Trójca św

I. skopiuj

Symbole wiary, określenia dogmatyczne i nauka Kościoła odnośnie do Trójcy św. daje się streścić w sposób następujący: 1-o. Bóg jest jeden we trzech osobach, to znaczy, że nieskończona Jego natura wspólna trzem podmiotom osobowym, realnie między sobą różnym. 2-o. Jedność natury, essencyi czyli substancyi,—terminy w tym razie równoznaczne—jest w Bogu tak doskonała, że wyklucza wszelką złożoność i wszelki podział; nie jest ona jakąś wypadkową pierwiastków składających się na jej wytworzenie.—3-o. Trzy osoby boskie są między sobą równe; żadna z nich nie jest doskonalsza, dawniejsza, potężniejsza i więcej boska; Syn i Duch św. nie są siłami jakiemiś, wychodzącemi z Ojca przez emanacyę i postawionemi po za Jego substancyą.—4-o. Co innego jest Ojciec, co innego Syn, co innego Duch św.; ale żaden nie jest czemś innem aniżeli dwaj inni.—5-o. Ojciec jest prawdziwie Bogiem, a nie stworzeniem; Syn jest prawdziwie Bogiem; Duch św. jest prawdziwie Bogiem, nie zaś duszą świata; niema wszakże trzech Bogów ani potrójnego Boga; jest tylko jeden Bóg w trzech osobach.—6-o. Bóg nie jest różny w trzech osobach, lecz jeden w trzech różnych osobach.—7-o. Każda osoba boska jest całkowicie i doskonale Bogiem: wszystkie przymioty boskie są wspólne wszystkim trzem osobom; są one jednym rozumem, jedną nieskończoną potęgą.—8-o. Są one razem jednym jedynym pierwiastkiem twórczym; wszystkie ich dzieła zewnętrzne są wspólne wszystkim trzem osobom, tak samo jak się rzekło o przymiotach boskich.—9-o. Wszystko zatem jest wspólne i różne w Bogu, z wyjątkiem opozycyi zachodzącej w stosunkach Osoby do Osoby: stosunek bowiem ojcostwa i synostwa rozróżnia wzajemnie Ojca od Syna; stosunek zaś tchnienia czyli spiracyi czynnej i spiracyi biernej odróżnia wzajemnie pierwiastek spiracyjny (Ojca i Syna nie różniących się pod tym względem między sobą) od Ducha św.—10-o. Te jednak stosunki i różności między Osobami boskiemi nie tylko nie rozdzielają osób w ten sposób między sobą różnych, ale owszem najrzeczywiściej i najwidoczniej stwierdzają wzajemną ich i nierozdzielną jedność: i rzeczywiście, Ojciec jest Ojcem tylko ze względu na Syna, ten znów jest Synem tylko ze względu na Ojca, obydwaj zaś są pierwiastkiem spiracyjnym tylko ze względu na Ducha św., a ten ostatni jest Duchem i Miłością tylko ze względu na ten jedyny pierwiastek.—11-o. A zatem w Bogu znajdują się jedność i wielość: bezwzględna jedność substancyi, względna wielość osób.—12-o. Jakkolwiek trzy osoby boskie posiadają jedną wspólną naturę, to jednak ponieważ jedno i to samo jest zarazem czemś bezwzględnem i względnem, naturą jedyną i trzema osobami, przeto do zrozumienia i dokładnego wyznawania tego podniosłego dogmatu musimy koniecznie zaznaczyć różność względną pomiędzy naturą a osobami. Tak więc możemy pojmować i razem z Kościołem wyznawać, że essencya boska nie jest ani rodząca ani zrodzona, lecz tylko udzielona przez Ojca Synowi, którego Ojciec rodzi.—13-o. Zrodzenie Syna przez Ojca, pochodzenie Ducha św. od Ojca i Syna są faktami koniecznymi i wiecznymi, jak sama essencya boska, ale są-to fakta intellektualne i samodzielne, ponieważ Syn pochodzi drogą poznawania, a Duch św. drogą miłości.—14-o. Ponieważ Syn pochodzi z intelligencyi Ojca, przeto prawdziwie jest Słowem, myślą i wyrazem Ojca; Duch św. ponieważ pochodzi ze wzajemnego uczucia Ojca i Syna, przeto jest prawdziwie ich tchnieniem (spiracyą), ich miłością.—15-o. Słusznie więc i prawomocnie dodano do symbolu Nicejskiego wyrażenie Filioque dla oznaczenia, że Syn jest razem z Ojcem jednym pierwiastkiem spiracyjnym Ducha św.—16-o. Syn posłany został przez Ojca i stał się człowiekiem by był pośrednikiem i odkupicielem rodu ludzkiego; a jako człowiek był kierowany i posyłany przez Ducha św. Duch św. zaś został posłany przez Ojca i przez Syna dla uświęcenia ludzi, ale nie stał się sam człowiekiem. Ojciec nie był posłany ani przez Syna ani przez Ducha św. Posłannictwa zatem doczesne osób boskich odpowiadają ich pochodzeniu wiecznemu.1

II. skopiuj

Niepodobna mi tu przedsiębrać teologicznego udowodnienia każdego ze zdań powyższych. Ograniczę się więc na ogólnych argumentach, na jakich Biblia i Tradycya tę naukę opierają. Przedewszystkiem w kilku wierszach opowiem historyę dogmatu o Trójcy św. 1-o. Ojcowie Kościoła i teologowie zaznaczają w Starym Testamencie pewne wzmianki o Trójcy św., dosyć wyraźne na to, aby najuczeńsi i najreligijniejsi z Hebrajczyków mogli, jeśli nie jasno poznać, to przynajmniej domyślić się tego świętego dogmatu2. Rzecz pewna, że owo znane ukazanie się trzech aniołów Abrahamowi pod dębem Mambre (Ks. Rozdz. XVIII), rozważane zblizka, zwłaszcza podług tekstu oryginalnego, z trudnością wytłómaczyć się daje po za dogmatem o Trójcy św.—2-o. Nowy Testament wyraźnie uczy: a) o istnieniu Syna Bożego, co do natury równego Ojcu i pochodzącego odeń drogą rodzenia umysłowego3; b) o istnieniu Ducha świętego, istniejącego osobiście i rzeczywiście różnego od Ojca i Syna, od których jednak pochodzi drogą miłości, wspólną mając z nimi jedyną naturę boską4.—3-o. Wiarę Kościoła pierwotnego w sposób najwyraźniejszy wypowiadają ceremonje liturgiczne, forma chrztu św., rozmaite doksologie, symbol wiary apostolski w rozmaitych swych formach. Pierwotni Ojcowie Kościoła: Klemens Rzymski, Ignacy Męczennik, Justyn, Atenagoras, Teofil Antyocheński, Tertulian, Hippolit, Klemens Aleksandryjski, Orygenes najdokładniej wypowiadają ten dogmat. Skoro tylko który z gnostyków: Prakseas, Noetus i Sabelius, Fotyn, Paweł Samozateński i Aryusz, Eunomius i Macedoniusz powstawali przeciw któremukolwiek z wyłożonych powyżej punktów nauki Kościoła, natychmiast energicznie bywali zwalczani przez Ojców, a jeśli okoliczności pozwalały, nawet uroczyście potępiani na soborach.—4-o. Błędy kilku średniowiecznych racyonalistów, z których najgłośniejszym był Abailard, późniejsze błędy protestantyzmu, który nie umiał uszanować podstawowego nawet dogmatu chrystyanizmu, dziwaczność zdań jansenizmu włoskiego, skarconego w tym szczególe jak we wszystkich innych bullą Auctorem fidei Piusa VI, wywołują ze strony teologów katolickich nieustanną pracę w zakresie apologetyki i nadprzyrodzonej metafizyki, która z coraz większym odsłania nam blaskiem prawdę o Trójcy św.5

III. skopiuj

Nowożytni przeciwnicy tego dogmatu zarzucają mu przedewszystkiem następujące argumenta: 1-o. Rozum nigdy zgodzić się nie może na to, aby jeden i trzech było jedno i to samo, aby jeden stanowił trzech a trzech jednego.—2-o. Sprzeciwia się niezłożoności Boga przypisywanie Mu trzech osób, jest-to czysty tryteizm, jest-to wyraźny politeizm, przeciw któremu żydzi mieli wszelkie prawo protestować, i którym mogli doskonale posługiwać się poganie, aby przekonać wszystkich o błędności mniemanego monoteizmu chrześcijan. 3-o. Co za gruby antropomorfizm przypisywanie Bogu podwójnego rodzenia.—4-o. Albo raczej czyż Trójca św. nie jest pewnem zapożyczeniem od panteizmu indyjskiego, który również ma swoją trójcę, dobrze znaną wszystkim historykom filozofii?—5-o. Jeśli dogmat katolicki o trójcy nie pochodzi bezpośrednio z filozofii Vedyjskiej, to pochodzi od niej pośrednio i ubocznie przez platonizm, neoplatonizm, filonizm, gnostycyzm, komuż to bowiem tajno, że już w teoryach Platona i Philona jest mowa o Logos?—6-o. Najprawowierniejsi Ojcowie okresu przed-nicejskiego byli bardzo mało prawomyślni pod względem Trójcy św.: musiało to przyznać wielu bardzo uczonych teologów katolickich.—7-o. Wreszcie, rzecz-to stwierdzona, że jedynem rozumnem tłómaczeniem tej nauki jest widzieć w tych trzech nieskończonych osobach Boga trzy różne sposoby, trzy formy myślne, trzy idealne wyobrażenia jednego i tego samego podmiotu boskiego, będącego jednocześnie bytem, światłem i miłością. Bez przyjęcia takiego tłómaczenia Trójcy św. chrystyanizm nie długo będzie mógł się ostać pod ciosami krytyki filozoficznej.

IV. Odpowiedź. skopiuj

1-o. Kościół wcale nie uczy, aby jeden i trzech było jedno i to samo, ani też aby jeden stanowił trzech a trzech jednego, ale naucza, że trzy osoby posiadają wspólnie i niepodzielnie jednę i tę samą naturę nieskończoną; że one ją posiadają najzupełniej, najdokładniej, tak dalece, iż są rzeczywiście z nią identyczne; atoli naturę tę posiadają one z różnych względów: Ojciec bowiem nie otrzymał jej od żadnej z dwóch innych osób, a udzielił ją Synowi, którego rodzi odwiecznie i z którym razem udziela ją Duchowi św., który znów od nich obu pochodzi, jako wieczna ich Miłość. Te wzajemne stosunki (relationes) tworzą trzy osoby boskie i rozróżniają je między sobą, nie dzieląc ich wszakże i nie rozłączając ani wzajem od siebie ani od wspólnej ich jedynej natury. Bóg zatem, ten byt nieskończony, jest zarazem absolutny i względny; absolutny ze stanowiska essencyi, względny ze stanowiska osobowości, a przeto jest On jedną jedyną essencyą w trzech osobach. Essencya nie jest podzielona na troje i nie równa się bynajmniej trzem: jest ona nieskończenie i niepodzielnie jedna. Osoby nie jednoczą się na to, aby wytworzyć essencyę złożoną, której byłyby pierwiastkami niejako; one są rzeczywiście i rozdzielnie trzy. Prawda, że wobec tej tajemnicy najwyższej i ze wszystkich tajemnic najmniej dostępnej rozum ludzki z pokorą musi wyznać swą nieudolność do zrozumienia i przeniknięcia wszystkiego. Ale to przynajmniej zrozumieć może, że niema nic w tym dogmacie, coby się na pewno sprzeciwiało zasadom rozumu, i że w imię tego rozumu podnoszone zarzuty nie są w stanie dogmatu tego dosięgnąć.

2-o. Kościół zawsze odrzucał tryteizm, jako stanowczo przeciwny prawdziwej nauce o Trójcy św., a tem samem oświadczał, że bezpodstawny jest zarzut, podnoszony przez żydów, jakobyśmy wierzyli w trzech bogów. Toż samo odpowiadał Kościół poganom, którzy go posądzali o politeizm, i zmuszał ich do przerzucenia się do wręcz przeciwnej ostateczności, do oskarżania go o ateizm.

3-o. Nie jest dokładne przypisywanie Kościołowi wiary w podwójne rodzenie boskie; wszak Duch św. pochodzi, a nie rodzi się. Niedokładne jest również przypisywanie Kościołowi wiary w jakieś grube rodzenie i pochodzenie materyalne przez rozciąganie i dzielenie substancyi nieskończonej. Działanie, ustalające osoby boskie, należy do najczystszego porządku umysłowego: jest-to rozumienie i chcenie nieskończenie duchowe.

4-o. Co się tyczy analogii, zachodzących pomiędzy chrześcijańską Trójcą św., a trójcą indyjską, posłuchajmy, co o tem mówi człowiek doskonale z tą sprawą obeznany i o prawdę faktów dbały. „Dogmat indyjskiego Trimûrti istotowo się różni od chrześcijańskiego dogmatu o Trójcy św. W tym ostatnim sam Bóg najwyższy i wieczny jest w trzech osobach, podczas, gdy indyjski Trimûrti składa się z trzech bogów niższego rzędu, stworzonych przez bóstwo najwyższe, do wysokości i godności którego bogowie ci ani dążyć, ani takowej osiągnąć nie mogą. Bogowie ci są tylko zewnętrznymi przedstawicielami tego najwyższego bóstwa... Jakkolwiek dawnem jest pojęcie owej tryady bóstw wyższych (ale zawsze podporządkowanych Bogu najwyższemu), w której to tryadzie ma się ześrodkowywać podług względnego swego pokrewieństwa całe mnóstwo bóstw niższego rzędu, to jednak pojęcie rzeczone przyjęło postać Trimûrti... już znacznie po ukazaniu się chrystyanizmu."6 „Pojęcia tego nabyli (hindusi) na długo po rozpoczęciu się ery chrześcijańskiej, a Trimûrti wprowadzono do teogonii hinduskiej dopiero około wieku XII ery chrześcijańskiej." (ob. art. następny).

5-o. „Ojcowie Kościoła, powiada uczony Dr. Henryk Klee, wzięli swą naukę o Logos bezpośrednio z Pisma św., a zwłaszcza z pism św. Jana Apostoła, następnie zaś i pośrednio z tradycyi kościelnej. Pomimo usiłowań wynalezienia w Platonie i Filonie jakichkolwiek pojęć analogicznych z tą nauką o Logos'ie, Ojcowie ci, wierni swemu głębokiemu przekonaniu o najzupełniejszej oryginalności chrystyanizmu jako objawienia bożego, nie starają się bynajmniej urobić go lub uzupełnić przy pomocy jakiegoś systemu filozoficznego, zapożyczonego od poganizmu. Przeciwnie, w filozofii pogańskiej na to tylko chwytają pewne pojęcia, podobne do pojęć chrześcijańskich, aby je oczyścić, uduchownić, i tym sposobem umysłom do myślenia nawykłym dostarczyć możności wzniesienia się od poganizmu do chrystyanizmu."7 Może kto powie, że Ewangelia św. Jana jest dziełem jakiegoś platonika lub filonisty? Ale w takim razie trzeba będzie zaprzeczyć dokładnie udowodnionej autentyczności i pochodzenia tej Ewangelii (ob. art. Ewangelie-Autentyczność E'i), lub przyjąć niemożliwą do przyjęcia hypotezę o jakimś św. Janie, który studyował metafizykę Greków i hellenistów.—Zresztą, posłuchajmy, co mówi o trójcy Platona filozof, daleki od wszelkiej chęci bronienia dogmatów Kościoła. Mówiąc, jaką wagę założyciel Akademii nadaje materyi, Paweł Janet tak się wyraża: „Materya, razem z pierwiastkiem organizacyjnym oddziaływała na urobienie świata. Była ona do pewnego stopnia matką świata. Bóg—ojcem, a świat—synem (τόχος)—oto trójca platońska."8

Wprawdzie Filon starał się zmienić tę tryadę platońską przez postawienie Słowa zewnętrznego i Słowa wewnętrznego na miejsce materyi i świata, ale dodaje on do nich Potęgę królewską (ἡ βασιλική), która pochodzi od Słowa drugiego, jak to ostatnie od pierwszego, które samo znów pochodzi od Boga, a te cztery pojęcia podobne są do generacyi i genealogii gnostyckich.9 Chrześcijańska zatem Trójca św. nie stąd pochodzi,—i to jedno tylko wywnioskować stąd można, że Filon nabył połowicznej tylko znajomości tego dogmatu, który znali jego współwyznawcy, i że w ten sposób zbliżał się do całkowitego i zupełnego poznania, jakie nam o tym dogmacie dało Objawienie chrześcijańskie.

6-o. Jakkolwiek uczony Petau zlekka tylko powątpiewał o doskonałości ortodoksyi Ojców przednicejskich, to jednak następnie uznał swój błąd i takowy odwołał. Zresztą początkowe jego błędy odparł zwycięzko angielski i anglikański biskup z Saint-Dawid, Jerzy Bull, (Defensis fidei Nicenae). Gdy zaś w ostatnich czasach te same spory wznowiono, wynik ich był zarówno pomyślny dla pisarzów pierwotnego Kościoła, i dziś nie zdaje się, aby można było wszczynać te same spory, gdyż wspomniane wyżej dowody są najzupełniej stanowcze i przekonywające.10

7-o. Miłą byłoby rzeczą dla judaizmu, socynianizmu i racyonalizmu upatrywanie w Trójcy św. pewnych tylko odmian, a nie osób, pewnej myślnej klasyfikacyi działań bożych, nie zaś różnicy realnej odwiecznych hipostaz. Ale wówczas nie byłaby—to już ta sama wiara katolicka, na której spoczywa cały gmach dogmatu chrześcijańskiego i za którą Kościół przez pięć wieków z górą walczył bez wytchnienia i bez żadnych ustępstw.

(Prw. oprócz dzieł wyżej przytoczonych także Mgr. Ginouilhac, Histoire du dogme chrétien pendant les trois prémiers siècles; Kard. Franzelin, De Deo Trino; Scheeben, Mysterien des Christenthums; Katschthaler, Theol. dogmatica; Kleutgen, Theologie der Vorzeit; etc. etc., oraz poniższy artykuł.)

(Dr J. D.)

X. W. S.


  1. Dowody twierdzeń powyższych ob. w Enchiridion symbolorum et definitionum Dra Denzingera. 

  2. Genesis I, 6, 26,27; XI,7; XVIII. 1 nst.; XIX, 24; Ps. XXXIII 6; Izai VI 3; LXIX, 9. 

  3. Mat. XVI, 17; Jan I, 1—18; III, 16 nst.; X 28; XIV 10; Filipens II 6; Hebr. I, 1 nst. i t. d. 

  4. Mat. III, 16 nst; XXVIII 19; Łuk. II 35; XXIV 49; Jan XIV, XV, XVI, XX 22; Dz. Ap. V 3, 4; VII 51; Rom. XV 30; I Cor. II, 10 nst.; III 16; II Cor. XIII 13; Titus III 4; i t. d, i t. d. 

  5. Szczegóły tego ogólnego dowodzenia ob. np. u Franzelina. De Deo trino; Hurter, Theol. dogmatica; H. Klee, Manuel de l'Histoire des dogmes chrétiens i t. p. 

  6. Mgr. Laouenan. Le Brahmanisme, t. II, str. 178—189. 

  7. Mabire. Manuel de l'histoire des dogmes chrétiens, t. I, str. 256. 

  8. Dict. des sciences philosophiques. str. 1341. 

  9. Ob. w tymże Dictionnaire art. Franck'a o Filonie str. 1309. 

  10. Ob. Révue des sciences ecclésiastiques, t. 46—49.