Złe (Istnienie złego)

W art. Bóg, Piekło, Opatrzność obszernie roztrząsamy zarzuty, wyprowadzane z istnienia złego przeciw nauce katolickiej o Bogu i Jego Opatrzności. Główny zarzut można w ten sposób streścić ze Stuart'em Mill'em (Essais sur la Réligion): Wszystkie nędze (cierpienia, choroby, niewiadomość, śmierć), na jakie zmienna i okrutna natura skazuje człowieka, należy przypisać Stwórcy takiemu, jakim go religia nam przedstawia. Skoro bowiem Stwórca jest wszechmocny, skoro może wszystko co zechce, to On jest sprawcą wszystkich nieszczęść, jakie tu cierpimy. Żeby pogodzić nędze tego życia z pojęciem o Bogu życzliwym i dobrym, trzeba odmówić mu wszechmocności. Logika nasuwa nam okropną alternatywę: albo zaprzeczyć potęgi, albo dobroci Stwórcy. Natura bowiem przedstawia nam Boga, który jeśli jest wszechmocny, to nas nie miłuje, gdyż jest sprawcą naszych nieszczęść, albo jeśli nas kocha, to nie jest wszechmocny, gdyż nie może oszczędzić nam nieszczęść, jakie nas przygniatają.

Przeciw temu zarzutowi metafizyka chrześcijańska stawia następujące założenie. Aby pogodzić istnienie złego z doskonałościami bożemi, trzeba koniecznie rozróżnić złe fizyczne (boleści, choroby, śmierć) od złego moralnego, od grzechu. Pierwszego nie może Bóg chcieć jako celu, chce go jako środka. Drugie złe, złe moralne, dopuszcza Bóg, nie chcąc go wszakże ani jako celu ani jako środka.

O każdej części tej propozycyi powiemy słów parę.

Sprzeciwia się dobroci bożej cieszenie się cierpieniem i nieszczęściem stworzeń, pragnienie dla nich kar i nędz, towarzyszących zazwyczaj ich istnieniu, stawianie sobie za cel męczarnię jestestw, jakie sam uczynił. Natomiast doskonale się zgadza z dobrocią bożą pragnienie złego fizycznego, jako środka dziwnie silnego do urzeczywistnienia dobra wyższego rzędu, do moralnego mianowicie udoskonalenia stworzeń. Czyż-to bowiem cierpienia nie są szkołą najpodnioślejszych cnót i najodpowiedniejszym środkiem w ręku sprawiedliwości do odpokutowania za winy? Cierpienie jest warunkiem postępu działalności ludzkiej; ono nas poucza, że ziemia nie jest miejscem wypoczynku i szczęścia. „Dobro całkowite, powiada św. Tomasz, przeważa nad dobrem częściowem. Dowód-to zatem mądrości bożej, że pomija brak dobroci w części, aby zwiększyć doskonałość w całości... Gdyby Bóg usunął złe ze świata, wszechświat dużoby stracił na doskonałości"1.

Ale Bóg, powie kto może, siłą swej wszechmocy mógł przeprowadzić swe cele bez chcenia i bez dopuszczania złego fizycznego. Zgoda na to, ale należałoby naprzód udowodnić, że tenże Bóg na mocy swych doskonałości powinien był stworzyć świat możliwie najdoskonalszym i usunąć wszystkie przyczyny złego fizycznego. Tymczasem zaś tego rodzaju udowodnienie, występujące wprost przeciw wolności aktu stworzenia, jest niemożliwe.

Co się zaś tyczy złego moralnego, to oczywista rzecz, że Bóg, nieskończenie święty, nie może go chcieć ani jako celu ani jako środka; może On go jednak dopuszczać, to znaczy, że żaden z Jego przymiotów nie wymaga tego, aby przeszkadzał wolnej woli człowieka w uchylaniu się od spełniania prawa moralnego.

To dopuszczenie grzechu nie sprzeciwia się świętości Boga, żadną miarą bowiem Bóg nie chce grzechu, owszem, nienawidzi go i karze. Dopuszczenie grzechu zgadza się również z dobrocią bożą, boć złe moralne nie koniecznie wynika z wolności ludzkiej, tylko przez nadużycie swych władz przyrodzonych staje człowiek w sprzeczności z zasadą swych obowiązków; on sam tylko jest całkowitą przyczyną grzechu. Dobroć boża dostarcza wszystkim stworzeniom środków urzeczywistnienia swych przeznaczeń. Nigdy nie znajduje się człowiek w niemożliwości zachowania prawa; z własnej winy jedynie je gwałci. Tem samem przeto grzech jest dziełem wyłącznie woli ludzkiej, i bez pewnej niesprawiedliwości nie można odpowiedzialności zań przypisywać Bogu.

Dopuszczanie złego zgadza się z wszechmocą bożą. Prawda, że mógł Pan Bóg nie dopuścić złego, ale idzie o to, czy miał obowiązek go nie dopuszczać. Tymczasem tego nikt udowodnić nie zdoła.

Dopuszczanie złego nie sprzeciwia się mądrości bożej. Gdy bowiem postanawia Bóg nie przeszkadzać człowiekowi nadużywać swej wolności, postanawia jednocześnie spożytkować to nadużycie na swoją chwałę. Bóg nie chce grzechu ani jako celu ani jako środka, ale przypuściwszy, że człowiek grzechu się dopuścił, znajduje w skarbnicy swej mądrości i wszechmocności sposoby wyprowadzenia zeń dobrego i przyczyniania się grzechu do ogólnego celu wszechświata, którym jest ujawnienie doskonałości bożych. Przy sposobności bowiem grzechu objawia Bóg swe miłosierdzie, kiedy grzech przebacza, i swą sprawiedliwość, kiedy go karze. Oczywiście mógłby Bóg stworzyć świat wolny od fizycznego i moralnego złego, mógłby zachować ludzi od grzechu, w niczem nie uszkadzając wolności woli ludzkiej, ale nie był on obowiązany stwarzać takiego świata i rzeczywiście też takiego nie stworzył. Tak samo mógł był stworzyć człowieka w warunkach daleko mniej pomyślnych, aniżeli dzisiejsze, a tego nie uczynił. Z pośród wszystkich światów możliwych wybrał ten, jaki istnieje, dla tego, że tak chciał. Złe zatem, jakie wśród nas istnieje, nie sprzeciwia się żadnej z doskonałości, jakie wiara w Boga przypuszcza, i owszem, okazuje ono Jego niezależność, potęgę, mądrość i miłosierdzie.


  1. Contra Gent. lib. III, cap. 71.