NIEWOLNICTWO.
I.
Teologia katolicka uznaje tylko jedno znaczenie tego wyrażenia. W jej rozumieniu, niewolnictwo jest - to całkowite panowanie (pod względem prawnym) jednego człowieka nad pracami i pożytecznymi owocami pracy innego człowieka. Teologia ta zatem nie dopuszcza ani niewolnictwa w znaczeniu pogańskiem, czyli zupełnego panowania jednego człowieka nad samą nawet osobistością innego człowieka, ani też niewolnictwa w znaczeniu ściślejszem, to jest wyłączającem osobistość, ale rozciągającem się bez wyjątku i bez żadnych ograniczeń do wszystkich czynności i prac innego człowieka, ani też wreszcie nie dopuszcza tegoż niewolnictwa, pozbawionego jakiegoś prawnego pochodzenia i sprawiedliwej pobudki. Zgadza się ona na to, aby jakiś zbrodniarz za karę, która mu się słusznie należy, został doprowadzony do tego stanu niewoli; zgadza się na to, aby w pewnych wojnach dawnych, ze względu na polityczny i moralny stan świata, zwyciężeni mogli być niekiedy obracani raczej w niewolę, aniżeli w pień wycinani; zgadza się ona jeszcze i na to, aby w pewnych warunkach, na mocy swobodnych i sprawiedliwych układów, człowiek jaki albo rodzina cała mogła ustąpić swemu panu całkowitą własność swych prac i swych sił fizycznych. Ale taż rzeczona teologia naucza, że sam Bóg tylko, z wyjątkiem nawet każdego z nas, jest prawdziwie właścicielem władz naszej duszy i członków naszego ciała, rozumu naszego, woli, pamięci, życia. My zaś, w pewnem znaczeniu jesteśmy tylko ich dzierżawcami i administratorami; nie możemy zatem ustąpić bezwzględnej własności tych rzeczy komuś innemu, i nikt inny nie może odebrać jej Bogu. Teologia katolicka przypuszcza, że w istocie rzeczy nie sprzeciwia się to sprawiedliwości i rozumowi, aby jeden człowiek odstępował drugiemu nawet na cały czas swego istnienia, tę pracę, jaką robotnik codziennie odstępuje swemu opiekunowi, swemu panu. Ale jednocześnie taż teologia uczy, że to wieczne odstąpienie swej pracy nie zgadza się z duchem chrystyanizmu; że w każdym razie zabezpieczone być winny prawa osobistego sumienia, prawa rodziny, religii; że za pomocą sprawiedliwego wynagrodzenia, Kościół i państwo, każde w swym zakresie, mają prawo znieść niewolnictwo; że ucieczka niewolnika, z którym się okrutnie obchodzi lub do zguby prowadzi bezbożny i niemoralny pan jego, jest często uprawniona, a niekiedy w razie możliwości obowiązkowa, że aby sprzedaż niewolników mogła być dopuszczana, trzeba, aby się nie sprzeciwiała żadnej z zasad powyższych; wreszcie, że „handel niewolnikami“ jest zbrodnią.
II.
Nauka ta opiera się 1-o na prawodawstwie mojżeszowem, które nie w zupełności znosi niewolę, gdyż ona wobec zdrowego rozumu ostać się może, ale bardzo mądrze reguluje i łagodzi jej zastosowanie (Exod. XXI, Levit. XXV); 2-o na zasadach miłości, poszanowania godności duszy i ciała ludzkiego, miłosierdzia i słodyczy, jakiej Chrystus światu udzielił; wszak-to od Niego wychodzi ten wielki ruch wyswobadzający, który wyprowadził z niewoli znaczną część rodzaju ludzkiego; 3-o na sławnym liście św. Pawła do Filemona na korzyść zbiegłego niewolnika jego, Onesima; 4-o na nauce tegoż apostoła dotyczącej równości pod względem duchowym pana z ochrzczonym niewolnikiem; dotyczącej ich jednakowej zależności od najwyższego Pana, który nie widzi między nimi różnicy; dotyczącej owej nadprzyrodzonej cierpliwości, z jaką niewolnik ma znosić swe położenie, jeśli nie może skorzystać z jakiejś sposobności, aby zostać wolnym (I Cor. VII, 20; Gal. III, 27; Efez. VI, 5). 5-o na przykładzie Rzymskich Papieży i na wyraźnem potępieniu, jakie wydali papieże: Paweł III, Urban VIII, Benedykt XIV, Pius VII i Grzegorz XVI przeciw ohydnemu handlowi niewolnikami; 6-o na podziwu godnej wreszcie encyklice Leona XIII In plurimis, wydanej pod d. 5 Maja 1888 r. do Biskupów Brazylijskich, z której przytaczamy tu kilka bardzo stanowczych wyjątków: „Potworna-to przewrotność, gdy pewni ludzie uważają innych jako niższych od siebie i jako juczne zwierzęta.—Filozofia starożytna przez dopuszczanie niewolnictwa okazała się w najohydniejszy sposób nieludzką i niesprawiedliwą.—W skutek najwyższej dobroci Chrystusa Pana Kościół obalił niewolnictwo i zaprowadził pomiędzy ludźmi prawdziwą wolność, równość, braterstwo, a za to świat, do pomyślności którego tenże Kościół tyle się przyczynił, nie będzie mógł mu oddać dosyć chwały i dziękczynienia. — Pius II i Leon X protestowali całą swą siłą przeciw zdobywcom Amerykańskim, zanadto skłonnym do prowadzenia na nowo niewolnictwa.—Pius VII na kongresie Wiedeńskim żądał całkowitego zniesienia niewolnictwa. — Leon XIII, nieskończenie uradowany wyswobodzeniem niewolników w Brazylii, wszystkie swe usiłowania zwraca ku środkowej Afryce i chce jej nadać wreszcie wolność chrześcijańską. W każdym razie wyzwoleńcy mają pewne do spełnienia obowiązki; niech nie nadużywają wielkiego dobrodziejstwa, jakie im słusznie przyznano.“ Po ogłoszeniu tej Encykliki niepodobna jeszcze wierzyć oskarżeniom, rzucanym przeciw Kościołowi Rzymskiemu.
III.
Niemniej jednak następujące powtarzają się jeszcze w tym przedmiocie zarzuty: 1-o Niewolnictwo jest rzeczą z natury swej złą; tymczasem Pismo św. i Kościół wchodził z niem w układy; 2-o Prawodawstwo pierwszych cesarzy chrześcijańskich i średnich wieków jest niewolnicze; 3-o Dopiero w XIII w., pod wpływem myśli bardziej humanitarnej niż chrześcijańskiej, upowszechniło się wyzwalanie sług i niewolników; 4-o Jeszcze pod koniec zeszłego stulecia istnieli niewolnicy na ziemiach kościelnych, w Polsce mianowicie i we Francyi, gdzie Wolter musiał walczyć w obronie sług z Saint-Claude. — 5-o Największa działalność anti-niewolnicza za naszych czasów wyszła ze strony protestantów i wolnodumców.
Na zarzuty powyższe nie trudna odpowiedź.
1-o. Nie, niewolnictwo tak ograniczone, jakeśmy na początku tego artykułu zaznaczyli, nie jest całkowicie i istotowo prawu naturalnemu przeciwne; nie trzeba przeto ganić Starego i Nowego Testamentu za to, że tolerował pewne zastosowanie niewolnictwa; przeciwnie, trzebaby ganić Pismo św. wówczas, gdyby było przedstawiło jako rzecz z natury swej złą to, co nie jest takie. Biblia zatem i Kościół w żadne nie wchodziły układy z nadużyciami i zbrodniami niewolnictwa; raczej stopniowo je łagodziły, dopóki zupełnie go nie zniosły.
2-o. W tem samem też znaczeniu prawa pierwszych chrześcijańskich cesarzy były niewolniczemi. Nie burzą one odrazu tego, co nie powinno i nie może znikać odrazu; szanują słuszne prawa i sprawiedliwe potrzeby, ale popierają i uświęcają dawny już zwyczaj wyzwalania wobec biskupa; przywiązują następnie do chrztu przywilej wolności cywilnej zarówno na korzyść niewolników, jak wszystkich innych, a mamumissio czyli wyzwolenie, dokonane przed ołtarzem, stawia wyzwoleńców i ich krewnych pod opieką Kościoła.
3-o. Począwszy od pierwszych wieków chrześcijaństwa wykupywano tylu ilu można było niewolników za jałmużny wiernych a nawet za święte naczynia kościelne; niekiedy bohaterowie chrześcijańscy własną swą wolność poświęcają w tym celu. Jeśli niewola utrzymała się tak długo w Europie, to znaczy, że pod wspólnym wpływem barbarzyńców i katolickiej miłości stała się ona bardzo znośna a często nawet, można powiedzieć, zachęcająca wpośród politycznych i społecznych wstrząśnień w początkach wieków średnich. Wyzwolenia bywały na razie i jeszcze na długo mniej liczne, aniżeli byłyby prawdopodobnie z właściwie zwanem niewolnictwem. A zatem, to nie feodalizm z wyłączeniem katolicyzmu, jak utrzymywano, ma zasługę, że nadawał zupełną swobodę potomkom dawnych sług i niewolników: feodalizm raczej przeszkadzał temu wielkiemu ruchowi, choć go za to bezwzględnie potępiać nie można. Atoli, najwięcej przyczynił się do uleczenia tej społecznej rany w Europie duch chrześcijańskiego braterstwa, duch religijny, działający pro amore Dei, pro mercede animae, jak mówią często ówczesne świadectwa wyzwoleńcze. Jednocześnie odrębne zakony katolickie, jak Tryntitarze i in. bohatersko szły pomiędzy niewiernych, by z rąk ich wykupywać chrześcijan. Średniowieczny humamitaryzm jest to samo co katolicyzm, a gdy się ukazała nowożytna filantropia, najtrudniejsze zadanie już było spełnione: dawny świat jest wolny, o ile na to pozwala stan prywatnych i publicznych obyczajów. W Afryce Piotr Claver, w Ameryce Bartłomiej Las Casas, a wszędzie indziej misyonarze katoliccy pracują nad zerwaniem tych pęt, jakie ciążą na rodzaju ludzkim.
4-o. Poddaństwo, które w zeszłym wieku istniało we Francyi, a które do naszych czasów trwało w Rossyi i indziej, niepodobna przypisywać Kościołowi rzymskiemu; było ono zresztą dalekie od starożytnego niewolnictwa, co niektórzy zdają się przypuszczać. X. Bergier, któremu to zdanie w swoim czasie zarzucano, w ten sposób na to z głęboką znajomością rzeczy odpowiedział: „Gdy filozofowie nasi pisali... że duchowieństwo świeckie i klasztory mają niewolników pod nazwą czynszowników (mainmortables), bawili się nazwami technicznemi i łatwowiernością swych czytelników. Cóż to jest poddaństwo (la mainmorte)? Jest-to kontrakt na mocy którego pan ustąpił gruntu koloniście pod warunkiem 1-o czynszu czyli opłaty rocznej w naturze, w pieniądzach lub w pracy; 2-o że kolonista nie będzie mógł sprzedać ani zamienić tych gruntów bez uprzedniej na to zgody pana i bez opłaty praw sprzedaży; 3-o że jeśli kolonista umrze bez spadkobierców należących do tegoż majątku, to spadek należeć będzie do pana. I gdzież tu jest niegodziwość lub surowość tego kontraktu? Krępuje on swobodę takiego kolonisty, to prawda, ale to wielkie jeszcze pytanie, czy taka bezwzględna swoboda jest dobra dla tych, którym brak rozumu, działalności i przodownictwa. (Bergier mógłby przytoczyć smutne następstwa wypędzenia jezuitów z ich osławionych Redukcyi Paragwaju i wiele innych faktów późniejszych). Filozofowie nasi nie są dosyć mądrzy na to, aby nieodwołalnie decydować o tem zagadnieniu. Wypada tu zauważyć, że taki (ówczesny francuski) czynszownik (mainmortable) zawsze mógł się wyswobodzić: oddając panu grunt, który ma od niego i trzecią część ruchomości, ma on prawo stanąć wobec sędziego i kazać się orzec wolnym poddanym króla. Wielu panów polskich ofiarowało wolność swym poddanym, a ci odmówili. Do czegóż więc prowadzi tu złośliwa krytyka naszych filozofów?“ Tak mówi X. Bergier. (Dict. de Theol. wyr. Esclavage).
5-o. Jeśli niektórym wolnodumcom naszych czasów, naśladującym głośniejszych pisarzy protestanckich, zdawało się lepiej powodzić w dziele odkupowania niewolników, aniżeli ich poprzednikom, to zauważyć trzeba, że oni nic innego nie czynili, tylko powtarzali i stosowali stałe zasady katolicyzmu, z mniejszą tylko w pewnych okolicznościach roztropnością i sprawiedliwością. Nie są-to żadni inicyatorzy, tylko poprostu naśladowcy, a Kościół w pomyślnych ich usiłowaniach widzi dalszy ciąg swoich usiłowań. Zresztą, Kościół zajmuje się tą sprawą w najwyższym stopniu miłosierną, a historya współczesnych nam misyi katolickich w Afryce, jest najchwalebniejszą historyą anti-niewolnictwa w XIX wieku.
(Prw. Lehmkuhl, Theol. Moralis; znakomita rozprawa Balmesa w jego dziele Protestantisme comparé au catholicisme. ch. XV — XIX i nota 15; a przedewszystkiem Encyklika Leona XIII In plurimis). (Dr. J. D.).