższem. Nasamprzód, idzie on dalej, aniżeli pierwotny tekst hebrajski, twierdzi bowiem, że ten dzień był dwa razy dłuższy od innych dni. Lecz co ważniejsza, wchodzi w kollizyę z elementarnemi zasadami astronomii, gdy jest zdania, że słońce stoi. Dziś wszyscy wiemy, że słońce obraca się około siebie w 25 dni naszych, a oprócz tego porusza się w przestrzeni w kierunku konstellacyi Herkulesa. Ponieważ się porusza, a zatem ściśle mówiąc, mogłoby stanąć na rozkaz Jozuego, chociaż ta uwaga niekoniecznie potrzebna do usprawiedliwienia mowy, jaką się posługiwał pisarz święty.

Wolter popełnia błąd jeszcze większy i bardziej niedorzeczny, gdy czyni uwagę, że przedłużenie dnia nie zgadza się z ruchem planet i regularnością eklips. Zapomina bowiem, że dzień powstaje wskutek obrotu ziemi około swojej osi, a eklipsa wskutek rocznego obrotu około słońca. Hańba krytykowi, który nie zna elementarnych zasad nauki, a chce uczyć innych. Niech wielbiciele Woltera znajdą w całej Biblii choćby jeden tak wyraźny błąd, jakiśmy znaleźli w dwóch wierszach tego pisarza. Jeżeli dodamy do tego, że Biblia została napisana przed 25 do 30 wiekami, co najmniej, w epoce, gdy zjawiska naturalne nie mogły być naukowo wytłómaczone, to łatwo zrozumiemy, że tylko przy pomocy boskiej dała się osiągnąć taka dokładność, z którą nie można porównać prawie żadnej innej książki, pisanej nawet w świetle nauk nowoczesnych.

Obroniwszy pisarza świętego od owych gwałtownych i niesprawiedliwych napaści, na które jest wystawiony, zastanówmy się chwilkę, choćby dla zaspokojenia własnej ciekawości, na czem właściwie polegał ów cud, przez Jozuego opowiedziany?

Egzegeci biblijni, przez długi czas biorąc słowa przywiedzionego ustępu w znaczeniu dosłownem, sądzili, iż rzeczywiście jest w tym tekście mowa o wstrzymaniu biegu słońca. Takie tłómaczenie było całkiem naturalne w epoce, kiedy powszechnie wierzono, iż samo tylko słońce się porusza. Ale dzisiaj owo rzekome wstrzymanie biegu słońca musielibyśmy koniecznie odnieść do ziemi, jeżeliby nie było innego tłómaczenia. Ponieważ długość dnia zależy od szybkości obrotu ziemi około swojej osi; jedynym przeto środkiem przedłużenia dnia byłoby zwolnienie albo całkowite powstrzymanie tego ruchu obrotowego ziemi. Skutkiem zaś tego pozorny chód słońca po niebie byłby opóźniony, a wszyscy patrzący, nawet najuczeńsi, mogliby sądzić z Jozuem na czele, że słońce stanęło.

Lecz czy koniecznie trzeba się uciekać do owego wstrzymania dziennego obrotu naszej ziemi, żeby objaśnić fenomenalne zjawisko Jozuego? Bynajmniej, gdyż naszem zdaniem, wstrzymanie choćby na minutę ruchu ziemi mogłoby pociągnąć za sobą zgubne następstwa. Jeżeli mowa o rocznym ruchu obrotowym, siedm mil na sekundę, to wskutek przemiany ruchu nastąpiłby upał, a ziemia niechybnie musiałaby przejść w stan gazowy. Dzienny obrót ziemi, o który tutaj głównie idzie, o wiele jest wolniejszy, ponieważ nie dosięga 500 metrów na sekundę u równika, a w kierunku biegunów zmniejsza się stopniowo, dochodząc u samych biegunów do zera. Nagłe ustanie tego ruchu, 15 razy szybszego od najszybszych pociągów kolejowych, sprowadziłoby nieodzownie całkowitą zagładę pierwiastków życia na powierzchni ziemi, bądź wskutek zetknięcia się ciał, któreby musiały być wyrzucone w przestrzeń, lub spotkać się z sobą, bądź wskutek zmiany miejsca wód oceanu, które wylałyby się ze swego stałego łożyska, bądź wreszcie wskutek pożarów i nadmiaru ciepła, któreby powstały po nagłem ustaniu ruchu ziemi.

Można wprawdzie przypuścić w miejsce nagłego wstrzymania proste zwolnienie obrotowego ruchu naszej planety. Lecz zwolnienie takowe nie mogłoby znacznie przedłużyć dnia, nie sprowadziwszy tem samem większych katastrof. A takie katastrofy musiałyby na długo utkwić w pamięci ludzi. Ponieważ historya nie zapisała nic podobnego, przeto nie było zjawiska, któreby je upamiętniło.

Bóg mógłby, bezwątpienia, szeregiem cudów zatrzymać bieg ziemi bez wywołania najmniejszego zamieszania w świecie; lecz doświadczenie uczy nas, że Bóg nie postępuje tak w naturalnym porządku rzeczy, że bez ważnych przyczyn nie zmienia ustanowionych praw natury, i że w Opatrzności swej w wielu razach posługuje się znanemi Jemu samemu tylko siłami natury albo przyczynami drugorzędnemi, przy pomocy których osiąga zamierzone, najbardziej cudowne swoje cele. Zasady zdrowej egzegezy i zdrowej teologii uczą, że Bóg nie czyni cudów bezcelowych. A to właśnie może mieć zastosowanie w wypadku obecnym.

W naszem przekonaniu jest inna droga prostsza i łatwiejsza do zrozumienia zjawiska, które, przedłużając dzień, dozwoliło Izraelitom całkowicie rozgromić królów chananejskich. Wiadomo, że drogą znanego prawa łamania się światła promienie gwiazd, przenikające atmosferę ziemską, dochodzą do nas wtedy jeszcze, kiedy słońce lub gwiazdy są już niżej horyzontu. Zjawisko, że kij zagłębiony w wodzie zdaje się być na pozór złamanym, jak wiadomo, tłómaczy się różnicą gęstości środowisk, przez które przenika promień światła. Gęstość powietrza nie wszędzie jednaka, inna na poziomie ziemi, inna w górnych częściach atmosfery. Jakoż promienie światła gwiazd przebiegają słoje rozmaitej gęstości atmosfery, skąd pochodzi owo łamanie się światła, skutkiem którego promienie zdają się być bliżej zenitu, niż są rzeczywiście. Owo zboczenie promieni światła jest tak wielkie, że my widzimy jeszcze całkowitą średnicę słońca i księżyca nawet wtedy, kiedy te gwiazdy skryły się już zupełnie pod horyzontem.

To zjawisko tłómaczy nam także cud Jozuego. Aby przedłużyć światło dzienne, mógł Bóg chwilowo przedłużyć załamanie światła w powietrzu. Może być nawet, że Opatrzność utrwaliła w tym celu zjawisko naturalne, sprowadzając naprzykład nadzwyczajne obłoki kosmiczne, które zwiekszywszy grubość słojów atmosferycznych, przez to samo znacznie powiększyły długość promieni słonecznych, i co za tem idzie, długość dnia.

Deszcz kamieni, jaki towarzyszył temu zjawisku, czy też je poprzedzał, zdaje się wspierać tę hypotezę, ponieważ z niego można wnioskować o jakimś osobliwym stanie atmosfery.

Takie objaśnienie wcale nie wyłącza cudu, albowiem spółczesne zajście tego nadzwyczajnego zjawiska z bitwą, stoczoną przez Jozuego, samo przez się jest dowodem wyraźnego udziału Opatrzności. Nie można też zarzucić temu tłómaczeniu, aby się oddalało od naturalnego sensu Biblii, albowiem, żeby pisarz mógł powiedzieć, iż słońce stanęło, dosyć jest, aby tarcza słoneczna dłużej niż zwykle była widzialna, bez względu na rzeczywiste położenie słońca.

Chociaż pod nazwą „cud Jozuego” rozumiemy wyłącznie zatrzymanie się słońca, to jednak nie będzie od rzeczy przy tej sposobności powiedzieć słów kilku o „deszczu kamieni,” o którym była wzmianka nieco wyżej, a który, według zapewnienia Pisma św., w znacznej części przyczynił się do rozgromienia Chananejczyków. Cóż to tedy były za kamienie?

Przypuszczano, że to aerolity, które tocząc się w przestrzeni, w końcu wkroczyły w sferę attrakcyjną naszej planety i na nią spadły. Takie przypuszczenie byłoby możebne, spadanie bowiem tych ciał niebieskich jest faktem sprawdzonym i często się powtarzającym. Wszelako, nie posiadamy wiadomości, żeby tak znaczna ilość spadła gdziekolwiek. Co więcej, jeżeli zjawisko to naprawdę się zdarzyło, to ponieważ znamy w przybliżeniu plac walki, zdaje się że byłoby rzeczą możliwą odszukać jego ślady, bo aerolity mają odrębny wygląd i skład mineralogiczny, po których z łatwością je odróżniamy od innych kamieni. A przecież nikt dotąd nie natrafił na nie.

Jeżeli więc, podług wszelkiego prawdopodobieństwa, Bóg uciekł się w tym wypadku do przyczyn drugorzędnych, ażeby przyśpieszyć ucieczkę Chananejczyków, wolno wierzyć z wielu pobożnymi egzegetami, że kamienie owe, były to wielkie bryły lodu gradowego, które pod słońcem wkrótce stopniały. I to tłómaczenie wydaje się być najprawdopodobniejsze. Ma się rozumieć, mógł Bóg stworzyć na razie kamienie i użyć ich do rozgromienia wojska sprzymierzonych krajów chananejskich, lecz znajomość zwyczajnych dróg Opatrzności nie pozwala wierzyć, że w obecnym wypadku użył tego nadzwyczajnego środka.

Kto wie nawet, czy chmura, która wyrzuciła tak ogromną ilość gradu zabójczego, nie przyczyniła się, skutkiem zmian w gęstości atmosfery, do powiększenia łamania się promieni słonecznych, i co za tem idzie, długości dnia?

Objaśnienie to jest tylko hypotezą, ale hypoteza ta nabiera cech wielkiego prawdopodobieństwa, skoro jednej przyczynie przypisuje dwa równoczesne zjawiska, pomiędzy któremi, zdawało się niegdyś, że niepodobna było dopatrzeć żadnej łączności.

Jeszcze raz powtarzam, że jakkolwiek takie objaśnienie tekstu świętego wydaje się prawdopodobnem, to jednak nie wyklucza ono wyraźnego w tem wydarzeniu udziału Opatrzności, boć chyba nikt nie zechce przypisać tego zjawiska trafowi, gdy ono dokonało się ono z wielką siłą i w chwili odpowiedniej do przeprowadzenia zamiarów Opatrzności.

Powyższe objaśnienie jest odpowiedzią na zarzut niedowiarków, którzy obok tego, że przeczą cudu Jozuego, głoszą przed światem, iż sama idea tego cudu pozostaje w widocznem przeciwieństwie do nowoczesnego postępu nauk przyrodzonych, i że zdradza grubą nieznajomość praw astronomicznych. Otóż wykazaliśmy na przykładzie, że nasze cuda ostoją się nawet wobec najnowszych odkryć nauk przyrodniczych.

Nie chcemy atoli narzucać naszego tłómaczenia, zwłaszcza odnośnie do szczegółów wyżej przytoczonych. Kto chce, może wierzyć, że ziemia na głos Jozuego stanęła lub zwolniła tylko swój bieg, ale i nasze wywody nie są pozbawione prawdopodobieństwa.

Co powiedzieć o alluzyach do cudu Jozuego, znajdowanych rzekomo u niektórych pisarzy starożytnych? Są one nasamprzód bardzo niewyraźne, a powtóre, jeżelibyśmy je przyjęli za rzeczywiste, to są one jedynie echem jeszcze bardziej starożytnych tradycyj żydowskich, które od żydów przeszły do pogan. Nie przemawiają więc one za powszechnością zjawiska, ale stanowią jeden więcej dowód, że zjawisko to było lokalne i utwierdzają nas w naszem przekonaniu.

Ob. „Miracle de Josué, par Jean d'Estienne,” w czasopiśmie „La Controverse,” t. II, 1881. (Hamard).