Spowiedź
I. skopiuj
Spowiedź, o której tu mowa, jest spowiedzią sakramentalną, to jest wyznaniem grzechów przed kapłanem, obdarzonym władzą, do ich odpuszczenia konieczną. Spowiedź zatem jest ważną częścią sakramentu pokuty, a z innemi częściami tegoż sakramentu — ze skruchą, z rozgrzeszeniem i z zadosyćuczynieniem — tak ściśle się łączy, że się ją częstokroć bierze za cały sakrament; skoro się bowiem wyznaje swe grzechy, wyznaje się je z żalem i w tym celu, aby otrzymać ich rozgrzeszenie i czynić za nie pokutę. — Spowiedź sakramentalną można czynić i rzeczywiście czyniono dwojako: 1-o publicznie i uroczyście, 2-o prywatnie, w tajemnicy, do ucha kapłana: w pierwszym razie nazywa się ona spowiedzią publiczną, w drugim — spowiedzią prywatną czyli uszną. Dobrze jest wiedzieć także, iż w języku wielu dawnych teologów i pisarzy, spowiedzią publiczną zwała się także spowiedź wobec Kościoła; spowiedzią zaś prywatną — spowiedź Bogu lub przed Bogiem czyniona1. Spowiedź prywatna czyli uszna bywała zawsze w najpowszechniejszem użyciu, a od wielu wieków ona sama tylko jest w zwyczaju, o niej też głównie mówić tu będziemy, jakkolwiek większość naszych tu uwag może się stosować i do spowiedzi publicznej.
II. skopiuj
Urzędową, że tak powiem, teoryę spowiedzi obszernie i dokładnie wyłożył Sobór Trydencki, podług którego sprowadza się ona do następujących prawd poszczególnych: 1-o. Cnota pokuty była zawsze i zawsze będzie konieczna do otrzymania odpuszczenia grzechów uczynkowych czyli dobrowolnych. 2-o. Przed ustanowieniem sakramentów św. przez Chrystusa Pana, a i potem jeszcze, dla ludzi, będących w materyalnej niemożności przyjmowania sakramentów św., cnota pokuty musi być uważana za środek przez Boga podany do odzyskania stanu łaski, ile razy bowiem dosięga ona najwyższego stopnia rozwoju, t. j. stopnia skruchy doskonałej, tyle razy niszczy w duszy grzech śmiertelny i rozlewa w niej nadprzyrodzone życie łaski uświęcającej. — 3-o. Kiedy Chrystus ustanowił sakramenta św., czyli te zewnętrzne i widzialne znaki udzielanej nam łaski, chciał, aby jeden z tych znaków symbolizował i, że tak powiem, ześrodkowywał w sobie skuteczność cnoty pokuty, tak dalece powiększając zresztą jej wartość, że niższy stopień tej cnoty, żal mniej doskonały (attritio) wystarcza do sakramentalnego odpuszczenia grzechów śmiertelnych, aczkolwiek żal ten poza spowiedzią sam przez się nie wystarcza do zgładzenia grzechu śmiertelnego.—4-o. Udzielając nam tego nowego i bardzo znacznego ułatwienia w sprawie odrodzenia naszego do życia łaski uświęcającej, Zbawiciel nasz wkłada na nas nowe zobowiązanie: każdy grzesznik, będąc już ochrzczonym, choćby miał nawet najdoskonalszą skruchę, dla otrzymania przebaczenia za swe ciężkie winy jest obowiązany użyć tego środka sakramentalnego, ustanowionego przez Chrystusa Pana, a przez Kościół zwanego sakramentem pokuty; jeśli nie będzie go mógł otrzymać, wówczas skrucha doskonała nie omieszka sprowadzić właściwego sobie skutku dla duszy, ale i w tym nawet razie sakrament pokuty nie będzie tu bez pewnego wpływu, w tem mianowicie znaczeniu, że skrucha doskonała zamyka w sobie, domyślnie przynajmniej, postanowienie zachowania wszystkich przepisów prawa bożego, a tem samem i przepisu spowiedzi jakoteż wszystkich środków przez Boga ustanowionych do wydobycia się z grzechu.—5-o. Każdy z siedmiu sakramentów ma swój odrębny charakter, zastosowany do właściwego mu celu. Sakrament pokuty, przeznaczony do naprawiania strasznych skutków przekroczenia przykazań bożych i do przywracania prawowitego porządku, przez grzech naruszonego, otrzymał od Chrystusa organizacyę czysto sądową; minister sakramentu czyli sprawujący go kapłan jest więc sędzią sumień ludzkich, a grzesznik sam jest swoim oskarżycielem, i do pewnego stopnia, przez szczere wyjaśnienie swego grzechu, — swoim własnym obrońcą; spowiednik bada i roztrząsa sprawę: wydaje wyrok rozgrzeszenia, jeśli penitent wypełni konieczne warunki, a odmawia rozgrzeszenia wtedy, kiedy warunki te nie są spełnione; wreszcie nakłada karę, odmierzoną podług zasad roztropnej sprawiedliwości; kara ta jest zadosyćuczynieniem czyli pokutą sakramentalną, mającą służyć do przebłagania Boga za grzechy wyznane. Chrystus więc odnośnie do spraw sumienia, do t. zw. forum internum, ustanowił prawdziwy trybunał sądowy, gdzie w Jego imieniu i pod boskim wpływem Ducha św. wykonywa się sprawiedliwość i miłosierdzie. — 6-o. Ale z tego wynika, że spowiedź bezwzględnie należy do istoty sakramentu pokuty; bez wyznania bowiem grzechów ze strony grzesznika, wyznania dokładnego i o ile można z oznaczeniem gatunku i liczby grzechów, usposobienia obecnego i postanowień na przyszłość, gdzież znalazłyby się pierwiastki, do tego sumieniowego procesu konieczne? Czyż sędzia wówczas nie byłby zmuszony wygłaszać wyroku na ślepo, albo powtarzać zawsze jedno i to samo? A w takim razie czy byłby on sędzią prawdziwym? Oczywiście, że nie, i spowiedź przestałaby być tem, czem ją ustanowił Chrystus. — 7-o. Niemasz bowiem najmniejszej wątpliwości, że Zbawiciel nadał spowiedzi formę sądową, którąśmy przed chwilą w głównych przedstawili rysach. Chrystus, powiada Sobór Trydencki, wtenczas ustanowił sakrament pokuty, gdy powstawszy z martwych, tchnął na ucznie swe i rzekł: „Weźmijcie Ducha świętego; których odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a których zatrzymacie są zatrzymane." (Jan. XX. 22—23). Już poprzednio był im powiedział: „Cobyście kolwiek związali na ziemi, będzie związano y na niebie, a cobyście kolwiek rozwiązali na ziemi, będzie rozwiązano y w niebie." (Mat. XVIII, 18). Do Piotra zaś, głowy Apostołów, biskupów i wszystkich kapłanów, do Piotra, który może innym przekazywać wykonywanie swej jurysdykcyi zarówno wewnętrznej jak zewnętrznej, powiedział: „Y tobie dam klucze królestwa niebieskiego, a cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związano y w niebiesiech." (Mat. XVI. 19). Temi słowy Chrystus, który jako Bóg ma wszelką moc, a zwłaszcza moc gładzenia grzechów i ich następstw, udzielił Kościołowi władzę kluczy, bez której nikt nie wchodzi i nie mieszka w królestwie niebieskiem, dał ogólną władzę związywania i rozwiązywania dusz, dla których niema prawdziwszej niewoli nad niewolę grzechu śmiertelnego, władzę odpuszczania lub nieodpuszczania grzechów, dawania lub odmawiania rozgrzeszenia. A czyż może Kościół związywać lub rozwiązywać bez rozpoznania rzeczy? Czyż ma odpuszczać lub zatrzymywać, nie wiedząc co czyni? Czyż może używać władzy wprowadzania do królestwa niebieskiego lub zeń wykluczania, nie zbadawszy uprzednio, na co ktoś z tych dwojga rzeczy zasłużył? Oczywiście, że nie; a zatem, spowiedź jest z prawa bożego istotową częścią sakramentu pokuty; miał przeto prawo wielki sobór XVI w. rzucać klątwę kościelną na tych, którzyby się ośmielili przeczyć konieczności spowiedzi sakramentalnej do całkowitego i zupełnego odpuszczenia grzechu, albo też zaprzeczać boskiego ustanowienia spowiedzi i konieczności jej z prawa bożego, albo zgodności spowiedzi prywatnej i tajemnej z ustanowieniem i zaleceniem ze strony Chrystusa Pana, albo zaprzeczać wynikającego z prawa bożego obowiązku wyznawania szczegółowo wszystkich grzechów śmiertelnych, które sobie ktoś po pilnem zbadaniu swego sumienia przypomina, — tych nawet grzechów, które były spełnione tajemnie i najzupełniej wewnętrznie, nawet okoliczności, gatunek grzechu zmieniających, albo wreszcie ktoby przeczył powszechności i prawomocności obowiązku, jaki na wszystkich wiernych wkłada IV Sobór Lateraneński, spowiadania się raz w rok przynajmniej.— 8-o. Zauważmy jeszcze, że konieczną było rzeczą, aby Chrystus nie wszystkim wiernym udzielał władzy kluczy, to znaczy władzy rozgrzeszania pokutujących grzeszników, lecz samym tylko apostołom, ich uczniom i ich następcom, biskupom i kapłanom, zostającym pod hierarchiczną władzą Piotra i jego spadkobierców. Na tym punkcie Pismo św. jest bardzo wyraźne; tłómaczenie odnośnych tekstów biblijnych jest ustalone przez niewątpliwą tradycyę, a Sobór Trydencki potwierdza je swą nieomylną powagą, gdy mówi: „Wyklęty niech będzie ten, ktoby mówił, że nie sami tylko kapłani są ministrami rozgrzeszenia, albo że rozgrzeszenie sakramentalne, przez nich udzielone, nie jest aktem jurysdykcyi, lecz prostego urzędu ogłaszania i orzekania, że penitentowi zostały grzechy odpuszczone!"2. — 9. Do powyższych szczegółów teologowie dodają inne jeszcze uwagi, ułatwiające zrozumienie omawianego tu przedmiotu. Uważają oni, że wrodzone jest człowiekowi okazywanie żalu za pomocą wyznania swych błędów, zwłaszcza gdy ma do naprawienia zgorszenie lub wyrządzoną przez się krzywdę; że następnie w pierwszych dniach świata odbyła się spowiedź grzechu pierworodnego (Ks. Rodz. III, 9—13) i pierwszego bratobójstwa (IV, 9—10); że spowiedzi takiej niejakie ślady znajdujemy w prawodawstwie mozaicznem (Kapł. V. 5—6; Liczb. V, 6, 7; Mat. III. 6; Mar. V, 6—8; etc.); że o tej spowiedzi czyni wzmiankę Nowy Testament (Dz. Ap. XIX, 19; Jak. V. 16; I Jan. 1, 9), i że tradycya doskonale znała spowiedź jako rzecz konieczną i z prawa bożego wykonywaną3.
III. skopiuj
Obaczmy pokrótce, jakie tej nauce katolickiej stawiają zarzuty przeciwnicy.—1-o. Najważniejsze zarzuty są natury dogmatycznej: jeśli spowiedź jest obowiązkowa, to odpuszczenie grzechów stało się w chrystyanizmie daleko trudniejsze, aniżeli było dawniej. Chrystus bowiem chce, aby grzechy były odpuszczane nie przez samych tylko kapłanów, ale przez ogół wiernych, nie przez szczegółowe oskarżenie każdego grzechu z osobna, ale przez ogólne wyznanie wszystkich grzechów razem: władza kluczy, władza związywania i rozwiązywania należy do całej społeczności, nie zaś do tego lub owego indiwiduum i t. d.
Na to odpowiadamy: Nie, nie trudniej, ale łatwiej dziś, niż dawniej bywało, otrzymywać przebaczenie grzechów; dawniej nie wystarczał żal mniej doskonały (attritio), a dziś wystarcza do odpuszczenia grzechów na spowiedzi; żal zaś doskonały (contritio), jak wystarczał dawniej, tak i dziś jeszcze wystarcza bez spowiedzi, aczkolwiek, jakeśmy wyżej powiedzieli, istnieje dziś nowe prawo, prawo spowiedzi, które poprzednio nie istniało; prawo to jest najłatwiejsze do spełnienia dla skruszonego grzesznika i wcale nie zawiesza zbawiennej skuteczności żalu doskonałego. — Następnie, władza kluczy, prawo związywania i rozwiązywania powierzone zostało mocą bożą nie całemu ogółowi chrześcijańskiemu, nie ludowi wiernemu, lecz dane było Piotrowi osobiście, później ciału apostolskiemu, wreszcie następcom Piotra i kapłaństwu katolickiemu, przedstawicielom i urzędowym wysłańcom Chrystusa, w których się uwiecznia sakramentalna władza apostołów. — Ogólna i niedokładna spowiedź, jakąby chrześcijanie wobec siebie samych wzajem wykonywali, może byś jakąś pobożną, rzewną i budującą ceremonią, ale nigdy nie będzie stanowiła tego procesu sądowego, jaki Zbawiciel ustanowił dla wyznawania grzechów, dla ich roztrząsania i wydawania wyroku, który ma skruszyć lub nadal utrzymywać więzy grzechowe. Jeśli Chrystus ten a nie inny wybrał sposób odpuszczenia nadal grzechów ludzkich, nie ma nikt prawa pytać, dlaczego tak uczynił, tem bardziej, że każdy łatwo może stwierdzić zgodność tego rozporządzenia z ogólnym planem, jaki zaprowadził Chrystus dla nadprzyrodzonego życia swych wiernych, a jaki wymaga, aby wszystko co życie to wytwarza, przywraca lub rozwija, było dotykalne, widoczne, niezaprzeczalne, publiczną, że tak powiem, pieczęcią nacechowane, z czego znów dla grzeszników wynika pewność i słodka pociecha, nigdzie po za spowiedzią nieznajdowana, że tą drogą powracają od grzechów do łaski i do przyjaźni z Bogiem. — 2-o. Filozoficznie przedstawiano nieraz spowiedź, jako praktykę nieznośną, tyrańską, a moralnie poprostu niemożliwą, jako źródło bardzo ciężkich nadużyć i nieznośnego wdzierania się w zakres życia rodzinnego i państwowego, jako wymysł papieży, biskupów i księży, pragnących dojść do powszechnego panowania nad światem, co jest, jak powiadają, nieustannem ich dążeniem.
Że spowiedź jest aktem bardzo przykrym, dziwić się temu nie można, skoro jest ona aktem nawrócenia, przebłagania, pokuty, skoro jest istotową częścią sakramentu, ustanowionego dla odpuszczenia grzechów. Czyżbyśmy chcieli, aby grzesznikowi przebaczano grzechy bez najmniejszego z jego strony cierpienia i umartwienia? Z drugiej znów strony nie należy przesadzać w przedstawianiu trudności spowiedzi tajemnej i usznej; od wieków spowiadają się wszyscy katolicy przynajmniej w pewnych okolicznościach życia, a praktyka ta wydaje się nieznośną tym tylko, którzy jej zaniechali dlatego, że nie mają odwagi porzucić swych grzechów, ale tacy powinniby się uskarżać nie na przygniatający ich ciężar spowiedzi, lecz jedynie na trudność swego nawrócenia się i pokuty w ogólności. Zbawiciel świata, ustanawiając tę szczególną formę rozgrzeszenia i duchowego zmartwychwstania, mógłby był z niej uczynić rzeczywisty ciężar pokuty ogólnej, gdyż jako pan swych darów miłosierdziu swemu może stawiać jakie chce warunki, a jednak tego nie uczynił; i owszem, przez spowiedź wypełnił niedostateczność naszego żalu mniej-doskonałego, w osobie spowiednika zebrał przymioty ojca, lekarza, pana, przewodnika i pocieszyciela pokutującego grzesznika, a nawet grzesznika nie pokutującego jeszcze, lecz nie mającego dosyć siły do żałowania lub do powstania z upadków, tak iż korzyści i pociechy spowiedzi o wiele przewyższają niesmak jej i przykrości. Filozofowie pogańscy, taki Sokrates naprzykład, Pytagoras, Seneka, jakkolwiek w wyznawaniu błędów mogli widzieć tylko zwyczaj ludzki, pochwalali go jednak głośno i zalecali go swym uczniom. Luter i zwolennicy artykułów wiary Augsburskiej nie myśleli całkowicie znosić spowiedzi, lecz czynili ją dowolną, a jakkolwiek zmienili uprzednio jej sakramentalny charakter, niemniej jednak zalecali ją bardzo ludowi. I dziś jeszcze puzeiści angielscy i pewne grupy luterskie w Niemczech próbują wznowić dawny zwyczaj spowiedzi. — Prawda, że z okazyi spowiedzi mogą wynikać i niekiedy rzeczywiście wynikają nadużycia, ale czystym sofizmatem byłoby zaprzeczać z tego powodu boskości instytucyi spowiedzi i jej konieczności. I dziwny to objaw doprawdy, że ci sami pisarze, którzy dziś starannie zbierają a często nadmiernie rozdymają nadużycia spowiedzi, bardzo się strzegą z jednej strony powiedzieć, że Kościół katolicki rozwija największą surowość w karaniu tych nadużyć (Bened. XIV Constit. Sacramentum Poenitentiae), a z drugiej strony okazują wielką wyrozumiałość wobec gorszących książek i dzienników, wobec teatrów i zebrań światowych, wobec najniebezpieczniejszych pod względem moralnym praktyk magnetyzmu i hypnotyzmu, tak iż miałoby się wszelkie prawo przypuszczać, że tyle żałów przeciw spowiedzi pochodzi wyłącznie z tej zapory, jaką ona stawia szerzeniu się złego. Co się zaś tyczy rzekomego wdzierania się spowiedników do kół rodzinnych i sfer państwowych, to wystarczy zauważyć, że i rodzina i państwo tak samo należą do zakresu władzy bożej, jak osobiste sumienie każdego; że człowiek zatem ma do spełnienia obowiązki jako członek rodziny i jako obywatel państwa, że w tym podwójnym charakterze może grzeszyć ciężko, i że w takim razie jest na mocy prawa bożego obowiązany wyznawać swe winy zarówno społeczne jak osobiste, a jednak przez to spowiednik wcale się nie wdziera w zakres spraw, przechodzących jego jurysdykcyę. — Alboż-to spowiedź wymyślili papieże, biskupi i księża? Jeśli ją wymyślili, to czemuż się jej sami poddają? Czemuż nie myślą, czemuż kiedykolwiek nie myśleli, że mają prawo uwolnić się sami od uciążliwości tej przykrej praktyki? Czemu naprzykład drobne sekty wschodnie, które się już w piątym wieku oddzieliły od Kościoła rzymskiego, zachowują najzupełniej tę samą co my o spowiedzi naukę i to samo jej praktykowanie? Kiedyż-to więc i jakąż nieobliczoną siłą księży, jaką niepojętą uległością ludów ustaliła się w świecie ta niewygodna dla wszystkich instytucya spowiedzi, i przyjęta była za boską i do zbawienia konieczną? I jacyż-to księża znaleść się mogli tak dalece, jak powiadają, ambitni, a w rzeczywistości tak dalece niepomni na swój wypoczynek, na swoją swobodę, na swój spokój duchowy, żeby się wiązać taką praktyką, której brzemię nie będzie nigdy tak ciężkie i nieprzyjemne dla penitentów, jak jest ciężkie i przykre dla spowiedników?
3-o. Jednakże przeciwnicy spowiedzi sakramentalnej sądzą, że wiedzą gdzie, kiedy i przez kogo była wymyślona i ludom narzucona spowiedź. Wynalazcami mają być papież Leon I w wieku V, lub też IV Sobór Lateraneński w XIII w., gdyż ani sobór, odbyty w Chalon w 813 r., ani mnóstwo kanonistów i teologów wcześniejszych od Innocentego III nie uważało spowiedzi, za obowiązującą na mocy prawa bożego, sławni zaś tacy mężowie, jak Hugo od św. Wiktora, Aleksander z Hales i święty Bonawentura z pośród łacinników, patryarcha zaś Nektaryusz Konstantynopolitański i sławny jego następca Jan Chryzostom działali i mówili z tem widocznem przekonaniem, że ta spowiedziowa praktyka była pochodzenia czysto kościelnego.
Tymczasem, rzeczywista prawda o tym fakcie jest taka: Św. Leon Wielki (Ep. 80, al. 104) mówi o zaniechaniu spowiedzi publicznej, uroczystej, dokonywanej wobec całej społeczności chrześcijańskiej; wykazuje niedogodności takiej spowiedzi, zwraca uwagę, że spowiedź taka nie jest z ustanowienia apostolskiego, a skutkiem tego może być zaniechana; ale co do spowiedzi tajemnej i sakramentalnej, to takowej nie ustanawia, zachowuje ją tylko i stwierdza jej widocznie boską skuteczność w odpuszczaniu grzechów. — Sobór w Chalon r. 813 wyraża przekonanie pewnych tylko ludzi, którzy uważają za rzecz dostateczną wyznawać swe grzechy samemu tylko Bogu; ale następnie twierdzi, że Kościół święty naucza, iż należy wyznawać je kapłanom, jak-to od początku nauczał św. Jakób Apostoł, Secundum institutionem Apostoli (Jak. V. 16). Źle rozumiany i źle przytaczany soborowy ten kanon był powodem niektórym pisarzom, między IX a XII w. żyjącym, do sądzenia, że nauka kościołów wschodnich różniła się na tym punkcie od nauki Kościoła rzymskiego, i że może mogła nie uznawać spowiedzi za nieodzownie konieczną, zwłaszcza jeśli się zważy skuteczność skruchy doskonałej do odpuszczenia grzechów. Wahania jednak wszelkie ustały z IV Soborem Lateraneńskim, który wcale nie potrzebował zaprowadzać na nowo tego, co istniało w Kościele od początku, lecz który stwierdził konieczność odwiecznej w Kościele spowiedzi i nakazał wykonywanie jej przynajmniej raz do roku. Odtąd, podług uwagi św. Tomasza z Akwinu (in. IV, dist. 7, exposit. text.) opinia przeciwna boskości spowiedzi, albo przynajmniej jej konieczności na mocy prawa bożego, musiała być uważana za heretycką. Błędu tego nie uczył ani św. Bonawentura, ani nauczyciel jego Aleksander z Hales, ani przed nimi Hugo od św. Wiktora; a jeśli ci wspominają niekiedy o ustanowieniu spowiedzi przez Kościół, rozumieją przez to oczywiście ogłoszenie jej i kanoniczne uregulowanie, a zwłaszcza nieomylną naukę apostołów i ich następców o istotowej łączności, jaka wiąże spowiedź z wykonywaniem władzy kluczy i z sakramentalnem odpuszczeniem grzechów. — Co do faktu patryarchy Nektaryusza z r. 390, to rzecz się tak miała: jakiś fakt spowiedzi publicznej wywołał opłakane zgorszenie w Kościele konstantynopolitańskim; aby przeszkodzić ponowieniu się zgorszenia, Nektaryusz zniósł urząd penitencyaryusza i zabronił pokuty publicznej; miał zaś prawo do takiego zarządzenia, gdyż dotyczyło ono tylko instytucyi czysto kościelnej; był-to może środek nieco zanadto bezwzględny, ale nic nie zmienił w tem, co się przedtem czyniło i co się później czynić nie przestało dla szczegółowego i tajemnego administrowania sakramentu pokuty. — Św. Jan Chryzostom, który tak samo jak Nektaryusz zdawał się być żywo dotkniętym opłakanem zajściem, tak wymownie wychwalał korzyści i ułatwienia spowiedzi usznej w porównaniu ze spowiedzią publiczną, iż protestanci sądzili, że znaleźli w nim obrońcę spowiedzi, czynionej samemu Bogu; tłómaczenie to wszakże nie wytrzymuje krytyki wobec uważnego i bezstronnego zbadania tekstów, z których wynika, że wielki Doktor Kościoła tak samo tu, jak na innych punktach, jest najzupełniej zgodny z tradycyą katolicką. Zresztą, trudności te znajdzie czytelnik obszerniej traktowane w artykule następnym.
Prw. Schwane. Dogmengeschichte, t. II; Siemers. Die Sakramental Beichte.
(J. D.).
X. W. S.
-
Prw. Palmieri, De Poenitentia, th. 34; ob. także art. następny Spowiedź w pierwszych wiekach Kościoła. ↩
-
Odnośnie do wszystkiego, co się wyżej rzekło, porównaj Sess. XIV Soboru Trydenckiego, cap. I—IV i Can. I—X. ↩
-
Prw. Wildt art. Beicht we fryburskim Kirchenlexicon'ie. ↩