Uzurpatorowie
I. skopiuj
Po tem, cośmy już w innych artykułach niniejszego Słownika powiedzieli o stosunkach Kościoła do państwa1, pozostaje nam tu tylko dać odpowiedź na niektóre zarzuty, stawiane Kościołowi z powodu stosunków jego z uzurpatorami najwyższej władzy politycznej, to jest z tymi, których dawna teologia nazywała tyranami uzurpacyi, którzy nieprawnie przywłaszczali sobie władzę monarchiczną, arystokratyczną lub demokratyczną, z krzywdą poprzednich tej władzy posiadaczów prawnie ustanowionych.
II. skopiuj
Kościół katolicki wcale obojętny nie jest na takich przywłaszczycieli, jest on bowiem stróżem praw publicznego sumienia i sprawiedliwości społecznej, nie mniej jak zasad sumienia osobistego i sprawiedliwości prywatnej. A przeto nie omieszkuje on protestować przeciw takim zbrodniczym intruzom, ile razy pożytecznie i skutecznie czynić to może; liczne i świetne tego dowody daje nam historya. Ale, jak-to zauważył Pius VI w liście z dnia 22 Września 1790 r. do Ludwika XVI, „na to, aby następca św. Piotra mógł objawić odnośne swe zdanie—musi być pewny, że uległość słuchających jego słowa nie uchyli się od jego nauki." To też, w tym razie nawet, kiedy Kościół nie ma żadnej wątpliwości co do nieprawnego stanowiska jakiegoś rządu przypadkowego może a często nawet powinien zachować milczenie, aby nie powiększać nieszczęść już i bez tego bardzo znacznych. Nie trzeba zatem odeń wymagać, aby się zawsze mieszał do kwestyi i trudności tego rodzaju. — Nadto, pytania o prawowitości lub nieprawowitości jakiegoś rządu bywają niekiedy tak dalece zawiłe, że nawet dla Kościoła bywa moralnem niepodobieństwem rozstrzygnąć je ostatecznie.— Skądinąd znów, Kościół nie czuje się kompetentnym w zagadnieniach czysto politycznych, kiedy bezpośrednio nie wchodzą w grę sprawy natury duchowej albo prawa sumień ludzkich.
Wreszcie zdarzyć się może, iż dobro publiczne bardziej jeszcze narażone byłoby przez nieroztropne jakieś usiłowania, zwrócone przeciw uzurpatorom, tak dalece, że prawo przyrodzone nawet, które nie dozwala bardziej jeszcze rujnować jednostki i ludy, w pewnych okolicznościach zabrania gwałtownie zmieniać zaprowadzony stan anormalny. Być może także, że nieprawne pochodzenie władzy, wydartej prawowitemu jej posiadaczowi, osłania jakieś przedawnienie, z którem się łączą inne jakieś okoliczności. Tego też często wymaga dobro i spokój narodu, salus populi suprema lex; dlatego też Kościół słusznie wnioskuje, że opór bierny, w niektórych okolicznościach uprawniony, nader rzadko ma prawo przemieniać się w opór czynny i w formalną napaść.
III. skopiuj
Przeciw tym teoretycznym i praktycznym zasadom, które łatwo wywnioskować się dają z encyklik Grzegorza XVI i Leona XIII, z szematów Soboru Watykańskiego i z najpoważniejszych dzieł teologicznych, spotykamy niekiedy następujące zarzuty: 1-o Kościół, spekulatywnie bardzo obstający za władzą prawowitą, łatwo jej odstępuje, gdy mu wypadnie przystąpić do czynu. 2-o niegodnie pochyla czoło przed faktem spełnionym, gdy w tem swą korzyść znajduje. 3-o zdradza interesa tych, co w nim ufność pokładają, — interesa ludów i królów, ludów zwłaszcza, i wchodzi w przyjacielskie układy z oczywistymi uzurpatorami. 4-o tak naprzykład, zacząwszy popierać Burbonów przeciw rewolucyi francuskiej, konkordatem uprawnił przysięgę, mocą której zobowiązywano się względem Rzeczypospolitej francuskiej; artykułem 16 tegoż konkordatu przeniósł prawa Burbonów na Rzeczpospolitę; Napoleona I namaszczał na cesarza i t. d., i t. d. Jakże tedy można szanować Kościół, kiedy on tak mało szanuje innych i własne dane im słowo?
IV. Odpowiedź. skopiuj
1-o. Nie, Kościół nie ma podwójnej moralności względem uzurpatorów, jednej teoretycznej i spekulatywnej, drugiej dla czynów praktycznych, ale wierzy on — i słusznie —, że władza polityczna ginąć nie może, że dobro ludów jest prawem wyższem po nad wszelką organizacyę rządową, że zatem nieprawowita władza jakaś może przestać być nieprawą przez przedawnienie, tymczasem zaś poszczególne jednostki prywatne nie zawsze mają prawo opierać się jej siłą. Ta jest tedy jedyna i szczera teorya Kościoła rzymskiego; na to, żeby się zastosowała do praktyki, nie potrzebuje być zmienianą lub łagodzoną. Zasady jej były zawsze poszanowania godne w postępowaniu papieztwa względem rządów prawnych i rządów faktycznych.
2-o. Kościół nigdzie się nie zgadza na zasadę faktów spełnionych, ale jest roztropny i miłościwy, gdy się liczy z wypadkami o tyle, o ile tego wymaga dobro dusz i narodów. Niepodobna usunąć wszystkich faktów niemiłych i niesprawiedliwych, jakie się dzieją na ziemi, i najlepiej jest naśladować tego, który, jak powiada św. Augustyn, nawet ze złego umie wyprowadzić dobre.
Nadto, zważyć należy i to także, że takie zachowanie się Kościoła względem rządów faktycznych zgadza się z najpewniejszemi zasadami moralności. Boć rządy zaprowadzone są dla dobra narodów. Tymczasem, zdarza się niekiedy, że osoby, obdarzone prawem rządzenia, z własnej winy lub z winy niektórych zbuntowanych poddanych, znajdują się w niemożliwości wykonywania swego prawa; w tym razie trzeba, by inny ktoś objął i wykonywał władzę; to właśnie nazywają rządem faktycznym. Rządy te są oczywiście prawowite aż do chwili, póki ten, co posiada prawo rządzenia, nie odzyska napowrót fizycznej i moralnej możności wykonywania utraconej władzy. Kościół zatem, wchodząc w układy z takimi uzurpatorami, uznając ich, postępuje tylko zgodnie z zasadami głoszonej przez się moralności.
3-o. Kościół zdawał się niekiedy poświęcać interesa władzy upadłej albo stronnictwa zwyciężonego: ale w rzeczywistości dbał on wówczas o dobro całego narodu i żałował bardzo, że nie mógł połączyć ich z interesami poszczególnych osób lub rodzin, często bardzo szanownych, niesłusznie pozbawionych przynależnych im praw, okrutnie krzywdzonych w rzeczach majątkowych i w starodawnych zaszczytach. Ale, powtarzam raz jeszcze, dobro całego narodu jest prawem najwyższem, przed którem czoło pochylić trzeba, choćby z uszczerbkiem swych upodobań i osobistych przywilejów. Kościół stara się o wszystkiem wszechstronnie myśleć i ubezpieczać przynajmniej prawa moralne i religijne, które końcem końców są najpewniejszym warunkiem ostatecznego zwycięztwa sprawy świętej i sprawiedliwej. Dla dobra ogólnego, dla swobodnego spełniania swego nadprzyrodzonego posłannictwa, zmuszony jest Kościół utrzymywać grzeczne stosunki z rządami faktycznymi; ale grzeczność nie oznacza przyjaźni, a tem mniej jeszcze uświęcania niesprawiedliwości i przywłaszczycielstwa. Zasadą jest w prawie kanonicznem, że żaden akt władzy papiezkiej nie przynosi ujmy czyimkolwiek prawom lub wymaganiom, chyba że wyraźnie na to jest spełniony.
4-o. Przyznajemy, że przyjęcie przez Stolicę Apostolską Konkordatu z r. 1801, uprawnienie przysięgi uległości i wierności względem rządu Rzeczypospolitej francuskiej, przyznanie pierwszemu Konsulowi nie tylko wykonywania praw i przywilejów dyplomatycznych, jakimi w obec Stolicy Apostolskiej cieszyli się królowie bardzo chrześcijańscy, ale nadto przyznanie samych tych praw i przywilejów, świadczy, że Pius VII już w owej chwili nie uważał rządu i pierwszego Konsula za nieprawych uzurpatorów, z którymiby sumienie nie pozwalało wchodzić w podobne układy. Ale powyższe czyny papiezkie bynajmniej nie dowodzą, aby Rzym nie uznawał doniosłości praw i dążności rodziny królewskiej, tylko, że ta ostatnia faktycznie nie była w posiadaniu władzy świeckiej, której ulegała Francya, przeto nie z tą rodziną królewską, lecz z innymi musiał papież zawierać Konkordat, nie jej też, ale innym musiał on przyznać naprzykład prawo mianowania biskupów. Prawo to, przyznane pierwszemu Konsulowi, nie świadczyło ani za ani przeciw prawowitości jego władzy, tylko przypuszczało poprostu prawidłowość jego faktycznego stanowiska. Tak samo się rzecz ma z koronacyą Napoleona: prawda, iż papież okazał w tym razie, że Cesarza nie uważał za jakiegoś awanturnika i rozbójnika bez żadnej władzy nad Francyą, ale również wcale tem nie dowodził, aby jego zdaniem spadkobiércy Ludwika XVI byli prawnie pozbawieni korony i aby nie mieli żadnego tytułu do ponownego odzyskania jej kiedyś. Wszystko-to są kwestye, do rozstrzygania których Kościół nie uważa się sam przez się ani obowiązanym ani nawet upoważnionym; teoretycznie i praktycznie musi on się w wielu razach powstrzymywać od zabierania w nich głosu, i jakoż rzeczywiście się powstrzymuje. Ta powściągliwość kościelna szanuje zarówno wszystkie ścierające się ze sobą prawa, i tak samo jak tymczasowa prawowitość rządów faktycznych powściągliwość ta polega na najpewniejszych zasadach moralności naturalnej.
(Prw. Moulart, L'Eglise et l'État.—Taparelli, Essai de droit naturel; Signoriello, Philosophia naturalis; Mgr. Sauvé, Questions religieuses et sociales de notre temps; etc...)
(Dr. J. Didiot).
X. W. S.