PAPIESTWO I JEGO DZIAŁALNOŚĆ W HISTORYI.

Znane jest powszechnie wyrażenie historyka Pertz'a, że: „najlepszą obroną papieży jest odsłonięcie ich życia.“ Można także powiedzieć: najlepszem odparciem napaści na papiestwo jest jego historya, jego błogosławiony wpływ na wszystkie ludy przez wszystkie wieki.

Celem ogólnego odparcia rozmaitych napaści na Papiestwo, idźmy za niem w pochodzie jego przez dzieje świata, mając w ręku protestanckich, a zatem napewno nie stronnych przewodników.

1-o. Papiestwo przyniosło światu chrystyanizm.

Pierwszym missyonarzem był pierwszy papież, Piotr św., który w dzień Zesłania Ducha Św. pierwszy ze wszystkich apostołów zwiastował światu Ewangelię. Następcy jego prowadzili dalej jego dzieło z największą żarliwością. Św. papież Eleuterus (+ 189) posłał missyonarzy do Anglii; św. papież Celestyn (+ 432) do Szkocyi i Irlandyi; św. papieżowi Hormisdasowi (514 — 523) zawdzięczał chrześcijaństwo Klodoweusz, król Franków i naród francuski. Papież Grzegorz W. posłał św. Augustyna z 39 towarzyszami do Anglii. Wszystkie północne ludy, Polacy, Węgrzy, Słowianie południowi, przez pośrednictwo Rzymu otrzymali swych apostołów wiary. Papież Grzegorz II posyła do środkowych Niemiec św. Bonifacego i św. Korbiniana. „Niemcy, powiada protestant Menzel1, otrzymali główny pierwiastek nowego ukształtowania się świata, chrystyanizm, za rzymskiem pośrednictwem i w rzymskiej formie; ich oświata, nauka i prawodawstwo rozwinęły się podług pierwowzoru rzymskiego.“ Podobnież pisze Herder w dziele swem „Ideen zur Philosophie der Geschichte der Menschheit“ (II, 350): „Jeśli rozszerzenie chrystyanizmu jest samo w sobie zasługą, to zasługę taką w wysokim stopniu zyskał sobie papież. Anglia i większa część Niemiec, północne królestwa, Polska, Węgry stały się i są przez rzymskie poselstwa i rzymskie instytucye państwami chrześcijańskiemi; a nawet, że Europa nie pochłonęli na zawsze Hunnowie, Saraceni, Tatarzy, Turcy a może i Mongołowie, jest także zasługą Rzymu. Gdyby wszystkie chrześcijańskie cesarskie, królewskie, hrabskie rody musiały wykazać swe zasługi, jakiemi doszły niegdyś do panowania nad ludami, wówczas mógłby ów uwieńczony trójkoroną, wielki Lama w Rzymie (zaznaczamy tu, że porównanie to jest i przedmiotowo i historycznie wcale nie usprawiedliwione i banalne), niesiony na ramionach wcale niewojowniczych kapłanów, mógłby wszystkich przeżegnać znakiem krzyża św. i powiedzieć: „Nie bylibyście bezemnie tem, czem-eście byli!“

I jak w dawniejszych czasach i dla europejskich krajów, tak samo później przez całe średnie wieki do najodleglejszych części świata i do najdalszych ludów wysyłał papież apostołów wiary. Dziś istnieje w Rzymie wspaniała instytucya papieska, Propaganda, jawny dowód, jak bardzo świat zawdzięcza swój chrystyanizm papiestwu.

2-o. Z chrystyanizmem przyniosło papiestwo światu cywilizacyę i naukę.

Tak o tem powiada Herder (op. cit. II, 349): „Rzecz pewna, że Biskup Rzymski wiele uczynił dla świata chrześcijańskiego: wierny imieniowi swego miasta, nie tylko zdobył ludy przez ich nawrócenie, ale także przez prawa swe, zwyczaje i obyczaje rządził nimi dłużej, silniej i serdeczniej, aniżeli rządził stary Rzym swymi ludami.... (str. 517). Bez rzymskiej hierarchii Europa stałaby się prawdopodobnie łupem despotów, widownią wiecznych rozterek, albo poprostu pustynią mongolską.“ Protestant Rühs w ten sposób wyraża się o tem w swej „Geschichte des Mittelalters“ (str. 119): „Przedewszystkiem hierarchii przodowniczej, której podstawa istniała, gdy państwo rzymskie stało się łupem barbarzyńców, zawdzięcza świat nowoczesny całą swą cywilizacyę. Duchowieństwo zstępowało do dzikich ludów i z mądrą przezornością szukało w ich indywidualności punktów, na jakichby mogło zaszczepić lepszy i wyższy pierwiastek.“ Z niemniejszem też uznaniem, a nawet przychylniej jeszcze odzywa się o tym wpływie papiestwa protestant Jan v. Müller, w swej Schweizergeschichte (III, c. 1): „Papież Rzymski z tą przytomnością umysłu, co dawny senat Rzymski korzystał z każdej sposobności, aby Stolicę swą uczynić niezależną potęgę i swą władzę w hierarchii zachodniej uczynić ogólnie znaną; swego działania rozszerzyć po za granice dawnego cesarstwa rzymskiego na szczątki religii północnej. I stało się, ktoby nie chciał czcić Chrystusa, musiał się jednak bać papieża, a przy rozpadnięciu nowoutworzonych królestw na niezliczone państewka, w całym świecie zawsze pozostawała tylko jedna religia i jeden zwierzchniczy Biskup. Całe światło dzisiejsze, które nie tylko nas dobrodziejstwami napełnia, ale skutkiem europejskiego ducha przedsiębiorczości dla wszystkich części świata sprowadza nieskończone następstwa, pochodzi stąd, że przy upadku cesarstwa rzymskiego, istniała jedna kierownicza hierarchia. Barbarzyńcy potrzebowali opiekuna, któryby był z całego najuczeńszego dawnego świata nietykalnej godności, i któremuby jako kapłanowi zależało na utrzymaniu wiary. Bez niego znajomość starożytnego świata byłaby nam tak obca, jak Turkom znajomość świata greckiego... Czem bylibyśmy bez papieża? Tem, czem stali się Turcy, którzy, ani nie przyjąwszy religii bizantyjskiej, ani nie poddawszy swego Sultana następcy Chryzostoma, pozostali na zawsze w swem barbarzyństwie.“ Tak mówi uczony protestant.

Co się tyczy znaczenia papiestwa w utrzymaniu i popieraniu nauki, powołujemy się na następujące świadectwa protestanckiego pisarza: „Nie należy zapoznawać wielkiej instytucyi hierarchii we wszystkich ziemiach katolickich; i możeby nauki dawno już zubożały, gdyby ich jeszcze potrosze nie odżywiały pozostałe resztki tych dawnych świętych tablic2.“ K. A. Menzel, protestant, rozprawia z wielkiem uznaniem o szkołach klasztornych, wznoszonych i w kwitnącym stanie utrzymywanych przez hierarchię katolicką, a dalej tak mówi: „Przekształcenie tych szkół na uniwersytety nie z Niemiec wyszło... Właściwymi ich założycielami byli papieże... Uczynili to papieże: Alexander III, Grzegorz XIII, Honoryusz IV, Klemens V, Urban V. Uniwersytety uważano w ogóle za instytucye duchowne, których zwierzchniczy nadzór i wewnętrzny zarząd należał do Kościoła i do jego najwyższej Głowy. Dla tego też prawo wznoszenia nowych uniwersytetów, zmieniania i polepszania już istniejących, przyznawano w milczeniu i z natury rzeczy papieżom, jako ich właściwym obrońcom i zwierzchnikom3.“ Cywilizacyjne posłannictwo papiestwa szczególnie względem Niemiec stwierdza w następujących wyrazach protestancki historyk Leo4: Wśród wszystkich zmian losu panujących narodów po upadku państwa rzymskiego Kościół rzymski utrzymał swój wpływ i działalność. „Każdy krok znaczniejszy ku cywilizacyi we Francyi był zawarunkowany jego działalnością. Chrystyanizm, którego najwyższym stróżnikiem jest papiestwo, jest właśnie „źródłem wszystkich wspaniałych postępowych objawów w średnich wiekach; i jak na inny sposób wychowało ono państwo rzymskie, tak zbudowało również państwo Karolingów.“5 Atoli, mniema Herder (op. cit. II, 382), nie można temu zaprzeczyć, że Biskup Rzymski na tem wszystkiem wyciskał pieczęć i na państwo frankońskie wkładał jakoby koronę... Karolowi dał w ową sławną noc Bożego Narodzenia nowy podarek, koronę cesarstwa rzymskiego... która według ówczesnych pojęć wszystkich ludów europejskich, była najwyższą godnością na świecie.“

I „to było środkiem,“ powiada Pfister (Gesch. d. Deutsch. II, 72) — „podniesienia Niemiec do wysokości pierwszego państwa w świecie, to w chrześcijaństwie zachodniem było środkiem postawienia Niemców na czele ważnych wypadków, Niemców, których dotychczas uważali Włosi i Anglicy za barbarzyńców i za naród głupi.“ To pierwszeństwo Niemców przed innymi narodami, „ten wielki stosunek niemieckiego ludu do wszystkich państw chrześcijańskich zachodu“ nie przyszedłby nigdy do skutku, bez koronacyi cesarskiej, dokonanej przez papieża, albowiem „cesarzowi, jak wówczas wierzono, najwyższą w świecie władzę przekazuje Bóg przez pośrednictwo następcy Piotra św., to jest przez pośrednictwo Biskupa Rzymskiego.“6

3-o. Papiestwo broniło wolności Europy, i to przedewszystkiem od napaści Turków.

Niezaprzeczony-to fakt historyczny, że wszelka inicyatywa, że największy zapał, że przewodnictwo moralne we wszystkich walkach z „tradycyjnym wrogiem chrześcijaństwa,“ wychodził zawsze ze strony papieży. Kto się chce bliżej temu faktowi przypatrzyć, niech czyta VI, 711 i VIII tom K. A. Menzel'a „Geschichte der Deutschen.“ Wprawdzie nie posiadamy jeszcze wyczerpującego dzieła o historyi tej olbrzymiej walki papiestwa z półksiężycem, dzieła osnutego na niewyczerpanych skarbach archiwów Watykańskich; z czasem takie dzieło musi wyprowadzić na jaw olbrzymie i w swoim rodzaju jedyne zasługi papieży około ratowania wolności i cywilizacyi europejskiej. Takie dzieło byłoby rzeczywiście wspaniałą apologią papiestwa.

Nadto jeszcze papieże bronili wolności ludów od despotyzmu poszczególnych książąt. „Papieże, powiada protestant Leo7, byli właściwem schronieniem wolności politycznej w średnich wiekach.“ Myśl tę rozwija dalej Rühs w ten sposób8: „W władzy duchownej znajdowali obronę słabsi przeciw pokuszeniom silniejszych. Działalność papieży musiała być zawsze pośrednicząca, zmierzająca do zażegnywania wojen między chrześcijańskimi ludami i do wstrzymywania książąt od niesprawiedliwości i ucisków. Dla tego też duchowieństwo trzymało się wszędzie odpornie względem władzy królewskiej, ilekroć ta ostatnia usiłowała się stać nieograniczoną; nie chciało ono jej niweczyć, lecz tylko chciało ją w właściwych granicach utrzymywać. I znów przeciwnie, zawsze stało duchowieństwo po stronie panujących, ilekroć świeccy wassale ujmę w czemkolwiek im przynosili; hierarchia z istoty swojej musiała zawsze być za wolnością i prawowitymi przywilejami stanów.“ To właśnie było przedmiotem walki Grzegorza VII z Henrykiem IV. Nie mniej również następni papieże, tacy jak Hadryan IV, Aleksander III, Innocenty III, Grzegorz XI, Innocenty IV skutecznie walczyli przeciw olbrzymiej przemocy Hohenstaufów, oraz przeciw zagrażającym wolności ludów ich planom zaprowadzenia monarchii powszechnej.

W piękny i godny uwagi sposób wypowiada się o tym okresie panowania papiestwa szlachetny protestant, poeta Novalis (v. Hardenberg): „Piękne, świetne były-to czasy, kiedy Europa była jednym chrześcijańskim krajem, kiedy jedno chrześcijaństwo zamieszkiwało tę część ziemi; jedno wielkie wspólne dobro łączyło ze sobą najodleglejsze nawet prowincye tego obszernego duchownego państwa. Bez wielkich posiadłości ziemskich jeden zwierzchnik prowadził i jednoczył wielkie polityczne siły. Jak dobroczynne, jak zastosowane do wewnętrznej natury człowieka były te rządy i to urządzenie okazywało się z ogólnego a gwałtownego dążenia ku górze wszystkich innych sił ludzkich, świadczył harmonijny rozwój wszelkiego przemysłu, nadzwyczajne wyżyny, jakich dosięgali poszczególni ludzie we wszystkich kierunkach działalności ludzkiej, życia praktycznego i sztuk pięknych, i ono kwitnące wszędzie kupiectwo duchowymi i ziemskimi towarami i w obrębie Europy i aż do najodleglejszych Indyi azyatyckich.. Tym obrotnym, siłowym chrystyanizmem była stara katolicka wiara. Jej wszechstronność w życiu, „jej miłość dla sztuki, jej głęboka religijność, jej nierozerwalność małżeństw, jej pełna pociechy dla wszystkich dostępność, jej pociecha, jaką nagradza ubóstwo, posłuszeństwo i wierność, czynią z niej niezaprzeczenie rzeczywistą religię i stanowią główne rysy jej zasad.“

Powyższe wyrazy wyjęliśmy z napisanego w 1799 r. fragmentu „Die Christenheit oder Europa,“ przedwcześnie zmarłego poety. Protestantccy wydawcy pism Novalis'a uznali za właściwe nie umieszczenie tego urywku w ogólnym zbiorze pism tego pisarza, ze względu na żywą przychylność dla Kościoła katolickiego i dla papiestwa, jaką ten urywek wypowiada. I dla tego brak go w trzech pierwszych wydaniach. Dopiero w czwartem wydaniu umieszczono je na żądanie Schlegel’a, który tymczasem został katolikiem; ale przy zarządzaniu piątego wydania znów je wyrzucono. Świadczy to, z jaką zaciętością dąży protestantyzm do tłumienia wszędzie, gdzie może, wolnych i nieuprzedzonych objawów uznania dla Kościoła katolickiego i dla papiestwa.

Tem bardziej przeto my czujemy się upoważnieni do przytoczenia tu świetnej pochwały katolickiego Kościoła i i papiestwa ze strony innego protestanta, sławnego angielskiego historyka, Macaulay'a. Pisarz ten, z powodu wydania Rankego „Historyi rzymskich papieży,“ tak pisał naprzód. w „Edinburgh Review:“ „Niema i nie było nigdy na ziemi żadnego dzieła ludzkiej polityki, któreby tak dalece zasługiwało na zbadanie, jak Kościół rzymsko-katolicki. Historya tego Kościoła łączy ze sobą dwa wielkie okresy cywilizacyi, starożytność i czasy nowożytne. Niema w Europie żadnej innej instytucji, któraby nas doprowadzała do owych czasów, kiedy dym ofiarny wychodził z panteonu, a lwy i tygrysy skakały w amfiteatrze Flawiuszów. Najdumniejsze rody królewskie w porównaniu z tym długim szeregiem 257 papieży są jakoby od wczoraj. Szereg ten możemy nieprzerwanie prowadzić od tego papieża, który w dziewietnastym wieku koronował Napoleona, aż do owego papieża, który w ósmym wieku koronował Pepina, a szlachetna ta dynastya rozciąga się jeszcze dalej po za czasy Pepina... I zawsze jeszcze istnieje papiestwo pełne życia i siły, podczas gdy wszystkie inne państwa, które były z niem jednego wieku, dawno już w proch się rozpadły. Kościół katolicki zawsze posyła swych missyonarzy na krańce ziemi i zawsze jeszcze przeciw wrogim sobie mocom z tą samą występuje siłą, z jaką występował przeciw Attyli. Ilość jego wyznawców większa dziś, niż była kiedykolwiek w dawnych czasach. Straty poniesione w Europie, bogato odszkodował sobie zdobyczami nowego świata. I nie widzimy bynajmniej oznak, aby zbliżał się kres jego długiego panowania. Widział on narodziny wszystkich rządów i wszystkich instytucyi kościelnych, które teraz istnieją w świecie, i koniec ich może ujrzy i przetrwa wszystkie... Był on już wielki i szanowany, zanim jeszcze Saksonowie postawili swą stopę w Brytanii, zanim jeszcze Frankowie Ren przekroczyli, wówczas gdy jeszcze grecka wymowa kwitła w Antyochii, a w świątyni Mekki czczono pogańskie bałwany. I z nie mniejszą siłą może on istnieć jeszcze, gdy kiedyś podróżnik jaki z Nowej Zelandyi stanie pośród obszernych pustkowi na zwalonym łuku Londyńskiego Mostu, by odrysować zwaliska kościoła św. Pawła! Gdy rozważam owe straszne burze, jakie przeżył Kościół rzymski, z trudnością przychodzi mi pojąć, jakim sposobem mógłby trwać. W zeszłym wieku papiestwo tak dalece upadło, że dla niewiernych stało się przedmiotem żartów, a dla nas protestantów więcej było przedmiotem politowania niż nienawiści, i dla tego nie można się dziwić, jeśli w r. 1799 nawet bystre oko znawców rzeczy ludzkich wierzyło, że nadeszła wreszcie ostatnia godzina dla rzymskiego Kościoła: niedowiarcza potęga w świecie panująca, papież umierający w więzieniu, najdostojniejsi biskupi francuscy na obcej ziemi z protestanckiej jałmużny żyjący, najwspanialsze budowle, które hojność minionych wieków ku czci bożej poświęciła, obrócone w świątynie zwycięstwa lub w sale balowe związków politycznych: z takich oznak łatwo można było wnosić, że one zapowiadały wreszcie zbliżający się koniec długiego panowania. A przecież koniec jeszcze nie nadszedł... Arabowie powtarzają sobie baśń, że wielką piramidę Gizeh zbudowali przedpotopowi królowie, i że ona jedna ze wszystkich. dzieł ludzkich przetrwała fale potopu. To są losy papiestwa. Pogrzebał je wielki wylew zepsucia, ale głębokie podstawy jego zostały niewzruszone, a gdy spłynęły wezbrane wody, ukazało się ono znów samo jedno pod szczątkami tego świata, który był przeminął. Przeminęła rzeczpospolita hollancką, minęło dawne cesarstwo rzymskie, wielka rada Wenecka, stary związek Szwajcarski, dom Burboński, dawne parlamenty Francyi i jej stara szlachta, wszystko to minęło, a niezmienny Kościół rzymski stoi zawsze nietknięty. Od czasu, gdy te słowa pisano, zaszły wielkie w świecie wypadki, prowadzono krwawe i długie wojny, wywrócono dumne trony cesarskie, a nowe niebezpieczne potęgi na widownię świata wystąpiły. A Rzymski Kościół ze swem papiestwem zawsze stoi, wielki i nietknięty: bardziej może aniżeli kiedykolwiek dla wrogów straszny, dla przyjaciół kochany. Gdyby dziś raz jeszcze wielki ów historyk chwycił swe pióro na pochwałę Kościoła i papiestwa, przedstawiłby je w sposób możliwie bardziej jeszcze wspaniały i natchniony. I cóż znaczą wszystkie owe kłamstwa i oszczerstwa względem takiej instytucyi, którą, podług obietnicy jej Założyciela, nawet bramy piekielne przemódz nie mogą! (Geschichtsliigen, Paderborn. 1889, n. 14).

(J. Corluy).

Footnotes

  1. Neuere Gesch. d. Deutschen I, 2.

  2. Herder. Op. cit. II, 427.

  3. Menzel, Gesch. d. D. VI, 82 nst.

  4. Leo, Universalgesch. II, 466.

  5. Leo, Gesch. v. Ital. str. 984.

  6. Gesch. d. Mittelalters, str. 312.

  7. Gesch. d. Mittelalters, I Th. str. 119.

  8. Rühs, Geschichte des Mittelalters, str. 312.