DUCHOWIEŃSTWO.
I. Jest-to hierarchiczny zbiór osób, służbie Bożej w katolickim kościele — czy to przez same święcenia czy też przez święcenia i śluby zakonne — oddanych. Dzieli się ono przeto na duchowieństwo świeckie, otrzymujące tylko święcenia i przeznaczone do życia w świecie, oraz na duchowieństwo zakonne, ślubujące żyć zdala od świata z zachowywaniem ślubów zakonnych. O świeckiem duchowieństwie głównie mówić tu będziemy, jakkolwiek to, co się tu powie, odnosi się także do duchowieństwa zakonnego, gdyż jedno i drugie otrzymuje święcenia i zarówno należy do hierarchii kościelnej. Sobór Trydencki, potwierdzając dekrety, wydane przeciw Waldejczykom, Wiklefitom i Hussytom. orzeka, że głoszenie słowa bożego i rozdzielanie Sakramentów św. nie jest zadaniem wszystkich bez różnicy chrześcijan. (Sess. VII. can. 10). Do tego celu wymaga on: 1-o zwykłego święcenia, które w istocie swojej nie zależy od zgody lub wyboru ze strony ludu i władzy świeckiej, a które powinno być udzielane przez władzę kościelną podług przepisów prawa kanonicznego; 2-o posłannictwa, danego przez tęż samą władzę i podług tychże samych przepisów. (Sess. XXIII. can. 7). Pomiędzy tedy ludem a klerem zachodzi stała różnica, która bynajmniej istnieć nie przestaje, gdy np. ksiądz przestaje spełniać urząd głosiciela słowa bożego; ta różnica stanowi, że nie wszyscy chrześcijanie mogą się nazywać kapłanami Nowego Zakonu w ścisłem znaczeniu tego wyrazu, i posiadaczami tejże samej władzy duchownej, rozdzielonej zarówno między wszystkich ochrzczonych. Z tego zaś taki wniosek wyprowadzić należy, że w Kościele istnieje hierarchia, to znaczy święta władza, i że Kościół żadną miarą nie jest instytucyą demokratyczną, w której władza wychodziłaby od tłumu drogą wyborów lub delegacyi. Nie wola-to i przewaga władzy ludzkiej, a tem mniej wola i osobista ambicya jednostek stanowi władzę kościelną, ale sama boska władza, przez objawienie wskazana, a biskupom, kapłanom i ministrom udzielona przez Sakrament sprowadzający łaskę Ducha św. i wyciskający na duszy niezatarte znamię. (Tamże. cap. 4 i can. 3—6). Taka jest autentyczna nauka rzymskiego Kościoła i ta jest geneza nazwy kleru (clerus), zaczerpnięta z greckiego Κλῆρος (los, dziedzictwo) nadana hierarchii katolickiej i jej przedstawicielom dla tego, że Bóg sam, a nie świat ich wybrał, i On sam dziedzictwo ich stanowi.
II. Lecz czy ta nauka ma więcej niż ludzki początek, oraz czy różnica między osobami świeckiemi (laików od λαός lud) a duchownemi opiera się na jakiem prawie? Bez wątpienia. Przypomnę naprzód, że ta różnica istniała już u żydów (prw. Num. XXVI; II Paral. XXVI, 16 i nast.), a że nadawała się do celów odkupienia, przeto Jezus Chrystus chciał ją w swoim Kościele utrwalić i udoskonalić (patrz art. Celibat). I rzeczywiście, ustanowił swe dzieło jako społeczeństwo, jako ciało zorganizowane pod rządami głowy, wszystkiemu ciału przewodniczącej, jako stado owiec, prowadzone przez pasterza. Dobiera sobie apostołów i uczniów, którzy Mu towarzyszą w Jego posłudze; posyła ich jak sam był przez Ojca posłany. Poleca im głosić Ewangelię i nauczać w imieniu własnej Jego powagi, daje im nieograniczoną władzę związywania i rozwiązywania, rozgrzeszania grzeszników, konsekrowania Jego Eucharystyi (patrz art. Kościół i Papiestwo). Apostołowie głoszą, że działają mocą tej boskiej władzy (Act. ap. X, 40; XX, 28; I cor. XII, 28; Eph. IV, 11), a św. Paweł w pewnym sławnym ustępie swych listów szeroko opisuje ten nadprzyrodzony organizm, przez Chrystusa Kościołowi nadany, którego pierwiastkiem najistotniejszym jest właśnie powaga prawa bożego. (I Cor. XII, 12 i nast.) Z tym najwidoczniejszym faktem historycznym łączy się równie widoczna nieustanna praktyka Kościoła. Dzieła Klemensa Rzymskiego (I. Cor. n. 42) i Ignacego Antyocheńskiego (Smyrn. VIII, Magnes VI etc). nie pozwalają wątpić, że władza hierarchiczna w końcu pierwszego wieku była również silna i na tych samych spoczywała podstawach, co w końcu wieku dziewiętnastego; takież przekonanie i takąż samą pod tym względem praktykę wykazują kościoły wschodnie, od piątego wieku w rozterce z Kościołem zostające, składając tym sposobem mimowolny hołd prawdzie nauki Kościoła Rzymskiego.
III. Przeciw powyższym wywodom zarzucają: 1-o wyrażenia św. Pawła o zupełnej równości chrześcijan (Gal. III, 28), wyrażenia św. Piotra i św. Jana o powszechnem kapłaństwie i królowaniu (I. Piotr. II, 5, 9; Apoc. I, 6); oraz wyrażenia Izaijasza (LVI, 18); Jeremijasza (XXXI, 34) i Pana Jezusa (Jan. VI, 45) o nauczaniu wiernych bezpośrednio przez samego Boga. Ale w rzeczywistości, przytoczone teksty najzupełniej się zgadzają z powyższemi twierdzeniami naszemi; nie oznaczają one nie więcej, tylko równość, niezależność, i swobodne jednoczenie się chrześcijan z Bogiem w tem rozumieniu i w tej rozciągłości, jaką tym pojęciom zakreślał sam Odkupiciel, jaką zapewnia im Kościół nawet przez swą hierarchię, która nietylko tych pojęć nie ścieśnia, ale sama istnieje na to, aby wykonywanie ich w praktyce ułatwiać. Bez hierarchii warunkiem bytu ludów, wyrwanych z pod słodkiego jarzma i lekkiego brzemienia Chrystusowego, stałaby się taż sama co za dni pogaństwa tyranja sumień, opanowanie prawa dusz przez materyalną przemoc, zatruwanie umysłów z góry narzuconemi błędami i kłamstwami. — 2-o Zarzucają następnie przykłady ludzi świeckich, głoszących Słowo Boże (Act. VIII, 4; I Cor. XIV etc.), udzielających chrzest i sprawujących ofiarę eucharystyczną (Conc. Elvir. c. 38; Ign. ad Ephes. XX; ad Philad. IV; ad Smyrn. VIII); wykonywających wreszcie władzę kościelną razem z biskupami i kapłanami (Clem. Rom. I Cor. XLIV, LIV; Cyprian ep. 30 etc.) Ale ci oponenci zapominają, że prawo głoszenia Słowa Bożego przyznawano laikom tylko w wyjątkowych okolicznościach cudownej łaski, lub w razie konieczności, albo nawet tylko celem nauczania ściśle katechizmowego, jak również zapominają i o tem także, iż zawsze istniała widoczna różnica pomiędzy sposobem, którym ludzie świeccy bywali do tych czynności upoważniani, a sposobem, którym do nich kapłani bywali stale zobowiązywani. Zapominają, że każdy może udzielać chrztu św. w razie koniecznej potrzeby i w braku księdza lub dyakona, co żadną miarą nie dowodzi nieistnienia dobrze zorganizowanej hierarchii. Zapominają, że przytoczone cytaty w przedmiocie Eucharystyi mówią wyłącznie tylko o Komunii św. osób świeckich i uczestniczeniu ich w Najświętszych Tajemnicach, jak również, że liczne fakta z pierwszych czasów chrześcijaństwa niezbicie udowodniają, iż w razie braku biskupa lub kapłana uważano konsekracyę eucharystyczną za niemożliwą. Zapominają nareszcie, że udział osób świeckich w administrowaniu rzeczy kościelnych, zupełnie uprawniony, gdy chodziło o interesa materyalne wspólne duchowieństwu i świeckim, lub też gdy chodziło o wybory, w których ci ostatni z prawa lub ze zwyczaju udział brali, że udział ten, mówię, mógł się łatwo w pewnych razach wyrodzić w nadużycie, zważywszy, że ówczesne urządzenie kościelne wcale się nie różniło od dzisiejszego; zresztą, czyżby współczesne nam napaści na prawa i przywileje żądane przez duchowieństwo, miały stanowić dowód, że te prawa nie są rzeczywiste lub uzasadnione? (patrz art. Sobory). 3-o Zarzucają przyczyny czysto naturalne, jakie musiały wprowadzić do Kościoła instytucyę hierarchii, tak jak do społeczeństwa świeckiego wprowadziły instytucyę monarchii. Najchętniej uznajemy naturalne pobudki, stosowność, korzyści, płynące z ustanowienia hierarchii w łonie społeczeństwa chrześcijańskiego, ale przez to jeszcze najmniejszej nie mamy racyi zaprzeczać faktu skądinąd widocznego: ustanowienia władzy kościelnej przez Jezusa Chrystusa. Mądrość tego środka znakomicie popiera zdanie nasze o hierarchii, nikt bowiem, o ile wiemy, nie śmiał uczciwie podać w wątpliwość niezrównanej mądrości Założyciela chrystyanizmu. — 4-o Bezużytecznem nam się wydaje zatrzymywać się na tekście Tertuliana, późniejszego montanisty, i, co za tem idzie, interesowanego w nieoszczędzaniu władzy, od której się był odłączył. (Exh. cast. VII). A zresztą, cóż może znaczyć kilka zdań lub kilka niejasnych wydarzeń przeciw wierze tak dawnej jak apostołowie, tak powszechnej jak katolicyzm, tak pewnej jak istnienie Ewangelii! — 5-o Wielkim zarzutem, stawianym duchowieństwu wszystkich czasów, jest zepsucie obyczajów. Ile dawniej było przesady w podobnych opowiadaniach, możemy wnosić z dzisiejszych napaści. Pojedyncze i względnie bardzo rzadkie wypadki przedstawiano jako wydarzenia ogólne i codzienne; dawni kronikarze umieli się nieraz posługiwać środkami pewnych dzisiejszych dziennikarzy i pamflecistów, dla tego też nie należy do ich opowieści szczególnej przywiązywać wagi. Zresztą, zgadzamy się chętnie, choć nie bez wielkiego smutku na to, że niemoralne postępowanie duchowieństwa w rozmaitych czasach i różnych krajach stwierdzone zostało nieraz przez Stolicę Apostolską i przez same nawet Sobory Ekumeniczne. Ale cóż z tego za wniosek? Chyba ten, że duchowieństwo nie jest bezgrzeszne, i że nie zawsze stało na wysokości swego zadania. Na to zupełnie się zgadzamy. Ale te braki jeszcze nie dowodzą, aby ono nie było przez Boga ustanowione i pośród wiernych umieszczone w posługiwaniu duchownem. Słabości i błędy duchowieństwa nie upoważniają jeszcze do takiego wniosku, chyba że ktoś dowiedzie, iż Jezus Chrystus nie mógł wybrać z pośród ludu przywódców i kapłanów, których ludowi temu dał i których właśnie dlatego wybrał z łona ludu, iżby się mogli „użalić tych, co nie umieją y błądzą, gdyż y oni obłożeni są krewkością.” (Hebr. V, 2). Czyż można wobec tych słów twierdzić z Waldejczykami, że grzech odbiera władzę kapłańską? Historya biblijna, podania Ojców i orzeczenia Kościoła najuroczyściej protestują przeciw temu błędowi, zdolnemu wywrócić całe dzieło Odkupiciela. (Prw. np. wyzn. wiary Innoc. III). — 6-o Ostatni zarzut: Instytucya katolickiego stanu duchownego nie zgadza się z dobrem państwa, zwłaszcza państwa nowożytnego. — Gdyby nawet to było prawdą, to i wtedy jeszcze zapytaćby należało, skąd pochodzi ta niezgodność; czy raczej nie z uroszczeń niesprawiedliwych i z błędnych teoryi zachodnich, z rozpanoszonej dziś wszechmocy materyalizmu i sług jego, aniżeli z niezależnego i przedsiębiorczego charakteru duchowieństwa. Nie przeczę bynajmniej możliwych we wszystkich czasach, a w niektórych epokach faktycznych błędów politycznych kleru. Wiem ja bardzo dobrze, iż w subtelnych i zawikłanych zagadnieniach, zdala ledwie dotyczących dogmatu lub moralności i nie stanowiących przedmiotu nieomylnego nauczycielstwa władzy kościelnej, księża mogą się mylić i obierać drogę błędną zarówno dla siebie jak dla innych. Ale, raz jeszcze powtarzam, jakiż inny stąd wniosek jeśli nie ten, że wybrani przez Chrystusa słudzy ołtarza nie są wcale bezgrzeszni, że nie są zabezpieczeni przeciw wszelkim błędom, że hojną ręką biorą udział w ułomnościach swych bliźnich. Oto wszystko, co logika pozwala wnosić z przytoczonych faktów. Co zaś do historyi, to ta dowodzi, że najzupełniej możliwą jest zgoda władzy świeckiej z władzą kościelną, że ta zgoda istniała szczęśliwie na mocy konkordatów i bez konkordatów, że obfitowała w znaczne korzyści dla stron obydwóch, że duchowieństwo dostarczało państwu niezrównanych sług i obrońców, i że zresztą kapłaństwo nie więcej nie wymaga od państwa, tylko dostatecznego wykonywania swego apostolstwa i właściwego sobie posługiwania, chętnie odstępując państwu ciało i jego dobra, byleby samo zbawiać mogło dusze. (patrz art. Kościół).
Stimmen aus Maria Laach. t.VII. art. Schneemanna o władzy kościelnej. Schenz. Laien u. d. hierar. Priesterthum. Palmieri. De Romano Pontifice: proleg. de Ecclesia. De Brouver. De Eccl. Christi. Tarquini. Juris eccl. publici Institutiones. X. Janiszewski. Kościół i państwo chrześciańskie. 1891. (J. Didiot).
X. Ws.