PAPIEŻ I ANTYCHRYST.

Rzucone przez Lutra zwolennikom swym hasło nienawiści względem papieża („Odium papae“) z religijną nieledwie czcią przyjął protestantyzm od swych założycieli, a następnie w ciągu trzech przeszło wieków jako czcigodną i świętą spuściznę ojców rozszerzał i z chorobliwą troskliwością pielęgnował.

Protestantyzm zrodził się, że tak powiem, z „nienawiści do papiestwa“ i przez nią wyrósł; nienawiść ta była najsilniejszym motorem jego dalszego rozszerzania się, była środkiem skupienia i powiązania niezgodnych pierwiastków na jego łonie, — bojowem hasłem dla wszystkich, skądinąd ze sobą walczących, lecz we wspólnej walce przeciw katolicyzmowi pobratać się ze sobą mających przeciwników, a nawet, jak to wnosić można z zachowania się fanatycznych profesorów i pastorów przy sposobności jubileuszu Lutra w 1883 r., nienawiść ta jest i w czasach dzisiejszych najpotężniejszym bodźcem i przedniejszą rękojmią dalszego istnienia protestantyzmu.

Luter-to rzeczywiście postawił zasadę, że owym przez św. Pawła (II Tessal. 2, 1--12) opisanym przeciwnikiem Chrystusa czyli antychrystem, ma być jakoby rzymskie papiestwo. Już bardzo wcześnie wyrobił on sobie to przekonanie, albowiem w 1518 r. pisze do jednego ze swych przyjaciół, że jego zdaniem „prawdziwy antychryst, opisany przez Pawła św. panuje w Rzymie,” a w następnym roku pisze do Spalatyna: „Powiem ci w zaufaniu, że nie wiem, czy papież jest samym antychrystem, czy też jego apostołem, tak nędznie bowiem w swych Dekretach oszpeca on i krzyżuje Chrystusa, to znaczy prawdę1. Następnie w 1520 r. ogłasza tenże Luter pismo Adversus execrabilem Antichristi bullam. Powoli mniemanie to wyrosło u Lutra na pewien rodzaj dogmatu, którego w najpoważniejszy sposób broni w jednem z ostatnich pism swoich p. t. Das Papstthum vom Teufel gestiftet (Papiestwo ustanowione przez dyabła).

Wprawdzie już przed Lutrem niektórzy średniowieczni heretycy, jak Waldensowie, Joachimici, Spiritualiści i Wiklefici, nazywali niekiedy papieża antychrystem, ale tylko w dalszem przenośnem tego słowa znaczeniu. U Lutra zaś ów Pawłowy antychryst oznaczał długi i przez wiele wieków trwający szereg biskupów, którzy zasiadali na stolicy rzymskiej. Zdanie swe uzasadniał w ten sposób: Apostoł narodów miał chcieć jakoby przepowiedzieć Kościołowi, że on sam będzie królestwem i siedzibą jakiegoś — przynajmniej półtora tysiąca lat trwać mającego antychrysta, tak, iż miał nastąpić pewien rodzaj prawidłowej dynastyi czyli następstwa antychrystów, z pewnemi wszakże krótko trwającemi przerwami w czasie; ilekroć mianowicie opróżniona jest stolica rzymska, tylekroć niema antychrysta, skoro zaś tylko następuje ponowne obsadzenie tejże stolicy, zjawia się natychmiast antychryst, bez którego chrześcijaństwo już do skończenia świata obyć się nie może i nie chce2. Tym sposobem tedy, podług Lutra, każdorazowy papież jest w „Kościele bożym“ t. j. w Kościele katolickim, który razem z nim odpadł, na tron wstępującym antychrystem; on to również wynosi się ponad inne Bogi, t. j. książęta ziemskie, gdy chce ich podbić pod swe panowanie. Owem Pawłowem „co zatrzymywa“ (wiersz 6), t. j. to, co przeszkadzało jeszcze wystąpieniu antychrysta, było państwo rzymskie. Skoro to upadło, wystąpił antychryst. Nauka ta jakkolwiek cynicznie bezmyślna, wskutek przyjęcia jej do artykułów Schmalkhaldzkich, nabrała dla Lutra symbolicznie-dogmatycznej powagi3.

Podobnież i Kalwin utrzymywał, iż to znaczenie wyrazów św. Pawła jest tak jasne i w oczy bijące, że nawet dziesięcioletnie dziecko za prawdziwe uznać je musi. Niebezpiecznie było nawet inaczej rozumieć to miejsce; jednym np. z wielu punktów oskarżenia przeciw arcybiskupowi Laud na szafocie był ten, że nie chciał uznać w biskupie rzymskim Pawłowego „człowieka grzechu“ (w. 3)4. To też zdania tego bronili wszyscy protestanci wszystkich krajów. John Knox, fanatyczny „reformator“ Szkocyi, „zwycięsko“ obronił przeciw księdzu Annanowi „tezę, że papież jest antychrystem, która to teza odtąd zaczęła być wspólną własnością szkockiego ludu“5. Reformowani francuscy postanowili na synodzie w Gap (1603 r.) i w Rochelli (1607 r.) przyjąć artykuł w podobnym duchu do swego wyznania wiary (Confessio Gallicana), i rzeczywiście kazali wydrukować jedno wydanie tejże Confessio Gallicana z tym artykułem; groźby jednak Henryka IV zmusiły ich do wyrzucenia tego artykułu z wydań następnych. Jednakże Du Plessis „dowiódł,“ że papież jest antychrystem. W 1703 r. mógł więc pisać Turtein, iż „Stała jest nauka wszystkich reformatorów i protestantów, że papież rzymski jest wielkim antychrystem.“

Rozumie się, że nauka tak zw. reformatorów była też nauką centuryatorów magdeburskich, których przywódcą był najwierniejszy uczeń Lutra i jego długoletni towarzysz, Maciej Flacius i którzy naukę tę starali się rozumowo usprawiedliwić i historycznie uzasadnić. I dla nich też biskup rzymski jest prawdziwym antychrystem, a Kościół — przynajmniej o ile zostaje pod jego panowaniem, jest państwem antychrysta. Stąd też, pomimo słów Mat. 28, 18, odrzucają oni prymat Piotra, a pomimo licznych świadectw tradycyi i Ojców zaprzeczają bytności Piotra św. w Rzymie, albo przynajmniej zgadzają się na bytność bardzo krótką i nie w tym charakterze, w jakim przez katolików i dzieje była przedstawiana; z największą pilnością i zazdrością wietrzą oni każdy najdrobniejszy nawet szczegół, któryby mógł ich zdaniem oznaczać wzrost jakiejś antychrześcijańskiej nieprawości. Począwszy już od trzeciej centuryi mówią o prymacie rzymskim jako o „tajemnicy nieprawości“ (mysterium iniquitatis). W czwartej centuryi widzimy, jak tenże prymat coraz bardziej wzrasta, a w piątej jest już przedewszystkiem uwagi godne to, jak w wieku tym ich antychrysta przez pośrednictwo pewnych biskupów rzymskich bezwstydnie rozrzucał pierwszy posiew prymatu i pierwszeństwa nad wszystkimi innymi biskupami Kościoła Chrystusowego. „Jakkolwiek bowiem niektórzy czujni, czynni i energiczni mężowie pochwycili tego wilka jakby za uszy na tym czarnym hańbiącym czynie oszustwa (gdyż mianowicie biskupi rzymscy zmienili postanowienia soboru Nicejskiego) i okazali pewien opór, przez co odparli nieco te ambitne i zbrodnicze pokuszenia, to jednak przyznali mu jeszcze więcej aniżeli potrzeba, tak, iż rzeczywiście w tym wieku antychryst zdaje się być jako uwięziony, ale zato później wystąpił na światło dzienne, jako dojrzały płód ludzkiego żywota. W siódmym wreszcie wieku, jak nas poucza siódma centurya, owa długo żywiona w biskupach rzymskich „tajemnica nieprawości“ na jaw wybuchła. „Aczkolwiek bowiem i w poprzednich wiekach (tak mówi przedmowa do ósmej centuryi) antychryst ów, jakoby miny podkładając podziemne, dążył powoli i coraz więcej do pierwszeństwa nad wszystkimi Kościołami i wszystkiemi państwami świata, to jednak spychała go napowrót i baczność mężów uczonych i surowe postępowanie pasterzy. Lecz następnie tego strasznego i przerażającego potwora ponownie nie wyniósł na stolicę pestylencyi (należałoby powiedzieć najwyższej na ziemi „Excellencyi“), osławiony z mordów i wielu innych bezwstydnych zbrodni, niewolnik dyabła, cesarz Fokas. Odtąd już wyżej podniósł głowę, ogonem swym (jak opisuje Jan św.) nawet gwiazdy niebieskie poruszył i chciał je w zamieszanie wprawić.“6

Po tak bezwzględnem potępianiu papiestwa jako antychrysta, pozostawało już centuryom tylko wykazać, jak to (stosownie do powyższych obrazów Pawła św. i do słów Apokalipsy) ów antychryst, rozsiadający się w kościele bożym, podawał się za Boga, w rzeczywistości okazał się być synem zatracenia, jak usiłował sobie zdobyć niebo i potęgę świata tego, jak wyniósł się nad tak zw. Bógów, t. j. nad zwierzchność doczesną, i jak zwyciężył bestyę, to znaczy pogańskie Imperium rzymskie.“

Teraz podają centuryatorzy dowody historyczne, potwierdzić mające słuszność takiej egzegezy. Tu więc wysuwa się naprzód — dla takich historyków najpożądańszy wynalazek! Joanna papieżyca! (ob. ten art.), jako najoczywistszy dowód, że papiestwo jest owym „Synem zatracenia,“ „nierządnicą babilońską,“ że ono jest ową apokaliptyczną niewiastą, na której czole napisano: „Taiemnica: Babilonia wielka, matka wszeteczeństw y brzydliwości ziemie“ (Apoc. 17, 5). I owszem, centuryatorzy przypisali Joannie papieżycy pewien nawet zupełnie teologiczny charakter, i historyą jej rozpoczęli nowy rozdział dziejów Kościoła „o tych, którzy się oparli panowaniu antychrysta.“ Rozpoczynają rzecz w ten sposób: „Przez nadzwyczajną i uwagi godną hańbę odsłonił Bóg w tym (dziewiątym) wieku szpetność Stolicy rzymskiej i postawił przed oczy wszystkich ową nierządnicę babilońską, aby się przekonali wszyscy, że owa przez świat cały wielbiona jako święta godność papieska jest matką wszystkich, zarówno duchownych jak cielesnych wszeteczeństw, i aby się przez to wszyscy nauczyli nią brzydzić i takową przeklinać.“ Także i następni papieże, aczkolwiek przez wykreślenie z listy papieży imienia papieżycy zdawali się i ją samą i jej czyn haniebny potępiać, to przecież w rzeczywistości byli do niej podobni, „byli opiekunami wszelkiego bałwochwalstwa i wszeteczeństwa, oraz niewolnikami dyabła“7. Najgorszym ze wszystkich miał być Grzegorz VII (ob. ten art.). Wyczerpują się poprostu centuryatorzy na możliwie potworne kłamstwa i oszczerstwa tego wielkiego, świętego papieża. Nazywają go najpotworniejszym ze wszystkich potworów, jakich kiedykolwiek święta ziemia nosiła (monstrum omnium, quae unquam terra portavit, monstruosissimum), nazywają go człowiekiem, który już podług samego brzmienia swego nazwiska (Hildebrand), miał być mężem prawdziwie piekielnym, — wielkim czarnoksiężnikiem, który bezpośrednio z dyabłem zawarł przymierze, aby przy jego pomocy wyższe godności osiągnąć, — mnichem bezwstydnym, który, zapalony pychą nie do uwierzenia, z haniebną śmiałością i podziwu godną przebiegłością, pieniędzmi i czarami, rękami i nogami dążył do papiestwa, i doszedł doń per fas et nefas, wbrew postanowieniom kanonów i praw kościelnych. Jako papież zaś antychryst ten popełnił wszystkie możliwe zbrodnie i bezwstydy, wśród których na pierwszem miejscu stoi zakaz zawierania małżeństw duchownym i poniewieranie władzy świeckiej, — dwie szczególne cechy czyli piętna antychrysta. Cała to historya, smutna i przygnębiająca, której nikt, kto ma serce, bez łez czytać nie może, z jaką to niesłychaną pychą, bezczelnością i złością obchodził się ten Hildebrand z rzymskim cesarzem Henrykiem IV, najdzielniejszym z książąt całego świata, jak się zeń naigrawał i na pośmiewisko aniołom i ludziom wystawił!

Ale dość tych fanatycznych wybuchów dzikiej i namiętnej nienawiści! Wszak nawet takiemu Chr. Baur'owi dziejopisarstwo tego rodzaju wydaje się krańcowo niemądrem, i łatwo to pojąć, że, aczkolwiek w bardzo łagodnej formie, wypowiada on swe o niem zdanie w ten sposób8: „Tak jednostronnie i wyłącznie tylko w polemicznym celu prowadzą (centuryatorzy) cały swój historyczny pogląd na papiestwo.... Stronniczy to tylko pogląd, który się wypowiada w takiem oświetleniu, i tylko duch polemiki wskazuje taki punkt widzenia rzeczy. Jeśli się pojmuje papiestwo z tego stanowiska, (mianowicie, że każdy papież jest wcieleniem antychrysta, opiekunem wszelkiego bałwochwalstwa i wszeteczeństwa, niewolnikiem dyabła), to nic dziwnego rzeczywiście, że nietylko się nie ma żadnego zmysłu do wszystkiego tego, coby podług wymagań hierarchicznego systemu sądzić należało, ale musi się odmówić należnego uznania nawet takim czynom, które zasługują na wszelkie uznanie moralne; nie można też być z należytem uznaniem dla zamiłowania sprawiedliwości wielu papieży, dla ich ducha porządku, prawa i sprawiedliwości, dla ducha męstwa z jakim opierali się potędze książąt i dzikości ludów. Wszystko, co papieże kiedykolwiek pomyśleli lub uczynili, tworzy tylko jakąś bezgraniczną tkaninę dyabelskich celów i dążności... Trudno powiedzieć nawet, jak mało podobny sąd o rzeczach może mieć pretensyi do historycznej prawdy.“ tyle Fr. Chr. Baur.

My zaś do powyższych słów Baura jedno tylko dodać możemy, że pojmujemy to dobrze: każdego wierzącego i szlachetnie myślącego protestanta musi ogarniać głęboko upokarzające i gorzkie uczucie na myśl, że taką wstrętną kuźnią kłamstw są założyciele i główni przedstawiciele ich kościelnego dziejopisarstwa, że takie dzieło jak Centurye Magdeburskie pełne kłamstw najpotworniejszych i najzłośliwszych, za główne zadanie swe miało historycznie udowodnić prawomocność i prawdziwość reformacyi i jej nauk. Źle dziać się musi ze sprawą, która na swą obronę i poparcie takich środków wymaga!

Także i w późniejszych czasach nie przestawał odgrywać wielkiej roli protestancki dogmat o papieskim antychryście. Poplecznik heretyków, Arnold, wylał całą czarę gniewu na szatańskie, antychrystyańskie papiestwo, z którem coraz gorzej się działo od czasu, gdy „ten tyran i krwiożerca Fokas uznał zwierzchnikiem wszystkich gmin Bonifacego III, tego powszechnie znanego antychrysta.“ Dla Arnolda także i Grzegorz VII jest haniebnym złoczyńcą, Henryk IV zaś „dobrym“ cesarzem. Tem więcej też wierzy on w „Joannę papieżycę,“ że nigdy nie można sobie dość głupio, bezbożnie i przewrotnie wystawić stanu ówczesnego Kościoła. Również i Fryderyk Spanheim, kalwiński historyk Kościoła, tąż samą przepełniony jest względem antychrystyańskiego papiestwa nienawiścią i złością, co luterscy jego bracia, centuryatorzy, i z całą powagą uczonego uznaje za prawdziwą baśń de papa femina. Jeszcze nawet w początkach tego wieku widzimy znanego historyka kościelnego, racyonalistę Henke, stojącego w zupełności pod sztandarem owej nienawistnej historyografii XVI wieku. To też niepodobna się dziwić, jeśli tenże Henke nazywa św. Grzegorza Wielkiego, papieża, „nikczemnym pochlebcą, który się od dyabła nauczył przedzierzgać w anioła światłości, z tą tylko różnicą, że dyabeł przez swą jawną pychę upadł, ten zaś przez udaną pokorę wywyższył;“ nic dziwnego również, że Grzegorz VII wydał się temuż Henkowi „śmiałym zuchwalcem, ale przytem politykiem o bardzo subtelnej roztropności i bohaterem stanowczej i nieustraszonej odwagi, człowiekiem przebiegłym a nikczemnym, z pozorami pewnej szlachetnej dumy, — wykształconym świętym, którego potomność na ołtarzach czcić miała, a przytem — człowiekiem bez religii, bez wiary, człowiekiem, którego własny zaufany przyjaciel (Piotr Damiani), nazywał swym świętym szatanem, — bohaterem w występku, którego wszakże występki były po części cnotami jego czasów i jego stanu9. Miał zatem słuszność stary Brischar10, gdy sądził, że centuryatorzy magdeburscy przy całej swej powadze, jakiej zażywali w uczonym świecie protestanckim, wskutek samowoli i namiętnej stronniczości, z jaką traktowali materyał historyczny, wskutek mnóstwa nieuzasadnionych sądów i przekręcań prawdy, nie mało się przyczynili do owego sfałszowania historyi, — zwłaszcza odnośnie do Stolicy Apostolskiej, — jakie się aż do dziśdnia stało nieomal stereotypowem między protestantami, a jakie dziś protestanccy właśnie badacze coraz bardziej odsłaniają.

Jednak i dziś jeszcze nie wszędzie znikł ten staroprotestancki wykład wzmiankowanych słów Pawła św. o antychryście i stosowanie ich do papiestwa, aczkolwiek już w 1860 r. zapewniał Döllinger11, że „wykład ten porzucono dziś wszędzie, gdzie istnieje naukowa teologia i egzegeza.“ Dosyć przeczytać artykuł znanego z walki swej z Janem Janssenem radcy konsystoryalnego Ebrard’a w Herzoga Realencyclopädie (X, 583 nst; XXI, 353). Niejaki Köhler jeszcze w 1861 r. pozwolił sobie z największą naukową powagą bronić prawowiernej nauki luterskiej o rzymskim antychryście12. W 1883 r., przy sposobności jubileuszu Lutra w Niemczech, nieraz słyszano toż samo z ambon kościelnych. W Frankensteinie np. na Śląsku, niejaki Küntzel, dyakon z Wrocławia, publicznie i bezkarnie pobożnemu ludowi swemu głosił, że papież jest „uosobionym szatanem;” a w 1884 r. pastor protestancki Dr. F. Philippi, w piśmie swem: „Die Bibel und die Kirchliche Lehre vom Antichrist” dochodzi do ostatecznego wniosku, że „antychrystem jest papiestwo albo papież, i każdemu dobremu luterskiemu chrześcijaninowi przystoi silnie stać przy tej nauce luterskiego wyznania“13.

Fanatyczna ta zasada wiary luterskiej znajdzie odparcie w innych artykułach niniejszego Słownika, gdzie mowa o naturze Kościoła i papiestwa, tu zaś przytoczyliśmy szczegóły powyższe, aby dać dowód, z jakim obskurantyzmem i nietolerancyą traktują protestanci wiarę katolicką, i jak mało prawa mają sami do zarzucania nam nietolerancyi. (Ob. art. Papieże „źli”, Papiestwo i Rzym w dziesiątym wieku, Papiestwo i działalność jego w historyi).

(X. W. S.).

Footnotes

  1. Patrz De Wette. Mart. Luter’s Briefe i t. d, I. 192, 239.

  2. Döllinger. Christenthum u. Kirche. 2-gie wyd. str. 440.

  3. Prw. Simar, Die Theologie d. heil. Paulus. Wyd. 2, str. 267 nst. — Wig. Smale. II, 14: „Papam esse ipsum verum Antichristum, qui supra et contra Christum sese extulit et evexit... quare sicut diabolum ipsum non possumus adorare.... ita nec eius Apostolum Papam seu Antichristum in regno eius etc...

  4. Döllinger. Loc. cit. str. 441.

  5. Herzog. Realencyclopädie f. protest. Theologie X, 588.

  6. Centurya 7, str. 560: „Ut interim taceam de diaboli mancipiis, quibus Foecus, vir flagitiis et parricidiis multisque aliis tetris facinoribus infamis vereque impius, monstrum illud horrendum et ingens in cathedra pestilentiae (excellentiae supremae in orbe terrarum debebamus dicere) sublevaret. Verum post hoc caput suum altius extulit, suaque cauda (ut Joannes pingit) ipsas coeli stellas tetigit easque deturbare molitus est.“ Centuryatorzy myślą tu o rozporządzeniu cesarza Fokasa (602 -610), mocą którego wbrew patryarsze konstantynopolitańskiemu przyznano papieżowi tytuł „patryarchy ekumenicznego“ (powszechnego).

  7. ...sed nihilominus reipsa tales manserunt, nimirum omnis idololatriae et fornicationis patroni et mancipia diaboli.

  8. Die Epochen d. Kirchl. Geschichtsschreibung. str. 50 nst.

  9. Henke. Allg. Gesch. d. Christl. Kirche. 4-te wyd. I cz. 425 str.; II cz. str. 138 nst. — Baur. Loc. cit. str. 195.

  10. Aschbach. Kirchenlexikon II, 790.

  11. Döllinger. Christenth. u. Kirche. 438.

  12. Ob. Theol. Literatur—Bericht (1884 M 8, str. 176).

  13. W czasop. Zeitschrift für lutherische Theologie. Jahrg. 1861, str. 459.