Religia greków

Religię Grecyi bardzo długo źle rozumiano dlatego, że nie znano pochodzenia i znaczenia jej mitów, że wszystkie ich przejściowe fazy mieszano i nie rozróżniano wcale ani ich początków i rozwoju, ani pierwiastków tubylczych i cudzoziemskich. Wszystko to, w co nas wtajemniczyli poeci w epoce późniejszej, przyjmowano ryczałtowo jako religię grecką, a dzikie i grube czyny, przypisywane bóstwom najbardziej nawet podniosłym, uważano jako wynik systemu, polegającego na przenoszeniu do nieba wydarzeń życia ludzkiego, i jako wytwór pewnego rodzaju poetycznego szału.

Dopiero badania nad starożytną poezyą hinduską, w których dokładnie poznano genezę i naturę mitów, doprowadziły do przekonania, że mity greckie po największej części są zwykłemi tylko figurami. Atoli, zgodność w założeniu nie daje jeszcze zgodności w jego stosowaniu. Max Müller np. w mitologicznych baśniach greckich chce widzieć tylko to, co on nazywa chorobą mowy, nazwy jakieś przenośne, których rzeczywistego znaczenia zapomniano, a które kazały brać zwykłe epitety za osobistości rzeczywiste.

Przeciwnie zaś inni uczeni w mitach tych widzą znów opowieści ludowe, legendy starych bab ludowych. Wszystko to jednak jest zanadto krańcowe i do wyjaśnienia sprawy wcale niewystarczające. Przyczyna zaś tego jest ta, że mity greckie i boskie osobistości Hellady mają rozmaite pochodzenie.

Jedne, i tych jest ilość niewielka, są tylko (obrazowem) wyrażeniem jakiegoś wydarzenia rzeczywistego. Takim będzie naprzykład mit, który założenie kolonii tessalijskiej w Libii, w Cyrene, tłómaczy przez miłostki Apollona, przenoszącego tessalijską dziewicę do tego kraju. Inne zaś mity, w których biorą czynny udział bogowie, urobione zostały pod wpływem tego instynktowego uczucia, które po za zjawiskami widzialnemi, każe upatrywać jakąś wyższą wytwarzającą je przyczynę1. Inne wreszcie mity wytworzyli poeci filozofowie, jako wyraz pojęć kosmogonicznych.

Pośród tego mnóstwa bóstw zaludniających Olimp i pośród dotyczących ich baśni rozróżnić trzeba te co są pochodzenia greckiego lub cudzoziemskiego, a pośród pierwszych — te, co należą albo do całej rasy greckiej, albo też do odrębnych ras i miejscowości. Ci filologowie, co u kolebki ludzkości chcą widzieć tylko pojęcia i wierzenia najgrubsze, a w podniosłych pojęciach ludzkości — wytwór dopiero późniejszy, sądzą, rozumie się, że religia starożytnych Greków była wyrazem najgrubszego i najpospolitszego naturalizmu. Ale trzeba być nadmiernie uprzedzonym, aby nie chcieć uznać, że właśnie odwrotne następstwo w pojęciach religijnych jest najpewniejszym faktem dziejowym.

Żeby należycie ocenić religię grecką, taką jaką ona była w czasach, w których ją nam przedstawiają historycy i poeci, to znaczy w czasach zupełnego jej rozwoju, trzeba rozróżnić w niej trzy pierwiastki: pierwiastek grecki ogólny, zasadniczy, stanowiący pierwotne wierzenia rasy greckiej i wszystkim jej rozgałęzieniom zawsze wspólny; pierwiastek szczegółowy, który się rozwinął w poszczególnych miejscowościach, u poszczególnych ludów; wreszcie pierwiastki cudzoziemskie, które się wcisnęły bądź-to do wierzeń ogólnych, bądź-też do wierzeń ras poszczególnych, ale które otrzymały po większej części znamię ducha greckiego i pewne zmiany, umożliwiające tym pierwiastkom mitologicznym wspólny pochód z innemi pojęciami greckiemi. Tak naprzykład, Apollon jest z pochodzenia bogiem doryckim, Poseidon bogiem iońskim; kult wielkiej Macierzy wszystkich Greków i kult Adonisa pochodził z Azyi, z Syryi, Herkules jest odrębną własnością Teb w Egipcie, Teseusz był ateńczykiem, Perseusz argijczykiem: wszyscy ci jednak pochodzą od jednego i tegoż samego pojęcia, na różny sposób rozwijanego.

Właściwie zwana religia grecka posiada swe tło pierwotne, które wzięła od pierwotnej rasy indo-europejskiej, a które rozpoznajemy zarówno w pojęciach i przygodach bogów, jak w przygodach mitologicznych bohaterów greckich. Pierwotne to tło jednak religii greckiej bywało w ogólności tyle razy przerabiane i przekształcane, że często niepodobna go nawet rozpoznać.

Zdaje się, że pierwotni Grecy przybyli do Europy morzem z Azyi; naprzód zaludnili Azyę-Mniejszą, później przebyli morze i rozszerzyli się w Helladzie; inne rasy przybyły do Europy przez Bałkany. Pierwotni Grecy, do Europy przybyli, zwali się Pelazgami. Ludy te czciły boga niebios na górze świętej, nie nadawały mu wszakże żadnej określonej nazwy i żadnej materyalnej postaci. Podobny był ten kult do jakiegoś kultu czystego i przejściowo monoteistycznego. To też nie może najmniejszego nawet cienia dowodów przytoczyć na poparcie swego systemu Thiele2, gdy mówi, że pierwotna religia Pelazgów i Greków była najgrubszem bałwochwalstwem, że czcili oni bogów, łącznie z bóstwem najwyższem, jako istoty fizyczne; tak być wszakże nie mogło, skoro ludy te nie miały żadnego materyalnego przedstawienia bogów, ani nawet fetyszów. Wprawdzie Thiele dopatruje tej czci materyalnej w ciągłem istnieniu świątyn pelazgickich, a zwłaszcza świątyni w Dodonie, gdzie, jak mówi ten pisarz, „badano wolę boga niebios z szumu liści świętego dębu, który był fetyszem bóstwa, i z innych praktyk animistycznych." I rzeczywiście, w oczach Thiele'go, fetyszyzm i animizm są źródłem wszelkiej religii; tymczasem niespostrzega się w swem uprzedzeniu Thiele, że miesza dwie rzeczy najróżnorodniejsze. Żeby dąb Dodony mógł być w oczach Pelazgów fetyszem, trzebaby było, aby ciż Pelazgowie uważali go za życiowo uduchownionego przez Boga, czyli za samego boga; tymczasem Pelazgowie uważali swój dąb święty jedynie jako sposób objawiania woli Pana najwyższego. Z tem samem prawem możnaby twierdzić naprzykład, że biała chorągiew, którą się wywiesza na znak zawieszenia broni, jest także fetyszem, a nas czyni animistami.

Nic przeto nieprawdziwszego nad zdanie Thiele'go. Jak Hindusowie w swej Veruna mieli przedstawiciela bóstwa powszechnego, najwyższego pana świata i człowieka, tak samo Pelazgowie takiegoż przedstawiciela mieli w swem bóstwie bezimiennem. I to tylko jest prawdą. Prawdą jest również, że w czasach, w których poznajemy Pelazgów, monoteizm u nich nie istniał wcale, albo przynajmniej nie istniał w całej swej czystości, widzimy już bowiem u nich Dianę, naprzykład i Pana, którzy wielką szczerbę czynią w monoteizmie.

Religia Pelazgów wyróżniała się zwłaszcza wyroczniami, które w rozmaitych miejscach zwiastowały wolę pańską i zaprowadzały pomiędzy niebem a ziemią ten stosunek, do którego człowiek z natury swej wzdycha wszystkiemi siłami swej duszy.

Z ustaleniem się nowych ras, stanowiących Helladę w czasach historycznych, religia grecka zmieniła się całkowicie i przybrała charakter najzupełniej antropomorficzny. Głównym czynnikiem takiego przekształcenia była poezya, popchnęły ją zaś na tę drogę żywa wyobraźnia i artystyczne poczucie Greków. Zresztą, religia poetów nie była wcale religią ludu, w tem mianowicie znaczeniu, że większość wytworów poetyckich nie stała się nigdy wierzeniem ludowem i na zawsze pozostała po za ogólnym kultem religijnym.

Główne pojęcia, które były bodźcem dla wyobraźni helleńskiej, przyszły do nich po większej części z Chaldei. Grecy zaś do osobistości mniej lub więcej nieokreślonych i luźnych dodali wszystkie rysy i przygody osobistości ludzkich.

Religia grecka czasów historycznych jest zarazem kosmogoniczna i teologiczna. Początkowo okazuje nam ona podwójną rewolucyę: Jowisz strąca z tronu Kronos'a i w miejsce jego sam zajmuje tron niebiański; jest-to nowa religia grecka, tryumfująca nad dawnym kultem, a jednocześnie jest-to światło, jest-to świat zorganizowany, jest-to rozum tryumfujący nad siłami natury.

Podług oderwanego jakiegoś ustępu Homera (Iliad. XIV, 201, 256), początek wszechrzeczy ma być w oceanie (ów starzec Okeanos, samotnik nigdy nie cierpiący). Ocean jest tą wielką rzeką, tą wodą olbrzymią, która otacza świat cały, z łona jego zrodzony. A zatem, w myśl autora tych wierszy, początek wszechrzeczy ma być w wodzie; autor jednak antropomorfizuje to pojęcie, dając Oceanowi małżonkę Thetys (morze) i wszystko wyprowadzając z tej pierwotnej pary. Skutkiem tego-to właśnie pojęcia rzeki nazywano Ojcami ludów, które mieszkają nad ich brzegami. Nie można oznaczyć na pewno, od jak dawna pojęcie to istnieje, i czy nie jest ono—odnośnie do Iliady—owocem podstępu i podrobienia pierwotnej myśli autora. Podług Hezyoda, początkowo istniał Cahos (Kaos), przestrzeń bezbrzeżna, obejmująca wszystko w zarodku, ale w wielkiem zamieszaniu. Jest-to semickie Tohn. Z Kaosu wychodzi Gea, czyli materya kuli ziemskiej (terra inanis et vacua, jak mówi Księga Rodzaju) i Eros, miłość, attrakcya, hinduski Kâma, który nietylko jest, jak się zdaje, siłą attrakcyjną pierwotnych molekułów, jak mniemają Maury i Decharme, ale także pierwiastkiem życia, przypominającym biblijny Spiritus Domini, Ruah Elohim, tylko bardzo zeszpeconym. Po Gea i Erosie, powstają Ereb i Noc (Nyx), później Aeter i Hemera, to znaczy ciemności i światło, biblijne Vespere i Mane, wieczór i dzień. Każdy wszakże pierwiastek nowy, podług pojęcia poetów greckich, przedstawia się pod dwojaką postacią, jako pierwiastek podwójny, jeden rodzaju męzkiego, drugi żeńskiego.

Po tych wszystkich wytworach mitologicznych następuje właściwie zwane stworzenie, dokonywające się pod wpływem Eros'a. Gea rodzi Uranos'a, niebo gwiaździste, będące przyszłą siedzibą bogów, i Pontos'a morze ziemskie. Następnie Gea łączy się z Uranosem, niebo z ziemią, i z tego ich połączenia pochodzą wszystkie jestestwa, przed innemi zaś Ocean, i inne bóstwa, przedstawiające siły natury, słońce, księżyc, gwiazdy, morze (Hyperion, Phoebe, Astreios, Thetys), jak również przedstawiające pojęcia moralne (Themis, Mnemosyne), a wreszcie Kronos.

Gea zrodziła naprzód Cyklopów, którzy kują pioruny, błyskawice, jasność ich i trzask przerażający3, potem zrodziła straszliwe potwory o stu ramionach, Gygesa i inne, które Uranos nienawidzi i wieczną toczy z nimi walkę; przedstawiają one prawdopodobnie pierwiastki wszystko niszczące wszędzie, gdziekolwiek się znajdą. W tej chwili Uranos chciał wstrzymać postęp stworzenia, zatrzymując w łonie ziemi to wszystko, co się wówczas wytwarzało. Wtenczas podburzony przez Geę Kronos, wystąpił do walki ze swym ojcem, wywłaszczył go i sam zajął jego miejsce.

Baśń ta zaznacza nowy punkt w rozwoju stworzenia: siły przyrodzone, na czas jakiś zatrzymane, powracają do zwykłego swego ruchu; są to Tytany, panują pod Kronosem; rozwijają się też pojęcia fizyczne i moralne, wody ziemne rodzą się z Pontosu i z Gea. Następnie z Nyx'u i z Erebu rodzi się śmierć, sen i senne marzenia; później idą Parki, starość, niezgoda, oszustwo, przysięga, Nemesis, karząca zbrodnie i t. d. Raptem jednakże Kronos chwyta zadanie Oceanu w swe ręce, i chcąc powstrzymać stworzenie w jego rozwoju, własne swe dzieci pożera. Wówczas Rhea (działalność twórcza) ocala Jowisza, który strąca z tronu Kronosa i zajmuje miejsce jego w zarządzie światem. Występuje do walki przeciw synom Kronosa, Tytanom, pokonywa ich i wtrąca do otchłani; nie wszystkich jednak, gdyż Themis i Mnemosyne (Sprawiedliwość i Rozum) mieszkają nadal na Olympie, a Thesis zrodzi Dike, sprawiedliwość, porządek moralny. W każdym jednak razie zwycięstwo nie przyszło zbyt łatwo Jowiszowi, walka trwała lat dziesięć, a bóg pokonał swych przeciwników dopiero wówczas, gdy wyprowadził z Tartaru olbrzymów, których tam był wtrącił Uranos (Briare i in.) i gdy ich zwrócił przeciw synom Kronosa.

Wszystko to przypomina nam jednocześnie i przewroty kosmogoniczne i pierwotną walkę aniołów, upadek Lucyfera. Hesiod miał myśl o stworzeniu, dokonywającem się stopniowo, o wielkich przewrotach geologicznych, i opisał je jako walkę i przedsięwzięcia quasi-ludzkie.

Zanim jednak całkowicie się ustaliło panowanie Jowisza, musiał on poddać się najazdom olbrzyma Thyphe, o stu głowach wężowych, wydającego z siebie pomieszane jakieś głosy, przerażające wrzaski, to znaczy uległ duchowi uraganu i niebiańskiego ognia niszczyciela. Rażony jednak piorunem przez Jowisza, Thyphe wpadł do łona ziemi, skąd trawione ogniem jego ciało wyrzuca płomień przez otwory wulkanów i t. d. Po tem zwycięstwie zapanował porządek nad gwałtownemi siłami przyrody, a jeżeli kiedy podnoszą się one jeszcze, to rychło opanowywane bywają. Odtąd zabezpieczył sobie panowanie Jowisz i wszędzie zaprowadził ład i porządek. Łatwo zrozumieć, że system ten nie jest wcale pojęciem pierwotnem, ani też prawdziwą wiarą narodu. To co prawdziwie należy do wierzeń samodzielnych, zostało przez poetów przejrzane, powiększone, uzupełnione i uporządkowane.

W Homerze system teologiczny ogranicza się na przedstawianiu nam w niebie pewnej jakiejś ilości bogów, rządzących światem, pod zwierzchniczym zarządem Jowisza, który rządzi jako Pan i bogów nawet samych wtrącać może do Tartaru.

To też jak daleko sięgają religijne pojęcia Greków, wszędzie spostrzegamy bardzo ściśle określone pojęcie o bóstwie osobowem, panu wszechświata i człowieka, pierwiastku i czujnym stróżu prawa moralnego. Widzimy tam człowieka z całą świadomością swej wolnej woli, swych obowiązków, swej odpowiedzialności względem Jowisza, od którego w zupełności zależy, jak również z całą pewnością życia przyszłego i kar, jakie tam czekają winnych. Miejscem kary jest Hades, gdzie panuje Bóg tegoż imienia, brat Jowisza, które-to miejsce znajduje się w środku massy ziemskiej. Hadesu nie należy brać za jedno z Tartarem, więzieniem Tytanów i zwyciężonych przez Jowisza bogów, które to miejsce znajduje się na niższym krańcu świata, po przeciwnej stronie Olimpu. Pojęcie nieba, pobytu dusz cnotliwych, odtwarza się, jakkolwiek niedokładnie, w Polach Elizejskich i w piekle Odyssei. Widać z tego, że Grecy cielesnej części człowieka przypisywali wielkie znaczenie w całości istoty ludzkiej, i że nie przestając wierzyć w życie duszy po śmierci, uważali jednak też duszę za silnie dotkniętą przez śmierć ciała. Do tego pojęcia zbliża się pojęcie średniowiecznej scholastyki.

Jowisz, raz stawszy się panem świata, jest Rozumem, porządkiem, mądrością i pięknem we wszechświecie panującem. Pierwszemi małżonkami jego czyli istotowymi przymiotami są: Metis, mądry rozum, Themis, sprawiedliwość, Eurymnia piękność. Here (Junona) jest ostatnią, co dowodzi, podług czyjejś bardzo słusznej uwagi, że pojęcie Jowisza jako rozumu bezwzględnego, jako źródła wszelkiego porządku, wszelkiej cnoty i wszelkiej piękności, wcale nie jest późniejszym wytworem poetów-filozofów, lecz przeciwnie, jest jednem z najdawniejszych pojęć, do jakich się wzniosła myśl grecka.

Jowisz po zwyciężeniu Tytanów, dzieli się światem z dwoma swymi braćmi: Poseidon (Neptun) posiadł morze, Ades (Pluton) — piekło. Inni zaś bogowie, od Jowisza nie pochodzący, są mu w zupełności poddani i odeń zależą. Są to przedstawiciele sił przyrodzonych lub zasad moralnych. Pierwsze nie są bynajmniej uosobieniem metaforycznem, jak-to w ogólności utrzymywano, nie są one poprostu tylko materyą ożywioną, lecz są wytworami błędnego pojęcia, przypisującego ruchom sił przyrodzonych pewną przyczynę, pewien ożywiony i osobowy czynnik, pewien niewidzialny byt antropomorficzny, który wszystkie te siły przyrodzone w ruch wprawia.

Imię Zeusa (Jowisza) tyle znaczy, co sanskryckie imię Dyaus'a (Jovis), który oznacza niebo świetlane, co wszakże bynajmniej nie dowodzi, aby Jowisz początkowo był materyalnem sklepieniem niebios. Światło i niebo łączono zawsze z pojęciem bóstwa. Światło jest szatą i mieszkaniem bóstwa, jak mówi Awesta. Zeus, jako bóg nieba, jest bogiem atmosfery i wszystkich jej zjawisk, nie iżby był samą atmosferą materyalną, lecz że jest jej rządcą i panem. Dopiero filozofia, jak to widać z Wirgiliusza, pomieszała pojęcie Zeusa z żywiołami fizycznymi.

Inni bogowie, dzielący między siebie przyrodę, rozróżniają się na bogów wyższych i niższych, na półbogów i bohaterów, na bogów nieba, ziemi i piekła. Niepodobna ich tu wszystkich wyliczyć. Zaznaczymy tylko głośniejszych.

Bogowie nieba: Here, małżonka Jowisza, wytwórczy pierwiastek nieba; Athene (Minerwa), zrodzona z głowy Jowisza (czy to jako mądrość, czy też jako bogini światła), bogini mądrości, a może i czystości lazurów niebieskich; Apollon, bóg światła a później słońca, sztuk pięknych i literatury, i t. p. Ares (Mars), bóg wojny; Aphrodite (Wenus) pochodzenia fenickiego lub syryjskiego, oraz Heros, miłość, jej syn; Hephaistos (Wulkan), bóg ognia; Artemis, bóg księżyca, bóg życia wiejskiego, bóg lasów, zarówno jak bóg czystości, związanej także z Hecate, inną znów postacią księżyca, i z Proserpine, boginią piekła, tworzącemi razem potrójną Hecate czyli księżyc w pełni, księżyc zmniejszony i księżyc bez światła, pogrążony w otchłaniach, i księżyc zwany nowiem; Hermes (Merkury), poseł bogów, prowadzący dusze do innych światów, bóg wszelkich umów między ludźmi i opiekun granic własności. Chciano w nim widzieć poprostu zmrok ranny lub wieczorny i upodobnić go z wedyjskiem Saramaya, wysłanym na poszukiwanie Chmur; byłby to jednak zmrok bardzo płodny. Zauważmy nadto, że był także bóg wymowy. Assymilacya ta pochodzi stąd, że trzeba, aby wszelkie pojęcie bogów miało pochodzenie przyrodzone; Hestia (Westa), opiekunka ogniska i jego wiecznie płonącego ognia; Helios, słońce; Iris, tęcza, zwiastun pokoju między bogami a ludźmi. Dioskurowie Castor i Pollux, przedstawiciele zmroku i t. d.

Przytoczyliśmy wyżej Nemesis, Themis i Eurynome; dodajmy jeszcze do nich Gracye czyli Χαριτες i Muzy, a w niższym rzędzie Asklepias, bóg medycyny, Orfeusz, Ganymede, Hebe, i in. powszechnie znane.

Ponad bogami jest Moira czyli los, który każdemu przyznaje odrębny udział (μοῖρα) i nad którym sam Jowisz nawet panem nie jest, gdyż widzimy, jak w Illiadzie radzi się losu.

Morze ma za pierwszorzędne bóstwa Tytanidy: Ocean i Thetis, Kronidy, Poseidon i Amphitrite, Nere i pięćdziesiąt jej córek, Nereidy, Syreny i t. d.

Bóstwami gleby są przytoczone już wyżej Gea i Rhea-Cybele, Demeter, bóstwo gleby uprawnej, i córka jej Persiphone, bogini siły roślinnej, jaką ziemia w sobie zawiera; dlatego też porywa ją Hades i przeznacza ją sobie na żonę; dlatego również przez sześć miesięcy mieszka ona przy swej matce (okres wzrostu roślin), a przez drugie sześć miesięcy przy swym małżonku (zima); później, bogiem gleby jest sam Ades, bóg świata podziemnego, który zamieszkują trzej sędziowie piekielni: Eak, Minos i Rhadamanthe, i którego strzeże Kerber, pies o trzech głowach i o skórze centkowanej.

Bóstwa, stojące w łączności z ziemią, jaką zamieszkują, są: Dyonisios (Bachus), bóg pierwiastku, na pozór nadprzyrodzonego, napojów fermentowanych (hinduskie Sôma), a także, zdaje się, jest bogiem płododajnego pierwiastku deszczu; Pan i Ariste, bogowie życia pasterskiego, pierwiastku roślinności; tak samo również grupy Satyrów, Silenów, Nimf i Furyi.

Bardzo są też liczne, jak wiadomo, półbogi i bohaterowie. Dotyczące ich baśnie, takie jakie nam podają mitologowie, ułożone są z rozmaitych legend, należących do rozmaitych krajów. Herakles albo Herkules jest bogiem siły, życia, zdrowia, uosobiony w czystem powietrzu (?); jest-to bohater, oddany dobru ludzkości. Dwanaście znakomitych prac jego ilością swą przypominają dwanaście znaków zodyakowych, ale przystosowanie to jest dopiero późniejsze; na wzmiankę zasługują jeszcze: Perseusz, Bellerophon, Jason, Edip, Helena, bohaterowie narodowi, Theseusz Ateński, Kadmus Tebański, Inachus z Argos, Danaus i t. d.

Niepodobna byłoby nawet wymieniać wszystkich mitów i wszystkich legend, w których działaczami są bogowie i bohaterowie. Wyobraźnia grecka rozmnażała je i urozmaicała podług upodobania. Pochodzenie ich również, jakeśmy rzekli, jest rozmaite: jedne z nich przedstawiają obrazy przyrody, inne zaś — pojęcia moralne i umysłowe; niektóre bywają czystymi wytworami poezyi lub pospólstwa; inne znów utworzone są dla wyjaśnienia jakiegoś imienia, którego znaczenie i pochodzenie zaginęły. W niektórych legendach niepodobna nie przypuścić pewnej jakiejś historycznej podstawy. Na roztrząsanie wszystkich tych zagadnień trzebaby ogromnego tomu. Bardzo rozsądnie i wogóle umiarkowanie napisał takie dzieło Decharme, Mithologie de la Grèce antique. W dziele tem znaleść można liczne i wiarogodne wskazówki pod tym względem, aczkolwiek nie wszystko jest jednakowo uzasadnione. (Prw. również Kar. de Harlez Origines des Mythes, w czasop. Muséon 1882 i 1885).

Religia grecka, która za czasów Pelazgów nie posiadała ani świątyń ani posągów bogów, i jedne i drugie otrzymała z Azyi. Początkowo nie miała ona też żadnego kapłaństwa; modlitwy i ofiary składali ojcowie rodzin i przywódzcy narodu. Później wodzowie ludów miewali przy boku swoim kapłanów, którym polecali spełniać ceremonie religijne. Same tylko te miejsca, na których wydawano wyrocznie, posiadały zorganizowane ciała kapłańskie, oddane badaniu woli bogów i wyrażaniu takowej. Przy wznoszeniu świątyń dawano im, rozumie się, obsługę. Grecya miała wówczas dwa główne ciała religijne, kapłanów i wróżbitów.

Świątynie wznosili wogóle Grecy na wyżynach. Niektóre z nich odznaczały się wielką wspaniałością. Wybierano dla nich zazwyczaj uroczyska leśne, wesołe równiny, góry wyniosłe, brzegi rzek, szczególnie miejsca jakieś wspaniałe, tajemnicze lub też wesołe i pogodne. Świątynia dzieliła się na dwie części: jedna dostępna ogółowi, druga zastrzeżona dla samych tylko ofiarników (ἄδυτον); przedzielało je naczynie z czystą wodą do ablucyi. W adytonie znajdował się ołtarz, którego wielkość i piękność zależała od stanowiska bożka, dla którego był przeznaczony.

Pierwsze bożyszcza bywały tylko kamieniami lub niekształtnemi postaciami; z czasem dopiero bożyszcza te stały się przedmiotami sztuki. Świątynie i ołtarze musiano poświęcać przez ofiary, modły, ceremonie, a zwłaszcza przez namaszczenie oliwą. Poświęcano również bogom zagrody domowe, pola, z których jakąś część płodów otrzymywali kapłani.

W okresie historycznym Grecya posiadała już ciała kapłańskie prawidłowo ustanowione, posiadała kapłanów, uważanych za jedynych prawnych pośredników pomiędzy bogami a ludźmi. Powoływano ich albo losem, albo na mocy wyborów lub prawa dziedziczności. W każdym jednak wypadku wymagano od nich całkowitej nieskazitelności pod względem fizycznym i moralnym, oraz bogobojnego życia. Niektóre świątynie miały kapłanki.

Czynności kultu religijnego zasadzały się na ofiarach, modłach, libacyach, wonnych kadzidłach. Powiadają, że ofiary krwawe zaprowadzono dopiero później.

W religijnym kulcie greckim wielkie znaczenie miała również teomancya.

(Karol de Harlez).

X. W. S.


  1. Prw. Decharme. Mythologie de la Grèce antique, p. XXI. 

  2. Manuel de l'histoire des réligions, tłóm. z hollandzkiego p. Maurycego Vernes'a. Paryż, 1885, str. 290. 

  3. Brontes, Steropes, Arges, wytwory poetyckie.