MATERYALIZM. (Co jest Materyalizmem. Historya Materyalizmu).
Materyalizm jest to system filozoficzny, sprowadzający wszelką rzeczywistość do granic materyi. Materyalistów można podzielić na dwa obozy. Jedni z nich uważają materyę za masę części, których jedyną własnością jest rozciągłość. Ci objaśniają wszystkie zjawiska świata przez różnorodne stosunki, jakie wytwarza pomiędzy temi częściami materyi ruch je ożywiający. Takim materyalizmem był w starożytności materyalizm Leucyppa i Demokryta. „Filozoficzny ich system, powiada Brin1, tak się w streszczeniu przedstawia. Do wyjaśnienia wszystkich zjawisk wszechświata i do zrozumienia wszelkiego jestestwa potrzeba dwóch pierwiastków: próżni i atomów. Próżnia jest nieskończoną w rozciągłości, atomy są nieskończone שׁא. Są one wieczne, spoistością obdarzone, dla zmysłów niedostrzegalne, wszystkie w jednym gatunku, ale rozmaitych form czyli kształtów. Ruch jest wieczny, bez względu na to, jakie jego pochodzenie. Wieczny ruch atomów w nieskończonej próżni wyjaśnia początek wszechświata bez jakiejkolwiek interwencyi przyczyny rozumnej. Ciała wytwarzają się przez połączenie się i zestawienie atomów. Dusza nawet jest nagromadzeniem maleńkich, krągłych i subtelnych atomów, które przenikają do ciała i udzielają mu życia i ruchu; będąc zaś podległą tym samym co ciało warunkom, dusza jest tak samo jak ciało zniszczalną. Myśl jest wytworem pewnych emanacyi albo obrazów, jakie się z ciał dobywają, następnie za pomocą zmysłów wdzierają się aż do duszy i ukazują jej przedmioty zewnętrzne, ich kształty i właściwości.
Dla obudzenia w nas pojęcia o bóstwie i wytłómaczenia istnienia religijnego uczucia, wystarcza nam nasz stosunek do pewnych widm, jakie się unoszą po nad powierzchnią ziemi i w czasie snu się nam ukazują, wystarczają nam pewne nadzwyczajne wydarzenia, jak pioruny, zaćmienia słońca i t. p. Łatwo też odgadnąć, jaka to moralność wynika z podobnych teoryi: jest to moralność przyjemności.” Jedną tylko właściwość przyznaje materyi ten system, t. j. kształt i rozciągłość, ruch bowiem, ożywiający materyę, nie należy do jej istoty, lecz pochodzi z uderzeń, jakie atomy od wieków wzajem sobie udzielają i od siebie odbierają.
Inny znów obóz materyalistów przypuszcza przeciwnie, że materya jest z natury swej obdarzona siłą, i że ta wrodzona materyi siła wyjaśnia wszystkie jej właściwości oraz jej ruchy. Tej zasady trzymała się większość filozofów Szkoły Jońskiej; do tego też obozu materyalistów należy Epikur; albowiem, jakkolwiek w całości przyjmował teoryę Leucyppa i Demokryta, nauczał wszakże, że atomy są obdarzone pewną ciężkością i że w ruchu swym mogą lekko zbaczać od linii prostej. Albo do jednej, albo do drugiej ze szkół powyższych należą wszyscy materyaliści, a jeśli się zresztą różnią między sobą co do istotnych własności materyi, to najzupełniej się zgadzają w tłómaczeniu świata, życia i myśli wyłącznie tylko grą pierwiastków, jakich dostarcza materya nieorganiczna.
Można powiedzieć nawet, że w ogólnych rysach teoryi materyalistów nic się nie zmieniło od czasu Demokryta i szkoły Jońskiej. Odświeżano wprawdzie formuły, przystosowywując je do świeżych zdobyczy naukowych rozmaitych wieków; w zdobyczach tych, zwłaszcza w XIX w., mniemano odnajdywać nowe dowody dawnego systemu, ale ogólne tło całego systemu się nie zmieniło, i argumenta jego są zawsze jedne i te same.
To też, „ściśle mówiąc, powiada Caro2, materyalizm nie ma historyi, albo przynajmniej historya jego tak mało jest urozmaicona, że w kilku wierszach wypowiedzieć się daje. Czy w tej czy w innej przedstawia się ona formie, odrazu rozpoznać ją można po bezwzględnej prostocie, z jaką wszelkie zagadnienia rozstrzyga. I współczesny nam materyalizm nie zmienił bynajmniej nieruchomych ram tej dwudziestowiekowej filozofii. Nie odstąpił on od dawnego programu, wzbogacił go tylko pojęciami naukowemi; pozornie go tylko przekształcił, wprowadzając doń nowe dane, nowe poglądy, nowe hypotezy, mnożące się w nieskończoność pod działaniem rozwoju nauk fizycznych, chemicznych, fizyologicznych. Demokryt z łatwością rozpoznałby swe myśli, gdyby czytał książkę Büchnera; ba, nawet sam język nieznacznym tylko jakimś uległ od owego czasu zmianom.”
Historya przeto materyalizmu ogranicza się na wskazaniu wpływu, jakie on w rozmaitych czasach wywierał, jako też na wymienianiu głośniejszych jego przedstawicieli.
Wiek XVI i XVII materyalizm nie wiele wywierał wpływu na świat chrześcijański. Do nowej żywotności przyszedł dopiero w drugiej połowie XVIII w., kiedy właśnie słabły stare wierzenia chrześcijańskie. Torował mu zresztą drogę sensualizm Locke'a i Condillac’a. W 1802 r. Cabanis streszczał te materyalistyczne teorye, wypowiedziane w jego dziele Traité du physique et du morale de l'homme w następującym aforyzmie: „Myśl jest wydzieliną mózgu.” W dwadzieścia lat potem, w 1828 r., fizyolog Broussais wyjaśniał objawy życia zmysłowego i moralnego podnieceniem i podrażnieniem tkanek nerwowych. Wprawdzie kierunek spirytualistyczny znalazł wówczas śmielszych dla siebie obrońców, wobec czego materyalizm stracił wiele na wziętości, jednakże za dni naszych przychodzi znów do znaczenia i znajduje poparcie w dziennikarstwie i na katedrach niewiary. To zmartwychwstanie materyalizmu przypisać należy z jednej strony ogólnemu zaniedbaniu metafizyki oraz filozofii, która się stała nadto idealistyczną, z drugiej zaś—wyłącznemu poleganiu na danych z zakresu nauk doświadczalnych. Również i to przyznać trzeba, że i nienawiść do religii oraz chęć schlebiania tłumom nazbyt często wywołuje takie mowy, artykuły dziennikarskie i powieści, w których ta zgubna materyalistyczna doktryna cynicznie się wypowiada.
Zresztą, teoretycy jawnie materyalistyczni bynajmniej się nie zalecają oryginalnymi jakimiś poglądami filozoficznymi. Szczycą się oni przedewszystkiem tem, że są ludźmi wiedzy doświadczalnej, i że wszelką filozofię zastępują fizyologią; filozofia bowiem w ich przekonaniu ma za przedmiot same tylko jestestwa imaginacyjne. Z pośród tych materyalistów najbardziej są znani: Moleschott, Karol Vogt i Büchner.
Moleschott wyłożył swe zasady w zbiorze listów, adresowanych do sławnego Liebig’a, a następnie ogłoszonych drukiem w r. 1852 pod napisem Za Circulation de la vie.
Cała jego teorya da się sprowadzić do dwóch głównie twierdzeń: 1) Materya i siła są nierozdzielnie złączone; 2) Jedyną przyczyną wszelkich objawów, nawet tych, które się zwą duchowymi, jest krążenie materyi, która bezustannie przechodzi od stanu życia do stanu śmierci, albo od stanu śmierci do stanu życia, wstępując lub zstępując po drabinie jestestw. „Jak kupiectwo, pisze Moleschott (Troisiéme lettre), jest duszą wszelkich stosunków między ludźmi, tak samo odwieczne krążenie materyi jest duszą świata.
Karol Vogt zaznaczył się na polu materyalizmu wieloma bardzo dziełami3. Ale co go przedewszystkiem uczyniło głośnym, to brutalny komentarz, jakim zaopatrzył następujące słowa Cabanis'a: „myśl jest wydzieliną mózgu.” Karol Vogt uwydatnia materyalistyczny charakter tego określenia i poucza swych czytelników, że „mózg tak samo wydziela z siebie myśl, jak wątroba żółć, a nerki urynę.”
Powyższe to zdanie, tak oczywiście niemożliwe, zwycięsko odparł Büchner; atoli walcząc na tym punkcie z Karolem Vogtem, zapędził się w materyalizm Moleschott'a, który był powiedział, że: „bez fosforu niema myśli; myśl jest ruchem materyi.”
Krytykuje więc Büchner porównanie, uczynione przez Vogta; gdyż uryna i żółć są to materye dotykalne, ważkie i dostrzegalne; są to prócz tego materye wydzielinowe, jakie ciało zużyło i odrzuciło, podczas gdy myśl bynajmniej nie jest materyą, którąby rozum wytwarzał i odrzucał. Czy więc myśl jest niezależna od materyi, jak to utrzymują spirytualiści? „Bynajmniej, powiada Büchner, gdyż myśl jest właśnie samem działaniem mózgu. Jeśli zbijam rozumowanie Vogt'a, to jedynie dla tego, że działanie maszyny parowej nie powinno być brane za jedno z parą, jaką ta maszyna wyrzuca.” Büchner zatem uważa myśl jako wypadkową siłę mózgu: jest-to, jego zdaniem, skutek nerwowej elektryczności. Napisał dzieło pod tytułem Siła i materya, które popularyzuje teorye nowożytnego materyalizmu i stanowi jakoby jego podręcznik.
Moleschott, Büchner i większość dzisiejszych materyalistów jest zdania, że materya zawsze łączy się z siłą, gdyż siła jest istotową własnością materyi. Od ogólnej pod tym względem harmonii odstaje Edward Löwenthal, który wyraźnie powraca do dawnego atomistycznego systemu Demokryta. Zarzuca on Moleschott’owi i Büchner'owi, że są materyalistami eklektykami. Jego zaś zdaniem, siła nie jest bynajmniej pierwiastkową własnością materyi; jest ona raczej tylko wynikiem nagromadzenia atomów.
Obok materyalistów, jawnie głoszących wszystkie następstwa swego systemu, bywa wielu pisarzy, utrzymujących jakoby, że nic wspólnego nie mają z materyalistami, a przyjmujących jednakże pewną część ich teorii. Takimi są naprzykład pozytywiści. Głoszą oni, że trzymają się faktami doświadczalnymi i że zagadnienie o istnieniu lub nieistnieniu substancyi i przyczyn wcale ich nie zajmuje; wszelako nie przeszkadza im to bynajmniej zwalczać kierunku spirytualistycznego i prawie zawsze stawać pod sztandarem doktryn materyalistowskich. Takimi materyalistami połowicznymi są także wszyscy transformiści, którzy teoryę ewolucyi rozciągają aż do duszy człowieka. Wszak-to dzieła właśnie Darwina przyczyniły się najwięcej do podniesienia uroku materyalizmu w oczach świata pół-mędrków.
Poszczególne błędy, torujące drogę lub pokrewne materyalizmowi, zbadamy i odeprzemy w oddzielnych artykułach Słownika. Tu zajmiemy się głównie systemem tych, co szczerze przyjmują zasady materyalizmu i nie cofają się przed żadnem ich praktycznem zastosowaniem i logicznem następstwem.
Tego rodzaju czysty materyalizm został nanowo potępiony przez Sobór Watykański: „Jeśliby kto nie wstydził się twierdzić, że po za materyą nic nie istnieje, niech będzie wyklęty. Si quis praeter materiam nihil esse affirmare non erubuerit, anathema sit.” (Constit. Dei Filius, can. 2).
II. Nauka materyalizmu i dowody przytaczane na jego poparcie.
Cały materyalizm zamyka się w następującej formule: poza materyą nic nie istnieje; a przeto wytwarzające się we wszechświecie zjawiska, wszystkie bez wyjątku, są pewnemi tylko odmianami materyi.
Żeby ogólne to tło materyalizmu odświeżyć, usiłują nowoczesni materyaliści zagarnąć dla swej szkoły wszystkie dane wiedzy doświadczalnej, i w tym celu głoszą, że wszelkie twierdzenie, które się nie wspiera na tych danych, jest urojone i złudne.
Różnorodne teorye tych nowoczesnych materyalistów streszcza Caro w następujących wyrazach4: „Jedna jedyna substancya w czynie, to znaczy w ruchu od początku wieków; jedna jedyna siła do nieskończoności urozmaicana, ale której rozmaite objawy sprowadzić się dają do jedności, a wszystkie zdolne się jedne w drugie przekształcać; jedno jedyne prawo, na pozór skutkiem ilości zastosowań rozliczne, ale w gruncie rzeczy będące tylko czystem prawem mechanicznem, — oto treść całej materyalistowskiej doktryny. Zasadniczym punktem jest w niej zasada o bezwzględnej jedności natury, — ta myśl mianowicie, że w tej rozmaitości zjawisk fizycznych, umysłowych i moralnych, nie bywa raptownego przejścia od jednego działu form i zjawisk do innego tychże zjawisk porządku, lecz poprzedni porządek zawiera w sobie uzasadnienie i warunki. W takim łańcuchu zjawisk, każde ogniwo niższe tłómaczy i wytwarza ogniwo wyższe. Czyli, że w materyi właśnie spoczywa pierwiastek ruchu, w ruchu znajduje się przyczyna życia, w życiu zaś — przyczyna myśli. Tak iż, wracając do pierwszego ogniwa tego łańcucha, widzimy, że myśl i życie są tylko pewnemi formami ruchu, stanowiącego wrodzoną odwiecznej materyi własność pierwotną. Co się zaś tyczy natury, to ponieważ nie ma ona pierwiastku transcendentalnego, przeto też poza sobą samą nie ma żadnego celu. Jest ona sama dla siebie przyczyną i celem, pierwiastkiem i stworzeniem, uzupełnieniem wreszcie, albowiem od pierwszego aż do ostatniego ogniwa w łańcuchu stworzeń jest ona identycznością i koniecznością.”
Czas nam już wielki bliżej się rozejrzyć w rozmaitych częściach tego obszernego systemu. Rozróżnić w nim możemy teorye ogólne, zmierzające do wytłómaczenia nam wszystkich porządków istnienia, oraz teorye szczegółowe, stawiane dla wyjaśnienia pewnych poszczególnych działów wydarzeń w naturze.
I. Teorye ogólne.
Teoryi tych dwie rozróżnić można, które zresztą łączą się ze sobą.
Pierwsza teorya. — Przyjęta-to powszechnie zasada, że dla wytłómaczenia pewnego jakiegoś zjawiska trzeba się uciekać do najmniejszej z przyczyn możliwych. Otóż materyaliści utrzymują, że materya wystarcza do wytłómaczenia wszystkich zjawisk możliwych. Z czego znów wnioskują, że nie należy uznawać innej przyczyny nad materyę. Wszystkie zaś przyczyny niemateryalne, którym my, spirytualiści, przypisujemy objawy porządku wyższego, to jest: pierwiastek życiowy, dusza, wolna wola, Bóg, — wszystkie te przyczyny są, ich zdaniem, mrzonką bez żadnej rzeczywistości. Jeżeli mamy wierzyć tym materyalistom, to niema co rozróżniać pomiędzy jestestwami porządku niższego, a bytami porządku wyższego. Istnieje bowiem jeden tylko dział jestestw, których działanie względnie do okoliczności się urozmaica i sprowadza wszelki postęp i rozwój we wszechświecie. Wszystko się wreszcie redukuje do materyi i do ruchu tejże materyi. A zatem, to co doskonałe, jest wytworem tego, co niedoskonałe. Wyjaśnianie rzeczy wyższego porządku rzeczami niższego porządku, myśl — samemi tylko prawami fizyologii, życie — samemi tylko prawami chemii, fizyczne i chemiczne zjawiska — samemi tylko prawami geometryi i mechaniki, ruch mechaniczny — sama tylko materyą, — oto w kilku słowach pierwsza zasada materyalizmu.
Druga teorya. — Dawni materyaliści zwykli byli mawiać: „To tylko istnieje, co postrzegają zmysły: wszystko pozostałe jest złudzeniem.” Nowożytni zaś materyaliści pewnik ten odświeżyli, strojąc go w pozory naukowe. Powiadają więc: „To tylko istnieje, co stwierdza wiedza doświadczalna.” Rozumieją oni przez to wyłącznie tylko zjawiska dostępne dla zmysłów lub dostrzegalne przy pomocy noża, mikroskopu, analizy chemicznej i analizy spektralnej. Wykluczają zatem z dziedziny świata rzeczywistego wszystko to, co nie jest objawem zmysłowym, albowiem same tylko zjawiska zmysłowe mogą być przedmiotem tak pojmowanego doświadczenia. Żadnej przeto duszy, żadnego Boga! Według pozytywistów, cały obszar stworzenia, istniejący po za doświadczeniem, jest niepoznawalny; zdaniem materyalistów, niemasz tam nic rzeczywistego, wszystko tam złudzeniem. Teleskop i skalpel chwytają te tylko zjawiska, które nawzajem z siebie wynikają: zjawiska te nie ujawniają nam żadnego zamiaru, żadnego planu ze strony natury. Mylimy się zatem, zdaniem tychże materyalistów, gdy uznajemy przyczyny celowe i boską opatrzność. Nie mają też, ich zdaniem, słuszności owi panteiści-naturaliści, którzy wyobrażają sobie istnienie siły immanentnej w materyi, która-to siła ma jakoby prowadzić świat podług pewnego planu. Materyalizm przyjmuje same tylko przyczyny sprawcze, które osiągają swe skutki sposobem mechanicznym, ślepym najzupełniej trafem.
Wreszcie, wiedza doświadczalna wskazuje, że jedne i te same przyczyny wytwarzają zawsze jedne i te same zjawiska. Z tego znów wnioskuje materyalizm, że wszystko ulega prawom fatalizmu, a wolna wola i moralna odpowiedzialność człowieka są wyrazami bez znaczenia, czyli inaczej — złudzeniem.
„Wiedza, woła Moleschott (Circulation de la vie), wydarła nareszcie idealizmowi berło, które on dzierżył od tylu wieków przeciw wszelkiej logice i sprawiedliwości... My dziś uznajemy już same tylko prawdy na doświadczeniu oparte i przez naukę stwierdzone... Bóg, dusza, wolność, nieśmiertelność, przyczyny celowe, wszystko-to są tylko słowa, wyrażające rozmaite siły przyrody.”
II. Teorye szczegółowe.
Materyalistyczna teorya o świecie nieorganicznym. — Podług nowoczesnych materyalistów: 1) siły fizyczne są nieodłączne od materyi; 2) materya ta jest odwieczna i niezniszczalna; 3) również i te siły fizyczne są wieczne i niezniszczalne; 4) one-to wytwarzają zjawiska mechaniczne, fizyczne i chemiczne podług praw geometryi i mechaniki; wszystkie bowiem te zjawiska dają się ostatecznie sprowadzić do ruchu atomów.
I na czemże opieracie, moi panowie, te swoje twierdzenia? — Na danych wiedzy doświadczalnej, odpowiadają materyaliści.
-
Doświadczenie wszędzie i zawsze okazuje nam siłę, połączoną z atomami materyalnymi: dowód-to zatem, że siła ta jest od nich nieodłączna i że jest im wrodzona.
-
Lavoisier udowodnił, że pośród wszelkich układów lub rozkładów chemicznych we wszechświecie pozostaje zawsze taż sama ilość materyi, że ani jeden atom w niej nie przybywa, ani się jeden nie niszczy. Jest-to rzeczywiście reguła bez wyjątku, że waga całości złożonej równa się wadze pierwiastków składowych. Jeśli zatem materya nie może być ani na nowo wytworzona, ani zniszczona, musi koniecznie być wieczna, nigdy nie miała początku i nigdy końca mieć nie będzie.
-
Toco Lavoisier wykazał odnośnie do materyi, udowodniono również odnośnie do sił materyalnych. Ruch mechaniczny wytwarza ciepło, a ciepło znów wytwarza ruch mechaniczny; zauważono to już od dawna; ale co nauka dzisiejsza mogła stwierdzić sposobem doświadczalnym i z najzupełniejszą dokładnością, to, że ciepłota ciepła zachowuje ciągłą równowagę mechaniczną; że w przemianie ciepła w ruch albo ruchu w ciepło żaden ruch się nie zniszczy bez odpowiedniej jego przemiany w równomierne ciepło, i odwrotnie. Mamy zatem pewną podstawę przypuszczać, że to co stwierdzamy odnośnie do ciepła, stwierdzić się też da odnośnie do wszystkich sił fizycznych. Z tego znów wynika, że we wszechświecie przechowuje się zawsze jedna i ta sama ilość sił fizycznych; ani się ona wytwarza ani się niszczy. Zdaniem przeto materyalistów, trzeba przyznać sile materyalnej to, co jeden z nich, Büchner, nazywa wiecznością siły, to znaczy trzeba przyznać jej wieczność. Z chwilą gdy niepodobna siły wytworzyć lub zniszczyć, trzeba ją uznać wieczną.
-
Nietylko, że siła ta nie jest równoważna we wszechświecie, ale jest to jedna i taż sama siła, odnajdująca się we wszystkich mechanicznych i fizycznych zjawiskach. I w istocie, teorya jedności sił fizycznych, która wszystkie siły sprowadza do ruchu, opiera się na mnóstwie dowodów doświadczalnych. Posłuchajmy naprzykład, co o tem mówi prof. Sénarmont, przytoczony przez Saigey'a w Physique moderne, str. 216: „Niegdyś każda grupa faktów przyznawała sobie swój odrębny pierwiastek. Tak więc ruch i spoczynek miały wyniknąć z sił dość źle określanych, a które zwykło się zwać mechanicznemi. Zjawiska ciepła, elektryczności, światła, wyprowadzano z tyluż odnośnych czynników, z fluidów obdarzonych odrębnem działaniem. Tymczasem głębsze badania wykazały, że to pojęcie o rozmaitych odrębnych i różnorodnych czynnikach pochodziło w gruncie rzeczy jedynie stąd, że postrzeganie tych rozmaitych rodzajów zjawisk odbywa się w ogóle przy pomocy rozmaitych organów zmysłów, jako też stąd, że te zjawiska, odnosząc się bardziej szczegółowo do naszych zmysłów, wywołują w nas z konieczności pewne odrębne wrażenia. Ta zatem pozorna różnorodność nie tyle-by leżała w samej naturze fizycznego czynnika, ile raczej w działaniu narzędzia fizyologicznego, które urabia nasze wrażenia. Tak, że przenosząc naprzykład—na przekór wszelkiej słuszności—różnice zjawisk ze skutku na przyczynę, miałoby się w rzeczywistości zjawiska pośredniczące, przez które mamy świadomość zmian raczej materyi, aniżeli świadomość samej istoty tych zmian... Wszystkie zjawiska fizyczne, jakiejkolwiek byłyby natury, zdają się w gruncie rzeczy być tylko objawami jednego i tegoż samego czynnika pierwiastkowego.”
Mamy również prawo przypuszczać, że te przemiany chemiczne powinny być przypisane działaniu sił fizycznych, jakie przebywają w substancyach, wzajem się z sobą łączących. Posłuchajmy, co o tem mówi Huxley (Revue scientifique, 17 Lipiec 1869): „Gdy wskutek połączenia w odpowiednim stosunku wodoru z kwasorodem i przeprowadzenia przez tę mieszaninę iskry elektrycznej, wytworzy się woda, to pytamy, skąd się biorą własności wytworzonego przed chwilą ciała. Wszak nie przypuszczamy owej tajemniczej siły, zwanej niegdyś aquositas, występującej niegdyś w nauce i zajmującej miejsce niedokwasu wodorodu; nie wahamy się twierdzić, że czy w ten czy w inny sposób, rzeczone własności wody pochodzą z własności składających ją pierwiastków. Prawda, że niema najmniejszego podobieństwa pomiędzy własnościami wody i własnościami obu wytwarzających się gazów. Pomimo to uczony żyje w przekonaniu, że przyjdzie chwila, kiedy wskutek postępu wiedzy będziemy mogli tak samo łatwo przechodzić od własności wody do własności składających ją gazów, i odwrotnie, jak dziś możemy wyprowadzić ruchy wskazówek zegarka z urządzenia różnych jego części składowych.”
Z powyższych uwag wnioskują materyaliści, że nauka nowożytna, sprowadzając wszystkie siły i wszystkie własności świata nieorganicznego do ruchu, potwierdza materyalistyczne ich pojęcie o wszechświecie. I w istocie, skoro się przypuści jedność sił fizycznych, to wtedy wszystkie zjawiska dostrzegane przez mechanikę, fizykę i chemię, wynikać będą podług jednego prawa z krążenia ruchu po wszystkich atomach materyi.
III. Materyalistyczna teorya o świecie organicznym.
- Życie, powiadają materyaliści, wytworzyło się w łonie materyi martwej skutkiem szczęśliwego zbiegu pierwiastków chemicznych, wchodzących w skład komórki żyjącej. 2. Komórka żyjąca rozwinęła się dzięki pomyślnym warunkom i wytworzyła inne komórki; komórki te dostarczyły materyału na budowę tkanek i rozmaitych organów, jakie się wytworzyły i sharmonizowały w organizmy więcej doskonałe, a stopniowy rozwój tych organizmów stworzył rozmaite gatunki roślin i zwierząt, jakie odnajdujemy w wykopaliskach albo też jakie były współczesne człowiekowi.
Na poparcie tych mniemań przytaczają materyaliści następujące dowody:
- Chemik rozkłada komórkę żyjącą. Znajduje w niej kwasoród, węglan, wodoród i bardzo rozmaite pewne materye mineralne. Jest-to dowód, w mniemaniu materyalistów, że komórka utworzyła się w skutek samego tylko znalezienia się składowych jej pierwiastków w pomyślnych warunkach.
My zaś odpowiadamy na to materyalistom, że chociaż chemik mógł przeprowadzać analizę substancji żyjącej, to jednak dotychczas nie mógł on robić jej syntezy, czyli nie mógł tej substancyi żyjącej z jej składowych pierwiastków rekonstytuować. Materyaliści nam znów odpowiadają, że natura posiada sposoby, jakich nie może zastosować w swych doświadczeniach uczony, że zresztą zarzut nasz powyższy stracił wszelkie znaczenie, bo w istocie Berthelot'owi udało się niedawno sztucznie odtworzyć substancye organiczne: etery, alkohole, cukry. Tym sposobem odtąd chemia organiczna łączy się z chemią mineralną i, w przekonaniu materyalistów, ma się pewną podstawę przypuszczać, że przyjdzie kiedyś dzień, kiedy laboratorya chemiczne stworzą jestestwa żyjące ze wszystkimi organami ich ciała, tak samo jak stworzyły już cukry i alkohole.
Na to znów zarzucamy materyalistom, że wytwarzana przez chemików materya organiczna nie pochodzi z materyi żyjącej. Nie może ona ani się zasilać, ani rozmnażać; podobna jest zatem, co najwyżej, do materyi organicznej martwej.
Nadto, zarzucamy i to jeszcze materyalistom, że istota żyjąca rodzi się tylko z zarodka, wytworzonego przez istotę żyjącą. Jesteśmy bowiem zdania, że nie istnieje żadne samorodztwo, to znaczy, że organizmy żyjące nie wytwarzają się przez samo tylko działanie fizycznych i chemicznych sił materyi. Wniosek ten można było dawniej podawać w wątpliwość, ale doświadczenia Pasteura przechyliły ostatecznie szalę na stronę przeciwników samorodztwa.
Rozumowanie nasze odpierają materyaliści uwagą, że jeśli wyrobione w laboratoryach materye organiczne nie żyją, to jeszcze nie dowód, aby kiedyś nie mógł się znaleść sposób uzdolnienia ich do życia. Zresztą, materyaliści myślą nawet udowadniać, że różnica, zachodząca pomiędzy istotami żyjącemi a nieżyjącemi, bynajmniej nie jest bezwzględna. Uważają bowiem, że życie zaznacza się przedewszystkiem harmonijną jednością składowych części istoty żyjącej, oraz ich funkcyi. „Każda istota organiczna, powiada Cuvier5, tworzy pewną całość, pewien doskonały system, którego wszystkie części wzajem sobie odpowiadają i przyczyniają się do jednego i tego samego ostatecznego czynu przez wzajemne na siebie oddziaływanie. Otóż, mówią dalej materyaliści, cecha ta odnajduje się w krystalizacyach ciał organicznych, a niema jej jeszcze w zjawiskach porządku życiowego, co właśnie zarzuca jakoby pomost nad przepaścią, dzielącą świat żyjący od świata martwego. Liczne fakta mają popierać oba te twierdzenia materyalizmu.
Naprzód, jedność i porządek wszystkich części ciała organicznego wytwarza się mechanicznie w krystalizacyach, które odbywają się wówczas, gdy ciało jakieś przechodzi ze stanu ciekłego do stanu stałego. Ciało to bowiem wówczas nabiera form prawidłowych i geometrycznych. Co więcej, każdy gatunek ciał ma swój odrębny i zawsze jeden i ten sam typ, który dozwala ciało to rozpoznać i właściwie opisać. Tak samo więc są gatunki krystaliczne, jak są gatunki żyjące, a w każdym z tych gatunków skupiają się obok siebie molekuły tak, jak gdyby słuchały jakiegoś z góry powziętego planu albo typu.
Powtóre, jestestwa żyjące nie zawsze noszą na sobie te cechy bezwzględnego pomiędzy rozmaitemi częściami stosunku, jakie powinnyby je rozróżniać. Dowodzi zaś tego, zdaniem materyalistów, to, że bywają pewne jestestwa, które można krajać i dzielić tak jak ciała nieorganiczne, a których wszelako części stają się całkowitem zwierzęciem, żyjącem zupełnie tak samo, jak całość, od której oderwane zostały6. Z faktów tego rodzaju wnioskują materyaliści, że różnica, jaka dzieli królestwo organiczne od królestwa minerałów, nie jest absolutna, a tem samem, że życie jest wypadkową fizycznych sił materyi.
Nie przekonywają materyalistów nawet dowody, jakie Pasteur przeciwstawił ich teoryi samorodztwa. Boć w rzeczy samej, doświadczenia uczonego chemika dotyczą organizmów dosyć złożonych. Zdaniem materyalistów tymczasem, zwykłe żyjące komórki niższego porządku miały się wytworzyć same z siebie i bez zarodka. Zresztą warunki środowiska nie były i nie są wszędzie te same, jakie Pasteur doświadczeniu poddawał. Wreszcie, gdy się porównywa materyę organiczną, wytworzoną w laboratoryum chemika, z materyą martwą, to trzeba się domyślać, — zgodnie z tem co mówią materyaliści, że materya martwa mogłaby być zdolną do życia, gdyby umieszczona została w warunkach pomyślnych. Dowód na to podają materyaliści ten, że zwierzęta pozbawione życia mogą ożyć napowrót. I w istocie, doświadczenie poucza, że organizmy, które się zdawały być martwymi, wykonywają niekiedy na nowo funkcye życiowe. „Zamrożone i całkowicie zlodowaciałe żaby, poczwarki, motyle wystawione na zimno i do tego stopnia skostniałe, że przy uderzeniu wydają odgłos jak kawałki kamienia, po powolnem rozgrzaniu powracają najzupełniej do życia. Bywają pewne gatunki robaków, stanowiące jednakże organizmy już dosyć wysokie, które dają się poprostu ususzyć. Aczkolwiek nieruchome, a nawet nieco zdefigurowane, zdają się one być najzupełniej martwymi, to jednak skoro napowrót złożone zostaną w miejscu wilgotnem, niebawem życie się w nich odradza”7.
Inny znów argument, na który się powołują materyaliści, jest to, że począwszy od Kartezyusza aż do naszych czasów, tłómaczenie zjawisk życiowych ogólnemi prawami materyi czyniło i jeszcze za dni naszych czyni ustawiczne postępy. — Prawda, nikt temu nie przeczy. „Fakt oddychania, powiada Janet (Ibid. str. 91), od czasów Lavoisier'a bywał sprowadzany do czysto chemicznego zjawiska palenia się. Doświadczenia czynione ze sztucznem trawieniem, zapoczątkowane przez Spallanzani'ego, a później przez tylu znakomitych fizyologów udoskonalane, zdają się również dowodzić, że trawienie jest tylko objawem chemicznym. Dokonany przez Dutrochet'a wynalazek endozmozy zbliżył fakt połykania do zjawisk włoskowatościowych, a świeże odkrycia Grahama rzuciły dużo światła na proces wydzielania wilgoci ciał. Elektryczność, aczkolwiek nie może wytłómaczyć wszystkich zjawisk, jak to myślano niegdyś za czasów pierwotnego upojenia w po A Galvani'ego, nie mniej jednak jest ona głównym czynnikiem ciał organicznych i ma z pewnością wielkie znaczenie w teoryi ruchu. Mechaniczna teorya ciepła dalej może, aniżeli jakakolwiek inna teorya, posunęła możliwość fizycznego wytłómaczenia życia. Czyż to nie jest pierwszorzędny wypadek w życiu owa przemiana ciepła w ruch, — zjawisko, które łatwo spostrzegać możemy w rozmaitych maszynach, a którego zasadnicze prawa najdokładniej są znane? Wreszcie, na długo przed wszelkiemi odkryciami, w samych nawet czasach Descartes'a, szkoła Borelliego stosowała teorye mechaniki do ruchu ciał żyjących. Otóż, ze wszystkich tych danych zdaje się wynikać, że bardzo wielka część zjawisk życiowych może się odtąd tłómaczyć prawami fizyki i chemii; co się zaś tyczy tych zjawisk, które się dotąd opierają jeszcze naszemu badaniu, to czyż nie możemy przypuszczać, że i do ich zrozumienia z czasem dojdziemy?”
Ale zupełnie inaczej stawiają swe wnioski materyaliści. Posłuchajmy Moleschott'a. Ten całe życie zasadza na wzajemnym stosunku martwych pierwiastków materyi. „Butelka, powiada on, zawierająca węglan amoniaku, chlorynę potażu, fosfad sody, wapno, magnezyę, żelazo, kwas siarczany i krzemionkę — oto macie cały pierwiastek życiowy.
- Wytłómaczywszy w ten sposób powstanie komórki żyjącej, komórce tej przypisują następnie materyaliści utworzenie tkanek, różnych organów ciała oraz wszystkich gatunków zwierzęcego i roślinnego królestwa, a dowody swe opierają zawsze na danych wiedzy doświadczalnej.
Niegdyś przyrównywano ciało żyjące do maszyny, dla której zrobione były wszystkie organa; „organizacya, mawiał Hunter, daje się sprowadzić do mechanicznego połączenia części.” Teorya ta, jak powiada Robin8, nie da się już utrzymać. Gdyby się ją przyjęło, należałoby przypisać życie trupowi, który się jeszcze nie rozpadł; należałoby je przypisać jestestwom kopalnym, które zachowują kształt i budowę wszystkich organów zwierzęcia żyjącego, jakkolwiek materya żyjąca już dawno została zniszczona i przez skamieniałość zastąpiona. Nie zewnętrzna zatem budowa stanowi organizm żyjący, lecz materya, która go tworzy, lecz komórki, które istnieją przed wszelkiem tego organizmu urządzeniem mechanicznem.
Komórka jest początkowo prostym zarodkiem, który waha się pomiędzy życiem a śmiercią. Umieszczony w warunkach niepomyślnych, zarodek ten ginie; umieszczony zaś w środowisku odpowiedniem, rozwija się on, rozmnaża i względnie do okoliczności, w jakich się znajduje, oraz potrzeb, jakich doświadcza, tworzy rozmaite tkanki, które się wzajem uzupełniają i tworzą organa. Początkowo bowiem nie tworzy się organ, lecz stopniowo ukazują się tkanki i tak się względnie do warunków umieszczają, że z ich nagromadzenia wynika organ. Skutkiem zmian, zachodzących w całym ogóle okoliczności, w jakich się ten organ znajduje, może się on nawet całkowicie przekształcić z gatunków niższego rzędu w organ zupełnie inny, i przybrać funkcye zupełnie odmienne. Zauważa się to daje naprzykład przy badaniu rozwoju pierścieniowatych albo nawet skorupiaków, jak np. krewetów i raków. Skorupiaki te składają się z szeregu pierścieni; od każdego z tych pierścieni wychodzą dwa symetryczne organa, z których jedne służą do chwytania i żucia pokarmów, drugie do lokomocyi albo pływania. Otóż, powiada Perrier, (op. cit. str. 63): „rozwój zwierzęcia odbywa się w ogóle w ten sposób: pierścienie powstają kolejno w tylnej części zwierzęcia; każdy z tych pierścieni zaopatrzony jest w jednę parę przyrostków, które wspomagają trzy pary pierwotnych łapek w ich miejscozmiennych czynnościach; ale w miarę ukazywania się nowych przyrostków, pierwotne te łapki zmieniają pozycyę; umieszczone początkowo w okolicy żołądka, przechodzą następnie powoli w okolice grzbietu; dwie pierwsze pary przyrostków przekształcają się w dwie pary macków dojrzałego skorupiaka; trzecia para tworzy żuchwy. Zaś pary łapek, jakie się po nich ukazały w tylnej części zwierzątka, w skutek zmian ogólnych podlegają i one pewnym analogicznym zmianom, przestają już służyć do lokomocyi, a natomiast nabierają cech kleszczy i kleszczowatych łapek. Czujemy się więc w prawie, powiada tenże autor, wypowiedzieć następujące bardzo starannie rozważone zdanie: Macki, kleszcze, żuchwy i kleszczowate łapki skorupiaków są zwykłymi tylko łapkami, w ciągu rozwoju zwierzątka od pierwotnego swego zadania odwróconemi i do spełniania nowych czynności zastosowanemi.”
A zatem komórki, względnie do okoliczności, w jakich się znajdują, wytwarzają tkanki i rozmaite organa ciała zwierzęcia lub rośliny.
Niemniej jednak anatomiczne te ich pierwiastki nie zachowują względem siebie rzeczywistej niezależności. „Oderwijmy naprzykład, powiada jeszcze Perrier (Ibid. 237), od danego jakiegoś organizmu grupę anatomicznych pierwiastków i przenieśmy ją w inne środowisko, podobne lub nawet poprostu tylko analogiczne z tem, w jakiem ona żyła, grupa ta rzeczonych pierwiastków dalej prowadzić będzie toż samo istnienie co przedtem. Kuleczki krwi są to pierwiastki żyjące; weźmy z jednego człowieka pewną ilość krwi, a wprowadźmy ją w żyły innego człowieka, kuleczki te nie przestaną spełniać wszystkich swych dawnych czynności; na tym właśnie fakcie opiera się operacya wprowadzania do organizmu. Ciekawsze jeszcze rezultaty otrzymał Paweł Bert. Odkroiwszy u bardzo młodego szczura bądź łapkę, bądź kawałek ogona, wprowadził te organa pod skórę innego starszego szczura. Otóż, organa te, zamknięte tym sposobem wpośród tkanek, w których mogły czerpać pożywienie podobne do tego, jakie otrzymywały poprzednio, nie tylko że żyły nadal, ale nawet stały się dwa razy większe... A zatem, skoro w czynnościach pierwiastków anatomicznych istnieje taki zadziwiający porządek, skoro wspólne środowisko, w którem pierwiastki te żyją, a które jednocześnie bezustannie się wyrabia i przez wszystkie te pierwiastki zmienia, które wspólnem działaniem się utrzymuje w istnieniu, skoro to zaprowadza ścisłą pomiędzy tymi pierwiastkami łączność, to nie mniej jednak jest prawdą, że każdy z tych pierwiastków żyje życiem własnem, osobistem, i zachowuje się tak, jak gdyby był sam jeden; sposób jego istnienia w tem środowisku da się porównać ze sposobem istnienia jestestw jednokomórkowych, jakie się rozwijają w tak olbrzymiej ilości w pewnych płynach i powodują to, co zwykliśmy nazywać fermentacyą.”
Z tych to właśnie danych materyaliści wnioskują, że tworzenie się najbardziej nawet złożonych ciał żyjących i różne czynności są poprostu skutkiem i wypadkową odpowiedniego zestawienia komórek żyjących. Tłómaczą więc oni wszystkie zjawiska życia, wyłączając najzupełniej pierwiastek życiowy. W ich rozumieniu, nie całość żyjąca jest przyczyną części składowych, lecz części składowe są przyczyną całości żyjącej. Składowe te części nie mają innych przyczyn prócz połączenia komórek, które do środowiska przystały i do siebie wzajem się dostroiły; same te komórki są wypadkową połączeń czysto chemicznych. Materyaliści tłómaczą tu życie i najbardziej złożone jego objawy samą tylko grą sił fizycznych, grą może bardziej złożoną, ale podległą tym samym prawom mechanicznym, co materya nieorganiczna.
- Oto więc mamy przed sobą materyalistyczną teoryę o początku gatunków roślinnych i zwierzęcych. Miałyby się one wszystkie wytwarzać jedne z drugich, bez żadnego współudziału przyczyn wyższych, przez samo tylko zastosowanie praw materyi organicznej. Rozmaitość tych gatunków miałaby pochodzić z odrębnych okoliczności, w jakich każdy z nich powołany został do życia. Teorya ta o pochodzeniu gatunków, w przekonaniu materyalistów, jest tylko logicznym wynikiem ich teoryi o pochodzeniu życia i o wytwarzaniu się jednostek żyjących. Boć skoro jedynej przyczyny całego organizmu jestestwa żyjącego szukać trzeba tylko w materyałach anatomicznych tegoż jestestwa, to organizm ten zmieniać się powinien, skoro same te materyały podlegają zmianom czy to w samych sobie, czy też w stosunku swym do środowiska, w jakiem żyją. Prócz tego jako dowód à priori zmienności gatunków przytaczają jeszcze materyaliści wszystkie argumenta faktów, dostarczanych im przez transformistów. Nie będziemy ich tu wspominali; znajdzie je czytelnik w art. Transformizm.
Słowem, materyalistyczna teorya o świecie organicznym streszcza się w tych dwóch twierdzeniach: 1) Komórka żyjąca jest nie tylko całością chemiczną, i 2) ta właśnie komórka żyjąca wytwarza wszystkie jestestwa organiczne i tłómaczy wszystkie zjawiska, królestwu roślinnemu i królestwu zwierzęcemu właściwe.
- Materyalistyczne wyjaśnienie myśli. Swą teoryę o życiu stosują materyaliści do człowieka. Człowiek więc jest, podług nich, zwykłem tylko nagromadzeniem komórek, albo też, jeśli kto woli, chemicznym wytworem wodoru, węglanu, kwasorodu, azotu i innych niektórych kruszców, szczęśliwie dobranych.
Ależ, powiadają na to zwolennicy spirytualizmu, człowiek ten wyróżnia się przecież pojęciami ogólnemi, sądami absolutnymi.
Nic to nie przeszkadza, wołają na to materyaliści, objawy te znajdują się i u zwierzęcia, tylko w niższym nieco stopniu; zarówno u człowieka jak u zwierzęcia są one wypadkową wszystkich organicznych działań mózgu.
Aby udowodnić, że myśl ludzka jest tej samej natury co zmysłowe wrażenia zwierzęcia, usiłują materyaliści wywyższyć instynkta zwierząt, a obniżyć poziom rozumu człowieka. Próbują więc drogą psychologicznego rozbioru wykazać, że najpodnioślejsze rodzaje naszego poznania wytwarzają się mechanicznie przez assocyacyę czyli kojarzenie wrażeń. Najprzedniejsze dowody, przytaczane, znaleźć można w artykułach: Dusza zwierzęca, Duchowość duszy, Assocyacyonizm, Wolna wola, Transformizm.
Dzisiejsi wszakże materyaliści, próbując dowieść, że myśl jest działaniem, albo nawet, jak się wyraża Vogt, wydzieliną mózgu, uciekają się przedewszystkiem do względów fizyologicznych.
Pomieszawszy w ten sposób rozum człowieka i zmysłowe władze zwierząt, materyalizm tak rozumuje: Wszędzie, gdziekolwiek dostrzega się mózg, czyli gruczołki nerwowe, ma się przed sobą istotę, obdarzoną do pewnego stopnia władzą poznawania; wszędzie zaś, gdzie niema mózgu, niema też i myśli; wreszcie rozum i mózg wzmagają się lub obniżają zawsze w jednakowym stosunku; dowód-to, że myśl jest wytworem mózgu.
Przeciwnicy nasi nie kładą zbyt wielkiego nacisku na dwa pierwsze punkta, które im się wydają do udowodnienia niemożliwe; natomiast jednak usiłują udowodnić punkt trzeci, t. j. że rozum się wzmaga w miarę wyrabiania się mózgu.
Nie mniej jednakże nie zgadzają się między sobą w określaniu cech, mających oznaczać doskonałość mózgu i mających być siedliskiem rozumu. Liebig powiada, że „jest rzeczą naukowo dowiedzioną, iż siła rozumowa każdej istoty pozostaje zawsze w prostym stosunku do pojemności, wagi, kształtu i chemicznego składu mózgu.”
Moleschott kładzie wielki nacisk na chemiczny skład mózgu. „Pierwiastkiem myśli, powiada on, jest fosfor, tak że jako ostatni wyraz psychologii można postawić zasadę: bez fosforu niemasz myśli.” Dodaje przytem, że mózg ludzi genialnych ma zawierać 4,50% fosforu, mózg ludzi zwykłych 2,50%, mózg idyotów 1%; wreszcie mózg wariatów, których pojęcia bywają nadmierne i przesadne, 5% i więcej.
Büchner utrzymuje, że psychologiczne władze człowieka zależą głównie od pojemności mózgu, a nadewszystko od rozległości zewnętrznej powierzchni, jaką wytwarzają zwoje i zakręty mózgowe.
Jakiekolwiek wszakże byłoby względne znaczenie tych cech powyższych, to pewna, jak uważają materyaliści, że wszelkie naruszenie czyli uszkodzenie mózgu sprowadza niechybnie choroby umysłowe.
Nie mniej również jest rzeczą pewną, że wiele władz umysłowych jest umiejscowionych w pewnych określonych okolicach półkul mózgowych. Gall przez swe przedwczesne twierdzenia zdyskredytował tę zasadę, ale nowożytne poszukiwania naukowe wykazały, że władza mówienia jest umiejscowiona w trzecim lewym zwoju czołowym. Tem się też tłómaczy dziwna owa choroba, którą nazywają afazyą czyli brakiem mowy. Dotknięte nią osobniki zachowują całą jasność pojęć, aczkolwiek bywają niezdolne do ich wyrażania. Dziwniejszą jeszcze od powyższej chorobą jest agrafia, czyli brak władzy pisania. Agrafia wytwarza się niekiedy bez afazyi. Chory, który umiał pisać zanim został dotknięty chorobą, zachowuje nadal władzę wypowiadania wyrazów, ale nie może ich pisać. Dowód-to, że siedlisko władzy pisania, tak samo jak siedlisko władzy mówienia, jest umiejscowione i jedno od drugiego niezależne. A przeto, rozumują materyaliści, jeśli władze umysłowe tak podniosłe, jak władze mówienia i pisania, znajdują się w mózgu; jeśli różnice w układzie tego mózgu pociągają za sobą różnice w intelligencyi, jeśli wreszcie niemasz mózgu bez poznawania, a poznawania bez mózgu, to nie jest to stanowczy dowód, że to mózg, i to sam mózg tylko, wytwarza myśl ludzką?
5. Materyalistyczna teorya o Bogu, o wolnej woli, o moralności, o sztukach pięknych, o stosunkach społecznych.
Boga, duszę, wolną wolę, moralność, sztuki piękne, stosunki społeczne rozważać można albo w pojęciach, jakie ludzie sobie o tych rzeczach wytwarzają, albo też w istocie ich rzeczywistości, pojęciom tym odpowiadającej.
Że ludzie wytwarzają sobie o tych rzeczach pewne pojęcie, temu zaprzeczyć niepodobna, i materyaliści tego nie przeczą; ale, bratając się z idealistami (Ob. art. Idealizm), przypisują te pojęcia pewnemu czysto podmiotowemu skojarzeniu się pierwiastków, które nam zestawiać obok siebie każe albo nasze usposobienie wewnętrzne, albo zewnętrzne okoliczności, w których żyjemy. Pojęcia te zatem mają być wytworami fizyologicznymi, podobnymi do pewnych połączeń chemicznych. Dla tego też mógł powiedzieć Vogt, że mózg tak samo wydziela myśl, jak wątroba wydziela żółć (ob. art. Assocyacyonizm, Moralność).
Zachodzi tedy pytanie, czy istnieje taka rzeczywistość przedmiotowa, któraby odpowiadała wytworzonym w nas tym sposobem pojęciom? Ponieważ, według materyalistów, istnieją same tylko substancye i siły materyalne, i ponieważ one wystarczać mają do wytłómaczenia początku i rozwoju wszystkich zjawisk we wszechświecie, przeto, zdaniem tychże materyalistów niema ani Boga, ani duszy.
Również i wolna wola ludzka nie istnieje. Jest-to tylko czyste złudzenie: boć siły natury działają zawsze z nieubłaganą koniecznością. Nie dostrzega się wszystkich okoliczności danego jakiegoś zjawiska, i myśli się przez to, że uchyla się ono od zwykłych praw świata. Tym sposobem wiara w wolność woli ludzkiej ma być owocem naszej niewiadomości. Ale niewiadomość nie znosi praw istniejących. Wszystko podlega determinizmowi, zarówno człowiek, jak jestestwa niższego rzędu (ob. art. Wolna wola).
Materyalizm uznaje istnienie moralności, sztuk pięknych, społeczeństw. Atoli nie chcąc pozostawać w oczywistej sprzeczności z samym sobą, widzi się zmuszonym gruntownie zmienić powyższe pojęcia. Moralność, której wszystkie pierwiastki pochodzą z naszych wrażeń, może się opierać tylko na przyjemności i wyrachowaniu. Moralność bez wolnej woli nie może obejmować w sobie zobowiązań prawdziwych. Mało ma wpływu na massy ludowe moralność bez sankcyi życia przyszłego. Moralność bez Boga jest moralnością, w której niema mowy o obowiązku. Taką-to jest z konieczności rzeczy moralność materyalizmu (ob. art. Moralność).
Materyalizm obala wiarę we wszelkie ideały, stojące po nad materyą, a przeto etyka jego jest czysto realistyczna.
Wreszcie, skoro moralność nie wkłada żadnego obowiązku, skoro człowiek nie jest wolny, to stosunki społeczne nie opierają się na zobowiązaniach wzajemnych. Siła zatem będzie jedynym węzłem, mogącym ludzi zjednoczyć. Wola i powodzenie silniejszych będą prawami, wobec których słabi będą musieli się ugiąć. I bywają materyaliści, którzy się nie lękają brutalności tych wniosków! Owszem przyznają, że one logicznie wynikają z ich naukowego systemu. Inni znów szukają podstawy moralności społecznej w korzyściach i w dobrobycie przeważnej większości ogółu społecznego. Dobrobyt ten będzie zabezpieczony przez krążenie bogactwa, odpowiadające stopniowi do jakiego dosięgnąć może krążenie materyi. To tedy krążenie materyi jest ideałem najwyższym. W niem widzą materyaliści prawo moralności i obowiązku. „Wszelki trud człowieka, powiada Moleschott (Sisieme lettre), dokonywa się na drogach, które się zbiegają, jakby jakie promienie w kole, które osiąga materya. Względnie do stopnia naszej wiedzy, walka ta zbliża się lub oddala od środka. O ile jaśniej poznajemy, że pracujemy nad wyższym rozwojem ludzkości drogą rozsądnego połączenia kwasu węglanego, amoniaku, soli, wody i t. d., tem szlachetniejszą staje się walka i praca, za pomocą której staramy się najkrótszym sposobem ustalić w obrębie tego koła krążenie pierwiastków.” Słusznie też uważa Caro (Ibid. str. 115), że kwestya społeczna nie spoczywa już w ręku polityka i ekonomisty, lecz znajduje się całkowicie w ręku naturalisty.
III. Odparcie materyalizmu.
Widzieliśmy, że materyalizm porusza większą część zagadnień, które badamy w niniejszym Słowniku. Zbyteczna rzecz przeto poruszać je tu ponownie; znaleźć je można wyłożone w art. Bóg, Stworzenie, Opatrzność, Dusza, Dusza zwierzęca, Nieśmiertelność, Duchowość duszy, Wolna wola, Moralność, Assocyacyonizm, Życiowy pierwiastek, Transformizm i t. d.
Tu zaś ograniczymy się tylko na wykazaniu nicości argumentów, przytaczanych na swą obronę przez materyalistów. Pozostaniemy więc tu na stanowisku odpornem, wstrzymując się od podawania jakichkolwiek pozytywnych dowodów nauki chrześcijańskiej.
Przedewszystkiem zaznaczyć musimy, że aczkolwiek materyalizm przedstawia liczne na swą obronę dowody, nie jest to wszakże bynajmniej skutkiem jakiejś obfitości argumentów, jakaby się odznaczała, wcale nie. Wszystkie te argumenta są mu konieczne dla swej przeciw nam obronie; co zresztą łatwo zrozumieć. Wszak materyalizm utrzymuje, że wszystko sprowadza się do materyi. Co do nas zaś, to nie przeczymy istnienia materyi i jej praw, ale twierdzimy, że obok materyi martwej są inne jeszcze pierwiastki, których materya zastąpić nie może, jak np. Bóg, dusza, wolna wola, życie. Przeciwnicy nasi zatem powinni by dowieść, że materya we wszystkich rodzajach zjawisk wyjaśnia nie jakiś szczegół tylko, lecz całość danego zjawiska i to wyjaśnia wyłącznie sama. Gdy im udowodnimy, że dla wytłómaczenia nie już wszystkich, lecz jednego tylko faktu, konieczny jest Bóg, dusza, pierwiastek życiowy, wtedy wygrywamy całą sprawę, bo zadajemy im cios śmiertelny i cała ich teorya runie. A zatem, dosyć byłoby wynaleść jeden brak tylko w tym olbrzymim ich rynsztunku. Jakoż mamy nadzieję jasno wykazać, że ta groźna materyalistyczna teorya wszędzie ustępuje miejsca naszym wywodom, i że pomimo naukowego pokostu, jakim się lubi powlekać, od stóp do głów stoczyła ją rdza; dowody, na które się materyalizm powołuje, wcale nie zamykają w sobie tych wniosków jakie z nich myśli wyciągać materyalizm. Powróćmy tedy raz jeszcze do wszystkich tych teoryi, któreśmy przed chwilą wyłożyli.
I. Odparcie ogólnych teoryi materyalizmu.
Pierwsza teorya.—Mówią nam materyaliści, że dla wyjaśnienia jakiegokolwiek zjawiska trzeba się uciekać do najmniejszej z przyczyn możliwych. Zgadzamy się na to chętnie, razem z naszymi przeciwnikami. Dodają oni jednak nadto, że materya martwa i jej własności wystarczają do wytłómaczenia wszystkich rodzajów zjawisk. Otóż, to właśnie uważamy za błędne. Wyjaśniają oni bowiem tym sposobem rzecz doskonałą przez niedoskonałą, życie fizyologiczne przez materyę martwą, a myśl przez życie fizyologiczne. Tymczasem jedno z dwojga. Albo oni uważają, że to, co żadną miarą nie znajduje się w materyi nieorganicznej, a wtedy mają przeciw sobie najoczywistszą zasadę, że więcej nie może być wytworzone przez mniej (ob. art. Bóg). Albo też myślą, że istoty wyższego rzędu nie posiadają żadnej takiej doskonałości, której pierwiastki nie zawierałyby w materyi martwej, a wtedy zmieniają naturę tych istot, jak to im udowodnimy, przebiegając zjawiska świata nieorganicznego, świata organicznego i świata myśli. Zresztą, nie rozwiązuje się jeszcze całego zagadnienia, gdy się wszystko przypisuje materyi i przemianie sił fizycznych; trzeba nadto jeszcze powiedzieć, dla czego ta materya istnieje, dla czego ona jest siedliskiem sił fizycznych, dla czego te siły przekształcają się w rozmaite zjawiska. Tymczasem o to „dla czego” materyaliści wcale się nie troszczą.
Druga teorya. — Materyaliści powołują się na świadectwo zmysłów i nauk doświadczalnych. Ale i my również, tak samo jak oni, wierzymy temu świadectwu i schylamy głowę przed wszystkiemi danemi, jakich nam ono dostarcza. Wszelako materyaliści pragną, aby nic nie istniało poza tem, co się objawia drogą doświadczenia zmysłowego. I tu właśnie się z nimi nie zgadzamy.
Gdyby nam materyaliści tak jak pozytywiści oświadczali, że wszystko, co jest poza zmysłami, jest wątpliwe i niepoznawalne, wtedy-byśmy im wykazali, że istnieją inne źródła pewności, aniżeli same tylko zmysły i doświadczenie. Ale w tym razie nawet niema potrzeby podejmować tego dowodzenia. Boć materyaliści nie wątpią; oni twierdzą. I cóż oni twierdzą? Oto, że poza światem doświadczalnym nic nie istnieje. Oni to twierdzą, a zatem zobowiązują się sami do udowodnienia swego twierdzenia. A czy je udowodniają? Bynajmniej! Wszystkie ich udowodnienia sprowadzają się do tego, co logika nazywa petitio principii, opierają się bowiem na tem twierdzeniu, że nie istnieje nic poza materyą i że niema prawdziwej wiedzy poza naukami doświadczalnemi. Tymczasem, to są właśnie punkta sporne pomiędzy nami a nimi. Jako pewnik więc stawiają oni wniosek, któryby dopiero udowodnić należało.
Lecz oto inne spostrzeżenie, które mógł nasz czytelnik uczynić. Materyaliści powołują się tylko na doświadczenie zmysłów i na wiedzę pozytywną. Cóż więc dziwnego, że przy takiej zasadzie znajdują wszędzie same tylko materyalne pierwiastki zjawisk! Wszak zmysły objawiają nam to tylko, co postrzegają, a nauki pozytywne to tylko twierdzą, czego doświadczyły zmysły. Dziwny to jest zatem sposób postępowania, gdy pod pozorem, że zmysły dozwolą nam poznawać same tylko jestestwa materyalne, zaprzecza się istnienia bytów ponadzmysłowych. Tak samo jak gdyby kto chciał przeczyć istnienie światła i barw dla tego, że ma oczy zamknięte, a światło nie da się ani słyszeć ani dotykać.
Ale co dziwniejsza jeszcze, to, co utrzymują niektórzy, że wyjaśniają pochodzenie i cel wszechrzeczy, gdy się uciekają jedynie tylko do swoich zmysłów i do swego doświadczenia. Czyż to nauki doświadczalne wykazują nam pochodzenie i przyczyny bytów? Wcale nie! Okazują nam one same tylko fakta, kolejno następujące po sobie, badają faktów tych prawa, stwierdzają pewne faktów tych połączenia, które się zdają zaznaczać pewien plan z góry powzięty. Nie wszakże nie mówią nauki doświadczalne o pierwszym początku przyczyn sprawczych, o rzeczywistości tego z góry powziętego planu. A tymczasem materyaliści bez najmniejszego wahania powołują się na te nauki, by rozstrzygnąć zagadnienia, do ich zakresu wcale nie należące! I czyż nie mamy słuszności mówić, że materyalizm wypowiada zasadę, ale zasady tej nie udowadnia żadnym z tych dowodów, na jakie się powołuje? „System ten, powiada Caro (Ibid. str. 152), od góry do dołu wznosi się jedynie po nad a priori i buduje się tylko na czystej spekulacyi. Nie zaprzeczy nam żaden uczony szkoły doświadczalnej, to znaczy żaden bezstronny uczony, gdy powiemy, że przy dzisiejszym stanie nauki żadne pozytywne dane nie upoważniają do stawiania wniosków, podobnych do tych, jakie stawia materyalizm w zagadnieniach o początku i celu wszechrzeczy, o substancyach i przyczynach; że sprzeciwia się to nawet samemu pojęciu nauki doświadczalnej; że nauka ta przedstawia nam rzeczywistość, stan obecny, fakt wreszcie, ale nie początek rzeczy, co najwyżej, to przedstawia ona bezpośrednie owo jakim sposobem, najbliższe warunki rzeczy, bardzo wszakże różne od prawdziwych przyczyn; wreszcie, że z chwilą, gdy materyalizm staje się wyraźną i doktrynalną negacyą metafizyki, już przez to samo staje się drugą metafizyką,” to znaczy, że twierdzi on w imię danych nauki doświadczalnej to, czego te dane wcale nie zawierają.
Przeglądając różne teorye materyalizmu, łatwo nam będzie rozróżnić to, co twierdzi nauka doświadczalna, od tych hypotez, jakie do swych twierdzeń dodają materyaliści, a przy tem nie trudno nam będzie dostrzedz, że te hypotezy są najzupełniej próżne. W rzeczywistości zaś cały system materyalizmu da się sprowadzić do tych właśnie hypotez; gdyż powołuje się on wyłącznie na twierdzenia nauk doświadczalnych, a tymczasem twierdzenia te wcale się nie odnoszą do zagadnień, jakie materyalizm rozwiązać usiłuje.
II. Odparcie teoryi o świecie nieorganicznym.
- Wiedza doświadczalna, powiadają nam materyaliści, nie spotkała nigdy materyi bez sił fizycznych, a własności fizycznych bez materyi. Stąd zaś wyprowadzają wniosek, że siła jest nieodłączna od materyi.
Pytamy więc, czy taki wniosek jest prawidłowy? — Siłę tę fizyczną, jakeśmy zauważyli powyżej, sprowadzają materyaliści do ruchu. Otóż, przyjmijmy celem uproszczenia kwestyi, że wniosek powyższy jest ze wszech miar uzasadniony, i postawmy pytanie w ten sposób: Czy materya może istnieć bez ruchu? Nie pytamy tu wcale, czy ona nie istniała kiedykolwiek w stanie zupełnego, bezwzględnego spoczynku, lecz pytamy tylko, czy mogłaby była istnieć w tym stanie spoczynku? Odpowiadają nam na to, że obecnie jest ona wszędzie w ruchu. Ale nie o to pytamy. Boć z tego, że dziś materya wszędzie jest w ruchu, nie wynika bynajmniej, aby ona wczoraj nie mogła być w spoczynku. Gdy się tedy powiada, że obecnie materya jest w ruchu, nie dowodzi się jeszcze przez to, że ruch jest nieodłączny od materyi. A przeto dowodzenie materyalistów jest niedostateczne.
Co więcej, najpewniejszą jest rzeczą, że wszelkie ciało, które przechodzi od względnego spoczynku do ruchu, otrzymuje ruch od jakiejś przyczyny, która mu go udziela.
Jest-to wynik inercyi, będąc zdaniem wszystkich, istotową własnością materyi. Skutkiem tej własności dzieje się to, że ciało jakieś, pozostające w spoczynku, nie może samo sobie nadać ruchu, i że ciało znów, pozostające w ruchu, samo przez się nie może przejść do spoczynku, ani też zmienić szybkości lub kierunku swego ruchu. Laplace tak mówi o tem9: „Punkt jakiś pozostający w spokoju nie może sobie nadać ruchu, gdyż nie zawiera w sobie przyczyny poruszania się w ten raczej aniżeli w inny sposób. Skoro pobudzony zostanie przez jakąkolwiek siłę i następnie pozostawiony sam sobie, jeśli nie napotyka żadnej przeszkody, porusza się ciągle w sposób jednostajny w kierunku tej siły, to znaczy, że w każdej chwili siła tego punktu i kierunek jego ruchu pozostają też same. Ta skłonność materyi do trwania w stanie ruchu i spoczynku jest tem, co nazywają inercyą; jest-to pierwsze prawo ruchu ciał fizycznych.”
Otóż, to przyjąwszy za prawdę, przypuścić trzeba, że materya sama z siebie nie jest skłonna ani do ruchu ani do spoczynku. Ruch zatem wcale nie jest bardziej istotowy dla materyi aniżeli spoczynek, a zatem nie jest prawdą mniemanie, że ruch jest istotową własnością materyi, czyli innemi słowy, że ruch jest bezwzględnie od materyi nieodłączny.
Prawda, że przeciw temu rozumowaniu czynią zarzut nasi przeciwnicy. Powołują się mianowicie na siłę przyciągania czyli attrakcyi, jaką ciała objawiają jedne względem drugich, i na mocy której wzajemnie w ruch się wprawiają. Przyznajemy, powiadają oni, że na mocy prawa inercyi żaden molekuł materyi nie jest zdolny do poruszania się, ale na mocy prawa powszechnej attrakcyi każdy molekuł przyciąga inne molekuły i sam jest przez nie przyciągany, to znaczy, że udziela on im pewnego ruchu, a jednocześnie i sam od nich pewien ruch przyjmuje. A zatem jest tu jakaś siła, molekułom tym wrodzona. Gdyby ten molekuł był od innych odosobniony, siła ta możeby się nie objawiała; ale w nagromadzeniu molekułów, a zwłaszcza w tem nagromadzeniu ciał, które tworzą wszechświat, siła ta objawia się bez żadnego współudziału jakiejkolwiek wyższej przyczyny. Tak mówią materyaliści.
Pytamy więc, co myśleć o tym ich zarzucie?
Wypada nam naprzód zapytać, co należy rozumieć przez ową attrakcyę czyli przyciąganie? „Wyraz ten bowiem, robi tu uwagę Janet (Ibid. str. 62), posiada dwa najzupełniej odrębne znaczenia, których niedostateczne rozróżnienie sprowadza wielkie zamieszanie pojęć. Wyraz attrakcya oznacza przedewszystkiem pewien fakt, fakt natury doświadczalnej, fakt niezłomnie pewny, prawo, które odkrył Newton. Faktem tym jest to, że dwa ciała, albo inaczej dwa molekuły, poruszają się jeden względem drugiego podług linii prostej, łączącej środkowe ich punkta; powtóre, że ponieważ oba te ciała posiadają niejednakową objętość, przeto mniejsze z nich robi więcej drogi względem większego; co się wyraża, gdy się mówi, że attrakcya bywa odpowiednia do objętości; po trzecie, że o ile bardziej ciało jakieś bywa oddalone, o tyle wolniej zbliża się do innego ciała, które ma je przyciągać. Wszystkie te fakta są najzupełniej pewne, a udowodnienie tych przedziwnych praw natury należy do największych odkryć, jakich umysł ludzki kiedykolwiek dokonał. Ale w rzeczywistości, cóż nam w tem wszystkiem okazuje doświadczenie? Oto, wzajemne względem siebie ruchy, i nic więcej. To jedno tylko jest pewne, najzupełniej pewne. Ale bynajmniej nie jest w tym samym stopniu pewna taż attrakcya, uważana jako przyczyna: i to właśnie stanowi drugie znaczenie, nadawane wyrazowi attrakcya. W tem znaczeniu wyrazu attrakcya, nie można pojmować molekułów jako ruch, reprezentowany przez jakąś metaforę, ale rozumieć go należy jako przypuszczalną przyczynę tego ruchu. Przyczyna zaś ta czy jest w ciele czy poza ciałem, czy jest materyalna czy duchowa, czy do istoty ciała należąca, czy też z zewnątrz mu udzielana? — wszystko to są pytania, nad któremi filozofia fizyczna zastanawiać się może, ale których nie należy mieszać z zagadnieniami doświadczalnemi, ostatecznie rozwiązanemi drogą obserwacji i rachunku.
Tym więc sposobem materyaliści, opierając się na prawach attrakcyi w udowodnieniu swego założenia, że siła jest istotową własnością materyi, znów porzucają dane wiedzy doświadczalnej i wchodzą w dziedzinę metafizyki, a twierdzenie, jakie stawiają w imię powszechnego prawa attrakcyi, pozbawione jest wszelkiej podstawy, gdyż prawo attrakcyi w tym razie najzupełniej zastosować się nie da. Materyaliści zatem tą drogą wcale nie udowadniają swego założenia.
A my czy możemy udowodnić założenie, powyższemu założeniu materyalistów przeciwne? Czy możemy udowodnić, że siła, z której wynika attrakcya, wcale nie jest istotowa własnością materyi? — Aby na to pytanie odpowiedzieć, trzeba porozumieć się naprzód co do natury materyi. I tu właśnie stoimy wobec mnóstwa rozmaitych systemów. Podług teoryi monad Leibnitza, pierwiastkami materyi mają być siły; ale w teoryi tej rozciągłość materyi sprowadza się do pojęcia czysto podmiotowego; a tem samem teorya ta zaprzecza rzeczywistości tego, co się powszechnie zowie materyą, gdyż zazwyczaj materyę rozumie się to, co jest rozciągłe. Wspomnijmy tylko, że system Leibnitza rozróżnia pierwiastek rozciągłości od pierwiastku siły. — Podług Kartezjusza, istotą materyi jest rozciągłość, a ruch musi być jej udzielany z zewnątrz. — Ci co przypuszczają, że materya tworzy się z atomów, atomom tym przypisują rozciągłość. Mogą je, jak np. Epikur, uważać za obdarzone siłą, ale wówczas rozciągłość i siła będą dwiema własnościami zjednoczonemi w atomach, nie zaś dwiema własnościami, które siebie wzajem z konieczności wymagają: czyli, co na jedno wychodzi, rozciągłość atomów nie jest tem samem, co pierwiastek przypisywanej im siły.
Teorya Arystotelesa, którą przyswoili sobie scholastycy, rozróżnia w materyi również dwa pierwiastki: jeden, wszystkim ciałom wspólny, —to materya pierwsza; jest-to zdolność (potentia) istnienia, otrzymująca określone jakieś istnienie dopiero przez połączenie się z drugim pierwiastkiem. Drugi zaś ten pierwiastek łączy się z pierwszym, by mu nadać pewne określone istnienie; drugi ten pierwiastek jest różny w zależności od różnych gatunków ciała; nazywa się ten pierwiastek substancyalną formą ciała. Materya pierwsza jest pierwiastkiem, z którego pochodzi rozciągłość. Formą zaś jest ten pierwiastek, z którego pochodzą własności gatunkowe, a tem samem i siły danego ciała.
To są główne teorye filozoficzne o naturze ciał; wszystkie inne teorye dają się łatwo zastosować do ram powyższych. Wszystkie zaś te systemy, jakeśmy wspomnieli, tłómaczą naturę materyi dwoma pierwiastkami, nie dającymi się do siebie sprowadzić i wzajem sobą zastąpić: jeden jest pierwiastkiem rozciągłości, drugi jest pierwiastkiem wszystkich innych własności, a zatem i siły. Trzeba więc przypuszczać, że dwa te nie dające się wzajem do siebie sprowadzić pierwiastki są konieczne do wytłómaczenia natury materyi, jako też sił w niej przebywających.
Atoli, jeśli dwa te pierwiastki nie dają się sprowadzić jeden do drugiego, to jeszcze nie znaczy, aby one bezwzględną jakąś koniecznością były jeden z drugim złączone. Jeśli ktoś z wielu scholastykami przypuszcza, że te pierwiastki nie mogą istnieć jeden bez drugiego, to trzeba co najmniej przypuścić, że ilość siły, znajdującej się w materyi, mogłaby być mniej albo więcej wielka, aniżeli jest w rzeczywistości. To zaś wystarcza do udowodnienia, że dla oznaczenia własności, sił oraz ilości ruchu, jaki ma być w naturze, trzeba współudziału jakiejś przyczyny wyższej od materyi.
I rzeczywiście, cokolwiekby się myślało o naturze attrakcyi, i choćby się nawet przypuszczało, że ona jest własnością materyi wrodzoną, to jednak trzeba przypuścić, że materya jest sama przez się obojętna na posiadanie w sobie sił pewnych, albo przynajmniej na posiadanie tej ilości sił, jaka się w materyi obecnie znajduje; a zatem ta ilość sił nie należy do istoty ciał, które tworzą wszechświat, i tem samem nie jest prawdą, aby ona była bezwzględnie od materyi nieoddzielna.
Nie trzeba też myśleć, aby na mocy tego prawa attrakcyi, ilość sił i ruchu zawarta w każdym molekule, określała się stosunkiem tegoż molekułu do reszty molekułów i ciał go otaczających. Prawo to bowiem określa jedynie proporcyonalny podział sił i ruchu pomiędzy molekułami materyi, wchodzącymi w układ świata, bynajmniej zaś nie określa ono całkowitej ilości sił i ruchu, jaka być powinna we wszystkich wogóle ciałach, ani też tem samem nie określa ono tej ich ilości, jaka znajdować się powinna w każdym molekule, oddzielnie wziętym. Zupełnie tak samo, jak wobec maszyny jakiejś, puszczonej w ruch za pomocą spadku wody, mechanika może obliczyć względną szybkość obrotu rozmaitych kółek maszyny, tak samo również obliczyć może, iż szybkość obrotu tejże maszyny zmieniłaby się, gdyby spadek wody był mniejszy lub silniejszy, jako też, że ta szybkość zupełnieby znikła, gdyby potok wody całkowicie wysechł. Co najwyżej zatem, prawa attrakcyi pozwalają tylko takie czynić obrachowania o ruchach wszechświata. Ale to, cośmy powiedzieli, dowodzi, że siły, które we wszechświecie w grę wchodzą, mogłyby być zupełnie inne, aniżeli są obecnie, i że tem samem nie są one z konieczności związane z materyą, w której się objawiają.
A zatem, skoro materya wszechświata posiada jakąś daną ilość ruchu, ilość ta została określona przez jakiś inny pierwiastek, aniżeli materya, która była obojętna na przyjęcie tej lub innej jakiejś ilości ruchu. A zatem siły materyi oraz ruch, jaki takowa posiada, zostały jej udzielone z zewnątrz.
- Fakt to pewny, powiadają znów materyaliści, że materya świata pozostaje zawsze w tej samej ilości, nie zmniejsza się ona ani zwiększa, a zatem jest wieczna i niezniszczalna.
Trwanie materyi w równej zawsze ilości przyjmujemy jako hypotezę, którą wiedza doświadczalna stwierdzała zawsze, ilekroć sprawdzenie jej było możliwe. Wniosek zaś, jaki z tego można wyprowadzić, jest ten, że pomimo wszelkich sił, jakiemi rozporządzają stworzenia, nie mogą one ani stworzyć ani unicestwić najmniejszej nawet cząsteczki materyi; i tego właśnie wniosku nauczali zawsze teologowie. Ale czyż z tego faktu, że nie możemy ani stworzyć ani unicestwić materyi, mamy prawo wnioskować, że byt, którego potęga jest nieskończona, że Bóg zatem nie może materyi wytworzyć z niczego lub jej unicestwić? Bynajmniej! Wszyscy uznać to muszą, gdyż potęga nieskończona, jak np. potęga Boga, wyższa jest od wszelkich sił, jakiemi rozporządzają uczeni w swych naukowych doświadczeniach. A zatem, nauka stwierdziła, że materya nie może być ani stworzona ani unicestwiona przez nas lub przez inne ciała, ale taż nauka dotąd nie udowodniła, żeby materya nie mogła być stworzona lub zniszczona przez Boga.
Przeciwnie, zdrowy rozum dowodzi, że materya musi otrzymywać istnienie od jakiegoś bytu, który jest od niej wyższy i który istnieje koniecznie. Boć materya sama w sobie jest niedoskonała; co się zmienia, mogłoby wcale nie istnieć. A zatem, jeżeli materya istnieje, nie istnieje ona z konieczności, pochodzącej z jej natury: lecz istnieje dlatego, że istnienie swe z zewnątrz otrzymała. Musi ona być zatem stworzona. Tym sposobem nawet samo istnienie materyi dostarcza nam dowodu istnienia Boga (ob. art. Bóg, Stworzenie). Niezmienne trwanie pewnej ilości sił fizycznych we wszystkich zjawiskach świata nieorganicznego stwierdzają jeszcze materyaliści tym faktem, że całą ilość sił, które się niszczą, zastępuje pewna ilość sił równoważnych. — Najchętniej przyjmujemy to prawo z dobrodziejstwem inwentarza, wcale w to nie wchodząc, czy prawo to jest prawdziwie udowodnione we wszystkich szczegółach. Atoli stanowczo odrzucamy wniosek, jaki materyaliści myślą zeń wyprowadzać, mianowicie, że fizyczne siły materyi nie mogą być stwarzane ani unicestwiane przez Boga. Błędność bowiem tego wniosku wynika choćby już z samego rozumowania, jakie przeprowadziliśmy nieco wyżej w przedmiocie niezniszczalności materyi. Powiadają materyaliści, że istoty żyjące na świecie nie mogą ani wytworzyć ani zniszczyć żadnej ilości energii fizycznej, przez nie w ruch wprowadzonej; przypuszczamy, że tak jest; ale z tego, że pewne jakieś wytworzenie lub pewne jakieś unicestwienie wyższe jest od jakiejś skończonej potęgi stworzeń, nie wynika jeszcze bynajmniej, aby ono było również wyższe od nieskończonej potęgi Boga.
Z drugiej znów strony, jeżeli siły te się przekształcają i zmieniają, to one nie istnieją ze swej natury? Gdyż to, co istnieje koniecznie, istnieje zawsze i nie może zmieniać swego stanu. A zatem, siły te, które się zmieniają, wcale nie istnieją koniecznie. Otrzymały one przeto istnienie od jakiegoś bytu, dość potężnego, aby im go udzielić. A skoro otrzymały istnienie, to ten, który im je udzielił, może również je im odebrać. A zatem, jeśli to prawda, że omawiane siły fizyczne nie mogą być stworzone ani unicestwione przez człowieka, to nieprawdą jest, aby one nie mogły być stworzone lub unicestwione przez wolę Bożą. Nie są one zatem ze swej natury ani wieczne ani niezniszczalne. Wytłómaczyć je można tylko przez współudział i interwencyę Boga. Dostarczają nam one nowego dowodu istnienia Stwórcy. (Ob. art. Bóg, Stworzenie).
- Materyaliści przypuszczają nietylko już równowagę, ale nadto jeszcze jedność sił fizycznych we wszechświecie. Wszystkie te siły mają się jakoby sprowadzać do ruchów mechanicznych. Stąd zaś wnioskują, że w zjawiskach świata organicznego wszystko jest ruchem mechanicznym, i że tem samem dla wytłómaczenia jakiegokolwiek z tych zjawisk wcale nie jest konieczny współudział Boga.
Teorya jedności sił fizycznych jest hypotezą nieudowodnioną. Odnośnie zaś do teoryi, która przypuszcza jedność sił fizycznych i sił chemicznych, hypoteza ta jest bardzo problematyczna.
Atoli, przypuśćmy nawet, że obie te hypotezy są udowodnione, to czyż z tego wynika, że dla wyjaśnienia wytworzenia się świata wszelki współudział Boga jest niepotrzebny? — Żadną miarą! Czy w rzeczywistości, czy siły fizyczne będą identyczne, czy też tylko równoważne jedne względem drugich, w każdym razie dowodzenia nasze przed chwilą uczynione zachowują całą swą doniosłość, a stwierdzają one, że zarówno te siły jak same substancje ciał zostały wytworzone przez Boga.
Do wszystkich tych poprzedzających dowodów dorzucamy jeszcze jeden, który się wspiera na samych już wspomnianych teoryach równoważności i jedności sił fizycznych i chemicznych, a który ma dowieść, zdaniem bardzo wybitnych uczonych, że zjawiska zmysłowe, badane drogą doświadczenia przez astronomię, fizykę i chemię, przypuszczają współudział przyczyny innej aniżeli materya, jako też, że one nie dadzą się tłómaczyć nieskończonem i ab aeterno przekształcaniem się sił żywych, w tych zjawiskach przebywających. Pozwólmy o tem mówić uczonemu Dupré, tak zaszczytnie znanemu z prac naukowych o mechanicznej teoryi ciepła. (Uwagi powtórzone przez Caro, „Le Matérialisme et la science,” 2-e edit. str. 286).
„Chciano na korzyść pewnej filozofii wyzyskać pierwszą zasadę mechanicznej teoryi ciepła, podług której to zasady summa sił żywych istniejących, oraz sił żywych, mogących się wytwarzać z prac mechanicznych, we wszechświecie działających, jest niezmienna, pomimo ciągłych przekształceń, jakie się w tych siłach dostrzegać dają. Z tego zaś chcą niektórzy wnioskować, że ruchy dostrzegalne nigdy nie ustaną, a nadto jeszcze dodają, że one zawsze istniały. Dobrze będzie dokładnie poznać wartość tego twierdzenia.
„Niema wątpliwości, że dziś pierwsza ta zasada zaprzeczyć się nie da; ale nie prowadzi ona drogą właściwą do wniosków, jakie z niej wyprowadzono. W dzisiejszym stanie nowej tej nauki trzeba starannie rozróżnić dwa działy sił żywych.
- Siły przebywające w molekułach i nie dające się obserwować bezpośrednio; 2) siły, które przebywają w ciałach, złożonych z niezliczonych molekułów, a które stanowią przedmiot astronomicznych i fizycznych dociekań.
„Łatwo pojąć wszystką materyę, zebraną w jedną jedyną masę, mającą temperaturę jednostajną, i taką, żeby ogólna summa molekularnych sił żywych wyrównywała rzeczywistej sile sił żywych obu powyżej wspomnianych tychże sił działów. W tym stanie możliwym, z chwilą, gdyby ustał wszelki ruch w ciałach fizycznych, znikłoby wszelkie życie; z góry już przeto można twierdzić, że pierwsza ta zasada wcale nie zamyka w sobie—jako nieuniknionego następstwa — trwania istniejącego dziś porządku świata w nieskończoność.
„Dobrze wszakże będzie, jeśli nas nauka doprowadzi do tego co jest rzeczywiste, a nie już do tego, co jest bez sprzeczności ze znanemi zasadami przypuszczalne. Otóż, aby dojść do tego, nie będzie bez korzyści wprowadzenie pewnej ilości, któraby charakteryzowała stan rozważanego systemu materyalnego; ilość ta nazywa się odległością tego systemu od spoczynku. Dokładne matematyczne określenie tej ilości wskazuje, że jeśli ta ilość jest żadna, wówczas spoczynek w massach materyi oraz jednostajność temperatury istnieje: same tylko molekuły wykonywają pewne ruchy bardzo mało rozległe, z którymi zarówno życie jak obroty astronomiczne pogodzić się nie dadzą.
„Co przypuściwszy, rozważamy oddzielnie zjawiska, dokonywające się bez obniżki ciepła, oraz zjawiska, które się dokonywają z obniżką tegoż, to znaczy z przejściem ciepła z ciała ciepłego na ciało zimne, jak to się zdarza, gdy np. kowal rozpalone żelazo pogrąża w wodę, albo gdy dwa ciała stałe, nie elastyczne, uderzają o siebie, i gdy stykające się ich części przed innemi częściami ogrzane, przesyłają swe ciepło otaczającym je molekułom.
W pierwszym wypadku stwierdzamy, że odległość pozostaje niezmienna10. W drugim zaś wypadku widzimy, że odległość się zmniejsza, a ponieważ zmiany z rzeczoną obniżką bywają ciągłe we wszechświecie, bądź dla tego, że ciała zimne rozgrzewają się kosztem innych, bądź też skutkiem nieustannych zmian formy, wynikających z różnicy attrakcyi, jakie wytwarzają tarcie, a w następstwie i obniżkę, przeto rzecz pewna, że odległość ustawicznie się zmniejsza. Względne zatem ruchy ciał dążą do celu naturalnego. Nie można tu stawiać zarzutu, jakoby z obliczeń astronomów wynikało, że naprzykład ziemia i słońce, w przypuszczeniu gdyby same tylko pozostawały w przestrzeni, obracałyby się na pozór ustawicznie jedno w około drugiego: albowiem z chwilą, kiedyby zaczął się u nich ruch względny, różnice attrakcyi, których skutkiem jest przypływ i odpływ morza, wytwarzałyby przekształcanie ciepła i obniżki, a w następstwie też i utratę odległości. Analiza wskazuje wieczne krążenie tylko przy użyciu teorem mechaniki, dających się z całą ścisłością zastosować tylko do ciał nie mających rzeczywistego istnienia; prawda, że utrata odległości, jak się lekceważy przy stawianiu tej hypotezy, jest bardzo słaba, ale z czasem ona się zwiększa; i nie ulega żadnej wątpliwości, że spostrzeżenia astronomiczne, dobrze kierowane, dokładne i dosyć pod względem czasu odległe wykażą z czasem skłonność ciał fizycznych ku spoczynkowi bezwzględnemu albo też ku spoczynkowi względnemu, co w danej sprawie na jedno wynosi.
„Tak więc w przyszłości z wyjątkiem pewnych modyfikacyi dzisiejszy porządek rzeczy nie może trwać zawsze.”
„W przeszłości, rzecz pewna, że był pewien początek, gdyż łatwo udowodnić, że bez takiego początku utraty odległości nagromadzone aż do naszych czasów w każdej ograniczonej cząstce materyalnego świata, wyniosłyby summę nieskończoną, co jest rzeczą niemożliwą, gdyż skądinąd znów udowodnić łatwo, że odległość nie mogła nigdy dosięgnąć podwójnej ilości obecnej całkowitej siły żywej.”
Słowem, jedno ciało nie może zmieniać temperatury, albo ruchu innego ciała bez wzajemnego tych ciał zetknięcia. Wszystkie zatem ciała, o ile temperatura ich nie będzie jednostajna, dążyć będą do wzajemnego zbliżenia się, to zaś dziać się będzie w czasie skończonym. Skoro dziś temperatura ciał nie jest jednostajna, to znaczy, że ich ciepło i ruch istnieją od jakiegoś czasu zanadto krótkiego; to znaczy dalej, że to ciepło i ten ruch kiedyś istnieć zaczęły. Jeśli zaś istnieć zaczęły, to nie są wieczne, lecz zostały wytworzone. Przez kogo? Mogło to się stać tylko przez Boga. Działanie więc Boże, które materyaliści uważają za przestarzałe jakieś urojenie, jest nieodzownie konieczne do zrozumienia świata materyalnego. Gdyby nie było Boga, nie możnaby było wyjaśnić ani istnienia materyi, ani istnienia jej sił i własności, ani jej materyalnego ruchu.
III. Odparcie materyalistycznej teoryi o świecie organicznym.
Teorya ta myśli przez sam mechaniczny zbieg sił fizycznych wytłómaczyć: 1) wytworzenie się materyi żyjącej; 2) układ organów ciała zwierząt najbardziej udoskonalonych; 3) powstanie wszystkich gatunków roślinnych i zwierzęcych.
My zaś, przeciwnie, sądzimy, że niepodobna zrozumieć tego różnorodnego rzeczy powstawania, jeśli nie przyjmie się pewnego pierwiastku życiowego, od martwej materyi odrębnego, który by był jakby architektem, pod którego kierunkiem rozmaite organizmy-by się tworzyły i materyałami, jakie im świat nieorganiczny dostarcza, odnawiały. To właśnie spróbujemy udowodnić, odpierając materyalistyczną teoryę o trzech owych punktach, któreśmy wyżej wymienili.
- Pytamy więc naprzód, czy żyjąca materya może się wytworzyć przez samo zetknięcie się i zestawienie substancyi, pozbawionych życia? Tak jest, odpowiadają materyaliści, gdyż materya ta składa się z jednych i tych samych pierwiastków chemicznych, przygotowywana bywa przez Berthelot'a w jego laboratoryum, a ściśle zakreślone granice pomiędzy porządkiem mineralnym i porządkiem organicznym żadne nie istnieją; tak jest, mówią dalej ciż materyaliści, zdarzają się samorodki niższych organizmów, gdyż zjawiska owe tłómaczą się fizycznemi i chemicznemi prawami.
Nie będziemy wchodzili w szczegóły tych zarzutów. Postaramy się tylko pokrótce uzasadnić trzy twierdzenia, które wszystkie te zarzuty odeprzeć zdołają: 1) Istnieje wyraźna różnica pomiędzy zjawiskami nieorganicznemi a objawami życia; 2) życie wytwarza się tylko przez pośrednictwo zarodka, pochodzącego od istoty żyjącej, czyli innemi słowy, nie istnieje żadne samorodztwo; 3) materyały, używane do wytworzenia istot żyjących i działalności takowych, bywają wprawdzie brane ze świata mineralnego, ale materyały te same przez się wcale nie tłómaczą zjawiska życia; aby takowe zrozumieć trzeba przypuścić istnienie pierwiastku życiowego.
- Istnieje wyraźna różnica pomiędzy zjawiskami nieorganicznemi a objawami życia. — Że pomiędzy tymi dwoma działami faktów istnieje pewne podobieństwo, to rzecz niewątpliwa; i niema w tem nic dziwnego, gdyż istota żyjąca zasila się pierwiastkami nieorganicznymi. Ale też jednocześnie bywają głębokie i niczem nie dające się usunąć różnice, dzielące materyę żyjącą od materyi martwej. Substancya żyjąca bywa obdarzona ruchem dowolnym, odżywia się przez przyswajanie sobie pierwiastków, do jej utworzenia zdolnych niszczy się w miarę jak się urabia, tak, iż stanowiące ją materyały powoli się zużywają, i przez organizm bywają odrzucane; istoty żyjące rozmnażają się przez rodzenie; wszystkie wreszcie rosną, starzeją się, umierają. Tymczasem żadna z tych cech nie odnajduje się w minerałach.
Powiadają wprawdzie, że krystalizacya przypomina żywienie się istot żyjących; ale zapominają przytem, że kryształ nie niszczy tworzących go materyałów, gdy przyłącza do siebie inne materyały: kryształ grubieje, ale się nie żywi.
Powiadają jeszcze, że niższego rzędu komórki w miarę tworzenia się swego oddzielają się jedne od drugich, zamiast się organizować w jedną zupełniejszą całość. Z tego wynika, że te komórki mają życie mniej wyrobione, aniżeli rośliny i zwierzęta wyższego rzędu; ale jednak komórki te różnią się bardzo od wszelkich minerałów, albowiem obdarzone są wszystkiemi wyżej przytoczonemi cechami życia.
Mówią, że chemicy zdołali już wytworzyć substancye podobne do tych, jakie wyrabiają organizmy żyjące! Przypuszczamy nawet, że tak jest w istocie; ale musimy też przyznać, że te wyrobione w chemicznych laboratoryach substancye nie żyją wcale, że one nie posiadają żadnej z tych cech, jakieśmy zaznaczyli powyżej.
Powiadają nam wreszcie, że zasuszone poczwarki, które nosiły na sobie pozory śmierci, powracają do życia pod działaniem wilgoci. Atoli zapominają przytem ci obrońcy materyalizmu, że w tem właśnie nowy dowód głębokiej różnicy, jaki dzieli substancyę żyjącą od substancyi wytworzonych sztucznie; boć dla czego te ostatnie substancyi nie można przyprowadzić napowrót do życia, jeśli nie dla tego, że najzupełniej brak im wszelkiego pierwiastku życiowego? a dla czego organa ciała poczwarki ponownie działać zaczynają, jeśli nie dla tego, że pozostał był w nich ten pierwiastek, i czekał tylko pomyślnych warunków, aby swe czynności zacząć wykonywać? Bezwzględna przeto zachodzi różnica pomiędzy istotami żyjącemi a jestestwami nieorganicznemi.
-
Życie wytwarza się tylko przez pośrednictwo zarodka, pochodzącego od istoty żyjącej, czyli innemi słowy, nie istnieje żadne samorodztwo. Niema potrzeby przytaczać tu licznych i rozstrzygających doświadczeń, jakiemi Pasteur punkt ten udowodnił, (ob. art. Samorodztwo). Przypomnimy tylko w tem miejscu, że znakomity ten uczony wykazał braki i słabe strony tych wszystkich doświadczeń, jakiemi myślano udowadniać teoryę samorodztwa, i że dotychczas nikt nie postawił żadnego poważnego zarzutu dowodzeniom Pasteura. Powiada wprawdzie Büchner, że życie dowolnie wytwarza się w organizmach mniej doskonałych i mniejszych, aniżeli organizmy, które badał Pasteur. Ale powiedzenie to jest na niczem nie opartą hypotezą, jaką byłoby naprzykład przypuszczenie, że organizmy najniedoskonalsze są mniejsze od tych, które dostrzegamy pod mikroskopem.
-
Materyały używane do wytworzenia istot żyjących i działalności takowych, bywają wprawdzie brane ze świata mineralnego, ale materyały te same przez się wcale nie tłómaczą zjawiska życia; aby takowe zrozumieć, trzeba przypuścić istnienie pierwiastku życiowego.
Przy poddawaniu substancyi organicznych rozkładowi chemicznemu, dostrzega się w tych substancyach pierwiastki, pochodzące ze świata mineralnego. Różne ich czynności życiowe, jak np. zmienianie miejsca, oddychanie, krążenie krwi, trawienie i t. p. odbywają się podług praw mechaniki, fizyki i chemii, — to prawda, ale nic w tem dziwnego, gdyż materyały, jakie przyswajają sobie rośliny i zwierzęta, pochodzą ze świata mineralnego, żeby zaś wejść w organizm żyjący, materya nie przestaje ulegać większości praw, które nią rządzą. Bywają przeto podobieństwa pomiędzy materyą organiczną i materyą martwą pod względem ich układu i ich czynności.
Ale niesłusznie powołuje się materyalizm na te podobieństwa, chcąc zaprzeczyć istnienia pierwiastku życiowego. Obok podobieństw bowiem, jakeśmy to widzieli, bywają bardzo znamienne pomiędzy tymi dwoma rodzajami materyi różnice. Te właśnie różnice wytłómaczyć trzeba, by zrozumieć życie.
Postawmy z jednej strony materyę żyjącą, z drugiej materyę nieżyjącą; wybierzmy, o ile można, składniki tych samych pierwiastków chemicznych; dla czegóż, pytam, z jednej strony znajdujemy takie czynności, jak ruch dowolny, żywienie się, rodzenie, śmierć, podczas gdy z drugiej strony sprowadza się wszystko do ruchów mechanicznych tylko? Wszak głębokiej tej różnicy musi być jakaś przyczyna? Materyaliści przyczyny takiej nie uznają. A przecież niema skutku bez przyczyny.
Przyczyną tą może tu być tylko pierwiastek, który się nie znajduje w materyi martwej, to jest pierwiastek życiowy.
Szczególnym dowodem, że pierwiastek ten zupełnie się różni od przyczyn fizycznych, jest śmierć, która prędzej lub później spotyka istotę żyjącą wtedy nawet, gdy się ona znajduje w najpomyślniejszych dla siebie warunkach istnienia. W tych warunkach składniki chemiczne nigdy się nie rozpraszają. A zatem przyczyna życia nie jest jakiemś połączeniem chemicznem.
Jeszcze lepiej się widzi konieczność pierwiastku życiowego, gdy się bada organizmy najdoskonalsze i najbardziej złożone, tak rozmaite ich tkanki, jak różnorodne organa ich ciała, i gdy się spostrzega, że wszystkie te cząsteczki są widocznie zestawione gwoli tej żyjącej całości.
Wykazaliśmy szczegółowo w art. „Bóg.” (Dowody istnienia Boga, brane z przyczyn celowych), że wszystkie te cząsteczki nie mogą się tak harmonijnie jednoczyć skutkiem ślepego trafu albo mechanicznego jakiegoś prawa, i że one skupiają się w jakimś celu, dla urzeczywistnienia jakiegoś planu. Trzeba zatem, aby wewnątrz istoty żyjącej istniał pierwiastek, od sił fizycznych odrębny, który te siły zmusza do działania podług tego planu i wszystkie te różnorodne pierwiastki organizuje.
Wreszcie, doświadczalnym dowodem istnienia pierwiastku życiowego jest niezdolność chemików do wyprowadzenia życia z ich preparatów chemicznych, jest zwłaszcza niemożność ze strony natury do wytworzenia jakiegokolwiek żyjącego jestestwa bez wpływu zarodka. A dla czegóż-to do wytworzenia życia jest konieczny zarodek żyjący, jeśli nie dla tego, że życie wymaga pierwiastku, którego: siły chemiczne i fizyczne nie są zdolne wytworzyć? (Ob. art. Samorodztwo, Życiowy pierwiastek).
- Zbliżywszy, o ile można, materyę żyjącą do materyi martwej celem wytłómaczenia początku życia wyłączną grą sił fizycznych i chemicznych, czynią materyaliści rodzaj zmiany frontu, gdy zamiast tłómaczyć pochodzenie życia, wyjaśniają tworzenie się rozmaitych organizmów. Odtąd już komórka, która dotychczas była przyrównywana do połączeń chemicznych, okazuje się obdarzona jakąś nadzwyczajną potęgą. Wszystkie doświadczenia nowożytnej wiedzy tłómaczą materyaliści w ten sposób, aby wykazać, że komórki spełniają wszystko, że one są wszystkiem, a organizmy, które one tworzą, niczem są i nic nie czynią. Najdoskonalsze nawet zwierzę, podług materyalistów, jest tylko nagromadzeniem skojarzonych komórek. I nie jest bez przyczyny ta szczególna ewolucya zwolenników materyalizmu.
Prawda, że komórki łączą się z sobą, by tworzyć tkanki, że tkanki się łączą, by tworzyć organa, i że organa się łączą, by utworzyć osobnik żyjący. Ale jaka jest przyczyna tego ich wzajemnego kojarzenia się? — Tego nie odpowiadają materyaliści. I to także prawda, lecz pod dwoma warunkami: pierwszy, że komórka jest uprzednio obdarzona własnościami materyi żyjącej; drugi, że ulega pewnemu rządowi, który jej wskazuje tę lub inną czynność. Tymczasem oba te warunki przypuszczają działanie pierwiastku życiowego; boć skądże pochodzą własności materyi żyjącej, jeśli nie z pierwiastku życiowego, jakeśmy to przed chwilą widzieli; skąd pochodzi kierunek, nadany komórkom w czynnościach życiowych, jeśli również nie z tego samego pierwiastku życiowego? Otóż istnienie tego właśnie pierwiastku materyaliści odrzucają, a odrzucają dlatego, że nie chcą uwzględnić dwóch warunków, w których te komórki działać winny, aby mogły wytworzyć organizmy. I w tem właśnie materyaliści się mylą.
Pierwiastek ten, uznajemy chętnie, jest wrodzony, immanentny materyi żyjącej; ale przezeń to właśnie materya żyje; on ją musi urabiać, on ją musi czynić zdolną do tworzenia tkanek, organów ciała i całych osobników żyjących; a skoro osobnik już raz jest zorganizowany, ten sam pierwiastek immanentny całej materyi, stanowiącej osobnik żyjący, musi przewodniczyć wszystkim czynnościom życia, którego pierwiastki w niem podtrzymuje; słowem, mówiąc językiem Arystotelesa i Tomasza z Akwinu, musi ożywiać materyę.
Aczkolwiek pierwiastek ten ożywia wszystkie pierwiastki, składające osobnik żyjący, to nie mniej przecież zwraca on na siebie uwagę swą jednością. Od tego to właśnie pierwiastku pochodzi jedność osobnika żyjącego; on to bowiem wytwarza i podtrzymuje kojarzenie się komórek i zgodność czynności, zwracając wszystko ku jednemu celowi, jak zdolny przedsiębiorca kieruje robotnikami, pod jego rozkazami pracującymi i uskuteczniać im każe plan, jaki nakreślił architekt.
Zresztą, ta jedność pierwiastku żyjącego objawia się w sposób bardzo wyraźny w zwierzętach obdarzonych wrażliwością. I rzeczywiście, czy np. oko czy noga cierpi, jeden i ten sam osobnik cierpi; gdy oko widzi, gdy ucho słyszy, jeden i ten sam osobnik widzi i słyszy. Gdy trzeba wykonać ruch jaki, uciekać od nieprzyjaciela i t. p. wówczas jeden i ten sam osobnik przewodzi wszystkim muskułom i wydaje im rozkazy. Bywają wprawdzie pewne odruchy bezwiedne, niezależne od woli osobnika, objawiające się w członkach odciętych od całości osobnika, jak naprzykład w tylnych kończynach żaby, ale ruchy te, wywoływane przez gruczoły nerwowe, stoją w łączności z całością organizmu. Objawiające się w nich życie jest życiem zależnem, albo raczej jest jedną czynnością życia osobnika, a skoro ta część organizmu zostaje oddzielona od całości, czynność ta znika bardzo prędko, jeśli nowy jakiś pierwiastek jej nie opanuje i nie wprowadzi do organizmu całkowitego. Powiadają, że każdy z gruczołów nerwowych posiada wrażliwość niezależną od innych. Twierdzeniu temu wszakże sprzeciwia się doświadczenie; albowiem człowiek przypisuje temu samemu osobnikowi wszystkie swe boleści i wszystkie swe wrażenia, i nie tyle posiada w sobie świadomej siebie wrażliwości, ile raczej gruczołów nerwowych. Zresztą, nie tu miejsce badać, jaki udział w życiu całości przyjmuje każdy pierwiastek życiowy. Odnośnie do roślin i do zwierząt ale nie do istot rozumnych, można ze św. Tomaszem z Akwinu przypuszczać, że życie całości jest tylko życiem skojarzonych pierwiastków, ale pod warunkiem zgodzenia się na to, że przyczyną życia tych skojarzonych pierwiastków jest jedyny i wszystkim pierwiastkom wspólny pierwiastek życiowy. Jakoż doświadczenie uczy, że tak jest w istocie, gdyż wszystkie pierwiastki kojarzą się i zgodnie funkcyonują względnie do jednego celu wspólnego, jako też, że u zwierząt świadoma siebie wrażliwość nie dzieli się pomiędzy komórki, lecz bywa wspólną dla całości, tworzącej dany osobnik.
Nic nie przeszkadza zresztą, aby jakaś cząstka oderwana od pierwotnego osobnika, żyła dalej tem życiem, jakie po tem oderwaniu jest jej właściwe. Póki tam był jeden tylko osobnik, jedno tylko było życie, jeśli osobniki się mnożą, mnoży się też razem z nimi i życie, życie zupełne i trwać mogące — u osobników całkowitych i skończonych, a niezupełne i mające rychło zaniknąć — w cząstkach od całości oderwanych, nie mających siły ukształtować sobie tego, czego im niedostaje, i przedłużających swą wegetacyę o tyle, o ile im otrzymane od pierwotnej całości materyały mogą dostarczać koniecznego do tego niezupełnego życia zasiłku.
3. Teorya o początku gatunków roślinnych i zwierzęcych.
Pytamy wreszcie po trzecie, czy to prawda, że rozwój materyi żyjącej, zrodził wszystkie gatunki roślinne i zwierzęce bez żadnego współudziału pierwiastku życiowego, od wszelkich fizycznych i chemicznych własności materyi wolnego? Na to pytanie materyaliści odpowiadają twierdząco i swoim zwyczajem opierają swe zdania na wszystkich możliwych argumentach transformizmu. Trzeba w istocie, aby dla obrony swego założenia uważali gatunki za proste odmiany, które się przekształcają podług okoliczności. Ograniczymy się tu na dwóch następujących krótkich odpowiedziach.
Przez przypuszczenie, że transformizm jest udowodniony, nie udowadnia się jeszcze tem samem materyalizmu. I rzeczywiście, wykazaliśmy powyżej, że w jakichkolwiek kształtach objawiało by się życie, wymaga ono zawsze pierwiastku życiowego... Czy więc istnieje tyle pierwiastków życiowych... rozmaitych i nie dających się do siebie wzajem sprowadzić gatunków, ile jest gatunków zwierzęcych i roślinnych? czy też, przeciwnie, wszystkie pierwiastki życiowe jestestw żyjących należą do jednego i tego samego gatunku? To jest jedyne pytanie, jakie między sobą roztrząsają przeciwnicy i zwolennicy transformizmu. Atoli którekolwiekby z obu tych stronnictw zwyciężyło, materyalizm nieby na tem nie zyskał. W obu bowiem powyższych wypadkach trzeba będzie przyjąć istnienie pierwiastku życiowego, a materyalizm właśnie polega na odrzucaniu tego pierwiastku. Prawda, że jeśli gatunki bywają odrębne i jedne do drugich sprowadzić się nie dają, to spirytualiści zyskują jeden więcej argument przeciw materyalizmowi; ale argument ten jest im niepotrzebny, gdyż jakeśmy rzekli, nawet wtedy, kiedyby udowodniono transformizm gatunków żyjących, materyalizm nie mógłby z tego zawnioskować, że można wytłómaczyć życie bez pierwiastku życiowego. Wniosek bowiem taki szedłby dalej, aniżeli pozwalają na to przesłanki.
- Po tem wszystkiem zaś, czy można uważać hypotezę transformistyczną za udowodnioną, nie mówię już—w tem, co się odnosi do gatunku ludzkiego, ale w tem, co dotyczy gatunków roślinnych i zwierzęcych? Nie śmiałby tego poważnie twierdzić żaden uczony, nawet z obozu transformistów. Jest-to hypoteza, której nie udowodniono, i przeciw której walczą zarzuty nie do rozwiązania (ob. art. Transformizm). Powiedzielismy przed chwilą, że wniosek materyalizmu nie zamyka się w przesłankach, wziętych z transformizmu; tu zaś możemy jeszcze dodać, że same te przesłanki są tylko hypotezami, niczem nieuzasadnionemi.
Słowem, ze wszech stron się wali materyalistyczna teorya o świecie organicznym, skoro się tylko choćby zlekka wstrząśnie jeden lub drugi z licznych filarów tej budowy, którą napróżno próbowano wesprzeć na danych wiedzy doświadczalnej. A przecież, jakeśmy zauważyli, jeden tylko z tych filarów wystarczyłoby wywrócić, by dowieść, że system ten materyalistyczny jest bezpodstawny.
4. Odparcie materyalistycznego pojmowania myśli.
Materyaliści z jednej strony sprowadzają myśl do pewnego skojarzenia się wrażeń, z drugiej zaś strony, opierają się na stosunku myśli do mózgu, by tym sposobem dowieść, że myśl jest działaniem tego ostatniego organu.
Wykazaliśmy w art. Assocyacyonizm i Duchowość duszy (ob. art. Dusza, Dusza zwierzęca), że sądom i pojęciom ogólnym człowieka towarzyszą odosobnione lub skojarzone wrażenia zmysłowe, które wszakże są od owych pojęć ogólnych absolutnie różne, i które wymagają takiego pierwiastku, któryby był już nietylko pierwiastkiem życiowym, ale nadto umysłowym i rozumnym, czyli innemi słowy, — pierwiastkiem duchowym. Pomijamy w tem miejscu udowodnienie tego punktu, a przechodzimy natomiast do argumentu, który materyaliści wyciągają ze stosunku myśli do mózgu. W dowodzie tym podają oni za rzeczy pewne mnóstwo faktów hypotetycznych, a przedewszystkiem najmniejszego nie mają prawa wyprowadzania z tych faktów wniosku, że to mózg, a nie co innego w nas myśli. Ten bowiem wniosek bynajmniej się nie zawiera w przesłankach, jakie czerpią materyaliści z danych wiedzy doświadczalnej. Brakiem tym odznaczają się wszystkie argumenta materyalistów; to też nie będziemy tu przytaczali wszystkich ich dowodów. Dość będzie okazać, że główne fakta, jakie nam zarzucają jako fakta, które uważamy za dokładne, zgadzają się wszystkie z psychologią św. Tomasza, a tem samem i z nauką katolickiego Kościoła, który zawsze przyznawał temu znakomitemu uczonemu tak wielką powagę.
I w rzeczy samej, podług św. Tomasza, wszelkiemu umysłowemu poznawaniu towarzyszą obrazy zmysłowe, których dostarcza wyobraźnia lub fantazya. Otóż, podług tegoż św. Doktora, wyobraźnia jest władzą zmysłową, zarówno człowiekowi jak zwierzętom wspólną, a za narzędzie swe czyli organ mającą przednią część mózgu, bez której ta władza działać nie może. Dla tego to właśnie gdy mózg jest chory lub uszkodzony, wyobraźnia swobodnie działać nie może, a tem samem i rozum staje się ubezwładnionym. Tym sposobem wyjaśniają się wszystkie uwagi, jakie nam materyaliści — niesłusznie wprawdzie, jak wiemy — podają za dowody swego systemu.
Również i umiejscowienie w pewnych okolicach mózgu władzy mówienia lub pisania pojmuje się łatwo, gdy się przyjmie, jak my to czynimy, filozofię Anielskiego Doktora. Uczy on bowiem nietylko, że do wszelkich działań umysłowych konieczne są obrazy, dostarczane umysłowi przez wyobraźnię ze współudziałem mózgu, lecz nadto że władze zmysłowe, których organem jest mózg i pięć zmysłów, otrzymują u człowieka pod wpływem rozumu to uzdolnienie, jakie robotnicy, rękodzielnicy i wszyscy wogóle ludzie otrzymują raczej przez postanowienie11. Dla tego też, jego zdaniem, wyższa część duszy u człowieka ma odrębną nazwę12. Ponieważ słowa i pisma wyuczamy się raczej przez działanie, aniżeli przez osobistą refleksyę, przeto władza mówienia i władza pisania powinny być umieszczone pomiędzy temi władzami, których siedliskiem jest myślowa część mózgu, a które tem samem wykonywają się przez organ mózgu i zmysłów. Nic przeto dziwnego, że wszelkie uszkodzenie mózgu pozbawia nas—w całości lub w części—tych władz lub władz tym podobnych.
Nie tu miejsce na szczegółowe badanie teoryi św. Tomasza z Akwinu, tak przedziwnie odpowiadającej na wszystkie zarzuty, jakie nam czyni dziś materyalizm w imię nowożytnej psychologii. Zauważymy wszakże, iż święty ten Doktór Kościoła nie przyznaje zwierzętom wszystkich tych władz, jakie są związane z mózgiem człowieka. Boć rzeczywiście wiele z tych władz zmysłowych wytwarza się tylko pod wpływem naszego rozumu, a tem samem nie może się znajdować w duszy zwierząt pozbawionych rozumu. Najwidoczniej więc do rzędu tych właśnie władz zaliczyć należy władzę używania słowa i pisma.
Wszystkie przeto fakta, jakie dotychczas dała nam poznać fizyologia mózgu, i te które w przyszłości mogłaby nam odsłonić, bez najmniejszej trudności pogodzić się dają z psychologią chrześcijańską. Materyalizm zatem nie może się chełpić zwycięstwem nad nami.
Zresztą, obok tych faktów mamy mnóstwo innych nie mniej pewnych, które w zupełności wywracają teoryę materyalistów. Są to fakta wspomniane przez nas w artykule Duchowość duszy. Tu zaś przypominamy tylko, że umysłowa i moralna działalność wcale nie zawsze pozostaje w prostym stosunku do sił organizmu, a tem samem do czynności mózgu. „Dusza, jak powiada Mgr. Turinaz (Âme, str. 85), posiada w sobie siły, które zależą od niej samej i nie ulegają wpływowi ciała i zmysłów. Często z latami wzrasta i jej działalność, bystrość i bogactwo, pomimo osłabienia i niedomagań starości. To światło, które zdaje się zgasnąć za chwilę, przedziwne rzuca w około siebie blaski. W tem ciele boleścią złamanem, zeszpeconem przez wiek a zmrożonem przez zbliżającą się śmierć, dusza śmieje się i pozostaje czysta, czynna, żywa i bardziej niż kiedykolwiek panująca. W przededniu wyjścia z ciała, dodaje pewien mędrzec pogański, dąży do Boga.”
Któż nie widział pod siwiutką pięścią, pod ciężarem lat pochylonego, inteligencyi żywych, ruchliwych a płodnych, codzień nowe skarby zdobywających, nieśmiertelne dzieła tworzących, siłą wspaniałej wymowy nad umysłami mas panujących, a zdobyczami wiedzy królestwo prawdy rozszerzających? Kto nie podziwiał owych dusz ognistych, zamkniętych w wyczerpanych chorobą i już chłodem śmierci dotkniętych? Trud myśli, pracowite ślęczenie nad nauką, ogniste porywy słowa w przeciągu niewielu lat najsilniejsze zużywają zdrowie, ale duszom pozostawiają całe ich szlachetne zapały, a niekiedy nawet nieporównaną ich płodność. Nadmierne zaś rozwijanie ciała, przesadne około niego podejmowane starania wytwarzają prawie zawsze głęboką i ociężałą senność i umysłowe osłabienie.
A zatem, nosimy w sobie samych pewien pierwiastek, niezależny od materyi.
5. Odparcie materyalistycznych teoryi o Bogu, o duszy, o wolnej woli, o moralności, o sztuce, o stosunkach społecznych. — Następstwa tych teoryi.
Podług zdania materyalistów, takie wyrazy jak Bóg, dusza, wolna wola, wyrażają najzwyklejsze tylko pojęcia, którym żadna nie odpowiada rzeczywistość; ludzkości wystarcza, ich zdaniem, taka moralność, takie sztuki piękne, takie stosunki społeczne, które się opierają na wyrachowaniu, na przyjemności, na realizmie, na egoizmie, a których nie wytwarza ani poczucie obowiązku, ani żaden ideał, ani zaparcie siebie samego. Prawdę wszystkich tych pojęć ze stanowiska chrześcijańskiego wykazujemy w artykułach: Assocyacyonizm, Bóg, Duchowość duszy, Wolna wola, Moralność. Znajdzie też tam nasz czytelnik odparcie uroszczeń materyalizmu.
Tu zaś postaramy się tylko wykazać, że logicznem następstwem odnośnych teoryi materyalistycznych byłby całkowity upadek moralności, cnoty, nauki, sztuki, społeczeństwa; a tem samem zanik wszystkich tych środków, jakie posiada człowiek nietylko do wzniesienia się ku wyżynom ideału, lecz nadto do zdobycia sobie rozwoju dobrobytu materyalnego.
Przedewszystkiem materyalizm nieubłaganą logiką faktów sprowadza upadek wszelkiej prawdziwej moralności i cnoty. Jeśli niema Boga, jeśli niema duszy, jak utrzymują nasi przeciwnicy, to niema też religii w tem życiu ani żadnej moralnej nagrody w życiu przyszłem. Tymczasem chciejmy sobie przypomnieć, że-to pod wpływem religii dotychczas wszystkie ludy zostały ucywilizowane i doszły do swej wielkości, że-to pod wpływem religii jednostki urabiały się ku dobremu, że-to pod tym wpływem strapieni bywali pocieszani, potężni i silni szanowali maluczkich i słabych, a obrażeni przebaczali, winni za przewinienia swe żałowali, a cnotliwi w cnocie swej się podtrzymywali. To też czemże byłoby społeczeństwo, któreby nie wierzyło ani w Boga ani w przeszłe życie pozagrobowe?!
Materyaliści zaprzeczają istnienia wolnej woli; tymczasem zaprzeczenie istnienia wolnej woli pociąga za sobą te same następstwa, co zaprzeczenie istnienia Boga i życia przyszłego. „Jeśli nie istnieje wolna wola, powiada znów Mgr. Turinaz (Ibid. str. 40), znika wszelka odpowiedzialność, zaś bez odpowiedzialności wszelkie prawo jest poprostu bezmyślne. Czyż mówimy kiedy o odpowiedzialności kamienia, raniącego nas przy spadaniu swem na ziemię? O odpowiedzialności ognia: trawiącego nasze zabudowania? o odpowiedzialności piorunu, który w nas uderza? o odpowiedzialności górskiego potoku, rwącego po drodze tamy, jakieśmy zbudowali celem powstrzymania wód jego? Jakiemże więc prawem możemy mówić o odpowiedzialności człowieka, który posiada same tylko popędy gniotące go i nad nim panujące, a którego sumienie jest mechanizmem, ślepą jakąś siłą rządzonym?
„Po zaprzeczeniu wolności, po zburzeniu odpowiedzialności człowieka, wszelki obowiązek istnieć przestaje. Ten obowiązek, którego spełnienie kosztuje nieraz tyle wysiłków, tyle walk i tyle łez, ten obowiązek, który na nas nakładają wszelkie prawa, którego się sumienie domaga, którego naruszenie wywołuje we wszystkich duszach nie dające się niczem ukoić wyrzuty, ten obowiązek, którego wszelka ludzka mądrość zawsze wymagała, ten obowiązek, powiadam, ma być tylko chorobliwem przywidzeniem i niczem więcej!
„Wyżej aniżeli obowiązek stoi cnota, stałe spełnianie obowiązku, zwycięska walka ze złemi namiętnościami i poddmuchami pychy, ze wszystkiemi przewrotnemi podnietami samolubstwa. Cnota! Byłaż kiedy jaka istota tak niska, splamiona, któraby jej nie oddała należnego hołdu podziwu i uwielbienia? Ona jest najprawdziwszą wielkością człowieka, ona jest doskonałością natury naszej. —Tymczasem logika materyalistów prowadzi do zaprzeczenia tej cnoty; jakoż i rzeczywiście materyaliści jej zaprzeczają, mówiąc, że występek i cnota są takimiż samymi wytworami chemicznymi, jak cukier i witryolej. (Revue des Deux-Mondes, 15 Paźdz. 1861).
„Aby godnie napiętnować te przewrotne doktryny, powiada tenże Mgr. Turinaz, trzebaby chyba od pogańskiego filozofa Platona zapożyczyć owych energicznych wyrazów, które zwracał do publicznych gorszycieli w Atenach. „Wynieście się stąd i nie psujcie nas więcej!... My przeprowadzamy dzieło wielkiego znaczenia... My wszyscy, którzy cnotliwi być chcemy, usiłujemy przedstawiać w nas samych i w dramacie ludzkiego życia prawo boże i cnotę... Nie liczcie więc na to, że wam bez oporu pozwolimy do nas przychodzić, na rynkach publicznych mównice wznosić, przemawiać do żon naszych, do dzieci naszych, do ludu całego, i objawiać im wszelkiej cnoty rozkładowe nauki.”
Materyalizm sprowadza również upadek wszystkich nauk. „Zamyka on wszystkie horyzonty myśli ludzkiej, tamuje natchnienie i polot ducha u samego ich źródła. Tylko fatalnym czynnikiem niczem nieuleczalnego upadku. Ideał tylko daje artyście prawdziwą potęgę i natchnienie: ideał najwyższego, nieskończonego piękna, dostrzeżonego wzrokiem geniuszu. Piękność nigdzie nie bywa czysto materyalna, nawet w dziełach, będących tylko odtworzeniem natury, jak naprzykład w samym człowieku. Piękności twarzy wynika nie z prawidłowości linii ani poprawności rysów, lecz przedewszystkiem z duchowego promieniowania, bijącego z jej wnętrza a ukazującego się na czole człowieka, — sama dusza ludzka, ukazująca przez obsłonę ciała, które pod blaskiem tego wewnętrznego płomienia staje się przejrzystem. A zatem natchnienie w sztukach pięknych wytwarza szlachetne i podniosłe uczucia, idealne porywy ducha ku wszelkim wyżynom, oświetlonym blaskiem świętych wierzeń i nieśmiertelnych nadziei... Tymczasem na miejsce uczuć materyalizm postawił wrażenia; na miejsce podniosłych wierzeń — przeczenia i bluźnierstwa; na miejsce niebiańskich widzeń czystości — strachem przejmujące znikczemnienie; na miejsce szlachetnych zapałów -- zwierzęce żądze; na miejsce widnokręgu nieskończoności — ciasne ramy wstrętnego realizmu; na miejsce piękności, będącej odblaskiem wspaniałości Boga — panowanie zbezczeszczonego ciała.”
Materyalizm powoduje nadto upadek rodziny, ojczyzny, społeczeństwa. Czemże bowiem staje się małżeństwo, gdy obowiązek idzie w zapomnienie a namiętnościom rozwiązuje się wędzidła? W co się obraca rodzina, jeśli się zrywa jedno małżeństwo? Co się dzieje w sercu z uczuciami zaparcia się i poświęcenia dla ogólnych spraw społeczeństwa, gdy w tem sercu górę bierze wyrachowanie i przyjemność? Tymczasem mówiliśmy wyżej, że wyjaśniać poczucie obowiązku kojarzeniem się wrażeń, panujących nad człowiekiem, oraz zamiłowaniem wygody własnej, jest-to rozkopywać tamy, utrzymujące w karbach złe namiętności, jest-to zatykać źródło zaparcia się i poświęcenia.
Materyaliści chcą podtrzymać węzły rodzinne i społeczne, marzą o korzyściach, wynikających z ich zasad dla większości ogółu. Ale że dobro jednego osobnika bywa często wynikiem poświęcenia się innych osobników, że pożytek jednego nie zawsze się zgadza z pożytkiem drugiego, że nieraz bywa trudno rozróżnić, co jest korzystniejsze dla owej większości, że wreszcie poza obowiązkiem, przez materyalizm zburzonym, nic nie obowiązuje do poświęcania osobistych mych korzyści i do zapominania o sobie samym dla wygody podobnych mi osób, że, innemi słowy, istnieje pomiędzy ludźmi ustawiczna walka o dobra życiowe, przeto albo trzeba będzie prawnymi środkami poddać słabych pod wymagania silnych, jakkolwiek tyrańskie, niesprawiedliwe i dzikie byłyby one, a tym sposobem większą połowę ludzkości doprowadzić do okropnego stanu niewolnictwa, albo też zerwać wszelkie węzły społeczne, wyjąć słabych z pod opieki prawa i oddać ich na łup wszelkich namiętności i samowoli tych, co mają na swe usługi brutalną siłę. Będzie to więc zawsze niewolnictwo jednych a tyrania drugich pośród nienawiści i walki wszystkich przeciwko wszystkim.
Gdyby mógł się ustalić taki stan rzeczy, to w cóżby się obróciła nie już cnota tylko, ale nawet materyalny dobrobyt ludzkości? Myśleć o tem niepodobna bez uczucia zgrozy.
Na szczęście nie mamy potrzeby się obawiać takich nadużyć, chyba tylko przypadkowo i na krótką chwilę; gdyż Bóg tchnął w duszę ludzką pragnienie dobrego, poszanowanie cnoty, poczucie prawa i sprawiedliwości, które się oburza na samą myśl tak strasznej i nikczemnej anarchii. Uczucia zaś te jednoczą się wszędzie z wierzeniami religijnemi, z obawą wobec Boga, z oczekiwaniem nagrody za dobre i kary za złe. Te zaś wierzenia są potępieniem materyalizmu, napróżno pracującego nad ich zburzeniem, one też nie pozwolą mu nigdy zapanować nad całym ogółem ludzkości.
O materyalizmie tedy możemy powiedzieć to samo, cośmy powiedzieli o ateizmie, że jest-to nietylko błąd, ale wywrócenie wszystkiego co wielkie w człowieku, gdyż jest-to stawianie przyjemności na miejscu obowiązku, siły na miejscu prawa, samolubnych wrażeń na miejscu szlachetnych uczuć, zmysłów na miejscu rozumu.
(J. M. A. Vacant).
Footnotes
-
Histoire de la philosophie t. I, str. 33. ↩
-
Le Matérialisme et la science, 2 édit. str. 136. ↩
-
Oto niektóre z nich: Tableaux de la vie animale; Lettres physiologiques. Leçons sur l'homme, sa place dans la création et dans l'histoire de la terre. ↩
-
Le Matérialisme et la science, 2 édit. str. 116. ↩
-
Discours sur les révolutions du globe. ↩
-
Janet. Le matérialisme contemporain, 4 Edit. str. 83. ↩
-
Perrier, Anatomie et physiologie animale, str. 270. ↩
-
Robin. ↩
-
Systéme du monde, t. III, ch. II. ↩
-
Ob. „Compte rendue de l'Academie des sciences z 1 Paźdz. 1866 r., jako też „Annales de chimie et de phisique.” ↩
-
In. I. Metaphis, lect. I; in II Poster. Anal. lect. 20. ↩
-
Mgr. Turinaz (Âme, str. 85), ↩