KONWULSYONIŚCI.

Prócz przypadkowych czyli sporadycznych ruchów: konwulsyjnych o charakterze niezwykłym, liczne spotykamy przykłady epidemii konwulsyjnych.

Wszelako dziwne te konwulsye — epidemiczne czy nie epidemiczne — prawie nigdy nie objawiają się samoistnie, odłączone od innych objawów, czy to czysto chorobliwych w rodzaju newrozy, czy też zdziałanych przez szatana uroków, czarów, opętania. Tak np. do objawów hysteryi zaliczają się napady konwulsyjne, a opętani czy to rzeczywiści czy pozorni bardzo często podlegają konwulsyom, chociaż te nie znamionują rzeczywistej newrozy, a tem mniej jeszcze jakiegoś współdziałania szatana. Lubią się też konwulsye objawiać w rozmaitych formach oraz pod postacią przerażających wykrzywień ciała, jakie się zwykle zdarzają u opętanych — rzeczywistych czy też udanych; to znów naśladują pewien rytm podobny do owych wielkich ruchów, do klownizmu wielkiej hysteryi; taki był np. konwulsyjny napad, zw. chorée épidémique w średnich wiekach, napad tańca św. Jana i t. p.1).

W niniejszym artykule zajmujemy się tylko właściwymi konwulsyonistami, których odróżniamy od chorych na wzmiankowany taniec św. Jana, nie wykluczając wszakże możliwych między nimi punktów stycznych, oraz pozwalając czytelnikowi stosować do chorych na taniec św. Jana to, co się do nich z uwag poniżej umieszczonych da zastosować. Odróżniamy nadto konwulsyonistów od demoniaków czyli opętanych przez dyabła, nie dla tego, iżbyśmy z góry wykluczali wszelki udział szatana u konwulsyonistów, owszem ogólnie i bezwzględnie nie chcemy nawet a priori wykluczać właściwego opętania, lecz mówimy tu o konwulsyonistach, którzy nie przedstawiają tego ogółu cech, rzeczywistych czy pozornych, pewnych czy dwuznacznych, jakie za pierwszem wejrzeniem—słusznie czy niesłusznie—każą nam przypuszczać w danym osobniku opętanie dyabelskie. Pomijamy także działanie czarów lub uroków, jako ogólną i pozorną przyczynę konwulsyi. Konwulsyonistami zatem nazywamy tych, u których przeważają właściwe konwulsye, jako skutki bądź to dziwnej choroby już istniejącej lub raptownie objawiającej się, bądź też jako skutki działania pozanaturalnego (praeternaturalis), którego w ogólności nie przypisywano ani czarom, ani opętaniu dyabelskiemu i które im w ogólności z pierwszego wejrzenia nie powinno było być przypisywane. Wszak prócz czarów bywa jeszcze samodzielne działanie szatana; prócz „possessyj”, istnieje nadto właściwe opętanie (obsessio), czyli wszelkie inne działanie dyabelskie, z wyjątkiem wszakże zamieszkiwania szatana w człowieku i posiadania go przez dyabła. Prócz działania szatana, bywa w człowieku działanie sił niebieskich.

Przekonamy się niebawem, że wszystkie te powyższe myśli poruszano ze względu na najsławniejszych konwulsyonistów, t. j. konwulsyonistów cmentarza św. Medarda w Paryżu.

Nie mówiąc już o przypadkowych objawach nadzwyczajnych konwulsyi, spotykamy w ciągu IX wieku, żeby głębiej w przeszłość nie sięgać, dwa razy tego rodzaju hałaśliwe sceny konwulsyi, które rozbudziły zarówno ciekawość jak przerażenie. O pierwszym z tych wypadków, zaszłym w kościele św. Firmina w Uzés, posiadamy list św. Agobarda, arcybiskupa lyońskiego, pisany do Bartłomieja bpa Narbonny2): o drugim zaś, wydarzonym w Dijon, w kościele św. Benignusa, wspomina list Amolona, lyońskiego arcybiskupa, pisany do Theobalda, biskupa z Langres3).

Z konwulsyonistami św. Medarda możemy porównać daleko od nich późniejszych konwulsyonistów t. zw. Revivals, oraz angielskich i amerykańskich Camp-meetings'ów, widywanych w początkach bieżącego stulecia aż do dni naszych: widziano tam niekiedy do czterech tysięcy osob zapadających naraz w konwulsye4).

Wreszcie w latach 1841 i 1842 epidemia konwulsyjna, połączona z rodzajem ekstazy, panowała między ludnością wiejską w środkowej Szwecyi5).

W artykule niniejszym ograniczymy się tylko na zbadaniu konwulsyonistów św. Medarda ze stanowiska filozoficznego i teologicznego, raz dla tego, iż rzeczeni konwulsyonisci w dziejach najsławniejsi, a powtóre, iż na nich głównie powoływali się niedowiarkowie i sekciarze w walce przeciw Kościołowi; będziemy mogli przy tej sposobności roztrząsnąć i zbić wszystkie zarzuty, jakie przeciwnicy nasi wytoczyli lub wytoczyć mogą przeciw Kościołowi z tytułu konwulsyonistów w ogólności.

Rzućmy okiem na historyczny przebieg wypadków.

Błędy Kwesnelianów i Jansenistów oraz wszystkie sofistyczne ich dystynkcye i wykręty zostały nieodwołalnie potępione bullą Unigenitus (8 Września 1713 r.). Wtedy to janseniści chwycili się nowego sposobu jednania sobie umysłów. Czego nie mogli dokonać przemocą i podstępem, postanowili przeprowadzić za pomocą mniemanych cudów zmarłego w Paryżu r. 1726 dyakona Franciszka de Paris, który umartwionem życiem i dobroczynnością zjednał sobie pewien rozgłos w mieście. Rozpuszczono wieści, że przy grobie dyakona na cmentarzu kościoła św. Medarda dzieją się liczne cudowne uzdrowienia; poruszono łatwowierne pospólstwo do pielgrzymek na grób jansenistowskiego świętego. Tysiącami rozrzucano opisy życia i cudów, a na grobie wykonywano dzikie sceny mniemanych zachwytów i ekstazy, objawiającej się w strasznych konwulsyach i w okropnem wykręcaniu członków ciała. Dla ludzi rozsądnych wstrętne te sceny t. zw. konwulsyonistów były śmieszne i pogardy godne; to też arcybiskup paryski, Kacper Vintimille de Luc w 1731 i 1734 roku potępił ich cuda jako zmyślone, a Ludwik XV r. 1732 kazał zamknąć cmentarz kośc. św. Medarda. Wtedy konwulsyonisci przenieśli swe praktyki do domów prywatnych, gdzie grób świętego zastępowała przyniesiona z niego garść ziemi.

Nikt nie zaprzecza, ani nawet może zaprzeczyć rzeczywistego istnienia tych szczególnych konwulsyi oraz towarzyszących im objawów. Świadkiem ich był cały Paryż. Nadto posiadamy szczegółowe zeznania naocznych świadków jansenitów i katolików, zwolenników nadprzyrodzoności i naturalistów, którzy wszyscy doskonale mogli się kontrolować nawzajem6).

Otóż co do faktów, wszyscy się zgadzają na jedno, różne jest tylko ich pojmowanie, a stąd pewne różnice w szczegółach względnie do usposobienia i powziętych z góry uprzedzeń tych, którzy te fakta obserwowali.

Prawda, iż janseniści także utrzymywali, że już przed wypadkami konwulsyi zdarzały się cudowne uzdrowienia na grobie dyakona Franciszka, ale pomiędzy tymi cudami a konwulsyami jakaż różnica w oczach ludzi nieuprzedzonych, stwierdzających same fakta bez ich tłómaczenia?! Wszak sami tylko janseniści rozmaitymi sposobami starają się zjednać wiarę tym cudom, a podług świadectwa jednego z ówczesnych pisarzy, lorda Jerzego Lettleton, deisty a później protestanta, ci co dają wiarę tym cudom, są niesłychanie łatwowierni; tenże autor oburza się na niedowiarków, że śmią porównywać cuda konwulsyonistów z cudami Chrystusa Pana i apostołów7). Podług świadectwa innego ówczesnego pisarza, cuda konwulsyonistów wznieciły powszechne niedowierzanie, które „od początku wybuchło w słowach i w mnóstwie pism wszelkiego rodzaju: poważnych, rozumowanych, satyrycznych, humorystycznych, komicznych. W listach pasterskich8), na kazalnicach kościelnych i po teatrach potępiano, wyklinano i wyszydzano cuda jansenistowskiego świętego... Słowem podziśdzień legenda o cudach księdza Paris'a znalazła wiarę u samego tylko stronnictwa jansenistowskiego, pomimo że konwulsyoniści i ich obrońcy poruszyli wszelkie dowody na stwierdzenie autentyczności swych cudów9).

Wreszcie kardynał de Noailles, arcybiskup paryski, sam należący do stronnictwa t. zw. appellantes, tzn. odwołujących się od bulli Unigenitus, potępiającej jansenizm, do przyszłego soboru ekumenicznego, chociaż za pośrednictwem proboszczów zbierał szczegóły o mniemanych cudach na grobie dyakona Parys'a, wyznaje przecież, że największym z cudów świętego dyakona było pokutnicze jego życie. Po śmierci kardynała wielu proboszczów wniosło podanie do jego następcy, arcybiskupa Vintimille'a, prosząc o dalsze prowadzenie procesu, rozpoczętego za jego poprzednika. Jakoż w 1735 r. odbyło się śledztwo; pięć wybranych w tym celu cudów po sumiennem ich zbadaniu orzeczono za fałszywe i pozorne10). Z drugiej znów strony, co się tyczy natury faktów mniej lub więcej cudownych, jakie przed wypadkami konwulsyi mogły zajść na grobie dyakona Paris'a, nie potrzebujemy się bezpośrednio tu nimi zajmować; zauważymy tylko, że wszelką wątpliwość, mogącą zajść w przedmiocie tych cudów, łatwo będzie wyjaśnić z tego co powiemy o istocie i o cechach konwulsyi oraz innych szczególnych objawów, a co łatwiej będzie uwzględnić, że cuda, jakie jakoby miały miejsce przed wybuchem konwulsyi na cmentarzu św. Medarda, stanowią jeden szereg wypadków, dążących do tych samych co konwulsye celów, jak to przyznała przeważna większość samych nawet jansenistów.

Wypadki, stojące w łączności z konwulsyonistami św. Medarda, dzielą się na trzy różne okresy.

Pierwszy okres. Franciszek de Paris, dyakon kościoła paryskiego, zatwardziały jansenista apelujący i powtórnie się odwołujący od bulli Unigenitus do Koncilium, pośród natchnionych przez fanatyzm umartwień, umiera z oświadczeniem na ustach, że trwa w swych przekonaniach legalności odwoływania sie od bulli Unigenitus do soboru ekumenicznego, a umiera ze sławą jansenistowskiej świętości w d. 1 Maja 1727 r. i pochowany na małym cmentarzyku św. Medarda.

Upłynęło zaledwie kilka miesięcy od śmierci fanatyka, aż tu zewsząd zaczynają ściągać pielgrzymki do jego grobu; odprawiają się nowenny do t. zw. błogosławionego; gorliwsi kładą się nawet na grobie, albo całują otaczającą go ziemię. Niebawem rozchodzą się wieści o cudownych uzdrowieniach. Wierzy w cud stronnictwo apelujących; wszak to Bóg za pośrednictwem swego sługi Paris'a oświadcza się za nauką jansenistowską! Jest to okres mniemanych cudów, o których mówiliśmy wyżej.

Drugi okres. W Lipcu 1731 r. zdarza się pierwszy wypadek konwulsyi u Amalii Pivert. W Sierpniu podlega im jakaś głuchoniema z Wersalu, a pod koniec tegoż miesiąca ksiądz Bescherrand. Odtąd „zmienił Bóg swoje widoki”, powiada zwolennik konwulsyonistów, Montgeron, „i tych, których używał ongi do uzdrawiania chorych, skazał na boleści bardzo dojmujące i na konwulsye nadzwyczajne i bardzo gwałtowne.” Atoli 15 Lipca 1731 r. arcybiskup paryski de Vintimille zakazuje czcić grób Paris'a, a samemu dyakonowi cześć religijną oddawać. Pomimo tego zakazu na cmentarzu św. Medarda odbywają się nadzwyczajne zbiegowiska, konwulsye się rozpowszechniają, a konwulsyonistów niebawem na setki liczyć będą. Jednocześnie zjawiają się mali i wielcy wspomożyciele, secoureurs zwani.

Konwulsyonistom się zdaje, że otrzymują pewną ulgę w konwulsyach, gdy... każą się bić po żołądkach, gdy każą naciskać i nogami kopać swe ciało; to właśnie nazywano wspomożeniem (des secours), udzielanem konwulsyonistom przeważnie przez mężczyzn, braci, zwanych wspomożycielami („Secoureurs”); ci bili swe ofiary pięścią, niekiedy po dwunastu kładli się na jednej desce, gniotącej ciało konwulsyonisty. Później z tego wielkiego wspomagania wytworzyło się wspomożenie zabójcze (secours meurtriers), dokonywane przez uderzanie konwulsyonisty polanem drzewa, sztabą żelaza i t. p.

Na widok tych dzikich scen oburza się dwór paryski i król rozkazem gabinetowym z dnia 27 Stycznia 1732 r. zamyka cmentarz św. Medarda i pozwala otwierać go tylko dla pogrzebu umarłych. Jednocześnie wtrącają do więzienia głośniejszych konwulsyonistów.

Trzeci okres. Epidemia konwulsyjna ostatecznie ustalona. „Zaledwie wzbroniono wstępu na miejsce święte, które Pan Bóg zdawał się wybierać na spełnianie liczniejszych, aniżeli kiedykolwiek swych cudów... aż tu natychmiast mnóstwo osób porwały jeszcze dziwniejsze niż przedtym konwulsye...” I to także są słowa Montgeron'a, zwolennika konwulsyonistów.— Złe się szerzy pomimo nowego rozporządzenia królewskiego z dn. 17 Lutego 1733 r., zabraniającego konwulsyonistom wystawiania się na widok publiczny, a wszystkim poddanym—dozwalania na zbiegowiska i zgromadzenia konwulsyonistowskie; zwolennicy konwulsyonizmu zgromadzają się pokryjomu celem konwulsyonowania; do konwulsyi przybywają ekstazy, przemowy, prorokowanie, mówienie językami nieznanymi, zadziwiające niepodleganie uszkodzeniom ciała, przedstawianie na żywem ciele męki Chrystusowej i konania; stąd idą sceny zabójczego wspomagania, prób ognia, ukrzyżowania i t. p. Dziwne te objawy trwały aż do W. Rewolucyi francuskiej, a może nawet aż do czasów ostatnich11). Przez kilkanaście lat, od r. 1740 do 1758 uwaga publiczna była od tych scen odwrócona, ale w latach 1759 i 1760 znajdujemy sceny te tak żywe, jak dawno nie bywały; wtedy właśnie D'Alembert i La Condamine byli obecni scenom ukrzyżowania. Chwilowa ta konwulsyonistowska stagnacya nastąpiła skutkiem ukazania się filozofów czyli encyklopedystów, którzy przygotowali wielką rewolucyę francuską: janseniści zachwiali powagę Kościoła i powagę władzy państwowej, w sumienia i przekonania ludzkie wrzucili zarzewie zwątpienia, a tym sposobem przygotowali drogę niedowiarstwu i rokoszowi12); podczas gdy myśleli, że konwulsyonistowskimi cudami obalają nienawistny sobie jezuicki molinizm, w rzeczywistości sami ustępowali pola bezbożności i filozofizmowi. Uwagę świata zwrócili teraz na siebie Wolter, D’Alembert i inni, którzy wyzyskali jansenizm na korzyść swej bezbożności.

Wślad za ówczesnymi pisarzami albo raczej za naocznymi świadkami pragnęlibyśmy szczegółowo opisać rozmaite sceny, któreby dały dokładniejsze pojęcie o konwulsyach i innych towarzyszących im dziwnych objawach; moglibyśmy stawić przed oczyma czytelnika opowiadanie naocznego świadka sekciarskiego, takiego jak Carré de Montgeron, pod niebiosy wynoszącego konwulsye, jako objaw z nieba pochodzący; moglibyśmy też przytoczyć świadectwo naturalisty i antikonwulsyonisty, jakkolwiek również sekciarza, Hecquet'a, dalej, zdanie świadka takiego jak La Condamine, który w konwulsyonizmie chętnie widzi tylko oszukaństwo i nic więcej, i wreszcie moglibyśmy załączyć tu świadectwo katolika, Lataste'a, poddającego surowej krytyce fakta konwulsyonistów. Na to wszystko jednak nie pozwala brak miejsca. Mimo to, postaramy się dać ogólne przynajmniej pojęcie o tych konwulsyonistowskich dowodach, roztrząsając fakta, badając istotę ich i znamiona podług zeznań świadków o rozmaitych, już wspomnianych, przekonaniach; przytoczymy wiele szczegółów, zdolnych objaśnić i najdokładniej pouczyć czytelnika o istocie omawianych objawów.

Dobiegliśmy wreszcie drugiej części naszego studyum o konwulsyonistach. W tej to części spodziewamy się dostatecznie wykazać, że w faktach i w czynach konwulsyonistów niema nic, ale to bezwzględnie nic takiego, coby mogło przeciwnikom wiary i Kościoła katolickiego dostarczyć choćby najmniejszego dowodu przeciw Kościołowi, lub najmniejszego pozoru do odrzucenia w nauce tegoż Kościoła pierwiastku nadprzyrodzonego lub cudów w szczególności, lub do napadania na świętość Kościoła; owszem przeciwnie, przez wszystkie wieki widzimy ciągłe starania w Kościele o przeciwną w całości skarbu wiary i moralności, widzimy roztropność w rozróżnianiu prawdy od fałszu, dobrego od złego, najwyższą ostrożność w przyjmowaniu pierwiastku nadprzyrodzonego albo choćby tylko pozanaturalnego (praeter-naturale) w uzdrowieniach i w innych faktach, za cudowne głoszonych przez tłumy.

Pierwsza nasza w sprawie konwulsyonizmu zasada jest następująca: Przypuściwszy nawet, że konwulsye na cmentarzu św. Medarda z towarzyszącymi im zwykle objawami miały w istocie początek pozanaturalny (praeternaturalis), twierdzimy przecież stanowczo, że one nie mogły pochodzić ani pośrednio od Boga, ani bezpośrednio od aniołów, lecz że pochodziły od szatana.

W samych konwulsyach, w sposobie postępowania konwulsyonistów, w ich przemowach, w całościach całego tego dzieła konwulsyi, jak je zazwyczaj zapaleńsi konwulsyoniści nazywali, nie tylko, że nie dostrzegamy nic, coby godne było dzieła bożego, ale przeciwnie, co się tam dzieje, niegodne jest współudziału niebios i nosi cechę dyabelstwa.

Dzieło konwulsyi nie dążyło do zaprowadzenia nowej formy w kulcie religijnym, lecz zwolennicy konwulsyi, janseniści widzieli w nich potwierdzenie ze strony Boga swych błędnych nauk o łasce. To też aczkolwiek utrzymywali, że należą do Kościoła katolickiego, byli przecież jawnymi rokoszanami przeciw jego głowie i całemu ogółowi katolickich biskupów, wyjąwszy nielicznych biskupów francuskich, którzy ani pod względem cnoty, ani pod względem nauki nie stanowili ozdoby Kościoła; jednocześnie zaś ciż sami janseniści byli rokoszanami przeciw władzy państwowej.

Przytem co do samego dzieła konwulsyi, nie zgadzali się na jedno janseniści. Jedni, i to najpoważniejsi pod tym względem jak Hecquet i inni, byli jawnymi przeciwnikami konwulsyi. Stąd też sami nawet konwulsyoniści rozpadali się na liczne sekty, pomiędzy któremi najbardziej wyróżniali Augustyni, czyli zwolennicy brata Augustyna, który, jak mówi Barbier13), kazał sobie leżącemu na stole w postaci Baranka bez zmazy oddawać cześć boską i Vaillantysci, zwani tak od imienia księdza Vaillant, który się być głosił uosobieniem Eliasza. Zamieszanie to w dziele konwulsyi opłakuje sam Montgeron, zwolennik konwulsyonistów, i powiada między innemi, że rozprawy między obiema wymienionemi sektami były prowadzone chyba dla uprawnienia błędów i mogły być owocem tylko zbłąkanego umysłu albo szatańskiej pokusy14). Z tych samych też źródeł inne jeszcze wywodzą się sekty t. zw. Melamżystów, Discernantów i in. W takiem zaś zamieszaniu i w tak wyraźnym rokoszu przeciw prawowitej władzy czy można rozumnie upatrywać działanie i aprobatę boską?

Zresztą pominąwszy dążności i czyny konwulsyonistów, pytamy, czy same konwulsye można przypisywać Bogu? Rozróżniamy i odpowiadamy; jako dopust boży na karę nieszczęsnym — można, jako aprobatę jansenizmu ze strony Boga, sprowadzającą te konwulsye — żadną miarą. Trudno przypuścić, aby Bóg był sprawcą tych bezładnych ruchów, tych przeraźliwych kurczeń się całej ludzkiej postaci, tego wywieszania języka, tych krzyków dzikich, wycia, szczekania i t. p., i to dla okazania zgody niebios na czyny i zasady religijnych i państwowych rokoszan.

Może kto powie, że te dziwaczne objawy były doświadczeniem, zesłanem przez Boga na te święte osoby, że były jednym ze sposobów zwrócenia na nie ogólnej uwagi, nadprzyrodzony zaś pierwiastek okazywał się przedewszystkiem w okolicznościach, w czynach i w mowach konwulsyonistów. Odpowiadamy na to, że Pan Bóg ma daleko szlachetniejsze sposoby zwrócenia na swe sługi uwagi publicznej, i właśnie nic się tak bardzo nie sprzeciwia boskiej interwencyi w czynach ludzkich, jak czyny i postępowanie konwulsyonistów. W owem konwulsyonistowskiem wspomaganiu, w sposobie zachowania się i w mowach konwulsyonistów, śmieszność walczy o lepsze z nieprzyzwoitością; więcej powiem, konwulsyonizm—to niemoralność zbratana z okrucieństwem —to kłamstwo, a nawet okrucieństwo, świętokradztwo.

Konwulsyonisci naprzykład udają dziecięcą naiwność, jak świadczy wcale nie podejrzany świadek, konwulsyonista Montgeron15), który w tej udanej naiwności widzi szczególną łaskę niebios; modlili się, powiada Lataste16), w czasie golenia brody, by naśladować, jak mawiali, swego świętego, i popełniali tysiące innych dzieciństw, niegodnych ludzi dojrzałych. Ten sam autor opisuje następnie śmieszną i nieprzyzwoitą stronę zwykłego wspomagania młodych panien, pozwalających mężczyznom naciskać się, wstrząsać, huśtać, dozwalających w czasie swej modlitwy szarpać się za ręce, za nogi, z za piersi, a nawet przewracających się z podniesionemi do góry nogami17). Nie mniej dziwaczną postawę przybierali mówcy i improwizatorowie konwulsyonistowscy18)

Same ich mowy bywały przepełnione kłamstwami, co spowodowało D'Alemberta do wypowiedzenia następującego niepodejrzanego świadectwa: „Zapewniają, że konwulsyoniści zaczęli przepowiadać wypędzenie jezuitów nazajutrz po dokonanym fakcie; tak to oni zawsze prorokowali. Skoro spostrzegli, że przepowiednie się nie spełniały, uciekali się do łatwego wykrętu: dozwolił Pan Bóg, mawiali, nieprawdzie przeniknąć do dzieła (konwulsyonistowskiego), by bardziej jeszcze zaślepił upartych19). Sam nawet Montgeron, zauważmy to dobrze, nie śmie chwalić wszystkich przemów konwulsyonistowskich. Powiada on, że w pierwszych latach wprawdzie zdarzali się mówcy, których umysł oświecało nadprzyrodzone światło, ale w ostatnich tych czasach niektóre przemowy były tylko wytworem rozpalonej wyobraźni, mowy zaś augustynistów i vaillantystów bywają zwykłym tylko skutkiem dyabelskiego poduszczenia. Co się zaś tyczy t. zw. małego wspomagania, to nawet sam Montgeron niebezpieczeństwo jego pod względem moralności uznaje i usilnie nawołuje do ostrożności, przestrzegając braci, by unikali sideł szatańskich, albowiem w dziele konwulsyonistowskiem zdarza się nieraz zaspakajanie przewrotnych instynktów20). Co więcej, jeśli mamy wierzyć Barbier'owi, to „niezawodną jest rzeczą, że mamy dziesięć do dwudziestu dziewcząt (konwulsyonistek) przy nadziei, i że mistrze konwulsyonistowskiej nauki i proroctw zachęcają kobiety z ludu, które uległy ich zasadom, aby same oddawały im swe córki, co też one czynią celem podobania się Bogu”21).

Hecquet, sam sekciarz, również żadnej pod tym względem nie zostawia wątpliwości22).

I wreszcie, cóż może mieć wspólnego z dziełem bożem okrucieństwo t. zw. wielkiego wspomagania, zwłaszcza wspomagania zabójczego, owych prób ognia i miecza, scen ukrzyżowania i t. p.? Do okrucieństwa dołącza się rozpacz. Poncet widział jedną z konwulsyonistek, która chciała sobie twarz paznogciami poszarpać i przez okno się rzucić23). A ileż-to działo się bluźnierstw i świętokradztw!? „Pewnego pięknego poranku jedna ze stowarzyszonych powiada: dzicy oddają cześć słońcu, a jednak czczą Boga, albowiem Bogiem jest słońce! Inna znów posunęła się w swej bezbożności aż do odprawiania Mszy św., i, co prawie nie do uwierzenia, księża służyli jej do Mszy, a przytem pragnęli, by świat podziwiał wspaniałość, z jaką ta dziewczyna sprawowała to świętokradztwo”24). Montgeron przytacza zdarzenie, że jedna z sióstr konwulsyonistek z godnością i powagą odprawiała Mszę św. od początku do końca w języku nieznanym (który bezwątpienia wcale nie istnieje). Ale odprawiała ona tę mszę leżąc na wznak poruszając się niekiedy tak niesfornie, że musiano przytrzymywać jej ubranie, by zapobiedz wszelkiej nieprzyzwoitości25). Taka to była powaga i godność konwulsyonistów!

Nieco może zadługo zatrzymaliśmy się nad pierwszą naszą zasadą w sprawie konwulsyonizmu, lecz należało nam bardzo na tem, by wykazać, jak daleki był konwulsyonizm od nadprzyrodzoności, i jak mało starali się niedowiarkowie osłabić cuda i świętość Kościoła przez wzgląd na sceny jansenistowskie. Już choćby z powyższych danych przekonać się możemy, jak dalekie są cuda jansenistowskie od owego spokoju, godności, nieskalanej moralności, od owych podniosłych celów, które towarzyszą słowom i czynom, nadprzyrodzonym objawom ekstazy, wizyi i t. p., okazywanym przez Świętych, których czci Kościół katolicki.

Przejdźmy teraz do drugiej a zarazem ostatniej zasady w omawianym przedmiocie konwulsyonizmu, którą jako mniej ważną pod względem apologetycznym, pokrótce tylko wyjaśnimy.

Usunąwszy z konwulsyonizmu wszelką nadprzyrodzoną siłę, jako niegodną Boga, jakże wytłómaczyć, pytam, dziwną sprawę konwulsyonizmu?

Druga zasada. Niema wątpliwości, że w objawach konwulsyonizmu często przeważną rolę grało oszustwo. Prócz oszustwa bywało wiele objawów czysto naturalnych. Pomimo to wszakże, bez przypuszczenia w konwulsyonizmie mocy szatańskiej, trudno będzie, zdaje się, wytłómaczyć wszystkie jego objawy.

Oszukaństwo rzeczone, ogólnie biorąc, znajdujemy w sposobie postępowania jansenistów, w cudach jansenistowskich i w przemowach konwulsyonistów. Sceny ukrzyżowania np., takie, jak nam podaje La Condamine, noszą widoczne ślady grubego oszustwa, jakkolwiek, powtarzamy, nie chcemy twierdzić, aby ono samo wystarczyło do wytłómaczenia całości konwulsyonizmu26).

Co się tyczy objawów naturalnych chorobliwych, napotykanych w konwulsyonizmie, to po ich wyjaśnienie odsyłamy czytelnika do najnowszych studyów nad histeryą, do prac d-ra Charcot'a i jego uczniów, zwłaszcza Richer'a. (Etudes cliniques sur la grande hystérie, Dodatek: L’Hystérie dans l'histoire, 3-me séction, Convulsionnaires, str. 866 nst.)27. Mówiąc o konwulsyonistach św. Medarda, tylko dla tego nie udowadniamy szczegółowo popełnianego tam oszustwa i naturalnych przyczyn niektórych objawów, że ta strona sprawy nie znalazła zbyt wielu przeciwników, prócz jansenistów, albo raczej prócz samych tylko zwolenników konwulsyonizmu, a powtóre dla tego także, iż rzeczywista trudność w odróżnieniu sztuki i natury z jednej, a współudziału szatana z drugiej strony, zaczyna się w konwulsyonizmie dopiero przy objawach, o których teraz mówić będziemy. Naprzód wszakże musimy zrobić uwagę odnośnie do dzieł, któreśmy wyżej przytoczyli. Lekarze ze szpitala Salpetriere są to naturaliści à priori; wszystko ich zdaniem tłómaczy się histerya; i napróżno powołują się oni, zwłaszcza Richer, na dokumenta historyczne, czy to przytaczane podług Figuier'a, który sam cytaty czerpie z Calmeil'a, czy też nawet na dokumenta dobywane z samego Calmeil'a. Albowiem ten ostatni wyrzuca poprostu to, co przeszkadza jego z góry powziętej teoryi i, co ważniejsza, często rozumuje na swój sposób, zwłaszcza w przedmiocie konwulsyi pani Thévenet, o której zaraz mówić będziemy. Hypolit Blanc28) zestawia tekst Lataste'a z tekstem Calmeil'a, chcąc wykazać, jak ten ostatni przez fałszowanie dokumentów ułatwia sobie swe naturalistyczne tłómaczenie objawów konwulsyonizmu. Czytelnik przeto znajdzie u Richer'a wszystko, czego potrzeba do wytłómaczenia histeryą lub inną jaką podobną chorobą wszystkich faktów, które naturalnym sposobem wytłómaczyć się dadzą, ale przy tem nie powinien zapominać o zmianach, porobionych przezeń w niektórych tekstach Calmeil'a, jak również o naturalizmie à priori w przekonaniach tegoż pisarza29).

Wreszcie, co się tyczy objawów konwulsyonizmu pozanaturalnych (praeternaturales), to ocena ich, podana przez Lataste'a, wydaje się nam najzupełniej słuszną. Oto niektóre z pomiędzy wielkiego mnóstwa faktów, jakie, zdaniem tego teologa, przypisać należy absolutnie szatanowi: Wdowa Thévenet „wznosiła się od czasu do czasu na siedm lub na ośm stóp ponad ziemię, aż do sufitu; a unosząc się, pociągała za sobą na trzy stopy od ziemi dwie inne osoby, które całym ciężarem swoim u jej nóg wisiały.”

„Wypadek w pewnem znaczeniu jeszcze bardziej dziwny, wypadek wprost straszny. Podczas gdy wdowa Thévenet podnosi głowę do góry, spódnice jej i bielizna zwijają jakby własną siłą ponad jej głową...”

Lataste następnie zaznacza fakt, że konwulsye wybuchały właśnie w chwili, kiedy osoba dotykała grobu dyakona Paris'a, a bezzwłocznie ustępowały, skoro tylko ją od grobu odsuwano.

„Nadzwyczajność jeszcze bardziej bywała widoczna w pewnych doświadczeniach, które czyniono. Relikwie mniemanego świętego przykładano juz to dzieciom, juz to innym osobom, nie mogącym ich dostrzedz, osobom nawet w głębokim śnie pogrążonym, a natychmiast za tem przyłożeniem następowały gwałtowne konwulsye. Skoro usunięto relikwie, natychmiast ustawały konwulsye....”

„Niezrównane są jeszcze cudowności w okrutnych doświadczeniach, jakim poddawano dziewczęta konwulsyonistki, bez ranienia ich wszakże... Nisettę np. bito w głowę czterema drewnami. Czterech ludzi tłukło pięściami w głowę Małgorzatę — Katarzynę Turpin, a polanem tak grubem, że zaledwie obiema rękami podnieść je było można, uderzano ją po żołądku, po plecach, po bokach, a niekiedy po twarzy; takich zaś razów dawano jej aż do dwóch tysięcy. Uderzenia te wszakże nawet śladu skaleczenia nie pozostawiały.”

Trzeba przyznać, że anestezya i analgezya są tu nieco zadaleko posunięte.

Zakończenie. Dziwne konwulsye na cmentarzu św. Medarda należą do wypadków historycznie pewnych. Część towarzyszących im faktów, albo przynajmniej pewne okoliczności przypisać należy oszustwu; część ich tłómaczy się przyczynami naturalnemi, zwłaszcza chorobami nerwowemi, a w szczególności hysteryą. Pewne atoli objawy nie dają się zasadniczo wytłómaczyć inaczej, tylko siłą pozanaturalną. Lecz siłą tą nie może być ani Bóg, ani duchy dobre, a zatem jest nią widocznie duch ciemnosci. Dalecy od upatrywania w konwulsyonistach jakiegokolwiek dowodu przeciw nauce Kościoła, przeciw jego świętości, przeciw cudom i wogóle przeciw nadprzyrodzoności, znajdujemy w nich, przeciwnie, potwierdzenie nieomylności kościelnego nauczania, dowód roztropności i oględności Kościoła, argument à contrario na korzyść nadprzyrodzonych objawów w żywotach Świętych Sług bożych, wyraźną dosyć wskazówkę istnienia szatana i jego smutnego, nietylko ukrytego, ale nawet jawnego za dopuszczeniem bożem współudziału w sprawach tego świata. (Waffelaert S. T. D-r). X. W. S.

Footnotes

  1. Ob. „Demoniaques,” w czasop. Science catholique, zesz. z 15 kwietnia 1889 nst.

  2. Ob. Migne. Patr. t. 104, col. 179.

  3. Ob. Migne. Patr. t. 116, col. 77 nst.

  4. Ob. John Chapman. „Christian revivals,” London, 1860; Hippol. Blanc „Le merveilleux dans le jansénisme etc.” livre III.

  5. Ob. Memoire du Dr. Sonden de Stockholm, w Gaz. mód. Paris, 1843, str. 2.

  6. Przytaczamy niektóre główniejsze z tych świadectw. Carré de Montgeron, jeden z najgorliwszych zwolenników, przypisuje takowe działaniu bożemu, uważając się za narzędzie mu. Inny znów pisarz, Dom Lataste O. S. B., przypisuje te objawy i towarzyszące im okoliczności działaniu dyabelskiemu, i zbija twierdzenia jansenitów. Jeszcze inni: Hecquet i Bonaire przypisują konwulsyonizm zręczności osobistej i siłom naturalnym. Sławny chirurg Morand w dziele swem „Opuscules chirurgiens” opisuje próbę ognia, jakiej poddała się siostra Sonet, Salamandrą zwana. La Condamine, który pisał protokół ze scen ukrzyżowania, uważa konwulsye owe za czyste oszukaństwo.

  7. Ob. Dictionnaire historique X. Feller'a. V-o Paryż. Prw. Recueil de litt. de philos. et d'histoire, Amsterd. 1730, str. 123, oraz protestanta „De Voeux” Amsterd. 1740. 1. 8 i 9.

  8. Między innymi X. J. Languet'a arcybiskupa Sens, i Mgr. Vintimille'a arcybiskupa Paryża.

  9. Bern. Picard. Cérémonies et coutumes religieuses de tous les peuples du monde, t. IV, str. 182, Amsterd. 1736.

  10. Ob. Biographie Universelle, t. 32, V-o Paryż.

  11. Hip. Blanc. Le merveilleux dans le jansenisme etc. Paris, 1865, str. 27 nast.

  12. Ob. Bergier. Dictionn. de Théologie, art. Jansénisme.

  13. Journal de la Régence et du régne de Louis XV (1718—1763), II, str. 525.

  14. T. II, 2-e partie. Idée de l'oeuvre des convulsionnaires, str. 19.

  15. L.c. str. 88.

  16. Lettres theolog. t. II, str. 298; i t. 1, str. 111.

  17. Lettres theolog. prw. wypadek z wdową Thevenet pod koniec tego artykułu.

  18. Lataste, t. II, str. 929 i 930, Prw. Picot, przytoczony w następnej nocie.

  19. Picot. Memoires pour servir a l'histoire éccles. pendant le XVIII siécle, r. 1788, t. III, str. 117 (wyd. paryskie).

  20. t. LI, cz. 4, str. 33—34.

  21. t. II, str. 527.

  22. Le naturalisme des convulsions dans les maladies de l’épidémie convulsionnaire (1733) str. 69 nst.

  23. Des Essarts (zw. Pontce). Lettres sur l'oeuvre des convulsions, przytocz. p. Lataste’a.

  24. Picot, L.c.

  25. T. II, str. 25, 56.

  26. Prw. Sprawozdanie La Condamine'a u Hipp. Blanc'a. Le Merveilleux dans le jansénisme etc. Paris. 1865, str. 104 nst.

  27. Pojęcie o histeryi podług Charcot'a i Richer'a dał ks. Waffelaert w artykule Démoniaques de la Salpétritre w czasop. Science cath. 15 Kwiet. 1888 r.

  28. Le Merveilleux dans le jansénisme. Paris 1865, str. 153 nst.

  29. Prw. Art. Démoniaques w Science cath., l.c.