Renesans (Odrodzenie nauk i sztuki)

Podług utartego poglądu epoka odrodzenia nauk i sztuki ma się rozpoczynać w połowie XV w. Nazwa-to przesadna i jednostronna. Mówmy naprzód o odrodzeniu nauki. Jeśli się przez to odrodzenie rozumie, — jak-to zazwyczaj bywa — poznanie i rozpowszechnienie piśmiennictwa pogańskiej starożytności, którego rzekomo przedtem nie znano, to niemasz nic bardziej nieprawdziwego nad nazwę odrodzenie; dość tylko rzucić okiem na któregokolwiek z ówczesnych średniowiecznych dziejopisarzy lub kronikarzy, — nie mówiąc już o teologach i filozofach, takich jak Tomasz z Akwinu, Albert Wielki, Dante i in., — by na każdej niemal ich stronnicy widzieć niesłuszność powyższej nazwy. Wszak znawcy średniowiecznego piśmiennictwa wiedzą dobrze, że już za czasu Ottonów taki Roswitha z Gandersheim (ok. r. 980) tworzył komedye łacińskie, aby wytrącić z rąk zakonnicom brudne komedye rzymskie. W pisarzach średniowiecznych spotykamy wciąż nazwiska klassyków, poetów i prozaików, często całymi ustępami przytaczanych. A rękopisma, w których doszły rąk naszych klassyczne dzieła starożytności? komuż-to je zawdzięczamy? Zawdzięczamy je ciągłemu gorącemu ich badaniu przez całe średniowiecze. Że zaś nie wszystkie je dziś posiadamy, to czyjaż w tem wina, jeśli nie rewolucyi przeciw Kościołowi? To tylko przyznać trzeba, że w połowie XV wieku używanie języków starożytnych zbliżyło się więcej do formy klasycznej. Przeszły już te czasy, kiedy nawet bezstronni uczeni zdawali się chcieć szydzić z języka Wulgaty, albo z języka średniowiecznych dyplomatów, filozofów i teologów. Dziś wiedzą wszyscy, że św. Hieronim († 420 r.) nie pisał wprawdzie językiem Cycerona, ale język jego jest jasny i silny, że pisał on taką łaciną, jaką się posługiwał lud w jego czasach, a każdy zawodowy dyplomatyk ceni dziś język, używany niegdyś przy umowach i kontraktach, a przechowany w dawnych dokumentach, bo widzi, że język ten najzupełniej odpowiadał wymaganiom prawnym, a przecież nie był pozbawiony pewnej nadobności i piękności formy. Jeśli się zaś z łaciną takiego Tomasza z Akwinu porównywa stereotypowe kwiateczki pisarzy klassycznych, którymi to kwiatkami najmniejszy nawet liścik w XVI w. bywał tak przepełniany, że pod górnolotnemi słowami ledwie wyrazów dopatrzeć było można, to wobec łaciny św. Tomasza pierwszeństwo humanistycznej literatury bywa w wielu razach bardzo wątpliwe. Osiągała ona nieraz większą biegłość wymowy, większą poprawność i pełnię wyrażenia, ale za to zatraciła wszelki pierwiastek szlachetniejszy i wyższy. Razem z pięknością formy, wchłonęli w siebie humaniści, czyli zwolennicy literatury pogańskiej, także ducha starożytności. Kiedy katoliccy ich poprzednicy z tym samym zapałem oddawali się badaniom starożytności i popieraniu takowej, czynili to z uczuciem chrześcijańskiem. Inaczej zaś postępowali humaniści. Miasto Zbawcy świata postawili oni na tronie pogańskiego Jowisza, zamiast Golgoty opiewali Parnas, zamiast nieba — Olimp, zamiast chrześcijaństwa wielbili i rozszerzali nowy poganizm. Szczęściem, klassycyzm ten już dawno został w dziedzinie sztuki zaniechany. Raz już przecie to jednostronne przecenianie humanistycznych pisarzy nauczono się uważać za słabość, jakkolwiek z wdzięcznością uznano gramatyczne i stylistyczne zdobycze okresu humanistycznego.

Ojczyzną tych humanistów były Włochy, a z pośród miast i dworów książęcych przedewszystkiem Florencya. Liberalny protestant prof. Dr. Weber z Heidelbergi († 1888) pisze o tem co następuje1: „Klassyczna łacina wyrugowała barbarzyński język scholastyków i łacinę mnichów średniowiecznych... Nowa ta wszakże oświata silnie wstrząsnęła nie tylko samem zwyrodniałem życiem kościelnem, ale także chrześcijańską religią i moralnością. Zwolennicy platońskiej mądrości (akademicy) i filozofii Arystotelesa (perypatetycy), którzy tworzyli dwa wrogie względem siebie stronnictwa, zapomnieli o Ewangelii i o chrześcijańskim na świat poglądzie, a wreszcie z podziwu i z naśladowania sposobu myśli i mowy starożytnych, uczeni kardynałowie i biskupi znaleźli upodobanie w pogańskich wyobrażeniach i poglądach, naukę zaś chrześcijańską pozostawili nieokrzesanemu ludowi, dla którego mądrość pogańska nie była dostępna i który w tym samym stopniu oddawał się zabobonom, w jakim oni popadli w niewiarę. Razem z obojętnością dla Ewangelii (indyfferentyzm) szedł w parze upadek moralności i cnoty w stanach wyższych. Samolubstwo i chciwość były źródłem postępowania, a szanowano jedynie tylko mądrość światową. W ten sposób powstała owa moralna przewrotność, którą florencki mąż stanu i dziejopisarz Macchiavelli († 1527) w swej książce o Monarsze światu odsłonił."

Powyższemu obrazkowi nie mamy nic w ogóle do zarzucenia, ale tenże pisarz protestancki mówi tak dalej: „Odtąd Włochy zaczęły być szkołą dla całej Europy. Uczeni i mistrze sztuki ze wszystkich krajów tłumami ciągnęli na południe i wynosili stąd za powrotem skarby wiedzy i sztuki do Francyi, Anglii, Niemiec i t. d. Niebawem wystąpiły dwa, wrogo przeciw sobie usposobione stronnictwa, jedno Humanistów, walczących w imię nowej wiedzy, drugie mianem Obskurantów nazwane, występujące w obronie przeszłości, a Dominikanów na czele mające. Humaniści wszystkich krajów zachowywali między sobą ścisłą łączność, bez względu na swe pochodzenie i ojczyznę. Łacina, będąca wówczas powszechną mową uczonych i dyplomatów, znakomicie ułatwiała wzajemny stosunek i porozumiewanie się, łączność tę podtrzymywała żywa wymiana listów, zastępujących podówczas dziennikarstwo dzisiejsze, dzieła literackie zmierzały do jednego celu, i bywały przez humanistów wszystkich narodów uważane za wspólny dorobek. Takiej zaś potędze cóż mogło przeciwstawić stronnictwo starokościelne? Barbarzyński jego język i subtelna gra wyrazów w filozofii nie mogły się ostać przed elegancką łaciną i zdrową filozofią humanistów, a zaślepiona jego gorliwość i pomawiane wszystkich o kacerstwo legły bezsilne pod uderzeniami sarkazmu i dowcipnej satyry nowatorów... Wszelako, podczas gdy we Włoszech, we Francyi i w Anglii wysoko postawieni uczeni uważali wiedzę nowożytną za wyłączną własność swego stanu, i w arystokratycznem poczuciu swojem usuwali ją od ludu, przeciwnie w Niemczech, gdzie mieszczaństwo było oświecone a religia głębsze zapuściła korzenie, wiedza nowożytna dotarła do szpiku narodu, i z pracowni uczonych przeszła do życia; to też podczas gdy tam humaniści szydzili z Kościoła i z duchowieństwa, a lud pozostawiali w jego wierze i zabobonach, to w Niemczech pociągnęli cały naród do współudziału w duchowej walce, a przez to sprowadzili przekształcenie wszelkich stosunków zarówno w Kościele jak w państwie."

Taka ocena działalności humanistów w Niemczech jest wręcz przeciwna działalności ich i znaczeniu we Włoszech, we Francyi i indziej. Ale przez autora przemawia tu duch protestancki, a urobiony przezeń pogląd na działalność humanistów i u nas nieraz słyszeć się daje niestety, drogą liberalizmu z Niemiec importowany. Powiada autor, że Włochy były szkołą i rozsadnikiem humanizmu na całą Europę, a pomimo to wcale nie mówi o złych skutkach humanizmu we Francyi, w Niemczech, w Anglii i indziej. We Włoszech, przyznaje Dr. Weber, religia i moralność chrześcijańska odniosły ciężkie obrażenia z powodu „nowej oświaty," zapomniano o Ewangelii i o chrześcijańskim na świat poglądzie, w Niemczech zaś, przeciwnie, „nowa wiedza," „nowa mądrość," miała wytworzyć „zdrową filozofię," „Nowatorowie" mieli tu wieść bój duchowy, a w tym „boju duchowym" mieli „zmierzać do jednego celu." I jakiż-to był ten cel? — zniszczenie przeszłości, to znaczy, jak cała treść tej walki dowodzi, — rewolucya przeciw Kościołowi. Dlaczegóż więc nie wypowiedzieć tego wyraźnie? Tam „powstała owa przewrotność moralna, którą Macchiavelli w swym Monarsze światu odsłonił," a raczej, mówiąc wyraźnie, zalecił w swem osławionem piśmie, drukowanem po raz pierwszy w r. 1515, gdzie poucza, jakim sposobem i jak koniecznie trzeba zaprowadzać i utrwalać bezwzględność władzy państwowej wszystkimi, nawet najwstrętniejszymi środkami, wiarołomstwem, krzywoprzysięstwem, pozorną świętością, mężobójstwem, zdradą i t. d. Co więc przemilczał protestancki pisarz, to my tu dopełnimy. We Francyi, w Anglii, w Niemczech, i t. d., a przedewszystkiem w tych ostatnich, gdzie „mieszczaństwo było oświecone," Macchiavelli znalazł najczynniejszych zwolenników skutkiem właśnie „odrodzenia nauk." Przez to odrodzenie nastąpiła „przemiana w całym systemie myślenia," „przekształcenie wszystkich stosunków w Kościele i w państwie" t. zn. rewolucyoniści wprowadzili teoryę Macchiavelli'ego w praktykę w Kościele i w państwie."

Tak, w połowie XV w. wyłoniła się nowa oświata, nowa wiedza; celem jej było zniszczenie Kościoła; celu tego wprawdzie nie osiągnięto i nigdy osiągnąć go nie będzie można; co jednakże osiągnięto, to naprzód, wyznaniowe rozdwojenie, następnie, upadek wolności i swobód narodowych, dalej bezwzględność państwową, połączoną ze zdobywczymi i rozbójniczymi podbojami, oraz hańbę zdrady państwowej ze strony niemieckich książąt i niemieckiego mieszczaństwa, a wreszcie osiągnięto panowanie najswawolniejszej ze wszystkich zasad, zasadę cujus regio ejus religio, czyli: do kogo należy ziemia, ten stanowi o religii. Ale co więcej: Nieprzyjaciele średnich wieków podnoszą przeciw nim i ten zarzut, że duchowieństwo katolickie nie pielęgnowało literatury narodowej, że ją raczej wielokrotnie tłumić usiłowało. Tymczasem, o ile ten zarzut jest nieuzasadniony, o tyle przeciwnie uzasadniony jest fakt, że tak zwani humaniści więcej aniżeli ktokolwiek przygotowywali grób literaturze narodowej. Dowodem tego, a zarazem odparciem pomienionego zarzutu jest historya literatury, jak również dzieje rozwoju i kształtowania się języka. I nie mogło też być inaczej. Wszak „reformacya," jako jedyna posiadaczka „Słowa Bożego," czytywała tylko Biblię, — zaś jako spadkobierczyni humanizmu nienawidziła ludową literaturę ojców, gdyż takową pokrywały „ciemności" średniowieczne, popierała też tylko, obok dzikich waśni i sporów między swymi przywódcami, — „języki starożytne" łaciński i grecki. Nadto, „reformacya" wykopała grób pod nogami nie samej tylko literaturze narodowej, ale także narodowej sztuce. (Ob. art. Średnie Wieki (Ciemnota Ś. Ww)).

(Ob. Geschichtslügen. Paderborn. 1889.' §. 28).

X. W. S.


  1. Lehrbuch d. Weltgeschichte, 1-e wyd. w r. 1846. Dziś już dosięga dwudziestu kilku wydań.