Tybinga (Racyonalistyczna szkoła T'ska)

Jedną z głównych podstaw racyonalistycznej szkoły uniwersytetu Tybińskiego jest zasada, że wszystko w przyrodzie ulega fatalistycznemu prawu nieskończonego postępu. Prawu temu ulega cała ludzkość: jej zdolności, pojęcia, dążenia rozwijają się bezustannie i sprowadzają w świecie materyalnym ciągłe udoskonalanie się przemysłu, w świecie zaś intellektualnym coraz czystsze pojęcia naukowe. Wszczególności zaś idea religijna postępuje ustawicznie naprzód i rozwija się sama przez się; wolne czyny ludzkie w tym rozwoju są jakoby kółeczkami, przyczyniającemi się w swym zakresie do wspólnej pracy, której przedmiot jest z góry fatalistycznie oznaczony przez ogólne prawo wszechświata. Krzywizna, jaką mógłby zaznaczać pochód tej ewolucyi, przedstawia różne falowania, a nawet pewne punkta wstecznego cofania się; ale rozwój ten idzie ciągle naprzód, otrzymując od czasu do czasu potężne podniety w kierunku ogólnym. Jednę z takich potężnych podniet otrzymała idea religijna ze strony genialnego człowieka, Jezusa z Nazaretu. Jednakże mylonoby się bardzo, gdyby sobie wyobrażano, że rozum tego człowieka wyrobił jak gdyby z jednego kawała cały dogmat i całą moralność chrześcijańską i swojem słowem objawił ją światu. Bynajmniej, idea chrześcijańska przechodziła kolejno trzy odrębne fazy. W tem właśnie tworzeniu się nauki chrześcijańskiej w ciągu tych trzech faz znajduje się klucz do dziejów całego Nowego Testamentu. Przy pomocy tego-to klucza postanowił Dr. Baur, profesor w Tybindze, otworzyć nam wszystkie tajniki pierwotnego piśmiennictwa kościelnego.

„Zdaniem Baura, powiada ks. Bacuez, z którego czerpiemy dane niniejszego artykułu1, chrystyanizm był początkowo tylko sektą religii żydowskiej, sektą ebionicką, nie wiele się różniącą od sekty Esseńczyków. Założyciel i pierwsi jego apostołowie zamierzali tylko przeprowadzić pewną reformę i rozprzestrzenić judaizm. W ich przekonaniu zachowanie prawa mojżeszowego było warunkiem zbawienia dla całego rodu ludzkiego, a całe ich posłannictwo ograniczało się do szerzenia praktyk zakonnych. Nauka ich sprowadzała się do trzech następujących punktów: moc uświęcająca i obowiązkowy charakter praktyk prawa mojżeszowego, zastrzeżenie łaski dla synów Abrahama i dla przybranych dzieci ludu bożego, wywyższenie i rozszerzenie narodu żydowskiego po całej ziemi. Nauka ta po śmierci Chrystusa uosabia się w św. Piotrze, przywódcy grona apostolskiego, oraz w św. Jakóbie, biskupie Kościoła Jerozolimskiego. Był-to okres petrynistyczny, czyli okres partykularystyczny.

„Niebawem jednak powstaje nowy apostoł, który protestuje przeciw temu ekskluzywnemu charakterowi tego pojęcia; działalność tego apostoła staje się początkiem ruchu daleko szerszego prozelityzmu. Podług zdania św. Pawła, on-to był bowiem owym apostołem, wszystkie różnice, oparte na różnicy ras i narodowości, powinny być zniesione. W odniesieniu do zbawienia duszy niesłusznie stawia się różnicę pomiędzy poganinem a żydem; jeden i drugi zarówno potrzebuje miłosierdzia niebios, a Bóg nie czyni różnicy między osobami. A zatem posłannictwem Chrystusa jest nie tylko odnowienie i rozszerzenie mozaizmu, ale założenie nowego kultu, nowej religii powszechnej i ostatecznej. Jako Zbawiciel, jest on źródłem prawdziwego życia, życia łaski i chwały. Aby wziąć udział w tem życiu, potrzeba koniecznie i dosyć jest wierzyć w jego naukę i przyjmować jego prawa. Był-to okres paulinistyczny, czyli okres uniwersalistyczny.

„Przekonanie to odpowiadało potrzebom ludzkości: ono miało ją porwać za sobą. Nie mniej jednakże odnosi ono zwycięstwo nie bez trudności. W ciągu połowy z górą wieku gorąca walka, której jednym aktem tylko był spór Antyochejski (Gal. II, 11), dzieli Kościół na dwa przeciwne sobie stronnictwa: stronnictwo Pawłowe, czyli uniwersalistów, które przywołuje pogan, głosząc unieważnienie przepisów prawa mojżeszowego, oraz stronnictwo Piotrowe, czyli ebionitów albo żydujących, które usiłuje podtrzymać praktyki mozaizmu i przywileje ludu wybranego.

„Na poparcie tego przekonania i na dowód istnienia tego rozdziału i walk między apostołami, Baur zaznacza w Nowym Testamencie wszystkie te miejsca, w których skarży się św. Paweł, że jest wystawiony na nienawiść i prześladowania ze strony kłamliwych nauczycieli, gdzie mówi o swej ewangelii, gdzie podejmuje obronę swego apostolatu2. Przedstawia też tenże Baur żydujących, jako stanowiących podówczas większą część Kościoła, jeśli nie cały Kościół, a świętego Piotra, jako streszczającego w swej osobie wszystkie antypatye, których przedmiotem był jego kolega."

Walkę rzeczoną prowadzono nie tylko słowem. Zwolennicy obu stronnictw usiłowali wesprzeć się na powadze apostołów i w tym celu ogłaszali mnóstwo pism, które kłamliwie przypisywali apostołom lub pierwszym ich uczniom. Takim manifestem sekty Petrynistów jest Ewangelia podług Mateusza, idąca po Ewangelii podług Żydów i po ewangelii Egipcyan; Jezus jest tam Messyaszem, zbawicielem swego ludu izraelskiego, przez proroków zapowiedzianym, a Piotr otrzymuje od Mistrza klucze królestwa bożego. List rzekomo św. Jakóba cały jest wymierzony przeciw św. Pawłowi. Homilie Klementyńskie, pod imieniem Klemensa, ucznia Piotrowego ogłoszone, przenoszą walkę do stolicy świata rzymskiego i ukazują Piotra w zapasach z Szymonem Czarnoksiężnikiem, który jest tylko pseudonimem Pawła. Ten ostatni odgrywa tam śmieszną rolę i pada, pokonany przez swego współzawodnika. Homilie te są najoczywiściej polemicznem dziełem petrynistów.

Wreszcie i apokalipsa także, autentyczne dzieło św. Jana, broni założenia żydujących. Nie można było mniej oczekiwać od serdecznego przyjaciela Piotrowego, jedynego z grona Dwunastu, który w okresie tej walki pozostawał jeszcze przy życiu. Po stronie Paulinistów walczy Łukasz, wierny uczeń Pawła, wspominając w swej ewangelii o powołaniu i przywilejach pogan. Ewangelią tą jednak wcale nie jest ewangelia, którą dziś posiadamy pod nazwą św. Łukasza, ta bowiem jest dziełem Łukasza znacznie uszkodzonem. Sam Paweł wreszcie był wielkim bojownikiem za swą sprawę w autentycznych listach swych do Galatów, do Rzymian i do Koryntów.

„Jednakże, mówi dalej Bacuez, walka nie mogła trwać zawsze. Po stuletnich sporach zaczęto odczuwać potrzebę zgody, a rozumniejsi ludzie obu stronnictw usiłują zbliżyć się do siebie na podstawie wzajemnych ustępstw." I to właśnie jest trzeci okres: okres zespolenia. Duchem układów i pojednania tchną: Ewangelia, zwana ewangelią świętego Marka, jednakowo przychylna dla żydów jak dla pogan, fałszywe listy pasterskie (do Tymoteusza i do Tytusa), napisane umyślnie dla nadania apostolskiej powagi różnicom hierarchicznym i zwyczajom religijnym prawa mojżeszowego, drugi list św. Piotra, w którym widać pewne usiłowanie wypowiedzenia pochwały dla św. Pawła, wreszcie ewangelia św. Jana (dzieło apokryficzne), a zwłaszcza przypisywane św. Łukaszowi Dzieje Apostolskie. Ostatnia ta Księga widocznie chce zetrzeć resztę śladów pierwotnego rozdziału. Nie tylko nie widać w niej najmniejszej walki pomiędzy św. Piotrem a św. Pawłem, ale owszem, wszędzie czuć najzupełniejszą zgodność pomiędzy obydwoma apostołami. Wspólnie działają, wspólne mają zasady, do wspólnego celu dążą. Piotr chrzci pierwszych pogan (X, 48) i broni Pawła na soborze (XV, 11). Paweł składa ślub nazareatu (XVIII, 18), znosi jałmużnę świętym Jerozolimy (XXIV, 17), wstępuje do świątyni na modlitwę (XXI, 25). Ewangelia Łukasza zostaje zmieniona i doprowadzona do zgodności z księgą Dziejów, aby wzbudzała wiarę w słowa jednego i tegoż samego autora. Sama nawet ewangelia Mateusza ulega pewnym uszkodzeniom, aby się wydawała mniej żydującą. Tym sposobem więc czynią się wzajemnie z obu stron ustępstwa. Atoli żydujący ponoszą największą ze swych zasad ofiarę, w końcu zwycięża idea Pawłowa, tak, iż w Pawle raczej, aniżeli w samym Chrystusie, widzieć należy założyciela dzisiejszego chrystyanizmu."

System powyższy, wywracający wszelkie pojęcie o prawdziwym chrystyanizmie, gdyż już samego nawet Chrystusa nie uważa za prawdziwego twórcę wyznawanej pod Jego imieniem religii, znalazł gorące przyjęcie naprzód w Niemczech, potem zdobył sobie licznych zwolenników we Francyi i dalej, ale obok nich natrafił też na stanowczych a poważnych przeciwników. Racyonalistyczna szkoła Gettyńska za pośrednictwem swego przywódcy, Ewalda, posunęła się tak daleko, że odmówiła szkole tybińskiej wszelkiej uczoności a nawet zdrowego rozumu. I słusznie, nigdy bowiem krytyka nie wytworzyła nic bardziej nierozumnego i zdrowym zasadom wiedzy przeciwnego. Teorya ta, jak gdyby jaka Minerwa mitologiczna, wyłoniła się cała uzbrojona z mózgu swego autora, a kiedy się pragnie dopatrzeć w niej jakiejś przedmiotowej rzeczywistości, znajduje się same tylko czcze i próżne pozory, nie mogące się ostać pod pierwszem lepszem poważniejszem badaniem.

Że w początkach Kościoła istniało pomiędzy wiernymi dwojakie zapatrywanie się na znaczenie i obowiązek przepisów mojżeszowych, i że ta różność zdań wywołała tu i owdzie pożałowania godną niezgodę, zaprzeczyć trudno. Ale szkoła Tybińska najzupełniej gołosłownie twierdzi, że wspomniana niezgoda istniała pomiędzy samymi nawet apostołami. Przeczą wszakże temu wszystkie te dokumenta, na których szkoła rzeczona opiera swój system. Najważniejszym z tych dokumentów jest list do Galatów. Otóż, jakże się w nim przedstawia św. Paweł? Czy jako nieubłagany współzawodnik św. Piotra i św. Jakóba? Przeciwnie! Paweł po swem nawróceniu przepędza trzy lata na puszczy, następnie udaje się do Jerozolimy, by odwiedzić Piotra (Gal. I, 19). W czternaście lat później powraca do miasta świętego i porównywa swą ewangelią, jaką ogłaszał głowa Apostołów, i to z obawy, „abym snać nadaremnie biegł abo też nie biegał." Jakób, Piotr i Jan uznają najzupełniejszą zgodność między swą ewangelią a ewangelią Pawła i ściskają mu dłoń na znak bratniej jedności. I czyżby zajście w Antyochii, owo palladium tybińczyków, miało rozbić tę jedność? Wcale nie. Św. Paweł karci tam św. Piotra za to, że obecne postępowanie tego ostatniego nie zgadza się z zasadami i ze zwyczajami jego życia; i nigdzie nie widać, aby książę apostołów zachował jakąkolwiek niechęć dla nauczyciela narodów. Co więcej, wyrazy, jakimi wypowiedziane było owo upomnienie, dowodzą najoczywiściej, że w owym czasie wyznawał nawet Piotr też same co Paweł zasady o obowiązku przestrzegania przepisów mojżeszowych, że Piotr, jakkolwiek żydowin, stosował życie do zasad Pawła, i że wyjątkowo w tym razie niewczesna jakaś uległość skłoniła go do uchybienia swym dotychczasowym zwyczajom: Si tu, cum Judaeus sis, gentiliter vivis, et non judaice, quomodo gentes cogis judaizare? (Gal. II, 11 — 14). W innych pismach wielkiego apostoła niemasz nic równie silnego na rzekome poparcie hypotezy Baura. Oczywista przeto, że hypoteza ta nie ma podstawy, a wszystkie wnioski tem samem upaść muszą. Walka pomiędzy petrynistami a paulinistami staje się dziełem kilku nauczycieli bez posłannictwa, których się wypiera zarówno Piotr jak Paweł, kończy się zaś schizmą upartych żydujących, którzy się stają nazarejczykami i ebionitami, oraz ściślejszem niż dotąd zjednoczeniem prawdziwych wiernych pod przewodnictwem apostołów i ich następców. Jeśli zaś księga Dziejów Apostolskich wykazuje zgodność myśli i działań pomiędzy Piotrem i Pawłem, to mamy w tem jeden więcej dowód autentyczności tej księgi. O innych księgach Nowego Testamentu zbyteczna nawet wspominać. Odnośnie do tych ksiąg sprawdzianem szkoły tybińskiej jest spotykany w nich, mniej lub więcej silnie zaznaczony wpływ idei petrynistycznych lub paulinistycznych. Wszystkie rozumowania nowej teoryi, zastosowanej do ksiąg Nowego Testamentu, niedomagają na pewien błąd zasadniczy: trzeba w nich zaprzeczyć przesłankę większą. Skądinąd znów; jak doskonale powiada uczony Vigouroux (Les Livres saints et la critique rationaliste, II, 487) „wiek pism kanonicznych określać trzeba nie prawdziwemi lub przypuszczalnemi ich dążnościami, lecz na mocy świadectw i źródeł starożytnych. Zapoznając te prawidła, Baur stworzył dzieło kruche, którego upadek własnemi oczyma oglądał. Jego wielkie dzieło o trzech pierwszych wiekach Kościoła, mające zapobiedz upadkowi jego szkoły, przyspieszyło go raczej." Większość jego uczniów mniej lub więcej odsunęła się od swego mistrza, by zapoczątkować metodę więcej historyczną. Obecny przywódca tej szkoły, Hilgenfeld, na wielu punktach porzuca zasadnicze pojęcia Baura. W wielkiem dziele: Wstęp do N. Testamentu, przyjmuje za autentyczne, odrzucone przez Baura trzy listy św. Pawła: pierwszy do Tessalończyków, list do Filipensów i do Filemona; ukazanie się dwóch pierwszych ewangelii odkłada na koniec pierwszego wieku, a powstanie czwartej ewangelii kładzie na początek drugiego stulecia. Nawiasem mówiąc, fakt-to godzien zaznaczenia, że najszczersi i najuczeńsi z pośród racyonalistów widzą się zmuszonymi przy głębszych studyach do posuwania coraz dalej w czasy apostolskie powstania ksiąg kanonicznych, których autentyczności zaprzeczają.

Zwolennicy szkoły tybińskiej, zatopieni w studyach historycznych nad pierwotnem piśmiennictwem chrześcijańskiem, zajmują się bardzo mało zagadnieniami, dotyczącemi prawdomówności ewangelii. Jezus, nauka Jego i czyny,—wszystko to pozostaje w cieniu. Sam Baur, wobec głównego faktu zmartwychwstania Chrystusa Pana, nic innego nie ma do powiedzenia, tylko następujące wyrazy, będące, jak powiada Vigouroux (l. c. 493) najformalniejszem potępieniem wszystkich jego teoryi: „Badanie, czem jest zmartwychwstanie samo w sobie, przechodzi zakres poszukiwań historycznych. Historya musi się ograniczyć na tem, że dla wiary uczniów zmartwychwstanie było faktem pewnym i niewzruszonym. Początkowo na tej wierze oparł chrystyanizm trwały fundament swego historycznego rozwoju. To, czem historya tłómaczy cały szereg wydarzeń, jest nie tyle samo rzeczywiste zmartwychwstanie Jezusa, ile raczej wiara uczniów w to zmartwychwstanie,"—jak gdyby sama prawdziwość chrystyanizmu nie zależała od rzeczywistości tego cudu, podług wyraźnego świadectwa samego Chrystusa i apostołów; jak gdyby św. Paweł nie powiedział: Jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, próżna jest wiara nasza (I Cor. XV, 17)."

Jak widzimy tedy, system tybiński nie tylko jest nierozumny, ale nadto niezupełny. Znajdując na każdym kroku nadprzyrodzoność, uważa się za wolnego od jej wyjaśniania. Ale zresztą jedynem zadaniem racyonalizmu jest usuwanie pierwiastku nadprzyrodzonego z dziedziny dziejów.

(Ob. Hilgenfeld, Einleitung in's N. Testament (passim)—Vigouroux. Les Livres saints, II 464—495.—Bacuez, Manuel biblique, t. III n. 21—22—art. niniejszego Słownika: Kościół pierwotny i Dziejopisarstwo protest).

(J. Corluy).

X. W. S.


  1. Manuel biblique. t. III, n. 21. 

  2. Rzym II 16; XVI 25; II Cor. X, 7—12; Gal. I 11; II 7—8, 11; II Cor. III 11; XI 5; II Thess. II 13; etc.