POMNIKI STAROŻYTNOŚCI. (Burzenie P'ów).

Oddawna chciano uczynić Kościół odpowiedzialnym za burzenie pomników starożytności. Czynili mu odnośne wyrzuty: w XV w. Ghiberti, w XVI Vasari, w XVIII Gibbon; od nich przeszedł ten zarzut do mowy potocznej, i dziś w XIX w. słyszymy, jak go powtarzają krasomówcy i historycy. A przecież, spokojne zbadanie faktów wykazuje całą bezzasadność tego zarzutu. W zeszłym wieku Karol Fea w uwagach, dołączonych do swego przekładu historyi sztuki Winkelmanna, zaczął walczyć w obronie chrześcijan rzymskich, którzy w ciągu długich stuleci przechowali w całości dzieła sztuki, zdobiące ich gród odwieczny. Najnowszym dowodem staranności Rzymian w tym względzie jest niedawno zmarły Jan Chrz. Rossi i liczne jego prace, zawarte w Bulletino archeologico i w pomnikowem iście wydawnictwie Roma sotterranea. Niedawno (r. 1887) uczony bibliotekarz paryskiej szkoły Sztuk-Pięknych, Eugeniusz Müntz, oddał pod tym względem sprawiedliwość katolikom. Geffroy, dyrektor Szkoły Francuskiej w Rzymie, w ten sposób streszcza (1879) przekonanie, jakie dziś głębsze badania archeologii i historyi muszą wzbudzić w umysłach nieuprzedzonych: „Cesarze rzymscy, wyrzekłszy się poganizmu, powstrzymywali się, zwłaszcza w Rzymie, od gwałtownych środków przeciw starożytnym posągom i pomnikom sztuki. Chrystyanizm znów bardzo prędko zrozumiał, że pomniki Rzymu pogańskiego stanowiły część jego chwały, której mu nie wypadało odrzucać, gdyż chwała ta, podług ukrytych widoków Opatrzności, przyczyniała się do zgromadzania narodów i przysposabiania ich do przyjęcia Ewangelii.”

Samo nawet wyrachowanie, w braku wyższej jakiejś idei, mogło skłonić cesarzy do takiego postępowania, w owych czasach bowiem poganizm liczył jeszcze bardzo licznych zwolenników. — Konstantyn W., nadając chrystyanizmowi przewagę polityczną, nie ucieka się do gwałtownej jakiejś reakcyi. I owszem, ogłasza wolność sumienia, ograniczając się — urzędownie — do postawienia religii chrześcijańskiej na równi z innemi religijnemi wyznaniami i do świadczenia jej — osobiście — dowodów życzliwości. Nie wyrzeka się wszakże godności Pontifex Maximus, która składała w jego ręce zarząd kultów pogańskich: świątynie pogańskie pozostawia otworem. O tem wszystkiem wiemy z prawa, wydanego w r. 319, (Cod. Theodos. IX, XVI, 2), z edyktu cesarskiego, przytoczonego przez Euzebiusza (Vita Constantini II, 47 — 60), z mowy, jaką wypowiedział ten cesarz w ostatnich latach swego życia (Oratio ad sanctorum coetum, II). Pewne zaś wyrażenia Euzebiusza lub późniejszych historyków, jak Teodoreta, Sokratesa, Sozomena, Orozyusza i innych, w których wyczytano zdania powyższemu przeciwne, rozumieć należy tylko o wypadkach wyjątkowych: to też zburzono świątynie Eskulapa w Egei, Wenery w Heliopolis i w Aface, ale dla tego, że w cieniu ich odbywały się sceny rozpusty i nieuczciwego szalbierstwa.

Synowie Konstantyna W. odstąpili pod pewnym względem od polityki ojca, gdyż prawami, często nie wprowadzanemi w wykonanie, nakazywali zamykanie świątyń pogańskich, ale nigdy nie burzyli takowych. „Jakkolwiek wszelki zabobon powinien całkowicie zniknąć, opiewa jeden z dekretów cesarskich, wydanych na ręce prefekta Rzymu w r. 346, to jednak chcemy, aby położone w okolicach miasta świątynie pozostały nietknięte i bez zmazy.” (Cod. Theodos. XVI, X, 3). W 356 r. Konstantyn odwiedził Rzym po raz pierwszy i nie tylko nie przedsięwziął żadnych środków przeciw pomnikom poganizmu, lecz zdawał się nawet być przejętym ich pięknością. „Spokojnem okiem patrzał na świątynie, wyczytywał nazwy bogów, wypisane na ich frontonach, wypytywał o początki tych budowli i okazywał podziw dla tych, którzy je wzniesli.” (Symmach. Ep. X, 61). Pewien zaś pisarz pogański dodaje: „Świątynia Jowisza Tarpejskiego zdawała się go porywać po nad wszystko inne, tak jak rzeczy boskie porywają go po nad rzeczy ludzkie.” (Ammianus Marcellinus, XVI, 10). To też Julian Apostata w usiłowaniach wskrzeszenia poganizmu nie potrzebował odbudowywać świątyń, wystarczało mu je na nowo otworzyć. Po upadku Juliana nie przestały być w poszanowaniu te pomniki budownictwa. Świadczy pewien napis, że cesarz Walentynian odnowił Kapitol miasta Thamugas w Numidyi (Corpus inscript. lat. t. VIII, 2388). Zdaje się nawet, że za panowania tego cesarza kult pogański cieszył się zupełną swobodą. (S. August. De Civ. Dei, II, 4, 26). Gracyan, który pierwszy z cesarzy odrzucił godła najwyższego pontyfikatu i, jako gorliwy chrześcijanin, kazał zdjąć z nad pałacu posąg bogini zwycięstwa, Victoryi, nie tknął przecież świątyń pogańskich, tylko skonfiskował w 382 r. ich nieruchomości. Pomiędzy temi skonfiskowanemi dobrami była, zdaje się, posiadłość bractwa Arwalów w pobliżu Rzymu, którą oddano Kościołowi, posiadającemu już w tem miejscu katakumbę: budowle pogańskie, pokrywające arwalijską posiadłość, nadal zachowano, a rysunki, wykonane w 1200 lat po Gracyanie, ukazują je nam jeszcze nietkniętemi1. W 395 r. poganin Symmachus, prefekt Rzymu, reskryptem cesarskim otrzymał zlecenie przeprowadzenia procesu przeciw fanatykom czyli złoczyńcom, którzy mieli jakoby niszczyć mury świątyń pogańskich. (Rossi, l. c. 694).

Nawet za samego Teodozyusza cesarza, który ostatecznie wywrócił pogaństwo, świątynie pozostały w całości. W samym tylko Egipcie po rozruchach, wznieconych przez pogan, którzy się zamknęli w Serapeion Aleksandryjskiem, wspaniałą tę świątynię zburzono, a razem z nią przepadły inne świątynie tej prowincyi; a jednak jeszcze w siódmym wieku istniał w Aleksandryi Tycheon, czyli świątynia Fortuny ze zdobiącymi ją posągami2. W pozostałej zaś reszcie cesarstwa jedynym środkiem urzędowym, przeciw świątyniom wymierzonym, był rozkaz cesarski, tyle razy przekraczany ile razy wydawany, ostatecznego zamknięcia świątyń pogańskich. (Codex Theodos. XVI, X, 10, 11). Tym razem jednak wszystko każe przypuszczać, że pod żelazną ręką Teodozyusza rozkaz ten został wykonany. „Marnas płacze, zamknięty w świątyni swej w Gaza,” pisze św. Hieronim (Ep. 107). I ten jednak rozkaz dopuszczał wyjątki z wyraźnego upoważnienia cesarza. Tak np. pierwszorzędna świątynia Edessy, wyróżniająca się pięknością architektury i olbrzymimi rozmiarami, stała się miejscem zebrań dla mieszkańców, rodzajem muzeum i miejscem przechadzek ludowych: Teodozyusz polecił świątynię tę ponownie otworzyć na prośby prefekta Ozrhoeny; „posągi, które ją zdobią, niech będą zachowane, powiada cesarz, nie jako przedmioty czci religijnej, lecz z powodu ich artystycznej wartości.” (Codex Theodos. XVI, X, 10).

Jeśli bywały za tego czasu wywracane świątynie pogańskie (po za Egiptem), działo się to nie na życzenie cesarza, lecz skutkiem gorliwości osób pojedyńczych: biskup Apamejski, św. Marceli, widział się zmuszonym do zburzenia świątyń w swem mieście i jego okolicy, w nich bowiem widział główną przeszkodę nawrócenia się pogan. (Sozom. Hist. Eccl. VII, 16). Nawet po rokoszu uzurpatora Eugeniusza, podniecanego przez stronnictwo pogańskie, nie zastosowano żadnych środków surowości przeciw świątyniom pogańskim. Synowie Teodozyusza, Honoryusz i Arkadyusz, poddali na nowo świątynie pogańskie pod opiekę prawa. „Niech ustaną już na zawsze ofiary pogańskie, pisze Honoryusz, ale pomniki miast niechaj będą w poszanowaniu (Cod. Theodos. XVI, X, 15). Niechaj nikt nie usiłuje wywracać świątyń, wolnych już odtąd od wszelkiego zabobonu. Rozkazujemy, aby te świątynie pozostały nietknięte." (Ibid. 18). Oba te prawa pochodzą z roku 399. Owo zamykanie świątyń, owo oszczędzanie ich dzieł sztuki, było urzeczywistnieniem proroczego życzenia, jakie pewien współczesny Teodozyuszowi poeta wkłada w usta męczennika, św. Wawrzyńca: „Widzę w przyszłości księcia sługę bożego: ten nie dozwoli, aby Rzym zbezcześciło plugactwo pogańskich ofiar; zamknie on podwoje świątyń, zamknie skrzydła drzwi z kości słoniowej, usunie ich progi nieczyste, wyciągnie z nich rygle spiżowe. Wówczas nanowo zajaśnieją marmury, oczyszczone z wszelkiej krwi przelanej; wówczas powstaną w całości czczone dziś bronzowe posągi „bez żadnego nadal niebezpieczeństwa.” (Prudencyusz. Peri Stephanon II. 473—484). Aby się przekonać, że po Teodozyuszu W. pozostały nietknięte w stolicy państwa wszystkie świątynie i wszystkie posągi pogańskie, dosyć przeczytać opisy Rzymu, jakie nam pozostawili poeci pogańscy z początku piątego stulecia: Klaudyusza (De VI consulatu Honorii 35, 51), Rutiliusa, Numatianusa (Itinerarium I, 95), jak również statystyki, pozostawione przez ówczesnych topografów3.

Jednakże przyznać trzeba, że jakkolwiek szanowano w ten sposób pogańskie pomniki miast, nie uwzględniano w ten sam sposób bałwochwalczych świątyń prowincyonalnych, które przeważnie żadnego nie miały prawa do tytułu pomników sztuki. Dość wspomnieć owe burzenie świątyń, jakie towarzyszyło apostolstwu św. Marcina i jego uczniów po wsiach środkowej Galii, pogrążonych jeszcze wówczas w najgrubszych ciemnościach pogaństwa. Kryli się tam jeszcze zwyciężeni bogowie, a obok czci pogańskiej panowały w nich wszechwładnie zabobon i zepsute obyczaje. Wieśniak, paganus, był utożsamieniem bałwochwalcy. Burzenie więc owych miejskich kapliczek bałwanów, dokonywane przez missyonarzy IV i V-go wieku, było rzeczywistą przysługą, oddawaną cywilizacyi. Sztuka nie na tem w ogóle nic nie straciła. Można sądzić o tem z opisu takiej miejskiej świątyni w okolicy bardziej dostępnej dla wpływów helleńskich, aniżeli zachodnie okolice Galii. „Jest-to równoległobok piętnaście kroków długi a dziesięć szeroki, zbudowany na wzniesionem nieco wzgórzu w pośrodku drzew. Obmurowanie zrobione z kamieni półtora metra długości i pięćdziesiąt centymetrów wysokości. Kaplica ta była tylko ogrodzeniem, które zdaje się nigdy nie było pokryte dachem. Tablica z napisem, umieszczona była na jednym z rogów budynku. Nie widać żadnego śladu jakiejkolwiek ozdoby: ziemia była wyłożona cegłą. Zwaliska te dają pojęcie o tem, czem była wiejska świątynia po wsiach grecko-rzymskiej Tracyi4. To też łatwo zrozumieć teraz wyrazy pewnej prośby, zaniesionej do cesarzów w r. 399 przez synod Kartagiński: „Rozkaż zburzyć wszystkie świątynie, które jako położone w miejscach odosobnionych i na polach, w niczem się nie przyczyniają do ozdoby publicznej”5. Taż sama myśl wywołała prawo, tegoż roku wydane przez Arkadyusza i Honoryusza: „Niech świątynie wiejskie zostaną zburzone, ale niech się to stanie bez walki i bez zbiegowisk. Skoro zostaną zburzone do gruntu, zabobon nie będzie miał nadal zasiłku.” (Codex Theodos. XVI, X, 16). Uczony komentator kodeksu Teodozyusza, protestant Jakób Godefroy, napisał w XVII w. następujące zdanie, które streszcza w sobie wszystko, cośmy tu powiedzieli: „Musiano myśleć o zburzeniu świątyń, położonych po za murami miejskimi; ale nie było mowy o świątyniach położonych w murach miejskich, gdyż w budynkach tych zamykało się wszystko, co było najpiękniejszego w miastach.” (Tom V, str. 263 jego wydania kodeksu Teodozyusza).

A do jakiegoż celu służyły owe budowle po oczyszczeniu ich od kultu pogańskiego? Powiedzieliśmy, że bywały ponownie otwierane, gdyż zawarte w nich przedmioty czyniły z nich prawdziwe muzea sztuki. Inne znów obrócono na kościoły, jak np. Augusteum w Ancyrze, świątynię Jowisza w Dodonie, Tycheon w Antyochii, Teseion, Erechteion i Parthenon w Atenach, świątynię Izydy w Phile, wiele świątyń sycylijskich i wreszcie Panteon w Rzymie6. Wszelako zamienionych na kościoły świątyń pogańskich było daleko mniej w Rzymie, aniżeli się zazwyczaj przypuszcza, i to nie skutkiem jakiegoś religijnego skrupułu, lecz poprostu wskutek trudności zastosowania do celów kościelnych owych budynków, wzniesionych dla zupełnie odrębnego kultu pogańskiego7. Na prowincyi niektóre świątynie otrzymały przeznaczenie świeckie: prawa z r. 412 i 429 nakazują składanie podatków z Afryki na kapitolu kartagińskim. (Codex Theodos. XI. I. 32. 34).

Widzimy więc, jak bardzo niesprawiedliwie jest przypisywać upadek starożytnych pomników sztuki bądź cesarzom, którzy się tak starali o ich bezpieczeństwo i całość, bądź też Kościołowi, który na jednem ze swych synodów odmówił tytułu męczennika chrześcijaninowi, zabitemu za wywrócenie jakiegoś bożyszcza pogańskiego (Sobór w Elwirze cam. 60). Wiele pięknych budowli pogańskich zniszczyli barbarzyńcy: na Wschodzie naprzykład, od czasu najazdu muzułmanów; w Afryce naprzód Wandalowie, a potem muzułmanie; w Europie niespokojne i wojownicze plemiona germańskie, które tyle razy pustoszyły północne okrainy państwa rzymskiego. W połowie III w. Alemanowie ogniem zniszczyli najpiękniejszą budowle Gallów,—świątynię, wzniesioną przez Arwernów na cześć Merkurego w Puy-de-Dôme (Grzegórz Turoneński, Hist. Franc. I. 30).

Można sobie wyobrazić, jakie musiały być losy pomników sztuki w Rzymie, skoro się wspomni na to, że począwszy od r. 410 aż do końca VI w. nieszczęsną stolicę świata sześć razy zdobywali barbarzyńcy i tyleż razy odbijały ją wojska cesarstwa. W 455 r. zarówno świątynie pogańskie jak chrześcijańskie kościoły burzyli Wandalowie w ciągu dwunastu dni i dwunastu nocy. W 538 r. żołnierze, broniący przeciw Gotom przerobionego na fortecę mauzoleum Hadryana, zmuszeni się widzieli w celu własnej obrony rzucać z wysokości murów na głowy oblegających cudnej piękności posągi, które to mauzoleum zdobiły. Łupiestwa dokonywane przez Gotów w okolicach Tiburu w 546 r. były początkiem upadku innego znów pomnika tegoż samego cesarza, willi Hadryana: „od tej chwili począwszy, nastał dla niej ostateczny upadek; zapadły się wielkie jej i wspaniałe komnaty”8. W 452 r. północną część półwyspu Apenińskiego przebiegały hordy Hunnów Atylli; starożytne Altinum, Padwa, Akwileia, Julia Concordia w perzynę obrócone: cmentarz chrześcijański, który następnie służył za miejsce wiecznego spoczynku niewielu mieszkańcom, pozostałym na terytoryum tego ostatniego miasta po jego upadku, przepełniały grobowce, zbudowane z ułomków architrawów, ołtarzy, posągów i wszelkiego rodzaju pomników sztuki, zburzonych najazdami „Bicza bożego”9. Strach przed barbarzyńcami sprowadza ze swej strony nowe spustoszenia: zagrażane przez najezdców miasta musiały przed nimi zamykać swe bramy: w celach pośpiesznej budowy murów ochronnych i wałów targają się mieszkańcy na starożytne budowle, to też wszędzie, w Galii, w Italii, w Mezyi, w Azyi Mniejszej, począwszy od III w., trafiają się stosami w wałach i murach miejskich odłamy. kolumn, gzymsów, płyt nagrobkowych, zdobnych w napisy pamiątkowych marmurów i t. p. rzeczy10.

Następujący przykład da nam pojęcie i o chciwości barbarzyńców, i o losie miast, które miały nieszczęście leżeć przy ich drodze. Począwszy od najazdu Genzeryka w 455 r. wielkie kupieckie miasto Ostya przy ujściu Tybru było naturalnym gościńcem wszystkich śmiałych rozbójników morskich, których nęciły ku sobie nagromadzone w okolicach Rzymu bogactwa. Wielokrotnie łupieni, mieszkańcy Ostyi wreszcie porzucili miasto. „Łupieżcy wchodzili do opustoszałych domostw i pośpiesznie obładowywali się wszystkiem, co im się wydawało kosztownem i co łatwo unieść mogli. Niekiedy bezcześcili nawet groby, gdy spodziewali się znaleść w nich bogate łupy. Na drodze, prowadzącej z Rzymu do Ostyi, brutalnie wyważono drągiem szeroką płytę marmurową, pokrywającą jeden z najpiękniejszych grobowców, i rzucono na środek drogi, gdzie ją później odnaleziono. Zwłaszcza świątynie pociągały korsarzy. W świątyni Cybelijskiej widać wzdłuż murów potrzaskaną powłokę marmurową i powykręcane haki żelazne. Umieszczone u dołu napisy opowiadają, że na tem miejscu bogaci pobożni składali w ofierze srebrne posągi, przedstawiające bogów lub cesarzy. Napisy pozostały jeszcze, lecz posągi znikły, a zarówno pokręcone owe żelastwo, jak potrzaskane marmury dowodzą, z jaką brutalnością i gwałtem dokonywano tych łupiestw. Ale chociaż zabierano posągi srebrne, pozostawiano przecież marmurowe, których wartości nie przewidywano, i które mogłyby być zanadto kłopotliwe. Nie można było zresztą zabierać całych domów ze sobą. Stąd więc, pomimo tylu łupieżczych najazdów, do dziś dnia istnieje tyle szczątków starożytnej Ostyi. Gdy już nic w niej nie nęciło korsarzy, nie powracali oni już więcej, i byli powodem, że miasto zginęło ze starości. Powoli mury się zapadły, zwaliły się obok siebie ceglane i kamienne kolumny, druzgocząc się wzajem przy upadaniu; z czasem warstwa ziemi pokryła wszystko, a na zwaliskach wybujała zielona trawa”11.

A zatem, głównymi sprawcami zniszczenia starożytnych pomników sztuki są barbarzyńcy, po nich zaś drugorzędne przyczyny prowadziły dzieło zniszczenia. Gdy zaś minęła burza najazdów, brak było środków na podtrzymanie i odnowienie budowli, nie odpowiadających już potrzebom odnowionego świata; spokojnie patrzano, jak się powoli w gruzy rozsypywały, a często nawet brano z nich materyały do innych budowli. Postępowały zaś w ten sposób nie same tylko średnie wieki, które wytłómaczyć można niepojmowaniem całego piękna dzieł klassycznych; jeszcze może więcej spustoszenia przyczynił pod tym względem okres renesansu, artyści, humaniści, erudyci. Oni to, bądź dla szukania posągów, mozaik, malowideł, bądź dla wznoszenia nowych budowli dokonali zniszczenia budowli starożytnych. Wiele też z tych budowli, które szczęśliwie w całości przeszły średnie wieki, zginęło w zaraniu czasów nowożytnych. Stąd-to poszedł ów charakterystyczny aforyzm: Quod non fecerant Barbari fecerunt Barberini — (czego nie zdążyli dokonać barbarzyńcy, dokonali Barberini'owie). Sami nawet papieże porwać się dali duchowi czasu. Nowy Rzym powstawał w części kosztem starego.

Słowem, powtarzamy, że zniszczenie pomników starożytności trzeba przypisać barbarzyńcom, naturalnemu działaniu czasu, ciemnocie lub niedbalstwu średnich wieków, niemądremu współzawodnictwu epoki Odrodzenia: zaś Konstantyn W. i jego następcy, Kościół chrześcijański IV-go i V-go wieku, w barbarzyńskiem tem dziele żadnego lub prawie żadnego nie brał udziału.

(Paul Allard). X. MASS

Footnotes

  1. Ob. Rossi, Roma sotterranea t. III, 689—697; O. de la Berge, art. Arvales, w Dict. des Antiquités, t. I, str. 450.

  2. Theophilact, przytoczony przez Lumbroso w dz. Egitto al tempo de Greci e dei Romani, str. 134.

  3. Jordan, Topographie der Stadt Rom im Alterthum. T. II, 541—574.

  4. Albert Dumont. w czasop. Archives des missions scientifiques, rok 1876, str. 184.

  5. Hardouin. Concilia t. I, str. 898.

  6. Ob. Paul Allard. L’art païen sous les empereurs chrétiens, ch. XI.

  7. Duchesne. Notes sur la topographie de Rome au moyen âge, II, 41.

  8. Boissier. Promenades archéologiques, str. 181.

  9. Bulletino di archeologia cristiana, 1874, str. 138—144.

  10. Perrot. De Galatia provincia romana, str. 165; Duruy. Histoire des Romains, t. VI, 80.

  11. Boissier, Promenades archéologiques, str. 253—254.