Zmartwychwstanie ciał

I. skopiuj

Wyraz ten oznacza ponowne złączenie duszy z ciałem po ich przez śmierć rozdzieleniu „ponowne odbudowanie całokształtu ludzkiego, oraz odbudowanie ciała i organizmu, uszkodzonego przez chorobę lub śmierć, albo nawet przez zepsucie i rozkład pierwiastków cielesnych.—Najgłośniejszem zmartwychwstaniem jest zmartwychwstanie Chrystusa Pana (ob. art. Zmartwychwstanie Chrystusa).—O wielu wypadkach zmartwychwstania ludzi wspomina historya biblijna i historya kościelna (ob. art. Cuda).

II. skopiuj

W artykule niniejszym mamy mówić o zmartwychwstaniu ogólnem, to jest o wierze katolików w całkowite odbudowanie rodzaju ludzkiego po końcu świata przez ponowne połączenie wszystkich dusz z temiż samemi ciałami, które one urabiały i ożywiały przed śmiercią.—Stary Testament wyznaje głośno ten dogmat przez usta Hioba Idumejczyka. Odzywa się on z całą emfazą uroczystości i majestatu: „Ktoby mi to dał, aby napisane były mowy moie, ktoby mi to dał, żeby ie wyrysowano na księgach rylcem żelaznym y na blasze ołowianej, abo dłutem wyryto (w hebrajskim: na zawsze na skale)? Wiem bowiem iż odkupiciel moy żywie, a w dzień ostateczny powstane z ziemię. Y zaś obleczon będę w skórę moię, y w ciele moim oglądam Boga mego. Którego uyźrzeć mam ia isty y oczy moie oglądają a nie inny: schowana jest ta nadzieia moia w zanadrzu moim" (Job. XIX, 23—27). Oryginalny tekst hebrajski jest najzupełniej tu zgodny z Wulgatą. Z tego też tekstu najoczywiściej wynika, że Job wierzy w zmartwychwstanie cielesne we własnem swem ciele, wierzy w oglądanie własnemi oczyma swego Odkupiciela, którego mocą powstanie on z rozkładu i z prochu.

Też samą wiarę wyraźnie głoszą: Daniel (XII, 2), Ezechiel (XXXVII, 1 nst.), Księgi Machabejskie (II Mach. VII, 1—14; XII, 13; XIV, 46), cały zresztą naród hebrajski z wyjątkiem Sadduceuszów (Mat. XXII, 23 nst.; prw. Dz. Ap XXIII, 6 nst.; XXIV, 14; Jan XI, 24 i t. d.). Tegoż samego uczy wyraźnie Chrystus (Jan V, 28 nst.); naukę tę powtarzają apostołowie (Dz. Ap. IV, 2; XVII, 18; XXIV, 24; Objaw. XX, 13). Ale przedewszystkiem św. Paweł jest głosicielem tego przyszłego i powszechnego zmartwychwstania. Któż nie zna owego zestawienia, jakie czyni apostoł pomiędzy zmartwychwstaniem ciał a zmartwychwstaniem Chrystusa, owego drobiazgowego opisu, jakie o niem daje, owych porównań, jakiemi je popiera, i owego moralnego zastosowania, jakie zeń czyni, do życia chrześcijańskiego? (Rzym. VIII, 1; I Cor. VI; XV; II Cor. IV; V; I Tessal. IV; Philip. III). Najdawniejsi Ojcowie Kościoła: Atenagoras, Klemens Alex. Hyppolit, Tertulian, Ireneusz, Orygenes1, najstarożytniejsze symbole wiary oraz Sobory powszechne (Ibid.) stwierdzają w całej rozciągłości naukę katolicką taką, jaką-śmy wyżej wyłożyli.

III.—Przeciwko tej nauce stawiają następujące zarzuty: skopiuj

1-o. Nie wszyscy katolicy pojmują jednakowo naukę o zmartwychwstaniu. Jedni przypuszczają, że będą dwa zmartwychwstania, jedno dobrych, a następnie, po tysiącletniem szczęśliwem panowaniu Chrystusa ze świętymi tu na ziemi—drugie zmartwychwstanie złych; inni utrzymują, że będzie jedno tylko zmartwychwstanie.—Jedni są najzupełniej pewni, że wszyscy—zarówno dobrzy jak źli — zmartwychwstaną, inni znów wątpią o tem. Jedni za pewne uważają zmartwychwstanie dzieci, zmarłych bez chrztu, inni znów nie są tego pewni. Taż sama niezgodność panuje co do chwili końca świata, a tem samem i co do ostatecznego zmartwychwstania, co do stanu ciał zmartwychwstałych, bądź uwielbionych bądź potępionych, co do miejsca i co do sposobu odbywania sądu ostatecznego i t. p. Otóż, czy nauka tak niepewna w szczegółach, może być pewną w swej istocie?

2-o. Nauka o zmartwychwstaniu jest zapożyczona z teoryi hinduskich o przechodzeniu dusz, odnowieniu światów, o panteistycznem następstwie boskich inkarnacyi.

3-o. Niepodobna uwierzyć, aby Bóg chciał uczynić cud tak nadzwyczajny, i to w jakimże celu?

4-o. Wątpliwa rzecz nawet, czyby go mógł uczynić, skoro bowiem wytworzenie ciał i ożywiającego ich życia doskonale się wyjaśnia fizyologicznemi i biologicznemi prawami, rządzącemi światem, przeto rzeczone wytworzenie się świata nie mogło się było dokonać jakby za uderzeniem różczki czarodziejskiej: chemiczny zaś rozkład ciał martwych nie może być środkiem odbudowania zaginionych ich organizmów.

5-o. Wiadomo zresztą, że pierwiastki organiczne, przez śmierć od siebie wzajem zwolnione, wchodzą w nowe układy chemiczne, w których często spełniają pierwszorzędne zadanie; i gdyby nawet można było zrozumieć, co zresztą samo przez się jest mało zrozumiałem, że Bóg może odnaleść i pochwycić w układzie jakimś nieorganicznym lub roślinnym, albo nawet zwierzęcym, pierwiastki należące niegdyś do jakiegoś ciała ludzkiego, o którego odbudowanie przy ich pomocy—by chodziło, to żadną miarą zrozumieć nie można takiego odbudowania w wypadku bardzo możliwym i prawdopodobnie bardzo częstym, kiedy te same molekuły, też same atomy należałyby kolejno do dwóch lub więcej organizmów ludzkich.

6-o. Jedynem naukowem wyjaśnieniem tego dogmatu jest to przypuszczenie, że dusze otrzymają nowe ciała, podobne do dawnych swą działalnością oraz tożsamością pierwiastku życiowego; albo jeszcze prościej: że dusze będą miały ciała zupełnie duchowe, jak-to sądził św. Paweł,—ciała, które będą dusz swych cieniem, emanacyą, jeśli kto woli, i które tem samem można będzie uważać za teżsame moralnie z ciałami pierwotnemi.

7-o. Bez takiego zupełnego uduchownienia materyi gdzieżby tyle ciał zmartwychwstałych znalazło na ziemi miejsce, zajęcie, i pożywienie, które byłyby konieczne, gdyby te ciała były prawdziwie cielesne?

IV. Odpowiedź. skopiuj

1-o. Katolicy powszechnie i jednakowo zgadzają się na istotne i prawdziwie dogmatyczne punkta wiary w zmartwychwstanie ogólne. W wierze tej są szczegóły drugorzędne i przypadkowe, które można rozmaicie pojmować bez żadnego uszczerbku dla wiary. Jednakże a) system podwójnego zmartwychwstania oraz system millenaryzmu, nawet tak poprawiony i złagodzony, iż mógłby zgadzać się z wiarą, znajduje tak mało poparcia w tradycyi egzegetycznej i doktrynalnej, że nawet za zbyteczne uważamy zatrzymywać się nad nim. b) Nie naszą rzeczą jest powątpiewać, czy źli powinni zmartwychwstać; powątpiewanie tego rodzaju sprzeciwiałoby się wierze, i żaden katolik nie ma prawa na nie sobie pozwalać; c) aczkolwiek niektórzy teologowie sądzą, że zmartwychwstanie dzieci, zmarłych bez chrztu, nie stanowi części dogmatu, co zresztą jest rzeczą wątpliwą, nie mniej jednak ciż sami teologowie sądu swego nie uważają za zupełnie pewny; d) niewiedza, w jakiej się znajdujemy co do czasu ogólnego zmartwychwstania, w niczem nie zmniejsza nadprzyrodzonej pewności, jaką o niem mamy. Bóg chwilę jego oznaczył, i to wystarcza. e) Św. Paweł mówi tak wyraźnie i tak dużo o warunkach, w jakich się znajdą kiedyś ciała zmartwychwstałe, że my nie wiele do tego dodać możemy, a i to niewiele jest prawie w całości określone przez jednozgodne najczęściej orzeczenia teologii; f) łatwo można wyrozumieć sposób ogólnego zmartwychwstania, skoro się zważy, że taż sama wszechmoc boża, która stworzyła pierwiastki ciał naszych, wzbudzi z martwych czyli odtworzy takowe; że ułoży je tak, jak je początkowo zorganizowała; że jednak usunie funkcye fizyologiczne, które już będą bezużyteczne w owym stanie ostatecznej nagrody lub kary, nie zaś próby i doświadczenia; że udzieli im wreszcie własności i funkcyi nowych względnie do tego podwójnego stanu ostatecznego i wiecznego; g) rzeczą jest bardzo prawdopodobną, że każdy człowiek zmartwychwstanie w tem miejscu, w którem się znajdą wówczas istotowe pierwiastki jego ciała. Cóż nad to prostszego i logiczniejszego? Co w tych wszystkich szczegółach znaleść można uchybiającego prawdzie samego dogmatu?

2-o. Teorya o hinduskiem pochodzeniu tego dogmatu jest najzupełniej próżnem przypuszczeniem. Nie zawiera on ani cienia panteizmu i ewolucyonizmu, apoteozy lub metempsychozy. Sprzeciwia się on nawet otwarcie nieskończonym przechodzeniom i odnowieniom, tak ważnym w filozofii Hindusów.

3-o. Liczne są bardzo powody rzeczywiście nadzwyczajnego cudu, jaki nam tu wiara przed oczy stawia. Powstrzymuje Bóg przezeń zbrodnicze nadużycia, na jakie fatalnie wystawiają ciało ludzkie ci właśnie, co zaprzeczają zmartwychwstania. Natomiast aż do heroizmu sprzyja ten cud umartwieniu, umiarkowaniu, pokucie. Stwierdza on substancyalną jedność złożonego z ciała i z duszy człowieka, oraz umieszcza go wyżej od zwykłego zwierzęcia, a nieco niżej od aniołów. Każe nam głębiej wnikać w znajomość podwójnej natury naszej, oraz stosunku duchowych i cielesnych władz naszych. Wzbogaca jasność i trwałość nauki filozoficznej i teologicznej o nieśmiertelności duszy i t. p. Rozliczny jest zatem cel tego cudu i najzupełniej zgodny—z jednej strony z mądrością i dobrocią bożą, z drugiej zaś z własnościami i zwykłymi brakami natury naszej.

4-o. Wytworzenie pierwszego jestestwa albo pierwszej pary każdego szeregu organicznego z pewnością nie było skutkiem praw fizyologicznych i biologicznych, których działanie widzimy obecnie. Co więcej, to obecnie rzeczonych praw działanie w oczach zdrowego rozumu i wiary obejść się nie może bez współudziału przyczyny najwyższej: ona-to ustanowiła prawa świata i życia, ona dziś każe im się spełniać, i bez niej wszelki ruch fizyczny i życiowy zatrzymałby się odrazu w bezwzględnej próżni nie-bytu. To zaś przypuściwszy, któżby śmiał odmawiać Bogu mocy ponownego spełnienia tego, co sam był początkowo uczynił i w spełnianiu się czego sam bezustannie współdziała? Zresztą, przyroda zamyka w sobie znane wszystkim analogie, które dowodzą, że niemasz nic łatwiejszego dla Boga nad zmartwychwstanie. Wszak rozumiemy to dobrze, że zgnilizna grobu, że rozkład pierwiastków cielesnych nie jest środkiem przyrodzonym wzbudzenia życia w umarłych, to też twierdzimy, że zmartwychwstanie powszechne będzie wydarzeniem nadprzyrodzonem, którego natura może pożądać, ale którego nie może przygotować, a tem mniej urzeczywistnić.

5-o. Niemasz dla Boga trudności w odnalezieniu i w ponownem użyciu pierwiastków, które niegdyś stanowiły cząstkę pewnego jakiegoś ciała ludzkiego, a które rozproszone będą w ogólnym chaosie przy ostatecznej zagładzie świata ziemskiego: wszak wiedza boża i potęga boża są nieskończone. Jeśli zaś dany jakiś pierwiastek stanowił kolejno cząstkę dwóch lub wielu ciał ludzkich, to zostanie on zwrócony temu ciału, w którem miał znaczenie istotowe. Wszak każde ciało, oprócz nielicznych zapewne pierwiastków, które się nań składały w jego początkach, kiedy twórczy akt boży łączył z niem rozumną i nieśmiertelną duszę, posiada mnóstwo innych pierwiastków drugorzędnych, stopniowo przybywających, które się łączyły z pierwszemi w rozmaitych okresach życia fizyologicznego, a które ciału wcale nie będą potrzebne w życiu nadprzyrodzonem po zmartwychwstaniu. Któż zaś udowodni, a nawet kto się choćby tylko przypuszczać ośmieli, że pierwiastki istotowe i pierwotne, pierwiastki składowe materyalnego jestestwa w człowieku, znajdą się z tem samem istotowem znaczeniem w dwóch lub wielu naraz osobnikach ludzkich? Żeby coś podobnego utrzymywać, trzebaby naprzód udowodnić, że rodzenie życiodajne nie wytwarza nic nowego, że płodność pierwiastków rodzących jest tylko pozorna i że składowa materya urodzonego z nich jestestwa absolutnie nic im nie zawdzięcza pod względem rzeczowym i ontologicznym. Takiego jednak udowodnienia nikt nie da, albowiem sprzeciwiałoby się ono rozumowi a nawet samemu doświadczeniu. A jeśli tak jest, to pozostaje nam zawnioskować, że każdy człowiek w początkach swego istnienia ma na własność taką ilość najzupełniej osobistej materyi,—środka i ogniska swego życia organicznego, jaką wprawdzie śmierć będzie mogła poddać rozkładowi, jaka atoli nie będzie mogła nigdy stać się ponownie materyą własną i essencyonalną drugiego jakiegoś jestestwa ludzkiego. W tym szczególe zatem niema nic, coby mogło w jakikolwiek sposób sprzeciwiać się katolickiemu dogmatowi o zmartwychwstaniu.

6-o. Przypuszczalna tożsamość duszy w dwóch ciałach do siebie podobnych nie zgadza się z dogmatem zmartwychwstania: byłoby to powtórnem stworzeniem, jakimś rodzajem wcielenia, ale nie prawdziwem zmartwychwstaniem. Jeszcze mniej dostatecznem dla omawianego dogmatu byłoby przypuszczenie o łączeniu się duszy w zmartwychwstaniu z ciałami bezcielesnemi, a św. Paweł bynajmniej nie sprzyja temu niedorzecznemu tłómaczeniu dogmatu: jego corpus spirituale, przeciwstawiane wyrażeniu corpus animale, jest prawdziwem ciałem materyalnem, ale wyniesionem do stanu nowego i nadprzyrodzonego; takie bywa często znaczenie wyrazu spiritualis w Piśmie św. i w dziełach Ojców Kościoła. Powtarzam nakoniec, że tożsamość ciała dzisiejszego z ciałem przyszłem jest nie tylko moralna i przybliżona, ale, jak nas poucza objawienie, jest ścisła i substancyalna.

7-o. W omawianym przedmiocie nie trzeba stawiać wyobraźni na miejsce rozumu i wiary, jakoteż nie należy się naiwnie przerażać olbrzymią ilością osób zmartwychwstałych. Nie będę tu powtarzał obliczeń, przeprowadzonych przez statystyków dobrej woli. Powiem tylko w ślad za tradycyą katolicką, że stosunek wprawdzie przypadkowy, ciał do przestrzeni i rozciągłości nie zostanie ten sam co dziś po zmartwychwstaniu, oraz, że ciała nie będą potrzebowały spełniać funkcyi fizyologicznych dzisiejszych i nie będą podlegały osłabieniu i wycieńczeniu, zmuszającemu do używania i wyszukiwania sobie pożywienia.

(Prw. Oswald. Eschatologie; Hurter. Theologia dogmatica. Perrone. Praelectiones theol. dogmat. art. Niebo, Piekło w nin. Słowniku. Art. Auferstehung w Kirchenlexiconie Fryburskim etc.).

(Dr. J. Didiot).

X. W. S.


  1. Ob. ich świadectwa w Hurter'a Theol. Dogm. t. III.