Izaiasz (Messyaniczne proroctwa I'a)
Izrael jest ludem, który Bóg szczególnie wybrał i pośród którego ustanowił swoje królestwo. Jest to myśl, zdaniem wszystkich, jasno i wyraźnie wygłoszona zarówno w historycznych jak w prorockich księgach Starego Testamentu. Przywilej ten, uroczyście ogłoszony na górze Synai: „Będziecie mi własnością ze wszech narodów, albowiem moia iest wszystka ziemia. A wy będziecie mi królestwem kapłańskim y narodem świętym (Exod. XIX, 5, 6)," przywilej ten, powiadam, przygotowywały powołanie Abrahama, a Opatrzność boska rozszerzała go w okresie Patryarchów, dopóki wreszcie, gdy potomkowie ich wyrośli w naród wielki, nie spełnił się on całkowicie w przymierzu góry Synai. Przez to przymierze lud Izraelski stał się narodem teokratycznym, którego królem był Jehova, i który, złączony z Nim węzłem szczególnym, miał staranie przechować cześć Boską, a pod panowaniem i przewodnictwem swego króla zażywać boskich dobrodziejstw w czasie i w wieczności. Niemniej jednak, boskie to królestwo, które z samej natury swojej znajduje się wszędzie, gdziekolwiek Bóg jest znany, czczony i słuchany, nie miało być żadną miarą ograniczone do jednego tylko narodu. Częściowa ta teokracya, w jednym narodzie ustanowiona podług praw i w granicach określonych, była początkiem i jakżeby pierwszym zarysem owej teokracyi powszechnej, mającej objąć w swem łonie wszystkie narody i złączyć je węzłami prawdziwej znajomości i prawdziwej czci bożej w jedną rodzinę, w jedno królestwo Boże.
I. skopiuj
Tę cechę powszechności, którą miała kiedyś osiągnąć częściowa teokracya Izraela, wskazywały już wyraźnie obietnice uczynione patryarchom: I będą błogosławione w nim wszystkie narody, wszystkie pokolenia ziemi (Gen. XII, 3; XVIII, 18; XXVI, 4; XXVIII, 14). Przepowiednia ta po raz pierwszy została wydana, gdy Abraham otrzymał rozkaz wyjścia z pośród bałwochwalców i udania się do kraju, który mu Bóg miał wskazać (Gen. XII, 3). A zatem od samych już początków teokracyi można było widzieć, że ona kiedyś stanie się powszechną czyli katolicką. Skądinąd znów, błogosławieństwo to, jakie ludy otrzymać miały i skutkiem którego miały z czasem być i głosić się błogosławionemi (jedno i drugie wyraża tekst hebrajski, używając raz formy Niphal, drugi raz formy Hithpaël odnośnego czasownika), polegało najwidoczniej na posiadaniu dóbr duchowych. I istotnie, patryarchowie owi, zwykli pasterze, zmuszeni od śmierci głodowej chronić się do Egiptu, co za dobra doczesne mogli dostarczyć państwom Chaldejczyków i Egipcyan, państwom, których świeżo odnalezione pomniki świadczą o chwale, przepychu i bogactwach? Dodajmy przytem, że Abraham został wybrany dla przechowania znajomości i czci Boga, że został pochwalony i zalecany z powodu swej wiary i posłuszeństwa względem Boga, że wymagano odeń, by chodził przed Bogiem i był doskonały, że sam Bóg był obiecaną za wierność jego nagrodą. Jeśli zaś takiem jest główne błogosławieństwo odnoszące się do jego osoby, jeśli wszystkie narody mają być w nim błogosławione, to może być tu mowa tylko o błogosławieństwie duchowem.
Tę cechę powszechności, jaką od samego początku było obdarzone królestwo boże, ogłosili i z wielkim naciskiem opisali prorocy. Ktokolwiek nawet pobieżnie przerzuca ich księgi odrazu spostrzega, że w ciągu długich wieków proroctwa ich wypowiadają ustawicznie tę podwójną przepowiednię: że naród wybrany przez Boga zostanie wygnany i odrzucony między narodami za to, że niegodnie podeptał przymierze boskie; ale wygnanie to przygotuje odnowienie teokracyi, która się stanie doskonalszą, chwalebniejszą i obejmie wszystkie narody. Tak więc Ozeasz przepowiada wypędzenie ludu i jego tułactwo, ale dodaje przytem, że z czasem nastąpi jego odnowienie: przymierze ponownie zostanie zawarte w sprawiedliwości i sądzie; będzie to jakoby nowy związek małżeński pomiędzy Bogiem a Jego ludem, związek, którego odtąd nie naruszy żadna już niewierność tego ludu (Ozeasz I, 10, 11; II, 14—24). Tęż samą naukę podaje Amos; w rozdz. IX opisuje on upadek dawnej teokracyi: naród, powiada on, rozproszony zostanie pomiędzy narody i wstrząśniony „jako wskrzeszają pszenicę w rzeszecie;" ale jednocześnie prorokuje: „Onego dnia podniosę przybytek Dawidów który upadł," a odnowieniu temu nadaje tę cechę, że wszystkie narody staną się odtąd własnością i cząstką dziedzictwa Pana (Amos IX, 10—12). Toż samo znajdujemy u Micheasza proroka. We wszystkich trzech częściach, z których się składa jego księga, myśl tę rozwija on ustawicznie; wypowiedziawszy grzechy swego narodu i przepowiedziawszy jego wygnanie, przechodzi do opisu wskrzeszenia, które przedstawia jako mające być świętem i powszechnem (Mich. II, 12—13; IV, 1 ust.; VII, 11 ust.). Też samą myśl spotykamy u Jeremiasza. Prorok ten, wielokrotnie przepowiedziawszy wygnanie Izraela, stał się wreszcie jego świadkiem. Ale jednocześnie w sławnem proroctwie zapowiedział powrót z niewoli, odnowienie teokracyi oraz jej duchowy i święty charakter (Jerem. XXX, XXXI).
Ale kiedyż wreszcie to królestwo boże z tą cechą powszechności i świętości ma być ustanowione? Stanie się to, powiadają prorocy w dniach ostatnich, in novissimis diebus. Przez to wyrażenie rozumieją oni, zdaniem samych nawet racyonalistów, czas Messyasza, okres królestwa Messyanicznego. Prorocy zresztą stwierdzają ścisły związek pomiędzy powszechnem królestwem bożem a Messyaszem. Messyasz-to jest podług Izaiasza (XI, 10) owym korzeniem Jessego, wystawionym na znak i hasło dla wszystkich narodów; Jego to używać będą wszystkie narody; od Niego to wyspy czyli najodleglejsze krainy świata pragną otrzymać prawa (Iz. XLII, 4); On to jest dany narodom jako światło, niosące aż na krańce ziemi zdziałane przez Jehovę zbawienie (Iz. XLII, 6; XLIX, 6). A zatem, powszechnem owem królestwem bożem, jakie prorocy widzą wyrastającem ze wskrzeszonej teokracyi i rozciągającem się po całej ziemi, jest to królestwo, które Messyasz ma założyć i zapoczątkować. Tem zaś założonem przez Messyasza królestwem, jest dla nas wszystkich Kościół Jezusa Chrystusa.
Warto się teraz uważnie zastanowić, jak opisali prorocy owo królestwo boże, które ma Chrystus założyć. W rzeczywistości bowiem, ponieważ opisy te uczynione zostały na wiele wieków przed Chrystusem, w epoce kiedy istniała tylko dawna ograniczona teokracya, zacieśniona w granicach jednego tylko ludu i rządzona prawami, które niemożebnem czyniły jej rozpowszechnienie się po całym świecie, najoczywistsza rzecz przeto, że opisy te nie przedstawiają rzeczy już istniejących, lecz mające za przedmiot rzeczy przyszłe, są prawdziwemi proroctwami, których autorem sam Bóg tylko być może. Przepowiednie te, jeśli spełnienie się ich i urzeczywistnienie można ukazywać w królestwie założonem przez Chrystusa, w cudowny sposób objawiają Opatrzność Boga i nieskończoną Jego wiedzę. Nieskończonej prawdziwie trzeba było wiedzy, by odtworzyć na wiele wieków naprzód królestwo Chrystusa. Z drugiej znów strony, jakże cudowną jest mądrość Opatrzności, która kazała proroczo opisać to przyszłe królestwo, aby kiedyś, w chwili gdy ono się zjawi na ziemi, mogło być z największą poznane jasnością, łatwością i oczywistością, i aby tym sposobem przy takiej wzajemnej łączności proroctwa z jego urzeczywistnieniem, dzieło boże ukazało się ludziom w proroctwie przez jego spełnienie się, a w tem spełnieniu się — przez proroctwo! Jeśli zatem istnieje podobna przepowiednia, którą po wielu wiekach stwierdziły wypadki, to każdy rozumny człowiek musi przyznać, że: Palec Boży jest w tem!
Jakoż, wszystko co inni prorocy mówią o powszechnem królestwie bożem, znajduje się do pewnego stopnia streszczone w samym Izaiaszu. Dlatego też zbadanie przepowiedni tego proroka wystarcza do wyjaśnienia wszystkich innych proroctw o tym samym przedmiocie. Ten rodzaj właściwej Izaiaszowi obfitości jest jednym z powodów, dla których słusznie proroka tego nazywają „księciem proroków," albo, jak go nazywa Euzebiusz: „wielkim i podziwu godnym prorokiem, największym z proroków," albo jeszcze jak go nazywa Teodoret „najwięcej boskim ze wszystkich proroków." Co więcej, z powodu przejrzystości i obszerności jego przepowiedni o Chrystusie i o Jego Kościele, św. Cyryll nazwał go apostołem, a św. Hieronim — ewangelistą.
II. skopiuj
Pomiędzy proroctwami Izaiasza odznacza się jedno szczególnie jasnością, obszernością i podniosłością; jest to tak zwane proroctwo Góry Pańskiej. Przypatrzmy się bliżej jego znaczeniu. „Słowo, które widział Izaiasz, syn Amosa, nad Judą i Jeruzalem.... I będzie w ostateczne dni przygotowana (w tekście hebr.: silnie osadzona) góra domu Pańskiego na wierzchu gór y wywyższy się nad pagórki, a popłyną do niey wszyscy narodowie. Póydą też wiele ludzi y rzekną: Chodźcie a wstąpmy na górę Pańską, y do domu Boga Jakubowego, a nauczy nas dróg swoich y będziemy chodzić ścieżkami iego...." (Izaiasz II, 1—3).
Już sam napis na czele proroctw: Verbum quod vidit Isaias otwiera nam drogę do dokładnego zrozumienia proroctwa. Wyraz verbum jest to znany hebraizm: oznacza on rzecz, przedmiot proroctwa, przedmiot, który widzi (vidit) prorok, to co jest w umyśle jego obecne, co rozważa oczyma swej duszy... Wyrażenie vidit mówi, że jesteśmy wobec rzeczy, ukazanej „widzącemu," że jest to prorocze widzenie, przez proroka nam powtórzone.
Otóż, zdarza się zazwyczaj w tego rodzaju widzeniu, że przedmiot jakiś przyszły, jakieś pouczenie boże, bywa nam przedstawione pod obsłoną pewnych godeł, pewnych zmysłowych obrazów rzeczy, nie podpadających pod zmysły. Jak bowiem pojęcia i myśli wyrażają się słowami, tak nie mniej poznać się one dają przy pomocy i jakoby pod cieniem obrazów i godeł. Godeł tych dostarczają prorokowi rzeczy znane, które prowadzą go do poznania rzeczy nieznanych, tajemniczych, objawionych mu w proroczem widzeniu. Trzeba zatem stawić sobie przed oczy i godło samo i rzecz, którą ono przedstawia, a przez naturalne poznanie godła dochodzić do poznania rzeczy jeszcze nieznanej, będącej przedmiotem proroczego widzenia. W proroctwie, które mamy przed oczyma, godło wyraźnie jest opisane samemi słowami tekstu... Prorok, przeniesiony w duchu w czasy Messyasza (in novissimis diebus) widzi górę świątyni w szczególny sposób przemienioną: nie jest to już owo małe wzgórze Moria, na którem stoi świątynia; wyniosło się ono, stało się górą wysoką, tak iż zdaje się stać prosto i wspierać się na wyżynach gór najbardziej wyniosłych, szczytem ponad nie wybiegać i całą swą wysokością panować nad wszystkiemi górami i pagórkami ziemi. Wszystkie one, pokornie przysiadłe u stóp góry świętej, służą jej za podnóżek i przyczyniają się do nadania jej owej nadzwyczajnej wyniosłości. I na tej to wyniosłości silnie jest osadzona (fundatus) góra świątyni w miejscu niewzruszonem, z którego nikt nie będzie mógł ją poruszyć, silna na zawsze. Tak dalece jest ona dla wszystkich ludów widzialna, tak bardzo promieniejąca chwałą w ich oczach, że ludy te ze wszech stron do niej dążą.
Jednocześnie z proroczem widzeniem podwyższenia się góry świętej, widzi prorok olbrzymie wstrząśnienie w łonie bezbrzeżnego oceanu ludów: wszystkie one pochwycone zostały świętą żarliwością, pociągającą je ku górze Pańskiej: „Pójdą też wiele ludzi" potężnych liczbą i siłą. Wrażenia, jakie ich ożywiają, wypowiadają one przez owe nawoływanie się wzajemne: „Chodźcie a wstąpmy na górę Pańską!" I co za owoc obiecują sobie po tej uciążliwej podróży; czego się spodziewają dowiedzieć na górze świętej? „A nauczy nas dróg swoich!" Drogi pańskie są to święte zamiary Boga oraz sposób postępowania, jakiego przestrzega w swych dziełach i jaki przepisuje swym tworom rozumnym. Wdzierając się zaś na tę górę świątyni, narody te mają ufność, że znajdą tam poznanie prawdziwego Boga, że tam się nauczą Jego nauki. Boskiem tem oświecone światłem, zobowiązują się do stosowania doń swego postępowania, a zobowiązanie to podejmują z największą szlachetnością: „Idźmy (hebr.) powiadają, po tych ścieżynach!" A zatem o tej góry, ku której z wszech stron dążą, i od tego domu Boga Jakóbowego, który, wiedzą, iż na niej jest zbudowany, oczekują one światła dla swego rozumu, siły i stałości dla swej woli, by umysł ich pojął rzeczy boże, by wola ich ogarnęła je i aby je czynami wypełniały w całem swem życiu.
Oto widzenie, oto obraz, jaki się przesuwa przez umysł proroka. Że obraz ten przedstawia rzecz, należącą do epoki messyanicznej, widać z samych słów proroctwa: „I będzie w ostatecznie dni;" wszyscy się na to powszechnie zgadzają. Pozostaje nam zatem tylko z samej natury i ze znaczenia godła powziąść dokładną znajomość przedmiotu, jaki to godło przedstawia.
Za czasów starego przymierza same tylko pokolenia ludu wybranego w pewnych czasach wdzierały się na górę świątyni: znajdywały tam one Jehowę, ofiarowywały tam pierwociny swych zbiorów i składały prawem przepisane ofiary.
Ale w epoce Messyasza wszystkie ludy udają się tam pielgrzymką; w tym czasie góra ta, zwolniona od owego niskiego stanowiska i prywatnej swej natury, tak wysoko się wznosi, że będąc umieszczoną na szczycie gór, staje się dla wszystkich widzialną, staje się jakoby środkiem świata, ku któremu wszyscy na wyścigi śpieszą.
Ale o jakiemże to wyniesieniu jest mowa? Azali jaka fizyczna zmiana ma nastąpić na powierzchni ziemskiego globu, tak iżby góra świątyni wznosiła się sama ponad ziemią przekształconą w olbrzymią równinę? Jakkolwiek opinię tę podzielali niektórzy tłómacze, proroctwo to jednak wypowiedziane jest w ten sposób, że żadnej nie może być pod względem jego rozumienia wątpliwości. Albowiem z tego, że prorok przedstawia nam rzecz przezeń widzianą, wnosimy, że widzenie to było symboliczne; następnie w samem proroctwie nawet znajdziemy to, na czem polega rzeczone wyniesienie. Wszystkie ludy płyną ku górze świętej. Oczywista rzecz przeto, że ten napływ ludów nie może być zwrócony ku jakiejś górze fizycznej; a zatem nie może tu być mowy o górze we właściwem tego słowa znaczeniu. Proroctwo opisuje nam ludy porwane żywem pragnieniem wdzierania się na górę z powodu samej tylko jej wyniosłości, aby w domu Boga Jakóbowego nauczyły się chodzić po drogach bożych. Wyniesienie to zatem jest idealne i duchowe. Przypuszcza się, że na tej górze złożony jest jakiś skarb znakomity; jest zaś góra ta na tyle wyniesiona ponad ziemię, że przechowuje ten skarb boski, mający być podzielonym między wszystkich ludzi. Świetność i godność tej góry to sprawia, że ludy ją poznają jako miejsce, gdzie się przechowują i rozdzielają skarby boże, i dlatego właśnie zwraca ona ku sobie wszystkich oczy i serca.
Skoro się przypuści, że proroctwo Izaiaszowe nie mówi o nadzwyczajnej jakiejś górze fizycznej, z łatwością się uzna, że góra Moria, w materyalnem znaczeniu uważana, bynajmniej nie jest właściwym przedmiotem proroctwa. Wynika to także z samej natury proroczego widzenia, które zawsze przedstawia rzeczy materyalne jako obsłonę i godło pojęć duchowych. Jakoż, nie trudno odgadnąć pojęcie, przedstawione przez ową górę świątyni; co więcej nawet, pojęcie to każdego w oczy uderza jako rodzaj jakiejś konieczności, byleby tylko pamiętał, że widzenie to, o którem mowa, rozwija się przed oczyma proroka, przywykłego do pojęć Starego Testamentu. Cóż to jest bowiem owa góra świątyni Starego Testamentu? Jakież ona pojęcie wywołuje odrazu w umyśle? Czyż nie takie: że góra Pańska jest tem jedynem miejscem na ziemi, gdzie istnieje świątynia prawdziwego Boga, gdzie pośród swego ludu przemieszkuje Jehowa, jako król jego i Bóg, gdzie jest centrum teokracyi i religii? Cóż innego mogło oznaczać wyniesienie tej góry, jeśli nie świetne wskazanie prawdziwej religii i objawienia bożego, takiego, jakie się z czasem miało dać poznać wszystkim narodom, jak również, że wszystkie narody, pociągnione podobną wspaniałością, spiesznie miały religię tę przyjąć? Ten właśnie jest sens i znaczenie tego godła.
Słowem, w epoce Messyasza prawdziwa religia została odnowiona w ten sposób, iż łatwo może być rozpoznana: blaskiem swej świetności pociąga ona oczy wszystkich ku sobie; narody ją przyjmują z żywym zapałem i zbierają z niej obfite owoce świętej nauki i zbawiennych czynów.
III. skopiuj
Nie tu jednak zatrzymać się nam wypada. Wiele bowiem jeszcze innych rzeczy przedstawia toż samo prorocze godło. A naprzód, okazuje nam ono, jaki będzie za czasów Messyasza stan prawdziwej religii i jakie istnieją węzły pomiędzy Starym a Nowym Testamentem. Góra świątyni, aż do tej pory znana i sławna u samych tylko żydów, przez nich wyłącznie odwiedzana, centrum teokracyi ograniczonej do jednego narodu, otrząsa się z tego, że powiem, prywatnego stanu; zwolniona od tych ograniczeń, wzmaga się ona, daje się poznać wszystkim, staje się ogniskiem wszystkich narodów. Nowy zatem Testament wychodzi z łona Starego Testamentu, a to co w tym ostatnim było zacieśnione, ograniczone, zastosowane do jednego narodu, znika najzupełniej. Wznosi się nowe przymierze, nie zacierając rysów przymierza starego; udoskonala je raczej i aż do nieskończoności rozszerza. Nowy Testament wychodzi ze Starego jako jego dokończenie i udoskonalenie. Między jednym zatem a drugim istnieje wewnętrzna łączność. I w rzeczywistości, nie można odłączyć Nowego Testamentu od Starego; Nowy zawierał się w Starym jakby w swym zawiązku, przygotowanym już naprzód w stanie embryonicznym; i, że użyjemy innej przenośni, zbudowany został na podwalinach, które podtrzymywały budowę pierwotną.
To właśnie zwięźle a dokładnie nam mówi omawiane tu proroctwo widzenie, to nam w żywych barwach maluje owo godło góry świątyni, wyłaniającej się ze swego stanu prywatnego i dosięgającej tej wysokości, która z niej czyni centrum świata. Zaiste, jedno tylko istnieje królestwo boże, jedna teokracya. W początkach swych niedoskonała i do jednego narodu ograniczona, jest ona wówczas cieniem tylko i przedsionkiem całkowicie rozwiniętego królestwa bożego. Ale nowe to królestwo, to nowa teokracya, ze starej zrodzona, na tych samych fundamentach osadzona, znacznie przewyższa pierwszą w doskonałości, w podniosłości, w rozciągłości swego posłannictwa i swego rozpowszechnienia.
Toż samo pojęcie przedstawia nam św. Paweł w innym obrazie. Porównywa on królestwo boże z „drzewem oliwnem;" żydzi niewierni, którzy nie chcą przyjąć królestwa Chrystusowego, są gałęźmi odciętemi i precz wyrzuconemi; poganie, przez wiarę łączący się z ewangelią messyaniczną, zaszczepieni są na tem drzewie oliwnem jako nowe gałązki złączone z korzeniem drzewa i ożywione jego użyźniającym sokiem (Rom. XI, 17), to znaczy biorące udział we wszystkich obietnicach uczynionych patryarchom, we wszystkich łaskach i błogosławieństwach, przywiązanych do królestwa bożego. Czyż to więc nie to samo jest pojęcie jedynego królestwa bożego, istniejącego — w odmienny wprawdzie sposób — w jednem i w drugiem przymierzu, pojęcie, które św. Paweł przypomina nawróconym poganom Efezu, gdy mówi: „...Jesteście... wybudowani na fundamencie Apostołów i Proroków, gdzie głównym węgielnym kamieniem sam Jezus Chrystus." (Efez. II, 20), albo gdy w tym samym domu bożym przedstawia nam Mojżesza jako sługę wiernego, a Chrystusa jako syna Pańskiego (Hebr. III, 5, 6) i gdy zapewnia, że dom ten, że ta rodzina boża składa się już odtąd z wiernych uczniów Jezusa Chrystusa?
Jakże to doskonale prorocze to godło odpowiada temu słowu Pańskiemu: nie przyszedłem burzyć prawa, ale je wypełniać! Góra świątyni, godło starego przymierza, którego ona w rzeczywistości była środkiem, nie została zburzona, lecz wzmaga się i udoskonala. Jakże to wyraźnie toż samo godło przedstawia tylokrotnie ponawianą przez św. Pawła naukę, że stare przymierze jest cieniem, figurą, wzorem, typem nowego! Gdyż ta sama góra świątyni, którą poznał prorok, jest tą górą, którą tenże prorok widzi wzmagającą się i wynoszącą, to znaczy, że widzi Nowy Testament wychodzący ze Starego, jakoby z ogólnego jakiegoś zarysu i z zawiązka.
Na drugiem miejscu proroctwo rzeczone przedstawia nam wewnętrzny układ prawdziwej religii czyli królestwa bożego w epoce Messyasza. Jakaż więc podług tego godła góry świątyni powinna być natura tego królestwa? Innemi słowy, jakiej natury powinien być Kościół Chrystusów? Góra świątyni jest tak wyniosła, że ukazuje się oczom wszystkich. A zatem Kościół Chrystusów powinien być widzialny, powinien być łatwo rozpoznawalny, ponieważ jest prawdziwym Kościołem Chrystusa, powinien bić w oczy jako miasto położone na górze, które nie może być niedostrzegalne; powinien on jak owa góra uderzać w oczy pogan. Powinien się zatem nazywać, otwarcie i stanowczo się głosić Kościołem Chrystusowym; powinien bezustannie przypominać ludom ciążący na nich obowiązek przyłączenia się doń i zaliczenia do grona jego dzieci. Takim to więc sposobem Kościół okaże się widzialnym.
Nadto z natury omawianego powyżej godła wynika, że sam Bóg ustanowi swój Kościół i że go w ten sposób wzbogaci swemi darami, iżby go każdy z łatwością mógł uznać za dzieło boże, i że w rzeczywistości dzieło to będzie miane za dzieło boże. Albowiem, jak nas omawiane godło góry Pańskiej poucza, samo już wyniesienie tej góry spowoduje napływ ludów. A zatem wielkość darów, świetność, jaką Bóg rozpromieni Kościół Chrystusowy, będą musiały zwrócić nań oczy wszystkich narodów i pociągnąć je ku niemu. Ponieważ zaś skądinąd godło rzeczone ukazuje nam wszystkie narody spieszące ku górze, przeto ogłasza tem samem wyraźnie katolickość Kościoła i Chrystusa. A zatem, Kościół podający się za Kościół prawdziwy, powinien w ten sposób istnieć na ziemi, aby mógł być zwany prawdziwie Kościołem katolickim czyli powszechnym; powinien posiadać zdolność, nieustanną dążność do rozszerzania coraz dalej królestwa bożego; a jeśli on jest rzeczywiście prawdziwym Kościołem, nie odmówi mu Bóg w samem rozszerzaniu się nawet pożądanego przezeń znamienia powszechności.
Wyrazy owe, którymi, podług proroctwa, wzajemnie zachęcają się narody do wdzierania się na górę świętą, przedstawiają Kościół jako skarb objawienia i boskiej nauki, jako źródło, z którego wszyscy czerpać winni siły do chodzenia po drogach Pańskich. Będzie on zatem stróżem i tłómaczem objawienia bożego, — przewodnikiem pewnym na drogach świętości. Jakiż to bowiem jest okrzyk narodów, okrzyk przepełniony szlachetnością i zapałem? „Chodzcie a wstąpimy na górę Pańską... y będziemy chodzić ścieżkami Jego!" Takie to są słowa tych, którzy, wzmocnieni łaską, bez ociągania się dążą do świętości, jaką im przepisuje prawo boże. I czy próżne będą ich usiłowania? O, bynajmniej! Dlatego też nie zbraknie nigdy w Kościele Chrystusowym dusz, które odważnie i stale w swem postępowaniu wyrażać będą zasadę świętości, nakreślonej w owych „ścieżkach Pańskich." Głębokie znaczenie tych szlachetnych wyrazów znakomicie wykłada nam św. Paweł. W VII rozdz. swego listu do Rzymian przedstawia on człowieka pozostawionego swym własnym siłom, bezsilnego do spełniania tego dobrego, które mu rozum jego poleca; podczas gdy człowiek, duchem złączony z Chrystusem w nowem przymierzu, które był zawarł, podejmuje odważnie przepisy cnót, zawartych w prawie, wypowiedzianem przez apostoła do Rzymian: „abowiem jeśli podług ciała żyć będziecie pomrzecie, ale jeśli duchem sprawy ciała umartwicie, żyć będziecie." (Rzym. VIII, 1—4, 13, 14). Podczas gdy stary człowiek, przywalony brzemieniem ciała i grzechu, woła z boleścią: „nie czynię dobrego, które chcę, ale złe, którego nie chcę, to czynię.... Nieszczęsny ja człowiek, kto mię wybawi od ciała tey śmierci?" (Rzym. VII, 18, 24), przeciwnie, człowiek nowy, uniesiony weselem ducha, wyśpiewuje ten hymn zwycięstwa: „Któż nas odłączy od miłości Chrystusowej.... ale w tym wszystkim przezwyciężamy (ὑπερνικῶμεν) dla tego, który nas umiłował!" (Rzym. VIII, 35—37). Czyż słowa te nie są owem wołaniem Proroka: „...będziemy chodzić ścieżkami iego?"
IV. skopiuj
Obraz proroczy, w którego zarysie widział Izaiasz oczyma ducha królestwo boże, przedstawia, jakeśmy okazali, widzialność, katolickość i świętość Kościoła Chrystusowego. Ale przyjrzyjmy się bliżej jeszcze temu obrazowi bożemu. Czyż nie dostrzegamy w nim zarysowanej wyraźnie jedności Kościoła? Góra świątyni była centrum teokracyi; ona to była owym węzłem, który jednoczył wszystkie pokolenia Izraela w jeden jedyny kult religijny, w jeden jedyny lud teokratyczny; do tej to właśnie góry pielgrzymowali wszyscy Izraelici na znak, że byli ludem Jehowy. Ta góra świątyni, do której wszyscy przywiązani byli węzłem moralnym i ścisłym obowiązkiem, była zewnętrznym objawem i jakoby materyalnem wyrażeniem owej jedności, owego przymierza, jakie niegdyś istniało i zamykało królestwo boże. Prawda tego poglądu widnieje po sposobu, w jaki Jeroboam umyślił dokonać swej schyzmy. Oddalił on lud od góry świątyni, i aby go od niej ostatecznie oderwać, oderwał go od samej czci prawdziwego Boga: „Nie chodźcie iuż więcej do Jeruzalem: Oto bogowie twoi Izraelu, którzy cię wywiedli z ziemie Egyptskiey. Y postawił iednego (cielca) w Bethel, a drugiego w Dan" (III. Reg. XII, 28, 29). Rozumiał więc przyczynę istnienia góry świętej, rozumiał, że cześć prawdziwego Boga była ściśle, wewnętrznie złączona z tem centrum jedności; rozumiał, że w teokracyi izraelskiej taka była potęga powagi góry świątyni, iż by lud odłączyć od królestwa bożego, naprzód stanowczo należało go oderwać od centrum jedności; rozumiał wreszcie, że dopóki Izraelici pozostaną wierni czci prawdziwego Boga, żyć w nich będzie skłonność i pragnienie, pociągające ich nieprzepartym popędem ku temu centrum jedności ustanowionej przez Pana. I dlatego to właśnie, by to pragnienie ostatecznie stłumić, sądził, iż mu należało za pośrednictwem obrzydliwego bałwochwalstwa stłumić samą cześć Jehowy.
Jeśli taką była potęga powagi góry świątyni w Starym Testamencie, to tem samem symboliczna analogia prowadzi nas do przypuszczenia, że w królestwie Messyasza powinna również istnieć jakaś potęga, jakaś podobna do tamtej powaga, któraby z tego królestwa czyniła skuteczne centrum jedności. Albowiem, jeśli — że użyję wyrażenia św. Pawła, jeśli w cieniu znajdowało się przecież centrum jedności i miejsce zgromadzające wszystkich Izraelitów w jeden naród, to czyż ciału miało niedostawać podobnego centrum? Pewnie że nie. Wszak cień nie istnieje sam przez się; wytwarza go ciało oświetlone i w nim odtwarza swe kształty; a potem to co bywa słabo zarysowane w cieniu, musi dokładnie znajdować się w ciele.
Co więcej, niema nawet potrzeby uciekać się do tego ogólnego stosunku pomiędzy Starym a Nowym Testamentem: to co nas w tej chwili zajmuje, jaśnieje w samem nawet omawianem tu godle, rozważanem przez proroka. Cała figura godła tego zmierza do wyjaśnienia tego centrum jedynego, ku któremu płyną narody, centrum najwyższego, przewyższającego to wszystko, co jest najwznioślejszego w naturze (góra mająca swą podstawę na szczycie gór innych), ze wszech stron widzialnego, wywołującego podziw i pragnienie wszystkich ludów, skutecznie ich pociągającego a w poznaniu i służbie bożej utrzymującego: „Wstąpmy na górę Pańską.. a nauczy nas dróg swoich i będziemy chodzić ścieżkami Jego!" A zatem, według znaczenia samego godła, prawdziwa religia czyli królestwo boże ukaże się i będzie musiało się ukazać (jeśli godło to nie ma być urojeniem i prostem widmem tylko) jako zawierające w swem łonie i wyraźnie wszystkim objawiające centrum jedności, zdolne skutecznie zachować ludzi w prawdziwej nauce i w świętem a doskonałem postępowaniu; innemi słowy, ze względu na samą naturę religii i czci bożej, ze względu na duchowość i powszechność królestwa bożego, powinna być w Kościele Chrystusowym pewna władza, pewna powaga, któraby doń pociągała ludzi, któraby im zapewniała bezpieczeństwo oraz zachowywała dusze w jedności i zgodzie, bez których wszelkie pojęcie o religii o królestwie bożem jest z konieczności błędne i bezrozumne.
Wyobraźcie sobie w duchu owo godło prorocze; wyniosłą górę, ku której ze wszech stron płyną narody. Czyż nie widzicie w niem plastycznego wyobrażenia tego pojęcia jedności oraz tego centrum jedności? Owszem, gdyby wam samym przyszło wyrazić to pojęcie — nie już słowami, lecz symbolicznymi znakami—w malaturze naprzykład lub rzeźbie, to czyżbyście prawie z konieczności nie wybrali do tego celu godła jakiegoś, podobnego do godła Izaiaszowego?
Nikt przeto nie odrzuci naszego wniosku. Wniosek ten stanie się jednak jeszcze bardziej widocznym, skoro się zważy na słowa, jakie zamieniają między sobą owe ludy: „Wstąpmy... do domu Boga Jakóbowego!" — Bóg Jakóbów jest-to Bóg, który się objawił rodowi tego patryarchy, który w łonie jego złożył swe obietnice. Patrzmy więc, jak to w tem proroctwie Izaiasza wyjaśniają się prorocze owe słowa zwrócone do patryarchów: „W tobie, w potomstwie twoiem błogosławione będą wszystkie narody." Narody oświadczają, że idą do Boga Jakóbowego, by wziąść udział w darach bożych. Lecz aby wziąść udział w dobrodziejstwach Boga Jakóbowego, powinny wejść do rodziny Jakóba. Za czasów starego przymierza ród Jakóbów zamknięty był w ludzie izraelskim, a ktokolwiek chciał brać udział w boskiem przymierzu i w dobrodziejstwach, jakie zeń płynęły, musiał się zaliczać do tego rodu przez pewien ryt zewnętrzny. Poganin z urodzenia mógł się stać prozelitą bramy czyli sprawiedliwości; ale tem samem zaliczony zostawał do ludu i rodu Jakóbowego, oraz poddany prawom, zachowywanym w tym rodzie. To też nazwa Boga Jakóbowego w Starym Testamencie przywołuje na myśl dwie zasadnicze prawdy: że Bóg złożył swe objawienie i swe obietnice w pewnem określonem stowarzyszeniu ludzi, i — że do tego to stowarzyszenia powinien należeć każdy, kto chce mieć udział w dobrach, jakie temu stowarzyszeniu zostały nadane. To właśnie oświadczają narody, gdy mówią w proroctwie: „Wstąpmy... do domu Boga Jakóbowego!"
Jakeśmy to już wyżej zauważyli, mówiąc o górze świątyni, i jak to wynika z samej nawet natury godła, należącego do epoki Starego Testamentu, obraz mający przedstawiać pojęcie typiczne czyli prorocze, musi być zaczerpnięty z pośród rzeczy istniejących i znanych w owej epoce czasu. Tym bowiem sposobem umysł proroka przechodzi od pierwiastku znanego do nieznanego. Trzeba zatem w tym przedmiocie symbolicznym, zapożyczonym od Starego Testamentu, odszukać myśl, którą ten przedmiot w sobie zawiera, następnie otrząsnąć tę myśl z cechy partykularyzmu, jakim ona trąci i zastosować do pojęcia powszechności messyanicznej. Po zastosowaniu tego podwójnego środka, nie trudno będzie odczytać w słowach narodów, o których mówi proroctwo Izaiasza, następujące dwie zasadnicze prawdy: że w czasach Messyasza powierzy Bóg swe objawienie i przyobiecane dobra pewnemu społeczeństwu, pewnemu zjednoczeniu ludzi, z którem trzeba się będzie połączyć i jemu się poddać, by odnieść korzyść z tego objawienia i z dóbr, jakich ono jest źródłem. Jeśli teraz zastosujemy ten wniosek do królestwa messyanicznego i do Kościoła Chrystusowego, przekonamy się łatwo, że jak niegdyś podwaliny dawnej teokracyi spoczywały na jednym jedynie rodzie Jakóbowym, tak zgodnie z danemi historycznemi, Chrystus Pan wybrał grono apostołów, któremu powierzył naukę swą i władzę, jako też że wymaga od tych wszystkich, którzy chcą korzystać z tych darów niebieskich, uległości dla tego grona wybrańców swego serca. Na tem to właśnie apostolskiem kollegium opiera się Kościół, z niem jest on ściśle złączony; przez to właśnie grono apostołów żyjących w nieprzerwanem następstwie biskupów, rozszerza się Kościół po świecie; temu to apostolskiemu kollegium ulega w zewnętrznych oznakach i w wewnętrznem posłuszeństwie każdy, kto się prawnie zalicza do Kościoła Chrystusowego. Oto dlaczego w tych słowach „Bóg Jakóbowy" w odniesieniu do symbolizmu Starego Testamentu, wypowiedziana jest apostolskość prawdziwego Kościoła Chrystusowego, apostolskość ściśle złączona z owem centrum, które nadaje i zachowuje Kościołowi jedność w wierze i w zasadach moralności.
Obaczmy teraz, jaka będzie trwałość tego królestwa bożego. Już tem samem, że jest powszechne, królestwo boże jest wieczne. Takie tylko bowiem wieczne królestwo jest godne Boga. Ponieważ wszystkie rzeczy są koniecznie i bezustannie poddane najwyższej Jego władzy, to jakimże sposobem królestwo to mogłoby być albo pokonane przez obcą jakąś potęgę, albo zamknięte w granicach pewnego jakiegoś czasu? Królestwo zatem, jakie ustanowi Messyasz, nigdy nie będzie mogło upaść pod ciosami nieprzyjaciela, ani też się skończyć po pewnym oznaczonym czasie. Wynika to już z samego pojęcia i z celu tego królestwa. Też samą prawdę wyraża prorocze godło Izaiasza. Już sama góra nasuwa nam myśl o sile niewzruszonej. Dodajmy, że proroctwo wyraźnie nazywa tę górę (w tekście hebrajskim) silnie osadzoną. I rzecz-to zastanawiająca, że w proroctwie Izaiasza użyto tego samego hebrajskiego wyrazu nakón, którego używa na innych miejscach Pismo św. dla oznaczenia wiecznej trwałości messyanicznej tronu Dawida (2 Sam. VII. 26, 3 Reg. II. 45). A zatem prorocze godło Izaiaszowe ma to samo znaczenie, co wyraźne słowa Chrystusa Pana: „Bramy piekielne nie przezwyciężą go."
Streśćmy w kilku wyrazach wyniki naszych uwag powyższych o górze świętej. Kościół Chrystusów, przygotowany i naszkicowany w Starym Testamencie, wychodzi zeń i wzmaga się, zachowując w nim nadal swe korzenie; ale z Kościoła partykularnego w Synagodze staje się Kościołem prawdziwie powszechnym, katolickim; powinien on być święty, z powodu widzialnego i jaśniejącego centrum jedności; powinien jaśnieć przed oczyma ludów, jako dzieło Boże, i potężnie działać na serca, by je do łona Swego pociągnąć. Jest-to Kościół za pomocą nieprzerwanego następstwa ściśle złączony z pewną kategoryą ludzi, którym Chrystus od początku powierzył swą naukę i swą władzę, jest-to Kościół apostolski. Wreszcie jest-to Kościół wiecznietrwały, którego żaden wróg pokonać nie zdoła, wyniosły, wobec wrogich napaści niezachwiany i wiecznie jak góra niewzruszony.
Takie było widzenie Izaiasza, ukazane temu prorokowi na siedmset lat przeszło przed przyjściem Chrystusa. Zbyteczna dochodzić, czy się urzeczywistnił wspaniały ten obraz proroctw, i gdzie się znajduje to urzeczywistnienie. Czyż nie istnieje Kościół katolicki, będący prawdziwem i zupełnem urzeczywistnieniem tego proroczego godła w całym świecie? Jest on prawdziwym sztandarem wzniesionym pośród narodów; jest on jeden sam w sobie i potężnem swem działaniem zachowuje wszystkich swych wyznawców w jednej i tej samej nauce; posiada silne i niewzruszone centrum jedności; jaśnieje znakomitą świętością wielu swych dzieci; ma pasterzy, w nieprzerwanem następstwie pochodzących od tych, których ustanowili apostołowie; od dwóch tysięcy lat blisko zapanował on nad niezliczonymi nieprzyjaciołmi, znęcającymi się nad nim bronią wszelkiego rodzaju, zawsze zwycięski, w tryumfalnym pochodzie kroczy przez wszystkie wieki.
V. skopiuj
Do symbolicznego swego widzenia dorzuca prorok kilka wyrazów, któremi sam tłómaczy jego znaczenie, i wyjaśnia, jaką drogą ma przyjść powszechne królestwo boże na ziemię: „Bo z Syonu, powiada, wynidzie zakon, a słowo Pańskie z Jeruzalem." To znaczy, nauka boża, objawienie boże wynidą z centrum dawnej teokracyi i rozpowszechnią się po całym świecie. A że tak rzeczywiście było, nikomu nie tajno. Sam Chrystus powiedział, że zbawienie ma wyjść z pośród żydów; polecił Apostołom, aby byli Jego świadkami w Jeruzalem, w Samaryi i aż do krańców ziemi. Wyszedłszy z Syonu i z Jeruzalem, apostołowie opowiadali wszędzie Słowo boże i zakładali wszędzie gminy chrześcijańskie; tak iż bardzo słusznie powiedział prorok: „Z Syonu wynijdzie zakon a Słowo Pańskie z Jeruzalem." W następnym wierszu, że i tego punktu również dotknę mimochodem, wskazuje prorok na jedną własność królestwa messyanicznego, ustawicznie ogłaszaną przez samego Jezusa Chrystusa w Jego Ewangelii: będzie to królestwo pokoju. I rzeczywiście, Messyasz jest księciem pokoju; przy narodzeniu Jego aniołowie ogłaszają pokój; pozdrowienie Jego brzmieć zwykło: „Pokój wam;" obiecuje on udzielić swoim wiernym pokoju, jakiego świat dać nie może. Ze swej strony znów prorok zaznacza, że królestwo messyaniczne posiada potęgę i skuteczność „zdolną usunąć wszelką niezgodę i wszelką wojnę na tym świecie, byle tylko narody i jednostki były całe przejęte nauką Chrystusa i wiernie przestrzegały zasad moralności, jaką On im zakreślił. Prorok wskazuje potęgę, znajdującą się przedmiotowo w boskiej nauce messyanicznego królestwa, lecz aby ta potęga, przedmiotowo w nauce tej zamknięta, oddziaływała skutecznie na jednostki i całe narody, trzeba współdziałania wolnej woli ludzi. Wola zaś ta podług upodobania może zarówno w jednostkach jak w całych narodach przeszkodzić, aby rzeczona potęga nie wywierała tego skutku, jakiby wywrzeć mogła, gdyby natrafiła na odpowiednie usposobienie. Dla tego to właśnie, gdy prorocy mówią o rzeczach, które Bóg chciał uczynić zależnemi głównie od wolnego współdziałania ludzi, wskazują na ową potęgę, na skuteczność, zawartą w samej instytucyi, w darach bożych, w samych sobie uważanych; zazwyczaj jednak nie określają dokładnie, do jakiego mianowicie stopnia potęga ta będzie skuteczna, zależy to bowiem od użytku, jaki ludzie zrobią ze swej wolnej woli.
Godło to poucza nas również, w jaki sposób prorocy używają zaczerpniętych ze Starego Testamentu słów i pojęć, celem przedstawienia rzeczy i warunków messyanicznych. Nie powinno to nikogo ani dziwić ani gorszyć. Ponieważ bowiem w owej epoce królestwo boże istniało w odrębnej formie, przeto ludzie temi nazwami oznaczali królestwo boże w ogólności, pod jakiemi nawykli pojmować je i mówić o niem. Jeruzalem, Syon, był stolicą i centrum teokracyi; stąd naturalnie nadawano dawnej teokracyi nazwy Jeruzalem i Syonu, tak samo jak niekiedy stołeczne królewskie miasto daje nazwę całemu królestwu. Prócz tego jeszcze, było w zwyczaju u Żydów ogół mieszkańców miasta nazywać syna lub córki tego miasta, albo też jego imieniem oznaczać mieszkańców. Dlatego to Jeruzalem i Syon oznaczają także dawny lud teokratyczny. Zaś gdy Jeruzalem lub Syon raz wzięto za dawną teokracyę, za teokratyczny lud izraelski, bardzo mało nie dostawało, by też same nazwy nadać teokracyi czyli królestwu bożemu, wziętym w znaczeniu ogólnem, a skoro raz pojęcie teokracyi przywiązano do nazw Jeruzalem i Syonu, nazwy te już jakby same przez się brane bywały za to królestwo powszechne, które powstać miało z teokracyi częściowej. Nie mniej dobrze wyjaśnia się ta sprawa, gdy będziemy uważali dawną teokracyę za przygotowanie i projekt, czyli jednem słowem za typ teokratyczny. Typ i przeciw-typ mieszają się często w ustach proroków. Nie powinno się nigdy tracić z oczu tego sposobu istnienia i tego znaczenia wyrazów, gdy się chce zrozumieć myśl przepowiedni proroków. Z drugiej znów strony ten sam sposób mówienia jest również właściwy księgom Nowego Testamentu. Św. Paweł naprzykład tych, którzy przyjęli naukę Chrystusową i wcieleni zostali przez Chrzest do Kościoła, nazywa dziećmi, potomstwem Abrahama, Izraelem bożym; górne Jeruzalem nazywa matką wszystkich wierzących; w nawróceniu pogan widzi on spełnienie tego proroctwa Izaiasza: „Wesel się niepłodna, która nie rodzisz; zakrzyknij a zawołaj, która rodząc nie pracujesz; bo wiele synów opuszczonej, więcej niż tej, która ma męża." To znaczy, że skutkiem nawrócenia pogan, Jeruzalem, teokracya, zredukowane niegdyś do jednego nie bardzo licznego narodu, zwiększa się teraz i rozwija więcej, aniżeli najznaczniejsze narody (Gal. III. 39; IV, 26, 27; VI, 16).
VI. skopiuj
Na tej podstawie oparci i tą myślą prowadzeni, zbadamy teraz gruntowniej naukę Izaiasza o powszechnem królestwie bożem, to jest o Kościele Chrystusowym. W jakichże tedy okolicznościach ukaże się to królestwo boże na ziemi? Prorok przedstawia nam taki stan rzeczy, w którym dawna teokracya jest prawie złamana, sprowadzona do stanu bardzo nizkiego i pogardliwego, tak dalece że Jeruzalem, dawna teokracya, musi powiedzieć: „Opuścił mnie Pan, a Pan zapomniał mię" (Izaiasz. 49. 14). Tak więc królestwo messyaniczne będzie nizkiego pochodzenia. Wypadek ten miał stwierdzić sam Messyasz, który miał się narodzić w czasie, kiedy ród Dawidów, ogołocony całkowicie ze swej dawnej świetności, był jakoby pogrzebany we wzgardzie i poniżeniu, podobny do pnia drzewnego, pozostawionego w ziemi po ścięciu drzewa (Iz. XI. I). Z tego pnia wyrośnie mała latorośl; z tego korzenia pozostawionego w ziemi wyrośnie mała gałązka; a latorośl ta, obdarzona mocą bożą, stanie się sztandarem jedności dla narodów. Taki jest obraz początków Messyasza; nizkie są one i pokorne, ale z tej samej nizkości Messyasz wzniesie się do chwały, do wzniosłości, do majestatu. A jeśli tak ma się stać z królem, to czyż inaczej będzie z królestwem? Zapytajmy historyi i patrzmy! Czyż Chrystus nie narodził się wtedy, gdy przybytek Dawida oddawna już był upadł (Amos IX. 11), gdy ród Dawida był jakoby obrzucony pogardą i zapomnieniem? A całe życie Messyasza czyż nie było w oczach świata pogardy godne i pełne nieszczęść? Kościół Chrystusów czyż nie jest zrodzony na łonie Synagogi, wtedy, gdy rzeczpospolita żydowska leżała zgnębiona, i gdy sprawy jej zdawały się być na zawsze stracone? gdy Syon był prawdziwie odrzucony, nogami deptany i w bezpłodność skazany? Królestwo Boże takie jakie istniało za czasów Chrystusa wśród ludu żydowskiego, zarówno pod względem państwowym jak religijnym znajdowało się prawdziwie w stanie bardzo opłakanym, przedstawiającym wszędzie same tylko zgliszcza.
Widzimy więc, jak nam odmalowywa prorok same już początki nowej teokracyi. Syon, ta zasmucona, bezpłodna i upokorzona matka, został odrazu przez Jehowę zaszczycony licznem potomstwem. Podczas gdy jeszcze boleść trawić jej nie przestała, zabrzmiał w jej uszach głos Jehowy, który ją przekształca w nowe stworzenie: „Bo iako niewiastę opuszczoną a żałosną na duszy wezwał cię Pan, y żonę z młodości odrzuconą, mówi Bóg twój. Na małą chwilę trochę opuściłem cię, a litościami wielkimi zgromadzę cię" (Iz. LIV, 6). A teraz posłuchajmy, w jakich to dziwnych wyrazach opowie nam prorok, jak liczne będzie potomstwo, którem Jehowa odrazu obdarzy matkę Syon, i to przez narodziny zupełnie nadprzyrodzone i cudownej płodności: „Pierwej niżli rodziła porodziła, pierwej niżli przyszedł czas porodzenia jej, urodziła mężczyznę." Sposób zatem, w jaki nowy lud teokratyczny przychodzi do bytu, jest raptowny i nadprzyrodzony. To, co jest w tem wyrażeniu nadzwyczajnego, wyrażają te prorocze wykrzykniki: „Któż kiedy słychał taką rzecz? a kto widział taką podobną? izali rodzić będzie ziemia za jeden dzień?" (hebr.), co znaczy: czyżby kraj pusty mógł się odrazu zapełnić ludźmi?" „abo się spłodzi naród zarazem iż rodziła Syon syny swoie?", to znaczy, czyż cały naród odrazu powstaje? Tak tedy, staje się wypadek niesłychany w naturalnym rozwoju rzeczy: nowy lud teokratyczny zaczyna istnieć odrazu. Dorzuca też prorok natychmiast, jakiej natury jest to cudowne porodzenie i kto jest jego twórcą: „Izali ia, który czynię że inszy rodzą, rodzić nie będę, mówi Pan? iżali ia, który innym daię rodzenie niepłodnym będę? mówi Pan Bóg twóy" (Iz. LXVI, 7—9). Rodzenie to jest dziełem Boga; Bóg tu wywoła narodziny tych dzieci, On jest Ojcem teokratycznego ludu. Któż nie widzi, że proroctwo to odnosi się do dwóch faktów, które zaznaczyły narodziny Kościoła: pierwszym jest nawrócenie tłumów niebawem po pierwszem Zesłaniu Ducha Świętego; nagłość tego wypadku dziwi żydów (Dzieje V, 13, 14). Drugi fakt często wspominają Ewangelie: „Dał im moc, aby się stali synami Bożymi, tym którzy... z Boga się narodzili..." gdyż trzeba się nanowo odrodzić z Ducha św., trzeba się stać nowem stworzeniem, trzeba się stać dziećmi bożemi (Jan I, 13). I czyż nie ma oczywistej zgodności pomiędzy proroctwem, wypowiedzianem przed siedmiu wiekami, a wypadkiem, który tamto proroctwo potwierdza? Czyż to nie rzecz zadziwiająca, jak sam Chrystus i apostołowie w Nowym Testamencie tłómaczą najjaśniejszymi wyrazami wszystko to, co odnośnie do tych narodzin niebiańskich był przepowiedział prorok?
Raz ustanowione, królestwo Messyasza z natury swej dąży do zawładnięcia całą ziemią, by o ile można, wszystkie narody zjednoczyć w swem łonie. Na tem właśnie polega cała istotowa różnica pomiędzy dawną a nową teokracyą. Nie było zadaniem dawnej teokracyi udzielać swym członkom tego, co nazywamy duchem apostolskim, owej niezmordowanej żarliwości, owego pragnienia gorącego, nie szczędzącego żadnych trudów, byle się tylko królestwo boże rozszerzało i byle tylko dobrodziejstwami jego obdarzano dzikie i odległe ludy. Dawna teokracya istniała w jednym tylko narodzie. A zatem widocznie tylko z natchnienia bożego mogli prorocy, żyjący pośród teokracyi ograniczonej, opisywać ustawicznie razem z królestwem Messyasza—ducha apostolskiego, który je miał ożywiać, tak wyraźnie podawać to królestwo za królestwo powszechne i w najżywszych barwach przedstawiać ciągły wzrost jego na terytoryach tak rozległych jak kula ziemska. I na tym punkcie także że Izaiasz przewyższa wszystkich innych proroków.
W świetnej prozopopei zwraca się on do Jerozolimy, odwołuje się do teokracyi: „Podnieś w koło oczy twoie, a obacz: wszyscy ci zebrali się, przyszli do ciebie; żywę ia, mówi Pan, że tymi wszystkimi iako ubiorem przybran będziesz y obłożysz się nimi iako oblubienica." (Iz. XLIX, 18). Kościół to i nic innego, oblubienica Chrystusa, jak go św. Paweł lubi nazywać, Jehowa jest jej oblubieńcem, jak się sam nazywa. Co więcej, prowadząc dalej swą przenośnię, prorok dodaje niebawem, o ile będzie skuteczna ta obietnica Jehowy, boską potwierdzona przysięgą: „Jeszcze rzeknę do uszu twoich synom niepłodności twoiey: Ciasne mi jest miejsce, uczyń mi placu abym mieszkał" (Iz. XLIX, 20). I oto znów wspomniany jest stan upokorzenia (filii sterilitatis), z którego wyjdzie chwała; jakoż, rzeczywiście, chwała Messyasza miała swe źródło w Jego zniewagach. Lecz, skoro tylko jedno pokolenie wyszło z macierzyńskiego łona Syonu, aż tu natychmiast przystaje doń mnóstwo innych pokoleń tak dalece, iż trzeba rozszerzyć przestrzeń, któraby je wszystkie objęła. Taż sama przenośnia wraca pod pióro proroka jeszcze na innem miejscu (Iz. LIV, 2): „Rozprzestrzeń miejsce namiotu twego, a skóry przybytków twych rozciągni, nie folguy, uczyń długie powrózki twoie, a kołki twoie umocni!" Nakazuje mu zbudować namiot, o ile można obszerny, bez żadnych oszczędności; olbrzymiej zatem przestrzeni potrzebuje Syon dla pomieszczenia wszystkich swych dzieci. Teokracya bowiem wszędzie na kuli ziemskiej przeniknąć powinna, zagarnąć nawet pustynie i zmienić je w uprawne pola: „Bo na prawo y na lewo przebiiesz się, a nasienie twoie odziedziczy narody, y w miastach dotychczas spustoszonych mieszkać będzie" (Iz. LIV, 3).
W innem znów miejscu, po opisaniu narodów przybywających ze Wschodu, widzi Izaiasz olbrzymie tłumy, przybywające z Zachodu ku górze Syon; jedni i drudzy współzawodniczą ze sobą w żarliwości o założenie królestwa bożego; te nawet ludy wschodu, które niegdyś były nieprzyjaciółmi Syonu, oddają się teraz na jego usługi i przyczyniają się do rozszerzenia teokracyi (LX, 6, 10). Dla tego to zawiadamia on Jerozolimę w następujących wyrazach: „Y będą otworzone bramy twoie ustawicznie: we dnie y w nocy nie będą zamknione, aby noszono do ciebie moc narodów, y króle ich aby przywiedziono" (LX, 11). Czy zauważyliśmy ten ciągły wzrost Kościoła w tem proroctwie? Całe dzieje Kościoła rzymskiego stwierdzają prawdę proroctwa. Czytamy w niem cudowne rozszerzenie się tego Kościoła po całym świecie, jego ciągłe usiłowania, by dotrzeć do krajów odległych i siać w nich słowa ewangelicznej prawdy. Najdokładniej kroczy Kościół drogami, jakie mu wskazuje prorok!
VII. skopiuj
Nie omieszkał też wspomnieć o tych wysłańcach, przy pomocy których poganie mają być jako święta ofiara sprowadzeni do świątyni: „Y włożę na nie znamię, y pośle z tych, którzy zachowani będą, do narodów na morze, do Afryki, y do Lidiiey ciągnących strzały: do Włoch y do Grecyiey, do wysp daleko, do tych którzy nie słyszeli o mnie, y nie widzieli chwały moiey, y opowiedzą chwałę moię poganom" (Iz. LXVI, 19). Jest to idea apostolstwa, którą wygłasza nawet św. Paweł, gdy siebie samego nazywa λειτουργόν (sługa poświęcony) Chrystusowym między poganami, oddającym siebie całkowicie, byle tylko ofiara (προσφορά) pogan była Bogu przyjemna i uświęcona (Rom. XV, 16). Widział też prorok i opisał, odnosząc wszystko do godła góry świętej, za jaką to cenę wiele wysiłków, prac, pomocy, jakimi to środkami, ilu świętemi podstępami, że powiem, święci owi wysłańcy mieli się zabierać do wprowadzenia pogan do królestwa Messyasza: „Y przywiodą wszystkę bracią waszą ze wszech narodow w dary Panu, na koniach, y na poczwórnych, y na lektykach, y na mulech, y na karach na górę świętą moię, Jeruzalem, mówi Pan: iako gdyby przynieśli synowie Izraelowi dar w naczyniu czystym do domu Pańskiego" (LXVI, 20). Takie jest oto święte owo żniwo, jakie wysłańcy Ewangelii mają zebrać i przywieść do gumien Pańskich, jako świętą ofiarę. I czyż to nie jest wierny obraz prac apostolskich, jakie Kościół bezustannie przedsiębierze po wszystkiej ziemi z tak nadzwyczajnymi skutkami? Atoli, jest jeszcze inne apostolstwo,—apostolstwo modlitwy. I o niem nie zapomniał prorok. Przepowiada też, że będą w teokracyi ludzie, bezustannie zanoszący gorące modły do Pana, aby raczył założyć na ziemi swoje królestwo tak świetne i tak obszerne, jak to był przyobiecał: „Na murzech twoich, Jeruzalem, postawiłem stróże, cały dzień i całą noc, na wieki nie umilkną. Którzy wspominacie Pana, nie milczcie" (Iz. LVII, 6). Prorok zaleca tym stróżom, którzy dzień i noc błagają Pana: „A nie dawaycie mu milczeć aż umocni y aż postawi Jeruzalem chwałą na ziemi" (LXII, 7). Mają oni zatem, w pewnem znaczeniu, nie dawać spokoju Bogu, ale w rodzaju pobożnego natręctwa zwracać się do Niego mają bez wytchnienia, dopóki nie zostanie ustanowiona teokracya, owa szlachetna ozdoba ziemi: aż do czasu, kiedy się w rzeczywistości spełni wszystko to, co przepowiedziano o teokracyi. A to wszakże stanowi przedmiot nieustannie powtarzanej w Kościele modlitwy: Adveniat regnum tuum! Wszak jest-to sam Kościół, modlący się bezustannie do Pana przez pośrednictwo swych kapłanów, swych religijnych zakonów, swych pobożnych bractw świeckich. W rzeczywistości, ani dniem ani nocą nie ustaje ta modlitwa Kościoła. Uznajmy przeto w tych rysach apostolstwo modlitwy, opisane przez proroka, ochoczo wykonywane w Kościele po wszystkich zakątkach ziemi pod działaniem tego Boga, który z kamieni może wyprowadzać synów Abrahamowych.
W rozważanych dotychczas proroctwach widzieliśmy, jak wznosił się Kościół ze stanu poniżenia, w jakie wpadła dawna teokracya, do stanu radosnego rozwoju; widzieliśmy, jak Kościół ten pragnieniem i swemi usiłowaniami starał się objąć w swem łonie wszystkie narody ziemi, jak na wsze strony rozsyłał w tym celu swoich pełnych żarliwości wysłańców, i jak się bezustannie modlił do Boga o to, by ustanowić królestwo swoje po całym świecie. Są to, że tak powiem, zewnętrzne cechy Kościoła.
Teraz zaś rozważmy pokrótce niektóre myśli, rzucone przez Izaiasza, dotyczące samego układu Kościoła, oraz przywilejów, jakimi został ubogacony. W podanym przez się obrazie nowej teokracyi mówi on nieraz wyraźnie o ołtarzu, o ofiarach, o kapłanach i lewitach: „W on dzień będzie ołtarz Pański w pośród ziemie Egiptskiey... i poznają Egyptianie Pana w on dzień, y będą go czcić ofiarami y darami i będą ślubować śluby Panu, y oddadzą" (Iz. XIX, 19, 20). „A syny przychodniowe, którzy przystali do Pana, aby go chwalili y miłowali imię Jego, żeby mu byli sługami... przywiodę je na górę świętą moję, y uweselę ie w domu modlitwy moiey: całopalenia ich ofiary będą mi przyjemne na ołtarzu moim" (LVI, 6, 7); „nabiorę z nich kapłanów i lewitów, mówi Pan" (LXVI, 21). Któż nie widzi, że w tych proroczych słowach mowa jest o tem, iż w przyszłej teokracyi powszechnej istnieć będzie kult ofiary? Inaczej bowiem pocóż byłoby mówić o ołtarzu, o ofiarach, o całopaleniach? poco byłoby wzmiankować o kapłanach? I niech nikt nie myśli, aby tu była mowa o ofierze duchowej, obejmującej w sobie modlitwę, uwielbienie, dziękczynienie.
Rozważmy bowiem tylko słowa proroka. Mówi on o dwóch rodzajach ofiar. Obok czci bożej, polegającej na miłości i modlitwie, w znaczących wyrazach z naciskiem wspomina o ofiarach i o tem wszystkiem, co ich dotyczy, a w szczególności o ołtarzu. Pocóż byłoby to wszystko, gdyby się cała część Boża ograniczyła na ofierze modlitwy? Ale czyżby w tych wyrazach należało upatrywać wzmiankę o ofiarach, jakie były składane w dawnej teokracyi? Nie, nieopatrzne i błędne byłoby to przypuszczenie. Przedewszystkiem bowiem, skoro nowa teokracya jest powszechna, nie jest już przeto ograniczona przepisami partykularyzmu mozaicznego; a zatem źleby wnioskował, ktoby sądził, że ofiary w nowej teokracyi będą podług rytuału Mojżeszowego. Co więcej, istnienie ołtarza w Egipcie, obiór kapłanów i lewitów z pośród pogan przypuszczać każe zniesienie tego rytuału. Niema zatem powodu przechowywania tego rytuału dla składania ofiar. Potrzecie, wiemy doskonale z innych proroków, że ceremonialne prawo Mojżeszowe musi ustać, że nawet zostanie odrzucone przez Boga. Pierwszą z tych dwóch myśli wypowiada Jeremiasz, gdy mówi, że w epoce Messyanicznej arka przymierza istnieć nie będzie, że brak jej nie wzbudzi żadnego żalu, że nawet nikt o niej myśleć nie będzie. Zaś arka przymierza była punktem ciężkości całego kultu religijnego; ku niej pośrednio lub bezpośrednio przez pokropienie krwią ofiar zwrócone były wszystkie składane Bogu ofiary. A zatem, skoro arka istnieć przestała, nastąpił zupełnie inny ryt ofiarny. Druga myśl, dotycząca odrzucenia przez Boga prawa ceremonialnego, pochodzi od Malachiasza (I, 11). Jeśli zaś tak, to nie można już myśleć o ofiarach mozaicznych. Trzeba zatrzymać samą rzecz, albo raczej samo pojęcie oznaczone nazwą ofiary, a pominąć sposób szczególny, do jakiego w dawnem prawie było przywiązane pojęcie ofiary. Że wzmianki o ołtarzu, o ofiarach, o kapłanach, napewno wnosić można, że nowej teokracyi nie będzie zbywało na tem, co stanowi istotę ofiary. A któż nie widzi, jak wspaniale wszystko to się sprawdza w Kościele katolickim? On posiada kapłaństwo, ołtarz, nieustającą i nieskończenie godną ofiarę; w organizacyi swej wyraża tę formę, jaką na długo przed nim odmalował prorok.
Ponieważ zaś mowa tu o ofiarach, trzeba zatem było koniecznie uczynić wzmiankę o ucztach ofiarnych, ściśle złączonych ze składaniem ofiar. To też czytamy w Izaiaszu, że Pan Zastępów przygotuje na górze Syonu ucztę dla wszystkich ludów. Tem zaś szczególnem będzie się odznaczała ta uczta, że Pan każe podawać swym biesiadnikom te przeważnie części, które zazwyczaj poświęcano i palono w ofiarach: „Y uczyni Pan zastępów na wszystkie narody na tey górze ucztę z rzeczy tłustych, ucztę zbierania wina, z tłustych rzeczy szpik w sobie maiących, z zebrania wina wystałego" (Iz. XXV, 6). Zauważmy tu, że to Bóg przygotowywa ucztę, że w czasie tej uczty podają jedynie te rzeczy, które w dawnych ofiarach należały tylko do Boga, że tym sposobem mowa tu o uczcie ofiarnej, na której te same rzeczy, co były poświęcone i ofiarowane Bogu, są podane biesiadnikom. Dlatego to właśnie, z jednej strony opisane przez proroka uczty ofiarne są zupełnie różne od uczt, ustanowionych przez rytuał mozaiczny; z drugiej znów strony, są to uczty w zupełności odpowiadające ucztom rytualnym nowego prawa, w których sama rzecz ofiarowana daje się nam na pokarm. Zgodność tu najzupełniejsza, jeśli się zważy na myśl, wyrażoną przez owe prorocze godło. Z przepowiednią o tej uczcie boskiej ściśle się łączy ta druga przepowiednia, że „zrzuci śmierć na wieki: y odeymie Pan Bóg łzę z każdego oblicza y pohańbienie ludu swego zeymie ze wszytkiey ziemie" (XXV, 8). Są to cudowne skutki Eucharystyi! W istocie, jest w tej uczcie niebieskiej rękojmia i zasiłek na życie wieczne, pokarm duchowego życia łaski, życia duchowego, jakie ma otrzymać ostatnie swe uzupełnienie w chwalebnem życiu zmartwychwstałego ciała. Bóg w uczcie tej udziela duszy prawdziwą pociechę, zapał i wesele; w uczcie tej znajduje się najsilniejsze lekarstwo przeciw haniebnemu poniżeniu, gdyż ta uczta posila, wzmacnia, powiększa świętość; świętość zaś ta jest źródłem i miarą chwały, jaką kiedyś cieszyć się będzie dusza u Boga. Wreszcie, jakiekolwiek damy tłómaczenie temu proroctwu, ze względu na istniejące fakta nie będziemy mogli zaprzeczyć, aby w niem nie można było widzieć dokładnego przedstawienia świętej Eucharystyi: przyznać musimy, że jeśli istnieje gdzie w królestwie bożem uczta, podobna do uczty opisanej przez proroka, to spotyka się ona w liturgicznych ucztach Kościoła katolickiego.
VIII. skopiuj
We wspaniałych iście wyrazach przepowiada Izaiasz nieomylne nauczycielstwo Kościoła.
Już w widzeniu góry świątyni nowa teokracya ukazuje się nam jako królestwo boże, ustanowione w tym celu, by głosić wszystkim prawdę i naukę bożą. W innem znów miejscu utrzymuje prorok, że dla spełnienia tego zadania teokracya będzie zawsze obdarzona asystencyą Ducha Bożego: „To przymierze moie z nimi mówi Pan: Duch moy który jest na tobie, y słowa moie którem położył w uściech twoich, nie odstąpią od ust twoich, y od ust nasienia twego, mówi Pan, odtąd y aż na wieki" (Iz. LIX, 21). Że słowa te wyrzeczone zostały o teokracyi nowej, widać to bezpośrednio z samego kontekstu mowy, wypowiedziane są bowiem tuż po słowach, w których była mowa o tem, że Jehowa, znakomity wojownik, pokonał swych wrogów i zdobył sobie prawdziwych czcicieli. Sprowadził zaś tych ostatnich z zachodu i ze wschodu, wybrał ich pośród dzieci Jakóba, „którzy się wracają od nieprawości" (Iz. LIX, 18—20). Z tymi zawarł przymierze, o jakiem jest mowa w wierszu 21 tegoż rozdziału. Otóż, rzecz oczywista, że w tem zwycięstwie i w tych zdobytych po całej ziemi czcicielach przedstawione jest królestwo boże powszechne, a tem samem teokracya nowa. A zatem, już na mocy samych tych słów istnieje w tej teokracyi nauczanie i nieustanne przepowiadanie prawdy, w teokracyi tej prawda nigdyby nie mogła osłabić się lub zaginąć. Jest w niej Duch Boży, to jest ten ciągły wpływ, ta nieustanna pobudka ze strony Boga, zawsze działająca na Jego Kościół. Bóg rządzi i wzbogaca królestwo Messyasza swą łaską, darami swemi darmo udzielanemi, osobistem swem przebywaniem w duszach sprawiedliwych. A ponieważ te przywileje są wiecznym udziałem Kościoła, przeto ten ostatni jest nauczycielem prawdy i świętości, nie mogącym ani błądzić ani się od prawdy oddalać. Jeśli zaś porównamy sposób mówienia Izaiasza w tem miejscu z rozdziałami IX (w. 1) i LIX (w. 1), to się przekonamy, że prorok ma na myśli owo wewnętrzne zjednoczenie, ową wspólność dóbr, jakie Messyasz rozlewa po całym swym Kościele. Co więcej, w przepowiedniach tych ujrzymy zapowiedź słów Chrystusa, dotyczących Ducha Świętego, którego miał zesłać swym uczniom, który miał ich nauczyć wszystkiego i prowadzić ich ku wszelkiej prawdzie; ujrzymy w nich wypowiedziane na siedm wieków naprzód te inne pełne pociechy słowa Jezusa: „a oto ja jestem z wami aż do skończenia świata."
Aby nowa teokracya mogła się skutecznie wywiązać z posłannictwa głoszenia prawdy, potrzebna jej po temu prawdziwa władza. Jakoż władzę tę rzeczywiście posiada. Powierzona jej ona została w uroczystych słowach wtedy właśnie, gdy jej obiecano, że żadna napaść, żaden atak przeciw niej wymierzony, nie będzie zdolny jej zburzyć: „Każde naczynie, które iest utworzone na cię, nie zdarzy się, a każdy język który się sprzeciwi na sądzie, osądzisz" (Iz. LIV, 17). Dwa rodzaje napaści zaznacza prorok: jeden dokonywa się przy pomocy naczynia, zbroi wojennej; napaść to siłą, przemocą, prześladowaniami, słowem potęgą materyalną; i napaść taka, powiada prorok, nie dopnie celu, czyli, jak rozumie św. Efrem, całe królestwo w walce z tobą nie doprowadzi swego dzieła do pożądanego celu, to znaczy, że bramy piekielne nie zwyciężą cię. Drugi rodzaj napaści odbywa się językiem, ponieważ zaś język iest tłómaczem rozumu i woli, przeto w tem powiedzeniu proroka trzeba rozumieć napaści, dokonywane drogą wymowy, nauki, czyli wzbudzane i podniecane przez złe żądze ludzi. Ale podług silniejszego wyrażenia tekstu hebrajskiego, „a każdy język, który się oświadcza przeciw tobie na sądzie, potępisz go;" nowa teokracya posiada prawo i władzę potępienia każdego języka, który się sprzeciwia jej nauce, który przeciw niej występuje; może ona go potępić jako język bezbożny i bluźnierczy. Twierdzi zatem to proroctwo, że teokracya obdarzona jest najwyższą władzą sądową, której wszyscy ulegać powinni. Lecz by ta władza mogła prawnie i faktycznie potępiać wszelki język, który się jej sprzeciwia, powinna bezwarunkowo módz też potępiać język kłamliwej nauki, język podstępnych a teokracyi przeciwnych argumentów, języki przeczenia, powątpiewania, sprzecznych twierdzeń. A jakimże sposobem władza teokratyczna będzie mogła prawnie i faktycznie potępiać wszystkie te języki? Oto, musi ona w tym celu posiadać zdolność nieomylnego rozróżniania dobrego od złego; innemi słowy, musi być zaopatrzona w nieomylne nauczycielstwo i — co jest koniecznem następstwem samego już pojęcia królestwa — trzeba, aby ta władza spoczywała nie w całym ludzie teokratycznym, jako teokratycznym, lecz w ciele wybranych przedstawicieli władzy.
Wyprowadzając w ten sposób ze słów Izaiasza istnienie podobnego prawa i podobnej władzy w łonie teokracyi, nie oddalamy się wcale od prawdziwej myśli proroka. Myśl ta, przeciwnie, ze słów jego płynie. Zgodzimy się na to, skoro zauważymy, że Izaiasz wielokrotnie przedstawia królestwo Messyasza jako źródło, z którego ludy powinny czerpać prawo i znajomość Boga, Jego prawdę i Jego naukę. Tego właśnie uczy on z początku bardzo wyraźnie w swych przepowiedniach o osobie Messyasza: w epoce, kiedy ziemia będzie miała być „napełniona znaiomości Pańskiej" (XI, 9), który (Pan) sam wykonywać będzie sprawiedliwość wśród narodów i nie przestanie tego spełniać dopóki nie ustanowi sprawiedliwości na świecie (to znaczy dopóki nie ustanowi na ziemi boskiej zasady prawdy i sprawiedliwości), który jest oczekiwaniem narodów, światłością pogan (Iz. XLII, 1—6; XLIX, 6), wodzem i nauczycielem narodów (LV, 4), który się nazywa posłanym, by głosił słowo prawdy strapionym (LXI, 1). Z czego samego już widać, że królestwo Messyasza ustanowione zostało na to, by sprowadziło dla wszystkich naukę boską. Ileż to razy Izaiasz przypisuje to zadanie nowej teokracyi! Czyni to już w widzeniu góry świętej Pańskiej. A czyż nie to samo oznaczają słowa, jakie Bóg wkłada w usta wybrańca swego i które nie odstąpią nigdy od ust jego (LIX, 21). A to inne znów proroctwo, w którem powiada, że gdy całą ziemię okryją ciemności, nad Jeruzalem wznijdzie Pan i do tego stopnia oświeci ją swą światłością (LX, 1), że ona sama stanie się świetlaną i rozjaśni kroki narodów i królów (czyli, podług hebrajskiego oryginału: do tego stopnia, że narody i królowie zwrócą się ku jej światłu?) Tak samo również do tejże teokracyi nowej stosuje się to inne proroctwo: „Y poznają Pana w Egyptcie, y poznają Egyptianie Pana w on dzień" (Iz. XIX, 21). Wreszcie, jako wskazówkę i cechę tej epoki podaje prorok następujące proroctwo: „Y uczynię.... wszystkie syny twoie uczonemi od Pana" (LIV, 13). Żadnej przeto niema wątpliwości, że w rozumieniu Izaiasza królestwo messyaniczne miało przynieść narodom boskie objawienie i naukę. Po tem wszystkiem zapytajmy: Skoro tenże prorok wzmiankuje o języku, ośmielającym się występować przeciw teokracyi i mającym być za to przez nią skaranym, to cóż nam przedewszystkiem przychodzi na myśl, jeśli nie język, pozostający w sprzeczności z teokracyą nauczającą, uderzający na głoszoną przez nią prawdę, usiłujący przytłumić tę prawdę i podkopać ją kłamliwemi dowodzeniami? I ten to język ma być potępiony, podany za bezbożny (taka bowiem jest siła wyrazu hebrajskiego) i ogłoszony za grzeszny. Jakże się to stanie? Aktem sądu, mającego prawo i władzę wydawania wyroku. A jakże będzie mógł być wydany ten wyrok, jeśli ci co zasiadają w tym trybunale sądowym, nie mają sposobu dojścia napewno i nieomylnie do poznania prawdy, napastowanej przez język podsądnego? Dlatego też właśnie musimy z całą ścisłością logiki zawnioskować, że każdy, kto temu trybunałowi przypisuje prawo wydawania sądu o rzeczach religii, przypisuje mu tem samem pewne i nieomylne posiadanie prawdy.
Takiem jest owo proroctwo! A gdzież znajdujemy jego pełnienie? Czyż to nie jaśniejsza rzecz nad słońce, że znajdujemy je w tym właśnie Kościele, który sam szczyci się posiadaniem całkowitego objawienia i nieomylnem jego nauczaniem, a który w ciągu wszystkich wieków potępił tyle języków, występując przeciw nim wobec swego trybunału sądowego? Tak więc tedy mamy już znaczną część historyi kościelnej objętą wyjaśnieniem tego proroctwa! W katolickim zaś Kościele istnieje trybunał taki, jakiego wymaga izaiaszowe proroctwo do osądzenia wszelkiego przeciwnego języka. Nie zapominajmy również i o tem, że roczniki Kościoła w ciągu dwóch tysięcy lat blisko wiernie podają liczne przykłady tej przepowiedni: „Każde naczynie, które iest utworzone na cię, nie zdarzy się, a każdy język, któryć się sprzeciwi na sądzie, osądzisz!" Ani oręż, ani przemoc, ani podstęp, ani nauka nie zdołała pokonać Kościoła. Doktrynalne jego wyroki były skuteczne; sekty i herezye bywały potępiane; twórcy ich i zwolennicy bywali skutecznie z łona Kościoła wyrzucani; podczas gdy sam Kościół, zawsze niepokalany, zwycięsko biegł przez wszystkie wieki. Iluż herezyarchów już w proch startych zostało i zapomnieniu uległo, tak, iż imiona ich zaledwo przeżyły ich błędy? A z jakim to skutkiem potępiał Kościół ich języki, gdy wydobywał truciznę z ich przewrotnych dogmatów? Oddając świadectwo temu wspaniałemu wynikowi omawianego przez nas proroctwa, teolog Becanus taką daje przepiękną jego parafrazę: „Wszyscy przeciwnicy, jakich szatan wzbudzi przeciw tobie, nie dopną swych zamiarów, gdyż niema rady przeciw Panu; i wszystkich heretyków, którzy ci się przeciwią w przedmiocie wiary i religii, potępisz, przekonawszy ich o błędzie." To właśnie spełnia się po dziśdzień.
Z proroctwem powyższem łączy się wiele innych proroctw, w których nowa teokracya otrzymuje obietnicę zwycięstwa nad nie wiem już jakim nieprzyjacielem, w których otrzymuje zapewnienie stanu niezamąconego niczem pokoju i niewzruszonej stałości. I te proroctwa również głoszą wyraźnie nieustanne trwanie Kościoła. Albowiem Kościół, taki jak go opisują proroctwa, przynieść ma rozproszonym po świecie ludom znajomość Boga, zbawienie, messyaniczne dobra, przebaczenie grzechów i pokój. Aby zaś módz dokonać tego zadania, powinien być stanowczo zabezpieczony od wszelkiej zagłady i tak umocniony w posiadaniu prawdy, iżby nie mógł nigdy od niej odstąpić ani w nauczaniu ani w zasadach, jakie do obyczajów stosuje. Pierwszy z tych dwóch przywilejów potwierdzał Pan Bóg po wiele razy. Na usługi Kościoła oddaje Bóg całą swą potęgę, która czyni go zdolnym do pokonania każdego napastnika; dla tej nowej teokracyi żywi Bóg miłość szczególną, która Go skłania do wspaniałomyślnego wspomagania Kościoła, do udzielania mu pociech i szczęścia. Obaczmy sławne pod tym względem proroctwo rozdziału IX (w. 7), w którem, zdaniem samych nawet racyonalistów, mowa jest o królestwie messyanicznem: „Rozmnożone będzie państwo iego, a pokoiu nie będzie końca: aby ie utwierdził y umocnił w sądzie y w sprawiedliwości odtąd y aż na wieki. Zawisna miłość Pana zastępów uczyni to." Mnóstwo rzeczy zawarto w tych kilku wyrazach. Widać w nich ciągłe rozszerzanie się i wzrost, przyobiecany królestwu messyanicznemu; obfitość przyniesionego przezeń zbawienia, polegającego na pokoju; trwanie i nieporuszona stałość tego królestwa; wreszcie prawidło świętości podawane niezmiennie w jego nauce. Dawna teokracya została za grzechy wybranego ludu ukarana wygnaniem i upadkiem: w następującym bezpośrednio ustępie proroctwa kara ta stanowi przedmiot skarg i utyskiwań proroka. Ale teokracya nowa, — i w tem także nawet bardziej od tamtej uprzywilejowana, pozostanie na wieki, nigdy nie dosięgniona podobną pomstą bożą: to zaś dla tego, że jest ona dla Pana świętą oblubienicą. Dla tego ten prorok powiada, że królestwo to będzie umocowane i zasilane przez sąd i sprawie- dliwość: to znaczy, że wymagana przez Boga norma postępowania zawsze będzie w nowej teokracyi silna, i że w tej teokracyi istnieć będzie ten stan sprawiedliwości i świętości, jakiego Bóg pomiędzy ludźmi wymaga. Sprawiedliwość tę wskazuje prorok jako podstawę i podporę królestwa Chrystusowego, jako podstawę niewzruszoną i wieczną, jak samo królestwo, któremu ona ma służyć. Dwie te rzeczy: sprawiedliwość i królestwo messyaniczne złączone są ścisłym wewnętrznym węzłem. I rzeczywistość odpowie zamiarom Najwyższego; to właśnie mówią uroczyste słowa, będące jakoby wnioskiem proroctwa: „Zawisna miłość Pana zastępów uczyni to!" Ileż tu siły, co za stanowczość w tych słowach! I istotnie, zawisna miłość jest to miłość gwałtowna, połączona z pewną niechęcią przeciw przeszkodom, jest to gorące pragnienie, uporczywe dążenie do celu, jaki się ma osiągnąć. Jako porękę tej miłości daje Pan, Jehowa, własne swe imię, to imię, mocą którego podaje się On za źródło wszelkiego bytu, a tem samem ogłasza swą wierność, swą niezłomną wolę i swą niezwyciężoną potęgę jako spełnienie się danych obietnic. Co więcej, Pan zastępów ma na swe rozkazy zastępy niebieskie i ziemskie, z czego wniosek, że z największą pewnością spełnią się rzeczy, tak uroczyście głoszone.
Jehowa doskonale wypowiada jeszcze boską swą miłość w innych proroctwach, okazując w ten sposób, że królestwo Jego będzie niezwyciężone. Królestwo to nie ma się bać swych nieprzyjaciół; Bóg silniejszy nad nich: „Bo tak mówi Pan: Zaiste y korzyść rycerzowi odięta będzie, y co wziął mocarz wybawiono będzie. A te który cię sądzili ia sądzić będę, y syny twoie ia zbawię" (Iz. XLIX, 25). Dla tego to prorok zaznacza trwałość nowej teokracyi, porównywając ją z rzeczami, uchodzącemi za najbardziej nieporuszone. Wzywa mianowicie swych słuchaczy do wzniesienia oczu ku niebu i rozważania konstelacyi niebieskich, w ciągu tysięcy lat niezmiennych i stałych, potem — do rozważania stałości i niczem niezamąconego porządku ziemi: wszystko to jednak znika wobec stałości królestwa bożego: „Podnieście ku niebu oczy wasze, a poyźrzycie pod ziemię na dół: bo niebiosa iako dym rozpłyną się, a ziemia iako szata zwiotszeie, y obywatele iey iako te zaginą: Ale zbawienie moie na wieki będzie, a sprawiedliwość moia nie ustanie." (LI, 6). I w innem miejscu: „Albowiem góry się poruszą, a pagórki trząść się będą: lecz miłosierdzie moie nie odstąpi od ciebie, y przymierze pokoiu mego nie zachwieie się: rzekł miłościwy twoy Pan" (LIV, 10). Ponawia też Bóg tę obietnicę w najczulszych słowach miłości: „Izali może zapomnieć niewiasta niemowlęcia swego, aby się nie zlitowała nad synem żywota swego? a choćby ona zapomniała, wszakże ia nie zapomnę ciebie. Oto na rękach moich napisałem cię, mury twoie zawżdy przed oczyma memi" (Iz. XLIX, 15, 16). To znaczy: Syon zawsze jest obecny przed oczyma Pańskiemi. To co nosimy wypisane na rękach naszych, nie będzie mogło ujść naszej pamięci; cały ten gmach, cała budowa tego miasta, podług której w bożych zamiarach pojęty jest Syon, miasto teokratyczne, teokracya powszechna, ani na chwilę nie schodzi z oczu troskliwości bożej. Co znów oznacza, że Bóg zawsze czuwać będzie nad tem, aby ta teokracya odpowiadała w rzeczywistości, podług wymagań czasów, planom, istniejącym w umyśle bożym. Prorok przyodziewa myśl swoją w to tak piękne porównanie, aby wyrazić, że Bóg dla tej ulubionej sercu Jego teokracyi będzie żywił uczucia miłości, przewyższającej wszystko, cokolwiek miłość posiada między ludźmi najbardziej żywego i najbardziej stałego. A czyż to nie jest właśnie ta miłość, jaką żywić będzie Chrystus dla swego Kościoła? „...Chrystus, powiada św. Paweł. umiłował Kościół, y samego siebie wydał zań: aby... sam sobie wystawił Kościół chwalebny..." (Efez. V, 25).
Boska ta miłość okazuje się niemniej z obietnicy, uczynionej przez Jehowę nowej teokracyi, a mianowicie, że przyozdobi ją niezwykłą świętością. Aby okazać, jak wielka pod tym względem zachodzi różnica pomiędzy dawnym stanem rzeczy a nowym, ucieka się prorok do obrazów symbolicznych: dawny Syon jest „ubożuchna od burze rozbita, bez żadnej pociechy", co zaś do nowego Syonu, powiada prorok: „Oto ja posadzę porządnie kamienie twoie a założę cię na szafirach, y uczynię z jaspisu baszty twoie, a bramy twoie z kamienia rytego, a wszystkie granice twoie z kamienia rozkosznego" (Iz. LIV, 11, 12). Będzie to miasto cudnej piękności, zdobne w perły i drogie kamienie. Znaczenie godła tego wyjaśnia niebawem sam prorok, gdy mówi: „a wszystkie syny twoie (uczynię) uczonemi od Pana." Ostatnie te wyrazy stosuje sam Chrystus do czasów Messyasza (Jan VI, 45). Wyższość nowej teokracyi nad teokracyą dawną przebija również z następujących słów Izaiasza: „Miasto miedzi naniosę złota, a miasto żelaza naniosę srebra, a miasto drzewa, miedzi: a miasto kamieni żelaza," (LX, 17), znaczenie zaś tych słów tłómaczą bezpośrednio za niemi idące wyrazy: „y położę nawiedzenie twoie pokoy, a przełożone twoie sprawiedliwość; nie usłyszę więcej nieprawości w ziemi twoiey, spustoszenia y plondrowania w granicach twoich, a zbawienie osiędzie mury twoie, a twoie bramy chwalenie" (LX, 17, 18). Zgodność między temi przepowiedniami a ich urzeczywistnieniem wyraża przenośnia, użyta przez św. Pawła, nazywającego dawną teokracyę cieniem; nie mniej również wynika ta zgodność z porównania, przeprowadzonego pomiędzy założeniem każdego z obu przymierzy: starego i nowego. Obrzezanie, obrzęd religijny bezskuteczny sam w sobie odnośnie do sprowadzania łaski na dusze, ustępuje miejsca sakramentowi Chrztu św., sprawującego w człowieku prawdziwe odrodzenie przez łaskę uświęcającą; rytualne pokuty i owe ceremonie mozaiczne, będące same w sobie słabym obrazem i cieniem tylko sprawiedliwości, zastąpione są teraz wewnętrzną duchową krasą i sakramentami świętymi, które prawdziwie ubogacają duszę sprawiedliwością i świętością; na miejsce dawnej teokracyi, budowy opustoszałej i zrujnowanej, wstępuje teokracya nowa, budowa wspaniała, której ani wróg wywrócić ani starość zniszczyć nie zdoła. W godłach tych znajdujemy z góry podany opis tej nadzwyczajnej godności, jaka cechuje nowe przymierze.
Patrzmy, jak o tem mówi sam Chrystus: „Zaprawdę powiadam wam, nie powstał między narodzonymi z niewiast większy nad Jana Chrzciciela: Lecz który iest mnieyszym w królestwie niebieskim, większy iest niżli on" (Mat. XI. 11). Zechciejmy z tem porównać to, co mówi św. Paweł o owym dziedzicu, będącym jeszcze w wieku dziecięcym, który to dziedzic, aczkolwiek synem iest swego ojca, pozostaje wszakże jako niewolnik pod panowaniem „opiekunów y sprawców," podczas gdy ten, co się przyobłókł w Chrystusa przez chrzest św., iest obdarzony prawdziwą i zupełną wolnością oraz godnością dzieci bożych (Gal. III, 27; IV. 1 ust.) Co się zaś tyczy tego drugiego twierdzenia, tylokrotnie wypowiadanego przez proroka, a mianowicie, że szczególniejszym udziałem królestwa messyanicznego, iest świętość, to spotykamy je w księgach Nowego Testamentu: w przykazaniach i radach ewangelicznych Chrystusa Pana, nawet w samych nazwach „świętych, uświęconych, wybranych, umiłowanych przez Boga, duchownych, uczestniczących w świętem powołaniu," które to nazwy pisarze święci ustawicznie nadają chrześcijanom. I świętość ta pomiędzy nimi istnieć nigdy nie przestała, — dowodem są owe świetne i prawie niezliczone zastępy męczenników, wyznawców, dziewic, jakie Kościół po wsze wieki wysyłał do nieba, a jakich nadzwyczajne cnoty, stałość wiary, czystość życia, poświęcenie i zaparcie siebie, prace przedsięwzięte dla dobra bliźnich, dzieła chrześcijańskiego umartwienia i t. p. doszły do wiadomości powszechnej i stały się przedmiotem ogólnego podziwu.
Chrystus Pan również, gdy kreśli zasady doskonałości dla swego królestwa i gdy pragnie łagodnie prowadzić swoich wiernych do tego, co iest najwznioślejszego w cnocie, czyni wzmiankę o tych, którzy się dobrowolnie stali eunuchami dla królestwa niebieskiego. „Nie wszyscy, powiada On, poymuią słowa tego, ale którym iest dano (je pojąć);" ta bowiem dobrowolna powściągliwość iest odrębnym darem bożym. W każdym razie „kto może poiąć niechay poymuie." Gdyż ta heroiczna praktyka iest ozdobą i doskonałością, stanowiącą własność królestwa messyanicznego, którą właśnie to ostatnie przewyższa dawną teokracyę (Prw. Mat. XIX. 11, 12). Otóż, ta Chrystusowa nauka znajduje się już zaznaczona w Izaiaszu i przypisana przezeń nowej teokracyi, jako przywilej, wynoszący ją daleko ponad dawną teokracyę. I rzeczywiście, powiedziawszy, że nikt wykluczon nie bywa od zbawienia messyanicznego, że odtąd usunięte zostaną owe zapory prawa Mojżeszowego, które synowi cudzoziemcy kazały mówić: „Odłączeniem oddzieli mnie Pan od ludu swego" (Prw. Deuter. XXIII. 1 — 3), dodaje prorok: „Niech też nie mówi trzebieniec: Otom ia drzewo uschłe!" Ponieważ w dawnem prawie obietnicę płodności uważano za znak błogosławieństwa bożego, przeto eunuch mógł się uważać za przedmiot pewnego rodzaju przekleństwa. Ale, oświadcza prorok, przekleństwo to będzie zniesione, ustąpi ono miejsca pewnej uprzywilejowanej obietnicy, byleby temu stanowi odłączenia towarzyszyła prawdziwa pobożność: „Bo tak mówi Pan trzebieńcom: którzy będą strzedz szabbatów moich, a obiorą com ia chciał, y zachowają przymierze moie, dam im w domu moim y w murach moich miejsce, y imię lepsze nad syny y córki: imię wieczne dam im, które nie zaginie" (Iz. LVI, 3 — 5). Wymaga od nich przedewszystkiem prawdziwej i wewnętrznej świętości, obejmującej w sobie cześć boską, życie chwalebne, spełnianie dzieł miłych Panu (w oryg. hebr.) i w ogólności wierne a stałe zachowywanie przymierza bożego. Rzezaniec, jeśli spełni to wszystko, znajdzie i miejsce i imię w domu bożym i w obrębie murów jego, to znaczy w rodzinie i w mieście bożem: zaszczytnie będzie on tam przyjęty i uważany, będzie się cieszył szacunkiem i chwałą (w tem właśnie leży cała siła wyrazu nomen. jak to się okazuje z Gen. XI, 4: faciamus nobis nomen) chwałą lepszą, aniżeli chwała, jakąby mogło mu zapewnić liczne potomstwo. Jakiż to kontrast między obu przymierzami! W jednem wzbrania się rzezańcom wstępu do Kościoła bożego, w drugiem — obiecuje się im chwałę lepszą od zaszczytu posiadania licznego potomstwa. I, co więcej: zapewnia się im imię wieczne wobec Pana. A więc to sam Jehowa udzieli im tego wiecznego zaszczytu, wobec Jehowy żyć oni będą przyodziani w chwałę bez granic. Czyż cała ta prorocza mowa nie wyprzedza orzeczenia Chrystusowego w przedmiocie dobrowolnej powściągliwości? Czyż nie tłómaczy nam ona, że w nowej teokracyi dziewictwo pozyska w rodzinie bożej zaszczyt bardziej pożądany, aniżeli chwała, jaką przynosi płodność najbardziej błogosławiona. Pytam tedy, gdzie jest w poważaniu dziewictwo, zachowywane przez wzgląd na królestwo boże? Gdzie żyją w codziennej praktyce przepowiednia Izaiasza i ewangeliczne rady Chrystusa? Katolicki to właśnie Kościół przedstawia nam obraz, nakreślony przez proroka!
IX. skopiuj
Wejdźmy teraz w inny zakres pojęć i zapytajmy: co odda swemu Bogu dla okazania Mu wdzięczności Kościół, przyozdobiony tylu darami i obdarzony tylu świetnemi obietnicami? Dowiemy się o tem z ust samego proroka. Przedstawia on nam Kościół uniesiony radością, wyśpiewujący Panu hymn wdzięczności i chwały, oraz wobec wszystkich wielbiący chwałę swego Boga. Kościół ten wielkiem sercem uznaje otrzymane dobrodziejstwa, a wielkość miłości bożej względem niego przepełnia go nadzwyczajną radością. Wykrzykuje więc: „Weseląc się będę weselił w Panu i rozraduje się dusza moia w Bogu moim: iż mię obłókł w szaty zbawienia, y ubiorem sprawiedliwości odział mię, iako oblubieńca ozdobionego koroną, y iako oblubienicę ubraną kleynotami iey" (Iz. LXI. 10). Kościół stoi przed Bogiem jako pięknie przystrojona oblubienica, tak iż go rzeczywiście Pismo św. nazywa: oblubienicą Chrystusa czystą, umiłowaną, piękną (II Cor. XI. 2; Efez. V. 27). Również i naród teokratyczny, podobnież przyozdobiony stoi przed Panem, a jeśli już pierwszy lud teokratyczny zowie się królestwem kapłańskiem, to o ileż sprawiedliwiej ukazuje nam prorok lud nowy przyozdobionym w wesele stroje, przepełnionym radością i miłością, jednoczącym w sobie samym godność, chwałę i wspaniałość kapłaństwa! Z proroczą tą wyrocznią dziwnie harmonizuje owa odezwa księcia apostołów do wiernych nowego królestwa teokratycznego: „Wy (jesteście) rodzaj wybrany, królewskie kapłaństwo, naród święty, lud nabycia... dom duchowy, kapłaństwo święte" (I Piotr. II. 5, 9). Tenże sam hymn chwały i wdzięczności kładzie prorok w usta Kościoła, gdy mówi w rozdz. XII: „Wyznawać cię będę Panie... Wykrzykuy a chwal mieszkanie Sion: bo wielki w pośród ciebie Święty Izraelski!" Często zachęca też lud swój do wielbienia Pana: „Spiewaycie Panu pieśń nową, chwała iego od kończyn ziemie; sławcie Pana... na wyspach morskich; niechaj śpiewa wszystko co zapełnia morze; i t. d. (Iz. XLII. 10 nst.; Prw. XXIV. 15; XXV. 1. 9; XXVI. nst.)
Atoli uwielbienia te nie są próżne. Towarzyszą im, według proroka, gorące pragnienia, aby tę chwałę bożą poznali wszyscy, aby i sama teokracya obfitowała w wyszukane owoce pobożności. „Oznaymuycie, powiada między narody wynalazki iego... Śpiewaycie Panu, bo wielmożnie uczynił: opowiadaycie to po wszystkiey ziemi... pamiętaycie, że wysokie iest imię iego" (Iz. XII. 4. 5). Jak widać z tych hymnów i z tego pragnienia rozszerzania chwały bożej, nowa teokracya nie będzie tak jak teokracya dawna — zawodną winnicą i ziemią niewdzięczną (Iz. V); przeciwnie, wyda ona Bogu swemu najrozkoszniejsze owoce: „Bo iako ziemia daie urodzay swoy, a iako ogród rodzi nasienie swe: tak Pan Bóg zrodzi sprawiedliwość y chwałę przedewszemi narody" (Oz. LXI. 11). Nowa ta ziemia nie bez korzyści będzie przyjmowała potoki łaski, lecz „iako zstępuie deszcz y śnieg z nieba, a tam się więcey nie wraca, ale napaia ziemię y namacza ią, y czyni że rodzi y dawa nasienie sieiącemu y chleb iedzącemu: tak będzie słowo moie, które wynidzie z ust moich nie wróci się do mnie próżne, ale uczyni cokolwiekem chciał, y zdarzy się mu w tym na com je posłał" (Iz. LV. 10, 11). W ten tedy sposób rosą boską użyźniana teokracya, stanie się dla Pana „winnicą rozkoszy" (Iz. XXVII, 2) i nasieniem przyjemnem, którem chlubi się Pan, jako „uczynkiem rąk swoich ku wstawieniu" (Iz. LX. 21).
I czyż w rzeczywistości nie spełnia Kościół względem Boga potrójnego tego obowiązku wdzięczności za otrzymane odeń dobrodziejstwa? — obowiązku wielbienia, obowiązku przepowiadania, obowiązku czynów świętych, którymi w znacznej ilości swych członków dopełnia wszystkich przykazań i rad Pańskich. W Kościele nie ustają nigdy pieśni i uwielbienia; wykonywa on najwyższą cześć boską od wschodu do zachodu świata; w łonie swem posiada Kościół zakony, które dniem i nocą wyśpiewują chwałę Najwyższemu, a w świątyniach jego zgromadza się ustawicznie lud wierny, by zanosić do Boga swe prośby. Nigdy nie oziębła w nim żądza opowiadania ludom chwały. Świadkiem są owe liczne instytucye kościelne, przeznaczone dla missyi w odległych krajach, świadkiem to mnóstwo młodych apostołów, oddających się temu świętemu posłannictwu, świadkiem owo dzieło Propagandy wiary, przez pośrednictwo którego każdy lud wierny składkami swemi i jałmużnami przyczynia się do rozszerzania Ewangelii św.! Wreszcie, w łonie Kościoła nie wysycha nigdy źródło świetnych przykładów wszystkich cnót wszelkiego rodzaju. W miarę możności pobudza Kościół swe dzieci do dokładnego zachowywania przykazań bożych, a w zakonnych zgromadzeniach płci obojga czuwa nad tem, aby wiernie spełniano ogłoszone przez Chrystusa Pana rady ewangeliczne. Tym więc sposobem składa Kościół bezustannie Bogu tę potrójną daninę, o jakiej wspomina prorok.
Nie może też ujść uwagi naszej to, co powiada prorok o sposobie, w jaki słowo boże jest skuteczne w królestwie bożem. Porównywa on, jakeśmy widzieli, działanie boże, mające założyć, rozszerzyć, zachować nową teokracyę, do działania deszczu, przesycającego i użyźniającego ziemię (Iz. LV. 10, 11). Łaska boża przeto rozlewa się w duszach łagodnie i słodko; pobudza je i podnosi, boskiem ziarnem zapładnia i do wydawania znakomitych owoców cnoty skłania. Nie trzeba się więc w królestwie bożem spodziewać takiego sposobu działania bożego, któryby gwałtowne jakieś sprowadzał zmiany, któryby wydawał zjawiska niesłychane i błyskotliwe; i owszem, obietnice boże rozwijają się spokojnie i powoli dojrzewają w wyborny owoc. — A czy inny będzie historyczny rozwój Kościoła? Bynajmniej! Założony on został i rozszerzony nie gwałtem i postrachem, nie bronią i ulicznym zgiełkiem, nie gwałtownym przewrotem stosunków i rzeczy doczesnych, nie dąży do objęcia panowania nad ludami drogą przepychu i zewnętrznego blasku, lecz pokojowymi i łagodnymi środkami, zachętą, ukazywaniem darów bożych, słowem,—sposobem działania najzupełniej zgodnym z proroczą figurą Izaiasza. I rzeczywiście, aczkolwiek nieraz dla uwydatnienia skuteczności woli bożej przedstawia nam prorok Boga pod postacią wojownika, niepowstrzymanym pędem dławiącego swych wrogów w celu ustanowienia królestwa sprawiedliwości (Iz. XLII, 13 ust.; LIX, 16), dosyć nam jednak daje wskazówek przeciw błędnemu tłómaczeniu tego wojowniczego obrazu. Są to mianowicie pewne porównania, jakich używa prorok naprzykład: „Oto wszyscy potarci będą jako szata, mól ie zgryzie" (Iz. L, 9). Upadek nieprzyjaciół, jako skutek odniesionego nad nimi zwycięstwa, przedstawiony jest w tem miejscu nie jako skutek wrzawy i wojennego zamieszania, lecz jako skutek, który nastąpił powoli i w milczeniu; boć zużycie odzieży i zniszczenie materyi lub drzewa ukaszeniami molów dokonywa się powoli i w ciszy: to co się z początku wydawało być całem i trwałem, z czasem się niszczy i rozkładowi ulega.
Ten spokojny, łagodny, zachęcający sposób, w jaki Kościół ma spełniać dzieło boże, występuje również bardzo wyraźnie z pojęcia, jakie nam daje prorok o najwyższym zwierzchniku Kościoła, o jego życiu i o jego działaniu. Przedstawia nam, istotnie, Messyasza urodzonego w ubogim stanie, pędzącego dni swego życia w pracy i ubóstwie, łagodnego i dobrodusznego, przybiegającego z pomocą strapionym i nieszczęśliwym. Rozważmy każdą z tych cech powyższych, by się lepiej przekonać, że i w tym razie zachodzi najzupełniejsza zgodność pomiędzy proroctwem a jego spełnieniem. Izaiasz przedstawia nam Messyasza jako odrośl, jako małą latorośl, wznoszącą się z pnia Jessego (XI, 1). Ustęp ten, nawet zdaniem racyonalistów, jest messyanicznym. A więc, drzewo domu Dawidowego, które Ezechiel prorok cedrem nazywa (XVII, 3). jest ścięte: zostaje po niem tylko pień w ziemi ukryty (jest-to znaczenie odnośnego wyrazu hebrajskiego). I oto widzimy rzeczywiście upadek domu królewskiego, sprawdzający na sobie to, co Natan prorok przepowiedział Dawidowi o losie bezbożnych, ukaranych przez Pana (II Król. VII, 14): oto przybytek Dawida wywrócony (Amos. IX, 11); korona królewska i kapłański dyadem odebrane (Ezech. XXI. 26). A gdy dom królewski dojdzie do podobnego stanu, wtedy powstanie Messyasz; ma on tak samo jak Dawid dojść do władzy, wyszedłszy ze stanu ubogiego i nizkiego. I istotnie, czy nie stało się z chwałą Dawida, gdy Chrystus Pan na świat przyszedł? Czyż nie była ona jakoby pień ściętego drzewa? Temu zaś pochodzeniu odpowiada, podług proroctwa, życie ubogie, jakie pędzi Chrystus nie tylko w mieście królewskiem, lecz w ziemi Izraela: „Przetoż da wam sam Pan ziemię. Oto Panna pocznie y porodzi syna y nazową imię iego Emmanuel. Masło y miód ieść będzie, aby umiał odrzucać złe y obierać dobre. Bo pierwey niż będzie umiało dziecię odrzucić złe y obrać dobre: będzie opuszczona ziemia, którą się ty brzydzisz dla dwu królów iey" (w hebr.: ziemia Izraela y Syrya) (Iz. VII. 14 — 16). Wiem, że wielu racyonalistów zaprzecza messyanicznego charakteru tego proroctwa. Jednakże łatwo przeciw nim udowodnić, że w myśli proroka nazwa Emmanuel oznacza Messyasza. Dowodzi się to zaś z tego, co powiedziano o Emmanuelu w rozdz. VIII (w. 10 hebr.) jako też z opisu tegoż samego maluczkiego nowonarodzonego dziecięcia (w rozdz. IX. 6), który to opis cała szkoła racyonalistyczna rozumie o Messyaszu.
Co do nas, to nie będziemy się już dłużej nad tem rozwodzili.1 Wystarczy nam zauważyć, (co zresztą wyrazy te mówią same przez się i co Duch św. uroczyście nam objawił przez ewangelistę św. Mateusza): że prorok przepowiada dziewicze poczęcie i narodzenie, oraz uwielbienia i przywileje tej, którą wszystkie narody mają nazywać błogosławioną. Umieszcza prorok życie młodzieńca Messyasza w epoce, kiedy ziemia Izraelska będzie opuszczona przez jej króla, to znaczy, kiedy po upadku królestwa ziemia ta przyjdzie do stanu nędzy i poniżenia. Nędzny stan tego kraju, bardzo daleki od godności i powagi królewskiej, wyjaśnia następnie prorok temi słowy: „masło y miód ieść będzie;" gdyż według świadectwa samego nawet Izaiasza żywienie się masłem i miodem jest znakiem i godłem ziemi spustoszonej i zamienionej w pustynię. A zatem, jeśli Messyasz w młodości swej żywi się samemi tylko potrawami, właściwemi krajowi opustoszałemu i przez większość tego mieszkańców opuszczonemu, to znaczy, że prorok przedstawia nam go jako młodego człowieka, żyjącego nie w kwitnącem królestwie Dawida, nie w kraju potężnym i panującym. lecz w krainie podbitej, wzgardzonej, deptanej przez obcych władców i z wszelkiego blasku a świetności obranej. Taką ma być w widzeniu proroka kraina, obejmująca niegdyś królestwa Izraelskie i Syryjskie. Messyasz więc spędzi ma młodość nie w Judei, lecz w krainie na północ od niej położonej, krainie pozbawionej podówczas króla, podbitej przez obcych i ogołoconej ze wszelkiego zaszczytu. I w tej to krainie Messyasz używa pokarmów, będących podług wiersza 20 — 22 pożywieniem ludzi ubogich, posiadających na swe wyżywienie jedną tylko krowę i dwie owieczki. Ponieważ zaś tacy ludzie nie są uważani za szlachetnych a władzą i bogactwami możnych, ponieważ, przeciwnie, szczupłe to mienie, ograniczone do jednej krowy i dwóch owieczek jako też to pożywienie, jakie się zdobywa staraniem około tych zwierząt, oznaczają życie ubogie, pokorne, pracowite, przeto prorok jasno tu przepowiada i opisuje, że Messyasz-młodzieniec żyć będzie w kraju cudzoziemskim, daleki od królewskiego pałacu, i prowadzić tam będzie życie ubogie, ciche i pracowite. I czyż trzeba po tem wszystkiem dowodzić, że to proroctwo zgadza się z rzeczywistością? Wtedy gdy zgasła królewska świetność Dawida, znakomity jego potomek, Chrystus, wzrastał w krainie Galilejskiej, krainie przez samych nawet żydów pogardzanej, podległej rządom i panowaniu cudzoziemca, wzrastał wśród rodziny ubogiej, oddany rzemiosłu i używający zapewne pożywienia, właściwego stanowi robotniczemu.
Niskiemu temu pochodzeniu i tej cichej a nieznanej młodości odpowiadać ma cała reszta życia Messyasza, jako też sposób, w jaki spełni on swe posłannictwo. W tym przedmiocie porównajmy przedewszystkiem miejsca: rozdz. XLII, 1 — 4 i LXI, 1 — 3; przedstawiwszy naprzód w rozdz. XLI (w. 2 nst.) bohatera wojennego, podbijającego narody i króle, depcącego nogami jak błoto urzędy i władze, które nimi rządzą, bohatera, którego jednak żyjący na wygnaniu Izrael obawiać się nie potrzebuje, gdyż posyła mu go Jehowa jako oswobodziciela (XL. 2, 3 nst.; 25), prorok przeciwstawia temu zdobywcy w rozdz. XLII innego bohatera, oswobodziciela i odkupiciela ludu. Napełniony duchem Bożym, obdarzony dobrocią, słodyczą, bezgranicznem miłosierdziem, zbawca ten głosi ludowi prawo boże i wyprowadza go z niewoli duchowej: „Oto, powiada, sługa moy, prziymę go; wybrany moy, upodobała sobie w nim dusza moia: dałem ducha mego nań, sąd narodom wyda." (XLII, 1). Któż tedy jest owym innym sługą Jehowy, którego Jehowa powołuje, wybiera na opowiadanie ziemi prawa i woli bożej? Łatwo nam przyjdzie odpowiedzieć, skoro zważymy, że opisuje go nam prorok tymi samymi rysami, jakie wyżej oznaczają Messyasza (XI. 1 nst.). „I odpocznie na nim Duch Pański" (XI, 2) i „dałem ducha mego nań" (XLII. 1); „nie według widzenia oczu sądzić będzie" (XI. 3) i „w prawdzie wywiedzie sąd" (XLII. 3); „będzie sądził w sprawiedliwości ubogie y będzie strofował w prawości" (XI, 4) i „sąd narodom wyda" (XLII. 1); „postanowi na ziemi sąd..." (XLII. 4); „stoi na znak (jedności) narodów" (XI. 10) i „dałem cię za przymierze ludu, na światłość narodom" (XLII. 6); „iemu się narodowie modlić będą" (XI. 10), „a zakonu iego wyspy czekać będą" (XLII. 4); „y będzie dnia onego: przyłoży Pan powtóre rękę swą, aby posiadł ostatek ludu swego" (XI. 11) i „y uiąłem rękę twą a zachowałem cię" (XLII. 6). Chciejmy uważnie porównać ze sobą odnośne miejsca. Czyż nie widzimy w nich ustawicznie najdokładniejszej słownej i rzeczowej równoległości? Czyż z obu stron nie tenże sam obraz, tenże charakter, toż samo zadanie, taż sama potęga i taż sama w działaniu skuteczność? Otóż, według zdania wszystkich, w rozdz. XI mowa jest o Messyaszu; opisuje się tam jego osoba i jego dzieło; jakże więc możnaby przeczyć, że to nie on jest opisany w rozdz. XLII? Jedna jest tylko między obu temi miejscami różnica, która lepiej jeszcze uwydatnia to, co chcemy: rozdział XI opisuje zwycięstwo, jakie odniesie potomek Jessego nad swymi nieprzyjaciołmi słowem, nauką i skinieniem swej woli: „y ubije ziemię rózgą ust swoich, a duchem warg swoich zabije niezbożnika" (XI. 4), podczas gdy rozdział XLII okazuje drogę, która prowadzi do tego zwycięstwa (XLII. 2 — 4). Tam widzimy Messyasza, jak pokonywa swych nieprzyjaciół, tu zaś widzimy go, jak idzie do tego nad wrogiem zwycięstwa.
Obaczmy teraz, jak pracuje Messyasz nad swojem dziełem: „Nie będzie wołał, ani będzie miał wzgląd na osoby, ani będzie słyszan głos iego na ulicy" (XLII. 2). Zauważyć trzeba, że opis ten jest przedewszystkiem i wprost przeciwny przedstawionemu poprzednio opisowi bohatera wojennego. Ten ostatni napełnia wszystko zamieszaniem i strachem; Messyasz więc w przeciwieństwie do niego będzie osobistością charakteru łagodnego, dobrego, spokojnego, dalekiego od wszelkiego przepychu i zbytku, nie działającego z hałasem i próżną okazałością, lecz ze spokojem i skromnością. Wszystko to przemawia za charakterem pokojowym człowieka. Właściwa to rzecz przeto, aby człowiek o takim charakterze oddawał się z nadzwyczajną słodyczą wspomaganiu słabych i pocieszaniu cierpiących: „Trzciny nałamionej nie skruszy, a lnu kurzącego się nie zagasi" (XLII, 3). To znaczy, obejmie on i odwagi doda tym, co są uciśnieni i tak bardzo strapieni, że życie w nich prawie zamarło. Nie będzie on zatem tak jak potężni i mądrzy tego świata, którzy dumną pogardą ścigają słabych i cierpiących, którzy się odwracają od nieszczęśliwych i odtrącają ich lub zgładzić usiłują. W przysłowiowem swem wyrażeniu Izaiasz ukazuje nam słodycz i miłość, z jaką Messyasz pociąga ku sobie i zniewala tych, co są przywaleni ciężarem grzechów, — miłość, z jaką słabym grzesznikom usiłuje dodać siły do spełniania cnoty, a tym sposobem pobudza małą iskierkę dobrego, jaka jeszcze w nich tleje, do rozniecenia wielkiego światła i wspaniałego blasku. Zresztą nie ograniczy się on na tem jedynie. Z tą bowiem łagodnością połączy niczem niezwyciężoną wspaniałomyślność, nigdy nie ustającą w działaniu, nie dając się trudnościami zniechęcić, lecz niezmordowanie krocząc ku zamierzonemu celowi. Myśl tę w następujący sposób wypowiada prorok: „Nie będzie smutnym ani zaburzonym, aż postanowi na ziemi sąd" (XLII. 4), aż do czasu, kiedy zasada prawdy i sprawiedliwości będzie ustanowiona po całym świecie. Tak tedy prorok kreśli obraz, podług którego Kościół messyaniczny ma nabierać wzrostu i siły. Takie jest oto proroctwo! Tak został odrysowany Messyasz i Jego sposób działania! Możnaby powiedzieć, że prorok już naprzód opisał opowiadanie ewangeliczne. A gdy słyszymy Messyasza mówiącego: „Poydzcie do mnie wszyscy którzy pracuiecie i obciążeni iesteście, a ia was pocieszę," albo „uczcie się odemnie, iżem iest cichy i pokornego serca," gdy Go widzimy łagodnym i miłosiernym dla grzeszników, umacniającym słabych w wierze, dodającym siły i odwagi tym, co się chwieją: „ufaj córko..." i t. d., czyż to wszystko nie przypomina nam owego obrazu Chrystusa Pana, jaki nam tak wyraźnie zarysował prorok na wiele wieków naprzód? Dla tego też św. Mateusz, który w swej ewangelii chce wykazać żydom, że Jezus jest obiecanym przez Boga i przepowiedzianym przez proroków Messyaszem, powiada, że te opisane przez Izaiasza rysy charakterystyczne urzeczywistniły się i najdokładniej spełniły w Jezusie; zaznacza przytem, że to urzeczywistnienie nastąpiło w czasie, kiedy faryzeusze szukali sposobu zgładzenia Jezusa (Mat. XII. 14—21).
Ten charakter Messyasza, który jednocześnie stanowi dla Kościoła zasadę postępowania, widnieje również z owego sławnego proroctwa Izaiasza, przez którego sam Chrystus rozpoczyna swe nauczanie: „Duch Pański na mnie, przeto że mię Pan pomazał: posłał mię abych oznaymił cichym, abych leczył skruszone sercem..." i t. d. (Iz. LXI. 1 — 3; Łuk. IV, 18). Ten, którego prorok nazywa pomazanym i nauczonym przez Ducha Pańskiego, jest właśnie Messyaszem, temiż samemi barwami odmalowanym w rozdz. XI co XLII. Ten Chrystus, pomazaniec Pański, posłan jest dla niesienia dobrej nowiny strapionym, to znaczy dla opowiadania Ewangelii ubogim. Wskazuje to sam Chrystus wobec wysłańców Jana-Chrzciciela jako znak, że nadszedł czas messyaniczny, że on sam jest tym, który miał przyjść i że nie trzeba oczekiwać innego (Mat. XI. 3 — 6). Posłany jest na to, by leczyć tych, co mają serce skruszone, to jest by podnosić na duchu tych, co są smutni, przygnębieni, małoduszni; a zatem, by umacniać i pocieszać dusze chore, niewiarą, bojaźnią, strapieniem złamane. Słowem, posłany jest na to, by pocieszać i zbawiać nieszczęśliwych.
Ale biada tym, co odrzucą przynoszone im zbawienie! Messyasz bowiem postawion jest na zmartwychwstanie i na upadek: myśl to wyrażona w następujących słowach Izaiasza: „posłał mię... abych opowiadał rok ubłagalny Panu," czas dobrej woli i miłosierdzia bożego; ale także posłany jest by zwiastował „dzień pomsty Boga naszego" (Iz. LI. 2). Chrystus zapowiedział ten dzień pomsty, gdy wielokrotnie wygłaszał przekleństwa przeciw światu i jego żądzom, gdy przedstawiał upadek, zgotowany domowi zbudowanemu na piasku, gdy przepowiadał i pomstę bożą, jaka miała dosięgnąć miasto niewdzięczne, i sąd ostateczny, na którym odda każdemu podług czynów jego.
Te są tedy główniejsze przepowiednie Izaiasza o Kościele jak również o życiu publicznem Chrystusa Pana. Otóż ten obraz Kościoła i Chrystusa uczyniony został na wiele wieków przed tem, zanim Chrystus ukazał się na świecie, zanim nowa teokracya istnieć zaczęła. Z obawy, iżby się ktoś nie dał powodować wątpliwościom, jakie racyonaliści podnoszą o autentyczności tej części proroctwa Izaiasza, obejmującej rozdziały XL — XLVI, dosyć będzie zauważyć, że przytoczone w ciągu tego studyum i wyjaśnione proroctwa zachowują całą swą siłę dowodową, choćby nawet nie były napisane na 700 lat blisko przed ich spełnieniem. Odnośnie do kwestyi, jaka tu obecnie zajmuje, wystarcza aż nadto, choćby te proroctwa, jak chce racyonalizm, pochodziły z 538 roku przed Chr.: proroctwo bowiem zawsze pozostaje boskiem, skoro tylko poprzedza przepowiadany wypadek na tyle, że nie można go przypisać naturalnemu przewidywaniu ze strony umysłu ludzkiego. Pod tym względem nic na tem nie zależy, czy omawiany wypadek zaszedł w 538 czy w 700 lat przed Chr. Można zresztą wykazać na dowodach zupełnie przekonywających, że te rozdziały są w całości dziełem Izaiasza.
Gdy się uważnie rozważa te proroctwa, trudno niepowiedzieć sobie: „Palec boży jest tu!" Czyż już to samo nie jest rzeczą podziwu godną i prawdziwie niewytłómaczoną, iż żyd, jakim był Izaiasz, znający tylko dawną i ograniczoną teokracyę, doszedł do tak podniosłego pojęcia o teokracyi powszechnej? Ale co bardziej jeszcze zadziwiające, to że już na 700 lat naprzód wypowiada on zasady i sposoby, podług których królestwo boże ma być założone i rozszerzone w ciągu wieków; że podaje właściwą królestwu temu cechę, dary jego, cnoty, przywileje. Bardziej jeszcze jest zastanawiającą to, że wypowiada on tak dokładne i tak szczegółowe proroctwa o tej szczególnej osobistości, Messyaszu, o Jego dziewiczem narodzeniu i młodości spędzonej w kraju Izraela, o Jego życiu ubogiem, nieznanem, pokornem, a naturze Jego nauki. Dodajmy do tego proroctwa (o których mowa w art. „Męka"), odnoszące się do męki i do wynikającej z niej chwały. Nietylko objął prorok wzrokiem duszy te rzeczy, jakie miały się spełnić w 700 lat później, ale nadto określił naprzód prawa, jakie rządzić miały w królestwie bożem i jakie rządzić niem będą aż do skończenia wieków. Dla tego to jeden z natchnionych pisarzy świętych, słusznie powiada o nim tę świetną pochwałę: „Izaiasz, prorok wielki y wierny przed oczyma bożemi... wielkim duchem przyzrzał poślednieysze rzeczy... pokazał aż na wieki przyszłe rzeczy y skryte pierwey niż się stały." (Ekkles. XLVIII, 25, 27, 28). Co do nas, badających te proroctwa i patrzących, jak się przed oczyma naszemi rozwijają wypadki, które je urzeczywistniają, zmuszeni jesteśmy z księciem apostołów powiedzieć: „Abowiem wolą ludzką nigdy proroctwo nie iest przyniesione, ale Duchem św. natchnieni mówili ludzie święci Boży." (II Piotr, 1, 21).
(J. Knabenbauer S. J.).
X. W. S.
-
Ob. o tym przedmiocie: Corluy. Spicilegium t. I. str. 404 — 441; Fillion. Essai d'Exégèse. str. 23 nst. Knabenbauer. Comentar. in Isaiam, t. I. str. 164—199. ↩