PANTEIZM.

Panteizmem nazywamy teoryę, która pojmuje byty skończone i nieskończone, przypadkowe i konieczne, jestestwa następujące po sobie w czasie i istotę Boga przedwiecznego, jako dwie strony jednego i tegoż samego istnienia.

Chrystyanizm w dogmacie swym o stworzeniu (ob. ten art.) wyraźnie zaznaczył głęboką różnicę pomiędzy Bogiem a światem i stwierdził ich bezwzględnie odrębne i różne istnienie. Rzeczony dogmat, dobrze pojęty, uwydatnia całą niezależność Boga od tego wszystkiego, co nie jest Bogiem, to znaczy od stworzeń bożych. Jakkolwiek wszakże z naciskiem wypowiada zależność świata w odniesieniu do Boga, jakkolwiek uwydatnia tym sposobem nieskończoną odległość, dzielącą istotę Bytu koniecznego i nieskończonego od istoty bytów przypadkowych i ograniczonych, dogmat ten przecież tak samo stwierdza rzeczywiste istnienie stworzeń, jak rzeczywiste istnienie Stwórcy. Tym sposobem nauka chrześcijańska jednocześnie odrzuca ateizm, który przeczy istnienia bytu nieskończonego, i panteizm, który uważa wszystkie byty skończone za pozbawione istnienia własnego, różnego od istnienia Bytu nieskończonego.

Sobór Watykański w następujących wyrazach potępia i do rzędu nauk heretyckich zalicza panteizm: „Jeśliby kto mówił, że istnieje tylko jedna i taż sama substancya czyli istota Boga i wszystkich rzeczy, niech będzie wyklęty.“ — „Jeśliby kto mówił, że rzeczy skończone, bądź cielesne bądź duchowe, wyszły z substancji boskiej, albo że istota boska przez objawianie się lub rozwój samej siebie staje się wszystkiem (co istnieje), albo wreszcie, że Bóg jest bytem powszechnym i nieokreślonym, który, określając się sam, stanowi powszechność wszechrzeczy w ich rodzajach, gatunkach i osobnikach, niech będzie wyklęty“ (Constit. Dei Filius, de Deo, can. 3 i 4).

Nie będziemy mówili w artykule niniejszym o licznych przeobrażeniach, jakim w kolei wieków ulegał panteizm; powiemy tylko, jakim on jest dziś. Otóż, błędna ta teorya przedstawia się dziś pod dwiema głównemi postaciami: pod postacią mistyczną i religijną, oraz pod postacią dyalektyczną i logiczną.

I. Mistyczny panteizm socyalistów.

Panteizm pod formą mistyczną wyznają rozmaite wschodnie sekty religijne (ob. art. Buddyzm, Braminizm), jako też dzisiejsi filozofowie, przeważnie z socjalistycznej szkoły Saint-Simonistów.

Założyciel jej, Henryk Saint-Simon (1760—1825) dążył do zatarcia dogmatu chrześcijańskiego w umysłach mas i wyznawał najformalniejszy panteizm. Na czele swych publikacyi takie stawiał określenie Boga: „Bóg jest jeden, Bogiem jest wszystko co istnieje: wszystko jest w nim, wszystko jest przez niego, wszystko jest nim. Bóg, byt nieskończony, powszechny, w swej żyjącej i czynnej jedności wyrażony, jest-to miłość nieskończona i powszechna, która się nam objawia pod dwiema głównemi postaciami, jako duch i jako materya, czyli jako rozum i siła, jako mądrość i jako piękno. Człowiek, ten obraz bytu nieskończonego, jest tak samo jak on, w swej jedności żyjącej i czynnej miłością, a w sposobach, w postaciach objawiania się swego, jest duchem i materyą, rozumem i siłą, mądrością i pięknem.“

Podług Saint-Simona, ludzkość od chwili ukazania się swego przebyła trzy fazy: fetyszyzm, politeizm, i monoteizm; obecnie zbliżył się czas, kiedy wejdzie w nową fazę, w saint-simonistowski panteizm. „Prawodawcy starożytni, mówił on, zajmowali się wyłącznie materyą; Chrystus wyemancypował ducha; po nim przybył Saint-Simon, by zjednoczyć i pogodzić te dwie nierozdzielne połowy naszej istoty.“ Tym sposobem więc filozof ten, który sobie przypisywał tak sławnych poprzedników, głosił rehabilitacye ciała; moralną jego zasadą było zdanie: „Uświęcajcie się w pracy i w przyjemności.“ I w istocie, robi uwagę Franck (Dict. des sciences philosophiques, art. Socialisme) „skoro duch i materya są jednakowo boskie, i jedno zarówno jest istotne jak drugie czy to naturze Boga, czy to naturze człowieka, to dla czegóż podporządkowywać jedno drugiemu?“ — Na mocy tych samych zasad Saint-Simon zwalczał własność i urządzenie rodziny; wyznawał socyalizm i chciał, aby wszyscy ludzie, zjednoczeni bez rozróżniania rodzin, lecz podzieleni podług zasług i zdolności, ulegali bezwzględnej władzy jednego zwierzchnika, zwanego Ojcem najwyższym.

Karol Fourier (1768 — 1837) nie zgadzał się z Saint-Simonem w sprawie urządzeń, jakieby należało nadać społeczeństwu, ale tak samo jak Saint-Simon wyznawał socyalizm epikurejski. Zasadą jego jest myśl, że namiętności są zawsze dobre i że mądrość polega właśnie na schlebianiu wolnemu ich polotowi, a nie na ich poskramianiu, jak to czynią księża, prawodawcy i moraliści. Uzasadnia Fourier to założenie swoje rodzajem panteizmu. Bóg, zdaniem jego, ożywia materyę i życie jej nadaje podług pewnych praw matematycznych. Z teoryi tej płynie dziwny jakiś hylozoizm. Planety podlegają cierpieniu i chorobie. Przeciwnie, namiętności człowieka przyrównywa do instynktu zwierząt i do powszechnej attrakcyi, oddziaływającej na gwiazdy i na inne ciała. Wszystko zaś to jest impulsem bożym. Namiętność zatem jest w naturze ludzkiej objawem woli bożej, i bezbożnością byłoby jej się opierać.

Piotr Leroux (1798 — 1871), powiada Brin (Hist. de la phil. contemp. 229), wypracował w formie napozór rozumniejszej i bardziej umiarkowanej inny system organizacyi społecznej, i utworzył nową szkołę, zwaną humanitarną. Komunizm jego przypomina zasady panteistyczne i teorye egalistyczne rodziny saint-simoniańskiej, do której on sam należał. Leroux wychodzi z zasady, że wszystkie jestestwa z konieczności biorą udział w substancyi boskiej przez pewien rodzaj emanatyzmu i że objawiają w sobie własności istoty nieskończonej, bynajmniej się z nią nie utożsamiając. Sądzi on, że własności te ulegają prawom bezgranicznego postępu. Czynnikiem, zapewniającym rodzajowi ludzkiemu wolność i równość, jest miłość czyli powszechne braterstwo. „Trzeba, powiada on, głosić ludom braterstwo, zacieśniać węzły między ludźmi i między narodami, wezwać wszechświat do wspólności myśli, uczuć, radości. Wówczas dopiero osiągniemy nasz cel ostateczny, szczęście na ziemi.“ Proudhon znów, zamiast być panteistą, oświadcza, że Bóg jest złem. Uczniowie jego, rozrzuceni dziś tu i owdzie we Francyi, dążą do wykluczenia ze społeczeństwa wiary w Boga i do zatarcia religii. Pomimo to jednak namiętny mistycyzm Piotra Leroux pozostał w stylu mnóstwa utworów literackich, dzieł historycznych i filozoficznych, dzienników, romansów, pieśni ludowych, sztuk teatralnych, nacechowanych rodzajem bałwochwalstwa dla ludzkości, rodzajem religii miłości. O przedmiocie tym tak mówi Caro w dziele zatytułowanem: Les Réligions nouvelles. — L’idolatrie humanitatre: „Wielokrotnie i głośno okrzyczano w tym wieku upadek chrystyanizmu.... Chętnie zajmowano jego miejsce. Nie zbrakło kandydatów do pontyfikatu przyszłości i na każdym niemal kroku widziano powstających głosicieli objawienia. Było-to jakoby jakieś tłumne zjawienie się nowych proroków. I nie jest-to żadna przenośnia. Nie tyle myślimy tu o filozofach, co o illuminatach. Nie są-to już ludzie, gdyż ludzie mogą się mylić, są-to opatrznościowe narzędzia jakiegoś nieogłoszonego dotąd objawienia, a mówiąc ich bluźnierczym językiem, Bóg stał się w nich człowiekiem... Zmieniają się formuły, przepowiednie, obrzędy; na rozmaite sposoby czynią się wezwania znane: jedne na sposób rozpustny Joński, inne na surowy sposób Doryjski, ale we wszystkich obrzędach tych nowych religii powtarza się bez przerwy jeden wyraz: lud. Ci nowi prorocy pod rozmaitemi formami głoszą boskość człowieka... Bogiem, którego czcić trzeba, jest Bóg zbiorowy, będący tylko abstrakcyjnem pojęciem pokoleń, jest-to gatunek wiecznie postępujący naprzód... W tych dziwnych religiach człowiek odbiera cześć w swem ciele zarówno jak w swem duchu, ubóstwiona jest tak samo materya jak dusza... Żyć jest prawem, wołają ci nowocześni messyasze, rozwijać zmysłowość jest tak samo dziełem świętem jak myśl swą wzbogacać. Wcielanie życia wszystkiemi porami we wszystkich zmysłach, oto prawdziwe zbawienie... Czemże jest dla tych filozofów i historyków wolność moralna i odpowiedzialność za czyny? Niczym wyrazem. Któż nie zna ich historyi filozofii, tego banalnego optymizmu, wszystko — nawet zbrodnię usprawiedliwiającego w imię jakichś dwuznacznych zasad i słodki uśmiech mającego na ustach dla wszystkich sławnych zbrodniarzy, którzy pozostawili swe ślady i swe imię w historyi? I wszystko to ma być owem: ludzkość w rozmaitych swych fazach jest rozwojem Boga pod osłoną wypadków? Odtąd już rodzaj ludzki staje się ideałem, którego nazwa, w porę wypowiedziana, wszystkim zbrodniom służy za wymówkę. — Czemże jest moralność osobista wobec tej moralności wyższej, polegającej na rozwoju gatunku! — Tym tedy sposobem utworzyła się szkoła rewolucyjnego mistycyzmu, która dąży otwarcie do podstawienia wszechwładztwa celu na miejsce wszechwładztwa dobra... Wszystko będzie dobrze, byleby tylko myśl szła prosto do celu, choćby się nawet posługiwała zbrodnią dla przyśpieszenia kroku...“1. W innem znów studyum, o którego treści świadczy sam jego tytuł (La Réligion de l'Amour), tenże subtelny moralista przedstawia z innego stanowiska tę religię humanitarną. Okazuje mianowicie, że religia ta nie uznaje praw innych nad prawa namiętności, a tym sposobem zmierza do zniszczenia zarówno czystości w ognisku domowem, jak sprawiedliwości w społeczeństwie.

II. Panteizm dialektyczny.

Jak panteizm mistyczny socyalistów okazuje się w pewnem piśmiennictwie, tak samo panteizm dialektyczny Hegla dziś jeszcze wywiera pewien wpływ na umysły.

Czytelnik nasz zna ten panteizm. Kant, analizując rozum ludzki i jego pojęcia, rozróżnił w nich to, co sam nazwał noumen, czyli to, co jest nieświadome siebie i co ukrywa się pod zasłoną znaków, i fenomen czyli to, co widać i co okazuje się w czasie i w przestrzeni. Miał on z czasem mieć uczniów, którzy — jak naprzykład krytycy nowocześni — mieli odrzucić istnienie noumenu, a przyjąć istnienie samych tylko fenomenów; byli wszakże między nimi i tacy, którzy całą swą uwagę zwrócili na noumen, a naszą duszę i cały świat zewnętrzny uważali za proste tylko jego objawy. Do liczby tych ostatnich należał Hegel. Ten znów za podstawę i tło wszystkich rzeczy uważa ideę, którą przedstawia jako pierwiastek odwieczny i konieczny, który się wszakże bezustannie przekształca i udoskonala w naszej myśli i we wszechświecie. Jak więc widzimy, system ten za jedno bierze to, co skończone i to, co nieskończone: jest-to zwykły panteizm.

Długo panowały w Niemczech panteistyczne zasady Hegla, ale dziś nie mają już bezwzględnie oddanych sobie zwolenników; pozostawiły jednak swe piętno na rozmaitych teoryach, które wielkie dziś mają tam wzięcie.

Schopenhauer utrzymuje tak samo jak Hegel, że istnienia przemijające są tylko objawem jakiegoś nieświadomego siebie Boga, który jest ich przedmiotem; ale w przeciwieństwie do Hegla istotę tego Boga każe widzieć w woli; z tych następnie zasad wyprowadza wniosek, że istnienie świata jest złem, że wskutek tego trzeba pracować nad unicestwieniem tego świata, przeszkadzając objawiać się woli absolutnej. Pessymizm ten liczy wielu zwolenników (ob. art. Pessymizm).

Idealiści rozmaici, jak Vacherot i Renan, w tem mianowicie zgadzają się z Heglem, że tak samo jak on za jedno biorą Boga i ideał naszego rozumu; atoli Bogu temu przyznają jeszcze mniej rzeczywistości, aniżeli przyznawał jej rzeczony filozof niemiecki (ob. art. Idealizm).

Niemniej jednak przetrwał panteizm heglowski daleko lepiej w swych logicznych wywodach, aniżeli w swych zasadach. Z niego głównie wywodzi się sceptycyzm, objawiający się w krytyce religijnej, historycznej i filozoficznej.

Na podstawie-to heglowskiego panteizmu oparł Strauss swą zasadę o niemożliwości cudów (ob. art. Cuda). Gdyby Bóg nie był istotą wyższą od praw świata, to rzeczywiście mógłby działać tylko podług tychże praw świata. Strauss więc, jako pierwszą regułę krytyki, którą stosował do Ksiąg świętych, postawił zasadę, że żadnego cudu nie można przyjąć za fakt historyczny. Rzekoma ta zasada stała się podstawowym dogmatem w wszystkich szkół egzegetycznych, które usiłowały wywrócić historyczną powagę Biblii. Ponieważ wszelka błędna zasada z konieczności prowadzi w następstwie do błędnych wniosków, przeto rzeczone szkoły, aby odrzucić cuda i uchylić się od przekonywającej siły licznych świadectw, które stwierdzają ich istnienie, musiały podkopać same podstawy wszelkiej pewności każdego świadectwa i wszelkiej pewności historycznej.

Zresztą, nie trzeba było nawet tak z daleka obchodzić, aby od panteizmu Hegla przejść do sceptycyzmu. Boć skoro, jak sądził ten filozof, byt per excellentiam jest czemś, co się stało, to byt ten jednocześnie istnieje i nie istnieje wcale. Jest on podług formuły Hegla, byt-nicość; w nim się jednoczą przeciwieństwa. Tymczasem, twierdzenia te, przyjęte przez szkołę rzeczoną, wywracają podstawową zasadę logiki i wszelką podstawę wiedzy. A zatem logika heglowska prowadzi do tożsamości przeciwieństw, tożsamości prawdy i błędu, dobrego i złego; albo raczej, trzymając się tej sprzecznej ze sobą samą logiki, ani prawda ani błąd nie istnieje przedmiotowo; wszystko jest podmiotowe w tem, co prawdziwe, piękne i dobre. „Jedna zasada, powiada Scherer2, opanowała umysł nowożytny. Zasada ta, którą zawdzięczamy Heglowi, wyraża się w ten sposób: Twierdzenie jedno, jakiekolwiek-by ono było, nie jest prawdziwsze od twierdzenia wręcz przeciwnego. To znaczy, że wszystko na świecie jest względne i sądy absolutne błędne.“

Logiczne zatem wnioski, jakie się wyprowadzają z panteizmu, czyto mistycznego, czy dialektycznego, dążą do zagłady wszelkiej moralności, wszelkiego społecznego porządku, podstaw wszelkiej pewności i najpierwotniejszych prawideł logiki. I nie zapominajmy nadto, że raz przyjąwszy zasadę, z której się te wnioski straszne wywodzą, niepodobna już ich uniknąć. Wnioski te zatem są jednym więcej dowodem błędności tej zasady; są one najbardziej uderzającem odparciem panteizmu.

Wreszcie, bezpośrednie udowodnienie prawd, jakich panteizm zaprzecza, znaleść będzie można w art.: Bóg, Stworzenie, Wszechrzeczy pochodzenie, Opatrzność, gdzie wykazujemy istnienie Boga rzeczywistego; nieskończenie doskonałego, całkowicie różnego i odrębnego od świata, który On stworzył i powołuje do bytu, i któremu daje istnienie.

(J. M. A. Vacant).

Footnotes

  1. Caro, Études morales sur le temps présent. 2-e étude.

  2. Przytoczony p. Canet. La libre pensée.