PIEKŁO. (Ogień piekielny).

Dogmat katolicki rozróżnia karę utraty szczęścia, pozbawienie oglądania Boga i karę zmysłów, karę ognia wiecznego. Dosyć chętnie zgadzają się wszyscy, że grzesznik, umierający w ostatecznej niepokucie, czyni się niegodnym miłości bożej i szczęścia; przyznają również, że kara nieoglądania Boga jest logicznem i sprawiedliwem następstwem licznych sprzeniewierzeń człowieka. Ale pytają: dla czego dodawać do kary niewidzenia Boga karę ognia wiekuistego? Czyżby pierwsza z tych kar niewystarczała do pomszczenia najokrutniejszych nawet zbrodni?

Pojmujemy dobrze, iż racyonaliści niechętnie przyjmują tę naukę, której okropny charakter przechodzi wszelkie pojęcie i której niktby nie przyjął, gdyby nie była objawiona przez Boga z tak niezaprzeczoną widocznością. Zanadto niedokładne mamy pojęcie o istocie i ciężkości grzechu, o spustoszeniu, jakie sieje on w duszy, iżbyśmy mogli należycie wytłómaczyć łączność, zachodzącą pomiędzy grzechem i potępieniem, iżbyśmy mogli dokładnie ocenić stosunek pomiędzy zbrodnią a karą. Tajemniczy charakter kary zmysłów zdaje się upoważniać do powątpiewania o istnieniu takowej. Ale jest inna pobudka, którą tu trzeba wyjaśnić.

Gdy się nie zbadało gruntownie zasad chrystyanizmu i gdy się nie jest dobrze z dogmatami jego obeznanym, z trudnością pojmuje się naukę o szczęśliwości wiecznej. Katechizmy nasze i książki do nabożeństwa nazywają szczęście niebiańskie „oglądaniem Boga.” Przeważna ilość chrześcijan nie łatwo wyrabia sobie pojęcie o tem szczęściu, jakie to wyrażenie oznacza: dowodem tego jest fakt, że nie okazują oni gorącego pragnienia tego rodzaju, przewidywanej ledwie szczęśliwości. Ciągłe bowiem rozmyślanie, konieczne do zrozumienia istoty błogosławionego oglądania Boga i tych pociech, jakie ono przynosi, przewyższa siły umysłowe ludzi zwykłych, dlatego też nie porusza ich bynajmniej pragnienie tego szczęścia, aczkolwiek stanowi ono potężną broń przeciwko pokusom i obfite źródło pociechy w nędzach życia ziemskiego. Bywają nawet i tacy chrześcijanie, którzy przedstawiają sobie to oglądanie Boga jako nieustanne jakieś ćwiczenie pobożne. Nic też dziwnego, że nie obiecują sobie wielkich rozkoszy i nie oceniają szczęścia ze wspólnego pożycia z wybranymi, pogrążonego ustawicznie, ich zdaniem, w modlitwach i rozmyślaniach. Tym sposobem myśl o niebie u wielu wiernych traci znaczną część siły i wysokiego znaczenia.

Jeśli zaś tak bywa u chrześcijan, to tem bardziej człowiek niewierzący zgodzi się łatwo na utratę radości niebieskich, których jego zdaniem, nie bardzo żałować trzeba. Nie ma taki człowiek żadnego pojęcia o miłości chrześcijańskiej, o miłości łączącej wszystkie władze duszy z Bogiem, nie rozróżnia on pomiędzy miłością Boga, której towarzyszą tu na ziemi walki, cierpienie, poświęcenie, a miłością przemienioną w niebie, radością czystą i panią niewypowiedzianych rozkoszy. Skutkiem też tego, cóż on traci w swojem mniemaniu, jeśli traci tylko miłość Boga, oglądanie istoty Jego? Dla człowieka nieczułego na dźwięki pięknej muzyki żadną nie będzie karą wyłączenie go z koncertu muzycznego; człowiek ten mało sobie ceni taką pogróżkę. Toż samo z niewierzącymi; nie wiele troszczyliby się oni o kary piekła, gdyby one polegały tylko na karze nieoglądania Boga. Dusza nie rozumiejąca miłości bożej, boi się tylko kary boleści zmysłowych.

Rozumiemy teraz, dla czego niewiara tyle wagi przywiązuje do zagadnienia o karze zmysłów; wmawia ona w siebie, że napadając na tę karę, używa najlepszego sposobu uwolnienia umysłów od zbawiennej bojaźni piekła. Te usiłowania nieprzyjaciół Kościoła powinny zachęcać jego obrońców do wykazywania, że objawiony dogmat katolicki nie sprzeciwia się zasadom rozumu.

Spór o istocie kary zmysłów wyraźnie dotyka pewnego punktu wiary, który poznajemy jedynie przy świetle objawienia nadprzyrodzonego. Rozum jest całkowicie niezdolny dostarczyć nam tu danych dokładnych. Bo istotnie, idzie tu o poznanie dobrowolnych postanowień najwyższego Sędziego, określających sposób, w jaki duch buntowniczy będzie zmuszony do wielbienia najwyższego Pana, którego obrażał i którym gardził podczas życia ziemskiego. Rozum naturalny będzie mógł, co najwyżej, urobić sobie jakieś ogólne i niejasne pojęcie o nieszczęśliwym losie duszy potępionej. Trzeba zatem zrzec się w tej kwestyi wszelkich dowodów filozoficznych i pozytywnych; dosyć będzie odpowiedzieć na zarzuty, pragnące wykazać sprzeczność i bezwzględną niemożliwość tej prawdy objawionej o ogniu piekielnym.

Naprzód streśćmy naukę objawioną, taką jaka wynika z wyraźnych tekstów Pisma św. i autentycznego tłómaczenia Ojców i Doktorów Kościoła.

Chrystus Pan po ukończonym sądzie ostatecznym powie do odrzuconych te straszne wyrazy: „Idźcie odemnie przeklęci w ogień wieczny, który zgotowany jest dyabłu y aniołom iego. (Mat. XXV, 41). Jeśli zaś chcemy wiedzieć prawdziwe znaczenie tego ostatecznego wyroku, to przy pomocy parallelizmu tekstów znajdujemy je odnośnie do wyrazu Discedite u Mat. XVIII, 8: bydź wrzuconym do piekła ognistego, i indziej: „odstąpcie (discedite a me) odemnie, którzy nieprawość czynicie. (Mat. VII, 23). Św. Łukasz używa silniejszego jeszcze wyrażenia: ἀπόστητε ἀπ᾿ ἐμοῦ (XVIII, 27).

A zatem wyklucza Pan od swej obecności i od radości szczęścia wiecznego tych, których nazywa przeklęłymi, to znaczy tych, których zowie gdzieindziej: odrzuconymi, już osądzonymi, postawionymi ku gniewu, naczyniami zelżywości, naczyniami gniewu zachowanemi na zatracenie1.

Skoro zaś na zawsze wygnano ich z nieba, to dokądże pójdą i jakiż los ich będzie? Pismo św. odpowiada: pójdą na ogień wieczny. Żeby się nie omylić co do istoty tej kary, różnej od kary nieoglądania Boga, dobrze będzie zebrać z Pisma św. odnośne dane: Ogień wieczny jest miejscem, które Pismo św. gdzieindziej nazywa piekłem, miejscem mąk, ciemnościami zewnętrznemi, więzami ciemności, (Vulgata: więzy piekielne), więzieniem, przepaścią, burzą ciemności, związkami wiecznemi, zgubą wieczną, powtórną śmiercią, płaczem i zgrzytaniem zębów, robakiem, który nie umiera2. Oto jest piekło ze wszystkiemi okropnościami ognia, przygotowanego dla odrzuconych. Jak wyżej powołuje Bóg wybranych do radości niebieskich, które są dla nich przeznaczone, tak samo grożąc potępieniem, nazywa takowe przygotowaniem dla bezbożnych. Ten sam Bóg, który przeznaczył wybranych, od wieków przygotował karę dla złych.

Piekło przeznaczone jest dyabłu i aniołom jego. Zdania tego nie można rozumieć w znaczeniu wyłącznem, jakoby miało znaczyć, że piekło jest przygotowane tylko dla aniołów sprzeniewierczych, wszyscy bowiem, co dyabła mają za ojca i czyny jego naśladują, skazani będą na kary wieczne3. Dla czegoż więc piekło przygotowane jest dyabłu i aniołom jego? Przyczyna tego jasna: dyabeł i zwolennicy jego zostali pierwsi wrzuceni do piekła z powodu swego rokoszu, a Bóg, który chciał odkupić upadły rodzaj ludzki i otworzyć mu podwoje niebieskie, nie miał litości nad złymi aniołami, potępionymi bezpośrednio po pierwszym swym grzechu.

Wynika tedy z tekstu, któryśmy przed chwilą zanalizowali, że odrzuceni skazani będą na karę ognia. Wniosek ten nie natrafia na żaden zarzut, o ile się powstrzymujemy od oznaczania istoty ognia piekielnego. Ale filozoficzna trudność wyjaśnienia, jakim sposobem duch może ulegać działaniu ognia, poruszyła pytanie, czy ogień, o którym mówi objawienie chrześcijańskie, jest ogniem rzeczywistym czy też przenośnym. Suarez, znana w teologii powaga, nie waha się mówić: Certa et catholica sententia est, ignem qui paratus est diabolo et angelis eius, ut in illo crucientur, verum ac proprium ignem corporeum esse4.

Żeby udowodnić to założenie, dosyć będzie przypomnieć zasadniczą regułę przy tłómaczeniu Ksiąg świętych: Tłómaczenie metaforyczne czyli przenośne tam tylko stosować można, gdzie ono widocznie okazuje się koniecznem. O ile zaś niema żadnej ważnej po temu przyczyny, — bądź w istocie samych rzeczy, bądź w tekście, bądź w kontekście lub w miejscach równoległych, — któraby nas zmuszała do porzucenia dosłownego znaczenia, trzeba to ostatnie znaczenie utrzymać, jako pierwsze i najbardziej naturalne.

Jeśli w ogólności nie można bez jakiegoś ważnego powodu stosować tłómaczenia metaforycznego, to przedewszystkiem unikać go trzeba w miejscach, które nam mówią o początku jakiejś instytucyi, o ogłoszeniu jakiegoś prawa lub przykazania, o jakimś sądzie lub jakimś wyroku. Zdrowy bowiem rozum powiada, że w takich uroczystych okolicznościach sędzia i prawodawca posługują się wyrażeniami właściwemi, ścisłemi i wyraźnemi. Trzeba zatem stanowczych dowodów na to, aby się przekonać, że ci ludzie uciekają się do przenośni i figur. Jakoż, w wyroku Sędziego, którym skazuje On odrzuconych na ogień wieczny, niema nic takiego, coby nasuwało myśl o ogniu figurycznym, podczas gdy, przeciwnie, wszystko przemawia za ogniem rzeczywistym.

Oba te twierdzenia w ten sposób udowodniamy. Zwalczana przez nas opinia na jednej tylko opiera się pobudce t. j. na trudności zrozumienia działania ognia na ducha. Ale pobudka ta żadnej stanowczo nie ma wartości. Przypuszcza ona bowiem, że rozum ludzki jest miarą dogmatów i pozytywną regułą tłómaczenia Ksiąg świętych: usprawiedliwia metodę racyonalizmu, który pod pozorem niemożliwości rozumowej wyklucza z naszych Ksiąg świętych wszelką tajemnicę i wszelkie cuda. Mocen jest Bóg objawić nam prawdy, których rozum niezdolny jest poznać własnemi siłami. Tą zasadą przejęty, tłómacz Pisma Sw., zanim nie zbada źródeł objawienia, nie stara się poznać zdania rozumu; przeciwnie, szuka on naprzód tego, co Bóg objawił, by zastosować do tego swe przekonania filozoficzne. Jeśli dogmat należy do przyrodzonego porządku rzeczy, rozum o własnej sile będzie go mógł udowodnić; jeśli zaś dogmat należy do rzędu tajemnic, to rozum, niezdolny okazać jego możliwości, podda swe światło pod światło prawdy pierwszej. Trudność tego dogmatu nie upoważnia do przyjmowania wyrazu ogień w znaczeniu figurycznem.

Powtóre, powiedzieliśmy wyżej, że wszystkie okoliczności sądu ostatecznego wykluczają znaczenie przenośne: 1-o. Po wygłoszeniu wyroku: idźcie w ogień wieczny, Ewangelia dodaje: przeklęci pójdą na karę wieczną. Jakże tedy zastosować te wyrazy: maledicti ad ignem, do ognia przenośnego czyli metaforycznego?

2-o. Chrystus porównywa los wybranych z losem potępionych. Jak pierwsi otrzymają królestwo rzeczywiste i cieszyć się będą życiem rzeczywistem, tak samo drudzy zostaną ukarani ogniem rzeczywistym.

3-o. Łaciński wyraz parare, przygotować, w odniesieniu do królestwa sprawiedliwych i do ognia potępionych, zawiera w jednym i w drugim razie nagrodę rzeczywistą i karę rzeczywistą.

4-o. Podług tekstu biblijnego, potępieni znajdą w ogniu karę wieczną. A zatem ogień jest narzędziem ich kary. Tymczasem, nie ogień jakiś przenośny, lecz ogień rzeczywisty powoduje udręczenie, boleść i męczarnię.

5-o. Własności, jakie Pismo św. przypisuje ogniowi piekielnemu, dowodzą, że ogień to nie metaforyczny: Piec ognisty; jezioro gorejące ogniem i siarką; dym męki; płomień, który męczy potępionego; żarliwość ognia, która pożreć ma przeciwniki; piekło ognia nieugaszonego; płomień ognisty oddawający pomstę5. Takie-to są nazwy piekła, które nietylko nie przypominają ognia metaforycznego, ale dostatecznie zrozumiane być mogą tylko przy hypotezie o ogniu materyalnym i rzeczywistym.

6-o. Św. Jan Chryzostom robi uwagę, że Pismo św. częściej przedstawia nam groźbę piekła, aniżeli obietnicę nieba. Tymczasem, jakkolwiek częste są wzmianki o piekle i opisy kar zastrzeżonych dla potępieńców, to jednak ani wprost ani ubocznie nigdy nie wskazuje, że czytelnik powinien rozumieć ten ogień, te płomienie, te męczarnie piekła w znaczeniu figurycznem i przenośnem. A zatem, trzebaby chyba przypuścić, według wszelkiego nieprawdopodobieństwa, że prawdę tak wielkiej doniosłości i tyle razy powtarzaną, wypowiadano zawsze w wyrazach przenośnych, a wypowiadający je przecież nigdy nie dał do zrozumienia, że się posługuje przenośnym sposobem mówienia.

Na przenośne rozumienie wyrazu ogień choćby dla tego zgodzić się nie można, że sprzeciwia się ono ogólnemu przekonaniu i językowi biblijnemu. Ludzie posługują się zazwyczaj w swej mowie właściwemi wyrazami, a gdy je wypowiadają w znaczeniu przenośnem, używają przenośni łatwych do zrozumienia. W Piśmie św. nigdy nie znajdujemy nauki jakiejś wypowiedzianej w wyrazach przenośnych, żeby jej jednocześnie przynajmniej niekiedy nie wyrażono w wyrazach właściwych. Jakże więc tu przypuścić, aby taka prawda o piekle, o przyszłych karach potępieńców, ani razu nie była wypowiedziana w wyrazach właściwych?

7-o. Dosyć zestawić biblijne opisy kar piekielnych, aby się przekonać, że mowa ludzka nie posiada jaśniejszych i silniejszych wyrazów na uwydatnienie rzeczywistego charakteru ognia piekielnego: „Będą na mnie padać węgle, wrzucisz je w ogień: w nędzach nie wytrwaią; ogień się zapalił z zapalczywości mojej, na was się rozpali; pomsta ciała złośliwego ogień y robak; położysz je jako piec ognisty czasu twarzy twojej; Pan w gniewie swoim pobije je i ogień pożre je; y wrzucą je w piec ognisty; wrzuceni są żywi w jeziora ognia gorejącego siarką; w ogień wieczny...”6.

Naukę, udowodnioną powyżej dowodami z Pisma św. potwierdza także powszechna tradycya chrześcijańska.

Wszyscy Ojcowie Kościoła, z wyjątkiem Orygenesa, odrzucają metaforyczne pojmowanie ognia i twierdzą, że potępieni ulegają mękom ognia materyalnego7. Rozmaite zdania, wygłaszane przez nich celem wyjaśnienia działania ognia na dusze, wyraźnie dowodzą, że ojcowie ci przyjmują istnienie ognia rzeczywistego. Znika bowiem wszelka trudność, skoro się przez jakąś przenośnię zamieni karę ognia na wyrzuty sumienia, na smutek i udręczenie moralne.

W ślad za tradycyą kościelną poszły szkoły teologiczne. „Licet corporalia, powiada św. Tomasz, quae de praemiis beatorum in scripturis leguntur, spiritualiter intelligantur, sicut dictum est de promissione ciborum et potuum, quaedam tamen corporalia, quae Scriptura peccantibus comminatur in poenam, corporaliter sunt intelligenda et quasi proprie dicta8.

Aczkolwiek wyjaśnione przez Kościół objawienie chrześcijańskie nas poucza o istnieniu ognia rzeczywistego, to jednak nie z tą samą stanowczością wyraża się ono o naturze tego strasznego narzędzia gniewu bożego. Pismo św. nawet wskazuje nam liczne różnice, jakie wyraźnie zachodzą pomiędzy ogniem piekielnym a ogniem tym, jaki poznajemy przez wrażliwość zmysłową. Ogień naturalny wytwarza się skutkiem pewnych działań chemicznych, ogień piekielny zawdzięcza swe pochodzenie i odżywianie gniewowi bożemu. — Ogień naturalny działa na dusze tylko za pośrednictwem ciała, ogień piekielny męczy je bezpośrednio. — Ogień naturalny kiedyś wygaśnie, ogień piekielny płonąć będzie na wieki. — Ogień naturalny oświeca, ogień piekielny wytwarza ciemności. — Ogień naturalny pożera swą zdobycz, ogień piekielny pali i męczy swą ofiarę, nigdy jej nie niwecząc.

Z powyższego wynika, że ognia piekielnego nie należy utożsamiać z ogniem ziemskim. Jakkolwiek są one do siebie podobne w głównych swych skutkach (ból i męczarnia), różnią się przecież znacznie w sposobie działania. Słowem, przecząc aby ogień piekielny był metaforyczny, twierdzimy, że on istnieje, że pali rzeczywiście, że jest instrumentalną przyczyną gniewu bożego. Powoduje on w odrzuconych uczucie analogiczne z tem uczuciem, jakie wytwarza w nas ogień zwyczajny. Z tego że nie znamy sposobu, w jaki ogień piekielny sprowadza swe skutki, nie wynika bynajmniej, aby on był metaforyczny, albo żeby go Bóg nie używał dla karania potępionych.

Poprzedzające uwagi wystarczają do odparcia zarzutu, stawianego przez racyonalistów w sposób następujący:

Niepodobna, aby duch bezpośrednio podlegał wpływowi ognia, ogień bowiem wywiera bezpośrednio swe działanie tylko na ciała. Tymczasem zaś Kościół katolicki naucza, że dusze potępionych cierpią karę ognia jeszcze przed ponownem połączeniem się z ciałem, dogmat zatem katolicki sprzeciwia się rozumowi.

Jak widzimy, wniosek tego zarzutu opiera się na przypuszczeniu, że istota ognia piekielnego jest ta sama, co ognia ziemskiego. Tymczasem zaś mieliśmy się sposobność przekonać, że objawienie chrześcijańskie nietylko nie utożsamia obu tych rodzajów ognia, lecz uwydatnia pewne własności dokładnie rozróżniające ogień piekielny od ognia ziemskiego. Co do nas, to zgadzamy się najzupełniej na to, że ogień ziemski, który jedynie znamy, jest niezdolny do palenia duchów, ale twierdzimy przytem, że Bóg stworzył ogień zdolny palić dusze.

Aby obalić nasze założenie, racyonalizm powinienby udowodnić, że nawet Bóg nie jest w stanie stworzyć ognia, którego działanie dosięgałoby bezpośrednio substancyi duchowej. Tymczasem, racyonalizm nigdy nie zdoła tego udowodnić, z istnienia bowiem ognia, o jakiem nam mówi objawienie, bardzo logicznie wnioskować możemy o jego możliwości. Co więcej, wszelkie dowodzenie, jakieby próbował stawiać racyonalizm, będzie miało zawsze za punkt wyjścia to pojęcie ognia, jakie bierzemy z doświadczenia. Wszystkie zatem wnioski odnosić się będą tylko do istoty naszego ognia i nie będą mogły bez pewnych sofizmatów stosować się do ognia piekielnego; czyli innemi słowy wszystkie odnośne wnioski zawierać będą ten domyślny warunek: przypuściwszy, że prawa natury będą zachowane w całości. Tymczasem zaś objawienie nas poucza, że ogień piekielny jest-to ogień cudowny, nie podlegający działaniu praw, jakie rządzą ogniem ziemskim.

Racyonalizm nie jest zdolny udowodnić niemożliwości ognia piekielnego; a my, czy możemy zrozumieć jego możliwość i wyjaśnić sposób, w jaki męczy on dusze potępionych?

W tej trudnej sprawie ograniczymy się tylko na przytoczeniu zdań i poglądów niektórych wielkich Doktorów Kościoła, pozostawiamy czytelnikowi swobodę wyboru tego lub owego zdania, które mu się więcej odpowiedniem wydawać będzie.

Trzeba nam naprzód usunąć pewne tłómaczenie mało prawdopodobne, gdyż opiera się ono na pewnej teoryi filozoficznej, której przyjąć niepodobna.

Bywają pisarze, którzy jako założenie psychologiczne stawiają zdanie, że postrzeganie zmysłowe jest działaniem samej tylko wyłącznie duszy. Dusza ludzka, według tej teoryi, nawet oddzielona od ciała, w całości zachowuje zdolność podlegania wrażeniom przedmiotów materyalnych; skutkiem tej wrażliwości podlega ona bezpośredniemu działaniu ognia, a że nie jest już zabezpieczoną przez ciało, przeto nic nie może zmniejszyć lub zupełnie usunąć bolesnego jej wrażenia; wniosek logicznie wysnuwa się z zasady; na nieszczęście jednak, zasada ta sprzeciwia się opinii, powszechnie przez teologów Szkoły Tomistów przyjętej, która postrzeganie zmysłowe przypisuje organom ożywionym, czyli podmiotowi, złożonemu z duszy i z ciała9. Otóż jeśli wrażenie wymaga podmiotu złożonego, i jeśli z drugiej znów strony, podług nauki św. Tomasza, nic cielesnego nie może odbijać się na rzeczy niecielesnej10, to jakże sobie wytłómaczyć działanie ognia na ducha? Św. Tomasz, w wielu miejscach dzieł swoich mówiąc o tem zagadnieniu, powraca zawsze do tej myśli zasadniczej, jaką podał Augustyn św.: „Patiuntur igitur ab igne corporeo substantiae incorporeae per modum alligationis cuiusdam11. Odnośna teorya tego chrześcijańskiego filozofa, Tomasza z Akwinu, wyłożona w Dodatku do trzeciej części Summy teologicznej, streszcza się w ten sposób: nie wystarcza powiedzieć, że dusza cierpi z powodu widoku ognia, nie dość również dodać, że ona postrzega ogień, mający ją karać, lecz trzeba twierdzić, że ona rzeczywiście ponosi męczarnię ognia cielesnego. Niektórzy to dojmujące działanie ognia tłómaczą wszechmocą bożą. Podobnie jak uświęca Bóg dusze przez Sakramenta św., których pierwiastek jest cielesny, tak samo posługiwać się może ogniem materyalnym w celu karania duchów.

Atoli, czyni uwagę św. Tomasz, aby ogień mógł się stać narzędziem sprawiedliwości bożej, powinien wywierać naturalne, że tak powiem, działanie na duszę, wszelka zaś instrumentalna przyczyna wywiera na swój skutek działanie naturalne, jak woda chrztu św. np., obmywając ciało, uświęca duszę. Jakież jest tedy to działanie ognia?

Pomiędzy ogniem a duchem nie może być jedności substancyalnej, jaka zachodzi np. pomiędzy duszą a ciałem, lecz może być łączność przypadkowa, akcydentalna, jaka istnieje np. pomiędzy rzeczą a miejscem, jakie ona zajmuje. Duch z natury swojej nie zajmuje miejsca w ten sposób, iżby go nie mógł porzucić; otóż ogień ów, skutkiem wszechmocy bożej tak przylega do ducha potępieńca, że go więzi niejako i nie dozwala mu działać tam gdzie chce i wtedy kiedy chce. Staje się tedy ogień męczarnią, nie dozwala potępionemu iść za poruszeniem swej woli12. Szatani zaś, jakkolwiek w rzeczywistości nie są skrępowani tym ogniem piekielnym, tem samem jednak, iż wiedzą, że ogień ten im się za karę należy, cierpią nie mniej od dusz potępionych13.

By lepiej jeszcze wytłómaczyć nadprzyrodzone działanie ognia piekielnego, ucieka się Suarez i inni teologowie do pewnej jakiejś nadprzyrodzonej własności dodanej do ognia, mocą której ten ostatni staje się zdolnym sprowadzać na ducha pewne jakieś bolesne wrażenie. Hypoteza ta nie jest niemożliwa. Podobnie bowiem, ciągnie dalej rzeczony teolog, jak przypuszczamy pewną własność, mającą ozdabiać i upiększać duszę (łaska habitualna), tak samo również wyobrazić sobie możemy pewną własność, która duszę tę pozbawia jasności, czyni ją nienawistną i pogardy godną. Własność zaś ta o tyle będzie sprawiała ból dotkliwszy i okrutniejszy, że sama jest wynikiem ognia materyalnego i że zmusza substancyę duchową do ulegania działaniu materyi14. Jeśli zaś teraz przez analogię porównamy ten ból duchowy z bólem, jaki wytwarza ogień, rozstrajający ciało, to będziemy mieli dostateczne pojęcie o sposobie, w jaki ogień piekielny męczy potępionych. Dokładniejszego wyjaśnienia rozum nie ma prawa wymagać, gdyż idzie tu o karę, której Bóg chciał nam objawić istnienie, a której ukrył przed nami naturę.

Potępionego męczy nietylko ogień, lecz wszystko co go otacza staje się dlań przedmiotem obrzydzenia i nienawiści. Świat materyalny czyni na duszę wrażenie przyjemne wskutek rzeczywistych doskonałości, jakiemi na zewnątrz świeci. Tymczasem zaś, doskonałości te są o tyle tylko rzeczywistemi, o ile są niedokładnym obrazem doskonałości swego twórcy. Dusza z Bogiem zjednoczona znajdzie zawsze nowe pociechy w rozwoju rzeczy materyalnych; wszystko co nosi na sobie znamię boże, stanie się dla duszy błogosławionej niewyczerpanem źródłem niebiańskich rozkoszy.

We wręcz przeciwnem położeniu znajduje się dusza potępieńca; wszystko co przypomina Boga, wzbudzać w niej będzie nienawiść, wstręt i boleść. Rzeczy materyalne, odtwarzając w sobie doskonałości boże, smutek tylko i rozpacz w duszy tej wywoływać będą. Choćby nawet z tąż samą świetnością uderzały w oczy wybranych i potępionych, skutki przecież wręcz przeciwne sprowadzać będą. Jeden i ten sam promień słońca zachwyca oko zdrowe, a rani chore. Wszelako, nie mamy żadnej pewności, aby świat materyalny przedstawiał też same doskonałości duszom błogosławionym i potępionym. Obok doskonałości, będących obrazem doskonałości bożej, bywa w stworzeniach mnóstwo niedoskonałości, będących wynikiem skończonej i przypadkowej natury tych stworzeń. Być może, iż z rozporządzenia bożego ukrywają one swe niedoskonałości przed błogosławionymi, a okazują przed potępionymi. Z tego stanowiska stworzenie materyalne staje się źródłem bolesnych wrażeń dla duszy, niezdolnej już odtąd się cieszyć darami bożymi.

Wszystkie stworzenia wypowiadają wojnę duszy potępionej, a walka ta z powodu swej zaciętości i nieustanności, sprowadzać ma tak bolesne cierpienia, o jakich pojęcia nawet mieć nie możemy. Skoro ból ten wynika z przeciwieństwa pomiędzy duchem a materyą, to któż zrozumie męczarnie duszy, zostającej w otwartej walce z tem wszystkiem, co ją otacza? Miarą tych cierpień będzie z jednej strony nienawiść tej duszy do Boga i do tego wszystkiego, co Go przypomina, a z drugiej większa lub mniejsza ilość przedmiotów, które ją męczą.

Istnienie kary zmysłów, jak z jednej strony wynika z objawienia chrześcijańskiego, tak z drugiej zgadza się z zasadami rozumu. Z nieszczęść tego śmiertelnego życia możemy wnioskować, że potępienie razem z karą postradania Boga zawiera w sobie karę zmysłów. W leczniczych karach tego życia ból zmysłów zajmuje pierwsze miejsce niejako. Jakże pojąć owe spustoszenia, jakie sprowadza w ciele grzech i nadużycie przyjemności? co myślimy na widok chorób, będących następstwem nieumiarkowania i rozpusty? czego nas uczą w ogólności owe nieszczęścia, co przygniatają człowieka na ziemi? I czyż-to nie są wskazówki i pewien przedsmak straszniejszych jeszcze cierpień, jakie go czekają po śmierci? Czyż one nie są środkiem, przez Opatrzność nam danym do uwolnienia się od wiecznego nieszczęścia? Im więcej się zastanawiamy nad cierpieniami tego życia, tembardziej się przekonywamy, że przeznaczeniem ich jest ustrzedz nas od przerażających cierpień piekła. — Ograniczając kary piekielne do samej tylko kary nieoglądania Boga, nie dość dobrze się pojmuje rozmaite owe stopnie kary, jakiej wymaga sprawiedliwość boża. W takim razie dusza, obciążona grzechami i zbrodniami, ponosiłaby tę samą karę, co inna dusza, która mniej jest dłużna sprawiedliwości bożej, czyli ściśle mówiąc, tamta znajdowałaby się w stanie daleko od tej pomyślniejszym. Kara bowiem nieoglądania Boga zaledwie dałaby się uczuć potępionemu, który nie troszczy się o Boga ani o miłość Jego, podczas gdy dusza, która mniej zawiniła, żywo-by czuła nieszczęście utraty Boga i radości błogosławionego Jego oglądania. Kara zmysłów, przy różnorodności swych stopni pozwala sprawiedliwości boskiej stosować karę do ilości i ciężkości grzechów15. (A. Dupont).

Footnotes

  1. I Cor. IX, 27; Job. III, 13; I Thess. V, 9; Rom. IX, 21; Ibid. V, 22.

  2. Łuk. XVI, 28; Ibid. V. 28—28; Mat. VIII, 12; II Piotr. II, 4; Mat. V, 26; Łuk. VIII, 31; Jud. 13, Ibid. 6; II Thess. I, 9; Apok. XX, 6; XXI, 8; Mat. XXII, 18; Mar. IX, 45.

  3. Jan VIII, 44. Prw. I Jan. III, 8.

  4. De Angelis, l. VIII, c. 12.

  5. Mat, XIII, 42; Apok. XXI, 8; Apok. XIV, 11; Łuk. XVI, 24; Hebr. X, 27; Mar. IX, 44; II Tessal. I, 8.

  6. Ps, CXXXIX, 11; Jerem. XV, 14; Eccli. VII, 19; Ps. XX, 10; Mar. IX, 44; Mat. XIII, 42; XXV, 41; Apok. XIX, 20; Apok. XX, 9. Prw. Passaglia. De Aeternitate poenarum deque igne inferno, commentarii, str. 47—58.

  7. Petavius. Theol. dogm. De Angelis. Lib. III, c. 5. — O. Petau przytacza urywek z dzieł św. Ambrożego (Lib. VII in Luc. c. 14), w którym święty ten Doktór Kościoła zdaje się pojmować ogień w znaczeniu figurycznem; trzeba jednak porównać to miejsce z wielu innemi (Lib. IV in Hexameron c. 3. Enarr. in Ps. 36, n. 26. — Enarr. in. Ps. 48, n. 24), „gdzie przypuszcza on istnienie ognia materyalnego w właściwem jego znaczeniu.

  8. Sum. c. Gent. Lib. IV, c. 90.

  9. Sentire non est operatio animae tantum (Summa theol. I. q. 75, a. 4). Manifestum est, quod anima non habet aliquam operationem propriam, per seipsam, sed omnis operatio sensitiva animae est conjuncti (Ibid, a. 8). Omnis potentia huiusmodi (sensitiva) est actus corporalis organi. (I. q. 12, a. 3).

  10. Nihil corporeum imprimere potest in rem incorpoream (d. 84, a. 8).

  11. Contr. Gentil. Lib. IV, c. 39.

  12. Oportet ergo omnes praedictos modos in unum colligere, ut perfecte videatur, quomodo anima ab igne corporeo patiatur; ut scilicet dicamus, quod ignis ex natura sua habet, quod spiritus incorporeus ei conjungi possit, ut loco locatum; sed in quantum est instrumentum divinae justitiae habet ut ipsum quodammodo retineat alligatum; et in hoc veraciter ignis est spiritui nocivus, et sic anima ignem ut sibi nocivum videns, ab igne cruciatur.” (Supplem. Q. 70, a. 3).

  13. Licet daemones non actu alligentur gehennali igni, dum sunt in loco isto calliginoso, tamen ex hoc ipso, quod sciunt illam alligationem sibi deberi, eorum poenam non diminui.” (Sum. theol. p I, q. LXIV, a. 4 ad 3). — „Multo igitur magis virtute divina spiritus damnandi igni corporeo alligari possunt, et: hoc ipsum est eis in afflictionem, quod sciunt, se rebus infimis alligatos in poenam.” (Sum.-a. Gent. Lib: IV, c. 90).

  14. Nec ideo minor erit afflictio, sed quo est spiritualior erit acerbior et ordinis altioris, et augebitur molestia, eo quod per ignem sensibilem talis deformitas in substantia spirituali et superiori fiat.” (Suarez. De Angelis. lib. VIII, c. 14).

  15. O. Gent. Lib. IV, c. 90. — Poenae inferuntur pro culpis, ut timore poenarum homines a peccatis retrahantur. Nullus autem timet amittere illud, quod non desiderat adipisci; qui ergo habent voluntatem aversam ab ultimo fine, non timent excludi ab illo. Non ergo per solam exclusionem ab ultimo fine a peccando revocarentur. Oportet ergo peccantibus aliam poenam adhiberi, quam timeant peccantes. (Ibid. lib. III, c. 145).