O. LACHAISE.

Ludwik XIV wybrał sobie spowiednika z pośród Jezuitów. Z tego powodu posypały się na Towarzystwo Jezusowe ciężkie zarzuty: obwiniano Jezuitów o grzeszną pobłażliwość dla namiętności króla, o wyzyskiwanie swego wpływu na korzyść własną celem otrzymywania majątków i przywilejów, jako też celem zwracania środków przymusowych przeciw swym nieprzyjaciołom. Szczególnym przedmiotem pocisków był Père Lachaise, od r. 1675 do 1709 spowiednik Ludwika XIV.

Pytamy, czy te zarzuty były uzasadnione?

O. Franciszek de Lachaise, S. J., synowiec O. Coton, był prowincyałem prowincyi Lyońskiej, gdy został spowiednikiem królewskim w 1675 r. Saint-Simon, którego wrogie dla Jezuitów usposobienie aż nadto jest znane, przedstawia nam go w następujących rysach: „Sprawiedliwy, prawy, poważny, mądry, łagodny i umiarkowany, wielki wróg wszelkiej denuncyacyi, gwałtów, rozgłosu, był człowiekiem honoru, pełnym uczciwości i miłości dla ludzi. Widziano go zawsze bardzo uprzejmym, skromnym i pełnym poszanowania dla innych. Nawet nieprzyjaciele Jezuitów byli zmuszeni oddawać mu sprawiedliwość i przyznawali, że był to człowiek dobrze wychowany, szlachetnie urodzony i godny swego stanowiska." Obraz ten odsłania nam spowiednika królewskiego, jego charakter i upodobania; dokładne zbadanie jego postępowania przekona czytelnika, że Saint-Simon ma słuszność.

W czasach, kiedy Père Lachaise ukazał się na dworze, pani de Montespan cieszyła się największymi przywilejami. Powoli O. Lachaise umiał przejąć swego penitenta wyrzutami sumienia i w czasie świąt Wielkanocnych 1680 r. ujrzano króla ponownie przystępującego do Sakramentów św.

Odtąd datuje się początek przywilejów Ojca Lachaise. Wkrótce doszedł on do ogromnego wpływu, ale używał go tylko dla łagodzenia i uspokajania nieporozumień, do jakich został wmieszany skutkiem wyjątkowego stanowiska, jakie zajmował.

W wynikłej pomiędzy Innocentym XI pp. a Ludwikiem XIV przykrej sprawie o przywileje królewskie, jezuici usiłowali łagodzić poróżnienie króla z papieżem. Aczkolwiek im się to nie udało, to przynajmniej dobrze przyjęto ich usiłowania i nie byli zobowiązywani do podpisania osławionych czterech artykułów Deklaracyi gallikańskiej. Zatarg pomiędzy Stolicą Apostolską a Dworem francuskim trwał dalej. W 1686 r. O. Lachaise pisał do generała zakonu, aby się starał usunąć trudności, i czynił wszystko co mógł, aby zaprowadzić zgodę pomiędzy obydwiema władzami. Walka ta skończyła się, dopiero w r. 1689.

W 1685 r. sławny akt odwołania Edyktu Nantejskiego był ukończeniem innej znów walki, prowadzonej wewnątrz państwa. Przy tej właśnie sposobności napadano na postępowanie O. Lachaise. Eliasz Benoit i Schoell, pisarze protestanccy, że pominę innych autorów, zarzucają spowiednikowi królewskiemu, że w sprawie tej był najzagorzalszym przeciwnikiem protestantów; historyk Henryk Martin powiada, że O. Lachaise jest jednym z tych, którzy powinni ponieść odpowiedzialność za następstwa podobnego rozporządzenia. Jakież tedy rzeczywiście było zachowanie się jezuitów, a w szczególności Ojca Lachaise w tej sprawie?

Już od wielu lat zajmowali się jezuici sprawą powrotu protestantów do wiary prawdziwej. Ale nietylko nie stosowali przeciw nim żadnych surowych środków przymusu, lecz przeciwnie, uciekali się zawsze do łagodnej perswazyi: pomnażali ilość kazań i misyi, z czego otrzymali zdumiewające rezultaty, zwłaszcza w Alzacji, gdzie jednak zadanie to przedstawiało daleko więcej trudności, niż indziej ze względu na wielką ilość protestantów. Gdyby był rząd ówczesny zostawił Jezuitom wszelką swobodę działania, przyszłoby z czasem do nawrócenia olbrzymiej większości kalwinów francuskich.

Na dworze atoli postanowiono uciec się do środków przymusu. Ale czyż to Ojcu Lachaise przypisać należy to postanowienie? Bynajmniej. O. Lachaise zgodnie z arcybiskupem paryskim i Pélissonem pragnął powrotu protestantów do religii katolickiej, ale odpychał wszelką myśl o przemocy, wszelkie środki prześladowania. O tym szczególe posiadamy dokładne świadectwo księdza De Choisy, który przebywał na dworze i opisał jego życie zakulisowe. W pamiętnikach tych Markiz de la Fare, przyjaciel Jezuitów, powiada, że „O. Lachaise nie był tego zdania, żeby się należało uciekać do gwałtów, jakich się dopuszczano.“ Również i Oroux w swej Histoire ecclésiastique de la Cour de France podobnież przedstawia postępowanie królewskiego spowiednika. „Szczególnie silnie powstał on przeciw ekshumacyi ciał protestantów, ciągnionych na sznurach i porzucanych na śmieciska. Przedstawiał Jego Królewskiej Mości wszystko, co wstrętnego i barbarzyńskiego zawierał w sobie ten doraźny sąd ulicy, to też minister Jurieu, sprawiedliwszy w tej sprawie aniżeli wielu nawet katolickich pisarzy, nie mógł sobie wyobrazić, żeby O. Lachaise był zdolny do przedsiębrania surowych środków na jakie się uskarżała rzekoma reformacya.“ Świadectwa te doskonale świadczą, jakiem było działanie O. Lachaise. Czynił on wszystko, aby odwrócić gwałtowne środki przymusu.

Zresztą Ojcowie Towarzystwa Jezusowego trzymali się wszędzie tegoż samego sposobu postępowania. Zarówno przed jak po odwołaniu edyktu Nantejskiego liczne głosili kazania. Głośni z nauki i wymowy O. Bourdaloue, i O. La Rue byli z liczby tych missyonarzy, których posyłali jezuici do tych okolic, gdzie protestanci mieli najwięcej zwolenników, a Towarzystwo Jezusowe, nie uciekając się nigdy do środków gwałtownych, nie zaniedbywało żadnego ze sposobów łagodnego przekonywania.

Sądzimy, żeśmy dostatecznie wykazali niesprawiedliwość zarzutów, czynionych O. Lachaise z powodu odwołania edyktu Nantejskiego. Inne zarzuty zwracane bywają przeciw niemu, jako członkowi rady duchownej. Spowiednik królewski należał do tej rady, której zadaniem były nominacye kościelne. Historyk Henryk Martin powiada, że O. Lachaise usunął z niej arcybiskupa paryskiego, Franciszka de Harlay, „aby sam został samowładnym panem tych nominacyi.“ Posądzenie to najzupełniej fałszywe, choćby tylko dla tego, że to nie on, lecz poprzednik jego, O. Ferrier, usunął z tej rady rzeczonego arcybiskupa Paryża, a to dla tego, (powtarzamy tu sąd Henryka Martina), „że nie był on może dosyć szanowany ze względu na swe obyczaje.“

Oskarżano również O. Lachaise, że skorzystał ze swego wpływu, aby skłonić króla do udzielenia sobie znacznych dóbr materyalnych; mówiono, że otrzymał od Ludwika XIV wspaniałą willę, położoną na miejscu, gdzie dziś się znajduje cmentarz Père-Lachaise. W rzeczywistości zaś, jezuici posiadali tę willę od r. 1626, dawno przedtem, zanim O. Lachaise został spowiednikiem królewskim. Własność tę powiększono przez nabycie sąsiednich terytoryów. O. Lachaise, tak samo jak jego współtowarzysz, udawał się tam nieraz na wypoczynek chwilowy; przyczynił do powiększenia tej willi, i z powodu sławy królewskiego spowiednika zmieniono jej nazwę i zwać ją zaczęto Père-Lachaise. Z tego widać, ile-to prawdy się zawiera w tem powiedzeniu, że Ludwik XIV podarował swemu spowiednikowi posiadłość, objętą dziś nazwą cmentarza Pere-Lachaise.

A zatem rozgłośny spowiednik królewski śmiało może stanąć w obec sądu historyi. Jeśli nie zawsze udawało mu się wymódz na Ludwiku XIV czyny chrześcijańskie, to przynajmniej przyznać trzeba, że ustawicznie a często skutecznie się starał przypominać królowi obowiązki sumienia i rozumu.

Nie on sam wszakże z pośród wszystkich spowiedników królewskich, wziętych z Towarzystwa Jezusowego, ma tę zasługę; a ponieważ oskarżają jezuitów o serwilizm wobec swych królewskich penitentów, przeto niech nam wolno będzie przytoczyć kilka faktów, dowodzących bezpodstawności tego oskarżenia. Bayle, mówiąc o zachowaniu się jezuitów w czasie, kiedy król szczególnymi względami otaczał pannę de la Valliere, powiada: „O. Annat (ówczesny spowiednik królewski) codzień trapił o to króla i nie dawał mu spokoju.“ W czasie Wielkiego Postu 1675 r., gdy pani de Montespan cieszyła się całym blaskiem swego wpływu, znalazł się jeden kaznodzieja, który się odważył w obec króla tłómaczyć przypowieść proroka Natana i wielokrotnie powtarzać słowa tego proroka: Tu es ille vir. Kaznodzieją tym był jezuita, O. Bourdaloue. W XVIII wieku, w czasie gdy przeciw jezuitom podniosła się cała nienawiść wrogów i miała nad nimi zatryumfować, popierałaby ich pani Pompadour, gdyby sie byli zgodzili na jej rozgrzeszanie, na popieranie jej usiłowań rehabilitowania się w oczach opinii publicznej przy jednoczesnem wszakże pozostawaniu na stanowisku, jakie zajmowała przy dworze. Ale spowiednik jej, O. Saci, okazał się nieugiętym. Przez złość i pragnienie zemsty przeszła pani Markizowa na stronę nieprzyjaciół Jezuitów. Towarzystwo Jezusowe zostało złamane, Ale jezuici aż do końca godnie spełniali swój obowiązek. Fakta te nie są jedyne, któreby można przytoczyć dla okazania, czem byli jezuici, jako spowiednicy królewscy. Ale i przytoczone wyżej fakta poważnie i kategorycznie rzecz wyjaśniają. Dowodzą one, że ci Ojcowie umieli pojąć i dopełnić swych obowiązków.

(Ob. Darras, Histoire de l’Eglise; Rohrbacher. Histoire Univ. de l’Eglise, tome XII, liv. 88; Biographie Universelle, Michaud, tome 24, p. 43; Cretineau-Joly, Histoire de la Compagnie de Jésus, tome IV, ch. 5—6; Prw. art, Jezuici jako spowiednicy). (L. Arthuis).