PAPIEŻE „ŹLI.“
Przeciwnikami Kościoła, jak pisał Görres sześćdziesiąt kilka lat temu, bywają najczęściej tylko szumowiny i wyrzutki wszystkich wyznań, szkół i stronnictw. „Zwracają oni szczególnie swą złość przeciw instytucyom Kościoła i przeciw działającym członkom jego świętego urzędu; niemasz takiej instytucyi, którejby nie znieważali, niemasz takiego ich przedstawiciela, któryby, ominąwszy ich jaskinie, nie ściągnął na szyderstwa i naigrawania, niemasz tak bezwstydnej zbrodni, której posiewu nie rzuciliby tu lub owdzie w umysły. Tam, w jaskiniach swych hodują oni tego smoka kłamstwa, który w miejsce każdej obciętej mu głowy dziesięć innych natychmiast wypuszcza.“
Twarde to, co prawda, ale aż nadto prawdziwe słowo. A żadnej instytucyi katolickiego Kościoła nie napadał ten „smok kłamstwa“ z większą złośliwością, jak właśnie instytucyę papiestwa. Nic niemasz tak pospolitego i złego, nie tak brudnego i plugawego, czegoby przeciw papiestwu i jego przedstawicielom kłamliwie nie wymyślono. „I mówić będą wszystko złe przeciwko wam,“ prorokował już boski Założyciel Kościoła swym apostołom i ich następcom. Przepowiednia ta sprawdziła się najbardziej na Piotrze i jego następcach, papieżach, i to od początku przez wszystkie czasy aż po dni nasze. Ale to oczernianie „moralności“ papieży weszło właściwie w „system“ dopiero za czasów tak zw. reformatorów.
Właściwym sprawcą tego temu kłamstw i najgłośniejszym przywódcą we wtórującym mu chórze wzgardzicieli papiestwa był właśnie Luter, ten sam co wymyślił i rozpowszechnił ów dogmat luterski o „rzymskim antychryście,“ o „rzymskim Babilonie,“ o „wielkiej nierządnicy“ i t. p. Jeśli zaś Luter wypowiada tego rodzaju rzeczy o Rzymie i papiestwie, jako papiestwie, to nie dziwnego, że wylewa także całą nienawiść i złość swego serca przeciw poszczególnym przedstawicielom tej boskiej instytucyi, przeciw poszczególnym papieżom, a wszystkich razem i każdego z osobna językiem i piórem w taki sposób wyśmiewa, znieważa i czerni, że coś podobnego trudno znaleźć gdzieindziej. Całkowite Florilegium tego rodzaju wyrażeń Lutra o papieżach mogłoby cały tom wypełnić i nagromadzić materyał, przed ilością i jakością którego uląkłby się nawet „dobry“ protestant.
Luter rozpoczął swą „reformacyę“ od napaści i oszczerstw przeciw papieżowi, gdy w r. 1520 puszczał w świat swe pismo p. t. „Przeciw przeklętej bulli antychrysta,“ a zakończył swą reformacyjną działalność również podobnem pismem pod tyt. „Przeciw papiestwu w Rzymie przez dyabła założonemu“ (1545 r.). Następujący wyjątek z rzeczonego pisma może dać słabe pojęcie o gwałtownym potoku obelg, podejrzeń i oszczerstw, jakie Luter przeciw papieżowi w czasie swej tak rozpoczętej i zakończonej „reformatorskiej“ działalności podał w ręce nieprzyjaciół Kościoła. Rozpoczyna się odrazu od wyrażenia: „Der allerhöllischste Vater, Paul III,“ „najpiekielniejszy Ojciec, Paweł III“ (zamiast allerheiligste, najświętszy) 1, którego to papieża w dalszym toku mowy z jakie sto razy nazywa: Eure Höllischheit, Jego piekielność (zamiast Eure Heiligkeit, Jego Świątobliwość). Indziej nazywa go „verfluchte Antichrist,“ „römische Spitzbube“ i „Papstesel.“ To znów zwraca się w ten sposób do swego zwierzchnika i do zwierzchnika swego Kościoła: „Szczęśliwej podróży! kochany Pawleku, kochany osiołku, najmilszy osiołku, nie czyń tego!“2 Innym razem „reformator“ jest bardziej grubiański: „Jesteś nieokrzesanym osłem, jesteś papieżem-osłem i pozostaniesz osłem“ (str. 1301). To znów przechodzi „reformator“ od komizmu do nastroju głęboko tragicznego i lży papieża takimi np. wyrazami: „okropny oszust i złoczyńca Paweł, ten nienasycony, bezdenny brzuch skąpca“ (str. 1302). Przyobiecałby mu (papieżowi), a w danym razie spróbował, „czyby nie mógł oskrobać temu wielkiemu nieokrzesanemu osłu jego długich, nieoskrobanych uszu“ (str. 1311). „Ty jesteś — tak przemawia Luter do Pawła III papieża — epikurejska Świnia, tak samo wszyscy papieże, twoi poprzednicy“ (str. 1307). Papieże wogóle mieli być oddawna już „przebiegłymi arcyoszustami, mordercami, zdrajcami, kłamcami, i rzeczywistem oparciem (grundsuppe) wszystkich najgorszych ludzi na ziemi;“ papież ma być „wrogiem Boga i ludzi, burzycielem chrześcijaństwa i cielesnem mieszkaniem szatana,“ a po dyable niemasz „żadnego gorszego ludu nad papieża i jego zwolenników.“ Dlatego też każdy chrześcijanin, „gdzie tylko dostrzeże herb papieski, powinien nic więcej tylko splunąć i kałem go obrzucić, gdyż bałwana powinno się w ten sposób opluwać i kałem obrzucać, Panu Bogu na chwałę!“ (!) (str. 1331). Pomijamy wiele innych miejsc daleko obrzydliwszych, jak np. na str. 1381, — „najbrudniejszych ze wszystkiego, co kiedykolwiek wydrukowane było,“ jak powiada Hefele (Beiträge z. Kirchengeschichte, str. 51, n. 6). Ależ i tego nam już aż nadto!!
Jaki nauczyciel, tacy jego uczniowie: wszyscy obrońcy i główni poplecznicy protestantyzmu stali się mniej lub więcej historycznymi oszczercami papiestwa i jego przedstawicieli.
Tak np. Marnix, główny rozsiewacz kalwinizmu w Niderlandach, podzielił cały szereg papieży na cztery grupy, po ośm osób każda. Pierwszą grupę stanowią „szydercy i bluźniercy Boga,“ drugą — „nieczyści, wiarłomni i sodomiccy łotrzy,“ trzecią — „skąpcy złodziejski i krwiożerczy,“ czwartą wreszcie grupę — „czarownicy, czarnoksiężnicy i truciciele.“ Rozumie się, że i najświętsi i najuczeńsi zwierzchnicy chrześcijaństwa muszą dzielić smutny los pozostałych papieży3.
Ale i w obecnych czasach prowadzi dalej ten smok kłamstwa swą dawną swawolę. I jeśli taka protestancka encyklopedya Herzog'a4 wypowiada takie np. zdania: „Siła papiestwa ma ten smutny przywilej, że jest wyróżniającą się wszetecznicą, metropolią wszeteczeństwa i wszetecznic matką;“ jeśli taki Julius Köstlin umie rozprawiać o „rozwijającem się coraz bardziej urzeczywistnieniu antychrystyańskiego charakteru papiestwa,“ jeśli Ebrard w oddzielnym artykule z właściwą sobie zjadliwością traktuje o „moralności papieży,“ jeśli pewien pastor potsdamski pisze całe dzieło o „spisie grzechów Rzymu,“ jeśli kościelny dziennik protestancki Evangel. Kirchl. Anzeiger dziś jeszcze rozprawia o papiestwie i „piekielnem“ jego „źródle,“ — to trudno wiedzieć, czy we wszystkich tych bez liku i miary potwarzach papieży, wygłaszanych na katedrach uniwersyteckich i kazalnicach kościelnych, w dziennikach, broszurach i rozprawach, w romansach, w podręcznikach szkolnych, w encyklopedyach i historycznych dziełach, czy w całem tem postępowaniu, powiadam, więcej jest uprzedzenia i niewiadomości, czy też tego ducha kłamstwa, o którym Görres w zastosowaniu do tych protestantów powiada: „cała istota tych ludzi na kłamstwie oparta, z kłamstwa się rodzi całe ich postępowanie, do kłamstwa prowadzi, w kłamstwie żyją i poruszają się oni, kłamstwo jest ich myślą całą, mową ich i całem ich działaniem jest kłamstwo! Nie dziwnego! Ponieważ ojciec kłamstwa raz wplątał ich w przeczenie, przeto prowadzi ich dalej na tym samym powrozie, na który się raz złapać dali.“
Co do nas, to wiemy dobrze, iż w długim szeregu papieży znajdowali się niegodni niektórzy, i wcale a wcale nie chcemy ich brać w niezasłużoną przez nich obronę.
„Ale, jak powiada już św. Augustyn (Epist. 33 ad Gen.), cóż to znaczy, że w ciągu wieków do szeregu papieży, poczynającego się od Piotra, wcisnął się jakiś niewierny pasterz? Kościół żadnej stąd nie ponosi szkody, a stąd i niewinni chrześcijanie żadnemu nie podlegają niebezpieczeństwu. Pan Bóg, który o złych zwierzchnikach powiedział: czyńcie co oni mówią, a nie patrzcie na to, co czynią, postarał się o to, ażeby żaden z tych papieży nie nauczał błędu i ażeby nie wprowadził Kościoła na drogi, na którychby się rozbił o skały bezbożnego jakiegoś rozdwojenia.“ Tak mówi św. Augustyn, a w naszych czasach podobnież przemawia Mohler (Kirchengesch. II, 184): „Gdy Bóg ustanawiał episkopat, nie poręczył Kościołowi tej łaski, żeby nim zarządzali sami tylko święci. Pomimo to jednak pozostała Kościołowi ważność i zacność Sakramentów, ta bowiem nie jest przywiązana do osobistych cnót ludzi, spełniających te Sakramenta; posiadają one wartość przedmiotową, która się przechowuje zawsze. Tak samo również i Stolica Piotrowa przechowuje zawsze swe znaczenie, a Kościół tych (smutnych) czasów w lepszych swych członkach rozróżnia dokładnie, co przynależy Stolicy Apostolskiej jako Stolicy Apostolskiej, a mianowicie że papieże przemijają, a Kościół trwa wiecznie.“
Teraz zaś pytamy, jak można z powodu niektórych „złych“ papieży miotać ogólne oskarżenie przeciw papiestwu i wydawać wyrok na wszystkich papieży?! „Alexandra Szóstego wyrzucać papieżom, powiada Jan v. Müller, znaczyłoby tyle, co chcieć na podstawie historyi Nerona występować przeciw cesarzom.“
Sądząc po krzyku, jaki ze strony przeciwników Kościoła podnoszono na katedrach i ambonach, po dziennikach i książkach przeciw „złym“ papieżom, możnaby sądzić, że do tej kategoryi należy większość papieży, jeśli nawet nie wszyscy. Tymczasem, taki zawzięty protestant jak Davisson, który skreślił okropny i kłamliwy obraz papieży, jakiemu trudno znaleźć podobnego, pomimo wszelkich poszukiwań zdołał wynaleźć, jak świadczy Rüthes (Triumph d. wahren Kirche, str. 145), tylko dwudziestu ośmiu takich „złych“ papieży. Nadto, w siedmiu ostatnich z tych dwudziestu ośmiu nie więcej odnaleźć nie mógł, tylko to, że „dali swe przyzwolenie na surowe (!) środki ostrożności przeciw protestantom;“ a zatem, nawet podług obrachunku samego Davisson'a, który zresztą stanowczo zwalczamy, pozostaje właściwie tylko dwudziestu jeden „zbrodniczych“ papieży. Co zaś może znaczyć maleńka ta ilość przeciw dwustu trzydziestu ośmiu innych papieży, na których surowy „inkwizytor“ Davisson nic „złego“ odnaleźć nie zdołał?! Następnie, jak może protestant z powodu małej ilości „złych“ papieży wydawać swój werdykt moralny przeciw całemu papiestwu wobec tego faktu, że, jak to sam Luter przyznaje (Opp. Jen. t. I, 169), z pośród tak bardzo wyszydzanych papieży czterdziestu sześciu przelało krew za wiarę, trzydziestu sześciu opinia publiczna uznała za świętych, zanim jeszcze Kościół zdołał wypowiedzieć o nich swe zdanie; wobec faktu, że mamy ogółem siedmdziesięciu pięciu papieży świętych, że wreszcie pośród dwustu sześćdziesięciu paru następców Piotra znajduje się wielu mężów głośnych z cnoty i nauki, z wielkiej odwagi i siły charakteru! Żadnego niemasz książęcego tronu na świecie, któryby był tak dawny i czcigodny, tak ściśle przez dwa tysiące lat powiązany z losami ludzkości, a któryby jednocześnie mógł wykazać tylu i tak wielkich władców, co stolica św. Piotra. Długi utworzyłby się szereg imion, słusznie powiada Herder w swej książce: „Ideen zur Geschichte der Philosophie der Menschheit,” gdybym chciał wymienić wybitniejszych tylko, wielkich i godnych papieży; zniewieściałych władców daleko mniej dostrzegamy na Stolicy Piotrowej, aniżeli na tronach świeckich panujących; a przytem jeszcze błędy niektórych z tych papieży są dlatego bardziej rażące, że są właśnie błędami papieży.
Szczególne tu mamy do zaznaczenia zjawisko, że całkowitą lub przynajmniej częściową obronę czci większej części papieży, srodze oczernianych przez reformatorów, centuryatorów i ich następców, zawdzięczamy właśnie protestanckim mężom nauki. Wspomnimy tu tylko takich protestanckich uczonych, w obronie wielu spotwarzonych papieży stających, jak Jan v. Müller, Henryk Luden, Fryderyk v. Raumer, Fryd. v. Hurter, Voigt, Stenzel, Leo, K. Ad. Menzel, Gfrörer, Ranke, Ancillon, Michelet, Roscoe, Cobbet, Berington, Walter Scott, Gibbon. Jakiejże bezczelności potrzeba na to, aby pomimo przychylnych w wielu razach i uwalniających od winy poszukiwań tych poczęści uprzedzonych do papiestwa ludzi, powtarzać zawsze te same stare kłamstwa po encyklopedyach protestanckich, po takichże samych podręcznikach historyi kościelnej i po innych pismach, i to przeważnie powtarzać o papieżach najznakomitszych w historyi!
— O Grzegorzu VII np., którego Leo (Universalgesch. II, 164) nazywa: duchowo najpotężniejszym umysłem, najgenialniejszym mężem stanu w średnich wiekach; o którym Jan Müller (Reisen d. Päpste) powiada, że on był nieustraszony jak bohater, roztropny jak senator, żarliwy jak prorok, a w obyczajach surowy i bez zarzutu; o którym wreszcie Luden (Gesch. d. deutsch. Volkes, VIII, 471) pisze, iż plany jego zdawały się płynąć z uczuć najszlachetniejszych, w ludzkiej piersi zawartych.
— Tak np. o Innocentym III, o którym Jan Müller (Allg. Weltgesch. II, 149) powiada, że „był to pan, pełen dobroci i słodyczy, pełen stałości charakteru, w sposobie życia do najwyższego stopnia prosty i oszczędny, w dobroczynności aż do rozrzutności uczynny.“
— Tak samo o Grzegorzu IX, Innocentym IV, Bonifacym VIII, Piusie II, Sykstusie IV, Leonie X, Sykstusie V i t. d., o których każdy poważny historyk pisze co innego, i każde nowe badanie naukowe zupełnie inny—przychylny—materyał przynosi, aniżeli to, co rozpowszechnione kłamstwa historyczne i ich rozsiewacze rozpowiadają łatwowiernej publiczności.
Miał więc słuszność Jan Müller, gdy pisał do Gleim’a: „Historya papiestwa bywa w zupełności przekształcana przez ducha stronnictw i przez polemiczne obu stron stanowisko.“ Stwierdza nam to artykuł o papieżach dziesiątego wieku. Ale także prawdą jest to, co już w 1823 r. pisał Pertz: „Najlepszą obroną papieży jest odsłonięcie ich istoty.“ Najzupełniej potwierdza to wyrażenie Pertza rozpoczęte w 1886 r. na wielką miarę dzieło Ludwika Pastor'a: „Geschichte der Päpste seit dem Ausgang des Mittelalters.“ Należy się spodziewać, że wyrażenie to coraz bardziej urzeczywistniać się będzie, papiestwu i prawdzie na chwałę, a kłamstwu na hańbę! (Geschichtsliigen. n. 11).
(X. W. S.).
Footnotes
-
Ob. Luter's Werke, wyd. p. Walch'a, t. XVII, str. 1278. ↩
-
Dalszy ciąg tej mowy, której powtórzyć nie możemy, widzieć można w Walch, Luter's Werke, XII, str. 1299. ↩
-
Prw. Alberdingk Thijm, Philipp von Sanct-Aldegonde w 3 Vereinsschrift d. Görres-Gesellschaft za r. 1882. ↩
-
Herzog's Realencyklopädie für protestantische Theologie, X, 590. ↩