Wiara

I. skopiuj

Wiara w ogóle jest pierwiastkiem poznania i pewności, opartej nie na oczywistości prawdy, lecz na twierdzeniu jakiegoś świadka, prawdy te znającego, objawiającego i stwierdzającego. — W szczególności zaś wiarę boską, o której tu mówić chcemy, tak określa Sobór Watykański: „cnota nadprzyrodzona, przez którą przy pomocy i pod działaniem łaski bożej, za prawdziwe uważamy rzeczy, które Bóg nam objawił, nie dlatego, że przyrodzonem światłem rozumu pojmujemy wewnętrzną ich prawdę, lecz dla powagi samego Boga, który je nam objawia i który ani omylonym być ani nas omylić nie może." (Constit. I cap. III). Akt wiary zaś jest-to nadprzyrodzone na te prawdy objawione zgodzenie się, pochodzące z wiary, tak samo jak przyrodzone poznawanie nasze pochodzi z pierwiastków naszego rozumu.

A zatem wiara boska jest nadprzyrodzona: 1-o ze względu na przedmiot, który jest objawiony w sposób nadprzyrodzony, 2-o ze względu na swe pochodzenie, którem jest nadprzyrodzone działanie Boga, udzielającego nam moc i zdolność wierzenia w sposób nadprzyrodzony oraz łaski aktualne, konieczne na to, aby ta zdolność przeszła w czyn i stała się aktem wiary nadprzyrodzonej; 3-o ze względu na skutki, gdyż wiara boska jest początkiem zbawienia i źródłem sprawiedliwości, która zbawia dusze; bez wiary takiej nikt nie może podobać się Bogu, ani się uświęcić, ani życia wiecznego osiągnąć.

Jakkolwiek atoli wiara jest w ten sposób nadprzyrodzona, to jednak nie wyłącza ona naszego współdziałania, naszej pracy umysłowej, swobodnego a rozumnego wyrabiania naszego rozumu. Przedewszystkiem bowiem rozważać musimy rzeczy przedwstępne, to jest istnienie i przymioty Boga, oraz duszy naszej, fakt objawienia i jego rozciągłość. Wszystko zaś to jest zadaniem rozumu, choćby nas nawet wspierała wewnętrzna łaska w rozważaniu cudów, proroctw, słowem nadprzyrodzonych objawów Ducha bożego, w rzędzie których—i to na pierwszem miejscu—postawić trzeba samo istnienie Kościoła katolickiego z jego wyraźnie nadprzyrodzonemi cechami i działaniem. Wydawszy swobodnie swój sąd o wiarogodności prawd przez Kościół podanych, rozum nasz pod wpływem łaski może swobodnie zgodzić się na nie przez akt swój własny, niezależny, niewymuszony,—akt, jakiego również swobodnie mógłby nie spełnić. Wreszcie, skoro już raz zgodził się swobodnie i przyjął prawdę objawioną, rozum ludzki może z roztropną i oględną wolnością szukać i zdobyć sobie cenne prawd tych zrozumienie; ta jednak znajomość wiary, to jej teologiczne poznanie nigdy nie będzie zdolne przeniknąć samej istoty dogmatu i dojść do całkowitego, oczywistego i właściwego jego zrozumienia,—zrozumienia, jakie się ma naprzykład o jakiemś zadaniu geometrycznem lub zjawisku fizycznem. — Ten szeroki udział wolności, zapewniony rozumowi ludzkiemu w genezie i rozwoju nadprzyrodzonego aktu wiary sprawia to, że akt ten jest zasługujący przed Bogiem, jakim nie mógłby być żaden akt ślepy, wymuszony, fatalistyczny, choćby nawet skądinąd nadprzyrodzony.

Do tej teoryi o wierze, którą czerpię z soboru Watykańskiego (loc. sit.), odnosi się teorya o zgodności rozumu i wiary, jaką tenże sobór wykłada (Ibid. cop. IV). Dwa te rodzaje poznania są różne względem siebie nie tylko pod względem swego pierwiastku czyli źródła,—dla jednego rodzaju poznania zdolność przyrodzona, dla drugiego siła nadprzyrodzona,—ale nadto są one różne pod względem przedmiotu,—w jednym rodzaju poznania prawda dostępna rozumowi drogą wewnętrznej oczywistości czyli drogą rozumowania, a dla drugiego prawda dostępna rozumowi drogą objawienia czyli świadectwa bożego. Z tego wynika niezaprzeczona wyższość wiary nad rozumem, z wykluczeniem wszakże jakiejkolwiek możliwej między niemi niezgodności, gdyż jedynem źródłem obojga jest jeden i ten sam Bóg. Nie może być zatem filozoficznie prawdziwem to, co jest ostatecznie i stanowczo potępione przez Kościół, nieomylny organ myśli bożej, albo co się oczywiście sprzeciwia wyraźnej i stanowczej jego nauce. Również i to także, co prawdziwie należy do zakresu wiary, nie może szkodzić rzeczywistemu postępowi rozumu; a to co jest prawdziwie rozumne, nie może się sprzeciwiać prawdziwej wierze. Rozum przeto nie jest powołany do urządzania wiary, ani do przepisywania jej, w jaki sposób powinna swe dogmaty rozumieć; tak samo i wiara, gdy rzuca swe rozstrzygające i orzekające światło w dziedzinę wiedzy, wprawdzie broni uczonych od zbaczania na błędne drogi, wskazane i potępione przez Boga, ale bynajmniej nie myśli narzucać tej wiedzy swych własnych zasad i swojej metody: i jedna i druga mają swoje zasady i swoje metody wielbienia Boga wszelkiej mądrości. W każdym zaś razie nic nigdy upoważniać nie będzie rozumu i wiedzy do podnoszenia chorągwi buntu przeciw wierze, ani też do wyznawania przekonań błędnych, które, nie będąc jeszcze formalnym ciężkim grzechem herezyi, do niej się mniej lub więcej zbliżają i skutkiem tego podlegają cenzurom kościelnym.

II. skopiuj

Po tak wyraźnej nauce Soboru Watykańskiego, jakąśmy powyżej wyłożyli, zbyteczną byłoby rzeczą przedsiębrać jakieś dowodzenia teologiczne poszczególnych nauki tej punktów. Powiemy tylko, że Pismo Św. w historycznych księgach Nowego Testamentu, a zwłaszcza w listach św. Pawła, dostarcza tak obfitych dowodów prawdy tej nauki, że pytać przychodzi, czy odwaga Lutra albo jego rozumienie rzeczywistego i tradycyjnego znaczenia Pisma Św. wystarczają do wyjaśnienia wprowadzonego przezeń systemu wiary, przerobionej na jakąś ufność w zasługi Chrystusa Pana, że grzechów naszych nam poczytywać nie będzie, a tem samem, że nas fikcyjnie usprawiedliwi i zbawi, Każdy poważny i bezstronny umysł przy czytaniu naprzykład listów do Rzymian lub do Żydów z łatwością przekonać się może, iż pomiędzy systemem protestanckim a Biblią niema nic wspólnego, lecz przeciwnie, że istnieje najzupełniejsza tożsamość pomiędzy systemem katolickim a Pismem św. Na ten punkt przeto nie będziemy kładli żadnego nacisku, pominiemy nawet milczeniem spory, prowadzone od XVI do XVIII wieku, a natomiast zajmiemy się tu głównymi zarzutami wolnodumstwa XIX w., stawianymi zasadom, wypowiedzianym na Soborze Watykańskim.

III. skopiuj

Powiadają: 1-o że rozum ludzki jest niezależny, samodzielny, wcale nieobowiązany przyjmować takich rzeczywistych lub rzekomych objawień. 2-o że jedynie możliwą do przyjęcia wiarą jest uczucie, unoszące niektóre wrażliwsze duchy ku zamiłowaniu prawd oraz opowieści teologicznych i moralnych. 3-o że akt wiary pojmowany w znaczeniu katolickiem, nie jest prawdziwie rozumny, brak mu bowiem poważnych pobudek i naukowych podstaw, 4-o że tenże sam akt wiary, w ten sam sposób pojmowany, nie bywa swobodny i wolny, lecz wymuszony albo oczywistością przedmiotu, albo wpływem łaski wewnętrznej, do jego urzeczywistnienia koniecznej; 5-o że skądinąd łaska ta jest najzupełniej bezużyteczna dla wierzących, jak tego codzienne doświadczenie dowodzi, 6-o że w systemie katolickim zarówno dobrze się mówi, iż wierzyć zależy i nie zależy od nas samych. co jest oczywistą sprzecznością i pustą frazeologią; 7-o że na mocy naszej przyrodzonej wolności możemy podług upodobania powątpiewać o wierze, którąśmy przedtem żywili; 8-o że wiara jest poprostu wstępem do filozofii, mogącej często lepiej poznać, zbadać i wyjaśnić dogmaty, pokornie i ślepo przyjmowane przez wiarę; 9-o że filozofia, że wiedza a nawet opinia publiczna są prawdziwem światłem teologii, są prawdziwemi zasadami tłómaczenia dogmatów objawionych, 10-o że są prawdy niezawodne, w sprzeczności do wiary stojące, 11-o że badania rozumowe nie mają nic wspólnego z Kościołem i jego orzeczeniami, 12-o że ponieważ metoda naukowa z istoty swej opiera się na swobodnem poszukiwaniu i badaniu, przeto uczony nie może być chrześcijaninem, a chrześcijanin uczonym, 13-o że nie można dobrodusznie się zgadzać ani na potępienie wszystkich niewierzących, ani na zbawienie wszystkich wierzących, 14-o że wreszcie niedopuszczalną i nierozumną jest rzeczą chcieć zobowiązywać umysł ludzki do przyjmowania lub odrzucania przekonań, których nie uznaje lub nie potępia żadne wyraźne objawienie, żadne orzeczenie kościelne, czy to papiezkie, czy soborowe.—Rozumie się, że pomijamy tu wszystkie zarzuty przeciw poszczególnym prawdom wiary, lecz rozbieramy tu tylko i rozjaśniamy te zarzuty, które napadają na samą zasadę wiary i na jej ogólną teoryę.

IV. skopiuj

Chełpi się tedy racyonalizm współczesny: 1-o bezwzględną i ogólną niezależnością w stosunku do objawienia, do tajemnic i do wiary; jeśli kto chce się niemi zajmować, niech się zajmuje, ale on nie troszczy się o nie. A przecież nic bardziej nierozumnego nad takie pretensye, boć Duch nieskończony więcej wie, aniżeli duch skończony, jakim jest w rzeczywistości umysł ludzki, ponieważ zaś Byt nieskończony w wiedzy jest także nieskończony w potędze, może zatem, jeśli chce, objawiać część swojej wiedzy duchowi skończonemu i wymagać odeń przyzwolenia, którego odmowa byłaby szczytem pychy i nierozumu. Co do nas, to mamy niezaprzeczone prawo sprawdzać, czy to co nam przedstawiono jako treść objawienia bożego, zasługuje w rzeczywistości na taką nazwę, ale nikt nie ma prawa mówić Słowu bożemu: nie chcę ciebie.

2-o. Myli się racyonalizm, kiedy mówi, że wiara katolicka jest uczuciem, smakiem, instynktem, na mocy którego jedni są bogobojni a drudzy niedowiarkowie; zdrowy rozum nie tylko nie przyjmuje tego rodzaju wiary, ale razem z Kościołem najkategoryczniej ją odrzuca. Kościół wymaga wiary takiej, jakiej-by rozum się nie wyrzekał: rationabile obsequium, tymczasem zaś rozum odrzeka się przeświadczenia, jeśli tego wyrazu użyć tu wolno, opartego na zasadach tak powierzchownych, tak lotnych i złudnych jak piasek morski i widziadła uczucia i wyobraźni.

3-o. Akt wiary katolików jest najzupełniej zgodny z wymaganiami najbardziej oświeconego rozumu. Boć wierzymy dlatego, iż wiemy najoczywiściej, że Bóg jest nieskończony w doskonałościach, że w błąd nas wprowadzić nie może, że raczył nam dać objawienie, którego historyczne istnienie, zawartość, znaczenie najmniejszej nie podlegają wątpliwości; że w dalszym ciągu poleca nam stosować do tego objawienia nasze myśli przez szczerą wiarę, zachęcając nas do tego skądinąd i czyniąc nam tę wiarę możliwą przez łaski nadprzyrodzone. Cóż nad to logiczniejszego i bardziej naukowego? Dziwnie się myli, kto sądzi, że ani cuda, ani proroctwa, ani inne znaki pewnego objawienia nie są dosyć uzasadnione; do nas samych zresztą należy uważniej badać pobudki wiarogodności, na jakich się wspiera wiara katolicka. Wprawdzie nie będą one tak oczywiste i tak kategoryczne jak jakiś szereg teorem matematycznych, ale są jakby szeregiem zdań filozoficznych i historycznych, tak samo pewnych i niezaprzeczonych, jak prawdy filozoficzne i fakta historyczne.

4-o. Nic dziwnego zaprawdę, że w tych przedwstępnych rzeczach wiary, oraz w prawdach, podawanych nam przez Boga i przez Kościół, bywają pewne rzeczy niejasne, pewne mgły święte, dla umysłu ludzkiego nieprzenikalne, a tem samem też nic dziwnego, że łaska boża i wola ludzka muszą przychodzić z pomocą umysłowi ludzkiemu, który słusznie sądzi, że te prawdy są do wierzenia możliwe i że trzeba w nie wierzyć, ale który w obec nich pozostawałby nieruchomym sam przez się i nie umiałby uczynić z nich prawa dla swych wierzeń i prawidła dla życia. I dla tego właśnie akt wiary jest wolny, a skutkiem łaski — zasługujący. Przedmiot wiary nie jest oczywisty, chociaż oczywistą jest jego wiarogodność. Akt wiary nie pociąga rozumu z nieprzepartą siłą jakiejś zasady pierwszej, lub zawartego w dwóch widocznych przesłankach' oczywistego wniosku. Sama nawet łaska poprzestaje na pobudzaniu nas do zgodzenia się na prawdę, na ułatwianiu nam tego przyzwolenia, na podnoszeniu go do porządku nadprzyrodzonego, akt wiary bowiem jest aktem nadprzyrodzonym, ale bynajmniej nie porywa nas gwałtownie, nie przygniata nas ciężarem jakiegoś nieskończonego i nieprzezwyciężonego nacisku; wierzymy z łaską i przez łaskę, ale wierzymy swobodnie i dobrowolnie.

5-o. Nie trzeba mówić, że wiara jest bezużyteczna i że dowodem tego jest doświadczenie, które uczy, że z pośród słuchających nauczania ewangelicznego, obdarzonych jednakowemi pomocami i otrzymujących jednakową zachętę do nawrócenia się, jedni się nawracają, a inni nie, ulegając zarówno swemu usposobieniu i skłonnościom naturalnym bez żadnego widocznego wpływu z wysokości. Sąd taki jest niedokładny, bo doświadczenie mówi, że aczkolwiek przyzwolenie na prawdy w ten sposób głoszone lub opór tym prawdom należy często od skłonności i usposobienia słuchaczów, to jednak często przeciwnie się dzieje. Niedokładnie się sądzi, gdy się myśli, że jedynie dla tego tylko ktoś szczerze i rzeczywiście wierzy, iż pragnie wierzyć: iluż-to chciałoby mieć lub odnaleść wiarę, a nie może! Niedokładnie wreszcie jest myśleć, że łaska zarówno jest rozdzielona wszystkim słuchaczom, i że nawrócenie ich lub niedowiarstwo zależy wyłącznie od nich samych; prawda, że niedowiarstwo jest wytworem samego tylko rozumu ludzkiego, ale nawrócenie przypuszcza koniecznie łaskę uprzednią, i to łaskę w pewnych warunkach, w pewnym stopniu obfitości i siły, bez czego rozum i serce nie zgodziłyby się skutecznie na prawdę objawioną. Jakiekolwiek przyjęlibyśmy systemy skuteczności łaski, to jednak przyznać trzeba, że nie wszyscy w jednakowy sposób otrzymują łaskę, że ona jest rzeczywistym darem i przywilejem w tych, w których osiąga całkowitą skuteczność. Wszyscy wszakże mają dosyć łaski, by osiągnąć zbawienie. Ale dlaczego Bóg nie sprawia, aby wszyscy osiągnęli je rzeczywiście? Jest-to tajemnica Jego nieskończonej sprawiedliwości i mądrości, której nikt nie powinien usiłować przeniknąć.

6-o. Z tego wynika, że niema żadnej sprzeczności pomiędzy powiedzeniem, iż człowiek jest panem swego wierzenia i że nim nie jest. Wszak z jednej strony ma on swobodę wierzenia lub niewierzenia: jest uzdolniony do wierzenia przez łaskę, a każdy z własnej winy jedynie pozostaje stale w niedowiarstwie, zważywszy, że łaskę, do wiary konieczną, otrzymują wszyscy w dostatecznym stopniu i w dostatecznej sile na to, aby wierzyć i duszę zbawić. Z drugiej strony jednak człowiek sam przez się nie zdoła wzbudzić w sobie nadprzyrodzonego aktu wiary do zbawienia koniecznej: nie wystarczają na to siły naturalne, trzeba się uciec do miłosierdzia bożego, które miewa swe chwile. Spotkanie się zaś tych dwóch nieodwołalnych pierwiastków: łaski bożej i wolnej woli człowieka, nie zawsze od nas zależy; trzeba zeń korzystać, skoro się tylko nadarzy.

7-o. Raz pozyskawszy prawdę objawioną i początkową przynajmniej sprawiedliwość, której zaczątkiem jest wiara nadprzyrodzona, człowiek nie ma już prawa się jej zrzekać, powątpiewać o niej lub ją zatracać; starannie przechowywać powinien ten skarb, którego postradanie równałoby się moralnemu samobójstwu, razem z nim bowiem traciłby człowiek sam pierwiastek życia nadprzyrodzonego; nie wolno się człowiekowi usuwać od światła bożego i gardzić słowem bożem, raz w nie uwierzywszy. Odrzuci on więc wszelkie wątpliwości i przeczenie, do którego mógłby być kuszonym, a odrzuci jako bezrozumne, zgubne i grzeszne. Jedyną wolnością, której sobie pozwoli, jest owa logiczna wolność uczonego, teologa, który chcąc zbadać pobudki swej wiary, pyta naprzód, czy Bóg istnieje, czy jest jeden we trzech osobach, czy druga z tych trzech osób przyjęła naturę ludzką,—a skądinąd będzie dobrze wiedział i silnie wierzył, że tak jest a nie inaczej. W takich samych też warunkach znajduje się dziecko ochrzczone i wychowane w katolicyzmie: nie ma ono i nie może mieć, gdy dojdzie do rozumu, poważnych i dostatecznych motywów na to, aby powątpiewać o dogmatach, jakich się nauczyło od Kościoła; dowody chrześcijańskie i katolickie są zanadto oczywiste, zanadto pewne, zanadto do wszystkich umysłów zastosowane, aby mogły pozostawiać jakiekolwiek uzasadnione powątpiewanie. Co się zaś tyczy pogan, niedowiarków, heretyków, to jest dużo przyczyn zewnętrznych — podtrzymywanych wewnętrznym podmuchem łaski, które ich często zobowiązują do otwierania oczu na niepewność i nielogiczność ich błędnych doktryn; mają oni zatem prawo a niekiedy i obowiązek przyjrzeć się tym zasadom bliżej i powątpiewać o tem, co w nich znajdą widocznie wątpliwego.

8-o. Filozofia i wiara mają wiele przedmiotów wspólnych, nietylko tych, które służą za wstęp do wiary, ale i tych, które spodobało się Bogu—o ile one należą do porządku naturalnego — zawrzeć w swem objawieniu, udzielającem im zupełnie nowego światła, pewności i siły. Filozofia chrześcijańska albo raczej teologia, czyli nauka wiary, może także wyrabiać się na prawdach objawionych i zyskiwać z nich przedziwny rozwój teoretyczny i przedziwne wnioski praktyczne. Wszelako nic nie upoważnia do uważania wiary za proste tylko przygotowanie, za młodzieńczy wstęp do filozofii, którą dojrzały i wyemancypowany rozum nowożytny radby postawić na miejsce dziecinnego szczebiotania wieków poprzednich. Nie, filozofia sama przez się nie może poznać tajemnic i zawartych w objawieniu dogmatów nadprzyrodzonych. Myśl wyzwolona i swobodne badania nigdy dojść nie mogą do zgłębienia ukrytych tajników i niezbadanej woli Bytu nieskończonego. Świat widzialny, sam nawet świat ludzki nie ma ze światem bożym tak ścisłej łączności, iżby można suchą nogą niejako przejść z jednego świata na drugi. Kontrolowanie wiary nie należy do samego tylko Boga, który wymaga aktu wiary jako odpowiedzi ze strony umysłu i woli człowieka na swe nieomylne nauczanie. Ale natomiast kontrolowanie filozofii należy—w pewnej mierze przynajmniej — do wiary, która wie od samego Boga, w co trzeba wierzyć z tego mnóstwa rzeczy, jakich badanie stanowi męczarnię, a niekiedy prawdziwą rozpacz filozofii. Co się zaś tyczy wyjaśniania dogmatów wiary, to jest-to zadanie Kościoła nauczającego, jako urzędowego tłómacza wiary, oraz zadanie teologii, będącej drugorzędnym tłómaczem wiary przez prace naukowe, zostające pod ogólnym nadzorem tegoż Kościoła.

9-o. Teologia, nawet owa nieomylna teologia, której nauczają papieże, sobory ekumeniczne lub episkopat rozproszony po świecie ale zjednoczony węzłami hierarchii i karności kościelnej, z całą starannością obraca na swój użytek filozofię i nauki świeckie. Można się o tem przekonać choćby z tego znaczenia, jakie naukom tym nadaje panujący dziś Leon XIII. Jednakże teologia uważa je za nauki pomocnicze tylko. Posługuje się niemi, ale im nie ulega. Światło jej—to światło wiary, to znaczy—światło Boga objawiciela, światło tradycyi katolickiej, zdrowego i prostego rozumu. Założyciel Kościoła, powierzając mu dogmaty wiary i essencyonalne ich formuły, udzielił mu jednocześnie zrozumienia tych dogmatów. To rozumienie przechowuje się w Kościele przez nadprzyrodzoną asystencyę Chrystusa Pana. Nie należy zatem rozumienia tego szukać gdzieindziej, a zwłaszcza w opinii publicznej, której nieustanna chwiejność doskonale dowodzi jej nicości w wyjaśnianiu prawd niewzruszonych.

10-o. Jakkolwiek uważanoby tę opinię za dziwaczną i śmiałą, to przecież mogłyby się zdarzyć od czasu do czasu prawdy pewne, a jednak wierze przeciwne.—Atoli, dla każdego, kto zna historyę dogmatu i dzieje wiedzy ludzkiej, sprzeczności te są czystą tylko wyobraźnią. Niema najmniejszego przykładu jakiejś prawdy naturalnie poznanej i naturalnie pewnej, któraby zostawała w sprzeczności z nauką nadprzyrodzoną. Kiedy przypuszczano, że sprzeczność tę wykryto, wówczas albo za prawdę brano to, co było tylko hypotezą, a względnie błędem, formalnie potem uznanym, albo też za dogmat wiary uważano to, co było tylko jakąś opinią teologiczną, często nawet niezupełnie uznawaną, a niekiedy nawet prawie potępianą przez Kościół, co zdarzyło się niedawno jeszcze niektórym uczonym angielskim, którzy gotowi byli zerwać z chrystyanizmem w przekonaniu, iż ten chrystyanizm błądzi, a którzy za dogmaty chrześcijańskie brali najzwyklejsze mrzonki kartezyańskie lub marzenia szkoły szkockiej; albo wreszcie upatrywano oczywistą sprzeczność pomiędzy zasadą wiary a zasadą nauki, która—to sprzeczność była tylko pozorną i rzeczywiście żadną.

11-o. Zgodność zatem pomiędzy prawdami rozumowemi a dogmatami wiary nie jest żadną niemożliwością i urojeniem: a uczeni niczego się nie potrzebują obawiać ze strony Kościoła — o ile myślą i mówią jako prawdziwi uczeni. I owszem, nawet w zagadnieniach porządku przyrodzonego, ale dotyczących wiary nadprzyrodzonej, odnoszą oni olbrzymią korzyść z nieomylnego nauczania Kościoła, równie jak z komentarzy, jakie daje na te zagadnienia teologia. Wiedzą o tem wszyscy prawdziwi mężowie nauki. Wiedzą oni dobrze, iż wobec formalnego i bezwzględnego orzeczenia Kościoła powinni się zatrzymać w rozumowaniach, pod karą przekroczenia granic prawdy i popełnienia błędu; prawda bowiem nie bywa sobie samej przeciwna, a kiedy o jednym i tym samym przedmiocie mówi przez objawienie i przez rozum, daje o tym przedmiocie pojęcia też same albo przynajmniej ze sobą zgodne. W razie zaś kiedy objawienie nic nie zawiera, coby się zblizka lub zdaleka odnosiło do przedmiotu badanego przez rozum, to rzecz oczywista, że ten rozum zachowuje wszelką swobodę ruchów i za swe wnioski odpowiada jedynie przed trybunałem zdrowego rozsądku i logiki.

12-o. Jeśli prawdą jest, że nowożytna metoda naukowa opiera się na zasadzie swobodnego badania, to prawdą jest również, że metoda ta może wymagać dla siebie nie żadnej bezmyślnej swobody, ale swobody rozumnej. Czyżby metoda ta nie powinna szanować odwiecznych praw zdrowego rozsądku i logiki? Czyżby chciała poszukiwania swe zwracać w świat wyobraźni i marzeń, a nie w świat rzeczywistości i prawdy? Wolność badania zatem jest rzeczywiście ograniczona, a jednak nie przestaje być przez to prawdziwie naukową, nawet w nowożytnem znaczeniu wyrazu. A przez co jest ona ograniczona, jeśli nie przez dzieło boże, przez owo pierwotne objawienie, jakie Bóg dał o samym sobie w stworzeniu świata i człowieka? Lecz jeśli poszanowanie dla tego pierwotnego objawienia w niczem nie szkodzi swobodzie i naukowości metody nowożytnej, to czemużby drugie objawienie boże, przechowywane i wyjaśniane przez Kościół, miało bardziej niszczyć metody tej naukowy i wolny charakter? Czyżby Pan Bóg miał być mniej Bogiem kiedy przemawia, aniżeli kiedy stwarza? Poszanowanie więc dla religii pozytywnej wcale nie jest bardziej antinaukowe, aniżeli poszanowanie dla religii naturalnej. Cokolwiek by więc mówiono i czyniono, to nic nigdy nie będzie mogło zachwiać tego prawa, jakie nadaje Bóg, prawda, rzeczywistość, do poszanowania wiary ze strony wszelkiej nauki, która sama pragnie się szanować.—Kiedy przeto wiara uprzedza uczonego, że w zakresie jego badań istnieją dogmaty objawione, orzeczenia albo potępienia, wydane ze strony Kościoła, to powinien z niemi się liczyć, jak się liczy żeglarz ze znakami, dawanymi mu z latarni morskiej, wpośród skał płonącej. Czyżby zaś przez to miała się zmniejszać jego wolność wiedzy i naukowego badania? Wcale nie, chybabyśmy chcieli utrzymywać, co się utrzymać stanowczo nie da, że do istoty nauki należy możność błądzenia, i że ratowanie się od błędu jest rzeczą przeciwną nauce, ale w takim razie możnaby powiedzieć, że nieludzką jest rzeczą przeszkadzać człowiekowi rzucać się w przepaść przez otaczanie go stróżami i opieką. W ten sposób mamy rozwiązane zagadnienie o wolności filozofów i historyków w stosunku do wiary; nigdy nie mogą oni przypisywać sobie prawa przeczenia wierze oraz filozofowania lub pisania dziejów bez uwzględniania nauki Kościoła. Pomyślniejsze jeszcze pod tym względem jest położenie tych uczonych, którzy uprawiają nauki doświadczalne czyli ścisłe, i to z powodu braku lub rzadkości odnoszących się do ich prac dowodów nadprzyrodzonych. W istocie bowiem mało jest punktów stycznych pomiędzy temi naukami a wiarą, o ile nauki te ograniczają się w swoim zakresie i nie próbują wkraczać w dziedzinę wiary. Matematyk naprzykład lub botanik wie z góry, że na drodze swych badań nie napotka żadnego zagadnienia teologicznego, chyba żeby chciał się zapuszczać w pewne kwestye filozoficzne, które właściwie doń nie należą. W badaniach ich przeto posiada wszelką swobodę i niezależność.

Dodajmy nadto, że zastrzeżenia, stawiane wolności badań naukowych przez objawienie boże i dogmatyczną naukę Kościoła, wcale nie są tak liczne, jakby można sądzić z obszaru ksiąg biblijnych i zbiorów soborowych. Dużo jeszcze potrzeba, aby wszystko tam było objawieniem, orzeczeniem, potępieniem, a tem samem ograniczeniem i zastrzeżeniem naszej wolności. Jest ustaloną zasadą w przedmiocie czynów soborowych i papiezkich, że same tylko decyzye mogą się stać nieomylnemi, a uwagi, motywy, wyjaśnienia tych decyzyi bynajmniej nie wychodzą z granic czysto teologicznych. Coś podobnego też dzieje się z Księgami świętemi. Pan Bóg, postanowiwszy w pisaniu ich posługiwać się narzędziami żyjącemi, osobowemi i wolnemi, nie zaś bezwiednemi, automatycznemi i przymusowemi, a z drugiej strony chcąc aby te narzędzia Jego były rozumiane przez tłumy, do których się zwracać mieli, pozostawił pisarzom natchnionym wszelką swobodę mowy, wszelką wolność wysłowienia, przenośni i porównań, zawsze jednak strzegł ich od błędu. Zapożyczali oni przeto od swych słuchaczy i czytelników wyrażenia dostępne dla tych ostatnich, celem przekazania im prawdy, którą podać im mieli. Nie chcieli oni ani Duch Św. nie chciał podawać ludziom wiadomości z zakresu geologii, geografii lub historyi politycznej; nie trzeba też żądać od nich tajemnic geogonii lub astronomii, chronologii lub fizyologii: wszystko to nie jest ich zadaniem, jak nie są zadaniem ich prawa gramatyczne lub zasady poetyki. Słowa ich zatem, ich zgłoski, same w sobie uważane, nie stanowią ciasnych i nieprzekraczalnych granic dla autonomii nauki, tembardziej że nawet same te słowa, że te zgłoski, nie bywają bezwzględnie dokładne i że chwieją się często pomiędzy odmianami języka hebrajskiego, greckiego i łacińskiego, nie licząc już innych przekładów i właściwych każdemu z nich waryantów. Sama tylko myśl wypowiedziana jest nieomylnie prawdziwa.

Wszędzie, gdzie teksty biblijne są jeszcze nieustalone i niejasne, gdzie egzegeza jest niepewna i chwiejna, trzeba się bardzo wystrzegać twierdzenia, że tam objawienie przemawia i że nauka zamilczeć powinna. Kościół rzymski nie ma zwyczaju w ten sposób postępować. Sędziowie Galileusza swą nieroztropnością dowiedli, ile roztropności w tych rzeczach potrzeba. Lekkomyślnością byłoby mniemać, że cała wiedza ludzka, zarówno święta jak świecka, — przynajmniej w głównych zasadach swoich — zawiera się w Piśmie Św., skoro ani Pismo Św., ani Kościół tego nie orzekł. Raz uznawszy, że celem objawienia jest zaprowadzenie i rozwój królestwa bożego na świecie przez Chrystusa, zgodzić się na to trzeba, że dowody tegoż objawienia są najzupełniej do celu odpowiednie. Ale któżby śmiał twierdzić, że dowody te są tak samo odpowiednie do celów objawieniu postronnych, do celów naukowych, historycznych, literackich rodu ludzkiego? I my przeto, katolicy szczerzy, nie wkraczajmy w dziedzinę cudzą, kiedy nie chcemy, aby inni w naszą wkraczali, i nie stawiajmy nauce granic, jakich Bóg jej nie postawił. Nie znaczy to przecież, aby wiedza nie miała obowiązku sama rządzić się wielką roztropnością i ostrożnością, kiedy spostrzega, że mogłaby się znaleść wobec jakiegoś dowodu bożego lub kościelnego: zwykła delikatność tego wymaga, a zdrowa wolność rozumowa skarżyć się na to nie może. Rzecz-to nawet zastanowienia godna, jak pożyteczny i płodny bywał dla wszystkich gałęzi wiedzy ludzkiej dobroczynny wpływ wiary, jej zagadnień, jej oczywistości i niejasności. Konieczność udowodnienia negatywnej przynajmniej zgodności pomiędzy wiarą a wiedzą, to jest najzupełniejszego braku sprzeczności pomiędzy niemi, duchowa rozkosz, a niekiedy nawet, gdy chodziło o prawdy, wiedzy i nauce wspólne, obowiązek wykazywania ich zgodności pozytywnej, to znaczy harmonii ich poglądów i wniosków, stokrotnie zwiększały siłę, zapał i pomyślne wyniki wiedzy. Nie mają się więc czego obawiać przedstawiciele nauki, aby katolicyzm szkodził jej wolności i rozwojowi.

13-o. Wiara przeto nie jest więcej zakazana człowiekowi nauki, aniżeli prostemu robotnikowi, i wszyscy zarówno mogą być zbawieni, bo wszyscy zarówno mogą wierzyć. Bywa, że tak powiem, minimum wiary do zbawienia koniecznej, to jest wiara w Boga, w Jego sprawiedliwość i dobroć, wiara oparta na Jego nieomylnem świadectwie. Przypuściwszy nawet, że do zbawienia potrzeba doskonalszego pojęcia o odkupieniu, to i wówczas nie zwiększa się trudność osiągnięcia tego minimum wiary, żeby zaś nie zbrakło środków do osiągnięcia zbawienia, — a nie brak ich nigdy nikomu — można się powierzyć wszechpotędze, mądrości i nieskończonemu miłosierdziu bożemu. Jeśli cudu potrzeba do oświecenia duszy, dla której zwyczajne drogi zbawienia są niedostępne, to Bóg go uczyni. Dorosły człowiek zginie tylko wówczas, kiedy sam odrzuca zbawienie. Co do niemowląt zaś, to wiara ich rodziców i środek od początku ustanowiony przeciw grzechowi naturalnemu, a po Chrystusie Panu wiara Kościoła i chrzest, który niemowlętom udziela habitualnej cnoty wiary, otwierają im wrota zbawienia. Prawda, że dla tych, którzy nie będą mieli rzeczonych pomocy, wrota zbawienia będą zamknięte, ale nic nas nie zmusza do skazywania ich na drogę „prowadzącą do miasta śmierci" nad wrotami którego czytał Dante owe straszne wyrazy: „lasciate ogni speranza." Nie będą oni ani zbawieni ani okrutnie karani, los ich będzie pośredni, i nie będą żałowali, że kiedyś istnieć zaczęli.

14-o. Brakiem logiki byłoby i pewną tyranią umysłową żądać od umysłu ludzkiego przyzwolenia wiary na zdania nie objawione, albo też żądać aktu wiary, przeciwnego zdaniom niepotępionym jako heretyckie przez najwyższą powagę, sądzącą nieomylnie i w ostatniej instancyi. To też nic podobnego nie żąda się od rozumu ludzkiego. Ale kiedy zdanie jakieś, jakkolwiek nieobjawione, ma pewną łączność z jakąś prawdą wiary, i kiedy od tej ostatniej w mniejszym lub większym stopniu otrzymuje cząstkę nadprzyrodzonej pewności; kiedy inne jakieś zdanie, również nie objawione ale podane jest przez nadprzyrodzoną powagę Kościoła, działającego we właściwym sobie zakresie; kiedy wreszcie zdanie jakieś bezpośrednio sprzeciwia się tej pewności albo tej nadprzyrodzonej powadze, to czyż nie jest obowiązkiem rozumnego i spokojnego umysłu zgodzić się na to, co jest nadprzyrodzonym sposobem stwierdzone, a odrzucić to, co jest nadprzyrodzonym sposobem potępione, a zgodzić się wprawdzie nie jakimś aktem wiary bożej, skoro Bóg sam w tem zdaniu nie mówi, lecz aktem uległości i posłuszeństwa, aktem wiary kościelnej względem nauczycielstwa kościelnego, z religijną prawomyślnością schylając głowę przed nadprzyrodzonym charakterem tych wniosków teologicznych, które płyną z przesłanek, mających wartość nadprzyrodzoną? Skoro filozof szanuje nie tylko oczywistość zasad, ale także oczywistość wniosków, skoro szanuje świadectwa poważne i pewne, to czemuż-by miał uważać sobie za ujmę i poszkodowanie swych praw umysłowych, gdyby tak samo szanował wnioski teologiczne i świadectwa nadprzyrodzone?

(Prw. Matignon. Liberté de l'ésprit humain dans la foi catholique; Heinrich, Dogmatik; Kard. Mazzella, De Virtutibus infusis; Kleutgen, Die Theologie der Vorzeit, i t. p. i t. p.).

(Dr. J. Didiot).

X. W. S.