Świat (koniec Ś'a. Proroctwa Chrystusowe o końcu świata)

W szkołach racyonalistycznych rozpowszechnione jest zdanie, że pierwsze pokolenie chrześcijan spodziewało się ujrzeć Syna Bożego, ponownie przychodzącego na ziemię, i doczekać się końca, zanim jeszcze wszyscy Chrystusowi współcześni poumierają. Przekonanie to, powiadają racyonaliści, przejęli chrześcijanie od samego Mistrza, gdyż Ten w rzekomem jakiemś proroctwie wyraźnie miał przepowiedzieć, że koniec świata nadejdzie za życia jeszcze tego pokolenia, do którego przemawiał. Wskutek tego niedowiarcza egzegeza przypuszcza wogóle, że Chrystus pomylił się w oznaczaniu czasu końca świata, i że pod tym względem wprowadził w błąd swych apostołów i uczniów ich w pierwotnym Kościele.

W artykule niniejszym zbadamy kolejno oba te twierdzenia, i spodziewamy się, że wykażemy ich bezpodstawność.

Proroctwo, dotyczące powtórnego przyjścia Chrystusa Pana, podają trzej ewangeliści synoptycy1. Najwyraźniejsze w szczegółach jest opowiadanie św. Łukasza, ale najzupełniejsze jest opowiadanie św. Mateusza. Podajemy je tu w całości; ze względu jednak na dalsze studyum podzieliliśmy je na działy, a dla uzupełnienia wtrącimy kilka wierszy dodatkowych z innych ewangelistów.

„A. 1. Wyszedłszy Jezus z kościoła, szedł. Y przystąpili uczniowie iego, aby mu ukazali budowania kościelne. 2. A on odpowiadając rzekł im: Widzicie to wszystko? Zaprawdę powiadam wam, nie zostanie tu kamień na kamieniu, któryby nie był zepsowany. 3. A gdy on siedział na górze Oliwney, przystąpili do niego osobno uczniowie, mówiąc: Powiedz nam kiedy to będzie? a co za znak przyjścia twego y dokonania świata?"

B. 4. „A odpowiadając Jezus, rzekł im: Patrzcie, aby was kto nie uwiódł. 5. Abowiem wiele ich przydzie na imię moie rzekąc, Iam iest Christus, y wiele ich zwiodą. 6. Bo usłyszycie woyny y wieści o woynach. Patrzcież, abyście sobą nie trwożyli. Boć się to musi stać: ale ieszcze nie iest koniec. 7. Abowiem powstanie naród przeciwko narodowi y królestwo przeciwko królestwu, y będą mory y głody, y drżenia ziemie po mieyscach. 8. A to wszystko są początki boleści. 9. Tedy podadzą was w udręczenie, y będą was zabiiać; a będziecie nienawidzeni od wszech narodów dla imienia mego. 10. A tedy wiele się ich zgorszy: a ieden drugiego wydadzą, y ieden drugiego nienawidzieć będą. 11. Y wiele fałszywych proroków powstanie: y wielu zwiodą. 12. A iż się rozmnoży nieprawość, oziębnie miłość wielu. 13. A kto wytrwa aż do końca, ten będzie zbawion. 14. Y będzie przepowiadana ta Ewangelia królestwa po wszystkiey ziemi na świadectwo wszystkim narodom, a tedy przydzie koniec."

C. 15. Gdy tedy uyrzycie brzydkość spustoszenia, która jest opowiedziana przez Daniela proroka, stoiącą na mieyscu świętym, kto czyta niech rozumie. 16. Tedy, którzy są w Żydowskiej ziemi, niech uciekaią na góry: 17. A kto na dachu, niechay nie zstępuie, aby co wziął z domu swego: 18. A kto na roley, niech się nie wraca brać sukniey swoiey. 19. A biada brzemiennym y karmiącym w one dni. 20. A proście, aby uciekanie wasze nie było w zimie albo w szabat. 21. Abowiem na on czas będzie wielki ucisk, iaki nie był od początku świata aż dotąd, ani będzie. 22. A gdyby nie były skrócone one dni, żadne ciało nie byłoby zachowane; ale dla wybranych będą skrócone dni one."

D. 23. Tedy ieśliby wam kto rzekł; Oto tu iest Christus, abo ondzie, nie wierzcie. 24. Abowiem powstaną fałszywi Christusowie, y fałszywi prorocy, y czynić będą znaki wielkie y cuda, tak iżby w błąd zawiedzeni byli (ieśli może być) y wybrani. 25. Otom wam powiedział. 26. Ieśliby tedy wam rzekli: Oto na puszczy iest, nie wychodźcie, oto w tajemnych gmachach, nie wierzcie. 27. Abowiem iako błyskawica wychodzi od wschodu słońca, y ukazuje się aż na zachodzie, tak będzie y przyszcie syna człowieczego. 28. Gdziebykolwiek było ciało, tam się y orłowie zgromadzą."

E. 29. A natychmiast po utrapieniu onych dni słońce się zaćmi, y księżyc nie da światłości swoiey: a gwiazdy będą padać z nieba, y mocy niebieskie poruszone będą. 30. A na oncząs się ukaże znak syna człowieczego na niebie, y tedy będą narzekać wszystkie pokolenia ziemie: y uyżrzą syna człowieczego przychodzącego w obłokach niebieskich z mocą wielką y maiestatem. 31. Y pośle anioły swoie z trąbą y głosem wielkim; y zgromadzą wybrane iego ze czterech wiatrów od kraiów niebios aż do kraiów ich.

F. Łuk. XXI, 28. „A to gdy się dziać pocznie, poglądaycież a podnieście głowy wasze, boć się przybliża odkupienie wasze. 32. Zaprawdę mówię wam, że nie przeminie ten rodzay, aż się wszystko ziści. 33. Niebo y ziemia przeminą „ale słowa moie nie przeminą. 34. A mieycie się na pieczy, aby kiedy nie były obciążone serca wasze obżarstwem y opilstwem y staraniem tego żywota, aby na was z trzaskiem on dzień nie przypadł. 35. Abowiem ci iako sidło przypadnie na wszystkie, którzy siedzą po wszystkiey ziemi. 36. A przetoż czuycie, modląc się na każdy czas, abyście byli godni uyśdź tego wszystkiego, co przyśdź ma, y stanąć przed synem człowieczym..." Mar. XIII, 32. A o dniu onym abo godzinie żaden nie wie, ani Aniołowie w niebie, ani Syn iedno Ociec... 35. Czuycież tedy (bo nie wiecie kiedy Pan doma przydzie)."

Powyższe słowa Chrystusa Pana wywołało zapytanie, postawione przez apostołów, a samo znów to zapytanie spowodowały prorocze słowa Mistrza o całkowitym upadku świątyni. Powiedz nam, pytają uczniowie, jaki będzie znak twego przyścia, jaki znak poczynającego spełniania się tych rzeczy, jaki znak końca świata. Apostołowie przeto uważali koniec świata za bezpośrednie następstwo zburzenia świątyni i miasta świętego; według ich wyobrażenia oba te wypadki miały być przepowiedziane tymi samymi znakami. Jeruzalem i świątynia były dla żydów jakby głową i sercem tego ziemskiego świata; zburzenie ich musiało naturalnym biegiem rzeczy sprowadzić zburzenie świata obecnego i zapowiadać nastanie świata przyszłego, nacechowanego chwalebnem królestwem Mesyasza. Pismo św. i tradycya nas uczy, że królestwo Messyasza miało przynieść światu duchowe odrodzenie, figurę odrodzenia ostatecznego; stąd też zburzenie świata żydowskiego musiało być typem powszechnego zburzenia świata, z którego to zburzenia wyjść miało ostateczne odrodzenie. Ten pogląd powinien nam służyć za nić przepowiednią przy rozważaniu podwójnej odpowiedzi Chrystusa na podwójne zapytanie Jego apostołów. Naprzód więc daje odpowiedź na drugie zapytanie, wskazując znaki swego przyjścia i końca świata; tą część rozciąga się od wiersza 5 do 33; na pierwsze zapytanie odpowiadają wiersze 34, 35, 36; wszystkie te rzeczy mają nastąpić, zanim ten rodzaj (pokolenie) przeminie; co zaś do dnia i godziny, to są one tajemnicą samego Boga.

Że proroctwo Jezusa Chrystusa dotyczy jednocześnie zburzenia Jerozolimy i końca świata, zgadzają się na to Ojcowie Kościoła i egzegeci katoliccy; przyjmując wszakże to zdanie za rzecz pewną, bez żadnego przekroczenia granic katolickiej prawomyślności można zapytać, czy każde z tych wydarzeń jest przedmiotem dosłownego znaczenia wyrazów Chrystusa, czy też powyższe słowa Chrystusa, wzięte w znaczeniu jedynie typicznem, nie mają przypadkiem na względzie jednego tylko z tych dwóch wydarzeń, typicznie przedstawionego przez drugie wydarzenie?

Najbardziej upowszechnione tłómaczenie powyższych słów Chrystusowych przyjmuje rzeczone proroctwo tylko w znaczeniu dosłownem i twierdzi, że Chrystus, wskazawszy naprzód pewne znaki, wspólne przyszłemu zburzeniu Jerozolimy i końcowi świata, zajmuje się następnie każdem z tych wydarzeń po szczególe, a w końcu łączy je nanowo w odpowiedzi, danej na pierwsze zapytanie apostołów. Tak więc tedy dział proroctwa, oznaczony powyżej literą B podawałby znaki, wspólne obu wydarzeniom, dział C — przepowiednię zburzenia Jerozolimy, dział E — przepowiednię końca świata. Dział D jedni odnoszą do katastrofy żydowskiej, inni—do powszechnej katastrofy świata. Wreszcie dział F odpowiada na zapytanie: Kiedy się to wszystko stanie?

Takiego znaczenia niepodobna odmówić faktom, przepowiedzianym w dziale C: gdyż obrzydłość spustoszenia na miejscu świętem, przepowiedziana przez Daniela proroka (IX, 27), jako następstwo gwałtownej śmierci Messyasza, Jerozolima zajęta przez wojska nieprzyjacielskie, ucisk mieszkańców Judei, raptowność ostatniego najazdu, wydany chrześcijanom rozkaz uciekania w góry, okropności oblężenia i okrucieństwa rzezi — wszystkie te szczegóły dosłownie sprawdziły się w czasie wojny, która położyła kres państwu żydowskiemu w Palestynie; prawdę tych faktów poręcza nam historyk żydowski Józef i świeccy pisarze onych czasów: Tacyt, Swetoniusz i inni. Ci sami pisarze mówią nam o wojnach, jakie wówczas prowadziły ludy, dobrze żydom znane, o morach, głodach, trzęsieniach ziemi, jakie nawiedzały wówczas rozmaite krainy, a w szczególności Palestynę. Co się zaś tyczy fałszywych proroków, to Józef historyk wspomina o wielu, którzy w epoce rzymskiego najazdu ukazali się w Judei; w tym samym duchu mówią św. Paweł, św. Piotr i św. Juda. To zaś, co Pismo św. i tradycya mówi o Antychryście, czyni bardzo prawdopodobnem ukazanie się fałszywych proroków pod koniec świata, i słusznie wierzyć można, że jakieś nadzwyczajne klęski poprzedzą ostateczne owo wielkie zamieszanie we wszechświecie. Dlatego też wydarzenia, wspomniane w dziale B można uważać za przepowiednię obu omawianych tu wypadków: zburzenia Jerozolimy i końca świata.

Bardziej jeszcze podzielone są zdania co do ostatniego znaku, wskazanego w tym dziale proroctw, t. j. co do przepowiadania Ewangelii po całym świecie. Gdyby wyrażenie to rozumieć należało w całej jego rozciągłości, to część ta proroctwa nie byłaby jeszcze za dni naszych spełniona; dlatego też wielu tłómaczy chce widzieć w tym znaku szczególną jakąś przepowiednię końca świata. Inni znów czynią słuszną uwagę, że odnośne słowa Zbawiciela nie mają takiej doniosłości. Spełnienie się ich potwierdza wielokrotnie św. Paweł w czasie, kiedy jeszcze Jerozolima nie była zburzona. Posłuchajmy tylko, co pisze do Kolossan (I, 23): Ewangelii, którąście słyszeli, która opowiadana iest wszelkiemu stworzeniu, które iest pod niebem.

Znaczenie proroctw działu D zależy od znaczenia, jakie się nada wyrazom w w. 27 i 28: Abowiem iako błyskawica wychodzi od wschodu słońca y ukazuje się aż na zachodzie tak będzie y przyszcie syna człowieczego. Gdziebykolwiek było ciało, tam się y orłowie zgromadzą. Podług jednych słowa te mają znaczyć: Wówczas nie trzeba będzie szukać Chrystusa po miejscach odległych, wszędzie widać go będzie, jak widać błyskawicę prójącą powietrze, tak samo jak ciało umarłe nie może uniknąć wzroku drapieżnych ptaków, które się zgromadzają natychmiast, by się niem pożywić. Tłómaczenie to przypuszcza widzialną obecność Chrystusa: będzie go widać na tronie z obłoków, który pod koniec świata będzie trybunałem sądowym.—Podług innych słowa powyższe rozumieć należy w ten sposób: Wówczas próżno będzie szukać Chrystusa w tem lub owem miejscu; nigdzie się Go nie znajdzie, tak samo jak nie można powiedzieć o błyskawicy, że ona jest tu albo tam, gdyż ona nigdzie nie przymocowana, daje słyszeć swą grozę od krańców do krańców nieba. Tak samo się dziać będzie, gdy przyjdzie Chrystus wykonywać pomstę na grzesznym rodzie Izraela: gdziekolwiek się znajdzie trup ludzki, grzesznik grzechami skażony, tam zgromadzą się orłowie, by nań jako bicze gniewu bożego uderzyć.—To drugie tłómaczenie omawianych tekstów wydaje się nam prawdziwem, gdyż najzupełniej odpowiada kontekstowi w Ewangelii św. Łukasza (XVII, 22 nst.): Przydą dni, gdy będziecie żądali oglądać jeden dzień Syna człowieczego, a nie oglądacie: Y będę wam mówić: oto tu y oto tam. Nie chodźcież, ani się za nimi udawaycie. Abowiem iako błyskawica błyskaiąc się z podniebia na to co iest pod niebem świeci: takżeć będzie Syn człowieczy w dziwń swóy.... A odpowiadaiąc rzekli mu: Gdziéż Panie? Który im rzekł: Gdziekolwiek będzie ciało tam się zbiorą y orłowie w. 36—37. Wnioskujemy zatem podług tego, że proroctwo działu D odnosi się wprost do katastrofy Jerozolimskiej, w której nie okazał wprawdzie Chrystus swego oblicza, ale ze wszech stron dał odczuć żydom skutki swego gniewu.

Z wierszem 29 rozpoczynają się najpoważniejsze trudności omawianego proroctwa. Powiadają mianowicie, że wydarzenia, opisane w dziale E żadną miarą nie mogą się odnosić do zburzenia Jerozolimy—takie np. znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, takie poruszenie mocy niebieskich, ukazanie się znaku Syna człowieczego i samego nawet Chrystusa Pana w obłokach wobec przerażonych narodów ziemi, takie trąby aniołów niebieskich, zgromadzających ludzi sprawiedliwych ze wszystkich krańców ziemi;—to wszystko, powiadają, odnosić się musi do końca świata i jest zapowiedzią sądu ostatecznego.

Mogłoby to być prawdą, odpowiadamy, gdyby Chrystus w w. 32 nie dał następującej odpowiedzi na zapytanie uczniów: Kiedy?: Zaprawdę mówię wam, że nie przeminie ten rodzaj aż się wszystko (πάντα ταῦτα) ziści. Wszystko, co dotyczy zburzenia Jerozolimy, ziściło się rzeczywiście za życia pokolenia, które słuchało Chrystusa, ale oczywiście do owej epoki czasu nie mogą się odnosić znaki sądu ostatecznego, a więc, wnioskują niektórzy racyonaliści, Jezus Chrystus był fałszywym prorokiem, a zatem i sama religia jego nie zasługuje na wiarę!

Odpowiadamy naprzód z pewnym racyonalistycznym pisarzem, którego bezbożność nie cofa się przed żadnem bluźnierstwem2: „Czyż można wierzyć, aby Chrystus stawiał przeciw sobie samemu dowód tak blizki i tak kategoryczny?" Tylko bezmyślny człowiek mógłby z tak niezachwianą pewnością siebie twierdzić, że w ciągu lat kilku miał się skończyć ten świat, i że on wówczas miał przyjść go sądzić. Uderzeni tą uwagą, Larroque3 i inni wolą spychać odpowiedzialność za ten błąd na ewangelistów: to oni źle zrozumieli Mistrza i myśl Jego błędnie wypowiedzieli. Żadnego jednak z tych przypuszczeń nie przyjmuje egzegeza chrześcijańska. Gdzieindziej więc szukać nam trzeba rozwiązania tej trudności.

Nowożytni tedy najpoważniejsi egzegeci, jak Schegg, Schauz i inni, sądzą, że w następujący sposób będzie można pogodzić ze sobą wszystkie szczegóły proroctwa. Zbawiciel przepowiada tu razem i zburzenie Jerozolimy i koniec świata, które-to wypadki tak ściśle łączą się z sobą w Jego myśli, że je razem miesza i utożsamia niejako w swej przemowie. Proroctwo Jego jest jakby jakimś obrazem bez perspektywy, na którym przedmioty bardzo od siebie odległe, są zestawione obok siebie na jednym planie. Skutkiem czego też prorok może bez naruszenia prawdy mówić o dwóch przedmiotach, jak gdyby one stanowiły jeden tylko, i do obydwóch następnie stosować to, co się w rzeczywistości odnosi tylko do jednego. W tem to właśnie znaczeniu słusznie powiedział Jezus, że zanim umrze pokolenie, do którego przemawiał, widzieć będzie znaki, poprzedzające zburzenie Jerozolimy, które to „zburzenie utożsamiał ze swego stanowiska, jako prorok, ze zburzeniem świata. — Takie wyjaśnienie proroctwa jest może zręczne, ale ma tę słabą stronę, że nadmiernie rozciąga zasadę samą w sobie prawdziwą. Często widzenia prorockie przedstawiają szczegóły, do odległych należące wypadków, bez rozróżnienia czasów, i dlatego właśnie w ich wyjaśnianiu trzeba odnośnym szczegółom oznaczać miejsce, przynależące każdemu z nich w ramach historyi. Kiedy atoli samo proroctwo wyraźnie oznacza odnośną epokę wypadków, staje się ono wówczas obrazem o perspektywie wyraźnie zaznaczonej i nie może się zmienić bez zadania kłamu prorokowi. Tymczasem zaś logiczny związek pomiędzy zburzeniem Jerozolimy a końcem świata nie jest tak ścisły, aby wymagał nastania końca świata w ciągu niespełna pięćdziesięciu lat po śmierci Chrystusa, a tem samem nie może usprawiedliwić przepowiedni, która mu tę epokę czasu naznacza.

Po uchyleniu tego tłómaczenia pozostają dwie drogi dla egzegezy chrześcijańskiej: trzeba albo rozumieć wyraz generatio (γενεά) ten rodzaj, w tem znaczeniu, że rodzaj ten trwać ma aż do końca wieków — albo też zgodzić się na to, że całe to proroctwo odnosi się w znaczeniu dosłownem do zburzenia Jerozolimy.

Z obu tych zdań większość egzegetów wybiera pierwsze. Jedni rozumieją słowa Chrystusa o narodzie żydowskim, inni o chrześcijanach wogólności, inni wreszcie o całym rodzaju ludzkim, jak gdyby Chrystus chciał powiedzieć, że „Wszystkie te rzeczy, t. j. zburzenie miasta świętego i koniec świata nastąpią wpierw, zanim zniknie naród żydowski", albo też „zanim zaginą wierni — w naukę moją wierzący," albo wreszcie „zanim ludzie przestaną istnieć na ziemi."

Jeśli zaś zapytamy, czy można się zgodzić na takie tłómaczenie, to odpowiemy, że ze stanowiska czysto etymologicznego — można, ze stanowiska zaś egzegetycznego — trzeba rzecz tę zbadać nieco bliżej. Przedewszystkiem tedy, czy można przypuścić, żeby Chrystus Pan, chcąc zaspokoić ciekawość swych uczniów: Quando haec erunt?—odpowiadał zdaniem nic nie mówiącem? Po takiej zaś odpowiedzi mieliby uczniowie prawo powiedzieć sobie: odpowiedź ta niczego nas nie uczy. A wówczas z pewnością zapytaliby dalej swego Mistrza: ale właśnie kiedyż przestanie istnieć lud żydowski, albo narody wierzące, albo cały wreszcie rodzaj ludzki? Gdyby zaś Zbawiciel w niczem nie chciał zaspokoić ich ciekawości, to zdaje się, że powiedziałby im, iż pytanie ich jest niewłaściwe, lecz nie dawałby im odpowiedzi wymijającej. — Ale co więcej: prawdziwą myśl Chrystusa Pana odsłania nam zestawienie miejsc równoległych. W rozdziale XVI, wierszu 27 i 28 ewangelii św. Mateusza Zbawiciel tak mówi o czasie swego przyjścia: „Albowiem przydzie Syn Człowieczy w chwale oyca swego z Anioły swoimi, a tedy odda każdemu według uczynków iego. Zaprawdę powiadam wam, są niektórzy z tych, co tu stoią, którzy nie ukuszą śmierci, aż uyrzą syna człowieczego przychodzącego w królestwie swoim. Taż sama myśl wyrażona jest w rozdz. XXIV następującemi słowy: nie przeminie ten naród"... a w rodz. XVI temi słowy: „są niektórzy z tych co tu stoją, którzy nie ukuszą śmierci..." Chciał więc Chrystus wyrazem ten rodzaj oznaczyć ogół ludzi, żyjących wtenczas, kiedy On do uczniów przemawiał. Porównajmy jeszcze dwa inne miejsca: u Mateusza X, 23 mówi: „A gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekaycie do drugiego. Zaprawdę powiadam wam, że nie skończycie (obiegać) miast Izraelskich, aż prziydzie Syn Człowieczy." Znaczy to, jak gdyby im mówił, że przyjdzie za życia jeszcze niektórych z nich tu obecnych. (Mat. XXIII. 35—37). Tego samego dnia nawet, kiedy wypowiedział rozważane przez nas słowa, odezwał się do przywódców ludu: „Zaprawdę powiadam wam, prziydzie to wszystko na ten naród. Jeruzalem, Jeruzalem, które zabijasz proroki... Oto wam zostanie dom wasz pusty." (Mat. XXIII, 36—38). Zgadzają się też egzegeci, że mowa tu o pokoleniu współczesnem Chrystusowi Panu. To też powinnibyśmy zawnioskować, że Zbawiciel, aż dwa razy tego samego dnia używając jednego i tego samego wyrażenia o jednym i tym samym przedmiocie, chciał bezwątpienia jedno i to samo powiedzieć.

Zdaje się nam tedy rzeczą pewną, że odpowiedź Chrystusa Pana na zapytanie uczniów była taka: Wszystkie wypadki, o których przed chwilą mówiłem, spełnią się za życia ludzi, obecnie żyjących na ziemi.

Przypuszczamy także, jako następstwo konieczne, że nawet zawartą w wierszach 29, 30 i 31 część proroctwa Chrystusowego, tak samo jak całą resztę tegoż proroctwa, trzeba rozumieć w znaczeniu dosłownem o zburzeniu Jerozolimy, nie przesądzając jednak wcale znaczenia typicznego o końcu świata. W tym przedmiocie idziemy za zdaniem Calmet'a, Bergier'a, Wiktora Buck'a, Döllingera i niektórych racyonalistów umiarkowanych, jak Kuinoel'a i Eichhorn'a, w przedmiocie tym wcale nie podejrzanych. Zwracamy prócz tego uwagę i na to także, iż św. Augustyn uważa za rzecz prawdopodobniejszą, że proroctwo o końcu świata rozpoczyna się dopiero od XXV rozdz. św. Mateusza.

Znaki, mające poprzedzić przyjście Chrystusa Pana, o jakich wspomina ten sam dział omawianego proroctwa, podane są, jako mające się spełnić natychmiast (εὐθέως) po utrapieniu onych dni, to znaczy po wszystkich klęskach, mających poprzedzić zburzenie miasta świętego. Znaki te przynależą do tej samej epoki czasu, a nie są tej natury, iżby miały trwać przez długie wieki od upadku Jerozolimy aż do końca świata—jak utrzymują ci, co przez nie rozumieją nieustanny ucisk i prześladowanie Kościoła. Ale w takim razie gdzież znaleść za czasów wojen Judzkich owo zaćmienie słońca i księżyca, owo poruszenie mocy niebieskich? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w uważnem zbadaniu zwrotów mowy poetyckiej. U proroków Izraela owe znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, owo poruszenie kosmicznych sił ziemi i morza, wcale nie są przepowiedniami wyłącznie tylko powtórnego przyjścia Chrystusa Pana; prorocy rzeczeni otaczają podobnymi objawami każdy wypadek, mający znaleść wielki rozgłos w świecie. Z tego zaś wnosić trzeba, że znaków podobnych u proroków nie należy brać w znaczeniu dosłownem: są—to raczej wspaniałe przenośnie, wypowiedziane dla uwydatnienia wielkości wydarzeń, do których się one odnoszą. Damy na to kilka przykładów, Prorok Aggeusz (II, 7) w ten sposób zapowiada przyjście Messyasza i założenie Kościoła: „Jeszcze iedna mała chwila iest, a ia poruszę niebo y ziemię y morze y suchą. Y poruszę wszystkie narody, a przydzie pożądany wszem narodom." (Prw. Żyd. XII, 26, 27). Św. Piotr oświadcza, że przez zesłanie Ducha św. w dzień Zielonych Świątek wypełniło się następujące proroctwo Joela (II, 28, 32): „Y będzie potym: wyleię ducha mego na wszelkie ciało... Y dam cuda na niebie y na ziemi, krew y ogień, y parę dymową... Słońce obróci się w ciemność: a księżyc w krew, niż przydzie dzień Pański wielki a straszny." (Act. II, 16). Zburzenie Babilonu tak opisuje Izaiasz (XIII 9, 10): „Oto dzień Pański prziydzie okrutny, y pełen rozgniewania y gniewu y zapalczywości, aby obrócił ziemię w pustynią, a grzeszniki iey aby starł z niey. Bo gwiazdy niebieskie y iasność ich nie rozpuszczą światła swego, zaćmiło się słońce na wschodzie swym, y księżyc nie zaświeci światłem swoim." Chrystus Pan zatem, stosując się do tej symbolicznej mowy, przez powyższe kosmiczne znaki chciał jedynie oznaczyć ów ogrom nieszczęść, jakie miały nawiedzić grzeszną Jerozolimę. Znaki te, w ten sposób opisane przez św. Łukasza, nazywają się u św. Mateusza znakiem Syna człowieczego na niebiosach. Na widok tych znaków płakać będą wszystkie pokolenia ziemi, wszystkie pokolenia Izraelskie, zamieszkujące tę spustoszoną ziemię, rozpaczać będą, uznając ogrom swego nieszczęścia. A w tych przerażających znakach ujrzą one Syna człowieczego przychodzącego w obłokach niebieskich z mocą wielką y maiestatem. I ten także obraz Pana, ukazującego się w obłokach niebieskich, jest również bardzo pospolity u proroków. Obłoki te służą mu niejako za wóz zwycięzki, gdy Pan daje odczuć ziemi skutki swej wszechpotęgi4.

Ten obraz wozu zwycięzkiego przypomina inny obraz dworu anielskiego, otaczającego Pana i wypełniającego rozkazy tego boskiego zdobywcy. Dlatego też i tu widzimy Syna człowieczego, przybyłego celem ukarania swego ludu, jak rozsyła swych aniołów, aby zgromadzali wybranych Jego z czterech krańców świata. Tymi zaś wybranymi są wierni uczniowie Odkupiciela, mający odtąd zająć miejsce pokolenia odrzuconego. Wówczas—to nastanie chwila, kiedy apostołowie uwolnią się od ucisku, w jakim ich trzymała Synagoga, i mężnie głowy podniosą, jest—to zatem chwila oswobodzenia, quoniam appropinquat redemptio vestra.

Takie jest więc, naszem zdaniem, znaczenie proroctwa Zbawicielowego, zawartego w XXIV rozdz. św. Mateusza i w równoległych miejscach Ewangelii św. Marka i św. Łukasza. Proroctwo to najzupełniej się spełniło dosłownie za życia pokolenia współczesnego Chrystusowi Panu. W znaczeniu zaś typicznem ma się ono wypełnić w chwili ostatecznego kataklizmu świata dzisiejszego. Wówczas—to z pewnością nastąpi poruszenie mocy niebieskich, nie już pod przenośnią, jak niegdyś przy zburzeniu Jerozolimy, ale w całej swej przerażającej rzeczywistości; wówczas Syn człowieczy, widzialny już w swem uwielbionem i chwalebnem ciele, zstąpi na obłoki, by sądzić wszystkie narody ziemi.

Drugie przyjście Chrystusa i pierwsi chrześcijanie.—Wtenczas, kiedy apostołowie pytali swego Mistrza o ostateczny koniec wszechrzeczy, byli przekonani, że koniec obecnego świata ściśle się złączył ze zburzeniem świętego miasta Jeruzalem. I zdaje się, że proroctwo Chrystusowe, odpowiadające na ich zapytanie, nie było w stanie rozproszyć tego ich przekonania. Aby zrozumieć główne tło ich myśli o czasie powtórnego przyjścia Chrystusa Pana, dosyć jest porównać to, co nam pozostawili w swych pismach.

Pośród tekstów, dotyczących tego przedmiotu, znajdują się takie, które odnosić się zdają wprost do zburzenia Jerozolimy, do klęsk żydowskich, wślad za niem idących, i do wynikającego z nich oswobodzenia chrześcijan. Pierwsi z pośród żydów nawróceni do wiary byli—to po większej części ludzie w oczach świata ubodzy i nędzni; bogaci zaś i potężni w ich narodzie, uniesieni gniewem na widok opuszczonych przez tych nędzarzy zgromadzeń religijnych, i hołdów przez nich oddawanych ukrzyżowanemu, zaczęli ich ścigać tysiącznemi—mogącemi ich zniechęcić—prześladowaniami. Do nich—to przemawiał św. Jakób, „brat Pana", i głowa wiernych z narodu żydowskiego; dla zachęty właśnie tych wiernych Palestyny i dla uchronienia ich od odstępstwa pisze Paweł święty swój list do Żydów. Pierwszy z tych dwóch apostołów pisze do chrześcijan rozproszonych po świecie: „Y wy bądźcie cierpliwymi y utwierdzaycie serca wasze; abowiem przybliżyło się przyszcie Pańskie... Oto sędzia przededrzwiami stoi" (Jak. V. 8—9). Paweł św. zaś w ten sposób dodaje odwagi żydom Palestyńskim: „Boć ieszcze trochę nieco, który ma przyidź prziydzie, y nie omieszka." (Żyd X 37). Ostateczna klęska Jerozolimy rozciągnęła się na cały naród żydowski. Stała się ona hasłem bojowem do powszechnej walki przeciwko żydom, po całem państwie rzymskiem rozproszonym.5 Przygnieceni własnemi nieszczęściami, przestali żydzi odtąd prześladować chrześcijan za ich religijne objawy. Odtąd już rzeczywiście nie cierpiał Kościół prześladowania ze strony żydów i mógł się przygotowywać w spokoju i żarliwości do owych krwawych prześladowań, jakie go czekały ze strony pogaństwa.

Zbadajmy więc teraz słowa apostoła, zapowiadającego zbliżające się przyjście Chrystusa Pana, który się ma ukazać przy końcu świata, jako sędzia żywych i umarłych.

Posłuchajmy naprzód św. Piotra, piszącego do „wybranych rozproszenia", do wiernych rozproszonych po rozmaitych Kościołach Azyi: „Lecz koniec wszystkiego przybliżył się. Przetoż roztropni bądźcie: y czuycie w modlitwach" (I Piotr. IV, 7), a w drugim liście powiada (III, 10—12): „Gdyż tedy to wszystko ma się zepsować, iakimi wam potrzeba bydź w świętym obcowaniu y pobożnościach, oczekiwaiąc y spiesząc się na przyszcie dnia Pańskiego, przez które niebiosa goreiące rozpuszczą się, y żywioły od gorącości ognia stopnieią? Niemasz wątpliwości, że książę apostołów wyraźnie zapowiada koniec świata jako blizki, i zachęca wiernych do starannego doń przygotowywania się. Wypowiadając te słowa musiał mieć zapewne przed oczyma owe słowa Mistrza: „Nie przeminie ten rodzaj aż się to wszystko stanie." Z drugiej znów strony jednak nie zapomniał on tego innego powiedzenia Chrystusowego: „Lecz o onym dniu i godzinie nikt nie wie" (Mat. XXIV, 36). Stąd pochodzi pewna chwiejność umysłu, która mu w tym samym liście poddała argument, którym się starał złagodzić niecierpliwość pewnych niespokojnych umysłów, mówiąc: „Gdzież iest obietnica abo przyszcie iego?... A iedno to naymileyszy niech wam tajno nie będzie, iż ieden dzień u Pana iako tysiąc lat, a tysiąc lat iako ieden dzień. Nie odwłaczać Pan obietnice swoiey, iako niektórzy mniemaią... A dzień Pański przydzie iako złodziey..." (II Piotr. III, 4, 8).—Przekonany jest zatem Piotr św., że koniec świata jest blizki; sądzi jednak, że blizkość tę, którą Bóg zapowiedział a Duch Św. apostołowi polecił ogłosić wiernym, powinno się mierzyć nie szczupłą miarą ludzką, lecz miarą Boga, rozporządzającego całą wiecznością.

Z powyższą myślą św. Piotra możemy zestawić liczne teksty pism św. Pawła, w których ta sama myśl przebija. Pisze on naprzykład do Filipensów te słowa: „Skromność wasza niech będzie wiadoma wszystkim ludziom; Pan blisko iest." Nie troszcie się więc." (Philip IV, 5). A do Koryntyan znów tak mówi: „To tedy powiadam, bracia, czas krótki iest: to zostaie, aby y którzy żony maią, byli iakoby nie mieli, a którzy płaczą, iakoby nie płakali, a którzy się, weselą, iakoby się nie weselili, a którzy kupują, iakoby nie dzierżeli, a którzy używaią świata tego, iakoby nie używali, bo przemiia kształt świata tego." (I Kor. VII, 29, 31). Upatrywać w tych słowach same tylko uwagi o krótkości życia ludzkiego i niestałości rzeczy tego świata, znaczyłoby—to zrywać z ciągłością paralelizmu biblijnego.

Wszystko co się wyżej powiedziało zdaje się być jasno wypowiedzianem w dwóch miejscach listów wielkiego apostoła do Koryntyan i do Tessalończyków. Pierwszy z obu tych tekstów powiada: „Oto taiemnicę wam powiadam: wszyscy wprawdzie zmartwychwstaniemy, ale nie wszyscy odmienieni będziemy. Prędziuchno we mgnieniu oka na trąbę ostateczną (albowiem zatrąbi trąba), a umarli powstaną nieskażonymi, a my będziemy przemienieni! (I Kor. XV,51—53). Drugi tekst brzmi tak: „Abowiem to wam powiadamy w słowie Pańskim, iż my, którzy żyiemy, którzyśmy powstali, na przyszcie pańskie nie uprzedzimy tych którzy zasnęli. Abowiem sam Pan z rozkazaniem y z głosem archanielskim y z trąbą Bożą zstąpi z nieba: a pomarli, którzy są w Christusie, powstaną pierwszy. Potym my którzy zyiemy, którzy pozostaiemy, pospołu pochwyceni będziemy z nimi w obłokach przeciw Christusowi na powietrze, a tak zawsze z Panem będziemy. Przeto cieszcie się społem temi słowy." (I Tessal. IV 14—17).

W obu tych tekstach widzimy umarłych przeciwstawionych żyjącym w dniu ostatecznym. Tych ostatnich wspomina zawsze apostoł w pierwszej osobie liczby mnogiej, podczas gdy zmarłych wspomina w trzeciej osobie liczby mnogiej. Żyjącymi więc tymi są czytelnicy listów św. Pawła, Koryntyanie i Tessalończycy, razem ze świętym Pawłem; zmarłymi zaś są ci, którzy w dzień sądu wyprzedzą ich w grobie. Gdybyśmy nawet przypuścili, że apostoł używa tu przenośni retorycznej i przemawia w osobie tych, którzy żyć będą w dzień ostateczny, to i wówczas jeszcze należałoby wyjaśnić, co go mogło skłonić do użycia tej przenośni. Gdyby był pewny, że od owej fatalnej chwili całe wieki go dzielą od jego czytelników, umieściłby się z pewnością w rzędzie umarłych—a w trzeciej osobie pozostawiłby żyjących, do ktorych ani on sam, ani żaden z jego czytelników nie miał należeć. Zdaje się nam zatem, że jeśli św. Paweł użył tu podobnej przenośni retorycznej dla wyrażenia natchnionej sobie przez Boga myśli, to znaczy, że miał pewną nadzieję, iż on sam i wielu mu współczesnych ujrzy chwalebne przyjście najwyższego sędziego, zanim zejdzie przez śmierć z tego świata.

To przekonanie, przypuszczalnie przez apostołów żywione, nie osłabia bynajmniej nieomylnej prawdy ich pism natchnionych. Wpływa ono tylko na sposób wypowiedzenia myśli Ducha świętego. Dotyka ono tylko verbum materiale, jak powiadają teologowie, to znaczy ów pierwiastek ludzki, jaki się łączy w natchnieniu z pierwiastkiem boskim. Że św. Paweł, opisując pod wpływem natchnienia to, co się dziać będzie w dzień powszechnego zmartwychwstania, umieścił się przez jakąś retoryczną przenośnię raczej pomiędzy żyjącymi niż umarłymi, to w niczem nie zmienia myśli bożej, jaką mu Bóg objawił. A gdyby nawet apostoł, niedokładnie pojmując myśl bożą, miał zamiar powiedzieć, że on sam i czytelnicy jego będą rzeczywiście pomiędzy tymi żyjącymi, to i wówczas należałoby poprostu wnioskować z tego, że wypowiedział on w istocie myśl bożą, aczkolwiek sądził, że wypowiada myśl własną, która w tym razie byłaby różna od myśli bożej. Tak się stało właśnie z Kaifaszem arcykapłanem, który, prorokując śmierć Chrystusa Pana dla zbawienia swego ludu i wypowiadając swemi słowy myśl Ducha świętego, sądził, że wyraża myśl własną, od myśli Ducha św. bardzo różną.

Pozostaje nam jeszcze wyjaśnić, jaka jest w rozważanych powyżej tekstach biblijnych prawdziwa myśl Ducha św., wyrażona przez apostołów, jako ludzi natchnionych. Sądzimy, że tak odpowiedzieć trzeba: Duch św. zapowiada koniec świata jako blizki, ale blizkość tę stosuje do miary bożej, którą jest wieczność; pragnie jednak, aby czytelnicy jego z blizkości tej brali pobudkę do unikania grzechu i spełniania cnoty, a zwłaszcza do mienia się na baczności; z jednej strony bowiem wierni powinni uważać przyjście najwyższego sędziego za możliwe w każdej chwili, a z drugiej strony mogą oni każdej chwili ledz pod ciosem śmierci, która ma los ich ustalać na zawsze i oznaczyć wyrok, jaki ich spotka na sądzie Chrystusowym przy końcu świata. W ostatnich dwóch tekstach św. Pawła Duch św. chce nas tylko pouczyć, co się stanie przy ogólnem zmartwychwstaniu z tymi, co będą już wówczas umarli i z tymi, co będą jeszcze przy życiu, ale nic nie chce stanowić o bezwzględnej odległości tej stanowczej a strasznej chwili.

(Ob. Schegg-Schanz, Comment, sur s. Matthieu, in c. XXIV, Calmet, in Matth. XXIV. Bergier, Dictionn. de théologie, art. Avènement, Eichhorn (prot.) Allgem. Bibliothek der biblischen Literatur, t. III, str. 675, 692, 1058 nst.—Kuinoel, Com. in libros N. T. historicos, vol. I, str., 644—684. — S. Augustinus Epist. 199 ad Hesychium, De fine saeculi, n. 34, 38; Corluy, La seconde venue du Christ, w czasop. La Controverse, Listop. 1886 — i w czasop. La Science catholique, Kwiec. Maj, 1887).

(I. Corluy)

X. W. S.


  1. Mat. XXIV, 1—36; Marek XIII, 1, 33; Łuk. XXI, 7—33. 

  2. Patrice Larroque. Examen critique des doctrines de la religion chrétienne, t. II, 374. 

  3. Patrice L'arroque. Examen cristique des doctrines de la religion chrétienne, t. II, 374. 

  4. Prw. Izai. XIX, 1; Ps. CIII, 3; Dan. VII, 13, 14; XXXIII, 36. 

  5. Ob. Champagny, Rome et la Iudée, t. I. 210-263; t. II, 146 nst.