Spowiedź sakramentalna w pierwszych wiekach kościoła
Pomiędzy katolikami a protestantami żywo bywa roztrząsane pytanie historyczne, czy Kościół w pierwszych wiekach uczył o spowiedzi sakramentalnej i czy wierni takową praktykowali.
Kto uważnie roztrząsa świadectwa tradycyi, łatwo się przekonywa, że ze spowiedzią sakramentalną tak samo się rzecz ma, jak z innemi prawdami wiary katolickiej; że mianowicie pierwiastek prawdziwie dogmatyczny, z natury swej konieczny i niezmienny, nie uległ w Kościele żadnej zmianie; sam tylko pierwiastek karny, oddany pod władzę Kościoła, przyjmował rozmaite kształty podług wymagań rozmaitych miejsc i czasów. — Innemi słowy, od początków chrystyanizmu Kościół katolicki nauczał dogmatu spowiedzi sakramentalnej, praktyka zaś, jakiej się wówczas trzymano, różniła się od praktyki dzisiejszej jedynie w drugorzędnych szczegółach, które nie szkodzą samej istocie sakramentów.
Celem lepszego uwydatnienia tej prawdy 1-o wyłożymy to, co na tym punkcie sądzą przeciwnicy, a czego naucza Kościół katolicki;—2-o udowodnimy teoretyczną i praktyczną wiarę dawnego Kościoła w przedmiocie spowiedzi sakramentalnej;— 3-o odpowiemy na zarzuty przeciwników.
§ 1. Stan odnośnych sporów pomiędzy protestantami a katolikami. skopiuj
I. Zdanie protestantów. skopiuj
Protestanci w następujący sposób tworzą historyę spowiedzi w Kościele starożytnym1: Podług nauki dawnego Kościoła o spowiedzi, grzesznik wyznawał publicznie grzech kanoniczny, przez który wpadał w ekskomunikę. Spowiedź tę uważano tylko za wstęp do pokuty publicznej i uroczystej, która z tego powodu zwała się ἐξομολόγησις. — Niekiedy także grzesznicy wyznawali dobrowolnie przed zgromadzonym ludem pewne swe grzechy, które im obciążały sumienie2. Ten rodzaj spowiedzi, gorliwie zalecany przez Orygenesa (Homil. II in ps. 37) był pierwszym krokiem do spowiedzi sakramentalnej, jaką Kościół katolicki dziś praktykuje. — Ponieważ jednak spowiedzie te, odbywane wobec tłumu wiernych, wydawały się nieraz zanadto uciążliwemi, przeto w drugiej połowie III w. zaczęto przeznaczać umyślnie jednego kapłana do ich słuchania. I rzeczywiście, w ciągu IV wieku, wierni winni grzechu śmiertelnego, wyznawali go przed kapłanem penitencyaryuszem, zanim przyjmowali Komunię św.—W r. 390, skutkiem pewnego skandalu, biskup konstantynopolitański, Nektaryusz, zniósł urząd kapłana penitencyaryusza, a za jego przykładem poszła większość biskupów wschodnich. Odtąd wierni przystępowali do stołu pańskiego bez uprzedniej spowiedzi. Z czego się rzeczywiście pokazuje, mówią dalej protestanci, że biskupi uważali szczegółową spowiedź grzechów za instytucyę czysto kościelną.— Następnie, długi czas potem, nawet jeszcze w wiekach średnich, spowiedź uchodziła w Kościele za praktykę dowolną i dewocyjną.—Dopiero w początkach XIII w. Innocenty III pż. na soborze Lateraneńskim IV uczynił spowiedź obowiązkową dla wszystkich znanym kanonem „Omnis utriusque sexus."
II. Nauka katolików. skopiuj
Aby lepiej uwydatnić wiarę i praktykę dawnego Kościoła katolickiego o spowiedzi sakramentalnej, trzeba koniecznie naprzód zauważyć, co rozumiano przez wyraz Confessio, spowiedź, który się tak często spotyka w pismach starożytnego Kościoła.
1. skopiuj
Ojcowie dawnego Kościoła, używając wyrazu Confessio, nie zawsze rozumieją przezeń spowiedź sakramentalną, lecz przywiązują doń wiele innych znaczeń, które tu zaraz wyłożymy.
1-o. Rozumieją przezeń spowiedź, czynioną Bogu samemu. I rzeczywiście:
a) Niekiedy oznaczają nim spowiedź ogólną i publiczną, przez którą lud chrześcijański lub poszczególny wierny wyznaje wobec Boga, że zgrzeszył. Spowiedź taką bardzo zaleca Orygenes (Orat. dom. expos.); św. Grzegorz Nazyanzeński (Orat. 16) czyni ją w imieniu wiernych; św. Jan Damasceński nazywa ją pewnym rodzajem czci bożej (προσκύνησις).
b) Często także pod wyrazem tym rozumieją, nie tak jak przed chwilą, ogólne wyznanie grzechów, którym człowiek uznaje się być grzesznikiem, lecz spowiedź, jaką wierny czyni tajemnie wobec Boga samego, wymieniając po szczególe swój lub swe grzechy (którą to spowiedź będziemy tu nazywali odtąd spowiedzią szczegółową). Spowiedź taką zalecają Ojcowie, nazywając ją spowiedzią pierwszą. „Bóg wie wszystko, powiada św. Ambroży (Com. in Luc. c. 15), jednakże oczekuje waszej spowiedzi." „Nic ukrytego nie zachowujcie w sercu swojem, powiada św. Hilary (Enarrat. in Ps. 61), gdy się spowiadacie Bogu."
2-o. Wzmiankują też Ojcowie w pismach swoich o wielu rodzajach spowiedzi ludziom czynionych, nie będących jednak sakramentalnemi. I tak:
a) Mówią o spowiedzi katechumenów, którą św. Chryzostom (Epist. ad Eph. c. I; Hom. I. n. 3) nazywa „ὁμολογία προ τοῦ λουτροῦ," w przeciwieństwie do „ὁμολογία μετὰ το λούτρον." Spowiedzią grzechów swych i pokutą, powiada św. Ambroży (Com. in Apoc. 6;), lud pogański przygotowuje się do przyjęcia wiary chrześcijańskiej. W tym samym duchu przemawia Cyryll Jerozolimski (Catech. 1). To też Konstantyn W. został ochrzczony dopiero po wyznaniu swych grzechów (Euzeb. Vita Const. IV. 61); tak samo Egipcyanie, którzy się nawrócili do Chrystusa po zburzeniu świątyni Serapisa, jak świadczy historyk Sozomenus (V. 17), uczynili spowiedź swych grzechów.—Ta bardzo dawna w Kościele praktyka (Prw. Tertulian, Bapt. c. 20) zdaje się sięgać czasów apostolskich (Prw. Bazyli. Resp. ad quest. 288).
b) Pomiędzy ćwiczeniami pokuty publicznej była także spowiedź, która przecież nie była spowiedzią sakramentalną. Znajdujemy w tradycyi naprzykład ślady, że płaczący u drzwi kościelnych błagali wiernych o modlitwy, wyznając swe grzechy. Spowiedź ta bywała najczęściej spowiedzią ogólną, niekiedy jednak była szczegółową (Prw. Bazyli Can. 55).
c) Mówią jeszcze Ojcowie o innym rodzaju spowiedzi, jaką jeden wierny czynił dobrowolnie i z pobożności przed drugim wiernym duchownym lub świeckim. Była-to praktyka czysto ascetyczna, dziś jeszcze nieraz spełniana po klasztorach. Reguła klasztorna, którą niesłusznie przypisują św. Hieronimowi, poleca (c. 9.) dziewicom Bogu poświęconym wyznawać wobec sióstr zakonnych swe błędy, jakie popełniły jawnie przeciw przepisom zakonnym. Publiczna ta spowiedź należała już za czasów Kassyana (w. V) (col. 2. c. 11; Cf. col. 20, c. 8) do zwykłych praktyk życia zakonnego. Dalej jeszcze szedł św. Antoni3; polecił on swym mnichom, aby uważnie śledzili wszystkie poruszenia swego serca i aby się z niemi zwierzali przed braćmi.—Święci czynili podobną spowiedź na piśmie, jak naprzykład św. Efrem (Reprehensio sui ipsius) i św. Augustyn (Libri confessionum).
- — Oprócz tych wszystkich rodzajów spowiedzi, Kościół pierwszych wieków chrześcijaństwa uznawał i spełniał spowiedź sakramentalną, to znaczy tak samo jak dziś nauczał, że na mocy instytucyi boskiej każdy wierny, aby powrócić do łaski i przyjaźni z Bogiem, musiał przez pośrednictwo spowiedzi szczegółowej wszystkich swych grzechów śmiertelnych poddać się pod władzę kluczy, powierzoną kapłanom. Prawda, że Ojcowie bezustannie polecają spowiedź samemu Bogu czynioną, ale nigdy nie wykluczają spowiedzi, czynionej kapłanowi. I owszem, wyrażenie „czynić spowiedź grzechów swoich Bogu i kapłanowi" wypowiada jedyny sposób czynienia skutecznej pokuty. Dowodem tego są świadectwa, jakie poniżej wyłożyć zamierzamy.
§ 2. Udowodnienie teoretycznej i praktycznej wiary dawnego Kościoła w przedmiocie spowiedzi sakramentalnej. skopiuj
Podług protestantów, spowiedź w pierwszych wiekach była konieczna jedynie jako wstęp do publicznej i uroczystej pokuty. Dla tego też, aby w całej pełni przedstawić odnośną naukę katolicką, musimy naprzód wykazać, że Ojcowie Kościoła uznają konieczność spowiedzi niezależnie od pokuty publicznej. W tym celu udowodnimy (I), że Kościół nie naznaczał pokuty publicznej na wszystkie grzechy śmiertelne, podczas gdy (II) każdemu wiernemu, co ciężko Boga obraził, przedstawiał spowiedź szczegółową wszystkich grzechów przed kapłanem jako jedyny przez Chrystusa ustanowiony środek pojednania się z Bogiem.
I. — Powiedzieliśmy, że dawny Kościół nie naznaczał pokuty publicznej za wszystkie grzechy śmiertelne. Prawdy tej dowodzimy w dwóch następujących punktach: 1-o Pokutę publiczną naznaczano jedynie za grzechy najbardziej ciężkie; 2-o nadto, aby grzechy podobne ulegały tak surowej pokucie, musiały być spełnione przy zbiegu bardzo wielu warunków.
- — Niczego podobno tak dobrze nie udowadnia tradycya, jak pierwszego punktu naszego założenia, t. j. że nie za wszystkie grzechy ciężkie naznaczano pokutę publiczną. I rzeczywiście:
1-o. W dziełach Ojców Kościoła spotykamy świadectwa, które wyraźnie wykluczają pewne grzechy ciężkie od pokuty publicznej. Synod Laodycejski z r. 330 od pokut publicznych wyłącza heretyków4. Św. Bazyli5 i św. Grzegórz Nyssejski6 wykluczają od niej lichwiarzy, skąpców i złodziei; św. Augustyn uczy, że nie powinno się karać pokutą publiczną pijatyk, jakim oddawał się lud przy grobach męczenników7. 2-o. Kiedy Ojcowie święci mówią o grzechach, które ściągają na się pokutę publiczną, mają na myśli tylko bałwochwalstwo, cudzołóstwo i mężobójstwo; do tych tylko grzechów stosują nazwę grzechów głównych albo kanonicznych, czyli śmiertelnych. — Liczne tego przykłady widzieć można u wyżwspomnianych pisarzy.
- — Powiedzieliśmy powtóre, że dużo trzeba było w dawnym Kościele warunków na to, aby grzechy główne sprowadzały pokutę publiczną. Warunki te dotyczyły i charakteru osoby, która się stała winną grzechu śmiertelnego, i celu pokuty publicznej.
1-o. Naprzód, ci co już dawniej poddawali się tej pokucie, nie bywali do niej zmuszani ponownie, jakkolwiek ciężkie byłyby grzechy, których się stawali winnymi8; mawiali bowiem Ojcowie Kościoła9, że jak jest jeden tylko chrzest, tak jedna jest tylko pokuta publiczna. Kar tych nie wolno było naznaczać również na kapłanów i dyakonów, którzy wpadli w grzechy kanoniczne10, ani nawet na ludzi w małżeństwie żyjących. Ci ostatni jednak za zgodą strony drugiej mogli stawać w rzędzie pokutujących.
2-o. Następnie, ponieważ celem pokuty publicznej był pożytek samego pokutującego i Kościoła, przeto wtedy tylko nakładano zazwyczaj pokutę, kiedy można było liczyć na pomyślny jej obrót11. Nie naznaczano jej więc, kiedy się wydawało, że grzesznik nie będzie mógł z niej wyciągnąć dostatecznej korzyści duchowej, albo kiedy biskup uznawał taką pokutę za szkodliwą12 lub mało dla Kościoła pożyteczną13.
Jednakże pod tym względem nie wszędzie i nie zawsze była jednakowa praktyka. Zaprzeczyć się nie da, że niekiedy biskupi bywali bardzo surowi w wymaganiu pokuty publicznej od tych, którzy okazali się winnymi grzechu kanonicznego.
Pokuta więc publiczna w pierwszych wiekach bywała naznaczana pewnym tylko chrześcijanom za grzechy ciężkie. Moglibyśmy zaznaczyć, że podług jednozgodnej nauki dawnych teologów, naznaczano ją tylko za grzechy główne publiczne i jawne, które zatem powodowały zgorszenie wśród wiernych14. Ale że ten punkt jest obecnie przedmiotem sporu między katolikami, przeto go pomijamy.
(II). Dawny Kościół nauczał, że na mocy ustanowienia bożego żaden z wiernych nie mógł powrócić do łaski i przyjaźni z Bogiem bez wyznania przed kapłanem wszystkich swych grzechów śmiertelnych. Prawdę tych słów uwidocznią nam świadectwa pierwszych pięciu wieków, jakie zaraz przytoczymy. Naprzód damy głos świadkom najbliższym naszych czasów, z czego spodziewamy się wielką odnieść korzyść. Boć rzeczywiście, Kościół czynił zawsze postępy w rozumieniu i w nauczaniu prawd objawionych. Pewne praktyczne nawet prawdy, przez wszystkich wiernych bywały przedstawiane naprzód w sposób mniej jasny i mniej zupełny; następnie, względnie do okoliczności, bywały lepiej rozwijane i częściej wiernym wyjaśniane15. Wobec tej zawsze stosowanej w Kościele zasady zależy nam bardzo na przytoczeniu naprzód świadectw z V i VI w., które rzucą pewne światło na mniej liczne i mniej jasne świadectwa pierwszych trzech wieków. Każdego wieku świadectwa rozważać trzeba w całości, nie zaś oddzielnie. Często bowiem Ojcowie święci tylko wspominają raczej, aniżeli określają używaną w Kościele spowiedź sakramentalną. Działo się wówczas tak samo jak dziś, kiedy biskupi i kapłani głoszą prawdy religii katolickiej.
V wiek. — Autor dzieła Vita contemplativa, Julian, (Pomerius) zm. w r. 498, którego Gennadyusz, biskup Marsylski i historyk V wieku, przedstawia nam (De Script. c. 98) jako męża znakomitego świętością i pismami, bez żadnych zastrzeżeń naucza o konieczności spowiedzi z grzechów ukrytych16. Jeśli grzesznicy, powiada on, nie wyznają tych grzechów na spowiedzi, to „co im pomoże, iż unikną sądu ludzi, kiedy pozostając w swym grzechu, pójdą jako ofiary sprawiedliwości boskiej na karę wieczną."
Też samą prawdę wypowiada św. Sidonius Apollinaris (żył ok. r. 475), który zdaniem historyka Gennadyusza, za czasów kiedy we Francyi panowało jeszcze barbarzyństwo, był tam ojcem i nauczycielem17. Powiada on, zwracając się do kapłanów: „Jak ten, co wam swe grzechy ukrywa, jest potępiony, tak ten, co wyznając je wam, Bogu je wyznaje, otrzymuje za nie przebaczenie."—Nierzadko też i wierni nie omieszkiwali odpowiadać na te wymowne odezwy, jak nam to okazuje Honoratus (w V w. żyjący), biskup Marsylski, w żywocie św. Hilariona z Arles, zm. w 449 r. (Prw. Bolland. V Maii).
Św. Leon Wielki (ok. r. 440) wyraźnie naucza o boskiej instytucyi spowiedzi sakramentalnej i o jej konieczności dla każdego wiernego, który pogwałcił łaskę odrodzenia. „Miłosierdzie boże, powiada on18, okazujące się tylu sposobami, tak szczęśliwie przybywa człowiekowi na pomoc w jego upadkach, że przywraca w nim nadzieję życia wiecznego nietylko przez łaskę chrztu, ale także przez lekarstwo pokuty; ażeby ci, co pogwałcili łaskę i dar odrodzenia, potępiali się własnym sądem i mogli jeszcze otrzymać odpuszczenie grzechów. Bóg bowiem w takim porządku rozdzielił swe łaski i pomoce swej dobroci, że jedynie przez modlitwę kapłanów możemy otrzymać odeń przebaczenie grzechów; albowiem Chrystus, człowiek i pośrednik między Bogiem a ludźmi, sługom swego Kościoła pozostawił władzę oznaczania pokuty tym, którzy się spowiadają, i przypuszczania ich do współudziału w sakramentach przez wrota pojednania, po uprzedniem oczyszczeniu ich przez zbawienne zadośćuczynienie. Rzeczą więc bardzo pożyteczną a nawet absolutnie konieczną jest to, aby nam grzechy zostały odpuszczone przed śmiercią przez modlitwę kapłana." Dla udowodnienia zaś, że te słowa odnoszą się do wszystkich chrześcijan, winnych jakiegokolwiek grzechu śmiertelnego, dodaje: „Trzeba zatem, aby każdy (unumquemque) chrześcijanin poddał się sądowi przed trybunałem swego sumienia, z obawy odkładania z dnia na dzień swego nawrócenia do Boga aż do chwili, kiedy nie będzie już miał czasu na spowiedź i otrzymanie rozgrzeszenia kapłana." — Też samą naukę podaje w liście 167. ad Rusticum Narbonensem (Migne. Ibid. col. 1209).
Ale w nauce św. Leona znajdujemy nietylko dogmat o boskiej instytucyi spowiedzi sakramentalnej, lecz także i praktykę spowiedzi sekretnej, czynionej przynajmniej z grzechów tajemnych. W liście 168 do biskupów Campanii uważa on za rzecz przeciwną tradycyi apostolskiej wszelkie wymaganie spowiedzi publicznej z jakichkolwiek grzechów. Twierdzi, że podług tejże tradycyi „wystarcza wyznanie grzechów przed samymi kapłanami przez spowiedź tajemną." (Migne, Ibid. col. 1211).—Oczywiście więc reformatorowie XVI w. nie znali świadectw starożytności, gdy twierdzili, że spowiedź uszna, ta rzeźnia dusz, jak mawiał Luter (Sermo de poenit a. 9), była wymyślona w XIII w. przez Innocentego III.
Teodoret (ok. r. 434) wyrzuca pewnym heretykom, że nie zachowują kanonów penitencyalnych, i że udzielają rozgrzeszenia tym, co nie uczynili spowiedzi ze wszystkich grzechów swoich19.
Św. Eucheryusz († 454 r.), biskup Lioński, przedstawia spowiedź z grzechów tajemnych (np. z myśli nieuczciwych) jako środek bezwzględnie konieczny do uniknięcia potępienia wiecznego20.
Św. Nil (żyjący ok. r. 432) opat, uczeń św. Jana Chryzostoma, w liście do Chariklesa wymownie broni skuteczności spowiedzi, czynionej przed kapłanem. Ten Charikles zaś z nadmierną surowością obchodził się z penitentami i nauczał, że sama spowiedź nie wystarczała do otrzymania przebaczenia bożego21.
Sozomenus († 430 r.) historyk, w następujących wyrazach streszcza przekonanie swoich współczesnych o konieczności spowiedzi do zgładzenia grzechów popełnionych: „Sama tylko natura boska, powiada on, natura wyższa od człowieka, jest bezgrzeszna. Ale Bóg polecił przebaczać tym, którzy upadają, nawet kiedy upadają często, dlatego też najwyższa konieczność wymaga spowiedzi z grzechów, dla otrzymania za nie przebaczenia"22.
Św. Marek Eremita, uczeń św. Jana Chryzostoma, który żył w początkach V w.23, wyraźnie powiada, że już za jego czasów istniała praktyka spowiedzi z grzechów ukrytych. „Cóż wygodniejszego nad opinię, powiada on, która naucza, że niema grzechów w myślach? Tym sposobem chlubimy się z niewinności, zamiast spowiadać się i opłakiwać złe nasze pragnienia? Podobne świadectwa współczesnych mu pisarzy świadczą aż nadto wyraźnie, że mowa tu o spowiedzi sakramentalnej.
Św. Augustyn (żył ok. r. 429), to wielkie światło Kościoła rzymskiego, najwyraźniej naucza dogmatu o spowiedzi sakramentalnej. Z pism jego możnaby utworzyć cały traktat o spowiedzi. Ograniczymy się tu na przytoczeniu tylko kilku ustępów, w których święty doktor wypowiada 1-o konieczność dla każdego grzesznika spowiadania się ze wszystkich grzechów śmiertelnych i 2-o boskość instytucyi tej spowiedzi.
1-o. W jednem z kazań swoich24 podaje on sposób czynienia pokuty za wszystkie grzechy śmiertelne przeciw dekalogowi: „Niechaj tedy człowiek ustanowi w swem wnętrzu sąd o tem wszystkiem póki może... a wydawszy przeciw sobie surowy lecz zbawienny wyrok, niechaj szuka kapłanów, którym powierzono w Kościele urząd kluczy... Niechaj przyjmie od tych, którzy są ustanowieni do sprawowania sakramentów, sposób zadośćuczynienia, które wypełnić powinien."
W wielu miejscach pism swoich św. Augustyn wyraża konieczność spowiedzi przed kapłanem. Kapłan w jego oczach jest lekarzem, któremu każdy grzesznik powinien odsłonić rany swej duszy, jeśli chce być uleczonym. „Niechaj nikt, powiada on25, nie omieszka odsłonić swej rany, gdyż bez spowiedzi nikt uleczony być nie może." I w innem miejscu powiada: „Nie wstydźmy się okazywać ran naszych, następstw naszych błędów, abyśmy mogli zdrowie odzyskać"26. Spowiedź zatem, podług św. Augustyna, jak-to dostatecznie okazuje przyrównanie kapłana do lekarza, powinna być szczegółowa i zupełna. Zdarza mu się nawet wymagać jej wyraźnie i w sposób bardzo stanowczy: „exeat in confessione et defluat omnis sanies"27; „Erumpant omnia peccata in confessione"28.
We wszystkich przytoczonych powyżej ustępach, najwyraźniej myślą przewodnią jest myśl o spowiedzi czynionej przed kapłanem.
2-o. Z tą samą jasnością słowa naucza św. Augustyn o boskiej instytucyi spowiedzi, czynionej przed kapłanem. Konieczność tej spowiedzi, podług zdania św. Augustyna, wynika z władzy związywania i rozwiązywania, jaką Chrystus udzielił kapłanom.
„Niechaj nikt nie mówi: Czynię pokutę tajemnie przed Bogiem samym; wystarcza, aby ten poznał pokutę, którą w głębi serca mego czynię, kto mi ma przebaczenie udzielić. Azali więc bez powodu powiedział Chrystus: cokolwiek rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane i w niebie? Czy więc naprózno powierzył Chrystus klucze Kościołowi swemu? My nadużywamy Ewangelii, my wywracamy to, co ustanowił Chrystus"29. Powyżej zaś słyszeliśmy od tegoż Augustyna (Sermo 151): „Każdy wierny, winny grzechu ciężkiego, powinien zbliżać się do kapłanów, gdyż im-to powierzona została władza kluczy w Kościele."
Mówiąc o spowiedzi, święty ten Doktór Kościoła nie wspomina nigdy o przykazaniu kościelnem, lecz często natomiast odwołuje się do władzy kluczy i do władzy związywania i rozwiązywania, jaką Chrystus udzielił Kościołowi.30
Liczne wyżprzytoczone świadectwa w całej pełni przedstawiają nam wiarę Kościoła w wieku V o boskiej instytucyi spowiedzi sakramentalnej. Wykazują one aż nadto niesłuszność zarzutów protestantów, którzy, opierając się na zniesieniu urzędu kapłana penitencyaryusza przez patr. Nektaryusza (r. 390), mniemają, że Kościół w owym czasie uważał spowiedź przed kapłanem za instytucyę czysto kościelną.
Mamy zatem fakt udowodniony, że Kościół w czasach, idących bezpośrednio po Nektaryuszu, wierzył w boską instytucyę spowiedzi sakramentalnej. Świadectwa zaś, które teraz przytoczymy, wykażą nam tę samą wiarę Kościoła w wiekach poprzednich.
Wiek IV. — Św. Jan Chryzostom (ok. r. 398), który kolejno uświetnił biskupie stolice Antiochii i Konstantynopola, niezaprzeczenie naucza dogmatu o spowiedzi sakramentalnej. Ponieważ jednak sami protestanci powołują się na powagę św. Chryzostoma, przeto naukę jego wyłożymy tam, gdzie odpierać będziemy zarzuty przeciwników.
Św. Hieronim (ok. r. 381) ogólnie przedstawia szczegółową spowiedź z grzechów, jako przedwstępny warunek do wykonywania powierzonej Kościołowi władzy związywania i rozwiązywania: „Biskup lub kapłan, powiada on, związuje lub rozwiązuje nie podług tego, czy kto jest niewinny lub grzeszny, lecz poznaje, jak tego wiara jego wymaga, rozmaite cechy grzechu, i wówczas odróżnia te, które trzeba związać, od tych, które należy rozwiązać"31.
W innem znów miejscu bez żadnych zastrzeżeń naucza o konieczności spowiadania się z grzechów ukrytych przed kapłanem, którego wschodnim zwyczajem nazywa panem32. „Ktokolwiek nie chce wyznawać swej rany temu, który jest bratem jego i panem, i który posiada mowę na uleczenie go, nie będzie mógł z łatwością uzyskać jakiejkolwiek odeń przysługi; jeśli bowiem chory wstydzi się wyznać swej rany lekarzowi, lekarstwo nie leczy tego, czego nie zna."
W tym samym czasie św. Innocenty I i mnich Zacheusz świadczą o wierze Kościoła w spowiedź sakramentalną.
Św. Grzegorz Nazyanzeński (zm. w 389 r.), Teologem Wschodu nazywany, naucza, że spowiedź (ὁμολογία) jest skutecznem lekarstwem na choroby nasze duchowe33; przez nią-to (δι' ἐξαγορεύσεως) poprawiamy się, o nią jak o największą łaskę prosić mamy Boga34. Oczywista rzecz, że słowa te rozumieć należy o spowiedzi przed kapłanem, zwłaszcza jeśli się uwzględni to, co w podobny zupełnie sposób mówią inni Ojcowie Kościoła, jakoteż naukę tegoż samego Doktora Kościoła o powierzonej Kościołowi władzy odpuszczania grzechów35.
Św. Grzegórz Nysseński (żył ok. r. 371) oznacza spowiedź przed kapłanem jako środek odpuszczenia tych grzechów, które z pewnością nie sprowadzały pokuty publicznej. „Ten, kto porywa dobro drugiego, jeśli serce jego się zmieni, może następnie uleczyć swą ranę, odkrywając grzech swój kapłanowi przez spowiedź (εἶτα δι' ἐξαγορεύσεως τὸ πλημμέλημα αὐτοῦ τῷ ἱερεῖ φανερώσας)"36. W innem miejscu znów37 chrzest, bierzmowanie i spowiedź grzechów (ἡ τῶν ἁμαρτιῶν ἐξαγόρευσις) wskazuje jako obrzędy kościelne.
Św. Pacyan (ok. r. 370) biskup Barceloński, w swej zachęcie do pokuty broni przeciw Nowacyanom przyznanej Kościołowi władzy odpuszczania grzechów. Przy tej sposobności wielokrotnie stwierdza konieczność dla grzeszników w ogólności spowiadania się ze wszystkich grzechów. Przytoczymy tu choćby jeden z takich przykładów38: „Bracia moi, zaklinam was na imię tego Pana, który zna wszystkie rzeczy najskrytsze, zaniechajcie osłaniania zranionego sumienia waszego. Roztropni chorzy nie wstydzą się lekarzy i nie lękają się ich, aczkolwiek wprowadzają oni żelazo do najskrytszych części ich ciała... Jakto, więc drżyć będzie grzesznik? czyż będzie się wstydził okupić chwilowym wstydem życie bez końca? Czyż będzie ukrywał przed wzrokiem Pana źle ukrywane rany?"
Św. Ambroży (ok. r. 370), słusznie nazwany Filarem Kościoła, w dwóch księgach o Pokucie, napisanych przeciw Nowacyanom, wyjaśnia władzę odpuszczania wszystkich grzechów, udzieloną Kościołowi przez Chrystusa. W wielu miejscach przedstawia spowiedź przed kapłanem czynioną, jako przedwstępny warunek do wykonywania tej władzy i jako środek nieodzowny dla grzesznika otrzymania od Boga przebaczenia grzechów. „Najoczywistsza-to rzecz, powiada on39, że Chrystus rozkazał przypuszczać do Komunii św. (Domini praedicatione mandatum est) największych nawet grzeszników, jeśli uczynili pokutę z całego serca i wyspowiadali się jasno z grzechów swoich." „Jeśli chcesz być usprawiedliwiony, powiada indziej40, wyznaj grzech swój; pokorna bowiem spowiedź z grzechów rozwiązuje sumienie." W innem znów miejscu41 znajdujemy zastosowanie spowiedzi w wyrazach bardzo jasnych: „Czyż-to nie trudne do pojęcia, że wstydzicie się publicznie błagać Boga „przed którym nic w was ukrytego niema, skoro-ście nie wstydzili się spowiadać z grzechów waszych przed człowiekiem, wobec którego mogliście osłonić sumienie wasze."
W innem miejscu42 żywo zachęca wiernych do wyznawania grzechów, jeśli chcą uniknąć potępienia; i tu z pewnością już mówi o spowiedzi przed kapłanem, gdyż zaraz potem odzywa się do Nowacyanów: „Gniewacie się i zbieracie buntownicze zgromadzenia przeciw Kościołowi, gdyż na jego łonie widzicie umarłych wskrzeszonych i odzyskujących życie nowe skutkiem przebaczenia, jakie im przyznane zostało."
Żeby lepiej wykazać, iż św. Ambroży nie uważa spowiedzi przed kapłanem jako wstępu tylko do pokuty kanonicznej, lecz jako środek, konieczny dla wszystkich, co chcieli wydobyć się z więzów grzechu śmiertelnego, przytoczmy jeszcze jeden ustęp z dzieł świętego doktora43: „Bywają tacy, co uciekają się do spowiedzi jedynie, aby być dopuszczonymi do Komunii św.; tacy nie tyle chcą być sami rozwiązani, ile raczej chcą wiązać kapłana; nie przynoszą bowiem ulgi swemu własnemu sumieniu, a natomiast obciążają sumienie tego, który otrzymał zakaz dawania psom rzeczy świętych, to znaczy łatwego udzielania Komunii św. duszom nieczystym."
Św. Ambroży nie tylko nauczał o spowiedzi sakramentalnej, ale sam ją sprawował. Sekretarz jego, Paulin, w żywocie tego wielkiego biskupa powiada (c. 9): „Gdy pewien penitent wyznał mu był swe grzechy, aby za nie otrzymać rozgrzeszenie, biskup tak gorzko płakał, iż płaczem swoim wywołał płacz w grzeszniku."
Św. Bazyli (ok. r. 365), sławny biskup Cezarejski, w dwóch miejscach swej Reguły skróconej wyraźnie i bez zastrzeżeń powiada, że grzesznik koniecznie powinien spowiadać się szczegółowo z grzechów swoich przed kapłanem. Między innemi stawia ten święty takie pytanie44. Czy z grzechów swoich trzeba się bez żadnego wstydu spowiadać przed wszystkimi ludźmi, czy też tylko przed niektórymi i przed jakimi mianowicie?" I taką daje na to odpowiedź: „W spowiedzi grzechów trzeba zachować tę samą metodę, którą się zachowuje, gdy się spostrzega jakieś niedomagania ciała. Jak bowiem tych ostatnich nie powierza się nieroztropnie komukolwiek, lecz tym tylko, którzy znają środki ich leczenia, tak podobnież spowiadać się z grzechów swoich trzeba tym osobom, które mają władzę ich odpuszczania."
Jeszcze indziej odpowiada na to samo pytanie 45: „Ponieważ środki nawrócenia powinny się stosować do natury grzechu...., przeto konieczna-to rzecz (ἀναγκαῖον) spowiadać się z grzechów przed tymi, którym powierzono rozdzielanie tajemnic bożych."—Z pewnością zaś nie mówi tu tylko o grzechach kanonicznych, gdyż w odpowiedzi następnej, z poprzednią bezpośrednio złączonej, za przykład podaje grzechy zazdrości i niezgody.
Też samą naukę wykłada ten święty w Homilii swej na psalm XXXII46.
W odpowiedzi 11047 św. Bazyli mówi wyraźnie, że spowiedź przed kapłanem była w zwyczaju za jego czasów. — Nawet w bardzo dawnym żywocie św. Efrema, pisanym w języku syryjskim, jest mowa o spowiedzi szczegółowej, czynionej przed samym św. Bazylim48.
Asterus, biskup Amazyjski, w homilii o tych co zanadto surowo sądzą innych, wymownie zachęca wiernych, by się spowiadali z grzechów swych przed kapłanem, nie tylko z grzechów kanonicznych, ale ze wszystkich grzechów śmiertelnych, naprzykład z grzechów skąpstwa, krzywoprzysięstwa i kłamstwa. „Wy, których dusza chora, czemu nie dążycie do lekarza? dlaczego nie odkrywacie swej choroby w spowiedzi?... Wtajemniczajcie kapłana jako ojca w swe troski; porusza go poczucie waszej nędzy. Bez żadnego wstydu okażcie mu to, co się w was ukrywa, otwórzcie mu tajniki waszej duszy tak, jakbyście odkrywali ukrytą chorobę lekarzowi; on staranie mieć będzie o czci waszej, on was uleczy." Ostatnie te wyrazy dowodzą, że omawiana tu spowiedź, jest spowiedzią tajemną.
Św. Efrem (ok. r. 362), którego pisma, jak powiada św. Hieronim49, czytano na publicznych zgromadzeniach wiernych, również w sposób ogólny zaznacza konieczność spowiedzi 50: „Biada temu, kto dopuścił się grzechów i ukrył je, aby uniknąć wstydu tu na ziemi, gdyż w dzień sądu palcem na nie wskażą, a on wystawiony będzie na pośmiewisko publiczne."
Św. Hilary (ok. r. 355) wielki biskup Poitiers, wyraźnie naucza o boskiej instytucyi spowiedzi sakramentalnej. „Syn Boży, powiada on51, ustanowił surowy trybunał apostołów i uczynił go niewzruszonym, wymawiając to zdanie: Że ci, których apostołowie związą tu na ziemi, to znaczy których pozostawią w więzach grzechowych, są związani w niebiesiech wyrokiem apostołów, i że ci, których oni rozgrzeszą przez spowiedź, to znaczy ci, których oni doprowadzą do stanu zbawienia przez przebaczenie grzechów, są rozgrzeszeni i rozwiązani w niebie."
Św. Atanazy (ok. r. 350), arcybiskup aleksandryjski, również głos podnosi w obronie spowiedzi sakramentalnej. Mamy jakiś fragment książki, jaką napisał przeciw Nowacyanom, w którym czytamy co następuje 52: Podobnie jak człowiek, przez kapłana ochrzczony, zostaje oświecony łaską Ducha św., tak samo ten, co się spowiada w duchu pokuty, otrzymuje, na mocy łaski Chrystusowej, przez pośrednictwo kapłana odpuszczenie grzechów."
Historyk Euzebiusz (ok. r. 325) podaje nam dwa przykłady spowiedzi. Pierwszym jest jeden z oszczerców Narcyza, biskupa Jerozolimskiego53, drugim—cesarz Filip54.
Laktancyusz (ok. r. 303), Cycero chrześcijański, w następujących wyrazach naucza o konieczności spowiedzi sakramentalnej 55: „Bóg, który w odwiecznej dobroci swojej w szczególny sposób się troszczy o prawdziwe nasze życie i zbawienie, przedstawił nam pokutę pod figurą obrzezania, abyśmy, odkrywając nagość serca naszego, to jest spowiadając się z grzechów naszych dla zadosyćuczynienia Bogu, otrzymali odeń przebaczenie, jakiego Bóg odmawia tym, którzy się upierają w złem i ukrywają to, co popełnili." W innem miejscu Laktancyusz jeszcze dodaje 56: „Wiedzieć należy, że prawdziwym Kościołem jest ten Kościół, w którym wykonywa się spowiedź i pokuta, leczące skutecznie rany i grzechy, jakim podlega słabość ciała." Obydwa te urywki są tak dalece uwagi godne, że zależy nam bardzo na ich wytłómaczeniu.
1-o. Laktancyusz mówi o spowiedzi czynionej przed człowiekiem, gdyż porównywa ją do obrzezania i podaje ją za widzialną cechę prawdziwego Kościoła.
2-o. Podług niego, spowiedź ta powinna być szczegółowa i zupełna, gdyż przez nią grzesznik odkrywa nagość swego własnego serca.
3-o. Jest ona środkiem jakiego żądał Bóg dla wyrządzenia sobie zadosyćuczynienia i dla udzielenia grzesznikowi przebaczenia.
Wreszcie 4-o jest-to środek dla każdego grzesznika konieczny, bo Laktancyusz wyraźnie powiada: Bóg odmawia przebaczenia tym, co ukrywają złe, jakiego się dopuścili. — Z większą jasnością nikt dziś nie naucza o spowiedzi sakramentalnej.
Wiek III. — Afraates, urodzony ok. r. 280, jest jednym z najpoważniejszych organów tradycyi starożytnego Kościoła. Wśród swoich cieszył się taką powagą i sławą uczoności, że otrzymał przydomek Mędrca Persyi. Otóż uczony ten pisarz w jednym z listów swych o pokucie57 z dziwną jasnością wykłada cały dogmat katolicki o spowiedzi sakramentalnej. Ograniczymy się tu na krótkiem streszczeniu tego szacownego dokumentu.
Naprzód Afraates przedstawia wogóle spowiedź jako warunek przebaczenia bożego. „Wszystkie choroby, powiada on, mają swoje lekarstwo; leczą się one, byleby były poznane przez doświadczonego jakiego lekarza; to też i tym, co zostali zranieni w naszej walce, przygotowane jest lekarstwo pokuty, które ma leczyć ich rany, skoro do nich będzie zastosowane." To co bezpośrednio potem następuje, określa charakter spowiedzi, mającej pojednać grzesznika z Bogiem: trzeba, aby ona była uczyniona przed kapłanem, aby była szczegółowa, aby jej towarzyszył żal prawdziwy. „O lekarze, uczniowie mądrego naszego lekarza, stosujcie lekarstwo, zdolne uleczyć rany chorych.... Udzielajcie lekarstwa pokuty temu, kto uczestniczył w walce naszej, kto zraniony został w potyczce z nieprzyjacielem, ale kto odczuwa wielki smutek z ran, jakie otrzymał."
Następnie wypowiada Afraates skuteczność i konieczność spowiedzi. „Kto został raniony przez szatana, powiada on, nie powinien się ze wstydu wstrzymywać od spowiadania się swego grzechu.... Kto się nie wstydzi tego dokonać, leczy się z rany i powraca do walki.... I przeciwnie, kto wstydzi się wyznać swój grzech, nie może się uleczyć, gdyż nie chce okazać swych ran lekarzowi, który otrzymał dwie ostatnie, by przywrócić zdrowie wszystkim tym, co zostali zranieni." Temi dwiema ostatniemi (Łuk. X, 35) są najpewniej dwie władze, władza związywania i władza rozwiązywania, przyznane przez Chrystusa Pana kapłanowi.
W dalszym ciągu Mędrzec Persyi przypomina spowiednikom trojaki obowiązek, jaki na nich spoczywa, a mianowicie, obowiązek zachęcania grzeszników do szczerej spowiedzi z grzechów, rozgrzeszania wszystkich grzeszników dobrze usposobionych i nie zobowiązywania nikogo do pokuty publicznej za grzechy ukryte, na spowiedzi wyznane. Po tem najusilniej zaleca jeszcze grzesznikom, którzy są w jego oczach chorymi, aby kapłanowi, lekarzowi ich, szczerze odsłonili wszystkie popełnione przez się grzechy. — Następnie zaś zaklina kapłanów, którzy, jak mówi, mają w swych rękach klucze od podwojów niebieskich, aby litościwymi byli dla grzeszników.
Pod koniec listu Afraates przedstawia jeszcze dosyć jasno spowiedź, jako środek zbawienia dla grzesznika. Z powodu zakonników swym zakonnym ślubom niewiernych, tak pisze: „Aczkolwiek grzeszni, usiłują uchodzić za sprawiedliwych. Grzechy ich są nam znane, pomimo to jednak trwają oni w swem złem usposobieniu, nie chcą czynić pokuty, i z powodu fałszywego wstydu umierają śmiercią powtórną, ani myśląc o rachunku sumienia."
Słowem tedy, streszczona przez nas powyżej nauka Afraatesa, jest następująca: „Każdy chrześcijanin powinien z ustanowienia bożego spowiadać się przed kapłanem ze wszystkich przez się popełnionych grzechów, aby uzyskać ich przebaczenie."—Żaden z dzisiejszych teologów katolickich nie wykłada dogmatu o spowiedzi jaśniej od tego starożytnego Mędrca Persyi.
Św. Piotr Aleksandryjski (ok. r. 283) w kanonach swych58 oznacza pokutę, jaką czynić powinien ten, kto się stał winnym kradzieży. „Uleczy swą chorobę, powiada, jeśli wyzna grzech swój kapłanowi i jeśli będzie oddziaływał przeciw tej złej skłonności, czyniąc jałmużnę!!
Św. Cypryan (ok. r. 248) w następujących wyrazach chwali tych, którzy spowiadają się z grzechów myśli, za które przecież, zdaniem wszystkich, nie trzeba było podejmować pokuty publicznej59. „O ileż znakomitsze są wiarą i bojaźnią bożą te osoby, które aczkolwiek wcale nie stały się winnemi zbrodni składania ofiar bałwanom, lecz tylko miały myśl jej popełnienia, a przecież z żalem i bez udawania spowiadają się z grzechu tego kapłanowi bożemu, zrzucając w ten sposób ciężar z sumienia swego i, jakkolwiek mały mógł być grzech ich, szukając nań zbawiennego lekarstwa. Wiedzą one bowiem dobrze, iż nie wolno sobie z Boga żartować." Tak więc, podług św. Cypryana, nie wyznawać na spowiedzi zwykłego grzechu myśli, jeśli ten jest śmiertelny, znaczy-to żartować sobie z Boga; a przeto spowiedź nawet dlatego rodzaju grzechów jest konieczna. To zresztą wynika z ostatnich słów niniejszego ustępu: „Zaklinam was, bracia moi, abyście wszyscy spowiadali się z grzechów waszych póki ten, kto Boga obraził, cieszy się życiem, póki spowiedź jego może być przyjęta ze strony Boga."—Z tego zdania Cypryana łatwo zrozumieć, że spowiedź z rozgrzeszeniem kapłańskiem jest tak samo konieczna dla każdego grzesznika, jak szczery powrót do Boga.
W innem miejscu pism swoich (Migne, Ibid. col. 487) tenże Ojciec Kościoła powiada, że mnóstwo chrześcijan wystawia się codziennie na wściekłość szatana dlatego, że nie oczyszcza sumienia swego przez spowiedź. Zaś wierni, którzy musieli wyznawać swe winy w widokach pokuty publicznej, byli bardzo nieliczni; jasna rzecz przeto, że w słowach powyższych św. Cypryan przedstawia spowiedź, jako środek jedyny, który może wydobyć każdego grzesznika z mocy dyabelskiej.
Orygenes (ok. r. 230), tyle sławny swą wiedzą i umysłem, wyczerpująco naucza o dogmacie spowiedzi sakramentalnej. „Chciał Bóg, powiada60, aby następcy apostołów w Kościele byli lekarzami dusz;" a więc, wnioskuje dalej, skorośmy obrazili Boga, spowiadajmy się z grzechu naszego.—Zupełnie tak samo i dziś teologia katolicka dowodzi boskiej instytucyi spowiedzi sakramentalnej.
W innej jeszcze homilii61 dowodzi tej samej prawdy słowami świętego Jakóba: Si quis autem infirmatur, vocet presbyteros ecclesiae etc. W innem znów miejscu62 bardzo wyraźnie zaznacza konieczność tejże spowiedzi: „Jeśli odkrywamy grzechy nasze nie tylko samemu Bogu, ale tym także, co mogą stosować lekarstwo do ran naszych, to grzechy nasze zmazane będą przez tego, który powiedział: „Zgładziłem iako obłok nieprawości twoie, a iako mgłę grzechy twoie." (Iz. XLIV). W tych słowach dostatecznie wskazuje Orygenes, że grzechy powinny być wyznane kapłanowi. Wyraźnie mówi o tem w innem miejscu63: „Ci, co nie są świętymi, umierają w grzechach; święci czynią pokutę, czują swe grzechy, poznają swe błędy; przychodzą do kapłana, błagają odeń zdrowia i proszą, aby byli przez kapłana oczyszczeni."
Orygenes przyrównywa zawsze kapłana do lekarza; tym sposobem dosyć wyraźnie okazuje, że spowiedź powinna być szczegółowa i zupełna64.
Jeszcze jeden, ostatni, pozwalamy sobie przytoczyć ustęp z Orygenesa, w którym ten pisarz uczy nie tylko o konieczności dla każdego grzesznika spowiadania się z grzechów przed kapłanem, ale nadto podaje sposób dobrego odbywania tejże spowiedzi. „Skoro ci, co upadli, powiada Orygenes65, ukrywają i w sobie samych zatrzymują swe grzechy, doznają wielkich męczarni. Ale jeśli grzesznik staje się sam własnym oskarżycielem, uwalnia się przez to od przyczyny wszelakiej choroby. Niechajże tylko starannie uważa, komu wyznaje swe grzechy, co za charakter ma ten lekarz; czyto człowiek słaby ze słabymi, płaczący z bolejącymi, czy umie współczuć z cierpieniami bliźnich. Jeśli znacie jego usposobienie, jeśli wam litość okazuje, możecie iść za zdaniem, jakie wam objawi. Jeśli choroba wasza jest tego rodzaju, iż uzna on ją za odpowiednią do wypowiedzenia jej wobec zgromadzenia wiernych, celem zbudowania innych i łatwiejszego przemienienia was samych, to zastosujcie się do rady, jaką wam da po dojrzałym namyśle ten doświadczony lekarz." Tu już chyba wyraźnie mówi Orygenes o spowiedzi sekretnej. Innego rozumnego tłómaczenia tych słów, pomimo wszelkich wysiłków protestantów, nie uda im się wymyślić. Orygenes zresztą w cytatach powyższych nigdy nie rozróżnia żadnych rodzajów grzechów, lecz mówi w ogóle tylko o tych, którzy upadli. Owszem, znamy nawet pewne wyrażenia tego pisarza, w których wyraźnie oznacza spowiedź jako sposób czynienia pokuty za grzechy nie kanoniczne66.
Wiek II i wiek I.— Tertulian (ok. r. 199) w książce swej De Poenitentia mówi głównie o pokucie kanonicznej. W wielu jednak miejscach mówi wprost o pokucie w ogólności. Pokutę przedstawia jako jedyny środek przez Boga ustanowiony do odpuszczania wszystkich grzechów, popełnionych „ciałem lub duchem, czynem lub myślą"67. Ale ta pokuta, zdaniem Tertuliana, ma być dokonywana czynem zewnętrznym, aliquo etiam actu administretur68, to znaczy przed ministrami Kościoła, gdyż sam Tertulian naucza69, że owoc pokuty, którym jest odpuszczenie grzechu, według nauki katolickiej, powierzony został władzy Kościoła.
Ale na czem-że ma polegać ta pokuta zewnętrzna, czyniona wobec ministrów Kościoła? Trzeba, powiada Tertulian, aby spowiedź poprzedzała zadosyćuczynienie. „Spowiedź z grzechów, powiada70, o tyle umniejsza ciężaru zadośćuczynieniu, o ile go powiększa udawanie, jakiem się grzechy ukrywa, spowiedź bowiem jest przewodnikiem zadośćuczynienia (confessio enim satisfactionis consilium est"). Nieco dalej zaś dodaje: „Spowiedź przygotowuje pokutę, ze spowiedzi rodzi się pokuta, a przez pokutę Bóg ułagodzić się daje."
Prawda, że Tertulian ma przedewszystkiem na myśli pokutę publiczną; niemniej jednak przytoczone wyżej ustępy stosują się do wszelkich rodzajów pokuty. Widać to najwyraźniej z wyrazów ogólnych, jakich w mowie o spowiedzi używa. Co zaś wszelką już wątpliwość pod tym względem usuwa, to że, zdaniem Tertuliana (De Pudic. c. 3), wszystkie grzechy podług nauki katolickiej muszą być odpuszczane przez Kościół.
Św. Ireneusz (ok. r. 177), biskup Lioński, uczeń św. Polikarpa71, który znów był uczniem św. Jana Apostoła, w traktacie swym Contra haereses wspomina o wielu przykładach spowiedzi. „Niektórzy gnostycy, powiada72, wciągają tajemnie (λάθρα) do swego nierządu kobiety, w które wpajają swoją naukę. Wiele z tych, które były do ich stronnictwa przystały, powróciwszy później do Kościoła, spowiadały się z tego szczegółu i z innych wielu ich błędów." Nieco dalej Ireneusz opowiada inne wydarzenie, dotyczące herezyarchy Marka, który czarami swymi umiał wywoływać w kobietach miłość i pociągał je ku sobie: „Zdarzało się często (πολλάκις), powiada73, że te kobiety, powróciwszy do Kościoła, spowiadały się z tego, że dawały mu się uwodzić, że go bardzo kochały i że pałały doń gwałtowną namiętnością."
Oba te ustępy są godne uwagi, okazują nam bowiem, że grzeszne kobiety wobec ministrów Kościoła oświadczyły szczegółowo i z okolicznościami swe grzechy śmiertelne, nawet ukryte, pomiędzy którymi z pewnością były takie, które nie spowodowywały pokuty publicznej. — Mamy więc w tem poważny dowód, że Kościół starożytny wierzył w konieczność spowiedzi przed kapłanem. Rzecz oczywista bowiem, że kobiety owe nie uciekałyby się często do podobnej spowiedzi, gdyby były istniały dla nich inne jakie sposoby zgładzenia swych grzechów.
Św. Klemens (zm. w r. 100), trzeci następca św. Piotra, wyraża się temi słowy w liście do Koryntyan74: „Bóg niczego nie żąda, chyba tylko, aby grzesznik wyznawał mu swe grzechy."
Inny znów list do Koryntyan, napisany jeśli nie przez św. Klemensa, to przynajmniej przez jakiegoś autora, należącego do pierwszej połowy drugiego wieku75, powiada, że „abyśmy byli zbawieni, musimy żałować za grzechy nasze póki trwa czas pokuty; skoro bowiem raz zejdziemy ze świata, nie będziemy już wówczas mogli się spowiadać ani pokuty czynić"76. Oba te świadectwa oddzielnie wzięte, nie są ani jasne ani stanowcze, ale zestawione razem, mają prawdziwe w tej sprawie znaczenie.
W innym jeszcze liście, błędnie przypisywanym temuż samemu papieżowi, ale napisanym w pierwszych czasach chrystyanizmu, znajdujemy wyraźnie zaznaczoną konieczność spowiadania się przed kapłanem z każdego grzechu, by zań otrzymać przebaczenie. Powiedziano tam tak77: „Jeśli do czyjego serca zakradła się tajemnie jakaś nienawiść, lub niewierność, albo inny grzech jakikolwiek, to jeśli ma nieco troskliwości o swoją duszę, niechaj się nie wstydzi wyznać go temu, który przewodniczy... ażeby dla całości swej wiary i dla swych dobrych uczynków mógł uniknąć kary ognia wiecznego."
Konstytucye apostolskie doszły do nas niesłusznie pod nazwą św. Klemensa; niemniej jednak cieszyły się one zawsze — i słusznie — wielką powagą. To co się w nich zawiera, sięga z pewnością najodleglejszej starożytności78. W tych zaś konstytucyach, aczkolwiek ubocznie, znajdujemy przecież naukę o dogmacie spowiedzi sakramentalnej. Księga II79 przedziwnie opisuje wzajemne obowiązki kapłanów i wiernych. Biskup, powiada ona, jest sędzią i podług zasługi każdego zwięzuje lub rozwięzuje δεσμεύει... καὶ λύει τοὺς τιμωρίας ἢ ἀφέσεως ἀξίους," co więcej, jest on ojcem i lekarzem: ma on skutecznymi środkami leczyć rany penitenta i zabezpieczać go od upadków. Jasna rzecz przeto, że to posługowanie kapłanów, jako warunek przypuszcza spowiedź szczegółową ze wszystkich popełnionych grzechów.
Pomiędzy pismami, przypisywanemi św. Dyonizemu Areopagicie (ok. r. 60) znajdujemy list, pisany do mnicha Demophilesa. Autor tego listu otwarcie przyznaje kapłanowi władzę usprawiedliwienia grzesznika, który mu uczynił wyznanie swych grzechów80.
Świadectwo to nie jest bez znaczenia, aczkolwiek bowiem autentyczność tych pism podlega pewnej wątpliwości, to jednak jest pewne przynajmniej, że one należą do starożytnego Kościoła81.
Św. Barnaba (zm. w r. 60), w liście swoim katolickim odzywa się do chrześcijan82: „Spowiadajcie się z grzechów waszych... ta jest bowiem droga zbawienia." Wołanie to oznacza konieczność spowiedzi w najogólniejszych i najobszerniejszych wyrażeniach. Prawda, że św. Barnaba Apostoł nic nie mówi ani o sposobie, ani o ministrze spowiedzi, ale inni wyżej przytoczeni świadkowie uzupełniają jego naukę.
Pewnego dowodu na korzyść praktyki spowiedzi w pierwszych wiekach Kościoła dostarcza nam także herezya Montanistów, jaką nam podają pisma starożytności. Heretycy ci, pochodzący z końca II w., nie zgadzali się na to, aby Kościół miał prawo odpuszczania grzechów bardzo ciężkich; pomimo to jednak kapłani montanistowscy w dalszym ciągu nakładali na każdego bez wyjątku grzesznika odpowiednie do popełnionych przezeń grzechów zadośćuczynienie — co oczywiście wymagało uprzedniej spowiedzi.
Wnioski. — Wszystkie powyższe świadectwa jasno dowodzą, że Kościół katolicki w ciągu pierwszych pięciu wieków wyznawał tę samą wiarę co dziś o prawdziwie istotnym i dogmatycznym pierwiastku spowiedzi sakramentalnej. Przekonanie zaś to było powszechne. Albowiem starożytni ci pisarze, których-eśmy powyżej słyszeli, są bardzo poważnymi świadkami tej wiary całego pierwotnego Kościoła. Byli-to wogóle ludzie w swoim czasie najznakomitsi wiedzą i świętością; należeli do rozmaitych prowincyi kościelnych, a jednak wszyscy bez żadnego wahania i w najpewniejszy sposób stwierdzili boską instytucyę i konieczność spowiedzi sakramentalnej, jako dogmat Kościoła katolickiego.
Przyznajemy, że świadectwa dwóch pierwszych wieków bywają dosyć niejasne, ale niebawem wytłómaczymy powody tej niejasności, gdy odpierać będziemy zarzuty protestantów. Jakkolwiek niejasne, świadectwa te jednak posiadają siłę dowodową, gdyż mamy wszelkie prawo zestawić je z bardzo wyraźnemi świadectwami wieków III, IV i V, i podług tych ostatnich je wykładać. Boć skoro w czasach mniej odległych Kościół wyznawał konieczność spowiedzi sakramentalnej, trzeba się zgodzić na to, że tak samo być musiało i w dwóch pierwszych wiekach. Czyż-by to bowiem była rzecz możliwa, aby zdołano w epoce tak blizkiej czasów apostolskich wprowadzić w pośród wiernych spowiedź sakramentalną jako instytucyę boską, gdy ona z tem samem prawem nie istniała w wiekach poprzednich? Skądinąd znów nie znajdujemy nic w dziełach pierwszych wieków, coby mogło takie przypuszczenie popierać. I owszem, to co w historyi tych czasów spotykamy, przeciwne jest temu przypuszczeniu. Spotykamy tam mianowicie błędy montanistów i nowacyanów, którzyby wywrócili dogmat spowiedzi, gdyby on nie był silnie umocowany w duchu chrześcijańskim.
§ 3. Zarzuty protestantów. skopiuj
Trzy główne zarzuty stawiają protestanci przeciw wierze w spowiedź sakramentalną w pierwotnym Kościele: 1-o. Św. Jan Chryzostom, wielki nauczyciel Kościoła greckiego, nie przyjmował boskości założenia oraz konieczności spowiedzi sakramentalnej. 2-o. Nektaryusz, znosząc urząd kapłana penitencyaryusza, dowiódł, że spowiedź przed kapłanem była instytucyą czysto kościelną. 3-o. Sama niejasność i mała ilość świadectw, zapożyczonych w pierwszych wiekach przez katolików na poparcie głównego dogmatu o spowiedzi sakramentalnej, dostatecznie dowodzi, że Kościół go wcale nie wyznawał.—Zdaje się, że nie trudno nam będzie rozbić te trzy oskarżenia.
I.—Nauka św. Jana Chryzostoma. skopiuj
Trzeba chyba nie znać zasad, jakie nieustannie ożywiały dawnych Ojców Kościoła, aby podawać w wątpliwość wiarę św. Jana Chryzostoma w spowiedź sakramentalną. Wielkiem prawem ogólnem, jakiem się zawsze rządzili Ojcowie, była zasada: nic nie zmieniać, iść za tradycyą i powszechną nauką Kościoła. Jakoż, przytoczone wyżej, liczne i świetne świadectwa wykazały, że Kościół w owych czasach, kiedy żył ten święty biskup Konstantynopolitański, wyznawał i spełniał dogmat spowiedzi.
A zatem, św. Jan Chryzostom razem z całym Kościołem przyjmował boskość instytucyi oraz konieczność spowiedzi sakramentalnej.
I rzeczywiście:
I-o. Prawdę tę znajdujemy jasno wyłożoną w jego pismach.
II-o. Ustępy, na które się powołują protestanci, wcale nie są przeciwne dzisiejszej nauce Kościoła katolickiego.
1-o. W trzeciej Księdze o Kapłaństwie św. Doktór, opierając się na świadectwach ewangelistów Mateusza i Jana, uczy, że kapłani otrzymali władzę sądową odpuszczania wszystkich grzechów. „Kapłani nowego prawa, powiada on, mają władzę nie już orzekania, że dusza została z brudów oczyszczona, lecz władzę takowych oczyszczania. ...Potem zaś co powiedzieć należy, jeśli nie to, że kapłanom powierzona została zupełna władza, nawet na rzeczy niebieskie.... Ojciec niebieski udzielił Synowi swemu wszelką władzę sądzenia, a Syn Boży też samą władzę w całej jej rozciągłości ustąpił kapłanom"83.—Ale to przez chrzest św., podług nauki św. Jana Chryzostoma, powiadają protestanci, wykonywa Kościół władzę odpuszczania grzechów! — Odpowiadamy na to, że św. ten Doktór Kościoła w tej samej Księdze III wyraźnie rozróżnia tę ostatnią władzę od władzy udzielania chrztu św.: „Kapłani, powiada, nie tylko odradzają duchownie, ale także mają władzę przebaczania grzechów."
A zatem, podług nauki Jana Chryzostoma, do kapłanów należy władza odpuszczania grzechów. Ale jakże się uciekać do tej władzy? Oto, przez spowiedź. Nic nad to wyraźniejszego w nauce tego świętego biskupa. „Naśladujmy Samarytankę, powiada on84, i nie wstydźmy się własnych naszych grzechów.... Kto wstydzi się wyjawić swe grzechy człowiekowi, a nie wstydzi się popełniać ich wobec Boga, kto nie chce się spowiadać ani pokuty czynić, ten okryje się niesławą w straszny dzień sądu." Spowiedź zatem jest koniecznym warunkiem otrzymania przebaczenia bożego." A spowiedź ta nie ma być czyniona kapłanowi w słowach ogólnych, lecz w sposób bardzo wyraźny i szczegółowy, albowiem „jeśli się ograniczy na powiedzeniu: zgrzeszyłem! jeśli nie wyzna liczby swych upadków i różnych gatunków takowych; jeśli nie powie: popełniłem grzech ten a ten; napróżno spowiadać się będzie, nigdy nie znajdzie lekarstwa, koniecznego na choroby duszy."85. Ze swej strony także i kapłan przychodzić powinien na pomoc penitentowi. „Potrzeba mu wielkiej roztropności, aby skłonić chorych do chętnego uciekania się do lekarstw, których kapłani są depozytaryuszami, dla których znów te środki sprowadzają zbawienne skutki.... Najwyższej roztropności potrzeba pasterzowi i najprzenikliwszego wzroku, by wszechstronnie zbadać stan duszy."86.
O podobnych spowiedziach mówi ten święty biskup, kiedy wogóle błaga swych braci, by się często (συνεχῶς) spowiadali Bogu nieśmiertelnemu87, albo też kiedy pomiędzy sposobami czynienia pokuty wymienia spowiedź Bogu uczynioną, modlitwę, jałmużnę (Homil de Poenit).
Św. Jan Chryzostom idzie nawet tak daleko, że czas oznacza, kiedy wypada spowiadać się przed kapłanem, by się z Bogiem pojednać. W Homilii 30 na Księgę Rodzaju (Migne t. LIII. col. 273 i 280) zachęca wiernych do czynienia szczerej spowiedzi w ciągu wielkiego tygodnia: faciendaque diligens et pura peccatorum confessio. Ostrzega ich przed pokusami szatana, który ze wszystkich sił sprzeciwia się korzyściom, jakie z tego świętego czasu odnieść można. Wie on bowiem, powiada św. Jan Chryzostom, że na spowiedzi można wygodnie oznaczyć swe grzechy, odsłonić rany duchownemu lekarzowi i zdrowie odzyskać, peccata declarare, detegere vulnera medico et sanitatem consequi.
Wyrażenia powyższe mówią jedynie o takiej spowiedzi, na której grzesznik odsłania swe grzechy człowiekowi — kapłanowi — w obecności samego tylko lekarza duchownego, t. zn. o spowiedzi tajemnej.
Święty Doktór nie tylko uczył o spowiedzi sakramentalnej, ale nadto sam ją sprawował. Wiemy to z oskarżenia, jakie nań zaniesiono do jednego z synodów partykularnych88. Zarzucano mu, że zachęcał wiernych do grzeszenia, mówiąc do nich: „Jeśli na nowo zgrzeszycie, nanowo czyńcie pokutę, a ilekroć zgrzeszycie, do mnie przychodźcie, a ja was uleczę."
- Wszystko co protestanci mogą wyciągnąć ze św. Jana Chryzostoma, by to przeciwstawić dogmatowi o spowiedzi sakramentalnej, sprowadza się do następującej zasady: Aby grzesznik otrzymał przebaczenie grzechów, wystarcza by spowiadał się Bogu, Bogu samemu.
Oczywiście, wyrazów tych nie można roztrząsać oddzielnie, lecz zestawić je trzeba z innemi jego zasadami. Jakoż, wykazaliśmy wyżej, że św. Chryzostom uznawał konieczność spowiedzi przed kapłanem. Zamiast tedy stawiać tego wielkiego biskupa w sprzeczności ze sobą samym, trzeba powiedzieć, przed wszelkiem nawet badaniem, że wyrażenia, jakie przytaczają protestanci, żadną miarą nie wykluczają konieczności spowiedzi sakramentalnej. Jednakże powiedzmy, co sądzić należy o tekstach, przytaczanych przez naszych przeciwników.
1-o. Wiele z tych tekstów nie dotyczy wcale bronionego przez nas dogmatu. Mówią one albo o spowiedzi z grzechów powszednich, albo o spowiedzi z grzechów śmiertelnych już odpuszczonych, albo wreszcie o tej spowiedzi, którą my nazywamy skruchą, przez którą grzesznik uznaje się winnym wobec Boga, żałuje za swe winy i szuka sposobów otrzymania za nie przebaczenia.
2-o. Niekiedy także przez spowiedź, Bogu albo nawet samemu Bogu czynioną, rozumie św. Jan Chryzostom odpowiedni dla grzesznika sposób powrotu do łaski bożej, ale wcale nie wyklucza konieczności spowiadania się przed kapłanem, w języku bowiem Ojców Kościoła i podług nauki katolickiej, spowiadać się przed kapłanem znaczy to samo, co spowiadać się Bogu i samemu Bogu, gdyż minister sakramentu stanowi z Chrystusem Panem jedną osobę moralną.
Sami nawet starożytni pisarze kościelni dają nam to samo tłómaczenie tych wyrazów. Oto przykłady: nobiscum qui eadem (peccata) Deo fuerit confessus, absolvitur: (Sidonius Apollin. l. c.—Confitere peccata tua Deo per sacerdotem (Anastas. Sinait, zm. w 599 r. De sacra synaxi); — Confiteatur Deo malefacta sua, sacerdos sciat, quam poenitentiam ipsi imponere debeat (Egbert, zm. w 765 r.89). — Cum dixeris sacerdoti peccata tua, non Sacerdoti, sed Christo, qui est verus sacerdos90.
Skoro zatem Jan Chryzostom powiada, że wystarcza dla grzesznika wyspowiadać się Bogu lub Bogu samemu, trzeba rozumieć, że mówi o spowiedzi czynionej Bogu przez pośrednictwo kapłana. Dla lepszego zaś uwydatnienia prawdziwości naszego tłómaczenia przytoczymy głowniejsze ustępy, w których napotykamy podobne wyrażenia.
„Wstydzisz się wyznać twe grzechy? Ja zrozumiem, czy trzeba je będzie wyznać i ogłosić przed ludźmi. Ale wcale niema potrzeby spowiadać się z nich wobec świadków. Niechaj Bóg sam usłyszy wyznanie twoje"91.
„Czemuż-to, pytam, wstydzisz się wyznać grzechy twoje? Azali je mówisz człowiekowi (homini), któryby mógł czynić ci wyrzuty? Czyż spowiadasz się z nich przed kimś podobnym tobie (conservo tuo), który je następnie ogłosi? Nie, Bogu okazujesz twe rany, temu, który ma staranie o tobie, który jest miłosierny, który jest lekarzem twoim.... Nie zmuszam cię, powiada on, do wystawiania się jak na teatrze i do otaczania się mnogimi świadkami: powiedz grzechy twe mnie samemu w tajemnicy."92.
W innem miejscu, mówiąc o spowiedzi czynionej Bogu, powiada: „Jeśli chcesz się spowiadać z grzechów, okaż twe rany lekarzowi, który leczy, a nie czyni wyrzutów, i przyjmij odeń lekarstwo.... on łatwo oczyści cię z grzechów."93 Sw. Chryzostom nie mówi tu nic takiego, coby wykluczało konieczność spowiedzi tajemnej przed kapłanem czynionej, i owszem, nawet jej z wielu względów domyślać się każe. Widoczna bowiem, że św. Doktór wyklucza tu dwie tylko rzeczy: 1-o spowiedź publiczną, przez którąby grzesznik wystawiał się jakby na teatrze i odkrywał grzechy przed całem zgromadzeniem wiernych.
2-o. Spowiedź, jakąby ktoś czynił człowiekowi prywatnemu (homini conservo), któryby mu za nią czynił wyrzuty i nie dawał koniecznych rękojmi zachowania tajemnicy. Słowem, św. Chryzostom w wyrazach powyższych wypowiada poprostu to, co my dziś nazywamy tajemnicą spowiedzi, pieczęcią sakramentalną, i to mówi w celu nakłonienia wiernych do spowiedzi.
Nic zatem w powyższych tekstach nie sprzeciwia się temu, abyśmy przez „spowiedź czynioną samemu Bogu" rozumieli spowiedź tajemną, czynioną Bogu przez pośrednictwo sługi Jego, którym jest kapłan. Wiele nawet szczegółów wprost nas do tego tłómaczenia upoważnia, gdyby bowiem Chryzostom św. wykluczał pośrednictwo kapłana w spowiedzi czynionej Bogu, to czyżby potrzebował tak bardzo zachęcać penitentów do czynienia szlachetnych wysiłków celem zwyciężenia fałszywego wstydu? Alboż-to tak trudno wyznać swe błędy przed Bogiem, który zna serce ludzkie i grzechy ludzkie?—Następnie, św. Chryzostom powiada, że na spowiedzi penitent otrzyma lekarstwo przeciw chorobom, jakie tam wykaże. A przez to czyż nie dość wyraźnie zaznacza św. Doktór, że spowiedź powinna być czyniona kapłanowi, słudze bożemu, podług wyrażenia Chryzostoma, celem uzdrowienia dusznego?94
Napróżno więc powołują się protestanci na powagę tego wielkiego biskupa Konstantynopolitańskiego. Stwierdza on jasno na wielu miejscach katolicki dogmat o spowiedzi sakramentalnej, a jeśli na innych miejscach mówi o spowiedzi czynionej Bogu, to wyrażeniem tem bynajmniej się nie sprzeciwia innym zasadom i naukom swoim.
II. — Zniesienie urzędu kapłana penitencyaryusza. skopiuj
W oczach mnóstwa protestantów, biskup Nektaryusz, bezpośredni poprzednik św. Jana Chryzostoma, przez zniesienie urzędu kapłana penitencyaryusza wyraźnie zaznaczył, że Kościół starożytny nie uważał spowiedzi przed kapłanem za instytucyę boską95. „Trzeba nam więc tu opowiedzieć ten fakt szczegółowo, z czego się okaże, iż on wcale nie ma tego znaczenia, jakie mu nadać usiłują nasi przeciwnicy.
1. skopiuj
Fakt omawiany opowiedziało dwóch historyków V w.: Sokrates i Sozomenus. Ponieważ obaj byli jego świadkami, przeto nie możemy podawać w wątpliwość istoty tego ich opowiadania.
Podług Sokratesa tak się rzeczy miały96: „Nowacyanie odłączyli się od Kościoła, nie chcieli należeć do jedności z tymi, którzy upadli w czasie prześladowania Decyusza. Wówczas biskupi naznaczali kapłana, któremu powierzali obowiązek administrowania sakramentu pokuty. Ci co upadli po chrzcie, musieli się zwracać do tego kapłana celem spowiadania się z grzechów.... Otóż, pewna pani szlachetnego rodu przyszła do kapłana penitencyaryusza Kościoła Konstantynopolitańskiego za czasów patryarchy Nektaryusza i wyspowiadała się szczegółowo (κατὰ μέρος) ze wszystkich grzechów, jakie popełniła od czasu przyjęcia chrztu św. Kapłan naznaczył jej posty i nieustanne modły w tej myśli, żeby do swej spowiedzi dodała odpowiednie uczynki pokutne. Następnie osoba ta oskarżyła się z pewnego grzechu (ἡ δὲ γυνὴ προβαίνουσα... κατηγόρει), jaki popełniła z jakimś dyakonem Kościoła.... Wyznanie to spowodowało wielkie między ludem zgorszenie.... Ponieważ przy tej sposobności występowano z wielkimi zarzutami przeciw wszystkim duchownym, przeto pewien kapłan imieniem Eudemon.... poradził patryarsze Nektaryaszowi, aby zniósł urząd kapłana penitencyaryusza i pozostawił każdemu swobodę przystępowania do świętych tajemnic podług uznania własnego sumienia."
Od tego opowiadania Sokratesa nie różni się co do istoty opowiadanie Sozomena97, z tą tylko różnicą, że ten ostatni rozpoczyna swe opowiadanie od prawdziwego wyznania wiary w boską instytucyę i w konieczność spowiedzi. Szacowne to świadectwo przytoczyliśmy już powyżej.
- Z opowiedzianego historycznego faktu protestanci nie mogą wyciągnąć żadnej dla siebie korzyści, gdyż w opowiadaniu Sokratesa i Sozomena 1-o znajdujemy potwierdzenie nauki katolickiej o spowiedzi sakramentalnej, podczas gdy 2-o nic w niem nie widzimy, coby się tej spowiedzi sprzeciwiało.
1-o. Sokrates i Sozomenus wyraźnie stwierdzają praktyczną wiarę Kościoła w przedmiocie spowiedzi. Powiadają nam, że wierni spowiadali się w tajemnicy z grzechów swoich przed kapłanem penitencyaryuszem. „Ten ostatni udzielał im rozgrzeszenie, naznaczając odpowiednie do wielkości grzechów zadośćuczynienie" (Sozomenus). Spowiedź tę na mocy boskiej instytucyi uważano za konieczną dla każdego wiernego, który obraził Boga (Sozomenus). — Ciż sami autorowie mówią nam o pewnej kobiecie, która pragnąc się zastosować do prawa bożego, spowiada się przed kapłanem ze wszystkich grzechów (κατὰ μέρος) i dopełnia naznaczonej jej pokuty.
2-o. Prawda, że wówczas Nektaryusz zniósł urząd kapłana penitencyaryusza, ale ten środek wcale nie spowodował zniesienia spowiedzi sakramentalnej. Uzasadnimy to nasze twierdzenie przez udowodnienie dwóch zdań następujących: można było znieść na Wschodzie urząd kapłana penitencyaryusza bez znoszenia spowiedzi tajemnej czyli sakramentalnej; i rzeczywiście, Nektaryusz napewno nie zniósł spowiedzi sakramentalnej.
Naprzód tedy twierdzimy, że zniesienie urzędu kapłana penitencyaryusza wcale nie pociągało za sobą konieczności zniesienia spowiedzi sakramentalnej. Urząd ten został ustanowiony przez Kościół w pewnym oznaczonym czasie z powodu wyjątkowych jakichś okoliczności. Z tego powodu też Kościół własną powagą mógł znieść ten urząd, zatrzymując wszakże spowiedź sakramentalną, której nie przestawał od początku uważać za instytucyę boską. Istotnie, zobaczmyż, jakie są cechy urzędu kapłana penitencyaryusza.
Urząd ten został ustanowiony, jak powiada historyk Sokrates, z powodu schizmy Nowacyanów. Przez to zarządzenie chciał Kościół odwrócić zarzut, jaki stawiali mu rzeczeni heretycy, jakoby zbyt łatwo przypuszczał do jedności ze sobą tych, którzy byli upadli w czasie prześladowania Decyusza. Przez ten urząd kapłan penitencyaryusz był na mocy delegacyi biskupiej przełożonym nad pokutami publicznemi czyli uroczystemi: słuchał on spowiedzi wiernych, którzy się dopuścili grzechów kanonicznych, naznaczał im pokutę odpowiednią do wielkości grzechów, udzielał im rozgrzeszenia i następnie kierował dopełnieniem uczynków pokutnych. Szczegóły te wyraźnie wspomina Sozomenus: kapłan penitencyaryusz wykonywał w Konstantynopolu te same funkcye, jakie spełniał w Rzymie sam biskup; tymczasem zaś, podług tegoż samego Sozomena, funkcye biskupa rzymskiego polegały na tem, że przewodniczył w pokutach publicznych i niemi kierował. — Nadto, do kapłana penitencyaryusza należało czuwać nad obyczajami i karnością kościelną, przyjmować od wiernych odnośne wiadomości, zmuszać wielkich grzeszników do zmiany życia i do pokuty. Tę drugą cechę urzędu kapłana penitencyaryusza dają nam poznać Sokrates i Sozomenus. Obaj bowiem opłakują rozluźnienie obyczajów, które było następstwem zniesienia urzędu kapłana penitencyaryusza: „Dawniej, powiada Sozomenus, grzechy bywały mniejsze, bądź z powodu wstydu, jaki towarzyszył spowiedzi z tych grzechów, bądź też z powodu surowości tych, których sądowi podlegały te grzechy." „Z tego powodu, powiada Sokrates, zaniechano wzajemnie się upominać i wypełniać zalecenie apostoła: „a nie spółkujcie z uczynkami niepożytecznemi ciemności, ale raczey strofuycie." (Ef. V, 11).
Oczywista więc, że Nektaryusz mógł znieść te wyjątkowe czynności, będące ustanowienia czysto kościelnego, nie znosząc przez to bynajmniej spowiedzi tajemnej czyli sakramentalnej. Czyżby dziś naprzykład śmiał kto utrzymywać, że ze zniesieniem urzędu kanonika penitencyaryusza przy jakimś kościele katedralnym znikłaby tem samem spowiedź sakramentalna? Bynajmniej!
Powtóre, powiedzieliśmy wyżej, że istotnie Nektaryusz, zawieszając urząd kapłana penitencyaryusza, wcale nie zniósł spowiedzi usznej czyli sakramentalnej. Na to posiadamy mnóstwo rozstrzygających dowodów.
1) Jakiż był, podług Sokratesa, skutek Nektaryuszowego zarządzenia? Oto taki, że wierni nie mogli już odtąd wzajem się przestrzegać. Przez to zaś daje nam poznać historyk, że w zarządzeniu patryarchy Konstantynopolitańskiego widział jedynie zniesienie wyjątkowych, odrębnych czynności kapłana penitencyaryusza.
2) Sozomenus obszernie opisuje pokutę publiczną, jaka za jego czasów była we zwyczaju w Rzymie. Tę właśnie pokutę zniósł Nektaryusz. Sozomenus wyraźnie to zaznacza. W jego jednak przekonaniu patryarcha wcale nie dotykał spowiedzi sakramentalnej. I rzeczywiście, gdyby to był uczynił, to czyżby ten historyk nie okazał swego niezadowolenia z podobnego kroku biskupa, on, co opowiadanie swe rozpoczyna od zaznaczenia boskości instytucyi i konieczności dla wiernych tej spowiedzi?
3) Wreszcie, historya wieków następnych podaje na prawdziwe znaczenie rozporządzenia Nektaryusza. Podług bowiem Sozomena, większość biskupów Wschodu poszła za przykładem Nektaryusza i zniosła urząd kapłana penitencyaryusza. Możemy zatem oceniać znaczenie tej reformy podług pomników historycznych wieków następnych.
Po wieku IV-m nie spotykamy już więcej na Wschodzie ani pokuty publicznej z jej czterema stacyami, ani modłów liturgicznych i wkładania rąk na klęczących, ani inkwizycyi kościelnych, ani donoszeń ze strony wiernych, słowem, nie spotykamy nic takiego, co stanowiło szczególne zadanie kapłana penitencyaryusza. Ale natomiast widzimy w dalszym ciągu istniejącą spowiedź tajemną czyli sakramentalną. By się o tem przekonać, dosyć przeczytać świadectwa Kościoła wschodniego z V wieku, któreśmy wyżej przytoczyli, albo też przejrzeć księgę pokutną Jana Jejunatora (zm. w r. 596), patryarchy Konstantynopolitańskiego98. — A nawet, począwszy od wieku IV-go, spotykamy na Wschodzie dogmat o spowiedzi sakramentalnej stwierdzany w sposób daleko jaśniejszy niż przedtem i dokładniejszy.
Oczywista rzecz przeto, że protestanci żadnej nie mogą wyciągnąć dla swoich mniemań korzyści ze zniesienia urzędu kapłana penitencyaryusza w Kościele wschodnim.
III.—Natura świadectw Kościoła pierwotnego. skopiuj
Główny zarzut protestantów przeciw wierze w spowiedź sakramentalną w dawnym Kościele daje się streścić w ten sposób: Przytaczane przez katolików świadectwa są nieliczne i niejasne; tymczasem zaś, gdyby dogmat tak ważny, tak codziennie praktykowany, jak dogmat o spowiedzi sakramentalnej, istniał w pierwotnym Kościele, kapłani często tłómaczyliby go ludowi i w pismach swych mówiliby o nim często w sposób jasny i dokładny.
Zarzut to bardzo poważny; odeprzemy go jednak dwiema uwagami: pierwsza z nich dotyczy warunków, w jakich się znajdowała wówczas wiedza teologiczna, druga uwaga odnosi się do zastosowania, jakie nadawano spowiedzi w Kościele pierwotnym.
1-o. Z wiedzą teologiczną działo się to samo, co się dzieje z każdą wiedzą ludzką w jej początkach: początkowo nauczano teologii w sposób ogólny i niezupełny.
W okresie apostolskim ukazało się kilka pism, w których dogmatyczna i moralna nauka chrystyanizmu została zaledwie naszkicowana.
W okresie przed-nicejskim Kościół, niepokojony i wstrząsany prześladowaniami, wydał bardzo niewielką ilość pisarzy, którzy pragnąc uczynić zadość naglącym i najkonieczniejszym potrzebom wiernych, w wyborze przedmiotu swych nauk rządzili się zawsze okolicznościami chwili. Z powodu prześladowań zajmowali się przedewszystkiem apologetyką przeciw poganom i żydom. To też poruszali rozmaite punkta wiary, dotyczące dogmatu, moralności lub Pisma św., ale czynili to zawsze w celach polemicznych, by pokonać heretyków ówczesnych, a zwłaszcza gnostyków. — Z czego znów wynikało to, że pozostawiali na boku odrębne punkta nauki katolickiej, co do których żadnych nie wszczynano sporów. Dlatego-to właśnie nie określają oni jasno spowiedzi sakramentalnej, lecz gdy się sposobność nadarzy, wspominają tylko o niej; i rzeczywiście, żadna ówczesna herezya nie napadała wprost na spowiedź sakramentalną. Jednakże mamy wszelkie prawo twierdzić, że ustnie dostatecznie pouczano wiernych o dogmacie spowiedzi.
W IV wieku Kościół uzyskał pokój; to też widzimy w tym czasie mnóstwo pisarzy kościelnych. Aczkolwiek pisma ich dotyczą jeszcze przedewszystkiem herezyi, które zwalczyć usiłują, to jednak dają nam one już bardziej rozwinięte poglądy na prawdy religii katolickiej. A więc i o spowiedzi sakramentalnej znajdujemy już w tym wieku świadectwa daleko liczniejsze i bardziej szczegółowe.
Atoli, przyznajemy chętnie protestantom, że i w tym wieku jeszcze świadectwa o spowiedzi sakramentalnej nie są jeszcze tak liczne i tak wyraźne, jak świadectwa o chrzcie św. i Eucharystyi. Ta wszakże różnica łatwo się tłómaczy; wówczas bowiem daleko rzadziej stosowano w Kościele spowiedź, aniżeli chrzest św. i Eucharystyę, co udowadniamy na innem miejscu. Dlatego też Ojcowie Kościoła daleko więcej mają sposobności mówienia o tych dwóch ostatnich sakramentach, aniżeli o innych. Prócz tego, gdy przemawiali do ludu o chrzcie i Eucharystyi, mogli je oznaczać i nazywać tylko właściwą ich nazwą, gdy zaś zalecali wiernym spowiedź św., mogli doskonale oznaczać ją mianem pokuty, której spowiedź jest tylko jednym z pierwiastków składowych. Ponieważ wreszcie zadosyćuczynienie sakramentalne było w owym czasie pierwiastkiem górującym tego sakramentu, o nim też głównie Ojcowie mówili; gdy więc, używając przenośni, oznaczali pokutę sakramentalną przez jedną z jej części, wymieniali przeważnie zadosyćuczynienie sakramentalne.
2-o. Co się zaś tyczy zwyczaju spowiadania się, to z pewnością w dawnym Kościele spowiadano się rzadziej, aniżeli dzisiaj.
a) Dawniej w starożytnym Kościele wtedy tylko czyniono spowiedź sakramentalną, kiedy ona była konieczną do zgładzenia popełnionych grzechów śmiertelnych.
b) To zaś przebłaganie Boga za grzechy przez spowiedź nie było wówczas tak często potrzebne jak dziś.
Naprzód tedy w dawnym Kościele nie uciekano się do spowiedzi sakramentalnej dla otrzymania rozgrzeszenia z grzechów powszednich, które mogą być zgładzone innymi sposobami. Nawet dosyć późno dopiero weszło w zwyczaj spowiadanie się z grzechów powszednich. Przed VIII w. z pewnością zwyczaj ten jeszcze nie istniał99. Jeszcze w XI w. spowiedź obejmowała najczęściej tylko grzechy śmiertelne100. Już w tym czasie jednak zaczęto zastępować czysto ascetyczną spowiedź z grzechów powszednich spowiedzią sakramentalną. (Bolland. 22 Październik).
Powiedzieliśmy, że obowiązek uciekania się do spowiedzi dla zgładzenia grzechów śmiertelnych rzadszy bywał w starożytności, aniżeli jest obecnie. I rzeczywiście: a) w ciągu pierwszych wieków chrystyanizmu podczas ciągłych prześladowań wiary ożywiała wiernych wielka żarliwość ducha, skutkiem której starannie unikali oni wszelkich upadków w grzechy ciężkie. Często też bywali zwycięzcami pokus, co nie wymagało z ich strony nadzwyczajnych wysiłków. b) Chrześcijanie żyli po większej części w małżeństwie, a tym sposobem łatwo mogli unikać tych grzechów, do których najwięcej zepsuta natura nasza czuje skłonności. b) Często chrzest św. przez długie odkładano lata. c) Ponieważ lud chrześcijański świeżo wyszedł z poganizmu, nie musiał się przeto w zakresie moralności odznaczać zbyt wielką delikatnością sumienia. Wielu zwykłych wiernych z pewnością nie znało wielu grzechów, zwłaszcza grzechów myślą popełnianych.
Skoro się więc to wszystko zważy, cośmy wyżej powiedzieli, łatwo będzie zrozumieć, dlaczego Ojcowie Kościoła, zwłaszcza w ciągu trzech pierwszych wieków, tak rzadko mówią i w sposób tak niewyraźny o spowiedzi sakramentalnej. Nie mają przeto słuszności protestanci, gdy z tego usiłują wydobyć swój główny przeciw spowiedzi zarzut. Kościół, jakeśmy to wykazali, wyznawał w pierwszych wiekach, tak samo jak dziś wyznaje, dogmat o spowiedzi sakramentalnej, a wszystkie zarzuty protestantów wobec bezstronnego tłómaczenia historycznych pomników starożytności same przez się upadają.
(Dr. O. F. Cambier).
X. W. S.
-
Prw. Daillé, De sacramentali seu auriculari latinorum confessione. t. III. c. I.—Hase, Handbuch d. Protestantischen Polemik gegen d. Römisch-katholische Kirche, II Buch, c. 5. str. 370. 4 wyd. 1858. ↩
-
Prw. Ireneusz. Adv. Haereses, l, I. c. 13. ↩
-
Prw. Athanasii, Vita Sancti Antonii. ↩
-
Wyd. Harduina, t. I, col. 781. ↩
-
Epist. ad Amphilochium can 14; Migne, Patr. gr. t. XXXII, col. 682. ↩
-
Epist. ad Letoium can. 6; Migne. Patr. gr. t. XLV, col. 234. ↩
-
Epist. XXII ad Aurelium; Migne. Patr. Lat. t. XXXIII, col. 92. ↩
-
Prw. św. Augustyn, Epist. 135 (indziej 154) ad Mac. ↩
-
Prw. św. Ambroży, Lib. II, de Poeniten, c. X. ↩
-
Prw. V synod Kartagiński z r. 401, can. 11, wyd. Harduin'a t. I, col. 988; św. Leon. Epist. 167 (alias 92) ad Rustic. Narb; św. Piotr Alex. can. X; św. Bazyli, can. 51. ↩
-
Prw. Orygenes. Homil. II in Psalm. 37. ↩
-
Prw. Burchard. lib. XIX, c. 83, p. 213. ↩
-
Prw. św. Augustyn, Serm. 351. ↩
-
Prw. św. Augustyn, Serm. 351, c. 4. ↩
-
Prw. św. Wincenty Leryneński (r. 431), Commonitor, n. 27—32. ↩
-
Lib. II cap. 7, Migne, Patr. Lat. t. LIX, col. 451. ↩
-
Epistolarum. Lib. IV. epist. XIV; Migne, P. L. t. LVIII, col. 520. ↩
-
Epist. 108 ad Theodorum, episc. Forojul. Migne. P. L. LIV, 1011. ↩
-
Haereticarum fabularum, Lib. IV, c. 10; Migne, t. LXXXIII, col. 430. ↩
-
Homilia VIII, Migne, Patr. Lat. t. I, col. 852. ↩
-
Epistolarum. Lib. III, epist. 243. Migne, Patr. Gr. t. LXXIX, c. 495—502. ↩
-
Hist. eccl. lib. VII, c. 16; Migne, P. G. t. LXVII, col. 1459. ↩
-
Prw. Jos. Fessler, Institutiones Patrol. II, 631. ↩
-
Serm. CCCLI, c. 4; Migne, P. L. t. XXXIX, col. 1545. ↩
-
Card. Majus. Nova bibliotheca Patrum. t. I, p. 386. ↩
-
Card. Majus. Ibid. p. 388. ↩
-
Enarratio circa psal. 66; Migne, P. L. t. XXXVI, col. 809. ↩
-
Card. Majus. Ibid. t. I, p. 25. ↩
-
Sermo CCCXCII; Migne, t. XXXIX, col. 1711. ↩
-
Prw. Serm. CXLIX, n. 7; Serm. LXVII, n. 3; Serm. II, de Psal. 101; Tractat. XLIV in Joannem etc. ↩
-
In Math. XVI, 19; Migne, P. L. t. XXVI, col. 118. ↩
-
Ep. ad Nepotianum de vita clericorum et sacerdotum. ↩
-
Orat. XVI; Migne, P. Gr. t. XXXV, col. 958. ↩
-
Orat. XXXII; Migne, P. G. t. XXXVI, col. 210. ↩
-
Orat. XXXIX; Migne, P. G. t. XXXVI, col. 354—358. ↩
-
Epist can. ad Letoium; Migne, P. G. t. XLV, col. 233. ↩
-
Lib. XI contra Eunomium. Migne, Ibid. col. 880. ↩
-
Migne, P. L. t. XIII, col. 1086. ↩
-
Lib. II. c. 3. Migne. P. L. t. XVI, col. 501. ↩
-
Lib. II. c. 6; Migne. Ibid. col. 507—508. ↩
-
Lib. II. c. 10; Migne. Ibid. col. 518. ↩
-
Lib. II. c. 7; Migne. Ibid. col. 510. ↩
-
Lib. II. c. 9; Migne. Ibid. col. 517—518. ↩
-
Interr. 229; Migne. P. G. t. XXXI. col. 1236. ↩
-
Interr. 288; Migne. Ibid. col, 1284. ↩
-
Migne. P. G. t. XXIX. col. 333. ↩
-
Migne. P. G. t. XXXI. col. 1158, ↩
-
S. Ephremus. Opera omnia syr. t. III. p. 57. ↩
-
De Scriptoribus ecclesiasticis. ↩
-
Paraenesis XIX ad poenitentiam. Opera Syr. t. III. p. 448. ↩
-
In Math. XVIII, 19: Migne, P. L. t. IX. col. 1021. ↩
-
Migne. P. Gr. t. XXVI. col. 1313. ↩
-
Hist. Eccel. lib VI. c. 9; Migne. P. Gr. t. XX. col. 642. ↩
-
Ibid, cap. 34. Migne. Ibid. col. 595. ↩
-
Instit. lib. IV c. 17; Migne. Ibid. col. 501. ↩
-
Ibid. c. 30; Migne. Ibid. col. 544. ↩
-
Wright. Aphraatis vita ejusque scripta. ↩
-
Prw. Syntagma canonum Photii. Tit. XIII. c. 23; Spicilegium Romanum Maii. t. VII. p. 465. ↩
-
De Lapsis; Migne. P. L. t. IV. col. 488—489. ↩
-
Homil. I. in psal. 37; Migne. P. G. t. XII. col. 1369. ↩
-
Homil. II in Levitic. n. 4; Migne. t. XII. col. 638. ↩
-
Homil. XVII in Lucam; Migne. t. XVIII. col. 1846. ↩
-
Homil. X in Numeror. n. 1; Migne. t. XII. col. 638. ↩
-
Homil. III in Levit. n. 4; Migne t. XII, col. 429. ↩
-
Homil. II in psalm. 37; Migne, t. XII, col. 1386. ↩
-
Homil. V in Jeremiam, Migne, t. XIII, col. 310. ↩
-
Cap. IV. Migne, P. L. t. I, col. 1233. ↩
-
Cap. IX. Migne, ibid. col. 1243. ↩
-
De Pudicitia, cap. 3, Migne, t. II, col. 986. ↩
-
Cap. IX. Migne, t. I, col. 1243. ↩
-
Euzebius. Hist. Eccl. lib. V. c. 20; Migne, P. Gr. t. XX, col. 483 i 486. ↩
-
C. 6. n. 3. Migne, P. G. t. VII. col. 508. ↩
-
C. 9. n. 5. Migne, ibid. col. 588. ↩
-
C. 52. Migne, P. G. t. I, col. 316. ↩
-
Prw. Funk. Opera Patrum Apostolicorum, p. XXXVIII. ↩
-
Migne, Ibid. col. 341. ↩
-
Epist. I, ad Jacobum. Migne, P. Gr. t. I. col. 468. ↩
-
Prw. Frank. Die Bussdisciplin der Kirche, str. 57. ↩
-
Migne, P. Gr. t. I, col. 6 nst. ↩
-
Migne, P. G. t. III, col. 1087. ↩
-
Prw. Dissert. de Nourry apud Migne t. III, Martin, in Prolegomenis ad Analecta sacra, t. IV. Parisiis. 1883. ↩
-
Migne, P. G. t. II, col. 779. ↩
-
Migne. P. G. t. XLVIII, col. 643. ↩
-
Homil. de Muliere Samaritana. Migne. t. LIX, col. 196. ↩
-
Homil. IX in epist. Hebraevs. Migne. t. LXIII, col. 80—81. ↩
-
Lib. II De Sacerdot. Migne. t. XLVIII, col. 534—635. Homilię tę wypowiedział w Konstantynopolu w r. 392. ↩
-
Homil. V de incomprehensibili. Migne. t. XLVIII, col. 746. ↩
-
Prw. Synod. ad quercum. Labbé. Coll. conc. t. II. p. 1328. ↩
-
Prw. Mansi. Coll. concil. t. XII: col. 232. ↩
-
Poenitentiale Andegavense saec. XI. Prw. Morin. Appendix ad Commentarium de poenitentia. str. 38. ↩
-
Homil. Non esse ad gratiam concionandum. Migne. t. I, col. 658. ↩
-
Homil. IV in Lazarum. Migne. P. G. t. XLVIII, col. 658. ↩
-
Homil. XX in Genesim. Migne. t. LIII, col. 170—171. ↩
-
Prw. np. lib. II. de Sacerdot. ↩
-
Kalwin. Instit. Lib. III. c. 4. ↩
-
Migne. P. G. t. LXVII, col. 614—617. ↩
-
Migne. Ibid. col. 1458—1463. ↩
-
Migne. P. G. t. LXXXVIII. col. 1891. ↩
-
Św. Alfons Liguori. Sulla materia della confessione frequente. Apologia t. II. str. 148. Monza 1832. ↩
-
Prw. Mabillon. co do w. VIII; Beda, co do w. IX; Prw. Jonas Aurel. ↩