Średnie wieki (Ciemnota Ś. W'ów)

Nic dziś pospolitszego nad oklepany frazes o „ciemnocie średniowiecznej." Począwszy od dorywczych artykułów dziennikarskich i podręczników szkolnych, a skończywszy na wielotomowych dziełach protestanckich i „liberalnych" autorów, wszędzie „średniowieczna ciemnota" występuje jako dogmat historyczny, lekceważona i pogardzana przez „oświecone" umysły. Źródłem tego poglądu na Średnie wieki jest Wolter i zeszłowieczni illuminaci, a przed nimi jeszcze pogańscy humaniści i pseudo-reformatorowie XVI wieku, pobudką zaś do takiego piętnowania ciemnotą wielkich owych wieków wiary i wszechstronnego panowania Kościoła jest niechęć do katolickiej prawdy i katolickiej przeszłości.

Przejdźmy się tylko po starożytnych miastach zachodniej Europy. Pod wpływem tej niechęci zapoznawano przeszłość. Był czas, kiedy wspaniałe i genialne prawdziwie dzieła wieków średnich uchodziły za smutne pozostałości dzikich, barbarzyńskich i ciemnych wieków, i kiedy dzieła te najstaranniej aż do ostatnich śladów zacierano. I wiadomo wszystkim, jakiego się nieraz barbarzyństwa dopuszczano pod tym względem. Ci, co pisali historyę owych wieków, pisali ją — często umyślnie — niezgodnie z prawdą. Ale jak wszędzie tak i tu sprawdziła się stara zasada: wszelka przesada wywołuje reakcyę. W każdym razie jednak upłynęło dużo czasu, bo trzy wieki przeszło, zanim tu nastąpiła reakcya, i przyszła dziwną drogą, bo kamienie przywiodły ludzi do uznania prawdy. One to przez trzy wieki z górą protestowały przeciw kłamstwu, one tak natarczywie przemawiały i przed podróżnikiem tak przekonywająco świadczyły, jak żaden najwymowniejszy mówca świadczyć by nie mógł o tem, jakie-to kiedyś były czasy i jacy ludzie. Pomimo to pozostawał świat zimnym i bez czucia. Tu pozostawił własnemu losowi owe pomniki przeszłości, owych napominaczy i oskarżycieli, tam znów zupełnie się ich pozbywał, przygotowawszy im całkowitą zagładę. Ale ci świadkowie byli tak liczni, tak niezniszczalni, że trudno ich było wszystkich razem zgładzić ze świata. Aż wreszcie zrozumiał świat mowę kamieni. Od architektury wyszła reakcya, albo raczej przeciw-rewolucya. Z odzyskanem w ten sposób zrozumieniem budownictwa ta przeciw-rewolucya wkroczyła we wszystkie dziedziny dziejopisarstwa. Teraz już uwalniamy się od owych czeladników dziejopisarskich, którzy szpecili i wykrzywiali prawdę, i nanowo z zasłużonem uwielbieniem podziwiamy owe stare średniowieczne kościoły, ratusze, mieszczańskie domy, ich wieżyce i bramy, a podziwiamy jako pełne chwały świadectwa ducha i wielkości naszych średniowiecznych przodków; zamiast burzyć, jak dawniej, wszędzie dziś z uszanowaniem podtrzymujemy i odnawiamy zabytki przeszłości. Uratowane od grożącego im zniszczenia i od barbarzyńskich przekształceń, jakim dawniej ulegały, dzieła średniowiecznego budownictwa stają znów tu i owdzie przed nami w całym dawnym blasku, a z niemi też razem przed oczyma naszemi powstają z grobu owe wielkie postacie, których nawet imiona zaginęły, i znów przepełniają świat sławą, a nam służą za nowe przykłady życia i działania.

Atoli, jakkolwiek bardzo wiele się czyni na polu badań naukowych, w zakresie sztuki i literatury pięknej, to jednak jeszcze więcej pozostaje do zrobienia. Znamy dobrze pogańską starożytność Assyryjczyków, Babilończyków, Persów, Egipcyan, Greków i Rzymian. W gimnazyach i uniwersytetach zapoznaje się młodzież z ich życiem, dążnościami i wszelkiemi okolicznościami życia. Ale czego się uczymy i co wiemy o naszych średniowiecznych praojcach? Z wyjątkiem czynów, a względnie nazwisk niektórych wydatniejszych ludzi i dzieł piśmienniczych, architektury i niektórych innych dzieł sztuki, w małej tylko cząstce znamy życie średniowiecznych narodów, urządzenia ich i nawyknienia, obyczaje i zwyczaje, poglądy i wynalazki. Przyjrzyjmy się tu tylko sztuce.

Że sztuka w zachodniej Europie nie czyniła takich postępów, jakichby się spodziewać można było po wspaniałym rozwoju sił narodowych w długim okresie po Karolu Wielkim, jest rzeczą tak samo pewną, jak to, że w roku tysiącznym naszej ery taż sama sztuka nabrała jakiejś nowej, prawdziwie niespodziewanej staranności i rozwoju. Pewien kronikarz wyjaśnia tę rzecz, gdy mówi: „Po roku tysiącznym od Wcielenia Pańskiego, albo raczej gdy zbliżał się rok tysiączny trzeci, zdarzyło się, że jawnie na całym świecie, przedewszystkiem zaś we Włoszech i we Francyi, zaczęto odnawiać gmachy kościelne, nawet wtenczas, gdy one jeszcze w dobrym zostawały stanie i żadnych nowych naprawek nie potrzebowały." „Zdawało się, dodaje tenże kronikarz, jak gdyby świat chciał się otrząsnąć, wszystko co stare odrzucić, a przywdziać nowe białe szaty kościelne"1. W dwieście lat potem sztuka kościelna nadzwyczajnie się rozwinęła w duszy katolickiego ludu, — sztuka, śmiałością swą, podniosłością i prawdziwem pięknem przewyższająca wszystko, co wytworzyły najzdolniejsze narody starożytności. Siła Egipcyan i Rzymian nas zdumiewa, podziwiamy i wielbimy ducha Greków; ale tamci stworzyli tylko olbrzymie kolosy, w których tonie piękność formy i bogactwo estetyki, ci umieli wprawdzie w dziełach swoich stosować bogactwo i piękność formy, ale nie umieli opanowywać ogromu. Sztuka zaś chrześcijańska oba te pierwiastki w sobie zamyka; nie jest ona owem wykończeniem greckiego uzmysłowionego do ziemi przykuwającego piękna, ani też obrazem olbrzymich kolosów, wyrażających siłę fizyczną; sztuka w usługach chrystyanizmu jest największą rozmaitością w jedności.

Wprawdzie w dwunastym i w trzynastym wieku sztuka chrześcijańska zaczęła zwijać się w pączki, ale za to w następnych dwóch wiekach rozwinęła się w kwiat najpiękniejszy. Najwspanialszy rozwój zaznacza się w architekturze i rzeźbie, w malarstwie i w rytownictwie, a we wszystkich tych kierunkach sztuka tak liczne wytworzyła dzieła, że ledwie jakie-takie pojęcie o nich wytworzyć dziś sobie możemy, to wszystko bowiem, co po nich pozostało, co ocalało od zniszczenia, dokonywanego przez „reformacyę" i przez trzydziestoletnią wojnę, przedstawia resztki bardzo nieznaczne. Dokończono kościoły długo niewykończane, nowych powstało bardzo niewiele, a wszystkie przyozdabiano. Jeśli w tych dziełach sztuki objawia się prawdziwie chrześcijańska dusza narodu, to szczególnie wielki zapał objawia się w budowaniu wieżyc kościelnych, które się rozpoczyna z wiekiem czternastym i aż do szesnastego w prawdziwym znajdują się rozkwicie; wznoszono je z niebywałym zapałem, tak iż dwa ostatnie stulecia przed „reformacyą" słusznie możnaby nazwać epoką budowania wieżyc. Wieże te są nowem jakoby Sursum Corda w piśmiennictwie głazów i kamieni! I rzeczywiście, nigdy sztuka nie święciła takiego zwycięztwa w ilości i zawartości dzieł swoich, nigdy narody chrześcijańskie nie doczekały się większego pod tym względem tryumfu!

Co więcej, obok wznoszenia wszędzie nowych wspaniałych kościołów i katedr, przyozdabiano takowe mniej lub więcej dziełami sztuki. Odnośnie do tych ostatnich, będących przeważnie robotą średniowiecznych rzemieślników, wspomnijmy choćby tylko owe wspaniałe relikwiarze, które tu i owdzie po średniowiecznych kościołach zachodniej Europy widzimy, w Akwisgranie, w Marburgu, w Kolonii, w Norymberdze, — na owe niezliczone a przecudnej roboty monstrancye, kielichy i krzyże, wspaniałe ołtarze i szaty kościelne, pełne złota, srebra i drogich kamieni! Osłupielibyśmy, gdybyśmy dziś mieli dokładne spisy ówczesnych skarbów sztuki kościelnej, i wówczas-byśmy poznali, ile i jak wielkich dzieł sztuki zaginęło. Dajmy choćby jeden tego przykład. Chrystyan II, arcybiskup Moguncki (1249 — 1251), polecił w r. 1250 spisać kosztowności swej katedry. Spis ten nie zawiera żadnego opisu, lecz proste tylko wyliczenie przedmiotów, i obejmuje w dawnem wydaniu Urstisiusa (Script. rer. Germ. t. I, 567 — 569) dwie strony folio bitego druku, a w nowem wydaniu Böhmera cztery i pół strony wielkiej oktawy2. Znajdujemy tu zapisany krzyż, który ważył 1200 marek najczystszego złota, wśród wielu kielichów znajduje się jeden, który ważył 18 marek, między wieloma tkanemi złotem szatami kościelnemi była jedna, tak ciężka od złota, że tylko silny mężczyzna mógł ją przywdziewać, a po Ewangelii musiał ją zdejmować i inną lżejszą na siebie wkładać. „Niechaj nikt mnie nie posądza, proszę, o fałszerstwo, powiada kronikarz. Kościół bowiem i stolicę biskupią Moguncką wszyscy królowie i cesarze, książęta, hrabiowie, baronowie, szlachta i lud cały mieli w szczególnem poważaniu z powodu świętości jej biskupów, pobożności księży i miłości obywateli." Tak samo jak katedra Moguncka, wszystkie kościoły średniowieczne posiadały mniej lub więcej bogate skarby sztuki.

Komu zresztą niedostępne są dzieła historyi sztuki, niech weźmie do ręki choćby takiego Bädekera i przebiegnie z nim jakąś prowincyę Europy Zachodniej, a przekona się łatwo, co stworzyła sztuka średniowieczna. Gdziekolwiek ujrzymy dziś kościół z czasów rozkwitu sztuki kościelnej, choćby on był dziś obrany ze wszystkich kosztownych przedmiotów sztuki, to na pewno twierdzić możemy, że niegdyś było inaczej. Średniowieczni przodkowie nasi w wierze nie budowali żadnego kościoła, któryby przyozdabiać mieli w kwiaty papierowe lub w szklane piramidy: nie byli oni ani purytanami ani oszustami. Jak serce ich gorzało dla Boga czystą, pełną wiary miłością, tak też chętnie składali Bogu swemu w ofierze wszystko, czem rozporządzać mogli, ale musiało to być najpiękniejsze i najlepsze, a przedewszystkiem prawdziwe bez cienia pozorów. Cóż to za radość musiała przepełniać serca katolickiego ludu, kiedy zewnątrz i wewnątrz domów bożych widział piękne obrazy, kosztowne i sztuką bogate ołtarze, ubiory kościelne, monstrancye, relikwiarze, malowidła na szkle, obrazy na kamieniu, na drzewie, na szlachetnych metalach! Jeśli to prawda, — a historya wszystkich ludów podaje to za rzecz pewną, — że wytwory sztuki wyrastają z ogólnej całości życia narodu, to jakie głębokie, jakie uduchownione być musiało w owych wiekach uczucie katolickiego ludu. Jak zaś żadna sztuka w owym czasie, żadna nauka nie była celem dla siebie samej, jak żadnej nie uprawiano dla niej samej, tak podobnież z tego samego punktu widzenia i lud chrześcijański patrzył na twory sztuki. Muzeów sztuki nie znano jeszcze wówczas; każdy kościół, jak był świątynią Boga, tak jednocześnie był świątynią sztuki3.

Jeśli się nadto weźmie na uwagę, że przez ciąg Średnich Wieków nie zaniechano zwłaszcza po klasztorach pielęgnowania nauki, że zakonnicy bardzo dbali o to, aby starożytność klassyczną przyswoić czasom nowożytnym4, to każdy najmniej nawet uczony przyznać będzie musiał, że tylko duch kłamstwa może mówić o „średniowiecznej ciemnocie"5.

(Geschichtslügen. Paderborn, 1889. § 17).

X. W. S.


  1. Kreuzer. Kirchenbau, t. I, str. 307. 

  2. Fontes rer. Germ. II. 254—258. Wyciąg z tego podaje Hurter. Innoc. III, t. IV, 694, a po nim Falk. Heiliges Mainz oder Heiligen u. Heiligthümer in Stadt und Bisthum Mainz, str. 277. 

  3. Prw. i czytaj o tem Krebs'a Zur Geschichte der Heiligthums-fahrten, Kolonia, 1881. 

  4. Por. art. Renesans. Odrodzenie nauk i sztuki. 

  5. Ob. George Romain, Le Moyen-Age, fut-il une époque de tenebres et de servitude. Paris. 1893.