KONGREGACYE RZYMSKIE.

Pod tą nazwą rozumieć należy różne zgromadzenia kardynałów i niższych dygnitarzy, ustanowione przez Kościół dla rozpoznawania i zarządu spraw religijnych, działające, każde w swoim zakresie, w imieniu i władzą Najwyższego Pasterza. Kongregacye dzielą się na zwyczajne i nadzwyczajne. Pierwsze stale funkcyonują, drugie, ustanowione dla pewnych spraw specyalnych i przemijających, ustają z chwilą, kiedy skończyły swoje zadanie. W niniejszym artykule o pierwszych tylko mówić będziemy.

Kongregacye Rzymskie datują się od soboru Trydenckiego. W tej epoce powstały i kolejno ustanawiane były względnie do wzmagających się potrzeb zarządu kościelnego i w miarę coraz to częstszego odwoływania się do najwyższej władzy Stolicy Apostolskiej. W ciągu pierwszych dziesięciu wieków papieże rozpoznawali ważniejsze sprawy, dotyczące wiary i obyczajów, na soborach rzymskich, w których brali udział kardynałowie, kapłani, dyakoni i biskupi podmiejscy, czasami wszystek kler rzymski i biskupi z różnych krajów. Miejsce soborów zajął potem Konsystorz, t. j. zgromadzenie członków świętego kollegium. Konsystorz odbywał się zazwyczaj dwa lub trzy razy na tydzień; była to zwyczajna rada papieża. Niebawem papież, który początkowo rozpoznawał sprawy mniejszej wagi osobiście w towarzystwie swoich kapłanów, przelał swoją władzę na niższe trybunały. Odtąd powstały trybunały t. zw. Rota, Penitencyarya, Datarya, Kardynał kamerling, Audytor kamery. Lecz liczne i trudne sprawy większej doniosłości domagały się często szybkiego załatwienia, czemu nie mogło podołać jedno zgromadzenie, skutkiem tego Ojcowie Soboru Trydenckiego, zastanowiwszy się nad tą sprawą zażądali, aby rozdzielono obowiązki włożone na konsystorz. Stąd powstały Kongregacye.

Wszystkie kongregacye można sprowadzić do dwóch kategoryi: jedne zarządzają specyalnie sprawami wiary, inne sprawami karności kościelnej. Pierwszych jest trzy:

I. Kongregacya świętego Officyum zajmuje się tem wszystkiem, co mogłoby szkodzić czystości lub całości wiary; wydaje wyroki w sprawach o herezye, zabobony, magię, o nadużycia Sakramentów świętych, jako też o wszystkich książkach, podejrzanych o te występki. Założona przez Pawła III w celu oddziaływania przeciw rozwojowi protestantyzmu i wyniesiona ponad Inkwizycyę czyli Święte Officium, które istniało już od XIII wieku, jest najważniejszą ze wszystkich kongregacyi, a sam papież jest jej prefektem.

II. Kongregacya Indeksu ma obowiązek oceniać dzieła, które jej przedstawiono jako szkodliwe dla wiary i dobrych obyczajów, oraz zakazywać ich czytania, jeśliby je za takie uważała. (Ob. art. Indeks).

III. Kongregacya Propagandy (de Propaganda fide), ma, jak to sama nazwa wskazuje, służyć do szerzenia wiary wśród niewiernych, ma zasilać misye katolickie, podtrzymywać je i zarządzać niemi, zbierać ofiary od wiernych, by je rozsyłać na misye, zakładać i podtrzymywać powstające osady chrześcijańskie, rozstrzygać trudności, wynikające w zakresie missyi itd. Między najważniejszych pracowników działalności Propagandy trzeba na pierwszem miejscu postawić Kolegium Propagandy (Collegium de Propaganda fide), prawdziwe seminaryum apostołów, gdzie kształci się w pobożności i w naukach młodzież wszystkich krajów, która w następstwie ma roznosić światło ewangelii na cztery strony świata, tudzież drukarnię Propagandy, w której zakładach drukują się bez przerwy w różnych językach, Pismo św., księgi liturgiczne i inne książki pożyteczne dla religii.

Pomiędzy kongregacyami, zarządzającemi przeważnie karnością kościelną, najważniejsze są:

  1. Kongregacya Soborowa, tak nazwana dla tego, że pierwszym jej obowiązkiem jest tłumaczyć postanowienia dyscyplinarne soboru Trydenckiego, które pierwszorzędne zajmują miejsce w prawie nowożytnem; oprócz tego, do tejże Kongregacyi należy pilnować przestrzegania postanowień tego Soboru, uczciwości i czystości kleru świeckiego i zakonnego, pobożności i czystości obyczajów ludu wiernego. Do tej kongregacyi przyłączone zostały dwie komisye, które stanowią jakoby dopełnienie całości tej instytucyi; jedna, złożona z prałatów, ma obowiązek badać relacye biskupów o stanie swych dyecezyi; do drugiej należy przeglądanie ustaw synodów prowincyonalnych.

  2. Następuje Kongregacya Obrzędów, która ma w swej pieczy kult religijny i ceremonie kościelne, a także sprawy beatyfikacyi i kanonizacyi świętych.

  3. Kongregacya odpustów i relikwii, do której należy—względnie do jej podwójnego tytułu, czuwać, by nie wynikały, a usuwać już wynikłe nadużycia pod powyższymi względami.

  4. Kongregacya biskupów i zakonników, do której należą sprawy biskupów, sprawy zakonników i sprawy mieszane jednych i drugich, wreszcie wszelkie spory, zachodzące między nimi i osobami trzeciemi.

Wspomnieć wypada:

  1. Kongregacyę konsystorza.

  2. Kongregacye przywilejów i swobód kościelnych, studyum, kongregacyę egzaminu biskupów i inne jeszcze, których zakres ściślej określają prawnicy. (Ob. Bangen, „Die Roemische Curie,” Münster, 1844).

Wymieniają niekiedy pod nazwą kongregacji Rota, Dataryę, Penitencyaryę, Kancelaryę Apostolską, Sekretaryat brewiów; lecz instytucye te właściwie są tylko trybunałami, wydziałami administracyjnymi, albo biurami dla ekspedycyi pism i reskryptów apostolskich.

Kongregacye, jak wyżej powiedziano, reprezentują najwyższą władzę i są jej prawnymi zastępcami; przez fikcyę prawną każda z nich stanowi łącznie z papieżem jedno ciało prawne, tak samo jak według zasad kanonicznych trybunał wikaryusza generalnego stanowi jeden trybunał z biskupem. I dla tego Benedykt XIV dekrety kongregacyi przypisuje Stolicy Apostolskiej (Instit. eccl., 75, n. 0); dla tego też od tych dekretów, uważanych jako prawidła postępowania, zazwyczaj niema apellacyi. To samo trzeba powiedzieć o reskryptach świętej Penitencyaryi. Pomimo to jednak, ani kongregacye, ani trybunały kuryi rzymskiej nie myślą przypisywać sobie posiadania osobistych przywilejów papieskich. Ich decyzye doktrynalne nie posiadają przywileju nieomylności, nawet wtedy, kiedy towarzyszy im sankcya papieska. Dając na nie swoje przyzwolenie, papież nie ma zamiaru uważać je za swoje, chyba że wyraźnie chce je mieć za swoje; potwierdzenie papieskie stosuje się do natury aktu potwierdzonego, ale go nie zmienia. Mylono by się jeszcze więcej, gdyby chciano widzieć w tem prostem potwierdzeniu orzeczenie ex cathedra; jest ono bez wątpienia jednym z wielu objawów prymatu i nauczycielstwa powszechnego, lecz nie jest jeszcze aktem pełności władzy, bo niema tu woli okazania nieodwołalnie jakiejś prawdy, ani podawania jej do wierzenia wszystkim wiernym. Słowem, zastępca Jezusa Chrystusa, przykładając na boskiem orzeczeniu swoją pieczęć, niema intencyi sprawowania swego urzędu pasterza i nauczyciela wszystkich chrześcijan i określania swą najwyższą powagą apostolską, że pewna nauka w przedmiocie wiary i obyczajów winna być przyjęta w całym Kościele” (Sobór Watyk. I, konstyt. dogm. o Kościele Chrystusowym). Utrzymywać przeciwnie, znaczyłoby tyle, co podnosić każde zdanie doktrynalne Stolicy Apostolskiej do godności orzeczenia dogmatycznego; czego nie twierdził żaden teolog i coby było szczytem niedorzeczności. „Rzym potwierdza każdodziennie orzeczenia w przedmiocie wiary i obyczajów, wydawane przez biskupów lub synody prowincyonalne; a któżby wyobrażał sobie, że orzeczenia te stają się przez sam fakt potwierdzenia nieomylną regułą wiary dla całego świata katolickiego? Kiedy Pasterz pasterzy chce, dla potwierdzenia pewnej prawdy lub napiętnowania błędu, uciec się do swej pełnej władzy duchownej, wtedy najczęściej posługuje się brevem, bullą, konstytucyą apostolską, albo co najmniej, chcąc ustalić jakiś punkt określony, obwieszcza w słowach dostatecznie jasnych, że wszyscy pod karą herezyi obowiązani są dać co do tego punktu swoje wewnętrzne przyzwolenie. Otóż tylko podług powyżej wyłuszczonych zasad należy oceniać każde potępienie jakiegoś zdania lub książki, ogłoszone czy to przez kongregacyę Świętego Officyum, czy też przez kongregacyę Indeksu, za zgodą i upoważnieniem Najwyższego Pasterza (Ob. art. Indeks). Co innego należałoby sądzić o orzeczeniu, wydanem przez Ojca świętego po zasięgnięciu zdania jednej lub kilku kongregacyi; w takim razie papież orzeka sam; a taki akt, zawierający potwierdzenie lub potępienie jakiejś nauki, pochodzącej wprost od papieża, byłby nieomylny, jeśliby tylko zachowane były wszystkie warunki, wymagane przez prawo do nieomylnego orzeczenia.

Często źle deklamowano przeciwko taksom czyli opłatom, których kurya rzymska wymaga od tych, co się do niej uciekają, i z tego powodu zarzucano Kościołowi katolickiemu występki symonii i sprzedajności. Lecz, jak to się często zdarza, bardzo przesadzano fakta, a niewiadomość i namiętność, mieszając wiele rzeczy istotnie różniących się między sobą, doprowadziły do całkowicie mylnych wniosków. Aby odeprzeć ten zarzut, wystarcza zaznaczyć jedną lub dwie wybitne różnice, a przedewszystkiem w zasadę prawności tych opłat, wolną od nadużyć, jako też określić prawdziwy ich charakter.

Oskarżenie to, wypowiedziane w słowach tak ogólnych i skierowane przeciwko wszystkim kongregacyom i trybunałom kuryi rzymskiej, świadczy przedewszystkiem o uprzedzonym i niesprawiedliwym umyśle swych twórców. Wiadomo bowiem wszystkim, że większość tych korporacyi prawodawczych, sądowych i administracyjnych, nie pobiera nigdy z powodu swych wyroków ani pieniędzy, ani wogóle żadnych darów. Zresztą, tak tu jak i wszędzie, trzeba się wystrzegać dwuznaczności. Zdarza się bowiem, że ten, kto posyła prośbę do Rzymu, załatwia to przez pośrednictwo jednego z agentów, którzy drogą praktyki doszli do takiej wprawy, iż nie uchybiają żadnym formalnościom prawnym. Ci agenci, po większej części ludzie świeccy, nie należą do składu osób urzędowych, lecz tylko ofiarują swoje usługi osobom prywatnym dla zachowania procedury, która w sądach i w administracyi zarówno kościelnej jak i świeckiej, zapewnia sprawom bieg szybki i regularny. Honoraryum, które za fatygę otrzymują, nie mniej jak i koszta poczty za przesłanie prośby, nie mogą naturalnie uchodzić za opłatę wymaganą przez trybunał. Czyż bowiem miano kiedykolwiek za taksę owe słuszne honorarya, należne pełnomocnikowi strony powodowej, wprowadzającemu sprawę przed trybunały świeckie i adwokatowi broniącemu strony pozwanej? Zresztą nadmienić wypada, że Stolica Św. postanowiła pewne przepisy dość surowe, ażeby zabezpieczyć wiernych od wyzysku ze strony agentów, którzy są tylko zwykłymi pośrednikami.

Po tych wstępnych uwagach nie wahamy się przyznać, że za pewne reskrypta, wychodzące z Dataryi, z Kancelaryi Apostolskiej i z Sekretaryatu brewiów, za udzielenie żądanej łaski, za nominacye na beneficya, za nadanie tytułu honorowego etc., pobierają się pewne opłaty od patentów. Koszta, ponoszone przy tej okazyi, są dwojakiego rodzaju. Po pierwsze, jest to pewna mała suma, pobierana na rzecz urzędników trybunału, którzy czasami, jak naprzykład w Dataryi, nie otrzymują żadnego innego wynagrodzenia. Oczywiście, opłata rzeczona nie ma w sobie nic prawu przeciwnego. Cóż bowiem może być w tem niesprawiedliwego, że urzędnicy, którzy poświęcają swój czas i swoje zdolności na usługi wiernych, otrzymują od nich godziwe środki do zabezpieczenia potrzeb życia? Jakiemiż środkami Kościół mógłby utrzymać tylu urzędników, jeśliby wierni nie przyczyniali się swemi opłatami? A któż bardziej jest obowiązany wspomagać Kościół, jeśli nie ci wierni, którzy osobiście korzystają z łask, otrzymywanych za pośrednictwem rozlicznych instytucyi kościelnych? Honorarya, o których mowa, bardzo są podobne do tych honoraryów, jakie pobierają duchowni za sprawowanie innych obowiązków kościelnych, zarówno jedne jak i drugie nie obrażają ani zdrowego rozumu, ani prawa boskiego. To też nie można ich nazwać świętokupstwem, ponieważ nie są płacone ani wymagane, jako cena wartości za rzecz duchowną i nawet nie są główną pobudką, skłaniającą władzę kościelną do udzielania z powodu nich jakiejbądź łaski. Wszyscy się zgadzają, że dyspensy kościelnej, modlitwy, sakramentu, nie wolno oceniać na pieniądze, a Sobór Trydencki wymaga, by dyspensy były udzielane zupełnie darmo (Sess. XXIV, cap. V. de ref. matr.). Atoli, nie twierdzimy bynajmniej, żeby żaden duchowny nie mógł pobierać za swój trud jakiegoś wynagrodzenia. Skoro bowiem spełnia czynność przywiązaną do swego obowiązku na korzyść pewnej osoby, nietylko że wolno mu przyjąć pewne za nią wynagrodzenie, zabezpieczające mu środki do życia, ale ma do tego wynagrodzenia zupełne prawo. Prawo natury przemawia za tą zasadą. To też Chrystus Pan, wzbroniwszy apostołom kupczyć rzeczami świętemi, dodaje, że „godzien jest robotnik strawy swojej” (Mat. X, 10).

I święty Paweł, objaśniając słowo Mistrza, powiada: „Kto kiedy jako żołnierz swym kosztem służy? kto sadzi winnicę, a owocu jej nie pożywa? kto trzodę pasie, a mleka trzody nie pożywa?..., W zakonie Mojżeszowym napisano jest: nie zawiążesz gęby wołowi młócącemu... Jeśli my wam duchowneśmy rzeczy siali, wielka rzecz jest, jeślilbyśmy z waszych dóbr doczesnych żęli?... Niewiecie, iż którzy w świątnicy robią, co jest z świątnicy jedzą, a którzy ołtarzowi usługują, uczestnikami są ołtarza. Tak też Pan postanowił tym, którzy ewangelią opowiadają, aby z ewangelii żyli” (I Kor. IX, 1—14). Jakąkolwiek otrzymują wierni pomoc duchowną z czynności kapłańskich, czy to przez nauczanie, czy przez sakramenta, czy przez ofiarę ołtarza, tytuł do pobierania wynagrodzenia przez kapłanów zawsze jest jednakowy: z jednej strony konieczność, w jakiej się znajduje kapłan znalezienia sobie środków do życia, z drugiej strony — obowiązek, ciążący na wiernych, dostarczania kapłanom tych środków. Z tego wnosić można, ze akcydensa kościelne, ściśle mówiąc, nie są jałmużną, ponieważ wierni nie mogą ich odmówić kapłanowi, nie wykraczając tem samem przeciwko sprawiedliwości; ale też nie są one i zapłatą za pracę i trudy. Przeciwnicy nasi chętnie posługują się temi i tym podobnemi wyrażeniami, by zohydzić w oczach wiernych tę praktykę; dla tego też traktują kapłana jako wyrobnika, jako najemnika; mówią nawet, iż sprzedaje rzeczy święte swego posłannictwa. Atoli chwila zastanowienia się wystarcza do zgłębienia próżni tych frazesów, które złośliwość ludzka wymyśliła. My powiadamy, że tu wcale niema mowy ani o cenie ani o zapłacie, ani o kupnie, ani o sprzedaży, ponieważ wyrazy te przypuszczają obustronną równą wartość dwóch rzeczy, przynajmniej w intencyi zawierających kontrakty ej proporcyi pomiędzy rzeczą sprzedawaną a kupowaną. Sprzedaje się i kupuje ruchomości, artykuły żywności, ziemię, i płaci się z każdą rzecz kupioną drożej lub taniej, względnie do jej wartości, użyteczności, trwałości i t. d. Przedmiot, wystawiony na sprzedaż bada się starannie, bierze się na uwagę jego przymioty wewnętrzne, jego rzadkość, okoliczności miejsca, czasu, osób, i wszystkie te względy, razem połączone, są podstawą orzeczenia, o ile można, dokładnej jego wartości. Tak samo ocenia się prace artysty i robotnika. Lecz któż się ośmieli, nawet w porządku świeckim, rozciągać tę ocenę do wszystkich stanów, do wszystkich usług, jakie ludzie w społeczeństwie wzajem sobie oddają? Kto powie o żołnierzu, który przelewa swoją krew w obronie ojczyzny, o lekarzu, który dla uratowania chorego naraża się na śmiertelną zarazę, o adwokacie, o sędzi, którzy bronią lub potępiają nasze dobre, niesprawiedliwie zahaczone lub potwarczo oczernione imię, o osobach, trzymających w swej dłoni wodze rządu: o królu, prezydencie rzeczypospolitej, ministrze; kto powie o wszystkich tych osobach, że są płatnymi najemnikami państwa lub poszczególnych indywiduów, że wystawiają na sprzedaż swój czas, swoją naukę, swoje talenta? Kto będzie utrzymywał, że to, co każdy z nich pobiera słusznie za swój urząd albo za swoje obowiązki, jest zapłatą za pracę. Jeśliby tak było, trzebaby ustanowić łączną miarę pomiędzy pracą, zasługą a zapłatą; ogromna przestrzeń, która ze względu na wiadomości, zręczność osobiste zdolności, poświęcenie, dzieli często ludzi jednakowego stanowiska, dygnitarzy z jednakowymi tytułami, — koniecznie wielką różność wynagrodzenia, trzebaby nakładać cenę na wszystkie przymioty, na wszystkie osobiste zasługi. Któż nie widzi, że nietylko nic podobnego nie zdarzyło się i zdarzyć się nie mogło, ale nawet że cała ludzkość podobny pomysł odpycha? Nie chce ona zrównać wynagrodzenia za sprawowanie wyżej pomienionych zaszczytnych obowiązków z płacą należną robotnikowi. To też i język nawet ma specyalne terminy do wyrażenia tego wynagrodzenia. Robotnik za dzień roboty bierze zapłatę, ale urzędnikowi, profesorowi wyznacza się pensya, lekarz, adwokat otrzymują honorarium, żołnierz ma prawo do żołdu; dla naczelnika państwa konstytucyjnego izba wotuje listę cywilną. Dla czegóżby jedni tylko duchowni mieli być niżej postawieni od profesorów, urzędników, żołnierzy i t. p.? Miałżeby urząd ich być mniej godnym nagrody, dlatego że jest wyższego porządku, że zawsze zmierza bezpośrednio do zabezpieczenia istotom rozumnym szczęścia wiecznego?

Sprawiedliwiej może wydawanoby sądy o przypadkowych dochodach duchowieństwa, gdyby wiedziano, jaki ich początek. Od pierwszych wieków Kościoła słudzy jego, opierający się na nauce Chrystusowej i na tradycyi apostolskiej, utrzymywali się z dobrowolnych ofiar wiernych; właściwie przeto wszystkie dochody podówczas były przypadkowe.

Rozmaite przewroty, zaszłe skutkiem prześladowań, herezyi, najścia barbarzyńców, doprowadziły do przekonania, że utrzymanie duchowieństwa byłoby mniej zawisłem od łaski, gdyby wyznaczono mu dobra; i to właśnie nastąpiło. To też było przewodnią myślą ustanowienia beneficyów.

Za Karola Wielkiego z tych samych pobudek przeznaczono dziesięciny sługom ołtarza. Nieco później, t. j. od czasu upadku dynastyi karolingów, Kościół został pozbawiony przez możnowładców ziemi i dziesięcin, które mu były darowane, a narody ujrzały się w konieczności zabezpieczenia utrzymania duchowieństwa datkami odręcznymi, i tym sposobem ustaliły się dochody przypadkowe.

W naszych czasach, duchowieństwo także je pobiera, gdyż od rewolucyi francuskiej pozbawiane bywało (kolejno w rozmaitych krajach) dóbr kościelnych; atoli gdyby mu wolno było wybierać, to wybrałoby bez wahania maleńkie dochody, zabezpieczone na dobrach, i odstąpiłoby chętnie od zwyczaju pobierania honoraryów za sprawowanie swoich obowiązków. Skoro więc niektórzy pisarze występują, w imię zasad i dobra religii, z tak wielką goryczą przeciwko tym dochodom przypadkowym, których konieczność Kościół sam opłakuje, to czemuż nie chcą wiedzieć o tem, że ewangelia uznaje takowe w zasadzie, apostołowie zaś ogłaszali wyraźnie ich prawność? Czemu protestantyzm i niewiara skierowały swe pociski przeciwko sługom bożym, przedstawicielom i urzędnikom władzy duchownej? Czyżby dla tego, że robotnicy ewangeliczni, ufni w słowa Mistrza, szczycą się, iż pracą zdobywają dzienną strawę, miał katolicyzm być „religią pieniędzy?” Niech więc go nie posądzają o nieprawne frymarczenie swemi wyrokami z tej przyczyny, że niektórzy jego członkowie za pracowite spełnianie swych obowiązków pobierają prawem określone pewne nadzwyczajne wynagrodzenie!

Niektóre trybunały rzymskie, oprócz wynagrodzenia należnego za pracę urzędników, otrzymują pieniądze z innego, względnie do okoliczności różnego, tytułu. Niekiedy jest to prawdziwy podatek, który papież, jako głowa chrześcijańskiej społeczności, nakłada na dobra i dochody kościelne, ażeby zaradzić licznym kościelnym potrzebom; takiemi są taksy za nominacye na ważniejsze beneficya, znane w prawie pod nazwą annaty. Przebaczenie pewnego występku, pewnej pokuty kościelnej, może być okazyą do nałożenia kary pieniężnej lub jałmużny dla biednych. Już w drugim wieku św. Eleuteryusz papież, jak świadczy Tertulian (De Praescriptionibus haeret., cap. 30) zastosował podobną karę do herezyarchy Marcyona. Bywają łaski duchowne, a nawet odpusty, — jubileusz naprzykład, które mają za warunek większą lub mniejszą jałmużnę. A i samo Pismo Św. czyż nie mówi: „Grzechy twoje jałmużnami odkupuj, a nieprawości twe miłosierdziem nad ubogimi?” (Dan., IV, 24). Dość często też otrzymujący zwolnienie od prawa, któremu podlegają, winni zastąpić je innym jakimś chwalebnym czynem: w ten sposób Datarya, udzielając dyspensę od przeszkody pokrewieństwa lub powinowactwa, wymaga pewnego wynagrodzenia, które nazywają kompozycyą. Ta ostatnia taksa nie wykracza przeciw rozporządzeniu nakazującemu, ażeby dyspensy darmo były udzielane, ponieważ nie korzysta z niej trybunał, który ją udziela; jak poprzednie taksy, tak samo i ona również przeznacza się na pobożne cele: na missye katolickie, na ubogich, na utrzymanie szpitali i t. p.; za zwolnienie od prawa, które ma na celu dobro społeczeństwa, wnosi ona wynagrodzenie szkód, przyczynionych społeczeństwu takowem zwolnieniem. Zmierza też do ograniczenia próśb o dyspensy, a tem samem do ograniczenia małżeństw pomiędzy krewnymi i powinowatymi. Kościół zresztą tak dalece jest umiarkowany i pobłażliwy w stosowaniu tego środka, że od taks wyjmuje ubogich, a pod tą nazwą rozumie wszystkich, których majątek nie wystarcza do życia bez pracy i zabiegów. W wypadkach zupełnego ubóstwa Stolica Św., dla uwolnienia interesantów nawet od kosztów przesyłki, pozwala im udać się do Penitencyaryi, której nie wolno żadnych taks pobierać.

To, cośmy powiedzieli dotychczas, dowodzi, że rozmaite podatki kuryi rzymskiej nie zawierają w sobie nic przeciwnego zdrowemu rozumowi ani prawdziwej teologii. Widzieliśmy naprzykład, iż żadna opłata nie jest wymagana jako ekwiwalent rzeczy duchowej. A zatem bez żadnej podstawy niektórzy pisarze, znani zresztą z wrogiego usposobienia względem religii objawionej (Ob. Voltaire, Diction. philos., art. Tace), powtarzają często z wielkim hałasem wyrazy: zapłata, koszt, sprzedaż, kupno rozgrzeszenia, odpustów, dyspens. Wszystkie te wyrażenia zdradzają nienawiść katolicyzmu, aniżeli zamiłowanie słuszności; polegają, jakeśmy wyżej powiedzieli na pomieszaniu pojęć, przy których się upierają wrogowie Kościoła.

Jakkolwiek zatrzymujemy się dłużej nad tym przedmiotem, broniąc w zasadzie osławionych taks, dowodząc, że opierają się one na konieczności socyalnej i, tem samem, na prawach tej instytucyi boskiej, która się nazywa Kościołem, na Piśmie św., na tradycji, na niezaprzeczonej uczciwości pobudek, któremi kierowali się najświętsi papieże przy sprawowaniu swego świętego obowiązku; pomimo to wszakże nie przeczymy, żeby nie zdarzały się w tym względzie niekiedy nadużycia, lub żeby się nie ponowiły one kiedykolwiek w przyszłości. Trzebaby chyba ustawicznego cudu, ażeby w podobnej materyi wrodzone sercu upadłego człowieka chciwość i egoizm nie objawiły się nigdy w swej złośliwej postaci. Ale czyż to słuszny powód potępiania tak bezwzględnie? Wszyscy wiedzą, że aby wymieść wszystkie nadużycia ze świata, trzebaby chyba sprowadzić zagładę całej ludzkości. Czy słuszna to rzecz potęgować nadmiernie winę przedstawicieli władzy religijnej, uogólniać fakta umiejscowione lub osobiste, albo wreszcie kazać kłamać historyi? Czy nie poniża się Voltaire (cyt. art.), gdy wzywa kuryę rzymską, by zamieściła na Indeksie książkę p. t. Taxae sacrae cancellariae et sacrae poenitenciariae apostolicae? Zawnioskujmy wreszcie, że ponieważ wszelki chwalebny zwyczaj podlega możliwości zwyrodnienia i zepsucia, przeto wszelkie zboczenia i nadużycia trzeba prostować, a nie druzgotać, trzeba dążyć do naprawy złego, a nie do zagłady dobrego. I tak właśnie pojmuje papiestwo swoje zadanie, tak je przy nadarzonej sposobności wypełnia. Nie sprzeniewierzyło się ono swemu powołaniu rozsądnego reformatora w najtrudniejszych okolicznościach. Kto nie zna bohaterskich walk Grzegorza VII podejmowanych celem zaprowadzenia w łonie duchowieństwa surowej karności, mianowicie celem wyrwania go z występku symonii, którą ambicya i interes cesarzów niemieckich podtrzymywały? Poświęcił on w tym celu swój spokój, swoje bezpieczeństwo, swoje życie nawet. Równem apostolskiem męstwem odznaczyło się wielu innych papieży.

Kościół zawsze okazywał w reformie nadużyć tyleż gorliwości, co i roztropności. Niech nam wolno będzie przytoczyć na zakończenie przykład, dotyczący odpustów, to jest tego punktu, który najbardziej wystawiony był na pociski niewiary. Oto w tym przedmiocie dekret Soboru Trydenckiego (Sess. XXV Decretum de indulgentiis): „Ponieważ władza udzielania odpustów dana była Kościołowi przez Chrystusa i Kościół używał tej boskiej władzy w bardzo odległych jeszcze wiekach, przeto Świętych Sobór naucza, że używanie odpustów, bardzo zbawienne dla ludu chrześcijańskiego i potwierdzone powagą świętych soborów, powinno być utrzymane, oraz nakazuje i klątwę rzuca na tych, którzy przeczą, aby odpusty były użyteczne, albo żeby Kościół miał władzę udzielania takowych. Pragnie zaś, by, zgodnie ze starożytnym i uznanym w Kościele zwyczajem, w udzielaniu odpustów postępowano z umiarkowaniem, ażeby przez zbytnią pobłażliwość nie rozluźniła się karność kościelna. Chcąc zaś naprawić nadużycia, które do niego wtargnęły i które dały powód heretykom do bluźnierstw przeciwko zacnej nazwie odpustów, (Sobór Święty) niniejszym dekretem ogólnie postanawia, że wszelkie niegodziwe frymarczenie odpustami całkiem powinno być zniesione; ponieważ ono było obfitem źródłem nadużyć wśród ludu chrześcijańskiego.

(Bouix, De Curia Romana; — Bangen, Die Römische Curie, Münster 1854. Huguenin, Expositio methodica juris canonici t. 1. Stremler. Des peines écclesiastiques, de l'appel et des congrégations romaines).

(X. A. K.)