Rewolucye w krajach katolickich i protestanckich

Łagodniejszym nieco odcieniem tego wielkiego kłamstwa, które nazywa Kościół katolicki przyjacielem i poplecznikiem rewolucyi, jest w ostatnich czasach wypowiedziane przez belgijskiego liberała Emila Lavaleye'go, a przez wrogich Kościołowi historyków i polityków często powtarzane mniemanie, że rewolucye zdarzały się częściej w krajach katolickich niż protestanckich, i że zatem katolicyzm przedstawia podkład bardziej sprzyjający rewolucyi, aniżeli protestantyzm.

Z tego rzekomego faktu skorzystał Bismarck, jako kanclerz Niemiec, przy roztrząsaniu sprawy socyalistów na posiedzeniu parlamentu dn. 20 Marca 1884 r., powołując się na częste w krajach katolickich rewolucye, zwalcza żelazny kanclerz wypowiadaną przez katolików większą zdolność katolicyzmu niż protestantyzmu do oporu przeciw demokracyi socyalnej.

W odpowiedzi na ten zarzut przedewszystkiem przypominamy fakt rzeczywisty, że epoka właściwych politycznych i społecznych rewolucyi rozpoczęła się dopiero od Reformacyi, t. j. od rewolucyi kościelnej XVI wieku, że pierwsza wielka rewolucya społeczna, ów okropny, całe Niemcy pustoszący bunt chłopów w roku 1525, stał w wyraźnej przyczynowej łączności z nauką i działalnością Lutra, że niezadługo potem przerażające a przez wieki trwające powstania i rewolucye wstrząsały wszystkiemi ziemiami protestanckiemi, Anglią, Szkocyą, Szwecyą, Danią i Niderlandami, że rewolucye te nie obeszły się bez królobójstwa i wywracania tronów, i to wszystko w czasach, kiedy jeszcze w ziemiach katolickich panowała cisza i spokój.

Jeśli zaś od jakichś stu lat ta nowożytna zaraza społeczna objęła też i kraje katolickie, jeśli i tam herezye społeczne dzisiejszych czasów, w logicznym rozwoju wyrosłe z fałszywej zasady pseudo-reformacyi o wolności rozumu, płodny grunt znalazły, to miały one rzeczywiście swą podstawę gdzieindziej, aniżeli w katolicyzmie. Tam tylko i o tyle społeczne te herezye znalazły płodną rolę i swe wytłómaczenie, gdzie i o ile reformatorski i wszelką powagę niszczący pierwiastek i jego następstwa zdołały silny katolicki grunt macierzysty usunąć, a na jego miejsce zaprowadzić przesycone wszelkimi trującymi pierwiastkami bagnisko wrogiego Bogu i Kościołowi kierunku nowych czasów.

Następnie i tego także faktu nie należy zapominać, że począwszy od pierwszej wielkiej rewolucyi francuskiej aż do ostatniej krwawej kommuny paryzkiej, zawsze stałym przedmiotem zjadliwej nienawiści i najsurowszego prześladowania ze strony rewolucyonistów był właśnie Kościół katolicki, wierni jego słudzy i jego instytucye; fakt ten zaiste najzupełniej wyklucza wszelką myśl o jakiejkolwiek wspólności pomiędzy Kościołem a rewolucyą. Przytem chcielibyśmy i ten szczegół zaznaczyć, na który zwraca uwagę von Radovitz w V tomie pism swoich, że w krajach katolickich szczepu romańskiego żywioł romański, nigdy niewygasły, dawał więcej zasiłku dążnościom demokratycznym, aniżeli patryarchalne bardziej urządzenia szczepów czysto germańskich.

Nieraz też, aby wypowiedziany wyżej zarzut odeprzeć, będziemy się musieli uciekać do takich dowodów ex opposito. To krzywdzące dla Kościoła katolickiego podejrzenie odpiera się i tym także niezaprzeczonym faktem, że ci, co przygotowywali i dokonywali przewrotów rewolucyjnych w ziemiach katolickich, nie byli-to wierni Kościołowi wiarą i życiem synowie, lecz żywioły aż do śmierci wrogo dlań usposobione, najzjadliwsi jego przeciwnicy. Alboż-to na katolickich dogmatach opierali swe rewolucyjne teorye i praktyki tacy Mirabeau, Robespierre, Danton i im podobni,—tacy Mina, Riego, Mendizabal, Silva, Carvalho,—tacy Pepe, Mazzini, Garibaldi? Czy może z katolickiego katechizmu przepisał swój wstrętny program rewolucyjny główny apostoł rewolucyi, Wolter, wynalazca owego osławionego Ecrasez l'infame? Przeciwnie, wszyscy ci ludzie przewrotu i rewolucyi naprzód odwrócili się od Kościoła katolickiego, a później dopiero od porządku życia państwowego. Wpierw zawsze wołali: „Precz z ołtarzem!" a potem dopiero: „Precz z tronem i królem!"

A zatem nie „katolicy przeważnie" czynili powstania i rewolucye. Wierni zaś katolicy, przeciwnie, z bronią w ręku bronili nie sprawy rewolucyi, lecz sprawy prawowitej zwierzchności w Wandei i w Bretanii, w ziemiach Basków i nad Ebro, a wszędzie indziej żywem i pisanem słowem oraz poświęceniem osobistem. A gdzie się okazywał — że użyjemy odpowiedzi nieboszczyka Windhorsta na zarzuty Bismarcka — w rewolucyi 1848 r. najlepszy konserwatyzm, rzeczywista dźwignia państwowa, prawdziwa wierność tronowi? Z pewnością nie u protestanckich przeważnie demagogów i krzykaczy ludowych, nie w protestanckim Berlinie, lecz przeważnie w katolickiem duchowieństwie i w katolickich prowincyach państwa. I właśnie w czasie, kiedy nienawiść do katolików w epoce Kulturkamfu dosięgła swego zenitu, w r. 1873, sam książe Bismarck wyznać musiał na posiedzeniu parlamentu dn. 10 Marca, że: „na Zgromadzenie narodowe w r. 1848 wszystkie okręgi wyborcze z przeważającą ludnością katolicką wybrały przyjaciół porządku, co się nie zdarzało w ewangelickich okręgach wyborczych."

I jeszcze jeden fakt przypominamy, że mianowicie jak socyalna demokracya, mająca swych przedstawicieli w parlamencie niemieckim, bywa wybierana wyłącznie w okolicach protestanckich, tak samo lewica radykalna w ostatnich czasach rekrutuje się tylko z pośród ludności protestanckiej.

Książę Bismarck, w parlamentarnej walce swej z Kościołem katolickim, jako przeciwieństwo rewolucyjnych krajów katolickich ukazywał niegdyś na spokojne „ewangelickie państwa Hollandyi, Danii i Szwecyi." Tymczasem właśnie te trzy kraje protestanckie przyprowadziła nowożytna rewolucya na brzeg ostatecznego upadku.

Kalwińskie Niderlandy, przez rewolucyę od Niemiec oderwane i w rokoszu od książąt swych odpadłe, po okropnych wojnach domowych wytworzyły w 1581 r. „Rzeczpospolitę Zjednoczonych Niderlandów." Niebawem nastąpiły nieustanne, dwieście lat prawie trwające walki stronnictw i najzupełniejsze domowe wojny religijne, których krwawego okrucieństwa ofiarą padł między innymi wielki syn Hollandyi, Oldenbarneveldt (1619 r.). I właśnie nic innego, tylko kalwinizm stał się nieszczęściem żywotnego skądinąd narodu. „Hollandzki Kościół reformowany," powiada niemiecki historyk protestant Niebuhr1, „od pierwszej chwili swego wyzwolenia stał się dziko-tyrańskim i nigdy ani swym duchem ani dobrem usposobieniem swych nauczycieli nie zasługiwał na szczególny szacunek. A przytem nierozum stronniczych nienawiści nie tylko przyczyniał się do upadku państwa, ale także do upadku samego narodu." I tym sposobem ten kraj, przed przyjęciem protestantyzmu potężny i sławny na zewnątrz swemi wielkiemi dziełami, przez rewolucye wewnętrzne osłabiony, z dawnych wyżyn sławy i wpływów strącony został. Do tego dodajmy smutne doświadczenia czasów najnowszych, szereg niepokojących symptomatów społecznych, groźne sceny socyalistycznych zamieszek, w ciągu ostatnich dwudziestu kilku lat nawiedzających kraj cały i kalwińską stolicę jego Amsterdam, a przekonamy się, że i ten „ewangelicki," rzekomo spokojny i błogosławiony naród, srodze jest zagrożony nowożytną zarazą socyalizmu.

Co się tyczy nawskroś luterskiej Szwecyi, to utrzymuje historyk Döllinger2, że-to właśnie Reformacyi bezpośredniem następstwem było owo naruszenie przyrodzonego stosunku stanów, owa dysharmonia w urządzeniach państwowych, która od 300 lat z górą nadawała tak niespokojny charakter dziejom tego kraju, który Gustaw Waza w podstępny sposób uczynił protestanckim; reformacya zrodziła tam szereg rewolucyi politycznych, jakich aż do r. 1789 nie było w żadnem państwie europejskiem, i jakie wywołały pewne nieszlachetne właściwości charakteru narodowego Szwecyi: mściwość, stronniczość, ducha intrygi, buntowniczość, przedajność i lekkomyślność. Szwecya protestancka, a głównie jej szlachta, zamordowała trzech królów swoich: Eryka XIV, Karola XII i Gustawa III, dwóch królów z tronu strąciła: Zygmunta i Gustawa IV, a wreszcie wygnała swą narodową dynastyę dziedziczną, a kraj i koronę oddała czy też sprzedała obcemu oficerowi, napoleońskiemu generałowi, Bernadotte.

W Danii Reformacya wytworzyła naprzód taki stan rzeczy, że, jak powiada protestant, historyk Barthold3, „król i mieszczaństwo stało się w gruncie rzeczy służalcem szlachty," a chłopi wpadli „w psie poddaństwo;" następnie wybuchła gwałtowna rewolucya r. 1660, która wprawdzie złamała potęgę szlachty, ale za to wprowadziła „przez wieki trwający, zasadniczy i prawem obwarowany despotyzm," póki znów nie wybuchła nowa rewolucya w r. 1848, która wstrząsnęła podstawami królewskości i wywołała najzjadliwsze walki stronnicze, jakie do dziśdnia trwają i na przyszłość Danii ponure rzucają światło.

Teraz zaś, ponieważ krajom katolickim jawnie lub skrycie zarzuca się rzekomo częstsze rewolucye, jak gdyby Kościół katolicki przygotowywał rewolucyom grunt podatniejszy, albo mniej siły posiadał do oporu rewolucyom, aniżeli posiada jej protestantyzm, przeto zmuszeni jesteśmy przeciwstawić temu mniemaniu kilka jeszcze uwag, które wykażą rzeczy wręcz temu mniemaniu przeciwne.

Wszak-to Luter, ojciec protestantyzmu, a nie Kościół katolicki, postawił zasadę, że źródłem wszelkiej powagi i prawodawczej władzy jest ogół wiernych (De potestate ecclesiastica l. 445); Luter to wyraźnie pisał w liście do kardynała Cajetana: „Zasadą jest prawa natury, że prawo musi otrzymać sankcyę ze strony tych, co mu mają ulegać i jego słuchać." To też sam nawet prawowierny protestant Dr. Stahl w swej Geschichte der Philosophie des Rechts (cz. I, str. 286) robi następujące godne uwagi wyznanie:

„Już od samych początków nauczano o (protestanckiej) konstytucyi kościelnej, że podług niezmiennego prawa bożego (jure divino) gmina chrześcijańska, jako gmina świętych, musi posiadać najwyższą władzę w sprawach kościelnych. Potem zaś w wielu krajach, zwłaszcza gdzie władza państwowa sprzeciwiała się reformacyi albo kościelnemu panowaniu gminy, tak dalece rozciągnięto tę zasadę, iż utrzymywano, że najwyższą władzę posiada gmina świętych, lud boży w ogólności, i w skutek tego lud ten ma prawo a nawet obowiązek strącać z tronu, sądzić i karać królów, którzy się sprzeciwiają przykazaniom bożym. Z tej nauki wynikły najgwałtowniejsze ruchy w Szkocyi i w Anglii, w Anglii mianowicie stąd wyrodziła się rewolucya państwowa, którą słusznie uważają za przesłanniczkę wielkiej rewolucyi francuskiej, bez względu na głębokie obydwoch rewolucyi różnice."

Stahl ma zupełną słuszność: Independenci i Levellowie w Anglii, Covenanci w Szkocyi zawsze w rozruchach swych rewolucyjnych opierali się na zasadach protestanckiej wiary i moralności; wszak wielka rewolucya angielska w r. 1688 miała za wyraźny swój cel zwycięztwo protestantyzmu. Także i w oderwaniu się Niderlandów główną rolę grały względy religijne protestantów. A przedtem jeszcze czyż tacy Nowochrzczeńcy Münstera i buntowniczy chłopi w Niemczech, tak samo jak węgierscy Malkontenci, polscy Dyssydenci i francuscy Hugonoci, czyż oni wszyscy nie głosili i nie dokonywali rewolucyi i przewrotu na podstawie swej protestanckiej nauki i swego protestanckiego sumienia?

Wobec tych niezaprzeczonych faktów historycznych widział się zmuszonym protestant Leo do następującego wyznania4: „Z pewną słusznością powiedzieć można, że rozwój rewolucyjnych teoryi państwowych był koniecznem, nieodzownem następstwem Reformacyi, i w miarę jak władza świecka przeprowadzała ograniczenia kościelne, pojęcia religijne coraz szersze obejmowały horyzonty."

Jak widzimy więc, protestanci, a z nimi wszelkiego rodzaju nowożytne liberały, podwójnie strzedz się powinni tego kłamliwego mniemania, jakoby katolicyzm był „zarzewiem rewolucyi."

(Ob. Geschichtslügen, Paderborn, 1889, §. 58).

X. W. S.


  1. Nachgelassene Schriften, str. 288. 

  2. Kirche und Kirchen, str. 103. 

  3. Gesch. von Rügen und Pommern. IV, 2, 294. 

  4. Univers. Geschichte, t. IV, str. 153.