Trójca (po za chrystyanizmem)

Stawiamy tu pytanie, czy ludy starożytne miały pewne określone choćby ogólne tylko pojęcie o troistości osób w jednej essencyi bożej? Twierdzącą na to pytanie odpowiedź dawali pisarze bardzo różnych między sobą przekonań i to w celach wręcz sobie przeciwnych. Aby udowodnić istnienie objawienia pierwotnego, pewni obrońcy chrystyanizmu chcieli wszędzie potrosze upatrywać trójcę boską, a szczególniej w Indyach i w Chinach. Trójcą taką w Indyach miało być połączenie trzech bogów: Brahma, Visznu i Ssiwa, które bywają niekiedy podawane za trojaki objaw jednego i tego samego pierwiastku. W Chinach zawiera się ona jakoby w trzech nazwach, jakich używa filozof Lao-Ce dla oznaczenia pierwiastku najwyższego.

Trzy te wyrazy Yi-Hi-Wei, użyte w Tao-te-king, rozdz. XIV, uważano nawet za trzy zgłoski boskiego imienia Iehovah, i sądzono, że one nie są pochodzenia chińskiego. Myśl tę popierali głównie O. Amyot i Abel Remisat, ale myśl ta jest błędna.

Co się tyczy Indyi, to błąd ten powstał z orzeczeń pierwszych sanskrytologów, nie umiejących rozróżnić nowych ksiąg Indyjskich od starych ksiąg hinduskich, a rozszerzali go głównie zwolennicy szkoły tradycyonalistów, którzy w rozszerzeniu wierzeń religijnych upatrywali dowód boskiego ich pochodzenia. Błąd ten nie ma żadnej poważnej podstawy. Starożytne Indye nigdy nie miały najmniejszego pojęcia o Trójcy boskiej. Nie znano tam nigdy Boga w trójcy jedynego. Trimûrti miało inne pochodzenie, jak-to później oznaczymy, i zrodziło się w wiekach średnich, spotyka się jedynie w Purânach i w księgach od nich zależnych, pochodzących z połowy średnich wieków. Co zaś do oznaczenia stałej daty ukazania się pojęcia Trimûrti, to każdy znawca rzeczy hinduskich wie dobrze, że takie oznaczenie jest stanowczo niemożliwe. Zresztą, argument szkoły tradycyonalistowskiej jest dziś pierwszorzędną bronią racyonalizmu, który powiada, że chrystyanizm jest wyrobem starożytnych mitów, dawnych baśni, rozpowszechnionych u wszystkich ludów. Uciekać się zatem do tego rodzaju apologetyki—znaczyłoby popierać racyonalistów.

I. — W Chinach. skopiuj

Chiny tak samo jak Indye nie miały nawet przyćmionego pojęcia o Trójcy św. Wprawdzie nie byłoby nic niemożliwego, żeby Lao-Ce miał pewną mniej lub więcej dokładną znajomość Biblii; nowożytne odkrycia londyńskiego chinologa, Terrien'a de Lacouperie, wykazały, że chińczycy obficie czerpali z ksiąg Zachodu pojęcia do budowy swych mitów. Ale w rzeczywistości nie trudno stwierdzić, że podobieństwa, oparte na wyżej przytoczonym tekście, nie mają żadnej podstawy. Nie tylko, że wyrazy Yi-Hi-Wei mają pewne znaczenie w języku chińskim, ale co więcej, znaczenie to doskonale się stosuje do miejsca, w którem wyrazy te są użyte. Zresztą, tekst odnośny jest bardzo wyraźny: „To co jest niewidzialne, aczkolwiek się je ogląda, jest „niezłożoność" Yi; to, co jest niedosłyszalne, aczkolwiek się je słyszy, jest „nadzmysłowość" Hi; to co nie może być dotknięte, aczkolwiek się je dotyka, jest „nieskończona subtelność," Wei; a trzech tych własności nie można rozważać oddzielnie; i dlatego właśnie czynią z nich jedną. (Ob. Tao-te-King, rozdz. XIV).

Oczywiście, mowa tu o własnościach jakiejś istoty, nie zaś o trójcy osób. Zresztą, założenie to samo w sobie wydaje się niemożliwem do udowodnienia. Boć rzeczywiście niepodobna udowodnić, że istnienie osób w istocie boskiej było wyraźnie objawione człowiekowi przed przyjściem Chrystusa Pana. Owszem, wszystko dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. Żydzi napewno nie mieli dokładnej znajomości Trójcy św. Wszystko, co egzegeci mogą znaleść w Biblii, są to owe adumbrationes, jak je nazywają, które od Boga wychodzą a nie od człowieka i których Izraelici albo wcale nie rozumieli, albo tylko w sposób bardzo niejasny. Gdyby więc chińczycy mieli wyraźne i dokładne poznanie Trójcy św., byliby daleko więcej ze strony Boga uprzywilejowani, aniżeli żydzi; oni-to wówczas, a nie synowie Izraela, stanowiliby lud wybrany, lud boży. Inni znów odnajdywali Słowo boże w Tao, w mitach, a nawet w potworach starożytnych. Mówiliśmy o tem w artykule Słowo boże.

Co do imienia Jehovah, odnajdywanego w wyrazie Yi-Hi-Wei, to niema potrzeby dowodzić, że to myśl prawdziwie dziwna. Jakże bowiem można przypuścić, aby Lao-ce przyswoił sobie ten wyraz na to, aby go podzielić na trzy części a z każdej części utworzyć nazwę jednej własności bytu, chociaż wyrazy te nie miały żadnego znaczenia w języku, jakim przemawiał do uczniów, i chociaż ci ostatni zrozumieć ich nie mogli?

II. — W Indyach. skopiuj

Z drugiej znów strony przeciwnicy chrystyanizmu szukali w Indyach Trójcy chrześcijańskiej, aby mogli oskarżać chrześcijan, że oni w swym dogmacie odtworzyli tylko wierzenie pogańskie. Obraz tych usiłowań podają Burnouf i Marius. Burnouf odnalazł trójcę w Vedach. Podług niego Bogiem Ojcem jest Sûrya, słońce; Bogiem Synem jest Agni, ogień; Duchem św. jest Vâyu, wiatr. Rozumuje zaś w ten sposób: Bóg Ojciec rodzący Syna jest-to Sûrya rodzący jestestwa. Duch jest-to Vâyu, gdyż wyraz spiritus pochodzi od spirare, tchnąć, a vâyu od va, mającego toż samo znaczenie. Następnie Duch św. objawił się pod postacią wiatru gwałtownego (Dz. Ap. I, 2). Na odparcie podobnego założenia wystarczy kilka wyrazów.

Sûrya, Agni i Vâyu nigdy nie stanowiły trójcy; i owszem nawet najmniejszy między nimi nie istniał nigdy stosunek. Sûrya rodzi w tem mianowicie znaczeniu, że ciepło jej przyczynia się do wzrostu jestestw materyalnych, ale bynajmniej nie rodzi ona prawdziwie, a jeśli gdzie szukać pierwowzoru Boga Ojca, to nie w słońcu, tylko we wszystkich razem i w każdym po szczególe ożywionym tworze męzkim.

Wyraz spiritus pochodzi rzeczywiście od spirare, ale pomiędzy nim (gdy chodzi o ducha ludzkiego lub bożego), a materyalnem znaczeniem jego źródłosłowu niema żadnego stosunku (tak samo jak ψυχη dusza). Nie mogąc określić jestestw niemateryalnych w ich istocie, z konieczności daje im człowiek nazwy przenośne, zapożyczone od przedmiotów zewnętrznych, materyalnych, wskutek tego atoli jestestwa te nie są natury materyalnej. Duch św. nie udzielił się apostołom w formie wiatru; ale przed Jego zstąpieniem dał się słyszeć niezwykły jakiś szum, podobny do szumu wiatru gwałtownego, i zapowiedział cudowne zjawisko. Wiatr w tym razie służy tylko za środek porównania i nic więcej.

Zresztą nie potrzeba dużo mówić na to, aby dowieść, że z materyalnego pojęcia słońca rodzącego oraz wiatru poruszającego powietrze nie można było wydobyć czysto duchowego i metafizycznego pojęcia, jakiem jest Trójca chrześcijańska. Istota tej Trójcy polega na troistości osób i odrębnych działalności w jednej jedynej czysto duchowej naturze. Tymczasem, nic podobnego nie postało nigdy w głowie hinduskiej, nawet nic takiego, coby można było uważać za pierwszy ledwie dostrzegalny zarodek podobnej myśli. Sûrya, Agni i Vâyu są żywiołami czysto materyalnymi, ubóstwianymi i mniej-więcej uosobionymi, w całości niezależnymi jeden od drugiego.

Niektórzy szukali początku Trójcy chrześcijańskiej w naukach brahmanistycznych, w jedności trzech bogów Brahma, Visznu i Ssiva, stanowiących to, co nazywają, trimûrti, czyli potrójną formę jednego i tego samego pierwiastku.

Nie trudno wykazać 1-o że hinduskie trimûrti nie ma nic wspólnego z Trójcą boską, z owym chrześcijańskim Deus unus et trinus, i 2-o że chrystyanizm nic zapożyczyć nie mógł od pojęcia braministycznego.

Dla należytego omówienia tej sprawy trzeba dać pojęcie o tem, co było powiedziane w tym przedmiocie przez stronę nam przeciwną. Otóż racyonalista Jacolliot tak się wyraża:

„Z chwilą kiedy Jowisz nieobjawiony staje się Brahmą, to znaczy Bogiem działającym i twórczym, objawiają się w nim trzy osoby, mające go wspomagać w jego dziele, nie przynosząc wszakże ujmy jego jedności. Ta boska Trimûrti (Trójca (sic!)—jest nierozdzielna w swej istocie i nierozdzielna w swem działaniu, głęboka tajemnica, którą człowiek odczuje, dopiero wówczas, kiedy dusza jego zostanie dopuszczona do połączenia się z wielką duszą na łonie bóstwa.

„Trójca ta składa się z Brahma, Visznu i Ssiva. Brahma przedstawia pierwiastek twórczy i oznacza w języku sanskryckim nazwę ojca. Visznu przedstawia pierwiastek wspomagający i zachowawczy. Jest-to Syn Boży, Słowo wcielone w osobie Christny, który przyszedł na ziemię, by jako pasterz i prorok zbawić ludzkość, a następnie po dokonaniu dzieła umrzeć śmiercią gwałtowną i poniżającą.

Ssiva lub wreszcie Nara, czyli duch boży1, jest pierwiastkiem, przewodniczącym burzeniu i odnawianiu...

„Trójca w jedności, odepchniętą przez Mojżesza, służyła później za podstawę dla teologii chrześcijańskiej, która niezaprzeczenie nabrała o niej pojęcia w Indyach."

Marius ze swej strony2 stawia kwestyę szeroko i sięga aż do ksiąg Vedyjskich, w których jednakże niema mowy ani o rzekomej trójcy Brahma, Visznu, Ssiva, ani o „Wszech-potężnym stwórcy, zachowawcy i niszczycielu." Na poparcie swego założenia Marius podaje obszerne wyjaśnienie wewnętrznej natury Trimûrti. Najciekawsze są wysiłki, jakie czyni, by zbliżyć Trimurti do naszej Trójcy św. Czuje on doskonale, że porównania jego kuleją, to też aby wytłómaczyć radykalne różnice obu tych pojęć, ucieka się do sprytnych wybiegów logicznych.

O teoryach bramińskich rozumuje tak, jak gdyby sam był braminem, a rozprawę jego możnaby uważać za należącą do filozofii hinduskiej. Prawda, że Trimurti nie była Trójcą chrześcijańską, ale nią być powinna; bramini nie pojmowali jej jako trójcę, ale powinni byli ją tak pojmować.

Marius przytacza naprzód ten ustęp, wyjęty z Creutzera: „Ten kto zna trzy stany Brahmy, stworzenie, trwanie, unicestwienie, osłonione tajemnicami, ten jest mędrcem," a następnie dodaje:

„Trzy te stany nie mogą się odnosić do natury widzialnej, gdyż nie są tajemniczymi, i na to nie trzeba żadnej nauki. Aby odkryć tajemnicę hinduskiej Trimurti, trzeba posłuchać naprzód, co mówią Księgi Wedyjskie o Brahma, Visznu i Ssiva."

Powyższe wyrazy dowodzą, że Marius nie zna filozofii hinduskiej. Mowa tam nie o kolejnem następstwie dziennem jestestw widzialnych, lecz o wytworzeniu świata przez emanacyę na zewnątrz, o podtrzymywaniu i o trwaniu tego świata, który nie ma w sobie nic rzeczywistego, który jest utworzony z samych tylko przywidzeń (mâyâ) i pozorów, a następnie o powrocie i zniknięciu tego świata w wielkiem Wszystko. Jak widać, wszystko to jest bardzo tajemnicze, a kto to zna, ten zna wewnętrzną naturę bytu i wszystkich rzeczy, ten jest mędrcem.

Marius idzie dalej i usiłuje dowieść, że trzy osoby hinduskie, z których pragnie wytworzyć Trójcę, przedstawiają miłość, mądrość i wolę. Z tego już widać analogię, jaką zechce on zaprowadzić pomiędzy ową Trimurti a Trójcą chrześcijańską. W tym celu rozwodzi się szeroko nad naturą tych trzech bogów, a zawsze z tą samą niewiadomością. Brahm czyli Brahma, powiada Marius, jest a) pierwszym bytem ponad wszystko i przedewszystkiem; b) jest miłością, która przyjęła w siebie byt pierwszy i jemu się oddała, a zatem c) jest-to Bóg, dzielący się na kochającego i kochanego, d) Ten rozdział jest początkowem źródłem wszystkich rzeczy, e) Bóstwo twórcze jest lingam'em świata. Pobudką stworzenia i rodzenia może być tylko miłość.

Brahma zatem jest miłością.

Jak widzimy, rozumowanie to bardzo wyrafinowane, nieprawdaż? Bramini wcale nie mówili, że Brahma jest miłością; ale Marius sądzi, że powinni byli tak mówić, i że zatem jest-to już tak samo, jak gdyby to powiedzieli. Nieszczęściem dla tego racyonalisty, Bramini wypowiadają myśl swoją jasno, a to co mówią, w niczem nie jest podobne do tego, coby w nich Marius chciał wmówić.

W Rig-Veda (Ks. X, hymn 129) pieśń bramińska tak opiewa: „Wówczas nie było ani bytu ani nie-bytu, ani przestrzeni, ani niebios w górze. Któż-to utworzył granicę? Gdzie, przy czem był zbiornik wód? Dalej była głęboka otchłań. Nie było ani śmierci ani nieśmiertelności, ani przedziału między dniem a nocą. Ów Sam jeden oddychał bez tchnienia w sobie samym, a nie było nic innego prócz niego. W początkach były tylko ciemności; pogrążone w ciemnościach, wszystko było jednem nieprzejrzanem morzem.

Pogrążony w próżni, bez istnienia, narodził się Sam jeden przez potęgę ciepła. Naprzód wytworzyło się pragnienie, pierwszy zarodek ducha. Rozmyślając w swem sercu, mędrcy wynaleźli początek bytu w niebycie."

Dokładniej i metodyczniej wykłada system braminiczny Księga Praw Manu. W pierwszych wierszach tej księgi czytamy co następuje:

„Wszechświat był pogrążony w ciemnościach, niemożliwy do poznania, rozróżnienia, niepochwytny dla rozumowania, i jakgdyby we śnie zatopiony; wówczas pan najwyższy, sam przez się istniejący, niedostrzegalny, czyniący ten świat dostrzegalnym w jego pierwszych żywiołach, ukazuje się promieniejącym światłością i rozpraszającym ciemności."

„On, którego zmysły dosięgnąć nie mogą, nieskończenie subtelny, wieczny, dusza wszystkich jestestw, objawił się sam w pełni blasku."

„Postanowiwszy wytworzyć jestestwa, ze swej substancyi przez refleksyę wytworzył naprzód wody, a następnie zarodek w ich łonie. Zarodek ten stał się jajkiem złotem, świecącem blaskiem słonecznym. W tem jajku zrodził on sam siebie jako Brahma, najwyższy ojciec całego świata."

Słowa te, jak widzimy, nie potrzebują wyjaśnienia. W § 34 tejże Księgi Praw Manu, powiedziano, że gdy Manu pragnął dać początek rodzajowi ludzkiemu, podejmował liczne umartwienia i wytworzył naprzód siedmiu wszechmocnych mędrców. I tego Manu także pobudza do stworzenia pragnienie, ale to pragnienie wcale nie przekształca tego drugorzędnego stwórcę w miłość substancyalną; tak samo się rzecz ma z Brahmą. Pragnienie stworzeń, albo inaczej dążenie, miłość jest pierwiastkiem stworzenia, ale nie dlatego miłością jest Manu. Miłość ta jest uczuciem działającem w Brahmie, ale wcale nie jest substancyą tego wielkiego bytu.

Podobnie też nic błędniejszego nad wyjaśnienie natury Visznu, jakie daje Marius. „Visznu, powiada on, jest uosobieniem mądrości; nazwa jego znaczy mądrość."

Nic w świecie błędniejszego nad to tłómaczenie. Visznu pochodzi od pierwiastku Visz, co znaczy przenikać, albo poprostu posuwać naprzód. Wyraz ten bywa w Vedach przymiotnikiem słońca, które bezustannie przebiega przestrzeń, i którego promienie przenikają, ożywiają, zachowują wszystko. Bóg Visznu, pierwotnie przedstawiający słońce, został następnie odeń oddzielony i stał się bogiem odrębnym, uosabiającym siłę ożywczą, zachowawczynię jestestw. Visznuici postawili go na miejscu Brahmy, jako bytu powszechnego, nieskończonego, pierwotnego.

Chciejmy zważyć mimochodem następujące ich argumenta:

„Zwolennicy Visznu powiadają, że on stworzył Brahmę; a zatem Visznu jest mądrością, gdyż mądrość tylko jest w stanie zrodzić w nas pojęcie o bóstwie!" W rzeczywistości visznuici czynią z Visznu boga, najwyższego wytwórcę wszystkiego, a zatem i samego Brahmy. Brahmanici znów toż samo czynią z Brahmy. Mądrość zaś w tem wszystkiem najmniejszego nie ma zastosowania.

Visznu ma za towarzysza ptaka, Garuda, będącego, jak mówi Marius, godłem mądrości. Dowcipne to wprawdzie, ale na nieszczęście fałszywe. Całe Indye nam mówią, że ten ptak, ten orzeł, jeśli kto woli, jest godłem słońca, przebiegającego niebieskie przestworza, tego samego słońca, którego jednym z przedstawicieli jest Visznu.

Co się tyczy Ssiva, to nasz uczony nie próbuje nawet dowodzić jego przekształcenia się w uosobienie woli. I rzeczywiście, byłoby to stanowczo niemożliwe. Ssiva jest straszliwym bogiem zniszczenia, czczonym pierwiastkowo przez kuszyckie ludy Indyj, a następnie wprowadzonym do panteonu aryów.

Widzimy więc, że Marius dochodzi do Trimûrti, jako do pojęcia pokrewnego Trójcy, drogą kłamliwego przekształcenia trzech bogów indyjskich. Z tego też możemy ocenić, czem właściwie jest Trimurti.

Brahma, Visznu, i Ssiva są i od początku były trzema odrębnemi bóstwami. O Visznu wspominają Księgi Vedyjskie, wówczas, gdy Brahma jeszcze nie istniał, to znaczy, jeszcze go sobie nie wyobrażano. Ale Visznu w Vedach jest tylko bogiem drugorzędnym, dodatkowem uosobieniem rodzącej i zachowawczej siły słońca. W większej części ksiąg Brahmanas i w Prawach Manu, to znaczy w księgach brahmanitów, Visznu jest jeszcze bogiem podrzędniejszym, stojącym znacznie niżej od Brahmy, — przeciwnie zaś w księgach Bhagawad-gîta, Harivansa i w innych księgach Visznuitów, Visznu jest bogiem najwyższym, bytem powszechnym.

Ssiva nieznany jest księgom Vedyjskim; ukazuje się on w późniejszych księgach i zdaje się uchodzić za jedno z bogiem burz i nawałnic—Rudra, później się odeń oddziela i występuje w niektórych księgach jako bóstwo pierwszorzędne, jako byt powszechny. Pochodzenie tego bóstwa zdaje się być kuszyckiem.

Trzy te bóstwa tedy pozostawały oddzielnemi bóstwami aż do czasu, kiedy Bramini, celem połączenia wszystkich sekt indyjskich, na długo po rozszerzeniu się Ewangelii3, utworzyli z trzech bóstw pierwszorzędnych jedną tryadę najwyższą, w której każdy mógłby sobie wybrać swego ulubionego boga i postawić go na czele bóstw innych. Lecz aby zachować dla wtajemniczonych tylko znajomość panteizmu, poczęli utrzymywać, że trzy te bóstwa były tylko różnymi objawami jednego bytu absolutnego.

Grupę tych bóstw oznaczyli mianem Trimûrti, co znaczy „potrójna forma" (od wyr. tri trzy, i mûrti forma). Nowy ten wynalazek teologii hinduskiej nie sięga dalej nad początki chrześcijańskiego średniowiecza. Sam wyraz trimurti jest skądinąd wyrazem nowożytnym, jak się o tem przekonać można z Dykcyonarza Petersburskiego, który zaledwie mógł wynaleść dwie jego cytaty.

(Karol de Harlez).

X. W. S.


  1. Nara nie jest bynajmniej Ssiva lecz Visznu, czyli jest duchem powszechnym, nie zaś duchem bożym w znaczeniu, podawanem przez Jacolliot'a. 

  2. La Personnalité du Christ

  3. Sam Angelo de Gubernatis (Encyklopedia Indiana str. 363) przyznaje, że to późne pojęcie bramanizmu albo raczej puranizmu było naśladownictwem pojęcia chrześcijańskiego.