Rozwody

I. skopiuj

Według przyjętego zwyczaju, nazwa powyższa oznacza rozerwanie węzła małżeńskiego oraz kontraktu, który należy do istoty małżeństwa i który dla chrześcijan podniesiony został przez Chrystusa Pana do godności sakramentalnej. Rozwód przeto jest czemś zupełnie innem, aniżeli zwykła separacya czyli przerwanie życia wspólnego, separatio quoad torum.

II. skopiuj

Odnośnie do rozwodu, czyli zupełnego rozerwania samego węzła małżeńskiego, nauka katolicka rozróżnia trzy okresy, różnem prawem rządzone.

1-o. skopiuj

Przed Mojżeszem, na mocy prawa pierwotnego, sposobem nadprzyrodzonym ustanowionego przez Boga i zgodnego z duchem jeśli nie z wyraźnymi przepisami prawa naturalnego, małżeństwo jest absolutnie nierozerwalne; wszelki rozwód zatem mógł się dokonywać tylko przeciw woli bożej; nowe śluby rozwiedzionych są poprostu zwykłemi cudzołóztwami i nałożnictwami. Sam Chrystus to zaznaczył, gdy rzekł (Mat. XIX, 8): „Mojżesz dla twardości serca waszego dopuścił wam opuszczać żony wasze, lecz od początku nie było tak," a Bóg, dając Ewę za małżonkę Adamowi, powiada: „Przetoż opuści człowiek oyca swego i matkę, a przyłączy się do żony swey, y będą dwoie w iednym ciele." (Ks. Rodz. II, 24), a w końcu wnioskuje Pan: „a tak już nie są dwoie, ale iedno ciało. Co tedy Bóg złączył, człowiek niechay nie rozłącza." (Mat. XIX, 6).

2-o. skopiuj

„Twardość serca" żydów skłania Boga do złagodzenia pierwotnej surowości prawodawstwa małżeńskiego. Mojżesz pozwala ze swej strony na zwyczaj dawania w pewnych razach listu rozwodowego i na śluby powtórne. Ustępstwo to oczywiście, nie naruszając ścisłego prawa naturalnego, toleruje przecież pewne poniżenie godności małżeństwa oraz pewne obniżenie proroczego jego znaczenia odnośnie do tajemnicy Wcielenia Słowa Bożego i jedności Chrystusa z Kościołem. To też Chrystus, nie potępiając tego prawa w przeszłości, stwierdza jednakże, iż ono nie odpowiada ideałowi, jaki Bóg miał o niem od początku, i zarazem oświadcza, iż na przyszłość nie chce zachowywać tej niedoskonałości w rodzaju ludzkim, który przyszedł odrodzić i wynieść do wyższej doskonałości (Mat. XIX. 4-8).

3-o. skopiuj

Jeśli małżeństwo pierwotne, aczkolwiek nie będące sakramentem, było przecież nierozerwalne, to o ileż sprawiedliwiej nierozerwalnem powinno być małżeństwo chrześcijańskie, zaliczone do rzędu sakramentów, przynoszących łaskę uświęcającą? Na tym punkcie wola Chrystusa Pana jest stanowcza. (Mar. X. nst.; Łuk. XVI. 18; Mat. XIX, 4 nst.; Prw. Rom. VII. 2 nst.; I Kor. VII. 10 nst.).

W razie cudzołóstwa może jedna ze stron otrzymać separacyę życia wspólnego, quoad torum, powiada jeszcze Chrystus (Mat. V. 31), ale bez możności zawierania innego małżeństwa, które w tym razie było tylko cudzołóztwem i niczem więcej. Próżno usiłują dowieść protestanci i inni, że cudzołóztwo jest prawomocną przyczyną do zupełnego rozwodu; tradycya Ojców Kościoła i praktyka Kościoła Rzymskiego, matki i wzoru wszystkich innych, nawet i w tym razie uznają nierozerwalność małżeństwa, chociaż jeden z tekstów Ewangelii (Mat. XIX. 9), w którym jest o tem mowa, wskutek swej zwięzłości jest dosyć niejasny. Sobór Trydencki (Sess. XXIV, can 7) rzuca klątwę na tych, coby się na tym punkcie sprzeciwiali Kościołowi; a w najnowszych jeszcze czasach papież Leon XIII z godnością i siłą wyłożył niezmienną na tym punkcie naukę Stolicy Apostolskiej (Enc. Arcanum).

Aczkolwiek nierozerwalność małżeństwa ustanowił boski Twórca prawa nowego dla samych nawet niewiernych1, to przecież dotyczy, ona przedewszystkiem małżeństwa chrześcijańskiego i za cel swój główny ma dobro wiary i Kościoła chrześcijańskiego. To też św. Paweł Ap. oświadcza (I Cor. VII. 12 nst.), że jeśli w jakiem małżeństwie pogańskiem jedna strona nawraca się do wiary, druga zaś odmawia wspólnego pożycia bez niepokojów i bez krzywdy praw Stworzyciela, wówczas strona nawrócona będzie mogła zerwać małżeństwo poprzednie i zawrzeć nowe. — Taka bezwzględna nierozerwalność jest przymiotem małżeństwa zupełnego, potwierdzonego użyciem praw, jakie ono na obu stronom przyznaje; to też tradycya, przez Sobór Trydencki uświęcona (Sess. XXIII, can 6), przyznaje uroczystej professyi zakonnej moc rozwiązania małżeństwa niezawartego, sed non consummatum; tak samo również taż sama tradycya przyznaje papieżowi władzę — gdy są po temu sprawiedliwe i bardzo ważne przyczyny — orzekania za rozwiązane takiegoż prawowitego lecz nie spełnionego małżeństwa, non consummatum (Cfr. Bened. XIV. Quaest canon. 99. 146, 479.

III. skopiuj

Zarzuty, dotyczące tej nauki, sprowadzić się dają do trzech głównych, względnie do tego, czy mają za przedmiot prawo naturalne, czy prawo boże, czy też prawo kościelne.

1-o. skopiuj

Utrzymują niektórzy, że nierozerwalność małżeństwa żadną miarą nie opiera się na prawie naturalnem; że ona jest mu raczej przeciwna, zważywszy wielkie niedogodności moralne i fizyczne, wynikające z bezwzględnego utrzymania węzła małżeńskiego; że rozwód, gdy jest dopuszczony w małżeństwie, dowodzi lepszego zrozumienia i szczerszego zastosowania pojęcia wolności, podczas gdy nierozerwalność dowodzi raczej przewagi w narodzie teoryi tyrańskich i barbarzyńskich. Główną podstawą małżeństwa jest obopólna zgoda małżonków; z chwilą odwołania tej zgody rozwiązuje się kontrakt małżeński. To wspólne zobowiązanie się może być wieczne w intencyi małżonków, ale nie wobec ścisłości prawa, osobistej bowiem wolności żadna umowa nieodwołalnie odebrać nie może. Ludy, dopuszczające w swem życiu społecznem rozwody, nie są ani mniej moralne ani mniej bogate, od tych, które je odrzucają. Nawet można twierdzić, że sama możliwość rozerwania małżeństwa stanie się jego zabezpieczeniem. Zwyczajna separacya osób i ich majątku nie byłaby zdolna naprawić wielkich niedogodności, wynikających z nierozerwalności węzła małżeńskiego, a dla moralności publicznej tego rodzaju separacya ma daleko więcej smutnych następstw, aniżeli rozwód.

2-o. skopiuj

Powiadają, że prawo boże, zdrowo pojmowane, nie sprzeciwia się rozwodom. Nie tylko Mojżesz albo raczej sam Bóg pozwolił nań w Starym Testamencie, ale nawet w Nowym Chrystus Pan bardzo wyraźnie dopuszcza rozwód w razie cudzołóztwa (Mat. V. 32; XIX. 9), a św. Paweł dopuszcza go w wypadku przyjęcia chrztu przez jednego z niewiernych małżonków (I Cor. VII. 15).

3-o. skopiuj

Co się tyczy prawa kościelnego, to prawo wschodniego Kościoła wyraźnie sprzyja rozwodowi w razie cudzołóztwa, tłómacze zaś biblijni nie wahają się opierać tego prawodawstwa na powadze samego Chrystusa. Co się zaś tyczy prawa zachodniego Kościoła, to ono, rozumie się, rozwijało się w innym kierunku, choć nie u wszystkich prawodawców i nie zawsze, jak tego wyraźnie dowodzi: a) sprzeczne ze sobą orzeczenia i praktyki Ojców Kościoła i Soborów; b) wyroki rozwodowe wydawane przez samą nawet Kuryę Rzymską; c) tożsamość rezultatów, wynikających z prawa kościelnego, które zabrania rozwodu, a władzy duchownej udziela prawo orzekania nieważności małżeństwa, — i rezultatów wynikających z prawa świeckiego, które z całą szczerością uznaje i sankcyonuje rozwody; d) a zatem sprzeczność, jaka w rzeczywistości istnieje pomiędzy bardzo surową zasadą Kuryi Rzymskiej a bardzo pobłażliwą jej praktyką w przedmiocie rozwiązywania małżeństwa; e) dziwna anomalia Kościoła, piorunującego przeciwko ustępstwom ze strony państwa na tym punkcie, a nie mniej jednak okazującego się daleko szerzej patrzącym, aniżeli państwo, przynajmniej odnośnie do bogatych i wielkich tego świata. — Zarzucają wreszcie, że jeśli nierozerwalność małżeństwa mogła znaleść szczególną siłę w wierze religijnej w sakrament małżeństwa i w błogosławieństwie kapłańskiem, to zeświecczenie prawodawstwa rodzinnego i instytucya małżeństwa cywilnego zniosłyby ostatecznie tę jakąś mistyczność i jakieś nadprzyrodzone właściwości małżeństwa. Duchowieństwo francuskie, będące świadkiem unieważnienia pierwszego małżeństwa Napoleona, chętnie akceptowało rozwody między r. 1803 a 1805; duchowieństwo belgijskie obecnie dopuszcza powtórne małżeństwa rozwiedzionych; dlaczegóżby inni księża katoliccy nie mieli naśladować swych poprzedników i swych współbraci?

Na te rozmaite zarzuty odpowiadamy podług porządku:

1-o. skopiuj

Chętnie przyznajemy, że prawo naturalne istotowo i bezwzględnie nie jest przeciwne wszelkim rozwodom; dowodem na to są wspomniane wyżej orzeczenia Mojżesza i św. Pawła. Możliwa to rzecz bowiem, że następstwa rozwodu nie zburzą z konieczności i zupełnie istnienia rodziny i społeczeństwa świeckiego, ich praw, zadań i najświętszego ich dobra, ale jednak chociaż prawo naturalne nie potępia bezwzględnie rozwodów, to je cierpi zaledwie z największą trudnością i w wypadkach największej doniosłości: historya świadkiem, że tylko nierozerwalne małżeństwo poręcza honor życia małżeńskiego, czystość poszczególnych i ogólnych obyczajów, starania i dobre przykłady dzieciom ze strony rodziców należne, spokój rodzin i narodów, i że tym najświętszym obowiązkom małżeństwa nic tak nie zagraża, jak swobodne praktykowanie rozwodów.

Że bywają nieraz wielkie niedogodności z nierozerwalności źle dobranych związków, że bywają nieszczęśliwe stadła małżeńskie wskutek źle dobranych charakterów lub interesów materyalnych, tego nikt przeczyć nie będzie; ale zapytać trzeba, co dotkliwiej narusza wyższe zadania porządku religijnego i społecznego — rozwód czy też małżeństwo stałe i nigdy nierozerwalne? Otóż zdrowy rozum i historya wszystkich czasów najkategoryczniej odpowiadają, że rozwód. Pod wpływem rozwodów obniża się coraz bardziej prywatna i publiczna moralność, znika delikatność obyczajów, ustępując miejsca nieokrzesaniu, znieczuleniu i brutalności; duch wyrachowania i kupiectwa przenika swobodnie do ogniska domowego, a małżeństwo staje się prostym kontraktem towarzyskim w celu nie wiem już jakiej eksploatacyi.

Nigdy więc Kościół katolicki nie będzie mógł brać w tem udziału i zawsze walczyć będzie, jak walczył dotychczas, przeciw temu obrzydliwemu zwyczajowi rozwodów.

Co się tyczy lekarzy i fizyologów, żądających rozwodu w imię zwierzęcej natury człowieka, to przeciw temu ich żądaniu przeciwstawiamy prawa i godność duszy ludzkiej, której nie wolno nigdy składać na ofiarę ciału, i wzywamy ich, aby nam udowodnili, że zasady ich nie prowadzą wprost do usprawiedliwienia częstego, i że tak powiemy, prawidłowego spełniania cudzołóstwa, a także do zastąpienia wszelkiego prawodawstwa małżeńskiego zasadą prostytucyi i miłości wolnej.

I rzeczywiście, rozwody nie są, jak niektórzy utrzymują, znakiem postępu na drogach swobody i niezależności osobistej; są one raczej wynikiem i dowodem nadmiernego wezbrania złych namiętności i przyznania im bezwstydnej swobody; dostrzegać się to daje i u ludów dzikich i u narodów moralnie i religijnie upadłych, nigdy zaś w wiekach wiary, honoru i cnoty; rycerskość i rozwód są dwoma przeciwnymi sobie biegunami; rozwód jest objawem pokrewnym materyalizmowi; oba działają na siebie przyciągająco i nawzajem siebie domyślać się każą; materyalizm zaś jest nieprzyjacielem wolności i przesłańcem tyranii.

Prawda, że kontrakt małżeński zaprowadza wolna wola narzeczonych, — ale wola ta zgadza się z wolą bożą i zobowiązuje się na zawsze, zrzekając się na tym punkcie wolności. Jeśli zaś nie zgadza się na to wola i tylko na czas pewien chce zawierać kontrakt rzeczony, stwarza układ, nie będący już świętym układem małżeńskim. Ale czy wolno w ten sposób zrzekać się swej wolności w małżeństwie? Wolno, bo zgadza się na to i zdrowa filozofia, i teologia katolicka i objawienie chrześcijańskie. Zrzeczenie się wolności woli w małżeństwie tak dalece jest korzystne dla rodziny, dla małżonków, dla dzieci i dla całego społeczeństwa, że nawet w oczach samego utylitaryzmu znaleść łaskę powinno.

Jeśli narody, dopuszczające zasadę rozwodów, rozwijają się tak samo pomyślnie, a niekiedy nawet pomyślniej, aniżeli inne, to dowód tylko, że trucizna moralna nie miała jeszcze czasu wydać swych owoców, albo też, że zanadto jest jeszcze umiejscowiona, by stawała się groźną. Niech się tylko swobodnie rozszerzy, niech całe ciało społeczne obejmie, a wnet zobaczymy odrażające zepsucie upadku rzymskiego lub mahometańskiego. Zresztą, z pomyślności materyalnej nie trzeba wnioskować o pomyślności moralnej, tysiące razy cenniejszej; ani też nie trzeba porównywać narodu dopuszczającego rozwody z narodem takowych niedopuszczającym, ale za to niewiernym innym prawom równie koniecznym. Żeby takie porównanie było słuszne i logiczne, trzebaby brać dwa narody równie wierne wszystkim innym prawom moralnym, i wtedy zobaczyć, czy ten, co dopuszcza rozwody, pozostanie równie cnotliwym, jak ten, który ich nie dopuszcza. Próby takiej nie zrobiono jeszcze i zresztą nie wydaje się ona możliwą, ale zdrowy rozum przyzna, że dowolna zmiana męża lub żony nie jest chyba środkiem uświęcania rodziny i oczyszczania społeczeństwa. Czyż-to nie żart utrzymywać, że wolność rozwodzenia się poręcza jedność małżeńską? W takim razie możnaby myśleć, że zniesienie wszelkich kar prawnych przyczyniłoby się znacznie do poręczenia wierności we wszelkich umowach ludzkich...

Zgadzamy się chętnie, że zwyczajna separacya osób i ich majątku nie zaradza wszelkim niedogodnościom źle dobranych stadeł małżeńskich, że mianowicie utrzymuje w dalszym ciągu niemożliwość zawierania nowych związków małżeńskich, i że tym sposobem bywa powodem nierządu, cudzołóztw i gorszących konkubinatów. Ale i sam rozwód, cokolwiekby czyniono i mówiono, nie obejdzie się nigdy bez ciężkich krzywd dla spokoju społecznego, dla powagi rodziny, dla wychowania dzieci; jeśli ułatwia nowe związki, dzieje się to kosztem związków poprzednich, i ciągłą stanowi prowokacyę do psucia ich i rozwiązywania. Nieprawdą jest zatem, aby następstwa rozwodu były mniej złe, aniżeli następstwa separacyi.

2-o. skopiuj

Prawda, że Bóg za pośrednictwem Mojżesza pozwalał albo raczej tolerował rozwody w Starym Testamencie; ale dostatecznie zaznaczał swą niechęć do tego rodzaju naruszenia pierwotnego porządku. Pewna względność prawodawcy dla pokoleń moralnie osłabionych nie jest zdolna znieść całkowicie jarzma prawa, nie obowiązuje do zaniechania na zawsze swych pierwotnych rozporządzeń; prawodawca może, a nawet w pewnych warunkach powinien usiłować przywrócić ten wyższy poziom doskonałości moralnej, na którym początkowo stali jego podwładni; może on, a nawet powinien starać się roztropnie i mądrze przewyższyć ten poziom pierwotny, coraz wyżej podnosząc sumienie i postępowanie swego ludu. Mógł przeto Chrystus ponownie ustanowić, a nawet udoskonalić pierwotną ideę małżeństwa, i nie mają dziś prawa oskarżać Go ludzie, a z Nim i Kościoła, za tolerancyę, przyznawaną przed czterdziestu wiekami rodzajowi ludzkiemu w upadku.

Niesłusznie też uważanoby myśl Chrystusa Pana o tym ważnym przedmiocie za niepewną lub nie dość jasną. W znanych powszechnie odezwach swoich, które protestanci przeciw nam przytaczają, jakoby dozwolony był rozwód w razie cudzołóztwa, Chrystus twierdzi: 1-o że przeciwny jest zwyczajowi, jaki cierpiał w swem prawodawstwie Mojżesz (Mat. I, 31–32); 2-o że każdy małżonek, dający rozwód swej małżonce, wystawia ją na bezwstyd (Ib. 32); 3-o że każdy człowiek, poślubiający kobietę rozwiedzioną, jest cudzołożnikiem (Ib.). Przypuszcza wprawdzie wyjątek w razie cudzołóztwa, ale a) nie dopuszcza go ani w ogólnem założeniu, gdyż uświęcałby zwyczaj dawny, który chce zreformować; b) ani żeby uprawnić powtórne związki, gdyż stanowczo powiada, że wszelkie związki z rozwiedzioną są cudzołóztwem; c) lecz czyni ten wyjątek jedynie, aby dozwolić na zwyczajną separacyę osób co do ciała. Rzeczywista myśl Chrystusa Pana jest taka: stanowczy i ostateczny rozwód z żoną jest zabroniony, gdyż środek ten wystawia ją na nierząd, jeśli jednak wpadła ona już w nierząd przez cudzołóztwo, to przez dalsze jej utrzymywanie przy mężu nie należy do ogniska rodzinnego wprowadzać niebezpieczeństwa niemoralności, i skutkiem tego pokrzywdzony małżonek może ją odprawić. Co do takiego tłómaczenia rozwodu nie pozostawiają najmniejszej wątpliwości teksty św. Marka (X, 11–12) i św. Łukasza (XVI, 18), wypowiadające naukę Mistrza bez tego zastrzeżenia o wypadku cudzołóztwa. Bardziej stanowczym, jeśli to być może, przeciwnikiem rozwodów między chrześcijanami jest św. Paweł w I Liście do Koryntyan (VII, 10–11), i to dla tego, że małżeństwo chrześcijan stało się sakramentem i w tem nadprzyrodzonem uświęceniu znalazło swe odnowienie i niezaprzeczone potwierdzenie swej naturalnej pierwotnej nienaruszalności. — Co się tyczy małżeństwa między poganami, to zachowuje ono niewątpliwie moc i nienaruszalność małżeństwa pierwotnego, ale bez tej nadwyżki, jaką mu nadaje między chrześcijanami godność sakramentalna. Jeśli się zaś zdarzy, że jeden z małżonków sam się nawróci do chrystyanizmu, a drugi nie zechce nie tylko się nawrócić, ale nawet wspólnie z nim mieszkać spokojnie, bez krzywdy dla jego Boga i bez wielkiego niebezpieczeństwa dla jego duszy, wówczas na mocy przywileju, ustanowionego lub przynajmniej ogłoszonego przez św. Pawła (I Cor. VII, 15), nawrócony małżonek może zawrzeć nowe związki małżeńskie z osobą również ochrzczoną, a tym sposobem zerwać węzeł swego pierwszego małżeństwa. Przywilej ten jednak nie istnieje w małżeństwie sakramentalnem, ważnem i umocnionem przez używanie praw, jakie małżeństwo przyznaje.

3-o. skopiuj

Że heretycy, wszelkich odcieni protestanci i legiści, Kościołowi katolickiemu przeciwni, uznają rozwód za prawomocny w razach cudzołóztwa, że ich egzegeci powołują się na znany tekst św. Mateusza (XIX, 9), któryśmy powyżej roztrząsnęli, to cóż to może znaczyć przeciw nauce Kościoła rzymskiego? Czyżby do osłabienia jego nauki wystarczało samo przeczenie i rokosz? W takim razie żaden z jego dogmatów, żadna z jego zasad nie byłaby nienaruszalna, gdyż nie było żadnej dotychczas, którejby raz przynajmniej nie napastowano. Powaga zasad Kościoła skądinąd idzie, aniżeli ze zgodności opinii publicznej z jego postanowieniami; pochodzi ona od samego Boga, w którym posiada pierwszorzędne i niepokonalne poręczenie.

Nawet i na Zachodzie, przyznajemy to otwarcie, bywały nieraz w wielu krajach — zwłaszcza w epokach niewiedzy lub moralnego osłabienia — pewne złowrogie niedomagania umysłu lub serca na punkcie rozwodów. Skutkiem dziwnej jakiejś niewiadomości lub powolności wobec gwałtownej często woli możnych tego świata, niektórzy pisarze, niektórzy biskupi, a nawet niektóre sobory partykularne zgadzały się na rozwód z tytułu cudzołóztwa, ale historya świadczy, że działo się to zawsze przeciw woli Stolicy Apostolskiej. Papież zawsze podtrzymywał świętą nierozerwalność rodziny, i to nie dla jakiegoś widzimisię lub wyrachowania, ale ze względu na prawa i obowiązki, jakie drogą tradycyi otrzymał od Boga i Apostołów. Tak, tradycya przyznaje papieżowi w pewnych okolicznościach prawo rozwiązywania małżeństwa, zawartego prawnie, ale nie potwierdzonego faktem; taż sama tradycya przyznaje też samą skuteczność uroczystej professyi zakonnej, złożonej we właściwie zwanym zakonie. Jednakże zauważyć trzeba, że są to wypadki bardzo określone i bardzo rzadkie, zdarzające się pięć lub sześć razy może rocznie w całym świecie. Bywają, przyznajemy to jeszcze, wypadki unieważnienia małżeństwa, ale unieważnienie to przyznaje się dla tego, że władza kościelna po starannem zbadaniu okoliczności przychodzi do przekonania, że w wypadkach tych małżeństwo w rzeczywistości wcale nie istniało. Wobec tego zaś, czy ma się prawo utrzymywać, że Kościół katolicki jest w praktyce przychylniejszy rozwodom, aniżeli te państwa nowożytne, które przyznają tysiące rozwodów rocznie, i to dla przyczyn, jeśli nie liczniejszych, to w każdym razie nieskończenie mniej poważnych? Gdzież tu jest sprzeczność pomiędzy nauką a postępowaniem Kościoła? Alboż-to Kościół oświadcza kiedy, że nie wolno się rozwodzić z pewnego jakiegoś tytułu, a później daje rozwód z tegoż samego tytułu? Kiedy wyrzuca nowożytnym rządom, że zaprowadziły przychylne rozwodom prawodawstwo, czyż to czyni przez zazdrość lub przez upór wyłącznego wykonywania władzy, którą sobie przywłaszczył w czasach barbarzyństwa? Nie, czyni to, przeciwnie, z tego powodu, że małżeństwo chrześcijańskie, święte i sakramentalne, może w istocie swej zależeć jedynie od boskiej władzy swego założyciela? Bogaci i ubodzy równi są w tem wobec Kościoła, i oszczerstwem jest mówić, że Kościół przyznaje rozwód jednym, a odmawia go drugim.—By się o tem przekonać, dość przejrzeć postanowienia Kongregacyi Soboru, albo wyroki Kuryi Rzymskiej, stale ogłaszane w Acta Sanctae Sedis.

Napróżno nowożytna niewiara odmawia religijnego i sakramentalnego charakteru małżeństwu chrześcijańskiemu; napróżno ogłasza je jako zeświecczone i cywilne; napróżno burzy wiarę narodów w jego nadprzyrodzoną godność; rzecz pozostaje tem czem jest; małżeństwo nie przestaje być nierozerwalnem, rozwód — grzesznym, a sama tylko władza duchowna — władzą właściwą w sprawach rozwodu małżonków.

Wobec tego nic nie znaczą pewne uchybienia, dopuszczone w latach 1803—1805 w niektórych dyecezyach francuskich, a zwłaszcza w dyecezyi Paryzkiej w przedmiocie rozwodu Napoleona I, lub gdziekolwiek indziej po świecie niekiedy widziane: Rzym nigdy nie przyłożył ręki do powtórnych związków wielkiego Cesarza; papież Leon XIII w encyklice Arcanum z d. 10 Lutego 1880 r. twierdzi, że Pius VII mężnie się w tem oparł Napoleonowi, uniesionemu powodzeniem i wielkością swego cesarstwa; a sam Pius VII, pisząc w r. 1813 do Józefiny, nazywał Napoleona jej mężem, votre époux. Wszelkie zaś inne uchybienia w przedmiocie rozwodów, jeśliby się kiedy indziej po świecie działy, są zwykłem ciężkiem nadużyciem, prawu kościelnemu przeciwnem i przez Kościół rzymski potępianem.

Wreszcie, to co się mówi o przyjęciu prawa rozwodowego przez duchowieństwo belgijskie, więcej w tem liberalne od samego nawet duchowieństwa francuskiego, to trąci wielką niedokładnością. Duchowieństwo belgijskie, tak samo jak każde inne, uważa rozwód za zbrodnię i za zgorszenie, a zawarte po nim związki małżeńskie, za nałożnictwo i jawne cudzołóztwo. Tylko że, stając na stanowisku, na jakie nie wszyscy może zgodziliby się duchowni, duchowieństwo belgijskie uważa, iż ma prawo upoważniać sędziów i merów do przeprowadzenia rozwodów przy zawiązywaniu powtórnych małżeństw, które ono uznaje tylko jako małżeństwa cywilne, pomijając w tem kwestyę sumienia i wiary, co do których wszyscy szczerzy katolicy są najzupełniej ze sobą zgodni.

(Prw. Lehmkuhl, Theologia moralis, t. II; Baudier, Le divorce et la conscience; Perrone, De matrimonio christiano; art. Małżeństwo w niniejszym Słowniku, a zwłaszcza wspomnianą wyżej encyklikę Arcanum). (Dr. J. D.).

X. W. S.


  1. Prw. Pius VI, ad Ep. Agriae, 11 Czerwca 1789, i Syllabus Piusa IX prop. 67.