KOBIETA (Dusza Kobiety).
Nauka katolicka, wyraźnie już w Biblii zawarta, uczy, że natura kobiety nie jest niższa od natury mężczyzny, że kobieta podobnie jak mężczyzna posiada duszę nieśmiertelną, obdarzoną władzami umysłowemi i podległą obowiązkom moralnym, podobnym do moralnych obowiązków mężczyzny; że tak samo jak mężczyzna jest ona powołana do łaski i do szczęśliwości nadprzyrodzonej, mogąca go nawet przewyższyć podniosłością darów bożych i wielkością swych zasług. Uległość zaś małżonki względem małżonka w domowem pożyciu nie powinna się przeradzać w niewolę, w upodlenie i ucisk niemal na równi z barbarzyństwem poniża i psuje kobietę, podczas gdy tegoczesny materyalizm i racyonalizm przywodzą ją do bezwstydu dawnych haremów i lupanarów; katolicyzm przez swą naukę, sakramenta św. i swe religijne instytucye rozbudza w niej bezustannie uczucia godności, cierpliwości, słodyczy, które ją wynoszą daleko ponad ideał, wymarzony dla niej przez najmędrszych przedstawicieli filozofii.
II. To co tu twierdzimy jest tak dalece pewne, że z tego żaden uczciwy człowiek nie odważyłby się ani słowa zaprzeczyć. Zarzuty, które się niekiedy podnoszą przeciw kobiecie biblijnej, przeciw kobiecie chrześcijańskiej, należą do rzędu tych, jakie się nie wypowiadają publicznie, i na które niema potrzeby odpowiadać — chyba pogardą. Wszelako w ostatnich czasach zaczęto twierdzić, że Kościół nie okazał tyle poszanowania dla kobiety, o ile się niegdyś zdawało, i nawet odmawiać jej, albo przynajmniej w wątpliwość podawać, jej prawo do posiadania rozumnej, nieśmiertelnej duszy, podobnej do duszy mężczyzny. Na poparcie tego dziwnego mniemania przytaczano fakt od dawna znany, to mianowicie rozprawa, w której uczeni chrześcijańscy niezupełnie byli przekonani o istnieniu rozumnej i nieśmiertelnej duszy w kobiecie. Zbadajmyż więc ten zarzut.
W VI w. Grzegorz z Tours (Hist. Franc. VIII, ch. 20), historyk łatwowierny i zły kronikarz, który sam nie nawet był kiedy historykiem, podaje fakt, który dał jakoby powód do tej baśni: a tymczasem na drugim synodzie (drugim w Macon, odbytym w r. 585, niektórzy podają, że w r. 588) jeden z biskupów utrzymywał, że kobieta nie może być zwana człowiekiem (mulier non est homo, licet homo possit esse mulier, quia vir solus est homo, vel, utrumque enim hominem dixit). Jednakże, skoro mu inni biskupi rzecz wyjaśnili (ratione accepta), zgodził się na ich zdanie (quievit); gdyż Pismo św. Starego Testamentu uczy, że Bóg, stwarzając człowieka, powiedział: mężczyzną i niewiastę stworzył ich, i nadał im imię — Adam, to znaczy człowiek z ziemi (homo terrenus); a zatem kobietę nazwał tak samo jak mężczyznę jedno i drugie nazwał człowiekiem (utrumque enim hominem dixit). Co więcej, Chrystus Pan jest nazwany Synem człowieczym, gdyż był synem Dziewicy, to jest kobiety. Tak wyjaśniona wielu innemi jeszcze świadectwami, kwestya ta została ukończona, causa quievit.
Zachowały się kanony tego drugiego synodu w Macon, a przy pobieżnem ich odczytywaniu trudno zrozumieć, dlaczego cały ten spór wszczynał! Zdaje się on przeto być zupełnie przypadkowym i w niczem nie zdaje się dotyczyć przedmiotu, skądinąd wcale nie dogmatycznego, którym ten synod powinien się był zajmować.
Jeden jedyny biskup, nie poparty przez żadnego innego biskupa albo biskupiego delegata, wpada na myśl podniesienia jakiejś teoryi, którą podaje Grzegorz z Tours, nie przywiązując do niej zresztą żadnego wielkiego znaczenia, któregoby z pewnością nie omieszkałby jej nadać, gdyby ten zarzut był tem, czem go próżno mieć chcą dzisiejsi racyonaliści. Trudność ta w istocie, bynajmniej nie dotyczy ludzkiej i rozumnej duszy kobiety, lecz tylko nazwy człowiek, homo, której zastosowanie do kobiety dziwi owego poczciwego biskupa szóstego wieku, nie wielkiego snać teologa i słabego uczonego. Miesza on wyraz homo z wyrazem vir, za jedno bierze nazwę człowiek z nazwą mężczyzna, i nie może zrozumieć, jakim sposobem kobietę można było oznaczać pierwszą z tych nazw, kiedy jej nie można nadać nazwy drugiej. Nie jest on na tyle niemądry, albo raczej, nie ma tyle gallskiej subtelności, aby sobie pozwolił na ten żart, jaki mu przypisują, a jakiego żaden chrześcijanin przed nim nie wymyślił i żaden po nim nie wymyśli. Że zaś nie podaje w wątpliwość istnienia duszy ludzkiej u kobiety, już to samo choćby dowodzi, że argumenta, jakie mu inni biskupi stawiają, albo raczej powody (rationes), jakie mu przytaczają, jak powiada rzeczony historyk, najmniejszej nie mają łączności z tą szczególną sprawą: powody te należą poprostu do dziedziny gramatyki, a tem samem wskazują, że podniesiona przez owego biskupa trudność nie należy do zakresu filozofii. Ograniczają się rzeczeni biskupi na wykazaniu, bądź ze Starego bądź też z Nowego Testamentu, że łaciński wyraz homo doskonale zastosować się daje do kobiety. Na co dzielny ów biskup nie znajduje żadnej już odpowiedzi i wraca do swego spokojnego milczenia, quievit; sprawa została wyjaśniona i najspokojniej się zakończyła, causa quievit.
Oczywiście przeto, nie można utrzymywać, żeby 1-o kwestya istnienia rozumnej duszy w kobiecie była poruszona na synodzie w Macon, gdyż żadnej podobnej sprawy nie było, 2-o żeby synod powątpiewał o tem istnieniu, gdyż nie synod-to wątpił, lecz jeden jedyny z jego współuczestników, który przedstawił swój skrupuł, i to z zakresu gramatyki, w przedmiocie nazwy łacińskiej, jaką należałoby dać lub odmówić kobiecie. Zdaje się przeto wobec tego, cośmy powiedzieli, że nie powinnoby być nadal o tej sprawie mowy między ludźmi rozumnymi i że należałoby powiedzieć, iż śmieszny ten zarzut: quievit. (Dr. J. D).