Wiek złoty ludzkości

Większość ludów starożytnych przekazała nam mniej lub więcej przeinaczone wspomnienie jakiejś ery szczęścia i sprawiedliwości, przez którą w początkach przechodziła ludzkość, a którą zowią złotym wiekiem ludzkości. „Wówczas, powiada Hezyod (Dies et Opera), jakoby bogowie żyli ludzie bez trosk i niepokojów, bez boleści i pracy; nie znane im były towarzyszące starości niedomagania; po zażywaniu uciech młodości nawet w najbardziej podeszłym wieku przechodzili oni do śmierci, jakoby do snu słodkiego; śmierć ich była tylko snem błogim; urodzajna ziemia sama im dostarczała najsmaczniejszych owoców; obfitość wszystkiego nie dawała powodów do zazdrości; łagodne, dobrowolne starania, jakie podejmowano około potrzeb własnych, usuwały znudzenie i próżniacze używanie."

Po owym złotym wieku, w którym wolno dopatrywać jakiegoś niewyraźnego wspomnienia raju ziemskiego, nastąpił, zdaniem poety greckiego, wiek srebrny, wiek miedziany albo bronzowy i wiek żelazny, ostatni i ze wszystkich najgorszy, nacechowany zmęczeniem, kłopotami i nieszczęściami bez liku.

W pojęciu zatem starożytnych istniałoby w ludzkości ciągłe obniżanie się. Dziś wszystko dzieje się inaczej. Zamiast wskazanych wyżej czterech okresów — archeologia przedhistoryczna stawia okresy: kamienia łupanego, kamienia gładzonego czyli szlifowanego, bronzu i żelaza, które-to okresy są bezwzględnem zaprzeczeniem okresów pierwszych, gdyż zamiast ciągłego zwyrodniania się mówią o ciągłym pochodzie ludzkości ku wyżynom postępu. Prawda, że i w drugiej teoryi wiek bronzu i żelaza kończy seryę okresów, ale w rzeczywistości jednakowe te nazwy odpowiadają w obu teoryach pojęciom najzupełniej różnym, a to dlatego, że w drugiej teoryi nazwy te są brane w znaczeniu dosłownem, podczas, gdy w pierwszej stoją w znaczeniu przenośnem. Kiedy mówimy dziś o wieku kamienia, bronzu i żelaza, chcemy przez to powiedzieć poprostu, że w odnośnym czasie człowiek używał broni i narzędzi domowych z kamienia, bronzu i żelaza, bez żadnego stosowania tych pojęć do mniej lub więcej pomyślnych lub niepomyślnych warunków jego istnienia lub sposobu życia.

Stawiamy tedy pytanie, czy dwa te pojęcia — starożytne i nowoczesne, są zupełnie ze sobą sprzeczne? Otóż nie zupełnie. Aczkolwiek ani jednego ani drugiego z tych pojęć nie można przyjmować bez pewnych zastrzeżeń, to natomiast oba te pojęcia razem są częściowo zgodne z rzeczywistością faktów. Razem ze starożytnymi trzeba zgodzić się na to, boć samo objawienie to stwierdza, że człowiek był stworzony w stanie niezrównanej szczęśliwości, którą przez grzech postradał. Rozumie się, że na to, aby być szczęśliwym, nie potrzebował on nic z tego wszystkiego, co stanowi dzisiejszą naszą cywilizacyę. Pomimo to nie był on ani dzikim, ani nawet barbarzyńcą. Jakikolwiek mógłby być zakres jego wiadomości naukowych, był on obdarzony najpodnioślejszymi przymiotami umysłowymi i moralnymi, a to samo wystarczało, aby był istotą cywilizowaną... Można przypuszczać nawet, że przymioty te i własności nie znikły bezpośrednio po grzechu, i że człowiek w zasobach swej przedziwnej inteligencyi znalazł sposób zapobiegania wszystkim swym najkonieczniejszym potrzebom. Atoli same te wymagania życia materyalnego powoli odwróciły umysł jego od prawd oderwanych i wytworzyły z czasem pewne względne barbarzyństwo.

Z tego względu możemy mówić, że człowiek rozpoczął istnienie od wieku złotego; tylko niedokładnością byłoby twierdzić, że to obniżanie się ludzkości postępowało we wszystkich czasach, a zwłaszcza, że widoczne było u wszystkich narodów. Już za czasów Hezyoda wiele grup narodowych podniosło się materyalnie z pierwotnej nizkości, która zresztą prawdopodobnie nigdy nie była całkowitą i bezwzględną: Chaldea, Fenicya, Egipt zwłaszcza protestowały wówczas przeciw głoszonemu przez greckiego pisarza systemowi zwyrodnienia.

Dziś byłby ten system jeszcze bardziej do przyjęcia niemożliwy. Zachodnia nasza cywilizacya, zaszczepiona przez chrześcijaństwo na ludach niezaprzeczenie barbarzyńskich, doskonale dowodzi, że naród w postępie iść naprzód może. Wiedza nowoczesna, która niesłusznie zapomina o pierworodnym upadku i stosuje swój system do całego świata, ma słuszność przynajmniej gdy twierdzi, że postęp społeczny, rzeczywisty jeśli nie ciągły, dokonywał się w krajach Europy Zachodniej od czasu, kiedy człowiek objął je w posiadanie. Toż samo twierdzą jednozgodnie historya i archeologia. Pierwsza okazuje nam Gallów barbarzyńcami, nie ustępującymi w dzikości wielu afrykańskim plemieniom, zwiedzanym i opisywanym przez podróżników współczesnych. Archeologia znów, bardziej od historyi owych epok dokładna, okazuje nam na wielu miejscach poukładane jedne nad drugiemi warstwy różnych wyrobów przemysłu, z których najdoskonalsze wyroby są w warstwach zwierzchnich, a najgrubsze w warstwach niższych.

Z całości faktów tego rodzaju zawnioskowano: 1-o że ludzie, zamieszkujący kraje Europy zachodniej wyrabiali początkowo sprzęty swe wyłącznie z drzewa, z kości i z kamienia tylko łupanego; 2-o że później zaczęli kamień gładzić; 3-o że jeszcze później do kamienia dołączali wyroby z bronzu; 4-o że wreszcie przyszli inni ludzie, którzy znali żelazo i stosowali je do wyrobu sprzętów domowych.

Stąd cztery epoki: 1-o epoka kamienia łupanego czyli paleolityczna (od παλαιος dawny, i λιϑος kamień); 2-o kamienia gładzonego czyli neolityczna (νεος nowy, λιϑος kamień); 3-o epoka bronzu; 4-o epoka żelaza. W odnośnych artykułach badamy fakta, potwierdzające lub zwalczające taki podział pierwotnych epok ludzkości (ob. art. Dawność człowieka).

(Hamard).

X. W. S.