DYABEŁ. — DEMON.

I.

Wyrazy te, użyte w liczbie mnogiej, oznaczają aniołów czyli duchów czystych, które na początku świata zbuntowały się przeciw Bogu, Stwórcy swojemu, i które zamiast posiąść szczęście, dziedzictwo aniołów dobrych, zostały skazane na wieczne męki w piekle; te same wyrazy, w liczbie pojedynczej, oznaczają jednego z liczby aniołów odrzuconych, a w najściślejszem znaczeniu — wodza aniołów potępionych, który w języku biblijnym zowie się także Szatanem, Lucyperem, Belzebubem.

II.

Istnienie dyabłów i wodza ich (książęcia czartowskiego) jest faktem niejednokrotnie i najwyraźniej potwierdzonym przez Pismo św. (Jan VIII, 44; Łuk. X, 18; 2 Piotr II, 4; Jud. 6; Apok. XII, 7; etc.); jest to prawda początków wiary sięgająca, istotowo z dogmatem grzechu pierworodnego związana, w nauce katolickiej o odkupieniu zawarta, w opisach życia Zbawcy opowiadana, przez Kościół katolicki w zasadach moralności, w modlitwach i w obrzędach wyraźnie wyznawana, w praktyce, w jego rocznikach i w historyi duchów stwierdzona a dogmatycznie przez IV Sobór Lateraneński (roz. I) określona. — Ilość dyabłów niewiadoma, atoli przytoczone teksty każą się domyślać, że jest bardzo wielka. — Istnienie książęcia czartowskiego jest faktem nie mniej pewnym, jak w ogóle istnienie dyabłów. -Hierarchiczny ustrój ich na klasy czyli oddziały nie jest przedmiotem wiary, ale jest bardzo prawdopodobny ze względu na to, że Chrystus mówi o szatanach gorszych od jednego z nich, nequiores se (Łuk. XI, 26), co tem się tłómaczy, iż ci aniołowie, którzy posiadali wyższą naturę i łaskę, dopuścili się wyższej zdrady, zbrodni i złości. — Objawienie wątpić nam nie pozwala, że szatani wywierają wpływ na ludzi za pomocą bądź wrażenia i suggestyi, bądź napaści i kuszenia albo też i opętania. Trzeba prawdopodobnie jeszcze dodać, że oni też w życiu przyszłem będą dla potępionych narzędziem kaźni i tortur. Taki sam wpływ szatanów może się rozciągać i niekiedy rzeczywiście się rozciąga na istoty niższe od człowieka, bądź ze złej woli szatana, bądź też z wyraźnego dopuszczenia bożego. — Stała tradycya Kościoła, podająca tłómaczenie wzmiankowanych w Piśmie św. faktów wróżbiarstwa i magii (Mat. XXIV, 24; II Tes. II. 9; Lev. XX, 6, 27) nie pozwala również zaprzeczać rzeczywistości, a tembardziej możliwości wyraźnej lub niewyraźnej umowy człowieka z dyabłem, zawieranej we wspólnych celach, których ostatecznym końcem jest walka człowieka z Bogiem i zguba dusz ludzkich.— Wszystkie powyżej wyłuszczone punkta stwierdza ustanowienie egzorcystów przez Chrystusa Pana (Mat. XVI, 17) i przez Kościół katolicki, który postawił ich w rzędzie swych mniejszych święceń ministrów i przepisał im w swym rytuale pewien sposób postępowania, tudzież wskazał środki, jakie mają być przedsiębrane przy wykonywaniu tego trudnego obowiązku, w dzisiejszych czasach zastrzeżonego wyłącznie kapłanom.

III.

Przeciwko powyższej nauce walczą następujące zarzuty:

1-o Czy naprawdę istnieją i czy istnieć mogą aniołowie t. j. duchy czyste, mające istnienie po za materyą? A jeżeli istnieją, to czy mogą być złymi? Czy Bóg mógł stworzyć złych aniołów? A jeżeli stworzył ich dobrymi, to czy mogli oni stać się złymi? — 2-o Czy można przypuścić, żeby duchy czyste, a zwłaszcza te, które się stały złymi, mogły oddziaływać na świat materyalny i wywoływać fizyczne zjawiska przez chrześcijanizm im przypisywane. Dlaczego dobroć i wszechmocność boska nie przeszkadza im źle czynić, jeżeli to prawda, że mogą szkodzić ludziom? Widocznie wiara w istnienie dyabłów jest rezultatem ciemnoty ludzkiej i zabobonu. — 3-o I w rzeczy samej, tak zwana magia łatwo się tłómaczy podstępem jednych, a łatwowiernością drugich; kuszenie i nagabywanie dyabelskie są zjawiskami porządku fizyologicznego i patologicznego, nieco tylko zaostrzone i trochę jaskrawsze, niż zwyczajne cierpienia; dawniejsze opętania dyabelskie są identyczne z dzisiejszem pomięszaniem zmysłów, z histeryą i epilepsyą; dzisiejsze medye, spiryty, hypnotycy i somnambulicy w średnich wiekach nazywali się magikami, czarnoksiężnikami, opętanymi; nowoczesna wiedza rzuciła światło na te mniemane ciemności piekielne i wykazała więcej nierozumu i okrucieństwa w sędziach duchownych i świeckich, prowadzących procesy o czarnoksięstwa, aniżeli w pospólstwie łatwowierności; tam gdzie uciekano się do pośrednictwa kata, powinien był stosować swoją dobroczynną sztukę lekarz, ale i lekarze ciągnęli jarzmo powszechnej głupoty. — W końcu owe ustępy biblii, w których ukazuje się wiara w czarty, można tłómaczyć w sposób najzupełniej naturalny, wcale nie obrażający ani rozumu, ani wiedzy. — Takie oto są w skróceniu, główniejsze zarzuty, krążące pomiędzy nami odnośnie do nauki chrześcijańskiej o czartach i ich sprawach. Odpowiedzmy na nie pokrótce.

1-o Najpierw weźmy pod rozbiór zarzut pozytywistyczny, który podaje w wątpliwość istnienie a nawet możliwość istnienia duchów anielskich. Jeżeli istnienie istoty czysto duchowej jest niemożliwe, to i Bóg istnieć nie może, to i dusza ludzka z natury swej duchowa, acz posiada wiele czynności w porządku zmysłowym i organicznym, również istnieć nie może; tym sposobem wpadamy w gruby materyalizm.

Jako lekarstwo na pomienione błędy materyalistyczne, zalecamy czytanie artykułów tego Słownika: Bóg, Dusza, Duchowość.

Szatani nie są też źli z natury, stworzył ich bowiem Bóg dobrymi, swoją łaską uświęcił i przeznaczył do wiecznej i doskonałej świętości w niebie. Obok tego jednak obdarzył ich Bóg wolną wolą i wystawił, podobnie jak wszystkich innych aniołów, na próbę przed ostatecznem ubłogosławieniem.

Ale szatan i zwolennicy jego próby tej nie wytrzymali i upadli. Pismo święte wspomina o tej próbie, teologowie zaś rozmaicie ją tłómaczą. Najprawdopodobniej źli ci aniołowie zamierzali dojść bez nadprzyrodzonej pomocy Boga do nadprzyrodzonego celu, który Bóg im przeznaczył; i występna pycha, na widok której zdumieni jesteśmy nierozumem i przewrotnością tych duchów, a która jest możliwa ze względu na warunki, w jakich duchy te stworzone zostały, ta występna pycha, powtarzam, słusznie ukarana została potępieniem. Jeśli zaś winnym nie pozostawiono czasu ani łaski do żalu, to dla tego, że udzielona im od Boga wyższość natury i łaski, powinna była zabezpieczyć ich od wszelkiego dobrowolnego upadku. Lecz nad człowiekiem, bardziej do grzechu skłonnym i ułomnym, Pan Bóg większą miał litość i miłosierdzie i dla tego obiecał mu i zesłał Pocieszyciela.

2-o Oddziaływanie złych duchów na świat materyalny również jest możliwe, ponieważ wszyscy aniołowie od początku byli stworzeni do życia czynnego w świecie, a popełniony przez niektórych aniołów grzech nieposłuszeństwa nie odmienił ich natury. Gdyby anioł nie mógł działać w świecie materyalnym, dla tego że jest duchem, to czyżby Bóg, duch czysty, mógł stworzyć świat? Czyżby mógł wprawić go w ruch, kierować nim i rządzić? Czyżby dusza ludzka mogła zamieszkiwać, ożywiać i poruszać ciało? A jeśli Bóg i dusza ludzka mogą działać w porządku fizycznym, dlaczegóżby anioł nie mógł posiadać takiej samej mocy? A jeżelibyśmy ani Bogu, ani duszy, ani aniołom, którzy zajmują pośrednie stanowisko między Bogiem i duszą, nie chcieli przyznać takiej mocy, to wówczas upada wszelka religia naturalna, wszelkie objawienie, na nic się nie zda psychologia i moralność; i znowu wpada się w najgrubszy materyalizm; stąd w dalszym ciągu trzebaby wnioskować, że Bóg nie stworzył świata, i świat nie objawia Boga, że Bóg nie mógł objawić tego, w co wierzy chrześcijanizm, że dusza jest zwyczajną funkcyą mózgu, a anioł zwyczajnym płodem tej funkcji. Takie wnioski jasno dowodzą fałszywości powyższych przypuszczeń.

Nie trzeba jednak sądzić, żeby czyny dyabelskie całkowicie były niezależne od Boga. Niepodobna bowiem przypuścić, żeby złe duchy miały nieograniczoną wolność gwałcenia ustanowionego porządku. Złość ich nie przekracza pewnych określonych granic, gdyż mądrość i dobroć Boga ustawicznie czuwa nad nimi i o tyle zezwala na złe, o ile ono przyczynia się do ostatecznego szczęścia człowieka, chyba że ludzie z własnej winy dobrowolnie stają się ofiarą szatana. Atoli wierzymy, że nikt nie jest kuszony i napastowany nad siły, i że pomoc łaski boskiej zawsze przychodzi w porę temu, kto szczerze pragnie ją otrzymać, ażeby uniknąć grzechu i pozostać wiernym Bogu; to też bardzo słusznie św. Augustyn porównywa w jednem miejscu szatana do owych brytanów, które strzegły wejścia domów rzymian, i o których pewna starożytna mozaika przestrzegała gościa: cave canem. „Szatan, według św. Augustyna, jest jakby na uwięzi i tych tylko kąsa, co nierozważnie zbyt blisko podchodzą ku niemu. A więc złość jego ostatecznie przyczynia się do szczęścia ludzi.

Wiadomo, że ciemnota i zabobonność pogańska w różnych epokach i pośród rozmaitych starożytnych narodów przypisywały szatanom takie figle i takie psoty, że ich za nie miano. Wiemy też, że przesądy i zabobony pogańskie nie wygasły całkowicie wśród chrześcijan; że one to zaciemniały umysły prostaczków w średnich wiekach i nawet w nowszych czasach one straszyły i dręczyły lud prosty. Z tem wszystkiem jednak przesądy te nie wypływają z prostej i prawdziwej nauki Kościoła, którą przed chwilą wyłożyliśmy, a której jedynem źródłem jest objawienie boskie. Ani niedorzecznej fantazyi ludowej, ani dziwacznych i śmiesznych nadużyć nie można przypisywać Kościołowi i nie można miotać nań za to błotem. Kościół boleje nad nadużyciami i nad błędem tych, co mylnie pojmują i błędnie stosują jego naukę, i nie może być odpowiedzialny za nadużycia poszczególnych osób.

3-o Wiemy również dobrze, iż historya magii przepełniona jest faktami zmyślonymi, wątpliwymi albo poprostu naturalnymi; lecz pomiędzy tymi faktami bywają i takie, które zdrowa filozofia przypuszcza jako możliwe, rozsądna krytyka uznaje za rzeczywiste, a w których prawdziwa teologia odnajduje cechy dyabelskie. Teologia bowiem, stosując zasadę przyczynowości do faktów dokładnie zbadanych drogą krytyki historycznej, jest w możności sprawdzić, czy takowe fakta przechodzą zakres sił przyrodzonych, jak również, czy można je przypisać działaniu przyczyn nadprzyrodzonych dobrych, t. j. Bogu, aniołom lub świętym. Skoro się sprawdzi te dwie okoliczności, napewno będzie można wnioskować, że fakta te są dziełem dyabelskiem; jeżeli zaś pozostanie wątpliwość co do natury skutku, to taka sama wątpliwość pozostanie co do natury przyczyny. Taka tedy jest prawdziwa nauka Kościoła, oficyalnie przyjęta w słynnym rozdziale de Exorcizandis, w tytule IX Rytuału Rzymskiego; takie są wnioski, wypływające z nauki, zawartej w Biblii i w tradycyi, o stosunkach człowieka z dyabłem, i o sądach, jakie mamy o nich wydawać.

Kościół w nauczaniu dogmatycznem od powyższych zasad nigdy nie odstąpił; nie można więc go czynić odpowiedzialnym za nadużycia, na jakie nauka jego była wystawiona, Kościół nigdy nie zaprzeczał, aby nasze pokusy nie były częstokroć subjektywnemi, i aby nie dały się wytłómaczyć za pomocą danych fizycznych i moralnych, wśród których żyjemy, ale nic więcej nad to zaprzeczać nie mógł, albowiem tem samem zaprzeczałby możliwości i rzeczywistości napaści i przemocy szatańskiej, które w teoryi poznać można po pewnych cechach określonych przez teologię, a które w praktyce częstokroć bardzo trudno należycie rozróżnić.

Gotowi jesteśmy przyznać, że niektóre niedostatecznie jeszcze zbadane wypadki patologiczne brano za opętanie dyabelskie; ale niepodobna, iżby zdrowy rozum zgodził się na to, że nie było nigdy żadnego wypadku opętania, i że to wszystko, co daje się widzieć dziwnego w historyi zboczeń umysłowych i zjawisk nadzwyczajnych w porządku umysłowym, moralnym, fizyologicznym i psychologicznym, tłómaczy się stanem chorobliwym; wiara w objawienie biblijne zawsze będzie się sprzeciwiała podobnemu tłómaczeniu powyższych faktów. Żaden stan chorobliwy nie będzie w możności nagle udzielić człowiekowi dokładnej znajomości obcego języka, ani jakiejkolwiek nauki przedtem i potem nigdy nie posiadanej, ani odgadywania tajemnic nigdy nie przewidzianych i fizycznie do wytłómaczenia niepodobnych. Ani choroby umysłowe, ani hysterya, ani stan hypnotyczny nie stawiają chorego poza prawami świata fizycznego i nie udzielają mu sił całkowicie niezgodnych z jego fizycznym ustrojem.

Fakta opowiadane przez Ewangelie tudzież przez apostołów i przez najuczeńszych i najświętszych Ojców Kościoła można bardzo łatwo sprawdzić. Św. Paulin, którego wymienia Bergier (Démoniaques), zaświadcza, iż widział opętanego, który chodził po sklepieniu Kościoła, głową na dół obrócony, i mimo to potrafił utrzymać w porządku swoje ubranie; Sulpicyusz Severus (ibid.) widział opętanego, który na widok relikwii św. Marcina uniósł się w powietrze z rękoma rozkrzyżowanemi; Fernel, lekarz Henryka II, i słynny protestant Ambroży Paré wzmiankują o pewnym opętanym, który mówił po grecku i po łacinie, chociaż się nigdy nie uczył tych języków; historya konwulsyonistów z Saint-Médard z zeszłego stulecia podaje nie mniej nadzwyczajne i nie mniej głośne fakta, których nie zdołali wytłómaczyć sposobem naturalistycznym ani Alfred Maury, ani Figuier, ani Bersot i inni. Cechy powyższych faktów, naszem zdaniem, są całkowicie nadnaturalne, ale nie są z pewnością boskie, a zatem są dyabelskie.

Atoli podobnych twierdzeń nie stawiamy o wszystkich owych spirytach, medyach, magnetyzowanych, somnambulikach, hypnotyzowanych, których czynności i produkcye noszą na sobie cechę dość wielkiej zręczności, oszukaństwa, albo też są zjawiskami czysto naturalnemi. Lecz gdyby między temi nadzwyczajnemi zjawiskami znajdowały się inne, których tłómaczenie metodą przyczynowości nie mogłoby wydać rezultatu naturalnego, to bylibyśmy zmuszeni przyznać, że między temi zjawiskami a faktami opętania dyabelskiego z czasów ubiegłych istnieje wielkie podobieństwo, i nie moglibyśmy odrzucać tych ostatnich dla tego, że widzimy tamte, albo że słyszymy dawane przez współczesnych nam objaśnienia filozoficznie i naukowo nieuzasadnione. Ale może kto powie, że ta metoda i ta zasada przyczynowości, na którą się powołujemy, nie stanowią dowodu naukowego. Na to odpowiadamy, że one posiadają rękojmię zdrowego rozsądku, siłą którego zdołały się oprzeć wywodom nowoczesnego krytycyzmu, i że my nie uznajemy żadnego zabobonu i łatwowierności nawet w nauce, z wyjątkiem supernaturalizmu, nie podlegającego kontroli, i mistycyzmu, nie dającego się roztrząsać.

Przyznajemy bez żadnych zastrzeżeń i ze smutkiem, że w procesach o magię i czarnoksięstwo nie tylko pospólstwo, ale i sędziowie duchowni i świeccy często postępowali bez kontroli i rozsądku. Wierzymy nawet, że w całej owoczesnej procedurze i w wyrokach sądowych odgrywały ważną rolę: namiętności, nierozum i okrucieństwo. Z tem wszystkiem nie tracimy z oczu tego względu, że zeznania oskarżonych poniekąd usprawiedliwiały omyłki sędziów, że okrutne tortury i męczarnie były w zwyczaju tych czasów i że nie można wkładać za nie większej odpowiedzialności na Kościół, niż na władzę świecką, że nareszcie nieomylność papieży i soborów powszechnych nie rozciąga się na zarząd, administracyę i sądownictwo kościelne, a zatem przypuściwszy nawet, iż Kościół pobłądził w tym względzie, nie ucierpi na tem ani jego powaga w rzeczach nauczania kościelnego, ani w szczególności nauka o dyabłach i objawach dyabelstwa.

IV.

Nauka o czartach, w granicach przez Kościół wskazanych, jest z pewnością objawiona. Daremnie usiłowanoby zastosować do tekstów biblijnych, z których naukę tę czerpiemy, zręczną naturalistyczną egzegezę, gdyż teksty te wyraźnie sprzeciwiają się takiemu tłómaczeniu. Chrystus Pan usuwa wszelką wątpliwość pod tym względem, gdy mówi o szatanach jako istotach obdarzonych rozumem i wolą, osobowych i na złe wylanych. On sam przemawia do nich, walczy, jeśli wolno tak się wyrazić, przeciwko nim, wypędza ich, głosi się ich nieubłaganym przeciwnikiem, daje swym uczniom władzę egzorcyzmowania i wypędzania ich z opętanych, których wyraźnie odróżnia od chorych. Przed Nim i po Nim natchnieni pisarze mówią w podobnyż sposób o naturze i działaniu szatana, tak że ostatecznie zmuszeni jesteśmy wybierać jedno z dwojga: albo wierzyć w osobowość i rzeczywiste działanie dyabłów, albo też odrzucić Biblię, tradycyę i wiarę Kościoła katolickiego.

Zobacz. Teologów katolickich w traktacie: „De novissimis”; — Bergier. „Dict. de theologie,” art. Démon, Démoniaques, Exorcismes; Ribet, „la Mystique divine distinguée des contrefaçons diaboliques et des analogies humaines,” tome III.

Ks. A. K.