LOUDUN. (Opętani z Loudun).
Wielu autorów, zwłaszcza lekarzy, zajmowało się w naszych czasach we Francyi i indziej opętanymi z Loudun. Pisali o nich: dr. Calmeil1, Bertrand2, Legué3, Bourneville i Regnard4, Richer5 i inni. Niektórzy z tych uczonych mieli inne cele na względzie aniżeli naukę; dla nich opętanie dyabelskie jest à priori mitem, a opętani—zwykłymi neuropatami; inni znów z powodu tej sprawy podnosili głosy przeciw Kościołowi katolickiemu, obwiniali go o łatwowierność i fanatyzm, ośmieszali egzorcyzmy, zarzucali okrucieństwa, składali nań odpowiedzialność za niektóre sprawy kryminalne, prowadzone nawet w trybunałach cywilnych, z niepomyślnym rezultatem dla rzekomych czy też prawdziwych czarnoksiężników. W rzeczywistości zaś wszystkie te wywody nie mają nic wspólnego z nauką i niegodne są pióra prawdziwego uczonego.
Co do nas, to w całej tej sprawie pragniemy tylko odszukać i wykazać prawdę; z góry oświadczamy, że à priori obojętną dla nas jest rzeczą, czy w Loudun zdarzył się podstęp lub zemsta, czy był tam błąd przeciw procedurze sądowej, czy też nie był, czy opętanie owo było rzeczywistem opętaniem, czy też tylko jakąś chorobą; jeśli był podstęp, to go potępiamy, jeśli była omyłka, to ją opłakujemy, jeśli—choroba lub opętanie, chętnie je uznamy, bylebyśmy posiadali dane, któreby nam na pewno wykazały albo jedno albo drugie. Przyznamy się nawet do wątpliwości, jeśli ona w nas trwać będzie, słowem, nie poweźmiemy stanowczego zdania. W każdym jednak razie, cokolwiek wypadnie, łatwo nam będzie dowieść, że niemasz nic bardziej niedorzecznego nad inwektywy, na jakie pozwalają sobie pewni uczeni przeciw Kościołowi katolickiemu przy sposobności omawianej tu sprawy.
Przytoczymy zatem pokrótce naprzód fakta, oznaczając przytem stopień ich pewności podług źródeł, z których-eśmy je zaczerpnęli. Obok tego wskażemy te źródła, jako też ocenimy ich wartość historyczną.
Roku 1626 założono w Loudun klasztor Urszulanek. Zakonnice po większej części odznaczały się wysokimi przymiotami, albo przynajmniej z dobrych pochodziły rodzin i zgodnie ze swem powołaniem zajmowały się wychowaniem panien.
Pierwszym spowiednikiem klasztoru był przeor Moussant. Gdy po niejakim czasie zakończył życie w klasztorze, zaczęły się dziać dziwne rzeczy pomiędzy zakonnicami i pensyonarkami; słyszano nocne hałasy; wiele osób uległo rozmaitym objawom opętania, pomiędzy innemi matce przełożonej pokazywały się widma, uchodzące za zmarłego ojca spowiednika, czy też inną jakąś osobę duchowną. Ponieważ zjawiska te trwały ustawicznie, zakonnice zwierzyły się z nich nowemu spowiednikowi księdzu Janowi Mignon, kanonikowi kościoła Św. Krzyża z Loudun. Podług jednych one same go wybrały, pominąwszy starającego się o to stanowisko ks. Urbana Grandier, kanonika tegoż kościoła i jednocześnie proboszcza kościoła Św. Piotra du Marché w tym mieście; przyczyną pominięcia tego ostatniego miała być zła opinia o nim. Według innych, kanonik Grandier ani się starał, ani pragnął zostać spowiednikiem Urszulanek. W każdym razie zdaje się być pewnem, że nie utrzymywał on żadnych stosunków zewnętrznych z zakonnicami aż do chwili rozpoczęcia procesu.
Urban Grandier jest główną osobistością, z którą wiąże się cała ta arcytragiczna historya; trzeba nam zatem poznać się z nim nieco bliżej. Był to człowiek przyjemnej powierzchowności i dbały o nią bardzo; przytem zdolny lecz dumny, mściwy i obyczajów więcej niż lekkich. Nawet jego obrońcy tak go opisują, a potwierdzają to własne jego zeznania.
Po wielu trudnościach i rozmaitych procesach, w które się zaplątał, był on w końcu surowo osądzony za złe obyczaje przez biskupa z Poitiers dnia 3 Stycznia 1630 roku. Uwolnił go jednak najwyższy trybunał w Poitiers, do którego odesłał jego sprawę Parlament, również nią zainteresowany. Uwolnił go także arcybiskup z Bordeaux, do którego sam X. Grandier apelował, radząc mu jednocześnie, aby po tak głośnej sprawie zamienił się z kim innym na beneficyum i opuścił swoją dyecezyę. Ale on nic sobie z tego nie robił, i powrócił do dyecezyi, tryumfując i lżąc swych nieprzyjaciół. Stąd powstało rozjątrzenie mieszkańców miasta Loudun, wśród których wielu było kalwinów. Katolicy go unikali, przeciwnie zaś Hugonoci mile go widzieli i podejmowali.
Lecz mówmy o zakonnicach. Po mieście zaczęły obiegać wieści o dziwnych faktach, jakie się miały dziać w klasztorze. Ksiądz Mignon widząc niezawodnie, że sprawa staje się głośną, że niepodobna jej ukryć, i że złe przybiera coraz szersze rozmiary, wezwał na naradę Piotra Barré, proboszcza kościoła Św. Jakóba de Chinon i kanonika de Saint Méme. Niektórzy pisarze mówią, że Mignon, Barré, i zakonnice, wszyscy byli oszustami. 3 Października 1631 r. Mignon sporządził protokół tego wszystkiego, co mu opowiedziały zakonnice o zaszłych wypadkach w nocy z dnia 21 Września. Protokół podpisali X. Mignon, Ks. Barré i dwóch Karmelitów. Niebawem zjawiska przybrały charakter wyraźniejszy, wiele zakonnic i sama przełożona podlegały dziwnym konwulsyom, a ich czynności i rozmowy w czasie ataków zupełnie były niezgodne z wzorowem zwyczajnie ich postępowaniem. Mignon i Barré upoważnieni przez biskupa z Poitiers, odbyli z niemi egzorcyzmy, a po 11 Października dokonano tego nawet w obecności władz cywilnych. Zapytywano zakonnice w języku łacińskim, a one, czy może dyabeł przez ich usta, stale oświadczały na pytania egzorcysty, że zostały opętane, i że stało się to za sprawą Urbana Grandier, proboszcza Św. Piotra. Można sobie wyobrazić, jakie wrażenie zrobiło na ludności miejscowej podobne oświadczenie, tak wśród katolików, jak kalwinów i nawet przyjacioł księdza Grandier. Egzorcyzmy odbywały się zawsze w obecności lekarzy i wielkiej liczby świadków.
Pod koniec Listopada ksiądz Barré uznał za stosowne, aby biskup Poitiers dodał mu dwóch nowych świadków do obrzędu egzorcyzmów. I rzeczywiście dodano mu dziekanów kapituły Champigny i Thouars. Ksiądz Grandier ze swej strony wniósł prośbę do arcybiskupa Bordeaux, który przeznaczył na egzorcystów ks. Barré, Ojca Escaye, jezuitę z Poitiers i Ojca Grau, oratoryanina i dał im osobną instrukcyę i kazał oddalić wszystkich innych świadków, oprócz bajli, t. j. naczelnika miasta Loudun, prezesa sądów kryminalnych i przełożonego opactwa Saint Jouin. Skutkiem takich ostrożności pogłoski o opętaniach na jakiś czas ucichły.
Taki był stan rzeczy, kiedy Ludwik XIII polecił zburzyć wszystkie zamki obronne wewnątrz kraju, i z tego powodu przybył do Loudun z ramienia króla Laubardemont. Delegat królewski dowiedział się o wszystkiem, co się działo w klasztorze Urszulanek, gdzie przełożoną była niejaka pani Belsiel (w zakonie siostra Joanna od Aniołów) jego krewna; za powrotem do Paryża zdał on sprawę z tego co słyszał królowi, tudzież kardynałowi Richelieu, i niebawem powrócił do Loudun z komissyą królewską, dnia 30 Listopada 1633 roku, która miała badać księdza Grandier. Dnia 7 Grudnia Grandier został aresztowany i przeniesiony do zamku w Angers, jego papiery skonfiskowano, ale nic kompromitującego w nich nie znaleziono, prócz manuskryptu przeciwko celibatowi księży, napisanego w tym celu, aby rozwiać skrupuły pewnej uwiedzionej dziewczyny.
Przystąpiono zatem do przesłuchania świadków, z których wielu zeznawało na niekorzyść księdza Grandier rozmaite wykroczenia przeciwko moralności, a pewna niewiasta Elżbieta Blanchard, dodała, że jej proponował zrobić ją czarownicą. Powtórzono egzorcyzmy, wyznaczono nowych egzorcystów z rozmaitych zakonów, pomiędzy innymi ojca Laktancyusza reformata, ojca Tranquille’a kapucyna i ojca Józefa także kapucyna, których imiona powtarzają się dość często w historyi opętania w Loudun. Oskarżenie księdza Grandier o przymierze z dyabłem i o zadanie opętania ponawia się bezustannie.
D. 6-go Czerwca 1634 r. sam biskup z Poitiers udał się do Loudun dla wzięcia udziału w egzorcyzmach. Zarówno on, jak egzorcyści i znaczna ilość świadków byli przeświadczeni o rzeczywistości opętania. Nie wierzyli tylko kalwini, którzy nie byli świadkami egzorcyzmów, a którzy jak świadczą autorowie, nie chcieli uczestniczyć pod pretekstem skrupułów religijnych.
Dziwny ten proces i egzorcyzm trwały siedm miesięcy; poczem Laubardemont akta procesu zabrał z sobą do Paryża, gdzie kazano je zbadać. Uznano wreszcie, że zebrane dowody wystarczają do wystąpienia przeciwko księdzu Grandier, i dnia 3 Lipca 1634 r. wznowiono komissyę, złożoną z 14 urzędników duchownych i świeckich, dla orzeczenia ostatniego wyroku. Dnia 18 Sierpnia komisya uznała księdza Grandier winnym zbrodni magii, czarodziejstwa i opętania, dokonywanych za jego sprawą, i skazała go na śmierć.
Grandier wzięty na tortury, żeby wydał swych wspólników, twierdził, że nie zna żadnych, i że nie jest czarnoksiężnikiem, natomiast przyznał się do innych ludzkich ułomności. Wreszcie poprowadzony na miejsce kaźni, tego samego dnia został stracony.
Mimo to objawy opętania nie ustawały. Udzielały się nawet wielu kobietom w Loudun i jego okolicach, a także w Chinon. Niektórzy egzorcyści wpadli w moc szatana, a mianowicie ojciec Laktancyusz, który nawet zakończył życie dnia 18 Września 1634 roku; ojciec Tranquille, który żył do roku 1638; ojciec Surin T. J., który zastępował ojca Laktancyusza jako egzorcysta i był głównym czynnikiem w tym dramacie po śmierci ojca Laktancyusza. Ojciec Surin pozostawił nam szczegółowy opis swego stanu i wiele spostrzeżeń o wypadkach opętania, zaszłych po śmierci księdza Grandier. Przybył on do Loudun dopiero w cztery miesiące po wyroku na księdza Grandier, uwolnił w części matkę przełożoną od szatana prawdziwego czy też rzekomego, i został odwołany a zastąpiony przez ojca Recés, również Jezuitę. W okresie czasu, od śmierci księdza Grandier do roku 1639 i 1640, kiedy opętania ustały i wieści o nich znacznie ucichły, mamy do zaznaczenia niektóre wizyty znakomitych osób, świadczących za rzeczywistością opętania. Oprócz kilku biskupów był tam rodzony brat królewski i dał świadectwo autentyczne, własną ręką podpisane dnia 11 Maja, na rzecz prawdziwości opętania, na podstawie dokonanych prób z opętanymi, które sam sprawdzał. Nie możemy także pominąć świadectwa lorda Montagu i pana de Quériviolet, którzy tak byli wstrząśnieni tem, co widzieli, iż nie tylko opętanie zdało im się być prawdziwem, ale nadto było ono okazyą do ich niespodziewanego i głośnego nawrócenia6.
Taka jest w krótkich słowach historya opętanych z Loudun, bezstronna, ale z konieczności nie całkowita, albowiem umyślnie powstrzymaliśmy się od wszelkich uwag i rozbierania szczegółów, które bywają przedmiotem sporów i sprzecznych tłómaczeń.
Teraz rozejrzyjmy się w rozmaitych źródłach historycznych, aby z nich wyciągnąć przy pomocy zdrowej krytyki dalsze spostrzeżenia o naturze tych osobliwych wypadków. Bo tylko poznawszy ich naturę, będziemy mogli wydać bezstronny sąd o procedurze sądowej, o egzorcyzmach i fatalnem zakończeniu sprawy.
Sprawa ta, jakeśmy rzekli, jest bardzo zawikłana, zwłaszcza z powodu namiętnych i stronniczych pism, jakie się o niej ukazały.
Pytamy więc, czy opętanie lub wpływ dyabelski były prawdziwe, czy też może chodzi tu o jakąś nieznaną wówczas chorobę? Albo czy należy jeszcze to wszystko podciągnąć pod kategoryę oszustwa, podstępu, czy też może wszystkiego tego znajdzie się w tej sprawie potrosze?
Spotkaliśmy najpierw stronników oszustwa. Z pośród pisarzy współczesnych tym wypadkom przytaczają Gilles Ménage'go, stronnika tego przekonania w Managiana. Nie mieliśmy sposobności dotrzeć do źródła, lecz jeżeli to ma być prawda, to dziwimy się bardzo, dla czego Aubin, o którym zaraz powiemy, nie powołał się na powagę Menage'go, czego by nie powinien zaniechać. Tymczasem przytacza on jedno tylko ogólnikowe zdanie: Il n'y a point d'innocence à l'épreuve du choix des juges. Co więcej Managiana są to tylko urywki, wyjęte z rozmów Ménage’go, wydane po jego śmierci przez przyjaciół. Jest to zbiór historyjek, na których całość składają się nie same tylko wspomnienia Menagego7. A chociażby sam nawet Ménage to pisał, przecież nie on sam jest jedyną powagą, decydującą w tej sprawie.
Przytaczają jeszcze Teofrasta Renaudota, pierwszego publicystę francuskiego i kontynuatora: Mercure français.
Lecz Dreux du Radier (Bibl. du Poitou t. IV) jest jedynym, który bez dowodów na poparcie swojego twierdzenia paszkwilów przeciw Richelieu'mu. Tymczasem wiadomo, że kardynał Richelieu był wielkim protektorem i dobrodziejem Renaudota. Co się tyczy pisma Mercure, jeżeli jest mowa o tomie, którego autorem jest Renaudot, t. j. od r. 1635, to istnieją też same powody powątpiewania, tem bardziej, że ustęp z Mercure français t. XX, który znajduje się u Richer'a (op. cit.), zdaje się przypuszczać rzeczywistość udziału dyabelskiego.
Monconys, wielki podróżnik, który pracowicie uprawiał okultyzm, odwiedził przełożoną klasztoru w Loudun r. 1640, kiedy się już wszystko skończyło.
Podaje on, że litery, przez szatana wyryte na ręce tej przełożonej, były dziełem sztuki, i że końcem paznogcia zdrapał spód litery M, w imieniu Marya. Nic wszakże nie mówi więcej8.
Gui Patin w jednym ze swoich listów opowiada o wypadku, jaki się zdarzył synowi Laubardemont'a r. 1671; uważa on go za sprawiedliwą karę Bożą, ponieważ cała ta historya zakonnic w Loudun była tylko niezręczną komedyą, zmyśloną w celu zgubienia Grandier'a. Tak też ocenia on te wypadki, szczerze czy nieszczerze mniejsza o to, gdyż listy jego zawierają mnóstwo fałszywych anegdot i kłamstw przewrotnych; zapisywał bowiem wszystko, co słyszał, zarówno prawdę jak nieprawdę9.
Wielki poplecznik oszustwa, Aubin, nie omieszkał przytoczyć tych ważnych świadectw Monsonys'a i Patin'a; prócz tego wielokrotnie przytacza on autora Vie du Pere-Joseph. Ten autor jest kalwinem, prawdopodobnie wygnańcem, ponieważ książkę swoją ogłosił w Hadze 1706 r. W każdym wierszu tej książki przebija sekciarska zawziętość. Aubin nie zapomina też o oratoryaninie Le Vassor, który porzuciwszy swoją kongregacye, „został przyjacielem wszystkich przywódzców sekty, ukrytych w Holandyi: Jurieu'a, Bayle'a, Basnage'a etc., i w końcu apostatował, przystąpiwszy do kościoła anglikańskiego. Z powodu jego Historyi Ludwika XIII oburzyli się nim sami nawet jego przyjaciele, a nawet Wolter surowo ją krytykował. Zwalcza go O. Griffet10. Co się tyczy wypadków w Loudun, opowiadanie zgadza się z Aubin'em; obadwaj ogłosili swe dzieła prawie jednocześnie: Le Vassor w r. 1700 i 1711; Aubin w roku 1716, według innych pierwsze wydanie w r. 1693; można by powiedzieć, że się przytaczają w swych książkach wzajemnie i co do słowa, z tą tylko różnicą, że Aubin rozprawia o tym przedmiocie ex professo i daleko obszerniej. Obadwaj więc piszą prawie w pół wieku po wypadkach11. Aubin przytacza jeszcze świadectwo jednego naocznego widza egzorcyzmów, mianowicie Marca Duncan de Cerizantes, lekarza z Saumur. Lecz Duncan de Cerizantes był przełożonym akademii kalwińskiej i w książce jego nietyle idzie mu o zbadanie natury faktów, ile o wynalezienie zwalczających je dowodów. I on przypisuje konwulsye oszustwu. Otóż przekonamy się niebawem, że wszelkie oszustwo jest tu niemożliwe, gdyż za naszych czasów wszyscy lekarze, bez względu na swoje przekonania religijne i filozoficzne, jednozgodnie przyznają rzeczywistość symptomatów fizycznych i dobrą wiarę zakonnic, przynajmniej co do tego jednego określonego punktu.
Najbardziej zaciekłym zwolennikiem oszustwa w sprawie opętania w Loudun, jest Aubin, któremu się udało zaciemnić tę sprawę i pociągnąć za sobą znaczną ilość nie dosyć krytycznych pisarzy późniejszych. Dopiął zaś swego celu we wzmiankowanem dziele: Histoire de diables de Loudun, etc..... Cruels effets de la vengeance du Cardinal Richelieu. Amsterdam 1716. Sam tytuł wskazuje na cel autora. Już w przedmowie i na pierwszych kartach swego dzieła przypuszcza on formalny szturm; cała sprawa, według niego, jest ohydną jakąś intrygą. Celem Mignon'a ma być zemsta nad nieprzyjaciołmi i wyrobienie sobie sławy świętości; celem zakonnic owych ma być zapewnienie sobie środków do życia i zwrócenie na się publicznej uwagi; celem egzorcystów i biskupów ma być jakoby chęć oddania usług Kościołowi, czynienie cudów na przekór kalwinom, celem sędziów i większości świadków, ma być schlebianie tym wszystkim powyższym zamiarom, co zaś do Królewskiego Dworu i Richelieu'go, ma to być chęć zemszczenia się na biednym plebanie. Naszem zdaniem nic tak dobrze nie odpiera rozumowań Aubin'a, jak jego własna książka, i nie my sami jesteśmy tego przekonania. Dr, Calmeil powiada o pismach Aubina, że oszustwo to samo siebie zwalcza siłą własnej treści. A przed nim jeszcze doktór Bertrand zbija Aubina własnemi jego wnioskami. Podobnie i wszyscy inni lekarze naturaliści, na początku przez nas przytoczeni, bezwzględnie odrzucają owe niedorzeczne tłómaczenie Aubina.
Niema co dłużej rozprawiać. Zaznaczamy tylko, że tak Aubin jak i inni autorowie, których on na poparcie swojej teoryi przytacza, nie pozostali bez odpowiedzi. Pilet de la Mesnardiére w dziele Traité de la mélancolie odparł zarzuty Duncana. Obadwaj żyli właśnie w czasie tych wypadków. De la Menardaye odparł zarzuty Aubina w dziele: Examen et discussion critique de l'Histoire des diables de Loudun, Paris 1747 (zdaje się, że istnieje edycya z roku 1719). We wstępie znajdujemy (str. XV) dość obszerny spis dzieł drukowanych i manuskryptów, przemawiających za i przeciwko opętaniu. Przeciw Le Vassorowi występował, jakeśmy widzieli, ojciec Griffet. Mimo to wszystko kalwini z Aubin'em na czele, wierni zasadzie Woltera: Mentez, mentez, il en restera quelque chose, kłamali z powodzeniem. Udało im się zwieść wielu pisarzy, inni zaczęli powątpiewać i sprawa się zagmatwała.
Saint André12, z niesłychaną łatwowiernością przyjmujący wszelkie fakta i posuwający się aż do śmieszności w swoich naturalistycznych wywodach, powiada w kwestyi Urszulanek z Loudun co następuje: „to jeszcze pytanie, czy opętanie owo było prawdziwe; ale nie powinnoby się o niem wątpić, jeśli się wierzy temu, co czytamy, i rozmowy o historyi dyabłów z Loudun i o historyi Ojca Józefa), jako też temu, co o tej sprawie pisze Monconys13. Na pismo Saint André'go odpowiedział Boissier14, który jednak nie zajmuje się wyłącznie wypadkami z Loudun, i który tak samo jest łatwowierny jak jego przeciwnicy. Ojciec Lebrun15 przytacza list Rhodes'a, lekarza o tendencyach naturalistycznych, który nawiasowo tylko wspomina pomiędzy innemi mniemanemi złośliwemi lub zmyślonemi opętaniami także opętania w Loudun.
Dom Calmet powiada: „Wszyscy mówią dzisiaj o opętaniu zakonnic z Loudun, o których w czasie samych objawów i później wydawano sprzeczne sądy.” I dalej: „Nie zaliczam tu do rzędu rzeczywistych opętań opętanych z Loudun, o których rozmaicie sądzono, a których rzeczywistość w swoim czasie była podana w wątpliwość, a i dzisiaj jeszcze nie przestaje być zagadkową.”16
Jeden z nowożytnych pisarzy Jay, w dziele „Histoire du ministére du cardinal Richelieu“ popełnia też same błędy co i Aubin.
Z wyjątkiem poglądów lekarzy naszego wieku, niełatwo znaleźć wywodów szczerze naturalistycznych; wszelkie wyjaśnienia dają się sprowadzić do dwóch punktów: albo mianowicie owe objawy były oszustwem, albo też rzeczywistem opętaniem.
Obok przytoczonych powyżej pism, przemawiających za opętaniem, wspomnieć należy o pismach egzorcystów: Ojca Tranquille'a, a zwłaszcza Surin’a (Listy). Sami przeciwnicy oddają należną cześć szczerości i cnocie Ojca Surina. Co więcej, nie był on zamieszany w sprawę ks. Grandier’a, bo przybył do Loudun w kilka miesięcy po egzekucyi tego ostatniego. Można też z pożytkiem czytać w tej sprawie takie pisma, jak: „Vie du Pere Surin, par Boudon”, Chartres et Paris 1689; „La Gloire de Saint, Joseph victorieux des principaux démons de la possession de Loudun etc.“ 1636, „La Guérison miraculeuse de Soeur Jeanne des Anges, prieure des Ursulines de Loudun.”
Dwa ostatnie te dzieła przytoczył Aubin, który nadto podaje: „La Relation de ce, qui s’est passé’aux exorcismes de Loudun en presence de Monsieur. Antoine Meusnier” Poitiers 1635.
Z nowoczesnych możemy wymienić za opętaniem: Ribeta „Mystique Divine etc.“ t. III str. 200—234, Leriche „Etude sur la possessions en general, et sur celles de Loudun en particulier”. Nie należy też pomijać dzieła Görresa: „La Mystique Divine, naturelle et diabolique” część III i V ks. VII. roz. 44, oraz Mirville'a „Des Esprits” Paris 1854, str. 115. Dwaj ostatni grzeszą brakiem krytyki i łatwowiernością, można jednak z pożytkiem ich czytać.
Z tego wszystkiego, cośmy powiedzieli o opętanych w Loudun, czytelnik razem z nami wyprowadzi wniosek, że niełatwo wydać sąd o całej tej sprawie. Atoli nie wahamy się wnioskować, iż rzeczywistość opętania ma za sobą bardzo poważne dowody. Najpierw znajdujemy tutaj fizyczne cechy opętania, które, co prawda, zawsze są mniej - więcej wątpliwe, ale w sprawie Urszulanek z Loudun zdają się być rzeczywistemi. Że zawzięci przeciwnicy uważali sobie za obowiązek zaprzeczać ich, to niczego nie dowodzi, gdyż z równą zaciekłością występowali oni przeciwko innym jeszcze, daleko pewniejszym wypadkom podobnym. Wszyscy dzisiaj uznają rzeczywistość konwulsyi i innych dziwnych objawów, którym mogły podlegać zakonnice bez żadnego z ich strony podstępu. Kalwini nawet łatwo przyjęliby tę opinię, gdyby temu nie przeszkadzała zaciekłość sekciarska; w takim razie bowiem nie mogliby tak łatwo oskarżać egzorcystów i sędziów o niesprawiedliwe okrucieństwo, i musieliby poprzestać na samym tylko zarzucie nieuctwa. Są tacy, co sędziów tych uważają tylko za bigotów, jak np. Le Vassor, który nazywa ich ludźmi uczciwymi jedynie dla tego, że byli bigotami.
Co się tyczy pewnych znaków opętania, jak np. mówienia obcymi językami bez ich znajomości, wyjawiania tajemnic i widzenia na odległość, to musimy zaznaczyć, że przeciwnicy nasi, i sam Aubin, nie przeczą, iż zakonnice były zapytywane i odpowiadały po łacinie, lecz starają się widocznie tak zestawić pytanie i odpowiedź, ażeby można było wmówić w czytelnika, jakoby zakonnice w tych odpowiedziach recytowały wyuczoną lekcyę, jako też, aby przekonać tegoż czytelnika, że dyabli nie zawsze dawali właściwe, z zapytaniem zgodne odpowiedzi. Otóż, to znów każe przypuszczać okrutną zbrodniczość i w zakonnicach owych, dotąd nieposzlakowane życie prowadzących, i w egzorcystach, z których wielu, jeżeli nie wszyscy, są wyżsi nad wszelkie oszczerstwa i ponad wszelkie podejrzenia o czyny świętokradzkie, i w świadkach tak licznych a tak wysokie stanowiska zajmujących, i w kapłanach a zakonnikach różnych zakonów; i w biskupach i książętach i kardynałach, a to wszystko celem pomsty nad jednym ubogim proboszczem! Wszelako Aubin wcale nie przeczy, że opętani wyjawiali rzeczy ukryte, o których nie można wiedzieć w porządku przyrodzonym, ale szuka wykrętu w teoryi, że wszak to Bóg tylko może wiedzieć tajemnicze myśli, a ci, co inaczej utrzymują, nie zgadzają się z Pismem św. Tymczasem w sprawie tej nie chodzi o takie tajemnice, których szatan nie mógłby wiedzieć, ale właśnie o takie, które mocen był poznać. To też egzorcyści wymagali niekiedy, aby sobie wzajem przekazywano swe myśli ukryte, zanim je kazano opętanemu wyjawić.
Na to Aubin odpowiada, że albo sami egzorcyści, albo świadkowie używali pośrednictwa innych osób i porozumiewali się z zakonnicami za pomocą umówionych znaków i t. p. Wszakże jeżeli mamy wierzyć tak poważnym świadkom, jak brat królewski, O. Surin i wielu innych, to trudno nie przypuścić, żeby tam nie było pewnych znaków opętania. Przytaczają oni liczne i zupełnie określone fakta, które się wydarzyły osobom znanym i szanowanym, a których to faktów cechy przemawiają za rzeczywistością opętania. Launay de Nazilly, długi czas zamieszkały w Ameryce, stwierdza, że rozmawiał z zakonnicami językami ludów tamtejszych, i one odpowiadały mu w tym samym języku, a nawet wyjawiły niektóre fakta, jakie zaszły w tym czasie w niektórych krajach.
Doktór Sorbony, de Nimes, jałmużnik kardynała Lyonu, rozmawiał z niemi po niemiecku i po grecku. O. Viguier, przełożony oratoryanów, rozmawiał po grecku całe popołudnie. Obaj byli zdziwieni odpowiedziami. Wiele innych przykładów przytacza Görres.
Po tem wszystkiem wreszcie możemy sobie wytworzyć zdanie o egzorcyzmach, o procedurze sądowej i o jej smutnem zakończeniu dla X. Grandiera. Przedewszystkiem z całej tej sprawy musimy wyłączyć wszelki podstęp i oszustwo; przypuszczamy zaś, że zakonnice uległy jakiejś chorobie, że nawet choroba ta była spowodowana przez dyabła.
Nam samym znaki opętania wydają się bardzo poważnymi, a zatem wielu naocznych świadków mogło a fortiori uważać opętanie owo za rzeczywiste. A więc i egzorcyzmy słusznie były zastosowane.
Aczkolwiek w stosowanym tam sposobie egzorcyzmowania nie wszystko radzibyśmy usprawiedliwiać, jeśli prawdą jest to, co podaje Aubin i inni, to jednak w obecnej chwili nie wiele nam na tem zależy.
Śledztwo wszczęte przeciwko Grandierowi miało, naszem zdaniem, słuszną podstawę, nietylko dla tego, że go oskarżali opętani, lecz głównie dlatego, że go oskarżali inni świadkowie. Zresztą osobistość ta miała niedobrą przeszłość, tak dalece, iż niektórzy autorowie oświadczają, że jeżeli Grandier nie zasłużył na karę śmierci z przyczyny opętania, to zasłużył na nią dla wielu innych swych zbrodni.
Sędziowie, zdaniem naszych przeciwników, byli ludźmi uczciwymi. Było ich wielu, z różnych okolic i rozmaitych stanowisk; postępowanie sądowe odbyło się prawidłowo, z zastosowaniem praw obowiązujących. Występek magii karały trybunały świeckie, i dopiero edykt Ludwika XIV w r. 1672 wzbronił przyjmowania skarg o czarnoksięstwo.
Jeżeli więc niedorzecznie jest uważać sprawę opętania w Loudun za podstęp i świętokradzką komedyę, to nie mniej jest rzeczą śmieszną szydzić przy tej sposobności z egzorcyzmów kościelnych, niesprawiedliwością—potępiać sędziów bez względu na ducha czasu i na pojęcia ówczesne, a nadewszystko nierozumną jest rzeczą złośliwie składać na Kościół katolicki odpowiedzialność za wszystkie błędy ówczesne i za surowość, z jaką trybunał świecki potępił Grandiera.
Chociażby nawet postępowanie Kościoła w całej tej sprawie było naganne, to i wtedy jeszcze odpowiedzialności za takowe nie można składać na Kościół; chociażby trybunał kościelny dopuścił się czynu niesprawiedliwości, to i wtedy nie godzi się potępiać Kościoła. Jeśli chcemy wiedzieć, kto skutecznie zwalczał nadużycia w procesach o czarnoksięstwo i w innych tym podobnych, niech czyta Instrukcyę Stolicy Apostolskiej, drukowaną w Rzymie r. 1657 i zamieszczoną w dziele Görresa: „La Mystique divine, naturelle et diabolique” (t. V str. 452—457).
Kto bez uprzedzenia przeczyta tę Instrukcję, niezawodnie złoży hołd mądrości, roztropności i umiarkowaniu władzy kościelnej, a także będzie miał możność przekonania się, że zarówno w tej, jak w każdej innej sprawie podobnej, Kościół wzniósł się po nad przesądy czasu, potrafił uwolnić się od pojęć i namiętności w danej epoce panujących i zawsze bezwzględnie i przeciwko wszystkim stał w obronie prawdy i sprawiedliwości.
(C. D.). Ks. A. K.
Footnotes
-
De la Folie. ↩
-
De l'Extase; Du Somnambulisme. ↩
-
Urbain Grandier et les possédées de Loudun. ↩
-
Iconographie photographique de la Salpetriére. ↩
-
Etudes cliniques sur la grande hysterie. Appendice; L'hysterie dans l'histoire. ↩
-
Co się tyczy de Quériviolet’ a, obacz dzieło O. Dominika od Św Katarzyny Le grand pécheur converti, etc. Lyon 1680; i La vie de M. de Queriolet, przez Colletha, Saint-Malo et Paris 1771. Odnośnie do lorda Montagu, Histoire des diables de Loudun, Amsterdam 1716, str. 274; widocznie autor nie sprzyja temu nawróceniu, a to co na stronie 279 przytacza, nie pozostawia żadnej wątpliwości co do rzeczywistości faktów. ↩
-
Biographie universelle. Ob. Ménage. ↩
-
Voyages de Monconys, t. II. ↩
-
Ob. Biographie universelle, wyr. Patin. ↩
-
We wstępie do Historyi Ludwika XIII i w 14 tom. Historyi Francyi strona 532. ↩
-
Dr. Richer z całą powagą twierdzi, według G. Legué, że Vassor przepędził rok cały w Loudun i był świadkiem przygód hr. du Lude, co zresztą wykrył podejście. Aubin mówi , że Le Vassor był w Loudun, lecz nie mówi i nie mógł mówić, że było to w czasie, że był świadkiem przygód hr. du Lude, gdyż Le Vassor urodził się w tym czasie. Wypadki w Loudun skończyły się w r 1640, a Le Vassor przyszedł na świat 1648 roku. I to się nazywa pisać historye i krytykę!!! Ob. Richer, op. cit. sur la grande Hysterie, Appendice str. 822. Nota I. ↩
-
Lettre au sujet de la Magie, Paris 1727. ↩
-
List z datą 20 Grudnia 1698. ↩
-
Recueil des lettres au sujet des maléfices servant de réponse aux lettres du Sr. de Saint-André. Paris 1731. ↩
-
Histoire critique des pratiques superstitieuses (Wyd. Amsterdam 1736. t. IV str. 141). ↩
-
Traité sur les apparitions des esprits etc. Paris 1751, str. 198 i 219. ↩