NIEBO.

Daleko poważniejsza budzi się trudność w przedmiocie t. zw. Visio beatifica (bezpośrednie oglądanie Boga); powiadają, że albo oglądanie to Boga jest niemożliwe, albo też jest ono naturalne i takie, że umysł ludzki je posiada już począwszy od życia obecnego, a w tym ostatnim razie widzenie to Boga nie moze nic wiecej zrobić dla szczęśliwości i bezgrzeszności człowieka po jego śmierci, aniżeli czyni z życia złożonego, jak wiadomo, z samych boleści i błędów. Otóż, co się tyczy możliwości, to zaznaczamy, że intuicya prawdy jest działaniem umysłu: postrzeganie pierwszych pojęć i pierwszych zasad jest w pewnem znaczeniu intuitywne. Z drugiej znów strony, istota boska jest sama w sobie nieskończenie zrozumiała — i nieskończenie widoczna dla każdego ducha, zostającego w bezpośredniej z nią łączności. Dla nas, co prawda, w ciągu naszego istnienia ziemskiego, łączność ta nie istnieje, a pierwiastku rozumowego i pierwiastku prawdy dosięgamy teraz tylko za pośrednictwem naszych zmysłów, dla których czysty pierwiastek rozumowy i prawda absolutna są niedostępne. Ale po śmierci i z pewną nadprzyrodzoną pomocą, która podnosi nasz umysł ponad sferę jemu przyrodzoną, umysł ten może się znaleść wobec pierwszego ze wszystkich bytów, ze wszystkich zasad, i ze wszystkich pierwiastków rozumowych, i widzieć go takim, jakim jest sam w sobie. Możliwość zatem intuitywnego i błogosławionego oglądania Boga jest niezaprzeczona. Niemniej pewny jest również nadprzyrodzony jej charakter. I rzeczywiście, aby dosięgnąć tego aktu intuicyi i cieszenia się z Bogiem, będącego owym właściwym sposobem i ową specyficzną formą, pod jakiemi Bóg się poznaje i sobą się cieszy; aby wejść w uczestnictwo pewnego działania bożego, które się powinno koniecznie uważać jako zastrzeżone dla pierwszego Bytu, gdyż przez nie różni się On istotowo od bytów niższych; aby dopełnić tego działania, przez jakie wchodzi się rzeczywiście w posiadanie prawdy i szczęśliwości boskiej, nie wystarczyłaby żadna działalność skończona, żadna stworzona potęga. Jedynym sposobem, jaki z natury swej posiadamy, aby się wznieść do poznania Boga, jest rozumowanie, które wnioskuje ze skutku o przyczynie, ale które nie daje intuicyi tej przyczyny. Sobór Watykański starannie określił ten sposób poznawania Boga (I. Constit, dogm. c. 2), wykluczając tem samem sposób intuicyi naturalnej, którym wbrew wszelkim prawom i wszelkiemu doświadczeniu chlubili się starożytni i nowożytni Platoniści. Stąd też nielogicznie byłoby z niedostateczności naszego dzisiejszego poznania Boga do uczynienia nas zupełnie szczęśliwymi i bezgrzesznymi wnioskować o niedostateczności intuitywnego widzenia do udzielenia kiedyś duszom naszym całkowitego i ostatecznego szczęścia. Tu na ziemi widzimy Boga tylko przez grubą zasłonę stworzeń; tam zaś w górze będziemy Go widzieli twarzą w twarz; oczywistość Jego prawdziwości, blask Jego piękności, wszechpotężny urok Jego dobroci tak dalece porwą nasz umysł i nasze serce, że wszelki błąd i wszelki grzech staną się nam na zawsze niemożliwymi.

Ale czyż to wszystko nie są czysto scholastyczne teorye, wyjaśnione przez św. Augustyna, a rozwinięte przez św. Tomasza z Akwinu i przez Suareza? Wcale nie; teoryi tych najdokładniej nas uczy Pismo św.: „Synowie człowieczy w zasłonie skrzydeł twoich nadzieię mieć będą. Będą upoieni hoynością domu twego, y strumieniem roskoszy twoiey napoisz ie, abowiem u ciebie iest zdróy żywota, a w światłości twoiey oglądamy światłość.“ (Ps. XXXV, 8—10). Św. Paweł pisze do Koryntyan: „Teraz widzimy przez zwierciadło i przez podobieństwo, lecz w on czas twarzą w twarz. Teraz znam po części lecz w on czas poznam iakom y poznany iest.“ (I Kor. XIII. 12). „Pokiśmy w ciele, pielgrzymujemy od Pana, abowiem przez wiarę chodzimy a nie przez widzenie.“ (II Kor. V, 6—7). „Namileyszy, teraz synami bożymi iesteśmy, a ieszcze się nie okazało czym będziemy. Wiemy iż gdyż się okaże podobni mu będziemy, iż Go uyrzymy iako iest.“ (I Jana III. 2).

Współczesny panteizm i racyonalizm, a zwłaszcza współczesna płochość umysłowa zdawały się niekiedy przerażać wiecznością nieba; pytały się siebie, czy wieczność ta nie będzie przypadkiem źródłem znudzenia i czy owo szczęście wieczne nie ma raczej polegać na ciągłej rozmaitości i na nieskończonym postępie, zaprawionym pewnem rozczarowaniem i pewnymi niepokojami. Taki sposób widzenia rzeczy odsłania niedokładną i płytką znajomość przeznaczeń stworzenia i celu człowieka, w szczególności zaś odsłania nieznajomość natury prawdziwego szczęścia i potęgi, jaką posiada nieskończona prawda i nieskończone dobro do porwania na zawsze naszego umysłu i serca. Zresztą, pewna swobodnie podtrzymywana przez wielu katolików opinia twierdzi, że błogosławieni w niebie dochodzić będą do ciągłego wzrostu wiedzy, chwały i radości. Wszystko zaś to wystarcza, by zadowolnić autorów postawionego na początku zarzutu.

(Prw. Kard. Mazzella. De Deo Creatore; — Dr. Scheeben. art. Anschauung, we fryburskim Kirchenlexicon i w Dogmatyce. — Bautz, Der Himmel speculativ dargestelt;— Oswald. Eschatologie; — R. P. Hilaire, Kap. Où est le Ciel? i t. d.). (I. D.).