Żelazo (Okres Ż'a)

Gdyby wierzyć wiedzy przedhistorycznej, opartej na transformistowskiem pojęciu o nieustannym postępie ludzkości, wszystkie ludy zaczynałyby swój cywilizacyjny rozwój od wyłącznego używania kamienia w przemyśle domowym. Później, kolejno w długich przerwach czasu miałby nastąpić bronz, a potem żelazo w wyrobach przemysłu.

Takie następstwo absolutnie w niczem się nie sprzeciwia tekstom biblijnym; jeśli się bowiem uzna za rzecz pewną, że pierwszy człowiek został wyposażony w przymioty moralne i umysłowe, które — nawet po jego upadku—czyniły zeń coś więcej, niż człowieka dzikiego, to nic nie przeszkadza, aby przemysł jego nie był w początkach zbyt wysokim. Być może, iż Bóg, który go wyposażał w miarę przewidywania jego potrzeb, pozostawił mu zasługę czynienia samemu odkryć tego wszystkiego, co mogło się przyczynić do jego dobrobytu i stawiać stan jego społeczny na wysokości pochodzenia jego i przeznaczeń. Można wierzyć przeto, że człowiek początkowo ograniczał się do wyłącznego używania kamienia. Etnologia nas zresztą poucza, że nieznajomość metali nie przeszkadzała istnieniu pewnej jakiejś cywilizacyi. Wiele tego dowodów daje nam Oceania. Przypuszczeniu temu nietylko nie sprzeciwia się Biblia, ale raczej mu sprzyja, gdy pozwala nam upatrywać wynalazek metalów w Tubalkainie, przedstawicielu kainitów w siódmem pokoleniu. Zastrzegamy się jednak, że niema konieczności w tem znaczeniu rozumieć odnośnych tekstów biblijnych i że być bardzo może, iż Biblia dlatego właśnie wspomina Tubalkaina, że był doskonale obeznany ze sztuką metalurgiczną.

Pomiędzy metalami, jakie obrabiał Tubalkain, wymienia Biblia żelazo obok bronzu. Nie można zatem powiedzieć, aby Biblia dawała pierwszeństwo jednemu z tych metalów przed drugim. Trzeba jednak przyznać, że daleko częściej wspomina o bronzie niż o żelazie. Widocznie metal ten miał większe znaczenie w przemyśle owych czasów. Może historya świecka więcej jeszcze kładzie nacisku na tę przewagę bronzu w cywilizacyach wschodnich, ale nie mniej świadectw daje ona o znajomości żelaza w najodleglejszej starożytności. Mariette przeczył, aby znano ten metal w Egipcie za pierwszych dynastyi, ale później Maspero znalazł go w wielu piramidach, które, jak się zdaje, sięgają czasów szóstej dynastyi. Przypuszcza on nawet, że używano żelaza do budowy wielu pomników z czasów czwartej dynastyi.

Podług Milloné'go, żelazo w Chinach sięgałoby aż roku 2222 przed erą chrześcijańską. W każdym razie jednak miał je wyprzedzić bronz, którego używano obok kamienia już za czasów Fo-ti (r. 2953). Mówiąc jednak prawdę, już sama ta dokładność w przedmiocie tak trudnym budzi w nas pewną nieufność.

Na drugim krańcu Azyi, w Troadzie, bronz również wyprzedził żelazo; Schliemann bowiem w sławnych wykopaliskach, jakich dokonał w Hissarliku, na przypuszczalnem miejscu starożytnej Troi, napotkał żelazo tylko w zwierzchniej części pokładu, podczas kiedy bronz na równi z kamieniem obficie znajdował się we wszystkich słojach rzeczonego pokładu. Prawda, że trzeba wziąć na uwagę wielką łatwość oksydowania się żelaza. Tej okoliczności możnaby słusznie przypisać całkowity brak żelaza w wielu stacyach archeologicznych; przekonywamy się bowiem z Homera, że za jego czasów doskonale znano żelazo, jakkolwiek on sam daleko częściej wspomina o bronzie.

W Assyryi żelazo było w codziennem użyciu od końca ósmego wieku przed Chrystusem. Poszukiwacz w pałacu Khorsabad, Wiktor Place, znalazł w nim olbrzymie nagromadzenie żelaza, którego ciężar oceniał na 160,000 kilos. Były tam między innymi przedmiotami łańcuchy, lemiesze, młoty, drągi żelazne, motyki, haki i t. p. przedmioty, używane dziś jeszcze w przemyśle.

Szereg trzech okresów: kamienia, bronzu i żelaza tak dalece nie stanowi koniecznego jakiegoś prawa, narzucającego się całej ludzkości, że, zdaniem wszystkich prawie archeologów, prawu temu nie podlegały ludy afrykańskie. Zdaje się, że ludy rzeczone od wieków znały żelazo. Może to pochodzić stąd, że w krajach ich znajdują się szczególniej bogate rudy żelazne; miałoby się jednak pewną chęć zapytać, czy przypadkiem metalurgiczne owe wiadomości Afrykanów nie są dziedzictwem po Tubalkainie, prawdopodobnym ich praojcu, według najświeższej teoryi.

Jakkolwiekby się rzecz miała z innymi częściami kuli ziemskiej, na to jedno zgodzić się musimy, że przynajmniej do Europy północnej i zachodniej trzy owe okresy zastosować się dają (ob. art. Kamień, Bronz). W Europie zachodniej wiek kamienia bez żadnej wątpliwości wyprzedził najście Aryów czyli Indo-Europejczyków i przypadł na czasy, zwane powszechnie epoką czwartorzędową. Później przybyli na zachodnie krańce Europy Celtowie, pierwsza odrośl wielkiej rodziny aryjskiej. Wskutek stosunków ich z ludami azyatyckimi, a zwłaszcza z Fenicyanami, wszedł niebawem bronz do przemysłu Celtów. Wreszcie, około czwartego wieku przed Chr. przybywa na zachód nowa gałąź tejże rodziny aryjskiej, Gallowie, którym można przypisywać wprowadzenie żelaza. Tym-to nowym przybyszom, osiadłym wówczas przeważnie we wschodnich stronach dzisiejszej Francyi, powszechnie przypisują wznoszenie tumulusów czyli grobowców, w których się po raz pierwszy może pokazuje przemysł żelazny.

Dawniejsze prawdopodobnie ślady tego przemysłu znaleziono w dolinie Dunaju i w północnych Włoszech, ale odkrycia te potwierdzają tylko nasze przypuszczenie o pochodzeniu żelaza, historya bowiem nas uczy, że w tych właśnie stronach siedzieli przeważnie Gallowie, zanim przeszli następnie do kraju, który później miał się nazywać Gallią transalpejską. Z tych-to właśnie okolic, podług wszelkiego prawdopodobieństwa, przybywały owe wojownicze tłumy, które pustoszyły Rzym w r. 390 przed Chr.

Najdawniejszem z pewnością wykopaliskiem z okresu żelaza jest wykopalisko z Hallstadt, niedaleko Salcburga w Austryi. Tam-to znajduje się obszerne i sławne cmentarzysko, którego badania dostarczyły ogromnego mnóstwa przedmiotów z bronzu i z żelaza, wcześniejszych z pewnością od epoki rzymskiej, gdyż nie znaleziono tam żadnej monety. Jednakże archeologowie, najbardziej skłonni do rozciągania chronologii czasów przedhistorycznych, przyznają, że cmentarzysko to nie może sięgać zbyt daleko w przeszłość. Wprawdzie francuski archeolog, Chantre, mówi coś o XIII lub XIV wieku przed erą chrześcijańską, ale niemieccy uczeni uważają tę cyfrę za zbyt przesadzoną. Jeden z nich, Undset, umieszcza najdalszy kraniec cywilizacyi, zwanej hallstadzką, na piąty wiek przed Chr. Inny znów, Sacken niejaki, naznacza jej trwanie od owej epoki czasu aż do początków cesarstwa rzymskiego. Daty te, zamiast obalać, potwierdzają raczej gallijskie pochodzenie żelaza w Europie.

Mortillet chciałby, żeby po okresie hallstadzkim następował drugi okres żelaza, zwany marneńskim, albowiem byłby głównie reprezentowany przez liczne cmentarzyska gallijskie, znajdowane w departamencie Marny; ale niema powodu, dlaczegoby nie można uważać tych cmentarzysk za współczesne owym tumulusom, tak licznie rozsianym po wschodniej Francyi. Chyba samo tylko upodobanie w systematyzowaniu i nagromadzaniu wieków ze szkodą chronologii tradycyjnej mogło skłonić tego prawodawcę archeologii tradycyjnej do rozróżnienia tych dwóch epok.

Gallijski okres żelaza od samego początku swego przypada na czasy historyczne. Zdaje się nawet, że tak samo się rzecz ma odnośnie do całej Europy, a możnaby prawie powiedzieć,—odnośnie do całego świata, z wyjątkiem Afryki. Prawda, że do rozmaitych stron świata wprowadzono żelazo w epokach czasu bardzo rozmaitych; Grecya naprzykład i Włochy poznały ten metal na wiele wieków przed Danią, dokąd je wprowadzono dopiero za czasów ery chrześciańskiej; ale wszak wiadomo, że podobnież w różnych odstępach czasu zaczynała się historya dla tych krajów. Z czego znów wynika, że okres żelaza nie ma w sobie nic przedhistorycznego. Odkrycia archeologiczne mogły go nowem światłem rozjaśnić, ale w rezultacie w niczem nie zmieniły one zasadniczych wiadomości o tym okresie, jakie oddawna zawdzięczamy dokumentom pisanym, zwłaszcza biblijnym.

(Hamard).

X. W. S.