Zabobon

I. skopiuj

Ogólną tą nazwą oznaczamy w teologii całą grupę błędów i zboczeń uczucia religijnego: zepsucie zewnętrznego kultu bożego, bałwochwalstwo, gusła, wróżby, magię i t. d. W zwyczajnej zaś mowie wyraz ten oznacza przedewszystkiem łatwowierność i ciemnotę, przypisujące pewne przesadne lub imaginacyjne znaczenie pewnym czynom lub wypadkom. Któż nie zna rozmaitych zabobonów ludowych odnośnie do dnia piątkowego lub poniedziałkowego, do liczby 13, do złego spojrzenia czyli uroku, odnośnie do pewnych dziwnych leków, modlitw, zażegnywań i t. p.?

II. skopiuj

Niepodobna tu nam wchodzić w szczegółowy rozbiór tych zabobonów oraz ich pochodzenia. Musimy tu tylko zaznaczyć zasady Kościoła w tym przedmiocie i usprawiedliwić je przed pewnymi upartymi zarzutami.—1-o. W religijnym swym kulcie Kościół nie dopuszcza nic, coby nie było rozumne, właściwe, godne zatwierdzenia z jego strony.—2-o. Nie dopuszcza on również, aby dla osiągnięcia jakiegoś celu używano środków nieodpowiednich do tego celu, albo też środków wyraźnie lub ubocznie dyabelskich. — 3-o. Kościół nie dozwala, aby się rządzono w życiu moralnem, a zwłaszcza w życiu religijnem pobudkami bez żadnej wartości, albo też faktami czysto przypadkowymi lub fikcyjnymi.—4-o. Ale natomiast zgadza się na czyny i na przedmioty pobożne, na zwyczaje religijne i ludowe, którym się nie sprzeciwia zdrowy rozum, wiara, doświadczenie, a nawet na te lub owe objawienia prywatne, potwierdzone przez kogo należy.

III. Zarzuty. skopiuj

1-o. Kościół jest wielką szkołą zabobonu: nie są-ż bowiem owocami i przyczynami zabobonów owe tajemnice i dogmata Kościoła, jego kult zewnętrzny i sakramenta, niezliczone owe benedykcye i pielgrzymki, połączone ze śmiesznemi zwyczajami, owe różańce i skaplerze, medaliki i Agnus Dei i t. d.?—2-o. Opowieści i roczniki kościelne są przepełnione wydarzeniami tego samego rodzaju, przypominającemi łatwowierność czasów przedhistorycznych, oraz baśnie pogaństwa.—3-o. Kościół wierzył w astrologię, czarnoksięstwo i magię.—4-o. Jeszcze dziś lęka się magnetyzmu, spirytyzmu, hypnotyzmu.— 5-o. Kościół wierzy w siłę zaklęć, egzorcyzmów i t. p., wbrew prawom i zjawiskom porządku czysto fizycznego i biologicznego.— 6-o. Kościół wierzy w nadprzyrodzoną skuteczność swych krzyżów wysokich i dzwonów przeciw piorunom, które właśnie te rzeczy ściągają.— 7-o. Cóż mogą pomódz owe procesye, suplikacye, wystawianie relikwii świętych, przeciw posusze lub deszczom? — 8-o. W ten sposób ulega Kościół we wszystkiem temu zabobonnemu instynktowi, który w każdym nadzwyczajnym lub niezrozumiałym objawie przypuszcza istnienie jakiegoś pierwiastku nadprzyrodzonego. Jakiemże prawem tedy może on potępiać i zwalczać zabobon u innych? Niechby tę sprawę pozostawił wiedzy ludzkiej do rozwiązania.

IV. Odpowiedź. skopiuj

1-o. Urzędowa nauka Kościoła, zatwierdzony przezeń rytuał w ceremoniach kościelnych i w sprawowaniu Sakramentów św. nie zawierają w sobie absolutnie nic zabobonnego. Tajemnice Kościoła są pewnemi rzeczywistościami niewidzialnemi, ceremonie jego są godłami, Sakramenta św. są nadprzyrodzonemi przyczynami skutków również nadprzyrodzonych, ale ani niewidzialnego pierwiastku tajemnic, ani nadprzyrodzoności, ani symbolizmu nie należy mieszać z zabobonem. Indziej powiedzieliśmy co należy sądzić o pielgrzymkach (ob. t. art.); jeśli miesza się do nich pierwiastek zabobonny, dzieje się to wbrew wyraźnej woli Kościoła, ale jakiż sposób wykorzenienia w jednym dniu wielowiekowych błędów i praktyk? Nie masz ani cienia zabobonu w błogosławieniu mnóstwa przedmiotów pobożnych lub nawet rzeczy, do codziennego użytku służących; jest-to tylko prośba o opiekę nad tymi, którzy przedmiotów tych używają, oraz zachęta do używania ich rozumnie i po chrześcijańsku. Zaufanie wiernych do krucyfiksów, różańców, skaplerzy, medalików, Agnusków i t. p. powinno być roztropne, i Kościół pragnie, aby takiem było, pod tym tylko warunkiem są one najzupełniej usprawiedliwione; że pomiędzy temi rzeczami zdarzają się niekiedy rzeczy podejrzanej wartości nie znaczy-to bynajmniej, aby inne nie miały rzeczywistej wartości. Co do modlitw, powtarzanych w pewnym porządku i w pewnej określonej ilości, mogą być potemu, i są rzeczywiście bardzo poważne powody; dość zajrzeć do pierwszego lepszego podręcznika nabożeństwa różańcowego naprzykład, aby się przekonać, że niema w niem nic zabobonnego. Zresztą, każdy katolik wie dobrze, że ta lub owa liczba, to lub owo nagromadzenie pewnych określonych wyrazów, same przez się żadnego wpływu wywierać nie mogą.

2-o. Nie przeczymy, że w opowiadaniach, a nawet w rocznikach kościelnych zdarzają się pewne ślady naiwności, a względnie nawet zabobonu; ale Kościół nigdy nie potwierdził wyraźnie tych opowiadań, ani nam w nie wierzyć rozkazywał. Również nie twierdził nigdy Kościół, aby u żywotopisarzy lub kronikarzy, opisujących rzeczy religijne, nie napotykało się nigdy żadnej łatwowierności, żadnego przywidzenia, żadnej hallucynacyi lub nawet przekształcenia prawdy.

3-o. Poza zakresem dogmatu i moralności, gdzie Kościół jest nieomylny, dzieli on mniej lub więcej pojęcia tego środowiska i czasu, w którym żyje. I dziwić się temu nie można, chybabyśmy wymagali od Boga cudu bez żadnej konieczności i bez pożytku. Ale co uznać trzeba, to, że Kościół nigdy nie okazał się zabobonnym w nauce swej urzędowej, to, że surowo zabraniał wszelkich zabobonów, skoro je tylko mógł przeczuć, a rzeczywiście przeczuwał je prędzej, aniżeli ktokolwiek inny. Poszczególne błędy jego członków albo nawet sług jego tak samo w tym przedmiocie jak w innych wcale go nie zobowiązują. Wypada również zauważyć, że dawna wiara, dotycząca możliwych i rzeczywistych stosunków człowieka z szatanem, miała poważną podstawę, której niesłusznie zaprzeczano i która w wypadkach doby dzisiejszej znajduje wyraźne potwierdzenie. Zdaje się, że pod tym względem niektórzy z naszych katolickich teologów, sam nawet uczony Bergier (w art. Superstition) zrobili zanadto wolnomyślne ustępstwa niewierzącym. Odnośnie do astrologii trzeba uznać przedewszystkiem, że ona zawierała znaczną część astronomii, która nie była do pogardzenia na owe czasy, jako też, że zasadnicza teorya astrologii o oddziaływaniu świata, gwiazd i planet na świat ziemski nie była ze wszech miar błędna. Nadto, uczeni autorowie artykułu Astrologia w nowem wydaniu Fryburskiego Kirchenlexikon'u stwierdzają z jednej strony stanowczą niechęć Ojców św. i teologów katolickich do astrologii sądowej, stosującej obserwacye astrologiczne do spraw ludzkich, a z drugiej strony ponowne ukazanie się tejże astrologii w prywatnych i publicznych obyczajach za czasów Schyzmy zachodniej i renessansu, wreszcie—ogromne wzięcie, jakie nauka ta miała u rzekomych reformatorów i reformowanych w XVI w.; to wszystko zaś aż nadto dowodzi, na kim ciąży odpowiedzialność za ten zabobon.

4-o. Magnetyzm, spirytyzm, hypnotyzm niepokoją nie tylko sam Kościół, ale także filozofię, prawodawstwo i medycynę. Opinia Rzymu i teologów nie skłania się do upatrywania w tych praktykach wyłącznie tylko samego dyabelstwa i czarnoksięstwa, ale bywają w tych praktykach pewne fakta, pewne stany, pewne następstwa, których charakteru trudno ściśle określić i które zuchwalstwem byłoby uważać za coś czysto naturalnego. Stąd też zakazy i upomnienia wychodziły ze strony Kościoła nie wskutek zabobonu, ale dla zażegnania zabobonu (ob. art. Hypnotyzm, Hysterya, Opętanie, Spirytyzm, Czarnoksięztwo).

5-o. Kościół bynajmniej nie wierzy i nie naucza, aby modły jego i egzorcyzmy wywierały bezpośredni wpływ w porządku rzeczy fizycznym i fizyologicznym; naucza on tylko, że modły jego mogą być warunkiem pewnych opatrznościowych zarządzeń w zakresie tego porządku rzeczy, i że egzorcyzmy kościelne mogą oddziaływać na szatanów, których wpływ na świat materyalny jest niezawodny (ob. art. Dyabeł, Cuda, Modlitwa). W tem wszystkiem zaś niema nic zabobonnego.

6-o. Katolicy wiedzieli, co wszyscy zresztą wiedzą, że piorun uderza przeważnie w przedmioty wyniosłe i ostro zakończone. Nigdy również nie wierzyli, aby krzyże i dzwony wywierały bezpośredni wpływ na burze. Ale sądzili — i słusznie — że odgłos dzwonów i widok krzyża stanowił pożyteczną zachętę do modlitwy; słusznie wierzyli oni, że błogosławieństwa kościelne i godła odkupienia ludzkiego wskutek miłosiernego rozporządzenia Opatrzności mogły być cenną zaporą przeciw szatanom i złowrogim ich wpływom.

Możemy polecić pod tym względem uwagi godną naukę synodu prowincyonalnego, odbytego w Kolonii r. 1536.

7-o. Zastosujmy tę zasadę do processyi, suplikacyi, wystawiania relikwii świętych, a zrozumiemy, w jakiem znaczeniu Kościół je uznaje, a nawet nakazuje w razach klęsk publicznych.

8-o. Wiedza, odłączona od wiary, sama jest zanadto zabobonna, abyśmy na nią wyłącznie liczyć mogli w naszych zapasach z zabobonem, jakie prowadzimy od początku chrześcijaństwa. Kościół jednakże starannie korzystał zawsze z odkryć i wynalazków rzeczywistych, by wykazać ludom całą bezpodstawność pewnych praktyk lub wierzeń, które się mu uporczywie przypisują. Kościół tak niechętnie upatruje pierwiastek nadprzyrodzony we wszelkich wydarzeniach nadzwyczajnych i niewytłómaczonych, że pierwszorzędni doktorowie kościelni, tacy jak św. Tomasz z Akwinu, jak episkopat katolicki, Kongregacye rzymskie, papieże, przyjęli za zasadę upatrywać zawsze przyczyny naturalne w skutkach zadziwiających, dopóki nie okaże się niepodobieństwem dalsze upatrywanie przyczyn naturalnych w skutkach tego rodzaju. Takie zaś postępowanie jest czemś wręcz przeciwnem zabobonowi.

(Prw. Bergier, Dict. de Théologie, wyr. Superstition, Kirchenlexicon Fryburski, wyr. Aberglaube; Lehmkuhl, Theologia moralis, i t. d.)

(Dr. J. Didiot).

X. W. S.