MESSYASZ. (Pojęcie Żydów o M'u)

Ze pojęcie o Messyaszu, to jest oswobodzicielu, zesłanym z nieba dla szczęśliwości narodu Izraelskiego, żyło między żydami na długo przed ukazaniem się Jezusa Nazareńskiego, jest-to niezaprzeczona prawda historyczna, którą tu możemy przypuścić. Pojęcie to zaczerpneli żydzi ze swych ksiąg świętych, w których niezliczone ustępy przepowiadają im nadejście cudownego oswobodziciela, sprowadzającego dla potomków Jakóba erą pomyślności i szczęścia. Przypuszczamy, że czytelnik nasz zna te cechy, jakie prorocy przypisywali obiecanemu Messyaszowi.

Zadaniem niniejszego artykułu będzie zbadać, co o tym oswobodzicielu myśleli ludzie, współcześni Jezusowi. Poszukiwania te powinny nas przywieść do rozwiązania ważnego pytania, stawianego często przez starożytną i nowożytną niewiarę. Skoro Messyasz jest takim, jakim go przedstawia nauka chrześcijańska, i skoro Jezus okazał w swej osobie i cudami swemi udowodnił wszystkie spełnione na nim cechy messyaniczne, to jakimże sposobem się to stało, że żydzi nie uznali go za Messyasza i nie oddali czci Synowi Bożemu?

Ważne to pytanie znajdziemy rozstrzygnięte przeważnie w naszych księgach historycznych Now. Testamentu.

Przedewszystkiem z góry zauważyć trzeba, że nie od wszystkich żydów owej epoki oczekiwać trzeba jednakowych pojęć messyanicznych. Pomiędzy cechami Messyasza jedne bywają które prorocy rzadko tylko wskazują i z niezbyt wielkim naciskiem, inne znów bywają zaznaczane na każdej niemal stronnicy ksiąg świętych z takim blaskiem, jakiego żaden wzrok, najmniej nawet bystry, nie mógł nie dostrzedz. Ale właśnie na tych stronnicach należało oddzielić rzeczywistość od figury prorockiej, co stanowiło dla żydów nowe źródło nieporozumień.

Naród żydowski, jak się nam przedstawia w całej swej historyi, był narodem ziemskim, nadzwyczaj przywiązanym do dóbr doczesnych, z trudnością wznoszącym się do poznania i poszanowania dóbr duchowych. Siebie samego uważał za pierwszy naród na świecie, i chętnie wmawiał w siebie, że kiedyś wszystkie narody ziemi będą mu poddane. Do dziśdnia nie zdołały go uwolnić od tych marzeń wielkości ani upadek narodu Izraelskiego, ani rozproszenie jego pomiędzy wszystkimi narodami ziemi; świadkiem są żydowskie księgi wszystkich wieków, w których pod rozmaitymi kształtami przejawiają się ich nadzieje i pragnienia. Przedewszystkiem znalazły wzięcie u żydów owe prorocze słowa, w których Messyasz opisany jest jako król potężny i sławny, oswobodziciel swego ludu i zdobywca pogan, a które, rozumie się, były przez większość żydów tłómaczone w znaczeniu dosłownem i materyalnem. Czystsze zaś i więcej duchowe pojęcia miały się stać udziałem niewielu dusz prorockich, żywszem oświeconych światłem i obfitszemi wzmocnionych łaskami.

Czyżby do rzędu tych ostatnich należało zaliczyć przywódców Synagogi, książąt kapłańskich, piśmiennych i faryzeuszów? Można byłoby to przypuszczać ze względu na głębszą znajomość prawa, ze względu na staranniejsze ich wykształcenie i świętość ich zadania. Jednakże było inaczej. Ci dostojnicy izraelscy za czasów Chrystusa należeli przeważnie do materyalistycznej sekty Sadduceuszów; nie dbając o wyuczenie się i nauczanie prawdziwego ducha swego świętego prawa, całą działalność swego wynalazczego umysłu wyczerpywali na otaczanie literalnego spełniania prawa zarówno uciążliwemi jak śmiesznemi drobiazgowościami.

Po tych przedwstępnych uwagach możemy dalej w rozważaniu naszego przedmiotu.

Messyasz taki, jakim go opisują proroctwa, winien być jednocześnie synem Dawida i synem Boga, królem, prorokiem, kapłanem, nauczycielem, prawodawcą i oswobodzicielem swego narodu; ale zarazem powinien on być człowiekiem boleści, cierpiącym i umierającym dla zgładzenia grzechów ludzkich i pojednania ziemi z niebem. Winien się ukazać zanim berło odejdzie od Judy, wstąpić do świątyni Jerozolimskiej i zginąć gwałtowną śmiercią w czterysta dziewięćdziesiąt prawie lat po odbudowaniu miasta świętego po powrocie z niewoli Babilońskiej.

W epoce gdy Jezus z Nazaret przebiegał miasta i wioski Palestyny, głosząc „dobrą nowinę“ i bliskie przyjście królestwa Bożego, Rzymianie odjęli już Herodowi, królowi Judzkiemu, koronę, i rozpoczął się siedmdziesiąty tydzień Daniela. Żydzi uprzedzeni o tem przez boskie wyrocznie, powinni byli wówczas już uznać, że bliskiem jest ukazanie się Messyasza. Nasze księgi święte świadczą na wielu miejscach o tem oczekiwaniu i sami nawet historycy świeccy dobrze o niem wówczas wiedzieli.

Przypominamy tu znane teksty Swetoniusza i Tacyta: „Percrebuerat oriente toto vetus et constans opinio, esse in fatis, ut eo tempore Judaea profecti rerum potirentur“ (Swet. Vita Vespas. 4). „Pluribus persuasio inerat, antiquis sacerdotum litteris contineri, eo ipso tempore fore ut valesceret oriens profectique Judaea rerum potirentur“ (Tac. Hist. 5). Toż samo oczekiwanie podzielali Samarytanie; albowiem niewiasta z Sichar, nie wiedząc co sądzić o objaśnieniach, udzielonych jej przez Jezusa, dała Mu następującą odpowiedź: „Wiem, że przydzie Messyasz, którego zową Chrystusem, gdy tedy przydzie on, oznaymi nam wszystko“ (Jan IV, 25). Starzec Simeon, powiada św. Łukasz (II, 25), był... „oczekujący pociechy Izraelskiej.“ Przełożeni synagogi dowiedziawszy się, że jakiś nadzwyczajny człowiek naucza i chrzci na puszczy Judei, odrazu powzięli podejrzenie, że to może Chrystus, — podejrzenie zresztą podzielane przez tłum, który się tłoczył około Chrzciciela. Wysyłają tedy do tego ostatniego kapłanów i lewitów, aby go pytali. Jan Chrzciciel wyraźnie im oświadcza, że on nie jest Chrystusem, ale że Chrystus znajduje się pośród nich, a oni o nim nie wiedzą (Jan, 1, 19, 27). I później jeszcze, gdy cuda Jezusa wywoływały uniesienia zachwytu w narodzie, słychać będzie, jak świadkowie tych cudów wołać będą, że ten, który je czyni, jest prawdziwie „prorok, który miał przyjść na świat“ (Jan, VI, 14). Wyraźniej jeszcze wypowiada to oczekiwanie Messyasza owo zapytanie, postawione przez uczniów Jana Chrzciciela: „Tyś jest, mówią oni do Jezusa, który ma przyść, czyli inszego czekamy?“ (Łuk., VII, 20). Za całą odpowiedź zdziałał Jezus w ich oczach wiele cudownych uzdrowień i rzekł do nich: „Szedszy, odnieście Janowi coście słyszeli i widzieli: Iż ślepi widzą, chromi chodzą, trędowaci bywają oczyszczeni, głusi słyszą, umarli powstawają, ubodzy Ewangelią przyjmują“ (Łuk. VII, 22). A te właśnie czyny, zwłaszcza zaś głoszenie Ewangelii ubogim, były wyraźnie oznaczone przez Izaiasza (XXX, 5 i XVI, 1), jako dzieła Wysłańca Pańskiego.

Zdaje się, że między współczesnymi Jezusowi jednozgodnie brano we właściwem znaczeniu wyrazy prorocze, dotyczące chwalebnego królowania Chrystusa. Wyrażenie Rex Messias było uświęcone u doktorów Zakonu; to zaś wyrażenie często się spotyka w chaldejskiej parafrazie Onkelosa, który pisał prawie w czasach Chrystusa Pana. To też skoro tylko Natanael uznał w Jezusie wielkiego proroka, przepowiedzianego przez Mojżesza i przez innych proroków Zakonu, zawołał: „Tyś jest król Izraelski“ (Jan I, 49). Gdy tłumy, cudownie chlebem nakarmione, uznały Jezusa prorokiem który miał przyjść na świat, natychmiast okazały się gotowymi obwołać Go królem.

Możnaby powiedzieć, że początkowo sam Zbawiciel nie chciał rozpraszać tego złudzenia swych uczniów: Używając dalej figurycznej mowy proroków, nazywa swój Kościół „królestwem niebieskiem,“ obiecuje apostołom miejsce przy biesiadnym stole w swem królestwie i stolice sędziów dla sądzenia dwunastu pokoleń Izraelskich. Synowie Zebedeuszowi proszą Go o zaszczytne miejsca w tem królestwie; Jezus im odpowiada, iż nie wiedzą o co proszą, że wysłuchać ich prośby nie od niego zależy, lecz od jego Ojca. Dwaj uczniowie na drodze do Emmaus w dzień zmartwychwstania mówią do nieznajomego, który się do nich przyłączył: „A mychmy się spodziewali iż miał był odkupić Izraela“ (Łuk. XXIV, 21). Jezus im tłómaczy, że Chrystus jedynie przez cierpienia winien był wejść do chwały. Wreszcie w sam dzień chwalebnego wniebowstąpienia zapytany Jezus przez apostołów: „Panie, zali w tym czasie przywrócisz królestwo Izraelowi?“ (Dz. I, 6), odpowiada im: „Nie wasza rzecz jest znać czasy i chwile, które Ociec w swey władzy położył“ (Dz. I, 7). Jak widać, aż do końca w wyrazach Jezusa pod tym względem przebija się niepewność jakaś i pozostawione było Duchowi świętemu dać apostołom prawdziwe pojęcie o królestwie messyanicznem. Raz jeden tylko Pan Jezus wyraźnie oznajmił, że królestwo jego nie jest z tego świata; taką odpowiedź dał Piotrowi, aby rozchwiać błędne posądzanie żydów, którzy go oskarżali, że się podaje za Chrystusa-Króla (Łuk. XXIII, Jan XVIII, 36).

Ten Chrystus-Król w pojęciu żydów miał uwolnić swój naród od obcego jarzma. Dlatego też żydzi wyobrażali sobie, że Jezus skoro raz będzie przez cały naród uznany za Messyasza, stanie na czele buntowniczej armii, by odeprzeć panowanie Rzymian. Ponieważ jednak, według tych doktorów żydowskich, Jezus nie był Chrystusem,—przeto usiłowania Jego na pewno nie miały się udać; i Rzymianie mieli przyjść, aby zburzyć miejsca święte a cały naród żydowski wytępić (Jan XII, 48). Takie zdanie wygłosił arcykapłan Kaifasz wobec Sanhedrynu.

Uwagi godne tu jest to, że Jezus, nauczając w Galilei i w Perei, przy różnych okolicznościach starał się ukryć swój messyaniczny charakter. Wysłuchawszy i pochwaliwszy świetne wyznanie Piotra: „Tyś jest Chrystus Syn Boga żywego,“ groźnie zabrania apostołom swoim mówić o tem, że on jest Chrystus (Mat. XVII, 30; Mar. VIII, 30). Szatanowi, który go nazywał świętym Boga (Mar. I, 21), nakazuje milczenie. Ilekroć złe duchy głoszą go Synem Bożym, zawsze surowo im tego zabrania. Jakiż mógłby być powód takiej ostrożności? Prawdopodobnie ten, że umysły tych ludzi, fałszywemi przejęte pojęciami o Messyaszu, nie były jeszcze wówczas usposobione do przyjęcia podobnego objawienia. Messyaniczne posłannictwo Jezusa było pod każdym względem zupełnie przeciwne oczekiwaniom ludu żydowskiego odnośnie do jego wielkiego wybawcy. Według tych pojęć ludowych, Izrael wiedziony przez swego Messyasza, miał się wznieść na szczyt wielkości i potęgi, a tymczasem Jezus był uboczną przyczyną, która miała buntowniczy ten naród przywieść do ostatniego stopnia poniżenia. Myśleli żydzi, że całe pogaństwo ulegnie berłu Izraela; a tymczasem Jezus był powołany, by poddać Izraela pod panowanie pogan i zaprowadzić w królestwie swojem najzupełniejszą równość pomiędzy żydami i poganami. Prawo Izraela miało otrzymać wieczną trwałość; a Jezus tymczasem powołany został, by się stać końcem tego prawa i zastąpić przymierze prawa mojżeszowego przymierzem wolności dzieci Bożych. Mówiono, że Messyasz cudami swymi, które wstrząsnąć miały wszystkiemi siłami natury, miał odrazu odnowić oblicze ziemi; a tymczasem Jezus był powołany do przeprowadzenia moralnej przemiany świata samemi tylko siłami ewangelicznego słowa i cudownego ale cichego działania Ducha świętego. W rozmowach swych z doktorami zakonu, jakie nam przekazał Jan święty, Zbawiciel jest bardziej wyraźny, gdyż ci byli w możności zrozumieć całą prawdę, ale prosty ludek wiejski w Galilei i Perei większych wymagał ostrożności.

Do pojęcia o królu ziemskim przyłączyło się drugie, które, zdaje się, nigdy się nie chwiało u żydów ówczesnych, t. j. że Messyasz będzie synem Dawida i ma się narodzić w Betleemie. Książęta kapłańscy i piśmienni, spytani przez Heroda o miejsce narodzenia Chrystusa, bez wahania odpowiadają, miejscem tem jest „Betlehem Judzkie“ (Mat. II, 5). Później pyta ich Jezus: „Co się wam zda o Chrystusie? Czyim jest syn?“ Rzekli mu: „Dawidów“ (Mat. XXII, 42). Dla pewnych żydów dowodem rozstrzygającym, przeciwnym messyanicznemu charakterowi Jezusa, było i to mianowicie, że ten Jezus pochodził z Galilei, podczas gdy Chrystus, potomek Dawida, miał przyjść z Betleem, skąd pochodził sam Dawid (Jan VII, 41, 42).

Oczywiście, ludzie przejęci takiemi pojęciami, mało byli usposobieni do przyjęcia za swego Messyasza jakiegoś Galilejczyka, urodzonego, jak sądzili, w Nazarecie, z rodziców niskiego pochodzenia, któremu obcą była wiedza rabiniczna, który ukazywał się wszędzie w otoczeniu ludzi prostych, nieokrzesanych i ciemnych, który był pozbawiony wszelkiego zewnętrznego uroku, jakim powinien się otaczać wielki wybawca Izraela.

Prawda, że prorocy obok chwały Messyasza przepowiedzieli również jego upokorzenia, ubóstwo, słodycz charakteru i śmierć gwałtowną; ale Żydzi albo proroctwa tego rodzaju odnosili zupełnie do innego przedmiotu, albo żadnej nie zwracali na nie uwagi, najzupełniej oddani pojęciu o wielkości i potędze Messyasza.

Do przełamania tak strasznego oporu, miał Zbawiciel ku pomocy tylko czystość swego życia, świętość swej moralności i boskie świadectwo swych cudów. Wystarczało to wprawdzie do przekonania ludzi dobrej woli; to też udało Mu się z kilku uczniów nawet z pomiędzy przedniejszych (Jan XII, 42), jak Nikodema i Józefa z Arymatei. Ale wielka część doktorów zakonnych okazywała Mu nienawistny i uporczywy opór, raz dla tego, że Jezus odsłaniał hypokryzyę ich postępowania i próżność ich zabobonnych tradycyi, a następnie dla tego także, iż Chrystus głośno się nazywał Synem Bożym. Podrażnieni przeciw Niemu zazdrością i złością za to, że widzieli się poniewieranymi przezeń w oczach ludu, szukali pozorów, by obniżyć dowodową siłę Jego cudów i świętości. Świętość Jego tedy była tylko hypokryzyą; gdyż przestawał on z ludźmi złego życia, gwałcił szabbat, gdy uzdrawiał chorych w czasie świętego spoczynku dnia siódmego. Cuda Jego zatem mogły być tylko czarami dokonanymi przez duchy piekielne. „Przez Beelzebuba książęcia czartowskiego (ten człowiek) wyrzuca czarty“ (Łuk. XI, 15). Zresztą był on bezbożnym bluźniercą, ponieważ podawał sie za Boga i jako bluźnierca zasługiwał na śmierć. To też wielokrotnie chciano Go ukamienować.

Czyżby więc doktorowie zakonni nie wiedzieli, że Messyasz rzeczywiście miał być Synem Bożym? I owszem, wiedzieli, gdyż to imię zanadto wyraźnie nadawano Mu w Piśmie św. Dawid w jego imieniu śpiewa: „Pan rzekł do mnie: Tyś jest synem moim, jam ciebie dziś zrodził“ (Ps. II, 7). To miejsce powszechnie było uważane za messyaniczne (Dz. IV, 25). Św. Paweł przytacza je na poparcie swego nauczania (Dz. XIII, 33; Żyd. I, 6). To nam również tłómaczy, dla czego Natanael, uznawszy Jezusa Messyaszem zawołał: „Rabbi, tyś jest syn Boży, tyś jest król Izraelski“ (Jan I, 49)!

Lecz skoro Żydzi swemu Messyaszowi dawali imię Syna Bożego, zachodzi pytanie, w jakiem znaczeniu stosowali oni do Niego tę zaszczytną nazwę? Wszyscy sprawiedliwi są w pewnem znaczeniu synami bożymi; tembardziej przeto człowiek nadzwyczajnej świętości, przyodziany boskiem posłannictwem, najwznioślejszem, jakie było kiedykolwiek, czyż nie mógł rościć sobie prawa do tego tytułu w sposób szczególny, skutkiem tego, nazywać się Synem Bożym ὁ υἱὸς τοῦ Θεοῦ, nie posiadając przecież natury boskiej? Tak prawdopodobnie rozumowali doktorowie Izraelscy. Gdyby byli posiadali odrobinę znajomości filozofii aleksandryjskiej, mogliby znaleść poparcie dla tego rozumienia rzeczy w nauce o Logos. Tajemnicza ta istota była dla Aleksandryjczyków stworzeniem pośredniem między Bogiem a człowiekiem, była „bogiem drugorzędnym, ϑεὸς δεύτερος.“

Rozumowanie to wprawdzie było błędne: albowiem Pismo św., nadając Messyaszowi imię Boga, w niczem nie daje do zrozumienia, żeby on był niższej natury, przeciwnie ustawiczny zwyczaj ksiąg świętych nadawania imienia Elohim w liczbie pojedynczej samemu tylko prawdziwemu Bogu musiało kazać wierzyć, że Messyasz, obdarzony imieniem Boga, był samym Bogiem najwyższym, samym Jehową. Azaliż sam Jehowa nie powiedział u Izaiasza: „Przeto pozna lud móy imię moie w on dzień; bo ia sam którym mówił, owom iest!“ (Iz. LII, 6), i na innem miejscu: „Bóg sam przydzie i zbawi nas“ (Iz. XXXV, 4).

Grzeszna-to zatem była owa nieznajomość boskiej natury Chrystusa Pana ze strony tych doktorów, ustawicznie zajętych badaniem najdrobniejszych szczegółów swoich ksiąg świętych. A jeśli aż do owego czasu nie mogli pojąć prawdziwego znaczenia tego zasadniczego szczegółu, to już przynajmniej zasady Jezusa, proroka-cudotwórcy, powinny były zwrócić na się ich uwagę i wiarę w nich obudzić. A przecież woleli oni raczej hołdować dawnemu przesądowi i stosować do Jezusa ten przepis księgi Powtórzonego Prawa: „Jeśli powstanie w pośrodku ciebie Prorok, albo któryby mówił, że sen widział i opowiedziałby znaki i cuda, a stałoby się tak iako powiedział i rzekłszy: Pódźmy a naśladuymy bogów obcych... nie usłuchasz słów owego proroka abo widosna: bo kusi was Pan Bóg wasz aby iawno było ieśli go miłuyecie czy nie... A on prorok abo snów wymyślacz zabit będzie“ (XIII, 1—5). I rzeczywiście, św. Jan opowiada, że żydzi starali się zabić Jezusa, „iż nietylko gwałcił szabat, ale też Boga powiadał być Oycem swoim, czyniąc się równym Bogu“ (Jan V, 17). Dla tego też usłyszawszy z ust Zbawiciela te uroczyste słowa: „Ja i Oyciec iedno iesteśmy“, chwycili za kamienie, aby Go ukamienować, dla bluźnierstwa, jakie wypowiedział, „iż ty będąc człowiekiem, czynisz się sam Bogiem“ (Jan X, 20—33). Przedtem już chcieli Jezusa ukamienować dla tego, że powiedział: „Pierwej niż Abraham się stał, iam iest“ (Jan VIII, 58). Ta preegzystencya, którą sobie Jezus przypisuje, znaczy w rzeczywistości to samo, co istnienie wieczne, będące wyłącznym przymiotem bóstwa.

Członkowie Sanhedrynu, aż do końca trwając w swem zaślepieniu, jednozgodnie wydają wyrok śmierci na Jezusa, któremu, jak mówili, udowodniono bluźnierstwo, że się czynił Chrystusem, synem Boga błogosławionego (Mat. XXVI, 62—66; Mar. XIV, 61—64). Toż samo oskarżenie jako rozstrzygające przedstawili Piłatowi, aby odeń otrzymać wyrok na ukrzyżowanie Jezusa: „My zakon mamy, a wedle zakonu ma umrzeć, że się Synem Bożym czynił“ (Jan XIX, 7). Nakoniec, gdy go ujrzeli przybitym na krzyżu, przechodzili przed nim, ruszając głowami i mówiąc: „Jeśli iest król Izraelski, niech teraz zstąpi z krzyża, a uwierzymy mu. Dufał w Bogu: niech go teraz wybawi ieśli chce: Bo powiedział, że iestem synem Bożym“ (Mat. XXVII, 42—43). Setnik, przeciwnie, na widok trzęsienia ziemi i dziwnych rzeczy, jakie towarzyszyły śmierci ukrzyżowanego, zawołał: „Zaiste, ten był Synem Bożym“ (Mat. XXVII, 54).

Ze wszystkich tych miejsc Pisma św. można dosyć dobrze wywnioskować stan umysłowy żydów odnośnie do pojęć messyanicznych w czasach przyjścia Zbawiciela. Żydzi, z oburzeniem odrzuciwszy myśl, że Messyasz mógł być prawdziwym Bogiem, (ponieważ całe bóstwo jest skoncentrowane w Jehowie, jednym prawdziwym Bogu), wnioskowali stąd, że już dla tego samego Jezus nie mógł być Messyaszem, iż się sam nazywał Bogiem. Był on zatem zwykłym tylko oszustem, bezbożnym bluźniercą. Cudowne Jego dzieła były albo czarami dyabelskimi, albo czczemi złudzeniami, na które Bóg zezwalał, aby wypróbować wierność swego narodu. Stąd też wyraźną była wola Jehowy, aby ten fałszywy prorok został na śmierć skazany.

Naczelnicy synagogi nie zaprzeczali cudów Jezusa; przeciwnie, otwarcie wyznawali, iż uczynił ich wiele (Jan XI, 47). Gdyby więc Chrystus chciał tylko przypisywać sobie cechy, jakie w pojęciu żydów odpowiadały idei messyanicznej, nader prawdopodobnie byłby przyjęty i ogłoszony przez cały naród; jedyną przeszkodą dla tych ciemnych monoteistów w uznaniu bóstwa Jezusa było to roszczenie sobie prawa do natury boskiej.

Nieświadomość tę, chociaż grzeszną poznał sam boski Zbawiciel, gdy podniesiony i przybity do krzyża, znalazł w swem miłosiernem sercu to wytłómaczenie dla występku swych katów: „Nie wiedzą co czynią“ (Łuk. XXIII, 34). Uznał ją Piotr św., gdy rzekł do otaczających go żydów: „A teraz bracia, wiem żeście z nieświadomości uczynili (skazując na śmierć sprawcę życia) iako y przełożeni waszy“ (Dz. III, 17). Zgodnie ze św. Piotrem oddaje im toż świadectwo św. Paweł. „Którzy, mówi on, mieszkali w Jeruzalem i książęta iego nie znaiąc tego, y głosów prorockich, które przez każdy szabbat czytane bywaią osądziwszy wypełnili: a nie znalazłszy w nim przyczyny żadnej śmierci, prosili Piłata aby go zabili“ (Dz. XIII, 27, 28); i na innem miejscu: „Gdyby byli poznali, nigdyby byli Pana chwały nie ukrzyżowali.“

Do poznania Syna Bożego brak było żydom prawości umysłu i pokory serca. Podwójne to dodatnie usposobienie wystarczyłoby do rozproszenia ich przesądów i do zrozumienia prawdziwego znaczenia ich boskich wyroczni. Oświeceni światłem z wysokości, wyczytaliby w księgach świętych, że obiecany Messyasz miał być prawdziwym synem Bożym, we wszystkiem równym Jehowie swemu Ojcu; i przyjmując dowody jego cudów, oddaliby cześć temu, który, sam będąc Bogiem, przychodził do nich w imię Boże.

Uczniowie Jezusa, ludzie prości i prawi, przyjęli tę łaskę, której odmówiono pysznym i obłudnym przywódcom narodu. Sam Jezus błogosławionym ogłosił Simona, syna Jony, dla tego, że mu nie ciało ani krew objawiła bóstwo jego Mistrza, lecz Ojciec jego, który jest w niebiesiech (Mat. XVI, 17).

Według wszelkich wskazówek, jakie znajdujemy w Nowym Testamencie, możemy przypuszczać, że bardzo niewielu ze współczesnych Zbawicielowi wierzyło w upokorzenia przyszłego Messyasza i w zupełnie duchowy charakter jego królestwa. Prawdy te były jednak jasno zrozumiane i wygłoszone przez Przesłańca Chrystusowego. On to, ukazując Jezusa swym uczniom, rzekł do nich: „Oto baranek Boży, oto ten, który gładzi grzechy świata.“ On to w swych naukach głosił Jezusa wielkim odnowicielem moralności, rozdawcą Ducha świętego, sędzią wszystkich ludzi (Jan I, 29; Łuk. III, 3—17). Ale otrzymał on pod tym względem szczególne objawienie, gdyż nawet osoby bardzo cnotliwe —i sami nawet uczniowie Jezusa — nie wiedzieli, zdaje się, o tych tajemnicach.

Gdy Jezus, uznany Messyaszem przez swych uczniów, w jasnych wyrazach przepowiedział im swą mękę i śmierć swoją, ci zupełnie Go nie rozumieli. Sam Piotr zawołał: „Boże cię uchoway, Panie, nie prziydzie to na cię“ (Mat. XVI, 22). W sam dzień zmartwychwstania dwaj uczniowie idący do Emmaus zasłużyli na tę groźną wymówkę z ust mistrza: „O głupi a leniwego serca ku wierzeniu temu wszystkiemu co powiedzieli prorocy. Izaz nie było potrzeba aby to był cierpiał Chrystus itak wszedł do chwały swoiey“ (Łuk. XXIV, 26). Niemniej jasno to widział Eunuch etyopczyk, gdy czytając proroctwo Izaiasza o Chrystusie cierpiącym i umierającym za swój naród, pytał Filipa: „Proszę cię, o kim to prorok mówi? o sobie czyli o kim innym“ (Dz. VIII, 24). Wreszcie w ostatnich naukach, jakie Jezus dał swym uczniom przed wniebowstąpieniem: „im zmysł otworzył, żeby rozumieli pisma. I rzekł im: Iż tak iest napisano: i tak było potrzeba aby Chrystus cierpiał, i wstał od umarłych dnia trzeciego: ażeby była przepowiadana w imię iego pokuta i odpuszczenie grzechów po wszystkich narodziech począwszy od Jeruzalem“ (Łuk. XXIV, 45—47). Czyliż wówczas przynajmniej uczniowie dobrze rozumieli Zbawiciela? Musimy temu wierzyć, gdyż Jezus rozjaśnił ich umysł, aby im dać zrozumienie swych wyrazów. W każdym jednak razie trzeba było później nowego objawienia, któreby przypomniało Piotrowi powołanie pogan do wiary Chrystusowej; a i ten nawet apostoł był zdjęty zdziwieniem, gdy u ucznia Korneliusza i jego domowników, ujrzał Ducha świętego, zstępującego na tę garstkę pogan.

Z tego wszystkiego cośmy powiedzieli wynika, że idea messyaniczna, zaledwie wykluwająca się u większości żydów Jezusowi współczesnych, niedokładna początkowo nawet u samych uczniów Zbawiciela, całkowity rozwój znalazła dopiero w Kościele, w epoce, kiedy apostołowie, Duchem świętym oświeceni, zaczęli spełniać posłannictwo, jakie otrzymali od swego boskiego Mistrza: „Idąc tedy nauczajcie wszystkie narody. Idąc na wszystek świat, opowiadajcie Ewangelię wszemu stworzeniu“ (Mat. XXVIII, 19; Mar. XVI, 15).

Od czasów przyjścia Chrystusa Pana żydzi w dalszym ciągu oczekują swego Messyasza pod postacią księcia potężnego, który ustali swoje królestwo, odbuduje świątynię i wszystkie narody podda pod ich panowanie i cześć Jehowy. Odpuszczenie grzechów, jakie im Chrystus udzieli, w ich rozumieniu jest tylko oswobodzeniem od ucisków doczesnych, jakie naród ich ściąga na się za zniewagi wyrządzone Jehowie. Messyasz ich zresztą nie będzie innej, niż nasza, natury. Utrzymywał to zdanie przeciw Św. Justynowi Tryfon żydowin w II w. po Chr. Filozofowi temu się zdawało nietylko paradoksalnem ale nawet niedorzecznem to zdanie, że Chrystus jako Bóg istniał od wieków, i że zstąpił do nas, by się narodzić jako człowiek (Tryf. 48).

Wielu z doktorów żydowskich wyznaje, że czas naznaczony w proroctwach na przyjście Messyasza oddawna upłynął, ale żydzi myślą, że te proroctwa są warunkowe: mają się one spełnić, jeśli Izraelici będą wierni swemu prawu. Messyasz wtedy przyjdzie, powiadają oni, gdy naród choćby jeden szabat ściśle zachowa. Przeklęty, ktoby usiłował oznaczyć pewny czas jego przyjścia. Nie mogąc stanowczo odrzucić proroctw, głoszących upokorzenia, cierpienia i śmierć gwałtowną Messyasza, wymyślili żydzi dwóch Messyaszów, którzy mieli się jakoby ukazać jeden po drugim. Pierwszy z rodu Józefa, imieniem Nehemiasz, będzie zwyciężony i zabity przez Antychrysta, Armillusa, i swoją śmiercią zgładzi grzechy Izraela. Drugi Messyasz, sławny i zwycięski, będzie synem Dawida. Ten tchnieniem swych ust zabije Armillusa, przywróci do życia Messyasza, syna Józefa i będzie panował nad całym światem. Wyliczając dobrodziejstwa, jakie Messyasz chwalebny przyniesie światu, doktorowie żydowscy mówią tylko o dobrach w doczesnym porządku. Porządek zaś nadprzyrodzony zdaje się zupełnie znikać z tych umysłów, pogrążonych aż do dnia dzisiejszego w mniej lub więcej dobrowolnem zaślepieniu.

Patrz: Smith, Dictionary of the Bible, pod wyrazami „Messiah, Saviour, Son of God, Son of Man.“ — J. Bertholdt, Christologia Judaeorum Jesu apostolorumque aetate, Erlangen, 1811. — W. Neumann, Die messianischen Erscheinungen bei den Juden, Bleischerode, 1865. — Calmet, Dissertation sur les caractéres du Messie suivant les Juifs. — Eisenmenger, Das entdecktes Judenthum, 2-a część, roz. XIII von dem Messia. (J. Corluy).