LAO-CE.

Jest-to najdawniejszy filozof chiński, pierwszy, który zerwał z religią narodu i nauką tradycyjną, poszukiwał systemu nowego i zapragnął zgłębić tajemnice początku i natury wszechrzeczy. Aż do jego czasów pokolenia jedne drugim podawały tradycyjne wierzenia (ob. art. Religia pierwotna Chińczyków), ale nikt nie myślał badać zagadnienia o bytach. Lao-Ce pierwszy usiłował je rozwiązać. Myśl tę powziął prawdopodobnie ze znajomości nauk indyjskich i assyryjskich. Aczkolwiek zajmuje on jedno z najważniejszych stanowisk w historyi Chin dawnych, to przecież życie jego pozostało prawie nieznane. Pochodzi to zaś stąd, że wywierał mało wpływu na współczesnych sobie ziomków, a także i stąd, że uczniowie jego, zmieniając istotę jego doktryn, odbierali powagę temu, który położył pierwszy kamień pod nową szkołę.

Lao-Ce urodził się w r. 603 przed Chr. pod koniec panowania dynastyi Czeu, w pewnej wiosce dzisiejszej prowincyi Ho-nan, z rodziców bardzo ubogich. Uczniowie jego opowiadają o urodzeniu i życiu swego mistrza mnóstwo cudownych szczegółów." Według jednych, poczęła go matka skutkiem ożywczej siły nieba i ziemi, według innych zaś—skutkiem wrażenia, jakie w niej wywołało spadnięcie gwiazdy niebieskiej. Był w drodze lat 80 i więcej, a na świat przyszedł okryty siwizną. Matka nazwała go Ly-el; albowiem urodził się pod gruszą (Ly) i z długiemi uszami (el); ale narody, uderzone widokiem siwych jego włosów i majestatycznej postawy, nazwały go Zao-Ce, starzec dziecię, albo poprostu „starzec.” Mrok okrywa dziecięce i młodociane lata jego życia. Później był on archiwistą u jednego z książąt Czeu; przy tych właśnie zajęciach nabył i rozwinął zamiłowanie do nauk i rozmyślania, poczem wytworzył sobie system filozoficzno-religijny. Miał lat 30, gdy Konfucyusz na świat przyszedł, ale żył w odosobnieniu i nie troszczył się wcale o stan swego społeczeństwa.

Gdy Kong-Ce rozpoczynał swe reformacyjne pielgrzymki po kraju, zapragnął widzieć starego filozofa, którego sława rozbiegła się daleko dzięki zwolennikom jego i uczniom. Przybył tedy by go zobaczyć i rad zasięgnąć; odbył z nim wiele poufnych rozmów, których szczegóły przytaczają historycy. Wszelako pomiędzy pojęciami obu myślicieli panowała najzupełniejsza niezgodność. Konfucyusz, przedewszystkiem moralista, zajmował się głównie reformą obyczajów; był on w pewnem znaczeniu wcieleniem przeszłości. Bezustannie mając przed oczyma czasy starożytne i znaną ich mądrość, miał też wiecznie na ustach imiona dawnych książąt i przykłady wielkich cnót, jakie oni dawali. Na nie też ustawicznie się powoływał, a współczesnych sobie usiłował zwrócić do cnót i obyczaju czasów, ubiegłych już od dziesięciu stuleci.

Lao-Ce zaś, najzupełniej subjektywny w swych poglądach, mniej się zajmował leczeniem błędów swego czasu, które uważał za nieuleczalne, ale natomiast zatapiał się przeważnie w rozmyślaniach teoretycznych. Na wszystkie piękne mowy, na wszystkie usiłowania Konfucyusza odpowiadał: „Ten kto mówi, grzeszy nadmiarem gadatliwości, ten zaś kto go słucha, zawstydzony bywa jego gadulstwem; nie zapominajmy o tem nigdy.” To znów streszczał pochwałę przeszłości następującemi słowy: „Ludzie, o których mówicie, w proch się zamienili, same ich słowa tylko zostały. Gdy człowiek wyższy znajduje właściwą sposobność, zachowuje, gdy zaś jej nie znajduje, przechodzi całe swe życie, błądząc, jak odrobina słomki po piasku... Porzućcie wy wasze wielkie sposoby, wasze nieumiarkowane a dla was szkodliwe pragnienia: oto wszystko, co wam mogę powiedzieć.”

Skądinąd zalecał swym uczniom, aby się starali o istnienie spokojne i bez troski; zabraniał im powrotu do przeszłości i bezużytecznych poszukiwań. Głupstwem były w jego oczach wszelkie przedsięwzięcia, wszelkie ambitne marzenia, wszelkie gonienie za zyskiem. Wszystko to się czyni nie dla siebie, lecz dla swoich spadkobierców.

Niezadługo po swych rozmowach z Konfucyuszem, przewidując rychły upadek cesarskiej dynastyi, której służył, Lao-Ce porzucił urząd archiwisty i oddał się samotności i rozmyślaniom. Pozostało po nim kilka oderwanych szczegółów, rozmowy ze stróżem górskiego przejścia przez góry zachodnie, imieniem Yiti-He, podróże na zachód, śmierć w późnym bardzo wieku, wreszcie księga Tao-Te, którą otrzymali odeń uczniowie pod koniec jego życia. Później przypisali mu uczniowie jego mnóstwo dzieł, które były wytworem ich własnej wyobraźni; ta jedna księga jest autentyczna, jeśli nie we wszystkich szczegółach, to przynajmniej w istotnych swych częściach. Utworzono również i o życiu jego legendę, wzbogaconą mnóstwem cudownych opowieści, których tu przytaczać niepodobna.

Uczniowie i zwolennicy jego są zwani Taoistami, a system ich naukowy — taoizmem; nazwy te pochodzą od wyrazu Tao, który tworzy podstawę jego doktryny. Księga, którą Lao-Ce pozostawił swym uczniom, albo którą ci ostatni napisali podług jego nauk, zowie się Tao-te-King, to znaczy księga kanoniczna (King) rozumu (Tao) i cnoty (Te). Na nieszczęście, księga ta w wielu miejscach jest bardzo ciemna. Niewyraźność ta pochodzi z samej już natury pojęć dosyć dziwnych, jakie są w niej zawarte, z licznych alluzyi, których właściwego przedmiotu odszukać trudno, jako też z ducha języka chińskiego, zwięzłego, poważnego, prawie zagadkowego. Co do stylu, to obfituje on w dwuznaczniki skutkiem nazbyt częstej wieloznaczności jednego i tego samego wyrazu. Nie najmniejszą też rolę w zaciemnieniu tej książki grały przeróbki i uszkodzenia, jakim z biegiem czasu podlegała ta księga. Wreszcie jest to raczej zbiór sentencyi, aniżeli jakiś traktat, i możnaby tę księgę śmiało przyrównać do owego Sutras filozofów hinduskich, tworzącego podstawę ustnego nauczania, lecz wymagającego wyjaśnienia ze strony nauczyciela aby być zrozumianym.

Księga Tao-Te-King dzieli się na 81 bardzo krótkich rozdziałów, mówiących o przedmiotach bardzo różnych bez ładu i porządku. Spotykają się tam i wzajem bez żadnego powodu i systemu mieszają zarówno etyka jak metafizyka. Pomimo to jednak można całą księgę podzielić na dwie części, jedną więcej ontologiczną, drugą więcej moralną. Ale zajmuje się ona również wiele polityką, gdyż reforma obyczajów społecznych wchodzi w zakres działania starego filozofa.

Podstawową i zasadniczą myślą Lao-Ce'go jest to, co on nazywa Tao. Znaczenie tego wyrazu nie łatwo da się odtworzyć. Właściwe jego znaczenie jest droga, przenośne zaś — reguła, rozum, pojęcie. Co zaś rozumiał przez ten wyraz sam Lao-Ce, trudno napewno powiedzieć, gdyż filozof ten był też nie mniej poetą, i mowa jego była często figuryczna; łatwiej mu przychodzi rozprawiać, aniżeli wyjaśniać.

W Tao-Te-King można rozróżnić ontologię, etykę i politykę, jak również można mniej lub więcej dokładnie oznaczyć odrębne ich zasady; ale z takiego pomieszania aforyzmów i poetycznych przenośni trudno ułożyć metodyczny obraz jakiegoś systemu.

Na początku wszechrzeczy był Tao, byt pierwotny, absolutny, powszechny, który nie może mieć ani nazwy, ani rozumowaniem być dościgniony, i który też, mając pełność bytu, nie posiada odrębnych przymiotów. Jest on początkiem nieba i ziemi. W stanie swym absolutnym, bez pożądania, jest zupełnie duchowy, w pożądaniu i w wytwarzaniu rzeczy jest on przepaścią, przepaścią przepaści. Tao jest odwieczny, niewidzialny, niedotykalny. Jest on pusty i zawiera wszystko: jest duchem a istotą jego—prawda. Tao wytworzył wszystkie rzeczy, które zeń wyszły jakby z drzwi jakich. Ale Lao-Ce nie mówi wcale, jakim się to sposobem stało. Wszystkie istoty zamyka on w tych dwóch wyrazach „niebo i ziemia.” Stworzenie zaś ich tak tłómaczy: Jeden wytworzył dwóch (albo drugiego), dwóch wytworzyło trzech (albo trzeciego), trzech wytworzyło wszystkie stworzenia. Zrozum-że to, kto możesz! Tłómacze wyjaśniają to zdanie w ten sposób, że wprowadzają pojęcia, które powstały później, a mianowicie dwa pierwiastki męski i żeński, oraz trzeci żywioł czyli pierwiastek harmonii. Niebo i ziemia są wieczne, ale jestestwa wszystkie giną, wracają one do swego początku, jak rzeki do morza. Tao sprawia, że wszystkie jestestwa rodzą się i wzrastają, on je rozwija, karmi, obrania; przezeń one istnieją, on współdziała w ich działalności.

Etyka Lao-Ce opiera się na trzech głównych zasadach: na wolnej woli, na pierwiastkowej dobroci natury ludzkiej i na bezwzględnej doskonałości Tao, pierwowzoru wszystkich tworów.

Ponieważ człowiek z natury swej jest dobry, przeto w początkach nie rozróżniano cnoty. Szczęśliwy ten stan zniszczyły namiętności, które wprowadziły niepokój do dusz ludzkich i kazały odróżniać cnoty od występków. Moralnem zadaniem człowieka jest stłumić te namiętności i powrócić do swego pierwotnego stanu; dochodzi doń człowiek przez naśladowanie Tao, przez podbijanie sił życiowych pod działanie rozumu, a rozum pod panowanie Tao. Człowiek powinien być zadowolniony ze swego losu i spełniać w życiu czystość, umiarkowanie, dobroć, szlachetność, bezinteresowność: pouczać winien innych i usiłować czynić ich lepszymi nie słowem ale przykładem; mędrzec powinien wyrzec się zaszczytów, sławy, bogactw i t. d. Za niesprawiedliwości i krzywdy płacić dobrodziejstwem.

Zapłatą za moralność jest powrót do Tao i owo szczęście, jakie ten Tao człowiekowi sprowadza. I w praktyce również najwyższą zasadą jest naśladowanie Tao. Książęta panujący zarówno jak zwykli śmiertelnicy powinni go brać za wzór swego życia i też same co on spełniać cnoty, miłować spokój i nie szukać działania, jak najstaranniej powinni unikać wszelkiego zwiększania swych bogactw i przyjemności, lecz przeciwnie, winni usiłować stłumić swe pożądania. Jak najmniej praw, jak najmniej działania rządu.. Wreszcie piętnuje Lao-Ce najbardziej wojnę i wielkie podatki, jako też chce, aby ludy powróciły do prostoty złotego wieku.

Nauka Lao-Ce'go była powodem wielu błędnych tłómaczeń.

Jedni widzieli w niej panteistyczną teoryę Schellinga, inni epikureizm i racyonalizm. Ale wszystko to najzupełniej jest błędne. Etyka Lao-Ce'go, jakeśmy to mogli zauważyć, jest sprzeczna z etyką Epikura, i podobna jest do niej chyba tylko z zasady o umiarkowanem używaniu. Z drugiej znów strony, Tao jest bytem substancyalnym, pierwiastkiem wszelkiej sprawiedliwości i wszystkich istot. Podług Lao-Ce'go, człowiek powinien poddać swój rozum Tao'wi, i tu jest właśnie sprzeczność z racyonalizmem. Można też się przekonać, że Tao, aczkolwiek wytwarza wszystkie byty, sam pozostaje od nich różnym, i wydawszy ich na świat, panuje nad nimi. Szczegół ten wystarcza by zamknąć drogę panteizmowi Schellinga, tak samo jak znów skądinąd etyka taoistyczna jest również zaprzeczeniem tegoż panteizmu.

Z drugiej znów strony spodziewano się odnajdywać w Tao ewangeliczne Słowo. Jedni czynili z tego zarzut katolicyzmowi, jakoby zapożyczył to pojęcie od Chin starożytnych: Przeciwnie zaś, katolicy chcieli przez to udowodnić, że Słowo Boże było objawione człowiekowi od samego początku jego istnienia. Łatwo jednak dostrzec, że i jedni i drudzy nie mają słuszności. Wyraz Tao mógł niekiedy być używany w znaczeniu słowa, ale mógł być tak rozumiany dopiero później i nie przez Lao-Cego. W każdym jednak razie, Tao wcale nie ma charakteru osobistego, gdyż jest-to pierwiastek najwyższy, jedyny, absolutny.

Taka była nauka mistrza Taoistów; ale ci ostatni nie pozostali jej wierni. Powiedzmy lepiej: ludzie, którzy nic wspólnego nie mieli z jego nauką, przybrali jego nazwę, aby tem łatwiej nadać sobie pozór szkoły filozoficznej.

Nauka Lao-Ce'go, jako zanadto spekulatywna, nie odpowiadała praktycznemu umysłowi Chińczyków; uczniowie starego filozofa, aczkolwiek go uznawali za mistrza, zmienili go jednak podług swych upodobań i pragnień. Nie zbyt to pociągająca myśl tego powrotu do Tao; ale ponieważ stawiano im widoki życia wiecznego, chcieli oni przeto odnaleść je tu na ziemi i rzucili się do sposobów uczynienia się nieśmiertelnymi; wymyślili tedy sobie napój nieśmiertelności, który ofiarowywali ludowi a nawet panującym, aby sobie zjednać sympatyę tłumów i względy możnych. Tym sposobem zyskali opiekę wielu cesarzy, co dało im możność rozszerzania swych doktryn. Znana jest historya Tsin-Hoang-Ti, niszczyciela dawnych ksiąg chińskich, a lepiej jeszcze historya cesarza U-Ti z dynastyi Hansów. Książę ten, przejęty naukami Taoistów, pragnąc nadewszystko uczynić się nieśmiertelnym, kazał sobie przynieść czaszę tego tajemniczego napoju. Jeden z jego dworzan, zasmucony zaślepieniem U-Ti'ego, pochwycił czaszę i duszkiem wypił jej zawartość. Rozgniewany tą śmiałością cesarz, wydał nań wyrok śmierci. Cóż myślisz, panie, zagadnął podsądny? Wszak jeśli ten napój posiada przypisywaną mu siłę, to nie jesteś w stanie mi życia odebrać, a jeśli on tej mocy nie posiada, to winien mi jesteś największą wdzięczność za to, żem cię z tego złudzenia wyprowadził. Odpowiedź ta powstrzymała na chwilę U-Ti'ego, ale nie otworzyła mu oczu.

Wpływ, jaki wywierali rzekomi uczniowie Lao-Ce'go, i szacunek, jakim się cieszyli, był tak olbrzymi, że nauczyciele ich otrzymywali tytuł nauczycieli niebieskich (Tien-Sse), a jeden z nich nawet, imieniem Szang-Y, otrzymał tytuł Szang-Ti, oddawany samemu Bogu.

Z tym pierwszym zabobonem Taoisci połączyli niebawem inne. Utrzymywali oni, że przepowiadają przyszłość i wywołują duchy. Przyłączywszy się do rzędu tych, co służyli kultowi duchów potwornych, wprowadzonemu na kilka wieków przedtem, liczne rozrzucali obrazki, legendy i zabobony. Rozdawali ludowi obrazki, przedstawiające te duchy i ich historyę, oraz uciekali się do wszelkiego rodzaju, jakie tylko wyobrazić sobie można, guseł i zabobonów, by zjednać wiarę dla swej nadprzyrodzonej władzy. Wyszli na prawdziwych szarlatanów, chodzących po ogniu, połykających ostre narzędzia, ukazujący sztuczne różne kształty, i t. p. Już w V w. uczeń szkoły Taoistowskiej, Lich-Ce, opowiadał cudowne przygody Muh-Wang'a, który przy pomocy doświadczonego magika zwiedził cały Zachód i nauczył się poznawać bóstwo, zwane Sse-Wang-Mu, czyli Matkę (mu) królewską Zachodu (Sse). Bóstwo to później było bóstwem Szing-Ce, które zmieniało pory roku i przekształcało wszystkie stworzenia.

Po nim Swang-Ce nauczał nie-rzeczywistości myśli i uczuć, a nawet nie-rzeczywistości osobistego istnienia; zdaniem jego, stan czuwania jest podróżą pośród upiorów i złudzeń. Marzenie jest tak samo rzeczywiste, jak świadome siebie życie. To też pewnego pięknego poranku. miał on się ujrzeć przemienionym w ptaka, i latać po powietrzu bez żadnej świadomości i pamięci o swem poprzedniem ludzkiem istnieniu.

Atoli życie założyciela sekty, do której ci ludzie się przyznawali, nie odpowiadało już swą pierwotną prostotą bezładnej wyobraźni chińczyków. Przepełniono je więc legendami i cudownościami. Wyszedł tedy Lao-Ce na istotę nadprzyrodzoną, nieśmiertelną. Nie był to już człowiek, lecz wcielenie Tao, bytu nadludzkiego, który się wielokrotnie objawiał, poraz pierwszy za panowania legendowego króla Hoang-Ti'ego. Wszystkie okoliczności jego życia w czasach Konfucyusza były również wzbogacone cudownymi szczegółami, a wokoło niego utworzono mnóstwo istot boskich i ubóstwionych śmiertelników, którzy utworzyli Taoistowski Panteon, i których Tien-Sse'owie wystawiali ku czci i uwielbieniu narodu.

(Harlez). X. W. S.