Toruńska sprawa
Dnia 16 Lipca 1724 r. odbywali katolicy toruńscy na cmentarzu kościoła św. Jakóba processyę z Najświętszym Sakramentem. Skutkiem niewłaściwego zachowania się jakiegoś protestanta, jeden z uczniów kolegium jezuickiego, żarliwością uniesiony, zerwał nakrycie głowy protestantowi. Wszczęło się stąd zamieszanie: porwano studenta jezuickiego z cmentarza, a protestancki magistrat miasta kazał go bezprawnie wtrącić do więzienia. Następująca potem krwawa bójka studencka zakończyła się po kilku dniach napadem protestanckiego motłochu na kolegium znienawidzonych oddawna w mieście jezuitów i okropnem jego zniszczeniem1. Wszystkie prawie okna powybijano, meble w pokojach połamano, a nawet ołtarze i ambonę w kaplicy porąbano w kawałki. Znieważono przytem Rektora kolegium i dwóch braci zakonnych. Pozrywano też i podeptano nogami obrazy św. Franciszka, św. Kazimierza i św. Stanisława Kostki, patronów uczącej się młodzieży. Wreszcie wszystkie te szczątki obok innych obrazów świętych i posągu Najśw. Maryi Panny wyrzucono na ulicę i razem na stosie spalono, przyczem publiczność protestancka lżyła głośno pamięć i cześć Najświętszej Panny. Podprezydent miasta, jak mówi dekret sądu asessorskiego warszawskiego, Żernicke, przed domem którego ów stos zapalono, spokojnie przyglądał się temu zbiegowisku z okien swego mieszkania, niczem się nie starając temu nadużyciu przeszkodzić. Dopiero około północy przybyli na wezwanie prezydenta mieszczanie i nowy oddział milicyi, rozpędzili publiczność i przecięli trwającą od pięciu godzin wrzawę2 Jezuici i wielu ze szlachty polskiej, której synowie dużo przytem ucierpieli—wystąpili przeciw tym wykroczeniom ze skargą do właściwego3 królewskiego sądu asessorskiego w Warszawie. Po przeprowadzeniu właściwego postępowania sądowego — ogłoszono wyrok dnia 16 Listopada podług wszelkich wymagań prawnych. Wyrok ten skazywał na śmierć Prezydenta, podprezydenta miasta Torunia, oraz dziewięciu przywódców rozruchu, miał wejść jednak w wykonanie, (odnośnie do śmierci podsądnych) wtedy dopiero, gdy jeden z jezuitów i sześciu ludzi świeckich, którzy już poprzednio pod przysięgą zeznania składali, raz jeszcze przysięgą stwierdzą przed komisyą królewską bezprawne zachowanie się podsądnych. Taki był zwyczaj w prawie polskiem, zarówno cywilnem jak kryminalnem.
Następnie orzekał wyrok rzeczony, że na przyszłość dla uniknienia dalszego ucisku katolickiej ludności miasta, połowa rady miejskiej i straży miejskiej ma być złożona z katolików, jak tego już oddawna wymagało prawo państwowe z roku 1638, że protestancki kościół przy gimnazyum, wydarty niegdyś bezprawnie Bernardynom, ma być tymże Bernardynom zwrócony, że publiczne processye i pogrzeby katolickie mają się odbywać bez przeszkody ze strony protestantów, nie jak bywało dotychczas, ale według dawnego zwyczaju (uti olim fuerunt), że protestanci mogą urządzić sobie gimnazyum w pobliżu miasta i zarówno jak jezuici uczniów swych strzedz od wszelkich kłótni i bójek4.
O tym wyroku sądowym tak pisze poseł cesarski w Dreznie, hrabia Wratislaw, w liście do dworu cesarskiego dnia 12 Marca 1725 roku:
„Skoro teraz nadeszła odpowiedź ze strony prymasa i różnych ministrów koronnych w Polsce na komunikat angielskiego ministra, dowiadujemy się napewno, że tam nie łatwo zgodzonoby się na jakieś ustępstwo, że raczej przeważa zdanie, iż nie tylko Anglia, ale także inne państwa protestanckie miałyby powód do wystąpienia z gorącemi oskarżeniami przeciw wykonaniu uchwalonego przez Rzeczpospolitę toruńskiego dekretu karnego, a w ten sposób, byłoby dotkliwie poszkodowane wykonywanie najwyższej władzy króla i rzeczypospolitej względem poddanych podług praw państwowych.
„Naprzód, w dekrecie rzeczonym, jakkolwiek surowym wydawałby się on w oczach innych, nie została wydana przeciw miastu Toruniowi żadna cięższa kara nad tę, jaką już nieraz to miasto ściągało na siebie swymi rokoszami za panowania dawnych królów polskich i jaką głosiły nań dawniej rozmaite Decreta, aczkolwiek wykonanie ich z powodu szczególnej łaskawości w widokach spodziewanej poprawy zaniechane bywało. Jeźli zaś powtóre, nie wykonywano dekretów rzeczonych w przedmiocie podziału magistratu przez wprowadzenie doń katolickich rajców dopóki miasto Toruń zachowywało się przyzwoicie w granicach posłuszeństwa i szacunku, winnego zarówno królowi i rzeczypospolitej, jak panującej w Polsce religii, to pokój Oliwski w art. 2, § 2 circa Jura et privilegia Protestantium zawiera znaczące słowa: ut ijs in totum fruantur secundum leges Regni, a taż sama, potrzecie, zachodzi okoliczność co do Restitutio klasztoru i kościoła N. M. Panny, które Rzeczpospolita w każdym czasie bez najmniejszego naruszenia pokoju Oliwskiego miała prawo do dóbr swoich przyłączyć, wiadomo zaś, jaką drogą luterski magistrat na długo przed pokojem Oliwskim przyswoił sobie bezprawnie, nie zaś secundum leges Regni, ten kościół i klasztor, opustoszały z powodu dżumy, w czasie której wszyscy zakonnicy wymarli, a rzeczony pokój nic właściwie o tej sprawie nie postanowił, przeto więc taką sprawę należy w każdym razie uważać za domową sprawę Rzeczypospolitej, w której żadnego udziału brać nie powinny obce mocarstwa, w rzeczonym pokoju zainteresowane."5
Dnia 7 Grudnia stracono w Toruniu prezydenta miasta i dziewięciu rajców, a podprezydenta Zernicke'ego na prośby jezuitów i mieszczan toruńskich ułaskawiono.
Wykonanie tego twardego wyroku surowej epoki czasu wywołało liczne szykany przeciw jezuitom, zwłaszcza w krajach ościennych.
„Pochwalne pienia krwiożerczych jezuitów"6 wyśpiewywały znaną piosnkę o krwiożerczości tych „dyabłów"; w „Wyroku warszawskim i surowości egzekucyi"7 podawano za naukę jezuitów zdanie, że wolno każdego protestanta mordować już dla tego samego, że jest lutrem lub kalwinem; „Rozmowa w państwie umarłych"8 nazywa naród polski najdzikszym z narodów chrześcijańskich9
I późniejsi także protestanccy dziejopisowie nazywali rzeczoną egzekucyę, dokonaną na podstawie wyroku sądowego, „krwawą kąpielą Toruńską" i „tragedyą Toruńską," a skazańców „męczennikami reformacyi," jezuitów zaś „hyclami" i „piekielnymi duchami." „Krwawy wyrok — pisze Förster — ogłoszony w Warszawie bez uprzedniego prawnego przesłuchania i obrony podsądnych, podpisany został własną ręką króla Augusta i na jego rozkaz wykonany. Jakkolwiek lekko owocześni historycy usiłują mówić o przejściu Kurfirsta Saskiego na łono Kościoła katolickiego, to przecież widzimy tu, jak poważnie o tem wówczas myślano, i jakim-to piekielnym duchom uległ ten, który się na ich wodzy prowadzić dawał; i w Polsce także żądali jezuici krwawych godów i Autodafe"10.
Żeby należycie ocenić omawiane wypadki toruńskie, trzeba dobrze rozważyć ówczesne okoliczności miejsca i czasu.
Toruń należał do dzierżaw katolickiego Królestwa Polskiego, a według brzmienia prawa Polskiego nie wolno było żadną miarą przeszkadzać swobodnemu wykonywaniu religii katolickiej; z drugiej strony zaś pozostawiono protestantom swobodę religijną w granicach umów i praw ustanowionych. Wrogie zachowywanie się toruńskich protestantów i protestanckiego magistratu miasta względem kolegium jezuickiego i katolików miało za sobą więcej niż stuletnią przeszłość. Jezuici osiedli w Toruniu w r. 1593, i od tego czasu byli dwa razy wypędzani z miasta przez magistrat protestancki; po raz pierwszy w r. 1606. Tak pisze o tem protestant Hartknoch: „Ponieważ zaś takimi Mediis do niczego dojść nie było można, przeto za zgodą miasta Torunia wszelkie środki na tem się skończyły, że jezuitów i uczniów ich, którzy na rozliczne żądania od swego postępowania odstąpić nie chcieli, musiano z kościołów i szkół wypędzić, w ten jednak sposób, aby na nikogo osobiście się nie targnięto... Z tego powodu w r. 1606 dnia 7 Października ogłoszono edykt publiczny."11 Gdy zaś następnie z polecenia biskupa wprowadzono jezuitów ponownie do ich własnego kościoła, „zostało polecone (ze strony magistratu), aby nikt nie śmiał przetrzymywać w swym domu żadnego studenta jezuickiego, nikogo w ogóle, ktoby do szkół jezuickich uczęszczał." Aż do r. 1611 jezuici nie mogli utrzymywać żadnej szkoły. W tym roku dopiero jeden z sejmów polskich poleca: „Ponieważ tymże (jezuitom w Toruniu) w obecnej jeszcze chwili szkół utrzymywać zakazują, a młodzieży szlacheckiej mieszkania w mieście odmawiają, przeto Konstytucyę ową (z r. 1607) w ten sposób zaostrzamy, że gdyby z tego odmawiania szkół młodzieży wynikło jakiekolwiek praejudicium dla jezuitów i szlachty, delinkwenci mają być z kraju wywołani." I wówczas dopiero jezuici mogli szkoły otworzyć.12
Po raz drugi wypędzono jezuitów z Torunia w r. 1655, kiedy Szwedzi zajęli miasto. Wrogie usposobienie trwało i nadal. „W 1719 r. Jan Arndt, profesor przy protestanckiem gimnazyum w Toruniu, napisał dla uczniów dramat pod tytułem De impietate Caiphae contra Jesum. Przedstawienie to dano następnie w Wielki Piątek. Wszyscy zaś w mieście wiedzieli o tem, że w osobie Kaifasza był przedstawiony papież."13
Wszystko to dowodzi, że w Toruniu nie ustawały szykany przeciw mniejszości katolickiej i że jawnie lekceważono prawne postanowienia, zabezpieczające swobodę wyznawania religii katolickiej. Stąd też omawiany tu występek motłochu toruńskiego był tylko jednym więcej, lecz silniejszym od poprzednich, wybuchem namiętności.
Skoro tedy wyrok w sprawie toruńskiej doszedł do publicznej wiadomości, posypały się ze strony książąt protestanckich pisma, biorące w obronę skazańców. Król Fryderyk Wilhelm I pisał dnia 28 listopada 1724 r., że ogłoszony wyrok jest zanadto surowy, gdyż chodziło tylko o rozruchy motłochu ulicznego przeciwko pojedynczym nic nieznaczącym (nullius numeri) jezuitom, że wyrok ten nie odpowiada sprawiedliwości, lecz nieprzejednanej nienawiści jezuitów przeciwko religii protestanckiej, że jezuici sprawę tę uważali za dogodną sposobność nietylko do odarcia Torunian z przysługujących im przywilejów, ale nadto do możliwego ich wykorzenienia14.
W odpowiedzi Augusta II z dnia 1 Grudnia 1724 r. powiedziano między innemi, co następuje: „Protestanci toruńscy nadużyli Naszej i Rzeczypospolitej łaski, mocą której cierpiano wykonywanie ich religii; usiłowali oni i usiłują wykluczać od urzędów katolików, którzy według postanowień naszych poprzedników mają mieć wolny przystęp do urzędów miejskich w miastach pruskich, jakoteż obchodzą się z nimi w sposób niegodny i prawie tyrański.15
Odrzuca następnie August II energicznemi słowy to nieproszone wstawiennictwo zagraniczne, gdyż, jak powiada, daleko słuszniejsze mógłby on sam podnieść zażalenia na niesprawiedliwe i nieznośne uciskanie poddanych katolickich ze strony tego pruskiego przywódcy oskarżeń zagranicznych. Takie odparcie rzeczonego wstawiennictwa było bardzo zasłużone.16
Karol Adolf Menzel, protestant, robi przy tej sposobności ogólną następującą uwagę: „Poddani większych państw Rzeszy cierpliwie znosić musieli wszelkie stosowanie władzy państwowej przeciw ich czci i życiu, podczas gdy przeciwnie, w razie kiedy jaka zasada protestancka bywała draśnięta przez jakiego księcia katolickiego, w obronie jej natychmiast głos podnosił ewangelicki korpus Rzeszy w Regensburgu, jako organ kościelnego ducha stronnictwa..."17
Niestety, przy sposobności sprawy Toruńskiej podniósł głos z Fryderykiem Wilhelmem I nie tylko „ewangelicki korpus Rzeszy," ale inne także, współzawodnicząc w nietolerancyi religijnej protestanckie państwa Danii, Szwecyi, Anglii, oraz Cesarz Rossyjski, Piotr Wielki.
Cesarz Piotr Wielki pisał nawet, że sprawa Toruńska tak bardzo leży mu na sercu, jak gdyby Toruńczycy byli własnymi jego poddanymi.18 Fryderyk IV Duński w piśmie z d. 23 Grudnia 1724 r., wystosowanem do króla Polskiego, zwała całą winę na jezuitów. „Rzecz bardzo możliwa, że sami jezuici w tym celu rozniecili ten wywołany przez najlichszy motłoch Toruński tumult, aby zyskać przez to sposobność pozbawienia życia, czci i wolności wszystkich Ewangelików."19
Co do wstawiennictwa Anglii, która we własnym kraju najsurowiej karała katolików za samo wysłuchanie Mszy św., to poseł cesarski w Dreznie, Hrabia Wratysław, robi uwagę w liście do cesarza, datowanym z dnia 16 lutego 1725 r.: „Dziwna to rzecz doprawdy, jak może się mieszać Anglia do wewnętrznych spraw domowych Polski, skoro w dawnych i nowszych czasach parlament angielski ustanawiał nienawistne prawa przeciw katolikom, których z największą prześladował tyranją, czego nie ma sobie do wyrzucenia ani Rzeczpospolita, ani żadne inne państwo katolickie."20
Wszyscy owi wstawiający się za Torunianami monarchowie powoływali się na pokój Oliwski, którego byli jakoby poręczycielami. W wyroku sądowym miał być protestantom odjęty kościół i szkoła w Toruniu, a zatem powinni się byli rzekomo wdać w tę sprawę sąsiedzi. Nawet cesarz z tego powodu powinienby przeciw Polsce wystąpić. Ale hr. Wratislaw odpowiedział posłom, jak już dnia 10 Grudnia 1724 r. donosi w liście, „że ukaranie takiego rozruchu i gorszącego przestępstwa należało do Res domesticas Poloniae, że Status possessionis, jak się o tem z zewnątrz dowiaduje, miał być taki, iż ten kościół i szkoła były niegdyś klasztorem zakonnym, który ewangelicki magistrat zagarnął dla siebie w czasie morowego powietrza po wymarciu wszystkich mieszkających w klasztorze zakonników; przytem Jego Cesarska Mość był wprawdzie Compaciscens, ale nie poręczycielem pokoju Oliwskiego."21
Jeden z pruskich historyków w wypadkach Toruńskich dopatrzył się jakiegoś z góry ułożonego zamachu ze strony „przywódców anti-reformacyi." „W r. 1724, powiada on, sądzili przywódcy antireformacyi, iż nadeszła chwila... na zamach w Polsce... Według z góry ułożonego planu powołano urzędników miasta (Torunia) przed sąd i złożono na nich całą odpowiedzialność."22 Jezuitom w całej tej sprawie chodziło jedynie o obronę prawa przed gwałtem, i to nie tylko jako ludziom prywatnym, ale także jako przedstawicielom religii katolickiej, której byli sługami i obrońcami.
Inne atoli były zamysły polityki, jak się domyślać trzeba, a szczególniej króla Augusta II. Państwa protestanckie rozdymały zajście toruńskie do ogromu pierwszorzędnej akcyi państwowej i myślały poprzeć przy tej sposobności własne interesy polityczne. Tak naprzykład pisze o tem poseł cesarski, Hrabia Wratysław dnia 16 Lutego 1725 r. do cesarza: „Egzekucya Toruńska wciąż jeszcze daje powód do wielkiego wzburzenia, gdyż nie tylko dziennikarze w Hamburgu i Altonie znajdują w tej sprawie ciągłą sposobność do pisania z jadem i złością o przedmiotach religijnych, ale nawet król Pruski, który, przypuszczam, chętnieby skorzystał, aby wojska swe zbliżyć do Prus polskich."23 Cesarz zaś Rossyjski zwracał uwagę, że „z tego widzieć można, co to za naród jest ten naród polski"24, a słowa te nie były bez znaczenia, skoro się przypomni wypadki, jakie zaszły w 50 lat później w dziejach Polski. Szczególne jednak widoki polityczne w tej sprawie, zdaje się miał August Mocny. Król ten, który z własnego popędu o całe ośm dni przyśpieszył wykonanie wyroku, chciał, jak sądzi Droysen i wielu naszych historyków, przez sprawę Toruńską zyskać przychylność Polaków dla przyszłego obioru swego syna na tron polski25, albo też, jak znów mniema większość naszych historyków, opierających się głównie na listach ministra saskiego Flemminga, chciał dopiąć dawno pożądanej dla siebie dziedziczności tronu w Polsce. Egzekucya Toruńska miała wykazać europejskim mocarstwom, jak bezsilny jest król w Polsce w obec wpływowej szlachty dla dostatecznej obrony dyssydentów; jedyną poręką na przyszłość miała być monarchia dziedziczna, absolutna, którąby mógł zaprowadzić przy pomocy państw europejskich.26
W każdym tedy razie polityka grała wielką rolę w wypadkach Toruńskich; tylko była-to nie kościelna polityka, ale książęca polityka dynastyczna. Pisma antikościelne „jadem i złością" zaprawiły egzekucyę Toruńską przeciw Kościołowi, a w szczególności przeciw jezuitom. Już sama nazwa, jaką nadają sprawie Toruńskiej, jest oczywistem kłamstwem, gdzież-to bowiem wykonanie wyroku śmierci na osobach, prawnie na śmierć skazanych, nazywa się „krwawą kąpielą"? Nie jest-to krew niewinnie przelana, tylko surowe prawo ówczesne wymagało tej twardej kary. W Prusach naprzykład kajdanami karano kradzież 10 talarów. „W całym tym procesie ściśle przestrzegano wszystkich form prawnych: sąd właściwy wydał wyrok, król go potwierdził. Podług ówczesnego prawa za przestępstwa religijne należała się kara śmierci. Nie powinniśmy zapominać, że omawiane tu wypadki odgrywają się w początkach XVIII wieku, kiedy za mniejsze nawet wykroczenia naznaczano karę śmierci."27
Jak nie można było dowieść Jezuitom w Polsce żadnego występku zarówno przy rozruchach Toruńskich, jak przy ich zażaleniu o swoje prawa, tak samo nie wolno piętnować przysięgi, jaką podług prawa składali. „Nie możemy im tego zarzucać, (że złożyli przysięgę, potępiającą oskarżonych), gdyż nie jest obowiązkiem pokrzywdzonych wstrzymywać bieg prawa lub za podsądnymi się wstawiać."28 Jeszcze jeden szczegół. Przez to, że prawomocność wyroku czyniono zależną od przysięgi jednego jezuity, stawiano Toruńskich członków zakonu w przykrem dwuznacznem położeniu. Gdyby się jezuici ociągali ze złożeniem przysięgi, to niewielu z ich wypróbowanych w nienawiści przeciwników przyszłoby na myśl przypisywać to ociąganie się szlachetności ciężko pokrzywdzonych jezuitów. Możnaby nawet śmiało się spodziewać, że ociąganie się takie uważanoby za dowód nieprawdziwości złożonych w procesie zeznań. Z drugiej strony znów, ponieważ Polacy, a w szczególności sejm polski, gorąco się sprawą Toruńską przejęli i „przez popełnione w Toruniu wybryki cały naród polski czuł się obrażonym w swych uczuciach religijnych, albowiem Toruńczycy zbezcześcili i spalili także obrazy Matki Najświętszej, Opiekunki państwa polskiego, oraz patrona kraju, św. Stanisława Kostki, przeto ociąganie się jezuitów w złożeniu wymaganej przez prawo przysięgi na prawdziwość zeznań, musiałoby także w Polakach żywą przeciw nim obudzić niechęć.
Taki a nie inny stan rzeczy potwierdzić się daje długim listem nuncyusza papiezkiego, w którym ten ostatni między wieloma zarzutami, jakie mu stawiali Polacy i skutkiem których żądali jego odwołania, podaje także swoje wystąpienie w sprawie Toruńskiej. Tak tedy opowiada Nuncyusz.
„Przechodzę teraz do innych rzeczy, jakie przeciw mnie poruszyły nieprzychylne umysły w Grodnie. Jeden (nie wiem, czy więcej ich było) zapewniał, jakobym ja trzymał stronę owych Dyssydentów w Toruniu, i jakobym dokładał największych starań, aby skazanym na śmierć prezydentowi i wice-prezydentowi nie natychmiast odbierano życie. W tym celu miałem jakoby surowo zabronić Patribus Societatis prowadzić dalej rozpoczęty już proces, albo go przysięgą stwierdzać. W tem wszystkiem jednak, com w tej sprawie uczynił, powołuję się na świadectwo nie żadnego innego sędziego i świadka, ale na samego Wielkiego Kanclerza polskiego. Ten pamięta, jakie było moje zdanie zawsze, kiedym z nim o tych rzeczach rozmawiał; mówiłem mianowicie, że trzeba drogą sądową uczynić zadość obrażonej religii, zapoznanej sprawiedliwości i publicznemu spokojowi; że interesa naszej wiary, poręczone, jak sam Kanclerz mi mówił, Decretami Ich Król. Mości Królów Polskich, trzeba raz wreszcie rzeczywiście umocnić i utrwalić, ale zresztą zgodnie z obowiązkiem mego stanu życzyłem także bardzo, aby nie zamykano wrót łasce i wspaniałomyślności względem podsądnych i aby oszczędzano krwi rozlewu. Za każdym razem Kanclerz chętnie przystawał na moje zdanie i zawsze okazywał, że i on tego samego serdecznie pragnie. Skoro zaś Komendanci Torunia piśmiennie zażądali odemnie, abym się starał, jeśli to możliwa, aby prezydent i wiceprezydent od kary śmierci byli uwolnieni, niezwłocznie i jaknajśpieszniej udałem się do tegoż Kanclerza, i w obecności pana Jana Lipskiego, dzisiejszego wielce zasłużonego podkanclerzego Polskiego, przeczytałem mu pismo rzeczone. Na co upewniał mnie Wielki Kanclerz, że sprawa ta bardzo mu się podoba, ale że nikogo nie znajduje zdolniejszego do jej przeprowadzenia nademnie, a co więcej, że łatwo ją można będzie przeprowadzić; trzeba tylko, abym napisał do Patres w Toruniu i abym ich prosił, żeby odstąpili od ponownej przysięgi, jaka według prawa polskiego raz jeszcze musiała być złożona przeciwko skazanym; że takie zaniechanie przysięgi odpowiadałoby świętości ich stanu i mego. Na takie jego zalecenie przygotowałem pismo i nie wpierw wysłałem je do Torunia, zanim on sam go nie przeczytał i nie uznał za dobre; zwrócił przytem moją uwagę, jaką ostrożność zachować należy, aby pismo to doręczono Patribus Societatis nie później, niż wymagała potrzeba. Wiadomo zaś, co potem nastąpiło.29
Charakterystyczną jest prośba, jaką przy wspomnianym liście dołączył Nuncyusz do Rektora jezuitów: „Proszę także Wielebnego Ojca, aby nikogo o tem nie powiadamiał, że ja w tym duchu pisałem."30 Tąż samą polityka albo raczej toż samo usposobienie duchowe, pod wpływem którego stał nuncyusz, nie pozwalało w odpowiednim czasie wręczyć listu i odpowiednich zeń odnieść korzyści, jakieby zpewnością zeń wyniknęły. Wszystko to widać z raportu któregoś z jezuitów Toruńskich, znajdującego się w jezuickich rocznikach Kolegium Toruńskiego.
Jezuici Toruńscy ze swej strony długo i poważnie sprawę rozważali. Po starannem rozpatrzeniu wszystkich okoliczności oświadczono się za złożeniem ponownej przysięgi. „Niektórzy teologowie (jezuiccy) wprawdzie, powiada kronikarz zakonu, uważali, że nie należy składać przysięgi; pomimo to jednak po starannem rozważeniu wszystkich okoliczności juris et facti oraz wszystkich danych za i przeciw (ze względu na zgorszenie jako też na cofnięcie całego wyroku i postępowania prawnego, gdyby wykazane przestępstwo nie zostało przysięgą umocnione), postanowiono, że jeden z braciszków zakonnych ma złożyć przysięgę." Kiedy zaś sędziowie dostrzegli, że braciszek zakonny razem z sześciu szlachetnymi mężami gotów do złożenia przysięgi, wówczas niektórzy z nich uczynili zarzut, że prawo kościelne zabrania duchownym wszelkiego współdziałania w sprawach kryminalnych; następnie zaś utrzymywano, że Nuncyusz nadesłał pismo do Kolegium z zakazem składania przysięgi. Na pierwszy zarzut odpowiedział P. Rector, że on wie bardzo dobrze, iż to jest wzbronione wszystkim kapłanom i klerykom, ale zarazem oświadcza, że on jako kapłan przysięgi składać nie może, ze względu wszakże na dekret królewski polecono braciszkowi zakonnemu, który nie jest klerykiem, złożyć przysięgę żądaną przez wyrok sądowy; gdybyśmy (jezuici) wzbraniali się teraz przysięgać, przeciwnicy nasi posądziliby nas o krzywoprzysięstwo i składanie fałszywego świadectwa. Odnośnie do drugiego zarzutu nie może on wierzyć, aby Nuncyusz wysyłał do Kolegium zakaz składania przysięgi; w razie wysłania takiego listu musiałby niezawodnie taki zakaz nadejść do kolegium.—W rzeczywistości wysłano list, a nawet dwa listy z zakazem ze strony Nuncyusza, ale obydwa zostały przejęte i dopiero na drugi dzień po egzekucyi doręczone.31
Czy pomimo to nie lepiej postąpiliby jezuici, gdyby się oparli naleganiom szlachty polskiej i odmówili ponownej przysięgi, to pytanie, przy rozwiązaniu którego należałoby uwzględnić wszystkie najdrobniejsze ówczesne okoliczności czasu, stosunków państwowych i społecznych, praw i t. p. Jakkolwiek jednak rozwiązanoby to pytanie, to w każdym razie rzecz pewna, że pomiędzy rozumnymi ludźmi nie może dziś być mowy o jakiejś krwawej kąpieli Toruńskiej lub o krwiożerczości Toruńskich jezuitów.
(Ob. Duhr. S. I. Jesuiten-Fabeln. Ein Beitrag zur Culturgeschicte, Freibg im. Br. 1892. Sechste Lieferung. Prw. X. Załęski. Czy jezuici zgubili Polskę. Lwów 1872, str. 340 nst. Adryan Krzyżanowski, Dawna Polska, str. 195—263 (nieprzychylny). Encyklop. powszechna Orgelbranda, t. XXV, str. 406 — 415 (nieprzychylny). Łukaszewicz (protestant). Hist. szkół, t. IV (nieprzychylny)).
X. W. S.
-
Inductio quasi juridica caussae seu confrontatio et comparatio partium colligantium nobilis magistratus Thorunensis ab una et P. P Jesuitarum studiosorumque eorundem ab altera. Wiedeń. Tajne archiwum państwowe Geistliches Archiv № 406, tamże № 416, List króla Polskiego z dnia 1 Grudnia 1724 r.—do króla Pruskiego. ↩
-
Frydrychowicz, Die Vorgänge zu Thorn im Jahre 1724 w czasopiśmie Zeitschrift d. Westpreussischen Geschichtsvereins; XI 81. ↩
-
Frydrychowicz, op. cit. str. 83. ↩
-
Podług Judicium S. R. Majestatis in causa excitati tumultus a Thorunensibus contra scholam et colegium R. P. Soc. Jesu. Wiedeń. Tajne Archiw. Państwowe. Polonica. 1724. Prw. Schmeizel, Historische Nachricht, str. 321. ↩
-
Wiedeń. Tajne Archiw. Państwowe. Polonica, 1725. ↩
-
„Lobgedichte der blutdürftigen Jesuiter." ↩
-
„Warschauische Sentenz und Strenge der Execution." ↩
-
„Gespräch im Reiche der Todten." ↩
-
Wykaz najrozmaitszych pamfletów ob. w Faber'a Staatskanzlei XLVIII 493 nst. ↩
-
Forster. Die Höfe und Cabinete Europas im 18 Jahrhundert III, 208. Zarzut, jakoby podsądnym toruńczykom nie udzielono żadnego przesłuchania prawnego i żadnej obrony, jest jednym z wielu kłamliwych szczegółów w opowiadaniu Förstera. Obrony takiej udzielono podsądnym w sposób bardzo szeroki zarówno przed wysłaną w Sierpniu do Torunia komisyą śledczą, jak w Październiku przed asessorskim sądem królewskim w Warszawie. (Prw. Frydrychowicz), str. 85 nst. ↩
-
Hartknoch, Preussische Kirchen—Historie, str. 914—917. ↩
-
Hartknoch, loc cit. ↩
-
Frydrychowicz, str. 77. Skutkiem zażalenia, wniesionego przez rektora kolegium jezuitów, Arndt musiał opuścić miasto. Protestanccy zaś predykanci mścili się ze swej strony na studentach jezuickich, przez których znów sami byli zarzucani kulami ze śniegu. ↩
-
Faber. Staatskanzlei, XLV 606. ↩
-
Wiedeń. Geheimes Staatsarchiw. Geistl. Arch. № 416. ↩
-
Dowody u Döllinger'a: Kirche und Kirchen München 1861, str. 117 i K. Menzel: Geschichte der Deutschen, V², 282. ↩
-
K. A. Menzel, loc. cit. V. 208. ↩
-
Faber. Staatskanzlei, XLVI, 633 ust. Do Piotra W. zwraca się Fryderyk Wilhelm I w liście, datowanym z Berlina dnia 9 Stycznia 1725 r. w te słowa: „W uczuciu bratniej przyjaźni zostawiam to uznaniu W. C. Mości, czy zechce się poważnie podjąć tej sprawy." (Staatskanzlei, XLV, 620). ↩
-
Faber. Na in. m. str. 620. ↩
-
Wiedeń. Tajne Archiwum Państwowe. Polonica 1725. ↩
-
Wiedeń. Tajne Archiwum Państwowe. Polonica, 1724. Jakiś obszerny pamiętnik stara się udowodnić, że kara toruńska nie naruszała pokoju Oliwskiego. Faber. Staatskanzlei XLVII, 483—504; tamże XLVII, 504, odpowiedź. ↩
-
Tak pisze niejaki Lehmann, któremu zarząd archiwalny pruski powierzył wydawnictwo źródeł do dzieła: „Preussen und die Katholische Kirche." (Preuss. u. d. Kath. Kirche I, 419). Ten sam historyk mniema, że „protestanci więcej mieli ducha swobody i ludzkości." (I. 438). Z tym jednak sądem nie bardzo się zgadza obraz repressaliów, jaki on sam podaje w sprawie Toruńskiej (I, 418 nst.). W przebiegu swego opowiadania przytacza Lehmann nawet pewne niezgrabne fałszerstwo, t. zw. Memoryał świętej Kongregacyi Kardynałów i tak mówi: „I z jakimi-to nieograniczonymi planami nosił się jeszcze wciąż katolicyzm! Z najbliższego otoczenia samego Pontifex wyszedł memoryał, który zamierzał dokonać uspokojenia Europy przez zniszczenie kacerzy i wypędzenie niewiernych." Następuje dalej cytata: „Memoryał świętej Kongregacyi Kardynałów, 1735 r., spożytkowany naprzód przez Ranke'go, Preussische Geschichte, a następnie ogłoszony przez Droysena." Z treści zaś tego memoryału kongregacyi, która nigdy nie istniała, uwzględnia przedewszystkiem Lehmann to, że „Cesarz, jako najwyższy sędzia państwowy, naznaczy egzekucyę wojskową, sprzeda ziemię i ludzi, oraz wypędzi rokoszan z państwa lub ukarze ich chłostą i gardłem, Brandeburgia ma być całkowicie zniesiona (Lehmann, I 420, 437). Przykro to rzeczywiście widzieć, jak protestanccy historycy zdają się tracić wszelki zmysł krytyczny, skoro tylko idzie o jakieś oczernienie Kościoła katolickiego. Ranke powiada: „Przy obradach nad temi przekształceniami wystąpiły raz jeszcze idee, jakich nie szukać w wieku XVIII. Jest o tem przedewszystkiem mowa w pewnym, w Wiedniu przechowywanym memoryale, wydanym przez pewną kongregacyę Kardynałów..." Następuje dalej treść, a pod koniec, jako tytuł cytata: „Szczerze odczute przedstawienie i prawdziwie ojcowskie upomnienie" i t. d. (ob. Neun Bücher Preussischer Politik I 419).–Takie wszakże nonsensa nie istnieją w żadnym memoryale kardynałów, czybyśmy go szukali w XVIII, czy w XIX wieku, a tem mniej u któregokolwiek rozsądnego historyka. Dla oceny „Memoryału" porównaj Duhr. Jesuiten Fabel, VI Fabel, str. 105 nst, oraz czasop. Katholik, 1891, II, 1 nst ↩
-
Wiedeń. Tajne Archiwum Państwowe, Polonica, 1725. ↩
-
Frydrychowicz. Op. cit. str. 92. ↩
-
Droysen, Preussische Politik, IV, 2, 362. ↩
-
Frydrychowicz. Op. cit. str. 95. ↩
-
Frydrychowicz, Op. cit. str. 94 ust. Prw. dekret kurfirsta Saskiego, datowany z Drezna dnia 2 Lipca 1726 r., z powodu rozruchów Drezdeńskich. Faber. Staatskanzlei, XLVIII, 580. ↩
-
Frydrychowicz, Op. cit. str. 94. ↩
-
Leben und Thaten Papst Benedicti XIII. Frankfurt 1731, I 714. ↩
-
Pierwszą część listu podaje Frydrychowicz, str. 91. Brakująca u Frydrychowicza część listu brzmi jak następuje: „eos enim quantum in me esse poterit, poena omni liberari magnopere cupio, cum misericordiae ac lenitatis causa, quo omnes sacri nostri ordinis viros inprimis decet, sed eos praecipue qui pontificia legatione funguntur, tum vero, ut ea religionis ac sacrorum nostrorum commoda, quae memorata sententia continentur, hac indulgentia adhibita reipsa facilius consequamur. Id ego ita cupio, ut nihil magis, sed illud etiam a te R. A. P. nunc peto, ne ulli omnino homini patefacias me ad te in hauc sententiam scripsisse. Duplicem hunc caritatis ac prudentiae tuae fultum me omnino a te habiturum confido atque in omni ofiicii ac benevolentiae significatione declarari cupio. Vincentius Archiepiscopus Trapesuntinus, Varsaviae 26 Novembr. 1724. (List ten wyjęty z rękop. Litterae annuae Coll. Thorunensis, w archiwum niemieckiej Prow. zak. Jezuitów). ↩
-
Szczegóły wyjęte z Litterae Annuae Collegii Thorunensis w archiwum niemieckiej prowincyi Jezuitów. ↩