Zwierzęcość (Cechy znamienne Z'i)
Szkoła ewolucyonistyczna bezustannie usiłuje zatrzeć granice, jakie, według dawnego przekonania, rozgraniczają rozmaite królestwa. Celem jej jest złączenie minerału z człowiekiem za pomocą nieprzerwanego szeregu jestestw, by wreszcie bez uciekania się do cudu stworzenia wyjaśnić ukazanie się i rozwój życia na ziemi! Żeby wypełnić próżnię, dzielącą materyę martwą od materyi organicznej, rzeczona szkoła wynalazła Bathybiusa; żeby zaś połączyć węzłem rodowodowym człowieka ze zwierzęciem, wytworzyła ona Anthropopitekusa (ob. te wyr.). Pozostawało jeszcze tylko połączyć w jedno dwa królestwa organiczne przez wzajemne ich pomięszanie: królestwo mianowicie zwierzęce i królestwo roślinne, co zresztą mogło się wydawać rzeczą względnie łatwą i czego właśnie uczynić nie omieszkano. Zobaczmy, do jakiego stopnia przedsięwzięcie to się udało.
Funkcye życiowe, to jest czynności, przez jakie objawia się życie jakiegoś jestestwa, dzielą się zazwyczaj na funkcye życia roślinnego i na funkcye życia zwierzęcego. Pierwsze są wspólne w zasadzie dwom królestwom organicznym; drugie są wyłączną własnością zwierząt.
Na nieszczęście, rozdział między temi funkcyami nie zawsze bywa łatwy. Niektórzy przyrodnicy tak nadmiernie zwiększali i jedne i drugie funkcye, że w końcu znieśli jednę z dwóch grup i u zwierzęcia dostrzegali albo same tylko funkcye zwierzęciu właściwe, albo, przeciwnie, same tylko funkcye, wspólne zwierzęciu i roślinie.
Wypada nam tu przedewszystkiem ocenić przesadę, z jaką niektórzy traktują tę sprawę, odmawiając do pewnego stopnia zwierzętom funkcyi życia roślinnego, i skutkiem tego nadmierny kładąc nacisk na ich cechy odrębności. W tym celu dajemy tu krótki rzut oka na funkcye rzeczone.
1. Funkcye życia roślinnego. skopiuj
Funkcyami temi są: pożywienie właściwie zwane, wchłanianie, obieg soków po żyłach, pocenie się, wydzielanie, oddychanie i odtwarzanie się.
Pożywienie u zwierzęcia odbywa się najczęściej przy pomocy organu, którego brak roślinom, t. j. przy pomocy żołądka. Ponieważ wszakże organ ten nie u wszystkich zwierząt istnieje, — brak go naprzykład u grupy pierwotniaków i u pewnych wymoczków,—przeto z tego wynika, że nie można podawać trawienia za charakterystyczny przymiot zwierzęcia.
Toż samo powiedzieć trzeba o cyrkulacyi czyli obiegu soków, o poceniu się i wydzielaniu. Klaudyusz Bernard powiada, że sok u roślin i krew u zwierząt mają te same własności i podobny skład chemiczny. Niesłusznie też samym tylko zwierzętom przypisuje się materye azotowe, znane w chemii pod nazwą pierwiastków bezpośrednich, albo związków białka (albuminoidów). Niesłusznie również upatruje się wyłącznie tylko u roślin substancye nie-azotowe. Oba te gatunki składników chemicznych należą jednakowo do zwierzęcia jak do rośliny, i są nieodzownie konieczne do objawów życiowych obu królestw organicznych.
Transpiracya i sekrecya, czyli pocenie się i wydzielanie jako funkcye życia roślinnego, przedstawiają również w obu tych królestwach bardzo wyraźne cechy podobieństwa. Transpiracya polega na pewnym rodzaju pocenia się, odbywającego się przez organa liściowe, skutkiem którego rośliny wydzielają z siebie prawie dwie trzecie płynu, czerpanego przez korzenie. Sekrecya obejmuje wyrabianie się i naturalne odrzucanie pewnych wilgoci, jak ślina, uryna, pot u zwierząt, a gumma, żywica, balsamy, oleje naturalne u roślin. I tu znów mamy najzupełniejsze podobieństwo pomiędzy objawami życiowemi obu królestw.
Długi czas utrzymywano, że oddychanie stanowi wyjątek od ogólnej zasady, że ono odbywa się w sposób zupełnie przeciwny u zwierząt i u roślin, że u zwierząt polega na wyzbywaniu się kwasu węglanego, powstającego z połączenia kwasorodu z węglem, podczas kiedy u roślin kwas węglany, wchłaniany i rozkładany przez liście, pozostawia roślinie jeden z tych pierwiastków, t. j. węgiel, a drugi—kwasoród oddaje atmosferze, powietrzu, czem się przyczynia do jego oczyszczenia.
W rzeczywistości zaś oddychanie zarówno u roślin jak u zwierząt polega na połączeniu kwasorodu i węgla, oraz na wyzbywaniu się wynikającego z nich kwasu węglanego. Objawem przeciwnym, który brano za objaw oddychania, jest w rzeczywistości objaw odżywiania się, który się odbywa za pośrednictwem zielonych cząstek roślin i pod bezpośrednim wpływem słońca. Wyzbywanie się kwasorodu bywa w tych warunkach tak znaczne, iż nie dozwala stwierdzić dokonywającego się jednocześnie wyzbywania się kwasu węglanego; ale jeśli się obserwacya odbywa o zmroku, albo też nad roślinami niezabarwionemi na zielono, wówczas łatwo dostrzedz to ostatnie wyzbywanie się.
Oddychanie zatem nie różni się u zwierząt i u roślin. Co się zaś tyczy objawu, który brano za jedno z oddychaniem, to i tego objawu nie można uważać za cechę charakterystyczną królestwa roślinnego, gdyż spotykamy go u niektórych zwierząt niższego rzędu, jak u zielonych wężów wodnych, obdarzonych materyą zieloną czyli chlorophylem.
Porównawcze te badania moglibyśmy rozciągnąć do funkcyi, dotyczących rozmnażania się gatunków, gdzie również znaleźlibyśmy bardzo uderzające podobieństwa, które zresztą nikomu nie są obce. Prawda, że u roślin połączenie się płciowe bywa wogóle w jednem osobniku; ale i mnóstwo zwierząt, zajmujących zwłaszcza niższe stopnie drabiny zoologicznej, bywa również dwupłciowemi hermafrodytami. Prawdą jest również, że rośliny mają inny jeszcze sposób rozmnażania się, a mianowicie przez odcinanie gałązek i sadzenie takowych. Ale też samą cechę odnajdujemy również u wielu zwierząt. Rozradzanie się pączkowate jest dobrze znane w zoologii, a sławne przed stu laty z górą doświadczenia genewianina Trembley'a, dokonywane nad polipami wodnymi, wykazały, że dość było przeciąć te zwierzątka na dwie lub więcej części, aby z nich powstało tyleż najzupełniej podobnych do siebie osobników.
A zatem, charakterystycznych cech zwierzęcości nie należy szukać w czynnościach, słusznie zwanych funkcyami życia roślinnego. Obaczmy teraz, czy przedstawiają nam te cechy funkcye życia zwierzęcego:
2. Funkcye życia zwierzęcego. skopiuj
Cuvier uważał pięć następujących cech za istotne cechy zwierzęcości: czucie zmysłowe, poruszanie się, trawienie, zawilszy nieco skład chemiczny i pewien sposób oddychania. Wiemy, co sądzić o trzech ostatnich cechach, pozostaje nam ocenić dwie pierwsze.
Czucie zmysłowe i poruszanie się należą do funkcyi stosunkowych, to znaczy do tych objawów życiowych, które mają na celu wprowadzenie zwierzęcia w pewien stosunek do świata zewnętrznego. Funkcye te Bichat oznacza jako czynności życia zwierzęcego, czyli, innemi słowy, przedstawia je—zgodnie ze wszystkimi przyrodnikami i filozofami, począwszy od Arystotelesa, a skończywszy na Cuvierze—jako wyłączną własność zwierzęcości. Ale czy tak jest w rzeczywistości? — Nie, odpowiada Klaudyusz Bernard. „Objawy poruszania się i czucia, powiada on, nie są dostatecznymi pierwiastkami rozróżnienia. I owszem, w nich właśnie znajdujemy nowe powody upodobnienia życia zwierzęcego z życiem roślinnem." I na czemże opiera ten głośny fizyolog swe przeczenie ogólnie przyjętej opinii?—Na tem, że, jak utrzymuje, istnieją pewne jestestwa sporne, których niewiadomo, do jakiego zaliczyć królestwa, opiera się dalej na istnieniu ruchu i pewnego czucia w roślinach wyższego rzędu, na tym wreszcie fakcie, że też same czynniki anertetyczne czyli znieczulające, jak chloroform, eter i t. p., przytępiają czucie i sprowadzają też same skutki w obu królestwach organicznych.
Zapomina Klaudyusz Bernard, że zwierzę miewa rozmaite ruchy. Rozróżniamy trzy gatunki takowych: naprzód, ruchy mechaniczne, przejmowane z zewnątrz albo raczej pochodzące od jakiejś siły fizycznej, np. od siły ciążenia; powtóre, ruchy automatyczne, czyli organiczne, których źródło znajduje się w zwierzęciu, które wszakże są najzupełniej niedobrowolne, jak np. ruch wnętrzności ułatwiający trawienie, bicie serca i t. p.; wreszcie, ruchy dobrowolne, zwierzęce czyli autonomiczne, których przyczyną bywa najczęściej uprzednio doznawane wrażenie zmysłowe. Tylko te ostatnie ruchy przypuszczają zdolność poruszania się, która-to zdolność znów przypuszcza jakąś wrażliwość zmysłową. Te więc ruchy przedewszystkiem mają być przedmiotem naszego tu zastanowienia. Jeśli wrażliwość zmysłowa jest rzeczywiście znamienną cechą zwierzęcości, to powinniśmy ją spotykać u wszystkich zwierząt i jedynie tylko u nich. Cała trudność tego rodzaju badania polega na rozróżnieniu trzech gatunków ruchu.
W nas samych łatwem jest to rozróżnienie; my posiadamy świadomość woli, przewodniczącej czynom naszym. Kiedy widzimy że inni ludzie lub zwierzęta działają tak, jak my-byśmy działali, że wykonywają ruchy podobne do naszych ruchów, że poszukują tego, co przyjemne, a unikają tego, co mogłoby im szkodzić, wówczas skutkiem tej analogii zwykliśmy mówić, że ci ludzie lub te zwierzęta są obdarzeni tak samo jak my zdolnością czucia. I rzeczywiście się zdaje, że one posiadają zdolność wyboru; ale wybór przypuszcza wolę, wola zaś ma za punkt wyjścia wrażliwość zmysłową.
Nie łatwo daje się oznaczyć cechy znamienne, przy pomocy których można rozpoznać, że ruch jakiś jest dobrowolny. Natomiast ogólnie powiedzieć można, że wszelki ruch prawidłowy, stały, zwłaszcza poprzedzony objawem jakimś fizycznym, winien być uważany za automatyczny czyli mechaniczny. I przeciwnie, wszelki ruch nieprawidłowy, przerywany, bez jakiejś widocznej przyczyny fizycznej, jest prawdopodobnie dobrowolny.
Ażeby ruch jakiś był dobrowolny niema konieczności, by następowała całkowita zmiana miejsca. I to właśnie stanowi trudność, o którą się przez długi czas rozbijano. Sam nawet Buffon zdawał się powątpiewać, czy częściowa lokomacya mogła być tak samo jak całkowita charakterystyczną cechę zwierzęcości. A jednak pomiędzy jedną a drugą niepodobna wynaleść essencyonalnej różnicy. My sami jesteśmy obdarzeni tymi podwójnymi ruchami, a wiemy, że one zależą od tych samych przyczyn.
Teraz, kiedy wiemy prawie, po jakich znakach się rozpoznaje, czy ruch jakiś jest dobrowolny i czy skutkiem tego byt jakiś jest obdarzony wrażliwością zmysłową, zastosujmy te wiadomości do jestestw spornych, których nie można było zaliczyć, jak utrzymuje Klaudyusz Bernard, do żadnego z królestw organicznych.
Oczywiście, jestestw tych o cechach niewyraźnych nie znajdziemy na wyższych stopniach drabiny zoologicznej lub roślinnej, lecz u dołu na pograniczu obu królestw. Do tych jestestw należą naprzykład grupy szkarłupniów (ehimodermów), jamochłonnych (celenterów), pierwotniaków (protozoów), o których naturze na pierwsze wejrzenie trudno wyrobić sobie pojęcie. Niemniej jednak obecność pewnego organu trawienia razem z otworem gębnym, z żołądkiem, z trzewiami i na ogół z otworem tylnym u pierwszej grupy, z otworem gębnym i z jamą do trawienia u drugiej grupy, u korali naprzykład, u wężów wodnych, u gąbek, to wszystko, powiadam, dozwala anatomowi w większości wypadków nawet bez względu na ruchy danego jestestwa orzec coś pewniejszego. Ale nie tak się rzecz ma z jestestwami mikroskopijnemi, z wymóczkami stanowiącymi typ pierwotworów, ostatnią klassę królestwa zwierzęcego. U tych, właściwie mówiąc, niema organizmów. Jest-to nic więcej, tylko kropelka materyi galaretowatej,—sarcod czyli protoplasma (pierwotwór) zwanej, i w ogólności zawierającej we środku jąderko (nucleus) oznaczone punkcikiem nieco jaśniejszym. A jednakże przyrodnicy nie wahają się tych pierwotworów zaliczać do królestwa zwierzęcego.
Możnaby nie mieć żadnej wątpliwości co do otwornic (foraminiferów) czyli jestestw obdarzonych najczęściej muszelką, podobną do muszelek mięczaków, i tak licznych, że one same prawie tworzą liczne pokłady skorupy ziemskiej. Już sam ten fakt, że przez długi czas brano je za jedno z głowonogami (cefalopodami), to jest z mięczakami o najbardziej zawiłej organizacyi, dostatecznie dowodzi, że nie można wątpić o ich zwierzęcości.
Daleko mniej wszakże charakterystyczne i znamienne są infuzorye czyli wymoczki, dlatego tak zwane, że przepełniają płyny, nalane na substancye zwierzęce lub roślinne. Jednakże ich otwór gębny i drgające rzęsy, jakie je otaczają i służą im do chwytania pożywienia lub do pływania, łatwo pozwalają wnosić o ich zwierzęcości. Ruchów tych niewidomych w stanie spoczynku, a często żadnem oczywistem oddziaływaniem fizycznem nieokreślonych, nie można brać za jedno z ruchami automatycznymi.
Ale są wymoczki, o których naturze trudno coś pewnego powiedzieć,—to są ameby. Dziwne te jestestwa, zwane także proteami albo proteidami z powodu nieustannych zmian w ich kształtach, nie mają nawet owego jąderka środkowego, jakie znajdujemy u innych wymoczków. Nie dostrzegamy też u nich żadnego organu żywienia się i rozmnażania. Przypuszczają, że jestestwa te żywią się tak jak rośliny przez proste wchłanianie substancyi właściwych a rozmnażają się odcinkami t. j. przez odrzucanie klapek, czyli wystających cząstek ciała, które żyją w dalszym ciągu i tworzą odrębne skończone osobniki. Życie amibu objawia się samymi tylko ruchami. Zwyczajna ta kropelka bez żadnej określonej formy wysuwa z siebie i kolejno wciąga w swą massę pewne zaokrąglone przedłużenia swego ciała, coś w rodzaju rąk, które się wydłużają po tej stronie ciała, w kierunku której zwierzątko się zwraca.
Jakiejże tedy natury są ruchy owe, dostrzegane przez mikroskop u amiba? Czy są one dobrowolne, czy też wyłącznie automatyczne? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w następującym opisie Izydora Geoffroy Saint-Hilaire1: „Podobna do jakiejś plamki ruchliwej, która się kolejno w rozmaity sposób przedłuża, amiba idzie naprzód, zatrzymuje się, nanowo się porusza, albo znów się zwraca, jakgdyby cel swój zmieniała. Niekiedy taż sama kropelka łączy z sobą więcej tych zwierzątek, jednych kulistych jeszcze i w stanie spoczynku zostających, innych—o rozmaitych kształtach i zmieniających miejsce—albo niektórych części tylko, albo też całości swego ciała. Nierzadko widzieć można dwie takie kropelki jedną tuż obok drugiej, poddane wpływom zewnętrznym wspólnym dla obydwóch, a jednak poruszające się w kierunkach odmiennych, albo nawet wręcz przeciwnych: pomimo całej odrębności tej lokomocyi zwierzątka niepodobna nie uznać w niej pewnego wyboru, pewnego wewnętrznego i autonomicznego popędu. Odmawiając tego wyboru proteidom, odmówić go musimy wszystkim innym zwierzątkom..."
Ten „popęd wewnętrzny i autonomiczny" jest w rzeczywistości ruchem dobrowolnym, różnym od ruchu organicznego czyli automatycznego, którym tenże Izydor Geoffroy Saint-Hilaire tłómaczy nieco dalej chód sporów i antherozoidów—ciałek reprodukujących i zapładniających wodorosty (algi). Jego tedy zdaniem, ameby mają wolę, a skutkiem tego i wrażliwość zmysłową i zwierzęcość.
Atoli w pewnych razach może się zakraść pewne nieporozumienie co do natury ruchów. Takie ciałko naprzykład, należące do świata roślinnego, owe spory przed chwilą wspomniane, poruszają się w wodzie na sposób wymoczków. Wiadomo zaś, że spory zajmują takie stanowisko w klassie roślin skrytopłciowych, jak nasienie u roślin wyższego rzędu. Spory przy wyjściu z komórki-matki obdarzone zostają ruchami własnymi, mogącymi budzić pewne złudzenie. Opatrzone w ruchliwe rzęsy, zebrane w jeden tylko pęczek lub też rozrzucone po całej ich powierzchni, spory pływają w wodzie przez kilka minut, a nawet przez kilka godzin, a następnie osiadają na jakiemś ciele obcem, by złożyć zarodek i dać początek nowym algom. To podobieństwo ich do zwierzątek zjednało im nazwę zoosporów.
Inne ciałka, atherozoidy, które u pewnych alg spełniają zadanie czynników zapładniających, bywają obdarzone ruchami, podobnymi do ruchów zoosporów, ale daleko szybszymi i daleko od tamtych trwalszymi, gdyż często po dwóch lub po trzech dniach dopiero istnieć przestają.
Pytamy więc, co sądzić o tych ruchach właściwych zoosporom i antherozoidom, tym ciałkom zarodkowym i zapładniającym algi? Czy należy widzieć w nich ruchy autonomiczne i dobrowolne, najzupełniej podobne do ruchów wymoczków? Na to pytanie prawie wszyscy botanicy niemieccy odpowiadają twierdząco. Zdaniem ich, algi są roślinami, posiadającemi zarazem pewne życie zwierzęce, tak samo jak zwierzęta rozpoczynają swe istnienie od życia czysto roślinnego.
Wstrzemięźliwsi w poglądach są botanicy francuscy. Większość ich nietylko nie głosuje za zwierzęcością tych jestestw, ale wręcz przeciwne wypowiada zdanie. Jeden z nich powiada, że zoospory „są-to komórki roślinne napełnione barwnikiem (endochromem), nie mające w sobie nic zwierzęcego w żadnym okresie swego życia. Kiedy, kto je uważnie zbada, odrazu po ich zachowaniu się odróżni je od towarzyszących im wymoczków. Nie trudno dostrzedz, że ruchami wymoczków kieruje jakaś wola, pływają one szybko lub powoli, zatrzymują się i widocznie igrają ze sobą. Zoospory zaś poruszają się daleko prawidłowiej i zatrzymują się dopiero w chwili składania zarodka"2.
Doniosłość tego zagadnienia wymaga, abyśmy się przez chwilę nad niem zastanowili. Różnica wymoczków i ciał reprodukujących i zapładniających jestestwa skrytopłciowe stanowi rzeczywiście najważniejszy punkt omawianego tu pytania. Powiedzieliśmy, że aby ruch mógł być sprawdzianem wrażliwości zmysłowej, a tem samem i zwierzęcości, trzeba żeby był dobrowolny, jest zaś wtedy tylko dobrowolny, kiedy pochodzi z wyboru. Pytamy tedy, po czem można poznać w danem jestestwie istnienie zdolności wyboru?
Kiedy ruchy bywają nieprawidłowe, kiedy badane przez nas jestestwa, umieszczone w tem samem środowisku i tym samym poddane oddziaływaniom fizycznym, poruszają się w kierunkach rozmaitych, kiedy się w ruchu zatrzymują a następnie znów poruszają, kiedy kolejno i nieprawidłowo zwalniają lub przyspieszają biegu, kiedy zdają się wymijać przeszkody i igrać ze sobą, słowem kiedy bywają przerwy w ruchu i rozmaitość kierunku, wówczas niepodobna wątpić, że badane przez nas poruszające się jestestwa działają pod wpływem jakiejś woli, są to zatem jestestwa zwierzęce. Takiemi są rzeczywiście wymoczki. Ale czy znajdujemy te same cechy ruchów u zoosporów i antherozoidów alg?
Zdaniem pewnych przyrodników, odnajdujemy u tych ostatnich jestestw niektóre z tych ruchów, t. j. że niekiedy jestestwa te przybierają rozmaite kierunki, bez żadnego innego widocznie powodu prócz własnej woli. Ale na to, żeby u jestestw tych wytłómaczyć mechanicznie tę różność kierunków, wystarcza impuls czyli popchnięcie, jakiemu uległy przy wyjściu z komórki—matki. Zdarzyć się może również, że ciałka te, pod mikroskopem badane, będą miały pozór pewnego wahania się, lub samorzutnych ruchów kierunku, „ale najczęściej, powiada nam wspomniany wyżej botanik, ruchy te przypisać należy poruszeniom samego płynu, spowodowanym przez jego ewaporacyę, poruszeniom, które przyspieszają lub przeszkadzają pierwotnemu kierunkowi ruchu." Również i Thuret, któremu botanika skrytopłciowa zawdzięcza po części nowoczesny swój postęp, przyznaje, że zjawiska, dostrzegane pod mikroskopem, mogą nie zawsze przytrafiać się w naturze. Dodajmy przytem, że nieraz już brano prawdziwe wymoczki za ciałka reprodukujące i zapładniające algi—i odwrotnie. Stąd pochodzi ta niezgodność badaczów odnośnie do charakterystycznych cech i jednych i drugich jestestw. Jedna wszakże jest cecha tych ostatnich jestestw, której nikt nie zaprzecza, to jest prawidłowość ruchów.
Pewien uczony botanik, Seynes, porównywa ten ruch prawidłowy do ruchu spadającej sprężyny. Ciałek tych nie widać raz w stanie spoczynku, drugi raz w stanie ruchu, jak-to bywa u wymoczków; jeśli się kiedy zatrzymują, to zatrzymują się na zawsze. Gdybyśmy mogli z tymi prawidłowymi ruchami porównywać przez analogie jakie ruchy w nas samych, to chyba ruchy serca. Ale czyż te ruchy są dobrowolne? Bynajmniej; ruchy te wywołuje działanie organów, na które wola nie wywiera żadnego wpływu i które są czysto automatyczne. Czemuż więc mamy przypuszczać, że podobne ruchy u jestestw niższego rzędu są wskazówką istnienia jakiejś woli? Zresztą, jest pewien fakt, o którym nie godzi się zapominać, t. j. że wszystkie ciała organiczne lub nieorganiczne, doprowadzone do stanu krańcowej cienkości, wykonywają w płynach pewne ruchy, zwane od nazwiska uczonego, który pierwszy rozpoznał ich naturę, ruchami brownowskimi,—ruchy czysto mechaniczne, które wszakże możnaby brać za jedno z ruchami dobrowolnymi albo przynajmniej organicznymi, za jakie je też przez długi czas brano. Na tych-to złudnych pozorach oparci, niektórzy przyrodnicy uważali niegdyś za zwierzątka ziarnka pyłkowe roślin jawnokwiatowych (phanerogamy). Dziś zaś dowiedziona-to rzecz, że te ruchy żadną miarą nie były wskazówką jakiejś woli, ani nawet jakiejkolwiek żywotności; nie mniej wszakże i dziś jeszcze w wielu wypadkach błądzić można, i mogłoby być nawet, że niektóre z tych rzekomych ruchów dowolnych, u algów zauważonych, nie są nawet ruchami organicznymi, ale są poprostu skutkiem jakiejś przyczyny ogólnej i czysto fizycznej.
Uwagi powyższe stosują się nietylko do ciał reprodukujących algi, lecz do wszystkich jestestw stworzenia, zarówno wielkich jak małych. Przy świetle tych uwag możemy powziąć pewne przekonanie o naturze wszelkich ruchów, ujawniających się w tych jestestwach, bylebyśmy je dostatecznie zbadali. Przy pomocy tych właśnie zasad udało się rozpoznać naprzykład, że ruchy czułoziół (mimozy) nie pochodzą ani z woli jakiejś ani z rzeczywistej wrażliwości zmysłowej. Z chwilą, kiedy to zjawisko powstaje tylko wskutek jakiegoś oddziaływania zewnętrznego, jakiem jest naprzykład podrażnienie, wywoływane u podstawy liści, z chwilą zwłaszcza, kiedy zjawisko to stale wynika ze zniknięcia światła, niema wówczas żadnej wątpliwości, że mamy przed oczyma zwykły ruch automatyczny.
I to również zauważyć trzeba, że, zważywszy nadmierną maleńkość obserwowanych jestestw, nie zawsze można z łatwością rozpoznać prawdziwą naturę ich ruchów. Długi czas naprzykład można było się wahać, do którego z dwóch królestw wypadało zaliczyć owe mikroskopijne organizmy—zarodki tego mnóstwa chorób—które to zarodki zyskały sobie smutny rozgłos pod mianem mikrobów. Dziś zaś dosyć powszechnie zgadzają się na to, aby upatrywać w nich pewne bardzo nizkiego rzędu rośliny, pokrewne algom i grzybkom, do tego zaś wniosku doprowadziła właśnie natura ruchów tych jestestw. Prawdą to jest szczególnie odnośnie do pewnej ważnej grupy mikrobów, znanych pod nazwą bakteryi, tak zwanych dla swej formy laseczkowatej. „Kiedy się bada i analizuje sposób lokomocyi Bacterium termo, powiada Dr. Troessard, kiedy się zwłaszcza porównywa ruchy wymoczków rzęsowatych, jakie się widzi często pod mikroskopem razem z tamtym pływające, uderzonym się jest różnicą, jaka między nimi zachodzi. Wymoczek idzie naprzód i wraca, biegnie szybko albo się powoli przechadza, cofa się i zmienia miejsce to na prawo to na lewo, słowem, ruchy jego zdradzają jakiś rodzaj woli. Tymczasem nic podobnego nie widzimy u bakteryi: ruch wahadłowy, ożywiający bakteryę, bywa zawsze ten sam i pcha ją w prostym kierunku, jakby kamień jakiś wyrzucony z procy; nigdy się nie cofa ani dobrowolnie z drogi nie zbacza, jedynie tylko pod wpływem zewnętrznego jakiegoś oddziaływania, naprzykład wskutek uderzenia o inną bakteryę napotkaną na drodze, zupełnie jak pocisk jakiś o mur uderzający. Kiedy jedna z bakteryi trafia na przeszkodę, pozostaje bez końca przed tą przeszkodą, wahając się nieustannie i nie dając żadnego znaku znurzenia, dopóki nie uwolni jej inna jakaś przyczyna, na prawo lub na lewo ją usuwająca"3.
Nie twierdzimy bynajmniej, aby tę sprawę należało jednakowo rozwiązywać odnośnie do wszystkich organizmów tego rodzaju. Każdy rozumie, że nie zawsze jest łatwo orzec coś stanowczego odnośnie do jestestw, które wielkością nie dosięgają nawet jednej tysiącznej milimetra; ale, sądząc z rezultatów, do jakich już dziś doszła nauka, widzimy, że pomiędzy dwoma królestwami: zwierzęcem i roślinnem, zachodzi różnica ścisła i dokładna, oraz, że mamy wszelkie prawo się spodziewać, iż z czasem uda się różnicę tę stwierdzić na ostatecznych krańcach życia. Cała trudność w osiągnięciu już dziś tego zadania polega na dzisiejszej niedoskonałości środków badań mikroskopijnych.
Hamard.
X. W. S.