Templaryusze (Zniesienie T'ów) i klemens V
Stawiamy tu pytanie, czy można oskarżać Klemensa V papieża o słabość charakteru i współudział w sprawie zniesienia Templaryuszów? Pytanie to tem jest ciekawsze, że chodzi o papieża, będącego w pewnem znaczeniu więźniem głównego oskarżyciela templaryuszów, jak również—o papieztwo, przechodzące jedną z historycznych chwil swego przesilenia i osłabienia.
Opowiada pewien historyk XIII w., Villani1, że zanim zebrani w Perugii na konklawe kardynałowie przystąpili do obioru Bertranda de Gota, arcybiskupa Bordeaux, na godność papiezką, wysłali do króla francuskiego prośbę, aby się pojednał z arcybiskupem, którego mieli zamiar obrać papieżem, a jako okup za to pojednanie przyobiecali uwzględniać wpływ francuski w sprawach Kościoła. Skutkiem tego nastąpiło, podług Villani'ego, spotkanie pomiędzy arcybiskupem Bertrandem de Gota a królem w okolicach Saint-Jean d'Angely. Miała tam jakoby zajść pewna kupiecka umowa, mocą której Filip Piękny w zamian za tyarę papiezką prosił i jakoby otrzymał sześć łask od przyszłego wybrańca: „Oto są owe sześć łask, o które was proszę, powiada król. Pierwsza, abyście mnie zupełnie pojednali z Kościołem i przebaczyli mi zło, jakiego się dopuściłem, gdym prześladował Bonifacego VIII. Druga—abyście mi dali—mnie i tym, którzy szli za mną—Komunię św. Trzecia—abyście mi przyznali wszystkie dziesięciny mego królestwa w ciągu lat pięciu na pokrycie kosztów wyprawy przeciw Flamandczykom. Czwarta—abyście zatarli pamięć papieża Bonifacego. Piąta—abyście przywrócili godność kardynalską Jakubowi i Piotrowi Colonnom, i abyście uczynili kardynałami niektórych z moich przyjaciół. Co do szóstej łaski, to wstrzymam się od oznaczenia jej czasu i miejsca, gdyż rzecz-to tajemna i bardzo ważna. Arcybiskup miał wszystko to przyobiecać pod przysięgą na Ciało Pana Jezusa, a nawet udzielić rękojmi królowi."
Nie wątpiono, że tą wypraszaną przez króla a ślepo przyobiecaną przez przyszłego papieża łaską było potępienie templaryuszów. Powaga świadectwa Villani'ego była aż po nasze czasy rozstrzygającą. Dopiero niedawne odkrycie Dziennika wizyt pasterskich arcybiskupa Bordeaux, dokonane i ogłoszone przez profesora na uniwersytecie Bordeaux'skim, Rabouis'a, silnie zachwiała powagę świadectwa Villani'ego. Diarium to obejmuje czas od d. 17 Maja 1304 r. do d. 22 Czerwca 1305 r. Otóż przez cały miesiąc Maj 1305 r., kiedy mogło prawdopodobnie nastąpić rzeczone spotkanie, Bertrand de Gota znajdował się w Poitou. Widzimy go tu dzień po dniu albo na wizytach pasterskich, albo puszczającego sobie krew, lub biorącego jakieś dla zdrowia środki przeczyszczające, jak to bywało zwyczajem w owych czasach. Z drugiej znów strony Itineraryum, czyli dziennik podróży Filipa Pięknego, ogłoszony w XIII tomie zbioru Historyków Gallii, nie pozwala przypuszczać, aby król ten mógł się spotkać z arcybiskupem Bordeaux-skim, czy to w Saint-Jean d'Angely, czy też w Poitou, i to nietylko w ciągu Maja, ale nawet i w ciągu poprzedniego miesiąca Kwietnia.
Spotkanie zatem rzeczone w Saint-Jean d'Angely trzeba zaliczyć do rzędu historycznych baśni. Wolno tylko przypuszczać, że Filip Piękny od początku myślał nad zagładą templaryuszów i że miał nadzieję znaleść w papieżu—francuzie podatne narzędzie do przeprowadzenia swych planów; nic wszakże nie upoważnia do twierdzenia na pewno, że Klemens V już przed swą elekcyą związał się w obec króla przysięgą, albo choćby tylko obietnicą jakąś w sprawie templaryuszów.
Niemniej jednak wszystkie dokumenta historyczne okazują istnienie pewnego jakiegoś tajemnego porozumienia pomiędzy Klemensem V a królem już nazajutrz po koronacyi papiezkiej. Filip Piękny zdradzał niekiedy nadmierne jakieś żądania, papież zaś—dziwnie upokarzającą uległość. Dążył król stale do zagłady pamięci Bonifacego VIII; pisano nawet, że chciał ni mniej ni więcej, tylko odgrzebać zwłoki nieboszczyka i spalić je na stosie, ale, jak bardzo słusznie zauważył Boutaric2, udawana ta wściekłość złości pokrywała inne zamiary i była jakoby mieczem Damoklesa, zawieszonym nad głową nowego papieża, mającym go przywieść do spełnienia skrycie żywionego przez króla zamiaru—zniesienia templaryuszów.
Wreszcie trudna ta sprawa omawiana była z innymi na zjeździe w Poitiers d. 14 Maja 1307 r.; była ona tam nawet roztrzygnięta, jeśli można wierzyć zapewnieniu kontynuatora Wilhelma de Nangis, który tak o tem mówi: „Około Zesłania Ducha św. król Filip, mając rozmówić się z papieżem, udaje się do Poitiers, i wtedy-to z papieżem i kardynałami zastanawiano się nad wielu trudnemi sprawami, a nawet powzięto uchwały, zwłaszcza co do opanowania templaryuszów jak-to następujący obrót rzeczy wyjaśni." Pomimo to jednak wspomniany Boutaric sądzi, że przy tem spotkaniu nie zapadła uchwała aresztowania templaryuszów za wspólną zgodą papieża i króla. Aresztowania tego, jak powiada kronikarz, nie nakazano, lecz tylko zastanawiano się nad niem (deliberatum). Twierdzenie to dostatecznie się potwierdza listem Klemensa V, pisanym do króla d. 24 Sierpnia. „Przypominasz sobie zapewne W. K. Mość, że uniesiony żarliwością o wiarę, już-to osobiście, już też przez pośrednictwo innych osób omawiałeś z nami w Lyonie i w Poitiers sprawę zniesienia templaryuszów. Przykro nam było wówczas wierzyć temu wszystkiemu, co rozpowiadano w tym przedmiocie, ale gdyśmy następnie słyszeli o templaryuszach wiele rzeczy niesłychanych i do uwierzenia trudnych, byliśmy zmuszeni się zachwiać i z najwyższą boleścią przedsięwziąść to, czego wymagał porządek i sprawiedliwość. Jakoż, gdy wielki Mistrz templaryuszów i wielu komturów zakonnych, zarówno z twego jak z innych królestw, dowiedziało się, że dobre ich imię czerniono wobec Nas, wobec W. K. Mości i wobec innych książąt, natarczywie i nie raz, ale wielokrotnie domagali się od Nas, abyśmy zbadali prawdę tych oskarżeń, które oni nazywali kłamliwemi, i abyśmy ich uniewinnili, jeśli się okażą niewinnymi, albo ich potępili, jeśli będą winni. Nie chcąc tedy nic zaniedbać w takiej sprawie, w której chodziło o wiarę, a także ze względu na to, że to, co nam powiedziano ze strony W. K. Mości, jest wielkiej naszem zdaniem wagi, za radą braci naszych kardynałów postanowiliśmy bezzwłocznie rozpocząć dokładne zbadanie tej sprawy; o wszystkiem, co uczynimy, powiadomimy W. K. Mość; ze swej strony zaś prosimy W. K. Mość o udzielanie Nam otrzymanych odnośnych wiadomości i tego wszystkiego, co W. K. Mość będzie uważał za stosowne Nam donieść."
Skądinąd zaś wiadomo, mianowicie z uwagi, umieszczonej na czele jednego z regestrów francuskiego sekretaryatu stanu, że omawianie i polecenie aresztowania templaryuszów nastąpiło jednocześnie w opactwie Maubuisson na cztery miesiące przed zjazdem w Poitiers. „Anno Domini, die Veneris, post festum Beati Matthiae Apostoli, rege existente in Monasterio regali B. Mariae, juxta Pontisarum, traditum fuit sigillum Domino G. de Nogareto militi, ubi tunc tractatum fuit de captione templariorum."
Postawa też papieża po uwięzieniu templaryuszów jeszcze lepiej dowodzi, że Filip Piękny w tej sprawie działał sam podług planów, nieznanych Klemensowi V. Uwięzienie wszystkich templaryuszów w królestwie i bezpośrednie potem zawiadomienie o zaszłym wypadku papieża nastąpiło d. 13 Listopada. Nic nie zapowiadało tego gwałtu, gdyż nawet w wilję tego dnia Wielki Mistrz Templaryuszów, Jakób de Molay, był obecny w obec króla na żałobnem nabożeństwie za duszę księżny de Valois i na równi z innymi książętami państwa miał zaszczyt nieść trumnę do grobu.
Jednocześnie z rozkazem aresztowania templaryuszów wydano cyrkularz do ludu, napisany w wyrazach dwuznacznych, mających przekonać, że w całej tej sprawie działa papież na poły z królem. Ale wyjaśnienia, jakie później nastąpiły pomiędzy papieżem a Filipem Pięknym, wykazują aż nadto, że dwuznaczne wyrazy o porozumieniu się w tej sprawie z papieżem wypowiedział król we własnej obronie dla zmniejszenia zanadto wielkiej za gwałt odpowiedzialności. To też nie omieszkał papież natychmiast odeprzeć tej swawoli królewskiej w przypisywaniu mu winy. W liście, poraz pierwszy ogłoszonym w całości przez Boutaric'a, wyrzuca królowi, że wkroczył na drogę gwałtu przeciw zakonowi Templaryuszów, że uwięził ich—i to przed jego (papieża) niejako oczyma. Przedstawia mu, że dopuszcza się wielkiej krzywdy, gdy ściąga rękę na osoby i wła sność, zależącą wyłącznie od Stolicy Apostolskiej; że On, Klemens, sam pragnie wyrwać złe ziele z winnicy Chrystusowej, ale, że król francuski nie otrzymał żadnego polecenia po temu. Kończy wreszcie zapowiedzią, że wysłał do króla dwóch kardynałów: Berengera de Fredale i Stefana de Susi, upełnomocnionych do przywrócenia majątków i osób templaryuszów do dawnego porządku.
Cała ówczesna korespondencya pomiędzy Filipem Pięknym a Klemensem V papieżem wykazuje po stronie króla źle ukrywane zakłopotanie. Biskupi i inkwizytor, biorący udział w spisku przeciw templaryuszom, przedstawiali papieżowi, że konieczną było rzeczą uprzedzić wykonanie złych zamiarów templaryuszów. Sam zaś Filip Piękny niczego nie zaniedbał, żeby osłonić niegodziwość swego postępowania. Za przybyciem legatów papiezkich pisał do Klemensa V, że rozkazał pochwycić templaryuszów na żądanie inkwizytorów, zobowiązanych przez samego papieża do podtrzymywania całości wiary w królestwie, że zresztą wyda w ręce kardynałów Berangera i Stefana osoby templaryuszów. „Dobra ich, dodaje król, każemy wiernie przechowywać w całości na potrzeby Ziemi Świętej, dla której pobożność wiernych pierwiastkowo je przeznaczyła. Do poboru dochodów i do zachowywania tych dóbr postanowiliśmy przeznaczyć ludzi uczciwych, nie należących do składu urzędników, zarządzających naszemi osobistemi sprawami." (d. 24 Grudnia 1307 r.)
Tak samo też postąpił Klemens V z biskupami i inkwizytorami, którzy w zbytniej usłużności dla celów królewskich przeprowadzili przedwczesne badania tak, iż nieszczęśliwi podsądni mieli czas zaledwie odetchnąć pomiędzy uwięzieniem swem a torturą. Papież pozbawił władzy tych niesumiennych gorliwców. (D. 23 Listopada 1307 r.).
Powoływał więc papież całą tę sprawę przed swój najwyższy trybunał. Tym sposobem działał zgodnie z prawem i kładł tamę samowoli i chciwości, rozbudzonej widokiem bogactw zakonu.
Poznawszy sprawę z zeznań mnóstwa podsądnych, Klemens V pragnął tylko przeprowadzić proces i unormować dalsze postępowanie. Zniósł więc (d. 5 Lipca 1308 r.) suspensę, wydaną na biskupów i inkwizytorów, zastrzegł wszakże, aby każdy trybunał sądowy rozpoznawał jedynie sprawy pojedyncze, jakie przed nim wytoczone będą, sobie zaś samemu zastrzegał ogłoszenie wyroku o ogólnym stanie zakonu. Również i sąd nad Wielkim Mistrzem oraz nad głównymi komturami zakonnymi wyjmował z pod władzy sędziów zwykłych, a powierzył go odrębnym komisarzom papiezkim. Podobne też polecenia rozesłał do panujących i do trybunałów kościelnych wszystkich krajów, gdzie istniały domy templaryuszów. Zamiarem papieża było przeszkodzić gwałtom, podobnym do tych, jakich się dopuścił Filip Piękny, a jednocześnie przygotować obszerny materyał, któryby mu służył na wypadek konieczności orzeczenia o istnieniu lub nieistnieniu zakonu templaryuszów.
Następnie wydał bullę, zwołującą za dwa lata sobór powszechny na miesiąc Październik, celem ostatecznego przecięcia sprawy templaryuszów. Bulla ta wypowiada przekonanie papieża o tej sprawie, oraz zasady prawne, na jakich możnaby ją rozstrzygnąć. Z tego względu dobrze będzie tu ją przytoczyć. Mówi tedy papież tak: „Rycerski zakon templaryuszów został ustanowiony dla obrony Ziemi Świętej; w tym celu wyposażył go Kościół w wielkie bogactwa i przywileje; aleśmy się dowiedzieli z najgłębszą boleścią serca, że cały ten zakon popadł w apostazyę, w obrzydliwe nieczystości i rozmaite herezye. Skargi odnośne zanoszono do Nas od samego początku Naszego panowania, zanimeśmy nawet wyjechali do Lyonu na koronacyę, ale były one tak nieprawdopodobne, żeśmy im i ucha podawać nie chcieli. Następnie jednak ukochany Nasz Syn, król francuski, Filip, powiadomiony o wszystkiem, udzielił Nam ważnych wskazówek o tej sprawie przez pośrednictwo swych posłów i przez listy, co czynił jedynie z gorliwości o wiarę, bez żadnych pobudek osobistych, gdyż nie zamierza przywłaszczać sobie żadnych dóbr tego zakonu. I owszem, zarząd nimi i zachowywanie ich pozostawił Nam i Kościołowi w granicach swego państwa.
„Jednakże, ponieważ złe imię templaryuszów coraz bardziej wzrasta, a jeden z pomiędzy nich, wielkiej szlachetności i wielkiej powagi w zakonie, po uprzedniem złożeniu przysięgi zeznał w tajemnicy przed Nami, że jest zwyczajem u nich przyjętym, iż przy przyjmowaniu braci do zakonu, każdy z nich wyrzeka się Chrystusa i pluje na krzyż, jaki mu podają, dodając, że i przyjmujący i przyjmowany spełniają przy tem inne jeszcze czynności, ani dozwolone, ani nawet do wypowiedzenia godziwe, przeto nie wolno Nam było dłużej zaniedbywać Naszego obowiązku i nie słuchać skarg do Nas zanoszonych; nie tylko król bowiem, ale i panowie i szlachta, duchowieństwo i lud francuski stanęli przed Nami, bądź sami osobiście bądź przez posłów, i wypowiadali te same skargi, a dowody ich widzieliśmy w licznych wyznaniach, zaświadczeniach i zeznaniach wielkiego Mistrza, oraz wielu komturów i braci zakonnych, jakie w wielkiej ilości otrzymali biskupi i inkwizytorowie we Francyi i jakie Nam przedstawili. Nie mogliśmy tedy lekceważyć tych skarg bez wielkiego zgorszenia, ani złego tolerować bez groźnego niebezpieczeństwa... Ponieważ dobro ogólne wymaga zaradzenia tym wielkim nieszczęściom, przeto po długim i starannym namyśle z kardynałami i innymi roztropnymi mężami postanowiliśmy, idąc za chwalebnym zwyczajem naszych ojców, zebrać sobór powszechny za dwa lata od pierwszego dnia zbliżającego się Października, aby zaradzić sprawom zakonu templaryuszów i ich majątków, sprawom wiary katolickiej, zdobycia Ziemi Świętej, obyczajowej reformy Kościoła i przywrócenia jego swobód."
Wszędzie rozwijały swą działalność komisye, ustanowione celem zbierania wiadomości w sprawie templaryuszów. Zdarzały się wyznania i zaprzeczenia przypisywanych zakonowi zbrodni. Sam wielki mistrz zakonu przyznał się do winy i za nią razem z wielu dygnitarzami i członkami zakonu został ukarany. Im się dalej posuwano w poszukiwaniach, im bardziej wnikano w tajniki tego życia Świątyni, tem bardziej się przekonywano, że do zakonu tego wcisnęły się liczne i potworne nadużycia. Zanadto głęboko upadło imię zakonu, aby się on mógł ostać nawet po przeprowadzeniu reformy.
Właśnie pośród tych badań i odkryć rozpoczęły się obrady soboru powszechnego w katedrze Viennieńskiej dnia 16.go Października 1311 roku. Kilka miesięcy strawiono na obradowaniu nad pilnemi sprawami, o których sobór chciał wydać kościelne orzeczenia. Drugie posiedzenie ogólne odbyło się dopiero w Kwietniu 1312 r. Na tem właśnie posiedzeniu w obecności króla i trzech jego synów ogłoszono zniesienie templaryuszów. Bullę odnośną wydano zaledwie dnia 6 Maja.
Sprawa jednak sama była przedmiotem długich uprzednich roztrząsań, podczas których sprawdzano wydane przeciw zakonowi wyroki i przesłuchiwano niektórych podsądnych. Po ukończeniu badań zażądano zdania biskupów, których większość oświadczyła się za zniesieniem zakonu.
Wyrok możliwie złagodzono: wydano go raczej per medum provisionis, aniżeli per modum condamnationis, to znaczy raczej dla zaradzenia chwilowym potrzebom Kościoła, aniżeli dla potępienia zakonu; papież sobie zastrzegł zarząd dobrami zakonnemi i osobami zakonników.
Sprawa majątków zakonnych dużo czasu zabrała papieżowi i ojcom soboru. Wreszcie postanowiono użyć je na cele zgodne z pierwotnem ich przeznaczeniem. Przyznano je tedy braciom szpitalnym św. Jana Jerozolimskiego (Joannitom), obowiązanym tak samo jak templaryusze do obrony Ziemi Świętej i wiary przeciw niewiernym, z wyjątkiem wszakże dóbr, położonych w Hiszpanii, które przeznaczono na obronę tego kraju przeciw Maurom.
Odnośnie do osób zakonnych, postanowienia soborowe były względnie łagodne. Orzeczono, że templaryusze-rycerze mają być poddani sądom synodów prowincyonalnych, ale jednocześnie dano wskazówki, podług których te sądy miały się odbywać. Niewinni zakonnicy, względnie do stanowiska w zakonie, mieli dostawać przyzwoite utrzymanie kosztem dóbr zakonnych. Względem żałujących i pokutujących zalecono pobłażliwość i przebaczenie, tylko względem niepokutujących i niepoprawnych radzono użyć całej surowości prawa.
W ten sposób więc mądrość i stałość charakteru Klemensa V przecięła samolubne widoki Filipa Pięknego. Sobór Vienneński był pod każdym względem dziełem pokojowem. Uwolniono także pamięć Bonifacego VIII od wszelkich krzywdzących go zarzutów, ale przebaczono jednocześnie jego oskarżycielom to wszystko, co w przeszłości i w teraźniejszości przeciwko temu nieszczęśliwemu papieżowi czynili. Filip Piękny, w rzeczywistości raczej potrzebujący pieniędzy, aniżeli chciwy, żadnych przeszkód nie stawiał wyrokom soboru, dotyczącym majątków zakonnych, zwiększył tylko rachunki, jakie zapłacić mu musieli spadkobiercy templaryuszów, Johannici. Utrzymywał, że templaryusze ukryli summę dwukroć stu tysięcy lirów, które on złożył depozytem w obrębie świątyni, a które Johannici przyrzekli mu zwrócić. Wyliczył 60,000 lirów, które jakoby dał z góry na koszta procesu przeciw templaryuszom, kiedy tymczasem koszta rzeczonego procesu pokrywano dochodami z dóbr zasekwestrowanych. W każdym razie jednak Johannici musieli czekać aż panowania następcy Filipa Pięknego, żeby zebrać dla siebie tę mannę, którą zesłał na ich zakon sobór Vienneński.
Wyrok soboru Vienneńskiego, w takich warunkach wydany przeciw Templaryuszom, był słuszny i sprawiedliwy.
(Prw. Boutaric w czasop. Revue des questions historiques, 1872. Jungmann w czasop. Zeitschrift für katholische Theologie I i III 1881. Literatura przedmiotu u Hergenröthera, Kirchengeschichte, t. II, 588–591. 593).
(P. Guilleux)
X. W. S.