Religia pierwotna chińczyków

Mniemany ateizm Chińczyków jest jednym z faktów, na które powołują się racyonaliści dla udowodnienia, że powszechna zgoda ludzkości na istnienie jednego Boga osobowego, pana świata, jest czystym wymysłem. Lud chiński jest jednym z najzdolniejszych narodów na ziemi, był on jednym z pierwszych narodów cywilizowanych; a tymczasem lud ten jest ateuszowskim i materyalistycznym; natura nie przywiodła go do poznania Bóstwa; to ostatnie zatem nie jest przyrodzonem dobrem człowieka, a powszechna zgodność ludów na istnienie jednego Bóstwa udowodnić się nie da. Tak rozumują racyonaliści.

Pewien wykształcony włoski chinolog, Nocentini, przytoczył kiedyś rozmowę1, jaką miał po przyjeździe swym do Kantonu z jakimś oświeconym chińczykiem, z której wyciągnął wniosek, że zbyteczną było rzeczą szukać Boga w dawnych księgach chińskich.

Wielu też ludzi podobnie wierzy, że chińczycy są materyalistami i ateuszami, że ponad sobą uznają tylko niebo materyalne, sklepienie diamentowe, w którem błyszczą perły gwiazdziste. Że niejeden oświecony nawet chińczyk tego jest zdania, przeczyć nie będziemy, i na tem zresztą nic nam nie zależy. Mowa tu nie o tem, czem dziś jest państwo niebieskie, ale o tem, czem ono było kiedyś, a zwłaszcza w początkach swoich, o tem, co sama natura wlała w lud chiński, zanim jeszcze zbytek i zepsucie obyczajów zwaliły na umysł chiński ciężkie jarzmo materyi i zmysłów, zanim jeszcze cudzoziemska propaganda nie zmieniła w nim samodzielnego dzieła rozumu ludzkiego.

Zna się wprawdzie pagody chińskie, bałwany i magoty, znamy bonzów o wolnych często obyczajach, o charakterze mało szlachetnym, których chińscy romansopisarze lubią przedstawiać w swych pismach, i na tych przykładach urabia się zdanie o religii. Ale to wszystko są wytwory egzotyczne, przez wpływy cudzoziemskie do Chin wprowadzone; mogły one wprawdzie zmienić po części zasady miejscowe, ale takowych w zupełności nie wyrugowały. Prawdziwa religia chińska nie ma nic wspólnego z zasadami zwolenników Fo'a lub Fao'a; dobrze to trzeba zaznaczyć, by sobie urobić dokładne pojęcie o religijnej historyi Chin.

Trzy główne religie rozróżnić trzeba w Państwie Niebieskiem. Pierwsza z nich sięga początków narodu i okazuje się już w pierwszych jego pomnikach historycznych; jest-to religia ludowa. Dwie inne pochodzą z czasów historycznych, względnie niedawnych. O pierwszej tylko z tych trzech religii mówić będziemy.

W chwili ukazania się swego na widowni dziejów Chińczycy są monoteistami. Religia ich streścić się daje w wierze w jednego najwyższego Boga. Kult religijny polega na praktykowaniu ofiar Bogu składanych. Tego najwyższego Boga nazywają Chang-ti, to znaczy Pan (ti) najwyższy (Chang).

Przymioty tego Boga są nam wskazane, jakkolwiek niedokładnie, w faktach historycznych, wspominanych w księgach chińskich. Dla uzasadnienia wszakże tych naszych wniosków, musimy przedewszystkiem udowodnić autentyczność starożytnych dzieł historycznych tego ludu. Pierwszy dziejopis chiński, Konfucyusz czyli Kong-fu-ce, rozpoczyna opowiadanie dziejów dopiero od króla Yao, który panował nad prowincyami północnemi, jedynemi wówczas, jakie zajmowały plemiona chińskie ok. r. 2350 przed Chr. Dlatego-to od tej doby liczono czasy historyczne narodu chińskiego; ale sam Konfucyusz wspomina często królów dawniejszych, a jeśli wyraźnie o nich nie mówi, to dlatego, że ci nie dostarczali dosyć treści do jego planu przy pisaniu dziejów, który był raczej dydaktyczny aniżeli historyczny. Zajmowali się tem zresztą najpoważniejsi historycy bliższych nam czasów i przy świetle najpoważniejszej krytyki badają wszystko, co się do tej dalekiej przeszłości odnosi. Autentyczna historya Chin opowiada panowanie tych królów odległych bardzo szczegółowo, a jeśli nie wszystko można z jednakową wiarą przyjmować, to przecież nie można też rozumnie odrzucać tego, co nosi na sobie cechy prawdopodobieństwa. Wszak i historyi rzymskiej Tytusa Liviusza nie można zaliczać do rzędu czystych powieści dlatego jedynie, że pisarz łaciński umieszcza w niej legendy ludowe, dotyczące wypadków historycznych. Możemy przeto iść w ślady urzędowego zarysu historyi Chin czyli Ton-Kieng-Kang-Mu, będącego zarazem podstawą ogólnej historyi Chin, napisanego przez O. Mailla.

Pierwszym panującym, którego imię i dzieje przedstawiają w ogóle jakąś rękojmię dokładności, jest Fo-hi. O księciu tym powiadają nam dzieje, że był zachwycony pięknością niebios i bogactw ziemi, i że nie omieszkał za to dzięków składać Tien'owi, najwyższemu Panu i jednych i drugich. „On pierwszy rozkazał wybierać zwierzęta i składać je w ofierze Panu niebios, jako też ustanowił dnie, w których ceremonie te dopełniać się miały."

Jeden z jego następców, Hoang-ti, korzystając z postępu oświaty, dokonanego za jego poprzedników i w początkach swego panowania, kazał zbudować wspaniałą świątynię Chang-ti'owi, i składał mu w niej ofiary. Prócz tego wydał rozporządzenia, mające urządzić postępowanie ludu i zapobiedz czynom złym, niepodobającym się Chang-ti'owi.

Za następcy jego, króla Chao-Hao zaszedł wypadek wielkiego dla historyi religijnej znaczenia. Dziewięciu wojskowych dalekich prowincyi wprowadziło do kraju magię. Przebiegali oni kraj cały i ukazywali przerażające zjawiska, przy czem zmuszali lud do składania ofiar tym widziadłom, „co się sprzeciwiało czci, jaką należy oddawać Chang-ti'owi, i opłakane to nadużycie pozostało nadal; rozwinęło się zaś dalej i stało się nieuleczalnem, gdy Tao-sse'owie przyswoili sobie grzeszne to postępowanie." Tak mówi historyk IX w. (koniec Tang'ów).

Zrozumiał całą doniosłość złego następca Chao-Hao'a, Czuen-Hio, i uznał konieczność zaradzenia mu. Polecił więc jednemu ze swych podwładnych Ken-Ming'owi, i synowi swemu, któremu dodał do rady jednego z mędrców, zająć się uporządkowaniem rzeczy, dotyczących składania ofiar i sprowadzeniem zbłąkanych na drogę nauki zdrowej. Ken-Ming wówczas zabronił pod karą śmierci składania ofiar komu innemu prócz Chang-ti'owi, ażeby zaś prędzej skończyć z zabobonem, postanowił, że na przyszłość sam tylko cesarz będzie składał ofiary Najwyższemu Panu nieba i ziemi. Doradzca znów jego syna ze swej strony nawracał obałamucone przez czarnoksiężników ludy.

O następcy znów Czuen-Hio, królu Ti-ko, opowiadają historycy chińscy, że, przejęty czcią dla Chang-ti'a, czuwał bezustannie nad swemi czynnościami, z obawy, aby się nie sprzeniewierzył obowiązkom; to też błogosławiły mu nieba i wszystkie ludy ziemi poddawały się chętnie jego tak łagodnemu i dobroczynnemu panowaniu.

Ale królowa Kiang-Yuen nie miała potomstwa; ustawicznie więc błagała Chang-ti'a, aby ją uwolnił od tej niesławy, i ustawiczne składała Mu ofiary. „Gdy nadszedł czas, wolna od wszelkich trudności i cierpień, bez bólów i męczarni wydała na świat cudowne dziecię. I czyż Pan najwyższy nie okazał się dla niej łaskawym? Czyż nie zbierała wówczas owoców swych ofiar i modłów?" Tak samo również znacznie później jeszcze śpiewał jakiś poeta, wprowadziwszy do legendy obcy jej pierwiastek, ciało Pana najwyższego.—Tym sposobem dochodzimy do panowania cesarza Yao, pierwszego, którego panowanie opisuje Konfucyusz dokładnie. Mógłby kto może powiedzieć, że wiadomości o poprzednikach cesarza Yao pochodzą z czasów późniejszych, i że dziejopisarze przedstawili nam czasy dawne podług pojęć sobie współczesnych. Byłoby to jednak przypuszczenie bezzasadne i wszystkim wydarzeniom przeciwne. Urzędowi historycy Chin znani są z wierności obowiązkom swego zawodu i z troskliwości, z jaką rozróżniają tradycye autentyczne, wydarzenia pewne, od zmyśleń pisarzy niedbałych i nie dość oświeconych. Owszem, gdyby nawet chcieli wprowadzić w błąd czytających, nie mogliby tego dokazać, tak powszechną bowiem i silną czuli nad sobą kontrolę. Skądinąd znów, gdyby nawet wnieśli współczesne sobie obyczaje do opowiadań o starożytności, mówiliby właśnie coś wręcz przeciwnego, albowiem za ich czasów monoteizm nie był już ani tak czysty ani tak powszechny. Sama nawet religia ludowa wchłonęła już pierwiastki buddyzmu i Taoizmu, bałwochwalstwa, magii i wszelkiego rodzaju przesądów.

Wreszcie zauważyć trzeba, że wierzenia, przypisywane przez Konfucyusza Yao'wi i jego następcom, najzupełniej zgadzają się z tem, cośmy mówili o religii pierwszych panujących; okazują się one w pierwotnym blasku historyi autentycznej, która nam została przechowana taką, jaką opisują historycy późniejsi. Nic więc nie dozwala przypuszczać jakiegokolwiek fałszerstwa lub zmiany.

Pierwszymi współczesnymi dowodami wydarzeń, o których mówią rzeczeni historycy, są dowody, stanowiące podstawę Szu-King'ów i tworzące t. zw. Szi-King. W tych zaś księgach na wielu miejscach znajdujemy wzmiankę o wierzeniach religijnych owych czasów zamierzchłych, i wciąż się w nich mówi o „Summus Dominus," Chang-ti. Prawda, że powtarza się tam równie często wyraz Tien „niebo," ale oczywiście jest-to synonim Chang-ti'a, — przenośnia, podobna do tej, jakiej często używamy w najabsolutniejszym monoteizmie chrześcijańskim. Dajmy na to kilka przykładów.

Szu-King'i oznaczają śmierć następującemi wyrazami: „wstąpił i zstąpił," (tsu-lo, wesibuhe, wasibuha), co podług chińskich nawet tłómaczy ma znaczyć: duch jego wstąpił do nieba, a ciało jego zstąpiło do ziemi.

Ostatni cesarz z dynastyi Hia był tyranem zarówno okrutnym jak wyuzdanym. Lud uciśniony rzucił się w objęcia księcia Szang, i zmusił go do pochwycenia za broń przeciw ukoronowanemu potworowi. Zostawszy zwycięzcą, książę Szang doświadczał wyrzutów sumienia. By je uspokoić, rzekł mu jeden z jego ministrów:

„Lud, który otrzymał życie z nieba, ma swe pożądania i namiętności; skoro nie będzie miał pana, powstaną zamieszania. To też niebo, stwarzając ludzi mądrych i przewidujących, przez nich rządzi ludami. Skoro osłabła cnota dynastyi Hia, a ludy i rodziny wpadły na rozżarzone węgle, niebo udzieliło (obecnemu) cesarzowi siłę i mądrość, uczyniło zeń pierwowzór dla wszystkich królestw, kazało mu prowadzić dalej cnotliwe czyny króla Yu; naśladując postępowanie tego ostatniego, zgadza się (obecny) cesarz z wyrokami nieba. Król dynastyi Hia stał się winnym. Ponieważ, chcąc oszukać Niebo, król ten wydał zbrodnicze prawa, przeto Król Niebios przestał go popierać i wydał dekret, przenoszący zeń panowanie na księcia Szang; przekazał mu wszystkie dostatki Hia i kazał mu być następcą jego potęgi... Jeśli zawsze uznajesz prawo Niebios, utrzymasz ich postanowienie, które cię uczyniło panującym." (Szu-King, III, 2).

Po ostatecznem zwycięstwie nowy panujący zwołał swe ludy i miał do nich następującą przemowę: „Bądźcie uważni i słuchajcie mnie. Ponieważ Pan nieba najwyższego dał rozum ludowi ziemskiemu, to natura ludu tego każe mu słuchać tego rozumu. Tym, kto może utrwalić tę normę rozumu, jest sam cesarz. Gdy król dynastyi Hia zatracił wszelką cnotę i uciekał się do samej tylko przemocy i gwałtów, skazywał na męczarnie swe ludy. Wszystkie uskarżały się duchom. Prawo Niebios daje szczęście sprawiedliwemu, a zsyła niepowodzenie na złego. Ono też, aby ujawnić jej zbrodnie, zesłało klęski na dynastyę Hia.

„Ja zaś, jakkolwiek najmocniej przekonany o swej niedostateczności, poddaję się władzy i wyrokom nieba... Przyjmując rozkaz ukarania dynastyi Hia, prosiłem o wielką po temu świętość, o władzę dla dobra waszego; ponieważ zaś Nieba najwyższe kochają naród, przeto wielki zbrodniarz został pokonany. Wyrokom nieba opierać się nie można..."

W XIV wieku wciąż spotykamy te same pojęcia. Król Pang-keng, chcąc przekonać swe ludy o konieczności zmiany miejsca swego pobytu, mówi: „Niebo chce, abyśmy mieszkali w innej miejscowości, a przekazując nam władzę naszych praojców, chce zapewnić pokój wszystkim krajom... — Król nieba najwyższego, umacniając cnotę panujących poprzedników naszych, chciał, aby oni rządzili naszem państwem. Dlatego też, zgodnie ze zdaniem cnotliwych ministrów naszych, najstaranniej czuwając nad dobrem ludu, oznaczyłem inne miejsce na królewską rezydencyę naszą. Nie lekceważyłem ja waszego zdania, lecz działałem podług zasad sprawiedliwości. Nie można bezkarnie opierać się temu, co wskazuje zapytywana przez nas wyrocznia..."

Pod koniec XII w. U-Wang, uzbrojony celem uwolnienia Chin od tyrana Szeu, do zebranego ludu przemawia w ten sposób: „Nieba najwyższe powzięły straszny gniew i tajemnie obarczyły nim mego najdostojniejszego rodzica (aby koniec położył tym nieporządkom). Ojciec mój wszakże, aczkolwiek z należną czcią poddawał się władzy Nieba, nie mógł spełnić tego wielkiego dzieła.

„I oto dlaczego, ja, aczkolwiek maluczki, i wy, wodzowie sąsiednich krajów, roztrząsamy rządy Szang'ów. Szeu nie ma chęci poprawy; nie spełnia swych obowiązków ani względem króla Niebios, ani względem duchów. Zaniedbując świątynię swych praojców, nie składa już w niej ofiar. Złodziejom pozwala marnować ofiary i naczynia ofiarne. Mnie więc lud został powierzony, dla mnie dekret (niebios) wydany, czyżem nie powinien naprawić tego zaniedbania? Pan Nieba najwyższego nienawidzi tyrana Szeu, postanowił go zgładzić; pójdźmy naprzód mężnie."

Zbliżając się już ku Szeu'owi, U-Wang wydał odezwę do ludu, w której znajdujemy następujące wyrazy: „Nienawidząc zbrodni dynastyi Szang, powiadomiłem o nich uroczyście niebo i ziemię, góry sławne, wielkie rzeki, które przebywałem... Ja, ze wszystkich najniższy, znalazłszy wiernych doradzców, zastosowałem się do rozkazu Najwyższego Pana; chcę wrócić pokój tym wzburzonym krainom. Wy zaś, druhowie, wspomóżcie mnie, pozwólcie oswobodzić wszystkie te ludy; obym nigdy nie przyniósł hańby tym duchom." (Szu-King, IV. 3).

W następnym rozdziale też same Szu-King'i podają nam krótki wprawdzie, lecz bardzo głęboki traktat z zakresu filozofii i polityki. Wszyscy chinologowie odnoszą go do czasów bardzo odległych; Legge nawet nie waha się przypisywać go samemu cesarzowi Yu (2050 r.).

Skoro się zestarzał cesarz Yao, wybrał sobie na współrządcę i następcę w panowaniu swego zięcia Szun. Pierwszem staraniem nowego księcia było złożenie ofiary na cześć najwyższego Pana nieba (Dergi abkaï han, chang-ti), jak również — sześciu czcigodnych i wszystkich innych duchów. Złożył on ofiary, czcząc rzeki i góry. Księga Konfucyusza dodaje nadto, że cenił on to tylko, co służyć mogło do czci Chang-ti'a lub co mogło być pożytecznem ludowi. Niebo wie wszystko, mawiał on do Y; nic przed niem nie jest zakryte. Hypokryzya je gniewa; wymaga ono serca łagodnego i szczerego. Niebo-to właśnie udziela darów ziemi. Traktat ten wreszcie kończy się słowami: Jest-to nauka Pana niebios, Tien-Ti.

Też same zasady spotykamy aż do początków VII wieku. W ks. IV, roz. 27, czytamy następujące wyrazy: „Gdyby niebiosa aż do ostateczności nie prowadziły zsyłanej przez się kary, narody nie miałyby nigdy mądrego rządu." A król Ping-Wang (r. 770 — 720), mówiąc o nieszczęściach swego rodu, w następujący sposób się skarży: „Królowie I-Ho, Wen-Wang, U-Wang, umieli się wsławić swemi cnotami; (rozgłosem swym) wznieśli się aż do nieba najwyższego. Skoro zaś sława ich rozbiegła się po całym świecie, Pan nieba najwyższego powierzył panowanie Wen-Wang'owi. Niestety! Jakiż-em nieszczęśliwy i słaby! gdym odziedziczył panowanie, zesłały mi nieba straszliwą klęskę."

Sądzę, że wystarczy powyższych cytat dla przekonania czytelnika. Przebiegliśmy przestrzeń czternastu wieków, począwszy od pierwszych zawiązków państwa chińskiego aż do czasu całkowitego jego rozwoju, a wszędzie prawdziwa historya tego ludu wykazuje nam, że lud ten ma jeden i ten sam sposób mówienia i jedną a tę samą naukę. Nauka zaś ta w kilku wyrazach streścić się daje: Od zarania swych dziejów lud chiński wierzy powszechnie i stale w jeden byt osobowy, (Ti, po mandżursku Han), najwyższy, panujący, zwierzchniczy Pan nieba i ziemi, żywiołów ziemskich i wszystkich wszędzie się wydarzających wypadków. Ten Pan najwyższy, ten Bóg jest panem cesarzów ziemskich. Daje on i odbiera moc i inne dobra; królowie są jego zastępcami. Karze on i nagradza władzą bezwzględną i niezależną. — Bóg ten jest najwyższym panem świata fizycznego, a nawet moralnego. Moralność — to prawo jego, to wola jego, człowiek powinien się jej poddawać i w postępowaniu swem ją naśladować. Bóg ten karze przestępujących jego rozkazy i jego prawo, a obsypuje dobrami tych, którzy je szanują. Boga oznaczają w języku chińskim wyrazy Chang-Ti, „Pan najwyższy," a w języku mandżurskim wyrazy Dergi Abkai Han, „Pan nieba najwyższego," albo też Dergi Di, „Pan najwyższy." Poniżej tego Boga stoją duchy niebiańskie, oraz święci czyli duchy ziemskie i wszelkiej cechy moralnej pozbawione2. Duchy te niczem zwierzchniczo nie rządzą, nie są też wcale źródłem moralności; niemniej jednak mogą one się przyczyniać do rozpowszechniania pomyślności i nieszczęść, oraz do popierania porządku moralnego. Zadanie ich jest nadzwyczaj małe; ograniczać się ono zdaje do przyjmowania ofiar niższego rzędu. Największe pośród nich znaczenie ma duch ziemi. Wreszcie, człowiek żyje po śmierci, wprawdzie nie w sposób jakiś określony, ale niemniej rzeczywisty; dobrzy zwłaszcza królowie przechodzą z ziemi do nieba, gdzie żyją na wieki. Wyrażenie, oznaczające w języku tym „umrzeć," bardzo dobrze wyjaśnia naturę śmierci; znaczy ono wstępować i zstępować, dusza wstępuje, ciało zaś zstępuje do ziemi. W klęskach doczesnych idą do świątyni zawiadomić o nich swych przodków i błagać o pomoc (IV. 6). Księga Szi-King (III, 1), rozpoczyna się od tych słów: „Cesarz Wen jest w krainach najwyższych; jakże on jaśnieje w niebiosach!"

Atoli, musimy tu z góry uprzedzić pewien zarzut. Księgi chińskie przypisują często czyny władzy najwyższej samemu tylko niebu „Tien'owi." Zarzut ten opiera się na domysłach niektórych nowożytnych chińczyków, którzy utrzymują, że Chińczycy zawsze byli materyalistami, i tem, czemu oni cześć oddawali, jest niebo materyalne. Uśmiechnie się zapewne na ten zarzut każdy, kto uważnie odczytywał powyższe wywody. Przypuszczać, że Chińczycy byliby zdolni wierzyć, iż niebo materyalne, że sklepienie niebieskie, półkula z kamieni i dyamentów może udzielać władzę królewską lub ją odbierać, gniewać się za zbrodnię i nagradzać cnotę, okazywać ludom serce ojcowskie; — albo że byliby zdolni wierzyć, iż panujący chińscy i ich wodzowie byli zastępcami przedmiotów dotykalnych i siebie samych nieświadomych, znaczyłoby wyrządzać chińczykom niczem nieusprawiedliwioną zniewagę. Tak samo możnaby zarzucać podobny nierozum wszystkim poetom świata, mówiącym o opiece niebios, o zbrodniach, wołających o pomstę do nieba i t. p. Tylko zacietrzewienie w raz powziętym systemie może niedozwalać widzieć całej niedorzeczności podobnego zarzutu.

Założenie nasze moglibyśmy dalej stwierdzać niezliczonymi urywkami z Szi-King'ów, też samą naukę wypowiadających; na dowód niektóre tylko tu zacytujemy: (III, II, 4—7; II, 347; III, 35; IV, 156) i zauważymy, że księgi zw. Szi-King składają się z pieśni ludowych, których ręka Konfucyusza dotknąć nie mogła i które tem samem przedstawiają wszystkie rękojmie autentyczności.

X. W. S.


  1. Revue internationale d'A. de Gubernatis. 1866. 

  2. Np. w ks. IV, 12, powiedziano: „Skoro postawisz to wielkie miasto, ulegając rozkazom Nieba, złóż ofiarę duchom wyższym i niższym. (Szang-Hia).