Sądy boże

Kiedy między stronami wynika spór co do istnienia jakiegoś faktu, zwłaszcza gdy fakt ten ma być podstawą prawa, w szczególności, zaś, kiedy zachodzi wątpliwość co do winy lub niewinności podsądnego, wówczas nic naturalniejszego dla człowieka, jak w braku dowodów i przy wyczerpaniu ludzkich środków dochodzenia prawdy, uciekać się do bóstwa, aby dojść do jakiegoś postanowienia i jakiegoś wyroku. Wszak Pan Bóg wie o wszystkiem, jest wszechmocny i sprawiedliwy; jeśli chce, może okazać prawdę, może pomścić niewinnego, a potępić grzesznego; jeśli zaś tego natychmiast nie czyni, to przynajmniej krępuje sumienie widokiem sądu bożego w tem lub w przyszłem życiu.

Ta wiara w bóstwo i w jego doskonałości jest podstawą uciekania się do Boga w przysięgach, składanych już to dla potwierdzenia świadectwa ludzkiego, już też dla rozstrzygnięcia sporu. Taż sama wiara bywa także podstawą uciekania się do Boga w modlitwie lub w pewnych praktykach, będących — słusznie czy niesłusznie — w przekonaniu tych, co je spełniają, albo modlitwami rzeczywistemi, czynami, wypraszającymi współudział Boga, albo też środkami wywoływania i stwierdzania tego współudziału bożego w celu objawienia prawdy.

Jednakże, to uciekanie się do Boga w jakikolwiek spełniałoby się sposób, aby było godziwe, powinno się przedewszystkiem zwracać do Boga prawdziwego: omyłka, dotycząca bóstwa, sprawia to, że przysięga, błagania i modły, zarówno jak wszelkie inne praktyki pobożne, zamiast być czynami religijnymi stają się czynami zabobonnymi, aktami bałwochwalstwa, satanizmu, wróżbiarstwa, czarnoksięztwa. Zabobonem jest również, jeśli ktoś, przy znajomości prawdziwego Boga, wprost lub ubocznie zwraca się do szatana, oczekując skutku od przyczyny, która go ani ze swej natury, ani z ustanowienia bożego lub kościelnego wydać nie może; nie można bowiem w ten sposób oczekiwać podobnego skutku bez ściągnięcia na się podejrzenia, że się go oczekuje od szatana, i że tym sposobem oddaje się cześć szatanowi, albo się mu przypisuje to, co się należy samemu Bogu, którego się przez to przymiotów i doskonałości zaprzecza.

Zresztą jakiekolwiek byłoby to uciekanie się do Boga prawdziwego, zawsze trzeba w Bogu rozróżnić te trzy rzeczy: wiedzę, możność i wolę, albowiem, jak z jednej strony absolutnie trzeba uznać nieskończoną wiedzę, prawdomówność oraz wszechmoc bożą, tak znów z drugiej strony, niewolno bez jakiegoś szczególnego powodu przypuszczać, że Pan Bóg chce wprost lub ubocznie mieszać się do jakiegobądź sporu ludzkiego, i to w sposób, jaki się Mu z góry wskazuje. I rzeczywiście, częstokroć zachowuje Bóg do przyszłego sądu swego to, co się uchyla od sądów ludzkich. To też oczekiwać od Boga cudu bez jakiegoś szczególnego powodu, albo przynajmniej spodziewać się jakiegoś skutku, przeciwnego naturalnemu skutkowi przyczyny jakiejś koniecznej i do wypadku zastosowanej, jest-to popełniać ciężki grzech kuszenia Boga; gdy się bowiem działa w ten sposób, jakkolwiek nie zaprzecza się wprost przymiotów i doskonałości bożych, przypisując takowe de facto stworzeniu, to jednak w praktyce się o nich wątpi, wiedzę i wszechmoc bożą wystawia się jakżeby na próbę, bez dostatecznego powodu żądając znaku od Boga. I rzeczywiście, zamiast zawiesić swe zdanie o woli bożej w danym jakimś przedmiocie, co można było i co należało uczynić, bierze się tę wolę za rzecz pewną, i tym sposobem znak żądany dotyczy rzeczywiście wiedzy i potęgi bożej.

Kiedy, w następstwie jakiegoś czynu nieuzasadnionego lub zabobonnego, otrzymuje się skutek jakiś zadziwiający, to skutek ten wcale nie jest pewnym dowodem interwencyi boskiej, z wyjątkiem chyba wypadku, kiedy idzie o cud w ścisłem tego słowa znaczeniu. Boć szatan, ten ojciec kłamstwa, ten duch okrucieństwa i niesprawiedliwości, za dopuszczeniem boskiem z powodu właśnie czynu zabobonnego lub niewłaściwego, może się wmieszać, aby wywołać czary i aby widzialnie szkodzić człowiekowi zabobonnemu lub kuszącemu Boga, a skądinąd grzesznemu lub niewinnemu, słusznie lub niesłusznie działającemu.

Niemniej jednak zauważyć trzeba, że inna jest rzecz spełniać podobne próby lub praktyki albo ich dobrowolnie używać, a inna— poddawać im się lub takowym z konieczności i z dobrą wiarą ulegać. Tak samo co innego jest tolerować praktyki podobne i wyciągać z nich możliwą dozę dobrego wówczas, gdy się im zapobiedz nie może, a co innego jest praktyki takie zaprowadzać lub aprobować.

Takie są tedy zasady, podług których powinno się sądzić o moralności t. zw. sądów bożych i o odnośnem postępowaniu Kościoła. Zasady te zastosujemy poniżej, dawszy naprzód w krótkości pojęcie o sądach bożych, o rozmaitych odcieniach takowych, i zarysowawszy naprzód w ogólnych zarysach ich historyę. Tym sposobem jednocześnie odpowiemy na zarzuty, z powodu Sądów bożych stawiane postępowaniu Kościoła w Średnich Wiekach.

Sądami Bożymi albo inaczej Ordaliami1 nazywano pewne próby i doświadczenia, podejmowane podług pewnych zasad przez strony, spór ze sobą wiodące lub przez podsądnych w procesach sądowych albo też i po za nimi2; w wyniku tych prób upatrywano bezpośrednią interwencyę bóstwa, objawiającego prawdę, prawo czyjeś, niewinność lub zbrodnię.

W Średnich wiekach, a nawet i później, były dwa różne gatunki dowodów sądowych, polegających na odwoływaniu się do Boga, i zwały się — zwłaszcza w procedurze karnej — jedne purgationes canonicae, przyjęte w sądownictwie kościelnem, — drugie purgationes vulgares, co do których właśnie zbadamy przekonania Kościoła, gdyż to były właściwe ordalia czyli Sądy Boże.

Purgatio canonica dokonywała się przedewszystkiem przez przysięgę, a niekiedy także przez przyjęcie Komunii św. Przysięgę na swą niewinność składał podsądny, a także jego mniej lub więcej liczni obrońcy: conjuratores, compurgatores, sacramentales; ci ostatni przysięgą stwierdzali swe przeświadczenie o niewinności podsądnego. Nie przeczymy bynajmniej, że często składaniu przysiąg tak samo jak przyjmowaniu Komunii św. towarzyszyły uczucia i czyny, które trąciły zabobonem lub kuszeniem Boga; ale nadużycia tego rodzaju nie były dziełem Kościoła, który je potępiał, a jednocześnie w swem sądownictwie przedsiębrał przeciw nim wszystkie środki zaradcze. Prawdą jest również, że niepoprawny zwyczaj rzeczonych prób kanonicznych wyradzał się często w pewien rodzaj sądu bożego, ale potoczne znaczenie nazwy Sądu bożego odnosi się tylko do purgationes vulgares, o których jedynie w artykule niniejszym mówimy3.

Z tego samego powodu uczynimy tylko prostą wzmiankę o będącej niegdyś w użyciu praktyce powoływania przeciwnika swego przed sąd Boga, która to praktyka daje się lub nie daje usprawiedliwić, względnie do uczuć i usposobienia tego, kto się nią posługiwał4.

Tak samo również niema zwyczaju zaliczać do rzędu „purgationes vulgares" losów, rzucanych celem odróżnienia człowieka winnego, lub celem załatwienia jakiegokolwiek sporu, zawsze w tem przypuszczeniu, że Bóg koniecznie musi tak pokierować losem, by odsłonił prawdę. A przecież zwyczaj ten należy do najdawniejszych ordaliów5, zwłaszcza u Germanów6, u których przechował się aż do wieku VI, oparty nawet na prawodawstwie miejscowem, szczególnie względem posądzonych o kradzież7. Skądinąd znów, jak zobaczymy niebawem, upowszechnienie się ordaliów po Europie Zachodniej w wiekach średnich przypisać należy przedewszystkiem pogańskiemu germanizmowi i najściu barbarzyńców na cesarstwo zachodnie. Może się to zatem niejednemu dziwnem wydawać, że pomiędzy „purgationes vulgares" nie znajdujemy losów. Ale naprzód mamy przecież przykłady tego zwyczaju rzucania losów już po wprowadzeniu chrystyanizmu do środkowej Europy (prawo Fryzów tit. XIV zawiera ważny artykuł o zastosowaniu losów8). Następnie trzeba zauważyć, że pomiędzy t. zw. purgationes vulgares, czyli zwyczajnemi próbami, wiele jest takich, które nietylko mają pewne podobieństwo do losów, ale w rzeczywistości są tylko pewną ich odmianą, tak iż możemy rozróżnić dwa gatunki prób rzeczonych: jedne oparte na zastosowaniu losów, inne — będące raczej kuszeniem Boga; spełniający bowiem ordalia bez dostatecznego powodu przypuszczają, że Bóg uczyni cud jakiś czyli przeszkodzi przyczynie naturalnej sprowadzić swój przyrodzony skutek dla okazania prawdy.

Do pierwszego rodzaju ordaliów zaliczamy próbę krzyża, próbę święconego chleba, a zwłaszcza próbę pojedynku, który był jedną z prób najczęstszych i który się najdłużej uporczywie przechowywał. Do drugiego zaś rodzaju ordaliów, czyli do rodzaju kuszenia Boga, zaliczyć przedewszystkiem trzeba próbę ognia, której też były rozmaite postacie, próbę wrzącej wody i próbę wody zimnej.

Co do próby krzyża, judicium crucis, którą po raz pierwszy spotykamy w jednym z kapitularzy Pepina Krótkiego9, zdania uczonych są podzielone. Delrio10 zdaje się próbę tę sprowadzać do rodzaju prób, wyżej wspomnianych w prawie Fryzyjskiem, zasadzających się poprostu na ciągnieniu losów za pomocą kości, z których jedna bywała naznaczona krzyżem. Zdanie to jednak nie ma żadnej podstawy. Próba krzyża w ogólności polegała na tem, że strony spór ze sobą wiodące lub ich przedstawiciele musieli trzymać ramiona na krzyż wyciągnięte; kto pierwszy je opuszczał lub w ogóle kto pierwszy się poruszył, ten bywał zwyciężony11. Wierzono tedy, że Pan Bóg dopuszczał ten przypadek czy też ten los na pokonanego, aby okazać, że wina była po jego stronie z wyjątkiem tych chyba wypadków, w których warunki stron obu były zanadto niejednakowe. Toż samo było z pojedynkami, w których częstokroć strony zwaśnione nie biły się ze sobą albo wcale się nie biły, lecz wybierały sobie pomocników czyli rycerzy, którzy ich zastępowali; działo się to zwłaszcza z kobietami, służącymi i z duchownymi, którzy wogóle bić się nie mogli12. Gdy warunki stron obu były nierówne, przybliżano się bardziej do kuszenia Boga, co już stanowiło drugi rodzaj ordaliów, jak to uważa św. Tomasz13.

Takim samym losem czy trafem była próba chleba święconego, judicium offae, panis adjurati, oraz próba mar śmiertelnych, judicium albo jus feretri, cruentationis. Pierwszą z prób rzeczonych spotykamy bardzo wcześnie14 u Anglo-Sasów, u Fryzów i Franków, jak tego dowodzą rytuały do dziś istniejące15. Polegała zaś na przyjmowaniu z rąk kapłana, Mszę św. odprawiającego, kawałka chleba święconego lub sera; jeśli podsądny połykał go łatwo, był uważany za niewinnego; jeśli zaś musiał go oddać lub przeżuwać, był winien; przypuszczano zaś, że winny, jeśli łatwo chleb rzeczony połykał, musiał rychło umierać16. Zdaje się jednak, że tak samo w tym wypadku jak w następnym spodziewano się raczej cudu ze strony Boga, aniżeli trafu, zrządzonego przez bóstwo.

Próbie mar śmiertelnych poddawano ludzi, podejrzywanych o zabójstwo; tego rodzaju podsądny musiał dotykać zwłok swej ofiary, na marach złożonej, i wypowiadać przytem pewne formuły okolicznościowe. Jeśli umarły w chwili, kiedy go dotykano, wydawał pot krwawy, pianę z ust toczył, zmieniał barwę ciała lub coś podobnego, wówczas podsądny był uważany za winnego zbrodni17.

Wszystkie te próby bywały rzadsze i znikły daleko łatwiej18, aniżeli próba pojedynku, duellum, monomachia, pugna, który, jakkolwiek ze wszystkich prób najdawniejszy i pochodzenia pogańskiego19, był jednak w najpowszechniejszem użyciu i najtrudniejszy do wykorzenienia z pośród chrześcijan. Pomimo często ponawianego potępienia ze strony Kościoła, o czem niebawem mówić będziemy, pomimo usiłowań samych nawet panujących chrześcijańskich, zwłaszcza we Francyi, jak np. św. Ludwika IX, pomimo tego wszystkiego pojedynek sądowy utrzymał się aż do w. XVI20, i jeszcze po urzędowem zniesieniu go nie zaniechano tych walk pojedynkowych, które trwały bądź pod pozorem turniejów, bądź też pod innymi tytułami, i wszczynane bywały z najbłahszych w świecie powodów. Trzeba bowiem na to zwrócić uwagę, że na pojedynek wyzywano się w innych celach, aniżeli dla rozstrzygnięcia sporu lub wykazania prawdy21; niestety, to dzikie nadużycie zamierzchłych wieków trwa jeszcze w oświeconym XIX wieku pod niemądrym pozorem obrony imienia i czci zniesławionej; zarzucamy ciemnotę Średnim Wiekom, a sami najciemniejszych stron tych wieków pozbyć się nie chcemy22.

Przejdźmy teraz do ordaliów, czyli Sądów Bożych, które były zwykłem tylko zastosowaniem jakiejś przyczyny koniecznej, której skutek naturalny miał Bóg albo usunąć, albo go dopuścić, by zaznaczyć niewinność czyją lub winę, albo też w ten lub w inny sposób okazać prawdę.

Próba ognia bywała potrójna: per rogum, per prunas, per ferrum, hoc est per vomeres seu lateres vel chirothecas candentes23. Podsądny, często w nawoskowanem ubraniu, przechodził przez stos zapalony, judicium ignis; albo też bosą nogą chodził po lemieszach od pługa, rozpalonych do czerwoności, judicium vomerum; lub znowu gołemi rękami niósł żelazo rozpalone do czerwoności na pewną oznaczoną odległość, albo rękę wkładał w rozpaloną żelazną rękawicę, judicium ferri candentis. Jeśli z próby tego rodzaju wychodził bez oparzelin, był niewinny, jeśli zaś przeciwnie — był winny.

Próba wody wrzącej, aquae ferventis seu calidae polegała na częściowem lub całkowitem zanurzeniu ręki w kotle wody wrzącej i wydobyciu z niej jakiejś obrączki lub kamienia, bez poparzenia wszakże ręki.

W próbie wody zimnej (judicium aquaticum, aquae frigidae) obdzierano podsądnego z ubrania, przywiązywano prawą jego rękę do lewej nogi, a lewą rękę do prawej nogi, a następnie uwiązanego na sznurze wrzucano do rzeki albo do jakiegoś zbiornika wody. Jeśli pływał po wierzchu, uważano go za winnego, jeśli się w wodzie pogrążał — był niewinny. Niekiedy wszakże odwrotny skutek uważano za znak niewinności lub zbrodni, względnie do rozmaitych czasów i miejscowości.

Wszystkie te próby sięgają bardzo dawnych czasów i są pochodzenia pogańskiego24. W Średnich Wiekach zdarzały się bardzo często, ale zaniechane zostały pod koniec XIII w., zwłaszcza po czwartym Soborze Lateraneńskim25. Jednak znów w XVI w. powraca próba wody zimnej w Niemczech przy procesach o czary (pławienie czarownic), a z Niemiec przechodzi do Francyi26. Posuwano się dalej nawet: zamiast przekonywać się, czy czarownicy lub czarownice utrzymywały się na powierzchni wody, wkładano ich w pewnych krajach na wagę, i jeśli nie dosięgały pewnej z góry oznaczonej wagi, potępiano je jako winne czynionych im zarzutów27.

Podług tedy powyższych danych łatwo rozwiązać można — ogólnie przynajmniej — zagadnienie o pochodzeniu ordaliów. Pochodzenia tego nie trzeba szukać u pewnego jakiegoś ludu, ani w postanowieniach jakichś prawodawców. Sądy Boże opierały się na wierze w bóstwo i w jego doskonałości, znajdowały się u wszystkich ludów, a jakkolwiek same w sobie najsłuszniejsze28, zeszpecone zostały błędami pogańskimi lub bywały źle stosowane przez nieoświeconą wiarę u ludów, z pogaństwa nawróconych do chrystyanizmu. To też jeszcze dziś u niektórych ludów pogańskich też same znajdujemy próby29. Wszyscy uczeni zdają się dziś zgadzać na to, że średniowieczne ludy chrześcijańskie zawdzięczały ordalia pogańskiemu germanizmowi oraz najazdom północnych barbarzyńców na cesarstwo zachodnio-rzymskie.

W tem rozszerzeniu się ordaliów Kościół nic nie zawinił: nie wytworzył on ordaliów, lecz znalazł je już u ludów, którym przynosił Ewangelię. Często nawet sami jego missyonarze musieli poddawać się ordaliom dla stwierdzenia prawdziwości swych nauk; ale czyż to było tak wielkie zuchwalstwo ze strony tych apostolskich mężów oczekiwać cudu od Boga na potwierdzenie prawdy? Poddawali się więc tym próbom bez żadnego usposobienia zabobonnego, znosili ulegle to, czemu zapobiedz nie mogli, zanim ludów lepiej nie pouczyli; i rzeczywiście, łatwo im było i bardzo naturalnie, poddając się tym próbom, odwoływać się do Boga prawdziwego wobec błędów i zabobonów ludzi, którzy im te ordalia narzucali; tem samem już poprawiali oni te błędy. Niesłusznie także powoływano się na czyny świętych lub innych osobistości, które jakoby potwierdzały ordalia tem, że spełniały cuda dowolne przez posługiwanie się żywiołami. Zapominano o tem, że kuszenie Boga polega na wprowadzaniu tych prób w zasadę stałą i na żądaniu w ten sposób bez żadnego powodu interwencyi boskiej. Początkowo Kościół cierpliwie znosił pewne zabobonne zwyczaje, jako złe mniejszej wagi, jak to mówi św. Augustyn omawiając to, co tak szumnie nazywano sortes sanctorum30. Nie przeczymy bynajmniej, że zbyt naiwna wiara31 średniowieczna pomnażała formy sądów bożych, że biskupi a nawet niektóre partykularne synody zatwierdzały te zwyczaje, że je prawami swemi obwarowywali cesarze i książęta panujący; ale co mogłoby niepomiernie dziwić, gdybyśmy nie wiedzieli, że Kościół jest boskim stróżem wiary i obyczajów, to, że żaden akt urzędowy najwyższej władzy kościelnej, papieży lub soborów generalnych, nie zatwierdził nigdy sądów Bożych. Przeciwnie, sam Kościół tylko walczył z ogólnym prądem onych wieków i on sam tylko przy pomocy wielkiej tolerancyi oraz roztropnych a stałych usiłowań zdołał całkowicie opanować te nadużycia. A że musiał okazywać dużo cierpliwości, to cóż dziwnego, skoro sami książęta panujący, jak taki np. Luitprand, król Longobardów, wyznawali, że „propter consuetudinem gentis nostrae legem impiam (pugnae) vetare non possumus?" Zdanie Kościoła o ordaliach łatwo poznać chociażby z owego rozróżnienia wspomnianych wyżej „purgationes canonicae" od „purgationes vulgares," jak również z określenia tych ostatnich, podanego przez papieży (lib. V Decret. tit. 35). Pierwsze z nich Kościół przyjmuje, a drugie odrzuca, jako zaprowadzone przez zabobon ludowy, będący kuszeniem Boga i próbami bardzo omylnemi i zwodniczemi.

Co się tyczy pojedynków, to mamy wyraźne ich potępienie przez Mikołaja I pża w liście 50-m, pisanym do Karola Łysego; potępili je również papieże Celestyn II, Innocenty II, Eugeniusz III, których odnośne postanowienia przypomina Aleksander III pż. na III-im Soborze Lateraneńskim. Nawet już przed postanowieniem Mikołaja I potępił pojedynki synod Vienneński (concilium Viennense seu Valentinum) we Francyi r. 855; a także biskup tegoż miasta, Avitus, oraz arcybiskup Lyoński, św. Agobard, w znakomitem swem piśmie, wysłanem do kr. Ludwika Pobożnego32.

Co do innych zaś prób zabobonnych możemy przytoczyć wyraźne ich zakazy, wydane przez Stefana V pża (Decret. Gratiani 2 p. caus. II. qu. V. c. XX), Aleksandra II (Ibid. c. VII, gdzie niesłusznie przypisuje się to postanowienie św. Grzegorzowi, podług korrektorów rzymskich), Lucyusza III pża (V Decret. tit. XXXIV, c. VIII); Celestyna III, Innocentego III, Honoryusza III (Ibid. tit. XXXV). Wreszcie, zdaje się, że IV Sobór Lateraneński zadał ordaliom ostatni cios śmiertelny, gdyż od tego czasu powtarzają się one rzadziej, a przynajmniej tracą na wziętości i powoli zupełnie znikają; odzywają się na chwilę dopiero w XVI w. w pościgu i prześladowaniu czarownic.

Jednakże zarzucają nam jeszcze postępowanie Grzegorza VII pża, który miał jakoby Berengaryusza poddać próbie rozpalonego żelaza; jak również zarzucają nam kanon XV Nobilis Homo, p. 2, causa II, qu. V. — Odpowiadamy na to, że à priori jest rzeczą nieprawdopodobną, aby Grzegórz VII wykraczał przeciw postanowieniom swych poprzedników, a zwłaszcza Alexandra II, którego był następcą; a powtóre, Mabillon33 wykazuje, że to oskarżenie jest oszczerstwem, rzuconem na papieża przez Berengaryusza i schyzmatyckiego kardynała Benno'na; zresztą, wielki ten i święty papież nie temu jednemu uległ oszczerstwu34. Co się zaś tyczy drugiego zarzutu, to zauważymy naprzód, że kanon ten wzięty jest z partykularnego synodu Tryburskiego, i że wcielenie go do zbioru Gracyana wcale nie zwiększa jego powagi; powtórzono go w V Księdze Dekretaliów, tit. 34, ale usunięto zeń wzmiankę o wrzącej wodzie i rozpalonem żelazie. Co więcej, synod ten wcale nie zatwierdza prób tych w sposób jakiś stanowczy, lecz dopuszcza je raczej przez wzgląd na prawa świeckie, które próby rzeczone uznają, oraz z powodu braku innych środków praktycznych, mogących zaradzić przesądom ludowym, których Kościół nie mógł jeszcze wówczas wyrugować35. (G. J. Waffelaert, S. Th. Dr.).

X. W. S.


  1. Od staro-germańskiego wyrazu, przechowanego do dziś dnia w narzeczach germańskich: Urtheil, oordeel, co znaczy sąd. 

  2. Ordalia zdarzały się nietylko po trybunałach sądowych. Moglibyśmy przytoczyć cały szereg faktów, gdzie orzeczenie w jakiejś kwestyi spornej w ogólności między osobami prywatnemi, lub rozstrzygnięcie wątpliwości bywało poddawane pod sąd boży. Nawet autentyczność relikwii świętych udowadniano przez próbę ognia; ob. Mabillon. Praefacio in VI saec. Benedictinum, pars. I. n. 45. Dowody zaś na to, co w tym artykule mówimy, znajdujemy w faktach, opowiedzianych tu i owdzie przez pisarzy, których przytaczać będziemy. 

  3. Dokumenta i prawa kościelne odnośnie do purgationes, do postępowania sądowego i t. p. znajdują się w dekrecie Gracyana, zwłaszcza w 2 part. caus. II, q. V; caus. XV, q V et VI, oraz w Decretales V. tit. 34 i 35. — O purgatio canonica ob. Delrio, Magic. disquis., lib. IV. cap. IV, q. III, oraz lib. V, sect. XIII; ob. również kanonistów passim na miejsca przytoczone, a szczególniej Gonzales Tellez, Comment in V decret. tit. 34. — W szczególności zaś o przysiędze ob. Le Brun, Histoire critique des pratiques superstitieuses etc. liv. V ch II. Co się tyczy próby Eucharystyi ob. Thiers, Traité des superstitions qui regardent les sacrements, t. II, liv. III. ch. IX n. X. Ostatni ten pisarz, zaliczając Komunię św. do rzędu purgationes canonicae, wyłącza ją z pośród ordaliów zabobonnych. Należy jednak zauważyć, że owe purgationes można rozumieć dwojako: albo jako dowód, czyli jako zaświadczenie o niewinności i odwołanie się do sądu bożego w tem życiu lub w przyszłem, tak samo jak przy akcie przysięgi, albo też jako próbę, mającą koniecznie i natychmiast objawić prawdę przez cud lub przez jakąś karę widoczną dla innych; przy niemożności odszukania prawdy, sam Bóg świadczy o niewinności. W tym ostatnim razie Thiers słusznie odrzuca tę praktykę jako zabobonną, zwłaszcza, gdyby ją ktoś uważał za stałą zasadę. Ale nie widzimy, aby ją Kościół w ten sposób pojmował. Wskazywane przez historyków dwa przykłady zachowania się papieży: Hadryana II względem króla Lothara (ob. Thiers. loc. cit.) i św. Grzegorza VII względem cesarza Henryka IV (ob. wyż-wspomnianego Delrio, który przytacza historyę Lamberta Aschaffenburskiego), są wydarzeniami odrębnemi, które, po dobrej ich ocenie, dadzą się wyjaśnić bez żadnego zabobonu, przez same dążności i okoliczności chwili. (Zresztą ob. art. Kanossa). Toż samo powiedzieć trzeba o innych przykładach osobistości świętych.—Co się tyczy kanonów dekretu Gracyana, gdzie jest mowa o oczyszczeniu przez Komunię św. (cap. Saepe contingit, et cap. Si Episcopo, caus. II, q. V), to nic niema w tekście takiego, coby nie pozwalało pojmować dowodu przez Eucharystyę we wyż-wspomnianem znaczeniu pierwszem. Jeśliby zaś kto upatrywał w tej praktyce powyższe znaczenie drugie, to wówczas powiemy ze św. Tomaszem (3-a, q. 80, art. 6, ad 3 m), że kanony te zostały unieważnione przez postanowienia innych papieży, albo raczej zrobimy uwagę, że kanony te są wzięte z jakiegoś partykularnego soboru Wormskiego, i że uznano dziś powszechnie, iż dokumenty, w dekrecie Gracyana zawarte, w ogólności mają tylko powagę źródła, z którego zostały zaczerpnięte. I rzeczywiście, w Dekretałach Grzegorza IX (loc. cit.), nie widzimy już Komunii św. w rzędzie oczyszczeń kanonicznych, ale też i pomiędzy purgationes vulgares niema o niej wyraźnej wzmianki: nie zaliczaliśmy jej też do tych ostatnich, ale zgadzamy się ze św. Tomaszem, że możnaby ją do nich zaliczyć, z tem wszakże zastrzeżeniem, aby ją rozumieć w znaczeniu pierwszem z obu powyższych znaczeń. O tem też używaniu Eucharystyi „quasi ad examinationem" mówi św. Tomasz, i nie on pierwszy uznaje za rzecz niewłaściwą używanie za narzędzie sądu pogłównego tego, co jest lekarstwem zbawiennem, gdyż już w początkach XI w. też samą czynił uwagę król Robert Leutheric'owi, biskupowi z Sens, jak o tem świadczy nam Helgald (ob. Mabillon. Praefacio in VI saec. Benedict. p. II, n. 8 pod koniec). 

  4. Ob. Delrio. Magic. disquisit. lib. IV. cap. IV, n. IV, sect. I. 

  5. Przykład tego mamy w księdze Jonasza (I, 7). Jest i więcej takich przykładów w Piśmie św., ale wielu przypuszcza możliwość odrębnego współudziału Boga, uprawniającego zwyczaj rzucania losów. 

  6. Ob. Tacit. De moribus German. cap. X. 

  7. Ob. Walter. Corpus Juris Germanici antiqui, t. II, p. 8. 

  8. Przytacza go dosłownie Delrio, Magic. disquisit. lib. IV. cap. IV. qu. VI, n. 2. 

  9. Capit. Regum Francorum, t. I. Cap. data apud Vermeriam circa a. 752, cap. XVII. 

  10. Op. cit. lib. IV, cap. IV. q. VI, n. 2. in fine. — Gonzales Tellez, Comment. in V decret. tit. XXXIV, czyni z tego oczyszczenie kanoniczne, jak gdyby szło o przysięganie na krzyż święty. 

  11. Mabillon, De re diplom. lib. IV. n. LIV, oraz lib. VI. n. LI. 

  12. Ob. Cap. Caroli Magni. coll. ab Angesiso, lib. IV. c. 2; Grzegorz Turoneński. Hist. Franc. lib. VII, c. 51; Mabillon, Praefac. in VI Saec. Bene. past. I. n. 43 i 44. 

  13. 2-a 2-ae, q. 95, art. 8 ad 3-m in fine. 

  14. Obrzęd ten zdaje się pochodzić z czasów pogańskich, jak dowodzi jeden z komentatorów Horacego. Ob. Acron, ad lib. I, epist. X, vers. 10, u Gonzaleza Telleza, in V Decret. tit. XXXIV. 

  15. Ob. Walter, op. cit. t. III, str. 572. 

  16. Ob. Du Fresne (Du Cange, Glossar. wyr. Corsned). 

  17. Ob. Sam. Stryck. Tr. De jure sensuum, diss. VII, de tactu. 

  18. Tak np. próbę krzyża usunięto przez kapitularze Karola Wielkiego, i Ludwika Pobożnego, ob. Cap. (wyd. Angesis'a), lib. I. c. 102; w dekrecie Gracyana i w Dekretałach, pomiędzy purgationes vulgares, judicia Dei, znajdujemy wyraźną wzmiankę tylko o próbach: rozpalonego żelaza, wrzącej wody, wody zimnej i pojedynku. 

  19. Ob. Du Cange, Glossar. pod wyr. Duellum, Campiones; Gonzalez Tellez, in V Decret. lit. XIV. 

  20. Ob Cheruel. Dict. hist. des instit. etc. de la France, wyr. Duel; Le Brun. op. cit lib. V. ch II, pod koniec. 

  21. Cajetanus wylicza rozmaite cele, dla których można wszczynać pojedynek, i pokrótce roztrząsa moralną wartość różnych odcieni pojedynku, in 2-m 2-ae, q. 95, art. 8, ad 3 m. 

  22. Prócz dzieł wspomnianych, prócz słowników historycznych i teologicznych oraz kanonistów, czytać możemy o pojedynku w V Decret. tit. XIV i tit. XXXIV, jak również dzieła specyalne, w których znajdziemy przytoczone inne dzieła i rozprawy: np. Jos de Lignano. De Duello; Alciatus, De singul. certam., oraz Consult. de duello; Peregrinus Capuanus, De Duello; Seldenus, De Duello; Basnage, Réflexions sur les duels; J. Tomasius, Disp. de duelli moralit; Scipio Maffei, Della scienza chiamata cavallaresca; Stadler, De duello honoris vindice; Gerdil. Tr. des combats singuliers; Brillat de Savarin, Ess. hist. et critiques sur le duel. 

  23. Delrio. op. cit. lib. IV. c. IV. qu. VI. sect. III; Leloyher, Des spectres, lib. II. c. 7. 

  24. Świadkiem jest u Greków Sofokles, który w Antigonie mówi o próbie ognia i gorącego żelaza. Na Sycylii takimże świadkiem jest lacus seu crateres Palicorum, ob. Stephanus, Dict. hist. wyr. Paliceni i Palici. U Germanów świadkiem jest prawo Salickie, tit. 56. Ob. Cluverius, Germania antiqua, lib. I, cap. 11. Ob. także Gonzales Tellez w V Decret. tit. XXXV, i Du Cange, Glossar. pod wyr. Ferrum, Aquae frigidae, i t. p. 

  25. Ob. Le Brun, op. cit. l. V, Ch. III nst. oraz l. VI, ch. I, pod koniec. W Niemczech jednakże jeszcze pod koniec XV w. znajdujemy przykłady prób tego rodzaju. Ob. Bodmann, Antiq. du Rheingau. str. 642. 

  26. Ob. Le Brun, l. VI, ch. II nst. 

  27. Ob. Delrio, op. cit. lib. IV. c. IV. qu. VI, oraz Görres, La Mystique, l. VIII, ch. 40. 

  28. Tak np. naród żydowski z ustanowienia bożego miał swe Sądy Boże, w prawdziwem tego słowa znaczeniu, a mianowicie wody gorzkie czyli wody podejrzenia, które pić miała niewiasta podejrzana o cudzołóztwo, jak przepisuje Ks. Liczb. V, 14. 

  29. Świadomi rzeczy wymieniają u Indyan aż dziewięć prób rozmaitych, zupełnie podobnych do tych, jakie-śmy wyżej wymienili. Delrio przytacza list jakiegoś jezuity, missyonarza z Japonii, pisany w 1595 r.; ob. Magic. disquisit. lib. IV. c. IV, qu. IV, sect. III. List ten wspomina o próbie rozpalonego żelaza. Le Brun, op. cit. liv. VI, ch. IV przytacza pisma, świadczące o stosowaniu tej samej próby, albo też próby wody wrzącej, w królestwach Kongo, Matamba, Angola i na wyspie Ceylon. Inne jeszcze świadectwa znaleść można w Lettres édifiantes i w Annales de la propagation de la Foi

  30. Epist. 55. al. 119. — Bywały także ordalia, które jakkolwiek zabobonne, nie pozostawały wszakże bez pewnej korzyści. Mógł je tedy Kościół tolerować, gdyż one onieśmielały złych i przewrotnych, których wówczas trudno było utrzymać w karności; one strzegły od krzywoprzysięstwa, a nawet do gorszych środków uciekać się nie dozwalały. 

  31. Ta zbytnia ufność tłómaczyć się daje mnóstwem cudów, podobnych do tego, co się działo w ordaliach, oraz dosyć licznymi faktami dziwnymi, których pochodzenie może być boskie. lecz często także dyabelskie, a które niezaprzeczenie się działy w sądach Bożych. Ob. Le Brun, l. V. ch. V, i l. VI. ch. I, skąd przekonać się można, że nie wszyscy dawali się łudzić dowodową siłą ordaliów. 

  32. Advers. legem Gundobaldi et impia certamina, quae per eam geruntur. 

  33. Praef. in VI saec. Bened. p. 2. § VII. 

  34. Apologie pour les grands hommes soupçonnés de magie, przez G. Naude, Amsterdam 1712, str. 389, nst. 

  35. Prw. Le Brun, op. cit. liv. V, ch. V koniec.