Zakony

I. skopiuj

Nazwą tą oznaczamy stowarzyszenia mężczyzn lub kobiet, mających za zadanie udoskonalenie duchowe, za główne środki potemu—trzy śluby: czystości, ubóstwa i posłuszeństwa, za odrębne prawodawstwo—regułę, konstytucye lub statuty, za porękę wreszcie—potwierdzenie ze strony władzy kościelnej. Zakony właściwie zwane, czyli zakony wielkie, ustanawiane bywają kanonicznie przez samego papieża i składają śluby uroczyste, oddzielające je całkowicie od życia świeckiego. W szerszem zaś znaczeniu, zakony obejmują mnóstwo kongregacyi czyli stowarzyszeń zakonnych, w których składają się tylko śluby prywatne i które mogą zatwierdzać sami biskupi. Co się zaś tyczy stowarzyszeń, nawet potwierdzonych przez Kościół, ale nie składających ślubów zakonnych, a tem samem ani prawdziwej professyi zakonnej, to one w rzeczywistości nie są zakonami, lecz bractwami raczej, rządzonemi pewną regułą i naśladującemi życie zakonne.—Istnieje wielka różnorodność zakonów, które można sprowadzić do trzech głównych kategoryi: 1-o zakony kontemplacyjne czyli bogomyślne, zajęte przedewszystkiem kontemplacyą prawdy bożej; 2-o zakony czynne, zajęte przedewszystkiem potrzebami ludzkości; 3-o zakony o charakterze życia mieszanym, łączące kontemplacyę prawdy z rozlicznemi dziełami miłosierdzia.

II. skopiuj

Terapeuci i szkoły prorockie Starego Testamentu zdają się być jakżeby zaczątkami i szkicami życia zakonnego. Formalnie i wyraźnie zostało ono ustanowione przez rady ewangeliczne, jakie Odkupiciel dodał do prawa chrześcijańskiego i uroczyście ogłosił w Ewangelii oraz w natchnionych pismach Nowego Testamentu1. Życie boskiego Zbawiciela, dwunastu apostołów i siedmdziesięciu dwu uczniów, życie pierwszej gminy chrześcijańskiej w Jerozolimie przedstawia tak uderzające podobieństwo z życiem zakonnem, że wielu pisarzy kościelnych bierze je za jedno. To pewna w każdym razie, że era zwycięztwa Kościoła była również erą potężnego i płodnego rozrostu życia mniszego. Na wschodzie św. Bazyli, a na zachodzie św. Benedykt i św. Grzegorz Wielki urządzają i systematycznie organizują to, co się samodzielnie rozwijało przed nimi. To ich prawodawstwo zostaje uznane przez prawo kanoniczne i prawo świeckie, przez sobory i edykta cesarskie, które mu przyznają olbrzymie przywileje świeckie.

W średnich wiekach, kiedy powstają nowe formy życia zakonnego, najwięksi doktorowie kościelni, Tomasz z Akwinu i Bonawentura, zwycięzko biorą w obronę nowe zakony wobec ich przeciwników. W XVI, w XVIII i w XIX wieku też same napaści ze strony przeciwników natrafiają na też same odpowiedzi, podpisane często głośnemi nazwiskami. W ciągu zaś tego czasu Duch św. wyprowadza nowe świetne rodziny zakonne, a odnawia i odświeża dawne. Nasze stulecie, które się zdawało zachowywać dla siebie ostateczne zwycięztwo sensualizmu i racyonalizmu, patrzy na mnożące się coraz bardziej, liczniejsze i żarliwsze niż kiedykolwiek, przybytki umartwienia i nadprzyrodzonego życia. Nad tym zaś cudownym wzrostem zakonów zblizka czuwa Kościół z wielką roztropnością i miłością, potwierdzając tym sposobem nanowo i uroczyście samą zasadę życia zakonnego.

III. skopiuj

Wykazawszy pokrótce prawowitość zakonów, posłuchajmy głównych przeciw nim zarzutów. 1-o. Życie zakonne ma pochodzenie raczej braministyczne, niż chrześcijańskie. 2-o Sprzeciwia się ono duchowi ewangelicznej wolności, przyniesionemu przez Chrystusa. 3-o. Na ludzką naturę wkłada ono nieznośne jarzmo, i chyba sam tylko fanatyzm ze swem krótkowidztwem i zaślepieniem może nasuwać i podtrzymywać ducha zakonnego. 4-o. Rzym, znajdujący w zakonnikach użyteczne i zręczne narzędzie swego panowania, przeciwstawia ich episkopatowi, duchowieństwu świeckiemu, władzy świeckiej; to jest cała jego mądrość. 5-o. Zakony są bardzo szkodliwe dla życia rodzinnego, które rozstrajają i niszczą, — dla państwa, które zubożają i nabawiają kłopotu w dążeniu do postępu, wymaganego przez rozum. 6-o. Jeśli one oddały państwom pewne usługi umysłowe, naukowe, a względnie nawet materyalne, to natomiast licznymi występkami przyczyniły się do moralnego zepsucia średnich wieków, epoki odrodzenia, a nawet czasów dzisiejszych. 7-o. Pocóż zwłaszcza owe zakony bogomyślne, złożone z mężczyzn lub kobiet? Czyż nie widać w nich zjawiska atawizmu i powrotu do luźnych i próżnych rozmyślań Hindusów?

IV. skopiuj

Odpowiadając na te zarzuty, będziemy się strzegli powtarzania rzeczy już raz powiedzianych i drobiazgowego ich roztrząsania, wiele bowiem artykułów niniejszego Słownika porusza omawiany tu przedmiot. Trzymać się więc będziemy w zakresie teoryi oraz filozofii prawa i historyi.

1-o. Chcieć, aby wszystkie instytucye chrześcijańskie były pochodzenia bramanistycznego, jest oczywiście śmiesznem żądaniem. Istnienie hinduskiego życia zakonnego dowodzi tylko, że to zakonne życie ma wspólne swoje źródło w samym rozumie naturalnym, co wymownie przemawia na jego korzyść. Gdyby zgromadzenia religijne, opisywane i podziwiane przez Philona, miały swe źródło prawdziwie w religii żydowskiej, to wnosićby z tego należało, że te zakonne instytucye kościelne znajdowały poprzedników swych w Synagodze. Z tego atoli bynajmniej nie wynika, aby Chrystus do przykazań swoich nie dorzucił rad ewangelicznych, aby sam nie dał przykładu wprowadzenia ich w życie — aby nie pociągnął potężnie apostołów i uczniów na drogę doskonałości, aby utworzenie reguł zakonnych przez św. Bazylego i Benedykta nie było logicznem następstwem boskiej zachęty ze strony Chrystusa Pana. Nasze zatem chrześcijańskie życie zakonne jest najzupełniej samodzielne i nieskończenie wyższe od innych.

2-o. Wolność ewangeliczna wcale nie wyklucza heroicznego usiłowania duszy, pragnącej na wieki połączyć się z Bogiem: nie wyłącza ona ani ślubów w ogólności, ani poszczególnych ślubów czystości, ubóstwa, posłuszeństwa. I owszem, w ślubach tych znajduje potężne środki uwolnienia się od grzechu, od świata, od namiętności, których jarzma i tyranii w najwyższym stopniu się lęka.

3-o. Po ludzku biorąc, brzemię życia zakonnego byłoby dla wielu nie do zniesienia, ale przy pomocy łaski bożej, staje się ono lekkiem i słodkiem. Od piętnastu wieków miliony chrześcijan i chrześcijanek nosiły je z radością. Nie działał tu fanatyzm, bo fanatyzm z istoty swej jest właśnie gwałtowny i nie trwa długo, zaczyna ale nie kończy, wyklucza wszelki spokój, który właśnie jest najmilszą nagrodą życia zakonnego. Nowicyat zakonny między wielu celami ma i ten cel poważny, że oświeca wstępujących do zakonu o ciężarach i przywilejach życia zakonnego. Wielu się tam rozczarowywa i poznaje, że na niewłaściwą wstąpiło drogę. Niema tu mowy o jakiemś zaślepieniu i złudzeniu. Podejrzany o fanatyzm kandydat może być zawsze pewny, że skoro tylko mistrz nowicyuszów pozna jego charakter, każe mu natychmiast pożegnać klasztor.

4-o. Św. Bazyli i św. Benedykt nie byli narzędziami papiestwa w znanych swych przedsięwzięciach. Rzym okazywał się zawsze i dziś jeszcze się okazuje bardzo oględnym, bardzo ostrożnym, bardzo nawet trudnym w potwierdzaniu reguł zakonnych i najmniejszych stowarzyszeń zakonnych. Moglibyśmy przytoczyć na to prawie tyle dowodów, ilu było założycieli i założycielek zakonów. W czasach nowożytnych, a zwłaszcza za dni naszych, przełożonymi mnóstwa zakonników i zakonnic są biskupi. Wykluczenie z pod władzy biskupiej nie jest zwykłym warunkiem nowożytnych zgromadzeń zakonnych. Zakonnicy zatem w Kościele nie służą papieżowi za narzędzie, jak mniema wielu pisarzy. Co się zaś tyczy przeciwstawiania zakonników episkopatowi i duchowieństwu świeckiemu, to nawet przypuszczać nie można, aby papieże o czemś podobnem myśleli, — ci sami papieże, którzy z obowiązku swego i dla własnego dobra muszą żyć w zgodzie i z jednym i z drugiem. Co zaś do posługiwania się zakonnikami przeciw państwu, to trzebaby naprzód, żeby Rzym zgodził się na to, na co nigdy zgodzić się nie może, aby potargać węzły, łączące państwo z Kościołem i Kościół z państwem. Ale czego zaprzeczyć nie mogę, to tego, że Rzym uczy zakonników, iż powinni być wzorami życia chrześcijańskiego, a ponieważ to życie pojąć się nie da bez całkowitego i synowskiego posłuszeństwa względem Stolicy Apostolskiej, że przeto są oni więcej niż ktokolwiek obowiązani do tej uległości ducha i serca. Że zaś rozumieją to zakonnicy i do tego się stosują, to któż może się temu dziwić lub na to uskarżać? Chyba sami tylko nieprzyjaciele Chrystusa i Kościoła!

5-o. Dziwna-to rzecz, że oskarża się zakonników i zakonnice o wprowadzanie do swych rodzin rozstroju i o rujnowanie takowych przez swe wstąpienie do zakonu, kiedy powinnoby się raczej naprzód i słusznie oskarżać marnotrawców, karciarzy, rozpustników, a później synów i córki wychodzące za mąż, zabierające posag rodzinie, porzucające swych rodziców, a często zapominające o nich w ciężkiej ich potrzebie; wszak zakonników i zakonnice przyjmują do nowicyatu pod tym jedynie warunkiem, jeśli nie są potrzebni moralnie lub materyalnie swym rodzicom, wnoszą oni do zakonu po większej części posag bardzo mały, a i wtedy zachowują dla swoich zazwyczaj uczucie daleko żywsze, aniżeli ich żonaci bracia i siostry zamężne, w potrzebie zaś obowiązane wracać do ogniska domowego, jeśli obecność ich staje się tam konieczną dla egzystencyi lub dobra rodziców. Bywają wprawdzie niekiedy poważniejsze cząstki dziedzictwa wynoszone z kółka rodzinnego i wnoszone do klasztoru lub obracane na cele miłosierdzia, ale sądzimy, że tak samo w zakonniku jak w człowieku świeckim szanować należy wolność przekazywania testamentem swojej własności, i że ta wolność powinna być większa, aniżeli wolność trwonienia majątku na orgie i wszelkiego rodzaju szaleństwa. Co się tyczy państwa, to nie sądzimy, aby dziś, po wielkich rewolucyach bieżącego stulecia, wolno było komukolwiek przedstawiać państwa Europy jako smutne ofiary chciwości zakonów i nagromadzenia przez nie majątków martwych. We wszystkich czasach spełniały zakony wielkie i kosztowne zadania miłosierdzia, nauczania, prac naukowych lub materyalnych, kiedy zaś tych zadań nie spełniały, to nie omieszkały w potrzebach państwowych napełnić kass państwa bądź-to dobrowolnemi ofiarami, bądź też olbrzymimi podatkami, jakie na nie nakładano. A kiedy dzisiejsze massońskie Włochy wyobraziły sobie, że się pozbędą kłopotów pieniężnych przez konfiskatę majątków zakonnych, nabawiły się więcej kłopotu niż przedtem: bankructwo konfiskującego idzie wślad za upadkiem konfiskowanego. Całkowite i ogólne zniesienie zakonów powiększa tylko złe w narodach, i zamiast przyspieszyć urzeczywistnienie prawdziwego postępu — w rzeczywistości zgodnego z rozumem, wiedzie naród do najopłakańszego upadku: do bankructwa finansowego przyłącza się bankructwo polityczne i moralne; pod tym względem najwidoczniejszym i najbardziej pouczającym dowodem jest historya Rewolucyi francuskiej.

6-o. Niezaprzeczone i olbrzymie są usługi, jakie zakony wyświadczyły społeczeństwom chrześcijańskim. Cywilizacya europejska w trzech czwartych swej całości była ich dziełem; w ciągu długich stuleci one same prawie były jedynymi nauczycielami, jedynymi rolnikami, jedynymi uczonymi. Sam Kościół nawet do pewnego stopnia był ich lennikiem. Z czasem wcisnęły się do klasztorów i do zgromadzeń zakonnych pewne błędy i nadużycia: należy je opłakiwać, ale im się nie dziwić, gdyż łaska boża nie usuwa natury ludzkiej, przedewszystkiem zaś nie należy wierzyć przesadnym opowiadaniom złośliwości ludzkiej, złośliwych kronikarzy i nienawistnych sekciarzy. W każdym razie zaś nie klasztor był zepsuciem dla świata, lecz świat był zepsuciem dla klasztoru. Reguły i statuta zakonne, postanowienia i kanony reformacyjne stoją ponad wszelką krytyką; a przeto instytucya zakonów jest sama w sobie rzeczą znakomitą i najzupełniej odpowiednią do urabiania dusz znakomitych: a właśnie nic nad to więcej nam nie potrzeba. Jeśli na przykład Templaryusze zostali słusznie potępieni i zniesieni, cóż to może stanowić przeciw czystości ich reguły, świętości zasad zakonnych i przeciw ich pierwotnemu duchowi? Zresztą, z samego tylko dekretu kassacyjnego nie należy wnioskować o słuszności oskarżeń i o zarzutach czynionych zakonnikom. Kiedy Klemens XIV, ulegając naciskowi i groźbom wstrętnej polityki massońskiej, zgadzał się na zniesienie Towarzystwa Jezusowego, czyż upoważniał tem samem do uważania Jezuitów za winnych w stawianych im zarzutach? Wcale nie, a przedsięwzięte przez Piusa VII i uzupełnione przez Leona XIII środki wznowienia rzeczonego Towarzystwa, usprawiedliwiły je i uczciły może lepiej, aniżeli gdyby Klemens XIV okazał był względem wrogów zakonu Loyoli stałość Klemensa XIII.

7-o. Aby sprawiedliwie ocenić istnienie i racyę bytu zakonów bogomyślnych, nie powinno się stawać ani na stanowisku utylitaryzmu, materyalizmu i grubej bezbożności, ani też na bardziej podniosłem ale niedostatecznem stanowisku filozofów i moralistów, którzy w tych instytucyach chętnie uznają poważną korzyść dla dusz zmęczonych światem, złamanych wielkiemi doświadczeniami życia, bólami moralnymi i strasznemi przejściami, ale wobec tych zakonów stawać należy na stanowisku katolickiego i teologicznego powołania do życia najdoskonalszego w świecie,—życia ofiary i ekspiacyi za Kościół i za świat cały. Tak jest, najwyższą doskonałością na ziemi jest stała i uczuciowa kontemplacya Boga, tej najwyższej piękności i najwyższej dobroci; przeto też i najpodnioślejszem ze wszystkich powołaniem na ziemi, powołaniem podobnem do powołania wybranych w niebie, jest powołanie do życia kontemplacyjnego. Największą zaś usługą, jaką można oddać bliźniemu, jest modlitwa o jego zbawienie i o środki do tego zbawienia wiodące, jest cześć i dziękczynienie, składane Bogu w imieniu bliźniego, jest wypraszanie miłosierdzia i litości dla niego, jest cierpienie i ekspiacya za jego grzechy i zbrodnie; skutkiem też tego niema żadnego w świecie powołania pożyteczniejszego dla Kościoła, dla społeczeństwa i dla jednostek, nad powołanie do życia adoracyjnego i ekspiacyjnego. Siły tych zasad nie są zdolne wstrząsnąć żadne przesądy, żadna ignorancya, żadne przeczenia, jak również nie są one zdolne zaprzeczyć wniosków, jakie z tych zasad logicznie wyprowadzić się dają. Ponad wszelkiemi wrażeniami i troistem przeczeniem stoi niewzruszona przedmiotowa prawda.

Prw. Ravignan, „De l'Existence de l'Institut des Jésuites." Lacordaire, „Mémoires sur le rétablissement des Frères Prêcheurs." Montalembert, „Les Moines d'Occidents." Jules Didiot, „L'état religieux."

(Dr. I. Didiot).

X. W. S.


  1. Prw. Mat. XIII, 45, 46; XIX, 21; I Cor. VII, 32—34; Philip. III, 7—8; Hebr. XIII, 17 i t. d.