PROROCTWA MESSYANICZNE (rzeczywistość i siła dowodowa proroctw M.).
Chrystus Pan, czy oczekiwany czy już udzielony, zawsze przepełniał ludzkość wielką nadzieją i pociechą. Jest On kamieniem węgielnym, podtrzymującym całą budowę wiary: „Jezus Christus wczora y dziś; ten sam na wieki.” (Żydów XIII. 8). Oczekiwanie jakiegoś Odkupiciela czyli Messyasza, który miał ludzkość upadłą podnieść i pojednać z Bogiem, przebija w całej historyi ludu Izraelskiego, zarówno w jego prawach, ceremoniach i kulcie religijnym, jak w pismach jego mędrców i proroków, a ślady tego oczekiwania znajdujemy w tradycyach wszystkich narodów. Od pierwszego zarania dziejów, od upadku pierwszych naszych rodziców, aż do przyjścia Chrystusowego nie przestawano Messyasza zapowiadać i w figurach Go przedstawiać. Zapowiedzi te, początkowo bardziej ogólne i niewyraźne, z czasem w ciągu długiego szeregu wieków rozwijali i szczegółowo uzupełniali wzbudzeni przez Boga prorocy, którzy następowali po sobie prawie przez cały czas istnienia Izraela. W miarę posuwania się wieków i zbliżania się przyjścia Messyasza proroctwa stawały się coraz bardziej dokładnemi i zupełnemi.
Mądrość boża prowadziła rzeczy w ten sposób, że każdy prorok widział niektóre tylko rysy przyszłego Messyasza, niektóre tylko okoliczności jego przyjścia, niektóre czyny jego życia. Każdy przynosił cegiełkę do tej proroczej budowy. Żaden nie wzniósł całego gmachu prorockiego. Pierwszorzędnym budowniczym zdaje się być Izaiasz (ob. ten art.) Boży ci pracownicy posuwali naprzód swe dzieło zwłaszcza za czasu królów, w czasach niewoli Babilońskiej. Ale budowę ukończono dopiero za Malachiasza, ostatniego z proroków, i za późniejszego jeszcze, autora Księgi Mądrości. Odtąd zamilkły głosy proroctwa aż do chwili, kiedy największy z synów ludzkich ukazał palcem zdziwionym żydom na Jezusa z Nazaretu i wołał: „oto Baranek boży, który gładzi grzechy świata” (Jan. I. 29).
Dziwnie się zgadzają ze sobą głosy proroków Starego Testamentu. Całość ich tworzy jakżeby jaki wspaniały obraz, na którym Duch św. ręką ludzką nakreślił wyobrażenie Messyasza z dokładnością, aż do najmniejszych szczegółów posuniętą, z podobieństwem tak uderzającem, że każdy może Go rozpoznać, i przyjrzawszy się tym rysom, zmuszonym się widzi powiedzieć: to On!
Z początku ukazany był Adamowi jako ten, który zetrze głowę węża piekielnego (Ks. Rodz. III. 15), wyrosłego, wskutek nieposłuszeństwa naszego pierwszego rodzica, na pana świata. Jednocześnie zaznaczono świętość i niepokalaną czystość jego Matki przez ową „nieprzyjaźń,” jaką sam Bóg miał położyć pomiędzy wężem a niewiastą. Abraham widzi tego Odkupiciela wychodzącego ze swej rodziny i „wszystkie narody w nim błogosławione” (Ks. Rodz. XII, 4; XVIII, 18; XXII. 18). Też same obietnice powtórzone były Izaakowi i Jakubowi. Ostatni ten patryarcha, Duchem św. na łożu śmierci oświecony, widzi tegoż Odkupiciela rodzącego się z Judy. Dla tego to bracia jego chwalić go będą jako Boga, ręka jego na szyjach nieprzyjaciół jego, kłaniać mu się będą synowie ojca jego, jako przed Bogiem swoim. „Szczenię lwie Juda, do łupu... wstąpił.” (Ks. Rodz. XLIX, 8—10). Nie inaczej też nazywa Messyasza św. Jan Ap. w Apokalipsie: „Zwyciężył lew z pokolenia Judowego” (Apok. V. 5). Ale inny szczegół objaśniony został Jakubowi: „Nie będzie odjęty sceptr (oznaka władzy) od Judy ani wódz z biódr jego, aż przyjdzie który ma być posłan,” albo raczej podług oryginału hebrajskiego „aż przyjdzie Sziloh” to znaczy Messyasz, jak to zawsze rozumieli żydzi, „On będzie oczekiwaniem narodów,” albo podług hebrajskiego: „narody będą mu posłuszne.” Tym sposobem mamy pewny i nieomylny znak czasu przyjścia Messyasza. Gdy Juda utraci panowanie, gdy jego władza polityczna, cywilna i sądowa przejdzie w inne ręce i gdy ją ostatecznie utraci, będzie to znak, że Messyasz przyszedł. Żydzi mają ten znak od ośmnastu wieków; Messyasz już przyjść nie może, przyszedł On już w tej właśnie chwili, kiedy Juda tracił swą władzę. Władza ta całkowicie i bezpowrotnie ustała ze zburzeniem Jerozolimy i świątyni, i z rozproszeniem żydów po całym świecie.
Inni prorocy wykończają obraz i w proroctwach swych rzucają rysy, po których rozpoznać można Messyasza. Mojżesz zapowiada Messyasza jako prawodawcę większego, aniżeli on sam: „A ktoby słów jego, które będzie mówił w imię moje, słuchać nie chciał, ta zemścicielem będę.” (Deuter. XVIII. 15—20). A Dawid? Prorok ten widzi Messyasza zrodzonego od wieków w jasnościach świętości. Jednocześnie z posiadaniem chwały pić będzie kielich upokorzeń. Dawid widzi ręce jego i nogi jego przebite, szaty rozdzielone, nieprzyjaciół jego kiwających głową, zbiór złośników oblegających krzyż słyszy go wołającego: „Boże moy, Boże moy, czemuś mnie opuścił?” Następnie patrzy na Niego, siedzącego po prawicy Ojca swego i sądzącego narody, podczas gdy nieprzyjaciele jego położeni są podnóżkiem nóg jego. (Psal. II. XXI. CIX).
Izaiasz z góry już pisze Ewangelię. Oba wizerunki są najzupełniej podobne. Żadnego prawie szczegółu tam nie brak: Sam Bóg przydzie i zbawi Izraela; Emmanuel, Bóg z nami, narodzi się z Dziewicy. Za zbliżeniem się jego i po skutek jego potęgi „otworzą się oczy ślepych y uszy głuchych będą otworzone. Tedy wyskoczy chromy jako jeleń y otworzony będzie język niemych,” „i umarli zmartwychwstaną. Sprawiedliwy zesłany z nieba jako rosa; sprawiedliwy, którego ziemia przyjmuje jako zarodek zbawienia, będzie jako znak dany narodom, aby go wzywały, a na Syonie jako pochodnia. Messyasz ten dobrze czyniący a nieuznany, obarczony grzechami naszymi, ranami zeszpecony, a przez nasze rany gojący, ze złoczyńcami na śmierć jest prowadzony, a na śmierć się wydaje jako baranek, który milczy pod ręką tego, który go strzyże. Ale „grób jego staje się sławny, ze wszech stron przybiegają narody, by się łączyć z ludem Bożym”1.
Wizerunek, nakreślony przez Izaiasza wykończają inni prorocy. Micheasz zwiastuje, że panujący w Izraelu narodzi się w Betleem, a pochodzenie jego odwieczne: „a wyszcia jego od początku, ode dni wieczności.” (Mich. V. 2).
Daniel widzi szereg wielkich państw, które następować będą po sobie aż do czasu przyjścia duchowego królestwa Chrystusa, wyobrażonego przez kamień oderwany od góry bez współudziału ręki ludzkiej. Anioł Gabryel objawia mu siedmdziesiąt tygodni lat, które upłyną od edyktu, wydanego na odbudowanie Jerozolimy, aż do „Chrystusa wodza,” który przyjdzie na to, „ażeby nieprawość była zgładzona, a przywiedziona sprawiedliwość wieczna, y aby się spełnało widzenie y proroctwo...” (Dan. IX. 24).
Gdy ostatni tydzień się zacznie, „będzie zabit Chrystus, a nie będzie ludem Jego, który się go zaprze. A miasto y świątynia skazi lud z wodzem, który przydzie, a koniec jego spustoszenie... y będzie w kościele obrzydłość spustoszenia, y aż do skończenia y końca będzie trwać spustoszenie” (Dan. IX. 25. nst.).
Zacharyasz widzi tryumfalny wjazd Messyasza do Jerozolimy i trzydzieści srebrników, udzielonych Judaszowi za zdradę; widzi nawet „pole garncarzowe,” które za srebrniki kupiono. Jedno z widzeń ukazuje mu pasterza uderzonego i owce rozproszone, lud poglądający na Boga swego, którego przebódł, a następnie widzi Pana, powołującego pogan, by się połączyli z ludem jego, i pozostającego w pośrodku nich (Zachar. IX, XI, XIII). Malachiasz widzi panującego, Anioła przymierza, przychodzącego do swej świątyni. Eucharystya jest ustanowiona jako ofiara nowego prawa: „Od wschodu słońca aż do zachodu... na każdem miejscu poświęcają i ofiarują imieniowi memu ofiarę czystą.” (Malach. I, II).
Że przyjście Messyasza było wielkiem oczekiwaniem Izraela, tego nie śmią przeczyć racyonalisci. Wszak to podobno, zdaniem większości racyonalistów, te właśnie nadzieje messyaniczne popchnęły Jezusa Chrystusa, bez jego wiedzy nawet, do przyjęcia na się roli Messyasza, i skłoniły apostołów do przypisywania mu cudów Ewangelii. Pod działaniem płodnego w następstwa ciepła „marzeń messyanicznych” zrodził się ten mit ewangeliczny. Właściwe proroctwa nic tu nie znaczą. Tak twierdzi jeden z przywódców racyonalistowskich, Renan, razem ze Straussem i wielu innymi. „Przed niewolą, powiada Renan2, marzono o odnowieniu domu Dawida, o pojednaniu dwóch odłamów ludu, o zwycięstwie teokracyi i czci Jehowy nad kultami bałwochwalczymi. Pod wpływem tych marzeń w epoce niewoli poeta żydowski3, pełen spokoju, widział świetność przyszłej Jerozolimy, której hołdować miały odległe ludy i wyspy, a widział to w barwach tak łagodnych, iż możnaby powiedzieć, że jakiś promień spojrzenia Jezusowego przeniknął wstecz na odległość sześciu stuleci.” „W Jerozolimie wszystkie głowy zaprzątał messyanizm. W każdym wierszu prostych pism Starego Testamentu widziano zapewnienie i pewien rodzaj programu przyszłego panowania, które przynieść miało pokój sprawiedliwym i na zawsze dzieło boże umocnić”4.
Z wielu artykułów niniejszego Słownika przekonać się można, że oczekiwanie Messyasza i duchowego jego królestwa wcale nie polegało na „marzeniach,” lecz na prawdziwych proroctwach, które całkowicie się spełniły w Chrystusie Panu (ob. art. Jakób, Daniel, Aggeusz, Malachiasz, Izaiasz, Micheasz, Męka, Zacharyasz). W niniejszym zaś artykule chcemy wykazać próżność i bezpodstawność teoryi racyonalistycznych o proroctwach oraz prawdę nauki katolickiej o nich. Stąd znów wyniknie wniosek, że proroctwa messyaniczne stanowią przekonywający dowód o bóstwie Jezusa Chrystusa.
I. Proroctwa podług systemu racyonalistycznego.
Racyonalizm krótko i węzłowato zaprzecza proroctw, a nawet pragnie, aby one były niemożliwe. Jego zdaniem, proroctwa są to tylko przepowiednie przypuszczalne. Bo rzeczywiście, proroctwo stanowi odrębny rodzaj cudu, a że cuda są albo niemożliwe albo przynajmniej niedostatecznie stwierdzone, przeto i proroctwa albo są niemożliwe, albo w rzeczywistości niespełnione. I skądże pochodzi to nowe i dziwne twierdzenie? Oto stąd, że racyonalizm nie chce nadprzyrodzonego objawienia a tem samem i religii chrześcijańskiej.
Dwa wielkie świadectwa stwierdzają nam objawienie nadprzyrodzone: cuda i proroctwa. Oba te świadectwa są zarówno prawdomówne, pewne i nieodwołalne. Pierwsze z nich polega na wszechmocy Boga, drugie na Jego wszechwiedzy — dwa przymioty, których niepodobna odmówić Bytowi nadprzyrodzonemu i nieskończenie doskonałemu, nie wpadając tem samem w ateizm. Nauka zatem, udowodniona cudami i proroctwami, jest nauka od Boga pochodzącą: znakiem bożym naznaczoną. Po tych do poznania łatwych znakach można ją napewno rozpoznać; nie zbłądzi tu zdrowy rozum ludzki.
„Ażeby hołd naszej wiary zgadzał się z rozumem, powiada Sobór Watykański5, chciał Bóg do wewnętrznych pomocy Ducha św. dodać zewnętrzne dowody swego objawienia, a mianowicie czyny boże, nadewszystko zaś cuda i proroctwa. Ponieważ te fakta jasno okazują wszechmoc i nieskończoną wiedzę Boga, przeto są pewnymi znakami objawienia bożego, znakami dostępnymi dla rozumu wszystkich. Dla tego-to właśnie Mojżesz i prorocy, a nadewszystko Pan Nasz Jezus Chrystus tyle tak świetnych zdziałali cudów i proroctw.”
I nie od dziś to powoływanie się na cuda i proroctwa jako na dowody boskości chrystyanizmu; Sobór Watykański w powyższych wyrazach ogłosił tylko naukę, którą od wszystkich wieków przyjęto a którą dziś niektórzy odrzucają ze względów oddawna już odpartych. Czyż sam Chrystus nie powoływał się na cuda i proroctwa jako na dowody boskiego swego posłannictwa? Czyż-to nie On powiedział: Czyny które spełniam dają świadectwo o mnie; one dowodzą, że Ociec mnie posłał. To się odnosi do cudów, a zaraz potem powiedział o proroctwach: Rozbierajcie pisma, bo się wam zda, że w nich żywot wieczny macie, a one są, ktore świadectwo dają o mnie; gdybyście wierzyli Mojżeszowi, podobnobyście i mnie wierzyli, bowiem on o mnie pisał. (Jan V. 35 nst.). W ślad za swym Mistrzem szli apostołowie. Św. Piotr, począwszy od pierwszego swego kazania, powoływał się na cuda Zbawiciela i na proroctwa, które przepowiedziały Jego cierpienia, śmierć i zmartwychwstanie. Na tej właśnie podwójnej podstawie oparł swoje dowodzenie o wierze chrześcijańskiej. Co uczynił w dzień Zesłania Ducha św., to samo powtarzał w innych swych kazaniach. Toż samo czynili św. Stefan, św. Paweł i wszyscy inni apostołowie. Jeśli św. Paweł, mówiąc do pogan, mniej często powołuje się na proroctwa, to dlatego, że poganie ich nie znali. Także i Ojcowie święci, na tej podwójnej powadze proroków i cudów oparci, zwycięzko bronili wiary przeciw napaściom niewiernych.
Zrozumiał też doskonale racyonalizm, że nie zdoła nigdy wywrócić budynku wiary, jeśli naprzód nie wstrząśnie jego podstawami, jeśli się nie pozbędzie cudów i proroctw; i tego właśnie dokonać pragnie. Zaczyna od wyrzutni, mówiąc przez usta Littré’ego: „Filozofia pozytywna wyrzuca teologów po za szranki, jako tych, którzy przypuszczają działanie nadprzyrodzone”6.
„Jeśli nie wchodzimy w rozbiór pierwiastku nadprzyrodzonego, powiada inny, to dlatego, że niepodobna weń wchodzić bez przyjmowania zdania do przyjęcia niemożliwego, to jest że tylko pierwiastek przyrodzony jest jedynie możliwy”7. Nauki historyczne przypuszczają, że żaden czynnik nadprzyrodzony nie miesza się do pochodu dziejów i że niema bytu wolnego nad człowieka wyższego, któremuby można przypisać jakieś działanie zarówno w moralnym jak materyalnym rozwoju wszechświata. „Wyznajemy przeto tę zasadę krytyki historycznej, że nie można godzić się na opowiadanie jakieś nadprzyrodzone, jako zawierające w sobie zawsze łatwowierność lub oszustwo”8.
Na to, aby pierwiastek nadprzyrodzony orzec niemożliwym, trzeba zaprzeczyć Boga i twórczej Jego potęgi. Skoro bowiem mógł Pan Bóg stworzyć świat i nadać mu prawa, jakie nim rządzą, to rzecz oczywista, że może je zawiesić w działaniu, zburzyć je lub działać po za niemi; nie może On być skrępowany swem dziełem lub stworzeniu swemu podległy. Nie zatrzymujemy się przeto na tej szykanie pozytywistów. Przyjmujemy istnienie Boga za rzecz pewną, i odsyłamy ateuszów do licznych dzieł, ogłoszonych za dni naszych, w których wymownie udowodniono istnienie Boga (ob. art. Bóg).
To też przeciwnicy nasi, wielu z nich przynajmniej, na ten punkt nie kładą wielkiego nacisku. Strzegą się nawet przeczyć możliwości cudów i proroctw. „Bynajmniej nie mówimy, powiada Renan9: cuda są niemożliwe: powiadamy tylko: dotychczas niema cudów stwierdzonych.” Jednocześnie jednak dorzuca wyznanie, które tu zaznaczyć musimy: „Na dnie wszelkiej rozprawy w podobnych przedmiotach leży kwestya o nadprzyrodzoności. Jeśli cud i natchnienie są czemś rzeczywistem, metoda nasza jest godna potępienia.” „Jeśli cud ma w sobie coś rzeczywistego, w takim razie moja książka jest tkaniną błędów”10.
Zawsze zgadzano się na to i zawsze zgadzać się powinno, że cuda i proroctwa istnieją, że te fakta nadprzyrodzone mają swoją rzeczywistość prawdziwą; mamy nadzieję, że w dalszym ciągu tego artykułu wykażemy to odnośnie do proroctw.
Racyonalizm w przedmiocie cudów wprowadza tu pewne pomieszanie pojęć, które usunąć należy. Cud jest faktem, dokonywanym przez przyczynę nadprzyrodzoną, cud z tego stanowiska, to znaczy uważany w odniesieniu do swej przyczyny, jest faktem nadprzyrodzonym, ale uważany sam w sobie, jako fakt materyalny, nie różni się niczem od faktów czysto naturalnych; podpada on, jak inne fakta, pod zmysły: widzimy go, zbliżamy się doń, dotykamy go, sprawdzamy i t. d. W pewnych razach można wprawdzie spierać się o to, czy uleczenie jakieś jest wprost dziełem bożem, czy skutkiem sztuki lekarskiej, ale czy to uleczenie będzie cudowne czy naturalne, fakt sam stwierdza się w sposób jednakowy i podług tych samych świadectw. Nie wiele może zależeć mi na tem, czy człowiek jakiś uleczony został od trądu słowem Zbawiciela lub też za pomocą lekarstwa, gdy stwierdzam, że człowiek ten pokryty był trądem, a teraz nie jest. Oto mamy głuchoniemego, ślepego od urodzenia, paralityka. Chrystus pogląda na nich i mówi: Bądźcie uleczeni. W tej chwili głuchy słyszy, ślepy widzi, paralityk chodzi. Tłumy widzą ich chodzących, słyszą mówiących, stwierdzają, że głuchota i niemota znikły. Czy na to, aby się o tych faktach przekonać, innych oczu potrzeba i innych uszu dlatego, że fakta te są cudowne? Czyż inaczej przekonywalibyśmy się o nich, gdyby były dziełem sztuki lekarskiej? Łazarz umiera śmiercią naturalną, owinięty podług zwyczaju czasu i położony w grobie. Wyprowadza go zeń słowo Jezusowe i pełnego życia oddaje spłakanym jego siostrom, po czterech dniach od chwili śmierci, gdy rozkład opanował już ciało. Czyż dla tego, że w fakcie tym jest cud, nie można twierdzić, że człowieka tego widziano umarłym, a po czterech dniach wychodzącym z grobu przy życiu i zdrowiu? Któżby śmiał tak utrzymywać? A jednak do tego przychodzi racyonalizm i jedynie pod tym pozorem przeczy istnienia cudów, że one są faktami nadprzyrodzonymi i do stwierdzenia niemożliwymi. Pod tym samym też pozorem odrzuca racyonalizm proroctwa, które też są pewnym odrębnym rodzajem cudów.
I rzeczywiście, ponieważ w oczach racyonalistów pierwiastek nadprzyrodzony nie istnieje, przeto nie mogą też istnieć właściwie zwane proroctwa. Wyklucza się też dla racyonalistów wszelkie nadprzyrodzone objawianie się Boga człowiekowi celem pouczenia go o przyszłości. Ale przy takiej zasadzie co czynić z tak licznemi w starym Testamencie proroctwami i z książkami, które takowe obejmują? Jeśli się chce być konsekwentnym, jedno tylko pozostaje — odrzucić takowe. Lecz w takim razie prawie cały Stary Testament musiałby zniknąć. Pozostałoby tylko kilka kart historyi, etyki i niektórych śpiewów świętych. Racyonalizm atoli, przerażony zniszczeniem, jakie sobą przygotowywał, cofnął się wobec strasznych następstw swej zasady. Zrozumiał, że umysły nie są jeszcze dosyć przygotowane do tak bezwzględnego przeczenia. System zaś, na którym się racyonalizm chwilowo zatrzymał w oczekiwaniu dalszego później pochodu i pogrążenia się w bezwzględnej negacyi, której się dziś jeszcze obawia, jest następujący. Skreślimy go tu w wielkich tylko rysach, wspólnych większości jego zwolenników, w szczegółach bowiem różni racyonalistowscy autorowie rozchodzą się z sobą, sprzeczają się i w ten sposób walczą, iż niepodobna zasad ich tu przytaczać: Wiedza, zwana „krytyką,” w tem wszystkiem, co pisze o t. zw. „pozytywizmie,” podaje nam same tylko bezpodstawne hypotezy, czcze przypuszczenia, sprzeczne ze sobą twierdzenia, domysły, wynalezione dla doraźnej potrzeby, bronionej lub zwalczanej przez pisarza sprawy. De Wette nie sądzi tak jak Gezenius naprzykład, ani Ewald tak jak De Wette, ani Michał Nicolas tak jak Renan, ani Kuenen jak Reuss lub Lipsius.
Są jednak pewne wszystkim wspólne dane, które stanowią wybitne rysy systemu. Racyonaliści przyjmują te same w Starym Testamencie księgi prorockie, co my przyjmujemy, i te same w nich proroctwa; tak je wszakże tłómaczą, iż nic nie pozostaje z proroctwa, mającego odsłaniać przyszłość. Przyjmują oni w okresie czasu od Dawida do niewoli pod panowaniem królów Judzkich i Izraelskich to, co nazywają „profetyzmem,” to znaczy ukazywanie się ludzi nadzwyczajnych, wielkim rozumem i rzadką przenikliwością obdarzonych, którzy, uważając się i nazywając natchnionymi przez Boga, występowali przeciw bałwochwalstwu i płomiennemi mowami powoływali lud do czci prawdziwego Boga i do zachowania prawa Mojżeszowego. W owych czasach powszechnej ciemnoty lud brał tych ludzi za wysłańców bożych i tłómaczy woli bożej, a nawet zwał ich „mężami bożymi.” Ale rzeczywiście nic nadludzkiego w nich nie było, a przyszłość znali tylko z domysłów, jak wróżbici u narodów pogańskich.
Odnośnie zaś do samych proroctw, krytyka dzieli je na dwie kategorye: jedne autentyczne, drugie nieautentyczne czyli wątpliwe. Rozumie się, że podział ten jest trudny do przeprowadzenia, odrzucić bowiem naprzód trzeba całą tradycyę, od wieków przyjętą zarówno u żydów, jak i u chrześcijan, którzy zawsze przyjmowali powagę wszystkich bez różnicy wyroczni, zawartych w księgach prorockich. To też niemieccy racyonaliści pozostają w ustawicznej sprzeczności z francuskimi. Jedni przyjmują za autentyczne to, co inni nazywają apokryfem i naodwrót, względnie do tego, czy w danym jakimś dokumencie widzą coś proroczego, czy nie widzą. Tak np. Gesenius utrzymywał niegdyś, że VII rozdział Księgi Izaiasza nie jest dziełem tego proroka; Hitzig go zbija. Koppe mniemał, że XII rozdział tejże księgi pochodzi z czasów późniejszych od Izaiasza; przypuszczenie to jego, odrzucone przez Geseniusa, podjęte następnie przez Ewald'a, nanowo zostało odrzucone przez Umbreita. Podług Koppego i Bertholda autorem rozdziałów XV—XVI byłby Jeremiasz; Ewald i Umbreit twierdzą, że te rozdziały pochodzą od jakiegoś nieznanego autora, dawniejszego aniżeli Izaiasz; De Wette ma je za wątpliwe; Hitzig, Maurer i Knobel przypisują je Jonaszowi, Hendewerk i Credner nanowo zwracają je Izajaszowi11. Większość racyonalistów odrzuca rozdziały XIII—XIV, w których jest przepowiednia zdobycia Babilonu przez Medów i Persów, jakoteż rozdziały XXXIV i XXXV, w których jest mowa o wypadku Edom i o oswobodzeniu żydów, — figura oswobodzenia rodu ludzkiego przez Messyasza. Wszyscy z małymi wyjątkami do epoki wygnania babilońskiego odnoszą ostatnie dwadzieścia siedm rozdziałów księgi Izaiasza, i do ludu żydowskiego usiłują stosować to, co się tam w bardzo dokładnych wyrazach mówi o Messyaszu i jego cierpieniach. Słowem wszystkie przepowiednie, które są zanadto dokładne—zanadto jasne nad ludzką przenikliwość, zanadto podniosłe, iżby je można tłómaczyć w sposób naturalny, przez to samo już i bez żadnego innego powodu stają się apokryfami. Są to, zdaniem racyonalizmu, proroctwa napisane po wypadkach, post eventum, takie same, jakie znajdujemy np. w Eneidzie o do historyi Rzymu.
Jakeśmy już wyżej powiedzieli, krytyka przyjmuje niektóre proroctwa za autentyczne; są to mianowicie proroctwa, odnoszące się, jej zdaniem, do wypadków bliskich, które przenikliwość proroków dozwoliła przewidzieć i naprzód zapowiedzieć, albo też są-to te proroctwa, które za przedmiot mają królestwo messyaniczne. Proroctwa odnoszące się do Messyasza są, zdaniem racyonalistów, owocem luźnych i nieściśle określonych aspiracyi, jakie po wsze czasy zajmowały żydów; są to wyniki oczekiwania i nadziei jakiegoś przyszłego oswobodziciela, myśl o którym niewiadomo jak się wkorzeniła w lud Izraelski.
Taki jest tedy w ogólnych zarysach system racyonalistowski, pełen błędów w swej całości i w szczegółach, a oparty na dowolności. Spróbujemy to udowodnić, wykładając poniżej i uzasadniając naukę katolicką o proroctwach.
Zanim wszakże ukończymy ten pobieżny wykład systemu racyonalistowskiego nie możemy nie zauważyć, że jest rzeczą najzupełniej dowolną odrzucać autentyczność jakiegoś pisma wyłącznie dla tego, że ono zawiera przepowiednie prorockie. Chcąc być logicznym, trzebaby naprzód udowodnić, że proroctwo wogóle jest niemożliwe, ale to jest punkt, którego racyonalizm poruszać nie chce i którego skądinąd udowodnićby nie umiał. Tymczasem zaś, dopóki udowodnić się nie da, że proroctwa wogóle są niemożliwe, nie można, logicznie myśląc, odrzucać a priori i bez innych dowodów, autentyczności jakiejś księgi dla tego tylko, że ona zawiera w sobie przepowiednie prorockie; a jednak, ten jest prawie zawsze rozstrzygający dowód krytyki racyonalistowskiej.
II. Określenie i istota proroctwa podług nauki katolickiej.
Najłatwiejszym środkiem pomieszania pojęć jest nadawanie wyrazom odmiennego znaczenia. Od tego właśnie zaczynają przeciwnicy nasi w swych rozprawach o proroctwach; nam więc trzeba przedewszystkiem przywrócić prawdziwe znaczenie proroctwa.
Dla teologów i wszystkich w ogóle chrześcijan proroctwo było zawsze „objawieniem stworzeniom ukrytej przyszłości,” albo jeszcze dokładniej: „przewidzeniem pewnem i zapowiedzią rzeczy przyszłych, które przez przyczyny naturalne poznane być nie mogą”12. „Proroctwo zatem, jak powiada św. Tomasz z Akwinu13, jest-to „poznanie rzeczy, wyrażone na umyśle proroka przez objawienie boże.” Poznanie to obejmuje objawienie nadprzyrodzone, które zazwyczaj odsłania przyszłość, oraz posłannictwo boskie do głoszenia ludziom takowej przyszłości. Nie każda przepowiednia jest proroctwem. Tak np. przepowiednia zaćmienia słońca nie jest proroctwem, gdyż z przyczyn naturalnych, astronomom dobrze znanych, przewidzieć się daje; również i przepowiednie jakiegoś wypadku, który przewidzieć można, nie są proroctwem. Ale przepowiednia zdobycia Babilonu przez Cyrusa, uczyniona przez Izaiasza na dwieście lat przed urodzeniem tego króla, z pewnością jest przepowiednią proroczą, żaden bowiem geniusz ludzki nie mógł wówczas przewidzieć tego wypadku.
Jasne te i proste pojęcie miesza i wywraca racyonalizm. Podług racyonalisty Salvadora14, prorocy Hebreów byli-to poprostu mówcy publiczni. Zdanie to przyswaja sobie Michał Nicolas i mówi: „Wyraz Nabi wcale nie zamyka w sobie pojęcia proroctwa w znaczeniu przepowiedni przyszłości. Nabi jest-to mówca, który broni, przedstawia i wyjaśnia prawo mojżeszowe i spełnianie takowego zaleca”15. Podobne określenia proroctwa, mniej lub więcej dowolne, a wszystkie z nauką katolicką niezgodne, daje De Wette, Kuenen, Reuss i inni. Określenia te wykluczają wszelkie objawienie boże, wszelki dar nadprzyrodzony, wszelką pewność oddalonej i przed ludźmi ukrytej przyszłości.
Tłómaczyć zaś w ten sposób wyraz „prorok” znaczy tyle, co przeistaczać znaczenie wyrazu a znaczenie drugorzędne i przypadkowe brać za pierwszorzędne. Niema wątpliwości, że prorocy byli mówcami, przemawiali do królów i ludu publicznie i prywatnie, by ich odwieść od bałwochwalstwa i przypomnieć im obowiązek zachowywania prawa mojżeszowego. Ale to była tylko jedna strona ich ustanowienia. Racyonalizm pomija rzecz pierwszorzędną, to jest, że prorocy wzbudzani bywali przez Boga i nadprzyrodzonym sposobem oświecani, by zwiastowali wolę bożą a szczególniej przyjście Messyasza. Wyraz נָבִיא Nabi, stale tłómaczony przez προφήτης w przekładzie Siedmdziesięciu; propheta w Wulgacie nie ma innego znaczenia. Prawda, że w księgach świętych posiada on raz znaczenie obszerniejsze, drugi raz bardziej ścisłe, ale i w jednym i w drugim razie zamyka w sobie zawsze pojęcie objawienia nadprzyrodzonego. W szerszem znaczeniu Nabi czyli prorok jest-to „ten, którego Bóg nadprzyrodzonym sposobem pobudza, by ludziom zwiastował Jego objawienia i wolę”16. Prorok przemawia w imieniu Boga; jest Jego wysłańcem i tłómaczem przed ludźmi Jego woli, zamiarów, gdyż objawienia Jego odnoszą się do teraźniejszości i przyszłości, a w szczególności dotyczą przyjścia Messyasza.
„Nabi, powiada Le Hir17, zarówno podług etymologii18, jak podług zwyczaju mówienia, jest-to ten, któremu Bóg daje natchnienie i który bóstwu służy za narzędzie. Niema konieczności, aby objawiał przyszłość, ale do istoty rzeczy należy, aby słowo jego było objawieniem bożem.”
Z określenia tego wynika, że pojęcie proroka i proroctwa zawiera w sobie z konieczności: 1-o objawienie nadprzyrodzone, objawienie, które zazwyczaj odsłania przyszłość; 2-o posłannictwo boże. Mówimy naprzód: objawienie nadprzyrodzone. Na to właśnie zgodzić się nie chcą przeciwnicy nasi, a tego przecież najoczywiściej dowodzą księgi święte. Słowo proroków nazywa się wszędzie: „Słowem Boga;” widzenia ich nazywają się „widzeniami Boga.” „Duch Pański” napełnia proroków i nimi kieruje. Odróżnia ich Pismo św. od wróżbitów i fałszywych proroków, którzy nie otrzymali posłannictwa bożego, którzy mówią od siebie samych, nie od Boga, i których przepowiednie są tylko kłamstwami i niczem więcej. (Jerem. XIV, 14).
Jakież np. znaczenie mogą mieć wyrażenia następujące, które służą za tytuł wielu proroctwom, jeśli nie mają wskazywać na objawienie nadprzyrodzone? „Słowo Pańskie do Izaiasza,” „Słowo Pańskie do Ezechiela,” „Słowo Pańskie do Ozeasza,” „Słowo Pańskie do Zacharyasza.” I te wyrażenia np.: „Otom dał słowa moie w usta twoie.” (Jerem. I. 9). „Proroka im wzbudzę z pośród braciey ich, podobnego tobie, y włożę słowa moie w usta iego, y będzie mówił do nich wszystko co mu przykażę.” (Deuter. XVIII. 18). Izaiasz, zwracając się do Ezechiasza króla, podaje swe słowa za własne słowa Boga: „Przetoż to mówi Pan o królu Assyryjskim: nie wnidzie do tego miasta.” (Iz. XXXV. 38). A oto wyrażenie jeszcze silniejsze: „I napadł na mnie duch Pański y rzekł do mnie: mów, To mówi Pan: Takeście rzekli domie Izraelów, a myśli serca waszego ia znam.” (Ezech. XL. 5).
Jeśli te i tym podobne wyrażenia nie zawierają objawienia bożego, to są bez znaczenia. Prorocy, którzy się niemi posługiwali, wprowadzali w błąd swych słuchaczy. Za słowo boże podawali to, co niem nie było. Byli-to zatem szachraje i oszuści, jak utrzymywała szkoła Wolteryańska, daleko w tem logiczniejsza, aniżeli dzisiejsza racyonalistowska. Widzieć w tych tekstach samo tylko głoszenie prawa mojżeszowego, nawoływanie do zachowywania przykazań bożych, jak mniema Michał Nicolas i inni19, jest-to składać dowód wielkiego roztargnienia umysłu. Wszak niema tu mowy o zachowaniu prawa, lecz o przepowiadaniu przyszłości. W księgach prorockich przeważa zapowiedź wypadków przyszłych, a zwłaszcza opis przyjścia Messyasza, to właśnie nazywają prorocy słowem Pańskiem. Jeśli powstają jednocześnie przeciw błędom i występkom, jeśli występują przeciw bałwochwalstwu, jeśli z rozkazu Bożego nawołują lud do zachowania prawa Mojżeszowego, z tego wcale nie wynika, aby byli prostymi kaznodziejami, a tem mniej, aby głosili kazania z własnej powagi, gdyż nieraz powtarzają sami: „Biada prorokom, którzy idą za własnem zdaniem!” Każdy chrześcijanin z pewnością przełoży słowa św. Pawła i św. Piotra nad słowa Renana i Michała Nicolasa. Otóż podług apostoła narodów i podług zdania głowy apostołów, słowo proroków jest słowem samego Boga; żadną miarą nie pochodzi ono od człowieka. Oto co mówi św. Paweł: „Rozmaitemi y wielą sposobów mówiwszy dawno Bóg ojcom przez Proroki.” (Żyd. I. 1). Św. Piotr jeszcze dokładniej powiada: „Abowiem wolą ludzką nigdy proroctwo nie jest przyniesione: ale Duchem świętym natchnieni mówili ludzie święci Boży.” (II Piotra I. 21).
Rzecz pewna, że we wszystkich tych tekstach i im podobnych niema konieczności — zazwyczaj przynajmniej — rozumienia wyrazu słowo przez dźwięk organiczny do ucha wchodzący, aczkolwiek i w ten sposób przemawiał Bóg do Mojżesza w krzaku gorejącym, do Samuela w świątyni, do patryarchów przy rozmaitych sposobnościach20. Zazwyczaj mowa jest o głosie, dającym się słyszeć wewnątrz, o słowie jakiemś wewnętrznem, oświecającem umysł proroka. Ale czy głosem tym jest głos zewnętrzny, czy też wewnętrzny i czysto myślny, nie to nie wpływa na nasz wniosek powyższy, i owo prorocze słowo oznacza rozkaz jakiś boży, nadprzyrodzony, dany prorokowi na to, aby go przekazał ludowi żywem słowem a niekiedy na piśmie.
A oto drugi dowód nie mniej od pierwszego silny. Bóg objawił przyszłość prorokom nietylko przez wewnętrzne ich oświecanie, albo zewnętrznemi słowami, lecz także przez wizye i sny prorocze: „Słuchaycie słow moich: Jeśli kto będzie między wami prorok Pański, w widzeniu ukaże mu się, albo przez sen będę mówił do niego.” (Liczb. XII. 6). To też liczne są widzenia w pismach proroków. Taki nawet tytuł Widzeń nadany jest proroctwom Izaiasza. U Ezechiela, Daniela i Zacharyasza z widzeń składają się prawie wszystkie proroctwa. Stąd pochodzi, że prorocy bywają niekiedy nazywani חזה Hozeh i רואה Roch „Widzący.” Wyraz ten tyleż znaczy co Nabi. „Którego bowiem dziś prorokiem zowią, przedtym zwano Widzącym.” (I Król. IX. 9)21. Nazwa ta, jakkolwiek mniej używana niż inna, nie w zupełności poszła w zapomnienie. Dosyć często używa jej autor Księgi Paralipomenon, a trafia się także pod piórem Jeremiasza i Ezechiela. Racyonaliści mniemają, że nazwę tę nadawało prorokom „ciemne i nieokrzesane pospólstwo,” które przyrównywało ich do wróżbitów w ludach chananejskich22. Ale nic błędniejszego nad to. Nigdy żydzi nie przyrównywali widzących do wróżbitów pogańskich, a Pismo św. odróżnia ich zarówno nazwą jak przymiotami, jak to zobaczymy później.
Już wyrazy „Widzący” i „widzenie” same przez się wskazują na jakieś objawienie nadprzyrodzone. Niemniej jednak, ponieważ przeciwnicy nasi chcą pojęcia te mieszać z wróżbiarstwem, musimy więc jeszcze dodać kilka tekstów biblijnych, które już jawnie wykażą, że widzenia proroków są widzeniami nadprzyrodzonemi. Posłuchajmy, co mówi Ezechiel: oto jak rozpoczyna on swą księgę proroctw: „Y stało się trzydziestego roku, w czwartym, piątego dnia miesiąca, gdym był w pośród poimanych nad rzeką Chobar, otworzyły się niebiosa, y widziałem widzenie Boże.” (Ez. 1) I dalej: „A duch podniósł mnie y przywiódł mię do Chaldejskiej ziemie do zaprowadzenia w widzeniu, w duchu Bożym, y odięte było odemnie widzenie, którem widział.” (Ezech. XI. 24). Tak samo wyraża się Izaiasz, gdy opowiada widzenie, od którego rozpoczął swój zawód prorocki: „Roku którego umarł król Oziasz, widziałem Pana siedzącego na stolicy wysokiej y wyniosłey... Y usłyszałem głos Pana mówiącego : kogo poślę? a kto nam pojdzie? y rzekłem: Owo ia, poślij mię. Y rzekł: idź, a powiedz ludowi temu.” (Iz. VI. 1—9). Trzeba więc przyznać, że Ezechiel i Izaiasz mieli widzenia nadprzyrodzone, chyba, że ktoś zechce ich uważać za wizyonerów i widosnów, czego dotychczas wszakże uczynić nie śmiano. Również i widzenia, jakie miewał Daniel, raz we śnie, to znów na jawie, a zwłaszcza owo widzenie, w którem archanioł Gabryel mu objawił siedmdziesiąt tygodni lat, które miały upłynąć do śmierci Chrystusa, musi być także uważane za widzenie nadprzyrodzone. Co do widzenia o siedmdziesięciu tygodniach lat, to anioł Gabryel ukazał się Danielowi, gdy ten był na modlitwie.
Inne znów widzenie ujrzał po trzech tygodniach postu, gdy był nad brzegami Tygru: „A widziałem ia sam widzenie, lecz mężowie którzy ze muą byli, nie widzieli, ale strach zbytni przypadł na nich y pouciekali do tajemnych miejsc.” (Dan. X. 7-9). Szczególne byłoby to zaiste „zmyślenie” i szczególny „obłęd wyobraźni,” który rozpędził wielu ludzi, drżących całych na widok swego towarzysza, któryby nie miał nic widzieć, lecz tylko wyobrażałby sobie, że coś widział. I nie trzeba myślić, że był powód obawiania się Daniela, dlatego, gdyż widzenie to wprawiło go w stan pomieszania; powiada bowiem Daniel: „A ia sam zostawszy, widziałem widzenie wielkie; a nie zostało we mnie siły, ale y osoba moia zmieniła się we mnie, y struchlałem y nie miałem nic siły.” A zatem, towarzysze Daniela uciekli, przerażeni nie Danielem, lecz widzeniem, którego wprawdzie sami nie widzieli, ale słyszeli przeraźliwy głos jego. Jeśli zaś nie zaszło tu nic nadprzyrodzonego, to niechże nam kto wytłómaczy osłabienie Daniela i przestrach jego towarzyszów.
Wreszcie, jeśli kto sądzi, że sny te i widzenia nie mają w sobie nic nadludzkiego, gdyż zastosowane są do charakteru każdego proroka, jak to widać z widzeń Daniela i Ezechiela, noszących cechę chaldejską, podczas gdy widzenia Izaiasza i Jeremiasza wykazują ludzi żyjących w Palestynie, odpowiemy na to, że Duch św. pozostawiał każdemu z proroków jego przymioty i właściwości przyrodzone i stosował się do ich zdolności, charakteru i wykształcenia. Do osłaniania swych objawień posługiwał się obrazami, dobrze im znanymi. Słowem, każdemu pozostawiał jego typ właściwy. Zresztą, objawienie prorocze nie do jednego i tego samego stopnia dochodziło u wszystkich proroków. Tak np. mówi Bóg: „Jeśli kto będzie między wami prorok Pański, w widzeniu ukażę mu się, abo przez sen będę mówił do niego. Ale nie taki sługa moy [Mojżesz]. abowiem usty do ust mówię iemu, y jawnie a nie przez zasłony y figury Pana widzi.” (Num. XII. 6). I jeszcze: „A Pan mówił do Mojżesza twarzą w twarz, iako zwykł człowiek mówić do przyjaciela swego.” (Ks. Wyjs. XXXIII. 11). Skąd widać, że światło prorocze, udzielone Mojżeszowi, przewyższało wszelkie światło innym prorokom udzielane23.
Dodajmy przytem ze św. Tomaszem24, że ponieważ Bóg objawiał się prorokom przez oświecenie ich umysłu, przez słowa słyszane, przez sny i widzenia, przeto dar proroctwa nie był stałym i ciągłym, lecz tak samo jak słowo, sen, widzenie, prorokowi udzielone, — przemijającym. Duch św. ustawicznie proroków nie oświecał, i nie objawiał im tego, co Bóg chciał im odsłonić25.
Że proroctwo nie jest zwykłem tylko kaznodziejstwem, jak chce szkoła racyonalistów, lecz nadprzyrodzonem objawieniem zamiarów bożych człowiekowi, wynika jeszcze i z owego rozróżnienia pomiędzy prawdziwymi i kłamliwymi prorokami, i to jest trzeci argument, nie mniej od dwóch poprzednich stanowczy.
Racyonalizm sądzi, że tu tryumfuje. Przyrównywa proroków do wróżbitów, sybill i augurów pogańskich. Wyrocznie proroków, powiada racyonalizm, podobne są do wyroczni pogańskich. Nie znają oni przyszłości; wszyscy przepowiadają takową według przypuszczeń; wypadki, stanowiące przedmiot rzeczywistej przepowiedni, nie przekraczają granic ludzkiego przewidywania26. Jedyna różnica, jaka zachodzi pomiędzy prorokami a pogańskimi wróżbitami, jest ta, że ci ostatni bronią bałwochwalstwa, tamci zaś mozaizmu. W naszych czasach prorocy byliby postępowcami, wróżbici pogańscy — zachowawcami!
Wszelako takie podobieństwo, jakie chce przeprowadzić racyonalizm, wcale nie istnieje. W jednym tylko punkcie zgadzamy się z racyonalizmem, to jest, że prawdziwi prorocy głosili cześć Boga prawdziwego i zachowanie prawa mojżeszowego, podczas gdy kłamliwi prorocy głosili bałwochwalstwo. Po za tym szczegółem różnimy się z racyonalistami najzupełniej. Naszem zdaniem, pomiędzy prorokami hebrajczyków a pogańskimi wróżbitami zachodzi taka różnica, jaka zachodzi pomiędzy prawdą a kłamstwem. Podobieństwo, o jakiem marzy racyonalizm, sprzeciwia się wszystkim dowodom Pisma świętego.
Przedewszystkiem Pismo św. odróżnia proroków od wróżbitów samą nazwą, jaką im nadaje. Prorok nazywa się „נָבִיא Nabż,” wróżbita zaś קסם „Kesem.” Ostatniej tej nazwy nigdzie nie noszą prorocy Boga prawdziwego. Różnica była tak wielka, że sami nawet poganie ją zaznaczali: Balaam powiada: „Niemasz wieszczby w Jakóbie, ani wróżki w Izraelu.” (Num, XXIII, 23).
Wyrocznie pogańskie polegały na zdaniach oderwanych, bez związku i następstwa, bez żadnej łączności jednych z drugiemi; odnosiły się do wypadków blizkich, które można było przewidzieć; wypowiadano je w jakimś celu stronniczym, na korzyść pewnych osób, pewnych miast lub stronnictw, by schlebiać próżności ich lub namiętnościom. Bywały tak ciemne i dwuznaczne, że jakikolwiek byłby obrót rzeczy, można było prawie zawsze udowodnić spełnienie się przepowiedni. Nie my to mówimy, lecz Cicero w swej książce De Divinatione II, 5627, który przytem dodaje, że często bardzo przepowiednie te się nie sprawdzają. Wówczas nawet, gdy przepowiednia się nie sprawdzała, wróżbiarze nie mieli się czego obawiać. Dodajmy przytem, że wróżbici i sybille, gdy wydawały wyrocznie, nie panowały nad sobą; bywały jak gdyby wyszłe ze siebie; opanowywało je szaleństwo pomieszane z wściekłością i rzucało niemi, jak gdyby jakaś ukryta siła je popychała i przymuszała28.
Takie więc były wyrocznie pogańskie; nic podobnego zaś niema w przepowiedniach biblijnych. Są one liczne bardzo i z sobą razem ściśle powiązane; tak się wzajem wspierają, że jedna dowodzi prawdziwości drugiej. Wszystkie proroctwa dotyczą dziejów Izraela i ludów z nim łączność jakąkolwiek mających; wszystkie zwracają się ku przyjściu Messyasza, które-to przyjście przepowiadają różne okoliczności, tak, iż przepowiadając rzeczy różnorodne, w niczem się sobie nie sprzeciwiają, lecz zgadzają się wzajemnie, uzupełniają się i w swej całości tworzą uprzednią historyę narodzenia, życia i śmierci Zbawiciela29. Za przedmiot swój mają nie wypadki jakieś blizkie, lecz wydarzenia już przez samo oddalenie swe uchylające się od wszelkiego przewidywania ludzkiego. Takiemi są np. wszystkie przepowiednie messyaniczne, takiemi są jeszcze przepowiednie Izaiasza o zburzeniu Jerozolimy i świątyni, o niewoli Babilońskiej, o zdobyciu Babilonu przez Cyrusa i o powrocie żydów z wygnania. Jakimże sposobem na dwieście lat naprzód mógł Izaiasz przewidzieć te wydarzenia i po imieniu nazwać Cyrusa? Prawda, że aby się wybawić z kłopotu krytyka racyonalistowska wynalazła niejakiego Izaiasza II, aż do jej czasów nikomu nieznanego. Ale dotychczas jeszcze nie umiała krytyka wyprowadzić pochodzenia tego Izaiasza II, i słusznie można się lękać dla krytyki tej, że go nigdy wyprowadzić nie zdoła, pisarze bowiem katoliccy, a świeżo jeszcze Le Hir, Vigouroux i Trochon udowodnili, że zawsze był tylko jeden Izaiasz i że zarówno filologia jak historya na dwóch Izaiaszów zgodzić się nie mogą30.
Przepowiadali prorocy jednak i rzeczy blizkie; ale i w tym razie dodają oni jakieś szczegóły odrębne, których najzręczniejszy umysł przewidziećby nie mógł. Tak np. gdy król syryjski oblegał Samaryę i głodem morzył miasto, Elizeusz przepowiedział, że ono nazajutrz uwolnione zostanie. Może kto powie, że prorok mógł to przewidzieć; niech i tak będzie, ale nic nie wskazywało na tak rychłe uwolnienie miasta, a sam prorok dodaje: „O tym czasie jutro będzie korzec białej mąki za jeden stater, a dwa korce jęczmienia za jeden stater w bramie Samaryjskiej.” (IV Król. VII, 1). A gdy jeden z wodzów okazał pewien uśmiech niedowierzania, prorok dodał: „Ujrzysz oczyma twemi, ale z tego jeść nie będziesz.” Różne te okoliczności dosłownie się spełniły. A któż będzie śmiał utrzymywać, że prorok je mógł przewidzieć? Może kto powie, że trafem jakimś wszystko to się spełniło, że prorok tak samo to wywróżył, jak wróżyli wróżbici pogańscy, a rozmaite okoliczności, tak dokładnie opisane, spełniły się przypadkowo. Ale w takim razie z tą samą logiką możnaby powiedzieć, że i Zdjęcie z krzyża Rubensa i Madonna Murilla i inne arcydzieła stały się przypadkowo. Dawno już na ten sofizmat odpowiedział Cicero, jakkolwiek poganin: „Barwy przypadkowo rzucone na płótno mogą naszkicować rysy jakiejś figury, czy sądzicie dlatego, że piękna Wenus Coon'a jest również dziełem przypadku? Jeśli wieprz ryjem skreśli na ziemi literę A, to czyż dlatego będzie można twierdzić, że będzie on mógł w ten sam sposób narysować całą Andromache Enniusza?”31
Moglibyśmy zwiększyć liczbę takich przykładów. Fałszywy prorok Hananiasz zdziera łańcuch z szyi Jeremiasza, mówiąc: „Tak złamię jarzmo Nabuchodonozora króla Babilońskiego po dwu lat z szyi wszech narodów.” Jeremiasz mu odpowiada: „Tego roku umrzesz, boś mówił przeciw Panu.” I w siedm miesięcy potem Hananiasz umarł. (Jerem. XXVIII). Pierwszego roku Nabuchodonozora, króla Babilońskiego, Jeremiasz zapowiada, że niewola trwać będzie lat siedmdziesiąt. (Jerem. XXV. 2). I rzeczywiście, historya stwierdza to jego proroctwo. I czyż może kto rozsądnie myśleć, że to przypadek mu odsłonił i mającą nastąpić śmierć Hananiasza i czas trwania niewoli babilońskiej?
Następują inne odrębne cechy prawdziwych proroków. Prorocy hebreów nietylko nie przemawiali w celach samolubnych dla schlebiania namiętnościom i miłości własnej, ale owszem karcili występki, niesprawiedliwości a nadewszystko bałwochwalstwo królów i ludu. Przepowiadali im kary boże, jakie spotkać ich miały. Nic nie mogło powstrzymać odważnego słowa tych kaznodziei natchnionych, ani pogróżki, ani więzienie, ani śmierć nawet. Jeremiasz przepowiada w Jerozolimie całkowite jej zburzenie z powodu jej grzechów. Pochwytują go kapłani, żądając śmierci dla niego. Pomimo to Jeremiasz jeszcze silniej powtarza swe proroctwo i za to wtrącony zostaje do więzienia. Tak samo obchodzono się z różnymi prorokami32. Nadto prorocy hebrajscy w przepowiedniach swych nie okazywali owej złości, owego szaleństwa i towarzyszącego mu niepokoju, które cechowały przepowiednie pogańskie. Bez względu na to, czy nadprzyrodzone oświecenie ich zdarzało się na jawie, czy we śnie, czy w ekstazie, wypowiadali zawsze swe objawienia i widzenia bez trwogi, słowem jasnem, przekonywującym i potężnem, głosząc jednocześnie cnotę, cześć Boga prawdziwego i wyrzeczenie się bałwochwalstwa. Nie rządził nimi żaden wzgląd ludzki. Zarówno nie obawiali się prześladowania, jak nie szukali zaszczytów.
Najczęściej objawiał się Bóg prorokom przez oświecenie wewnętrzne. W tym razie nie tracili oni używania władz duchowych; nie zachodziła w nich wówczas żadna przemiana zewnętrzna, żadne zamieszanie, żadna zmiana w prawidłowem i normalnem działaniu ich rozumu i woli. „Prorokowali, powiada św. Jan Chryzostom33, z zupełną i całkowitą wolnością i rozumem.” Mogli mówić lub milczeć; żaden przymus ich nie krępował; byli zawsze panami siebie. Dlatego-to Jonasz uciekał przed proroctwem, Ezechiel się opóźniał, a Jeremiasz stawiał trudności powołaniu. Bóg nie zadaje im gwałtu, lecz radzi, zachęca, niekiedy grozi, nie wprowadzając wszakże nigdy zamieszania do ich duszy. Własnością szatana jest mieszać, w szał wprawiać i zaciemniać umysł, jak znów własnością Boga jest oświecać i rozumnie o tem, co konieczne, pouczać. W ekstazie i w śnie proroczym prorok nie tracił użycia zmysłów, ale zachowywał je w porządku: nie zdarzało się nigdy jakieś mówienie od rzeczy, jakie cechowało wyrocznie pogańskie34. We wszystkich stanach swego ducha prorok miał zawsze świadomość tego, co prorokował, aczkolwiek nie zawsze rozumiał całą doniosłość swych proroctw.
Wreszcie dla lepszego utrwalenia boskiego posłannictwa proroków prawdziwych oraz nadprzyrodzonego ich światła, udzielił Bóg pewnych i niezawodnych znaków, w Piśmie świętem wspomnianych, przy pomocy których można było napewno rozróżnić proroków prawdziwych od fałszywych, i to począwszy od czasów najpierwotniejszych, kiedy profetyzm, jak powiada Róville, był zaledwie „w stanie wykluwania się.” Zaznaczyć bowiem trzeba, że począwszy od czasów Mojżesza, przez cały ciąg dziejów Izraela bywali obok proroków natchnionych prorocy kłamstwa i nieuczciwości, podający się za powołanych przez Boga i za tłómaczy woli Jego.
Pierwszym znakiem fałszywego proroka był oczywiście błąd w głoszeniu bałwochwalstwa. Nie może bowiem Pan Bóg okrywać błędu nadprzyrodzonym płaszczem proroctwa i czynić się poręczycielem kłamstwa. „Jeśli powstamie w pośrodku ciebie prorok, powiada Pan do Izraela (Deuter. XIII. 1—5), abo któryby mówił, że sen widział y opowiedziałby znak y cudo, a stałoby się tak iako powiedział y rzekłby: Pódźmy a naśladujmy bogów obcych, których nieznasz, a służmy im: nie usłuchasz słów onego proroka abo widosna: „a on prorok abo snów wymyślacz zabit będzie.” Nieco dalej znów dodaje Pan: „A prorok, któryby hardością zepsowany chciał mówić w imię moje, czegom mu ja nie przykazał, żeby mówił, abo imieniem cudzych bogów, zabit będzie. A jeśli tajemną myślą odpowiesz: Jako mogę rozumieć słowo, którego Pan nie mówił? ten znak będziesz miał: co w imię Pańskie prorok on przepowie, a nie stanie się: tego Pan nie mówił, ale z dumy umysłu swego prorok wymyślił.” (Deuter. XVIII, 20—25). Tak więc niespełnienie się przepowiedni było drugim znakiem kłamliwego proroctwa. Zdaje się, jak gdyby Pan Bóg chciał odjąć wszelką wymówkę krytyce racyonalistowskiej. Ta nie chce przyjąć nic nadprzyrodzonego w proroctwie, a kłamliwego proroka określa w ten sposób: „człowiek, który przepowiada to, czego mu Bóg nie powiedział.”
Nie dosyć było dać cechy pewne kłamliwego proroctwa; trzeba było znaków, któreby pozwalały odróżniać prawdziwych proroków. I tych właśnie nie brak w Piśmie św. Naprzód nieposzlakowane życie proroków, ich cnoty, gorliwość w służeniu prawdziwemu Bogu wskazywały, że to nie byli oszuści. Wszelako, ponieważ fałszywi prorocy przez hypokryzyę mogli udawać pobożność i zwać się posłańcami Bożymi, choć nimi wcale nie byli, przeto dał Bóg inne znaki, pewne i nieomylne. A mianowicie okazywał Bóg posłannictwo proroków przez dar czynienia cudów. Mojżesz, Eliasz i Elizeusz są sławni z cudów. Cuda towarzyszyły proroctwom Izaiasza i Daniela. Często również jeden prorok potwierdzał proroctwo drugiego proroka. Tak naprzykład Jeremiasz potwierdza proroctwo Izaiasza35.
Częściej jeszcze prorok jakiś potwierdzał swe posłannictwo przez proroctwa, które spełniając się następnie, poręczały spełnienie się innych. I tak: Sennacheryb zagraża Jerozolimie. Drży o swe berło Ezechiasz tak, iż skarby swe oddaje dla ułagodzenia zwycięzcy. Nic to nie pomaga. Sennacheryb przeprowadza swe plany. Wódz jego Rabsaces oblega Jerozolimę. Ezechiasz i lud jego czuje się zgubionym. Izaiasz przychodzi do Ezechiasza w imię Boga i rzecze: „To mówi Pan o królu assyryjskim: nie wnidzie do tego miasta ani tam wystrzeli strzały, ani go zaprzątnie tarcza ani usypie koło niego wału. Drogą, którą przyszedł, tąż się wróci, a do tego miasta nie wnidzie, mówi Pan.” (Iz. XXXVIII, 38). Tejże nocy wyszedł anioł Pański i pobił sto ośmdziesiąt pięć tysięcy assyryjczyków, a gdy się żydzi rano przebudzili, ujrzeli wszędzie same tylko trupy bez życia. I Sennacheryb, król assyryjski, powrócił do Niniwy (Iz, XXXVII, 37, 38). O fakcie tym wspomina Biblia na wielu miejscach; jest on tak udowodniony i pewny, że racyonaliści nie próbują nawet go zaprzeczać. De Wette jednak czyni z niego mit, napisany po fakcie przez Izaiasza. Róville zdaje się przypuszczać samą autentyczność faktu, ale przeczy jego cudowności. „Najbardziej prawdopodobne zdanie, powiada ten teólog z Revue des Deux Mondes, twierdzi, że raptowny odwrót Sennacheryba spowodowała zaraza, gwałtownie w wojsku rozwinięta.” Jednakże, naszem zdaniem, taka zaraza, która w ciągu jednej nocy zabiera sto ośmdziesiąt pięć tysięcy ludzi w armii, przedstawia z pewnością coś dziwnego i trudniej nam ją przypuścić, aniżeli sam cud nawet. Jeśli zaś kto chce absolutnie upatrywać w tym fakcie zarazę tylko, jak to pisze historyk Józef Flaviusz, to sądzimy, że zarazę tę mógł doskonale posłać anioł niszczyciel, a błyskawiczny charakter tej klęski, jak również niesłychana ilość jej ofiar dostatecznie dowodzi, że to nie była zaraza naturalna.
Michał Nicolas, racyonalista, nie zajmuje się cudem, lecz zaprzecza samego proroctwa. Jego zdaniem, Izaiasz bystrem okiem przewidział fakt klęski assyryjczyków, i pewien jest, że ani Ezechiasz ani żaden z ludzi rozumnych otoczenia królewskiego nie przypuszczał takiego obrotu sprawy. To też G. Rawlinson woli uważać ten wypadek za bajkę, opowiedzianą przez kapłana Sethona, a przekazaną przez Herodota, podług której to baśni Sethon miał jakoby z wysoka otrzymać obietnicę wielkiego zwycięstwa; lecz nocy następnej szczury zajęły pola assyryjskie w pobliżu Peluzy i do tego stopnia otoczyły wszystkie kołczany, łuki i rzemienie tarcz, że nieprzyjaciel ujrzał się nazajutrz w niemożności walczenia. Żeby coś podobnego przypuścić, odrzucić trzeba opowiadanie Izaiasza, powagę IV-tej Księgi Królewskiej, Księgi Ekklezyastyka, Machabeuszów i Józefa historyka. Przy takim sposobie sądzenia o rzeczach, niebawem nie zostałoby nic historycznego z całej historyi świętej. Trzeba zatem przyjąć opowiadanie biblijne takie jak jest razem z cudem i z proroctwem.
Jeremiasz i Daniel wypowiadali proroctwa, których bezpośrednie spełnienie się udowodniło boskość ich proroczego posłannictwa. U Daniela spełnienie się proroctwa jego było nawet tak widoczne i uderzające, że królowie babilońscy, jakkolwiek bałwochwalcy, wynieśli go do najwyższych godności. To też Jeremiasz zarzucał fałszywym prorokom, że proroctwa ich się nie spełniają. „Gdy prorok jakiś przepowie pokój, to po spełnieniu się jego słowa będzie można wiedzieć, czy jest-to prorok, którego Pan rzeczywiście posłał.” Słowem, podług Biblii, fałszywym prorokiem jest ten, który się kłamliwie nazywa wysłańcem Bożym, który zmyśla sny i widzenia boże, jakich nie miał, który przepowiada przyszłość, jakiej nie zna, i wygłasza proroctwa, których z nieba nie otrzymał. I przeciwnie, prawdziwym prorokiem jest ten, który od Boga otrzymał posłannictwo prorokowania, który przez sny prorocze, widzenia i objawienia boskie poznał przyszłość i takową zwiastuje ludowi, okazując pewne znaki boskiego swego posłannictwa. — Z tego zatem trzeciego dowodu, tak samo jak z dwóch poprzednich, wynika, że podług Pisma św. prorokami Hebreów są ludzie wzbudzeni przez Boga i przez objawienia boskie nadprzyrodzonym sposobem oświeceni. Czynić zaś z nich prostych tylko kaznodziejów lub mówców publicznych i nie więcej, jest to dziwnie zapoznawać naukę tych samych ksiąg, na których się ktoś, podług swego zdania, opiera. Sądzimy, iż to, cośmy wyżej powiedzieli, wystarczy dla każdego nieuprzedzonego umysłu.
Niema konieczności kłaść wielkiego nacisku na prorockie posłannictwo proroków. Wszyscy prorocy byli posłani przez Boga, a większość ich opowiada na początku swych proroctw o sposobie, w jaki Bóg ich powołał i posłał. Izaiasz otrzymał posłannictwo w sławnem widzeniu; Jeremiasz powołany był do prorokowania od pierwszych chwil swego życia, Ezechiel nad brzegami rzeki Chobar, Amos w czasie paszenia trzody, Elizeusz, gdy pługiem obracał, tak samo też i inni. I to jest jeden więcej dowód przeciw racyonalistowskiemu pojmowaniu proroctwa. To też ze zdumieniem prawdziwem słyszy się Róville'a, gdy mówi, że „początkowo prorok jest zaledwie czemś więcej, niż wróżbita przepowiadający losy, człowiek umiejący naprzykład wskazać miejsca, gdzie się znajdują przedmioty zagubione”36. I ten okres „wylęgania się” proroctwa, jego zdaniem, trwa aż do Samuela. Wówczas dopiero „profetyzm jeszcze nieuporządkowany zaczyna się organizować.”
Ponieważ proroctwo jest jednym ze sprawdzianów prawdziwej religii, chciał przeto Pan Bóg, aby ono istniało od początków świata. Abraham, Izaak, Jakób, Mojżesz byli prorokami, i tak ich nazywa niekiedy Pismo Św. Pozostawili jasne i dokładne przepowiednie o zajęciu ziemi Chananejskiej przez ich potomków i przepowiedzieli przyjście Messyasza i oznaczyli szczegóły tego przyjścia. Abraham widział Go rodzącego z rodu Izaaka, nie z rodu Izmaela, i wszystkie narody widział w Nim błogosławione; Izaak witał Go w potomstwie Jakóba, nie zaś Ezawa; Jakób wskazał dokładnie czas, kiedy się z pokolenia Judy, czwartego syna jego, miał narodzić „ten, który miał być posłany.” Mojżesz opisał Go jako cudotwórcę, proroka i prawodawcę. A tymczasem powiadają nam racyonaliści, że ci patryarchowie byli tylko „wróżbiarzami!” Zaiste, sama tylko „krytyka” chyba mogła się na to porównanie odważyć. I ona sama też tylko sądziła i sądzi, że „od czasów Samuela aż do niewoli, „profetyzm, codzień bardziej się oczyszczając, stawał się coraz mniej sztuką przepowiadania, coraz bardziej przekształcał się w religijne i moralne kaznodziejstwo, oparte na pewnej jakiejś ilości zasad stałych”37. Dosyć czytać księgi prorockie, by się przekonać, że ów „profetyzm,” jak go nazywają, nie tylko nie przekształca się w proste kaznodziejstwo, ale ustawicznie dąży do odsłaniania przyszłości. Nic też innego niema w Ezechielu, Danielu, Zacharyaszu, podczas gdy z przepowiedni Izaiasza i czasu Dawida i Salomona nic nas więcej nie doszło, prócz tego tylko, co znajduje się w natchnionych pismach obu tych wielkich królów.
Ale na pomoc racyonalistowskiej krytyce przychodzi szkoła Woltera kilkoma zasadami filozoficznemi i tak powiada: „Proroctwo jest niemożliwe. Oczywista rzecz bowiem, że nie można znać przyszłości, gdyż nie można wiedzieć tego, co nie istnieje”38. Do tego dodają inni uwagę, że „gdyby proroctwo było możliwe, zniweczyłoby wolność ludzką, gdyż to co jest przepowiedziane musi koniecznie się spełnić.”
Na to odpowiadamy: Bóg jest wieczny; niemasz dlań ani przeszłości ani przyszłości. Wiedza Jego ogarnia wszystkie wypadki bez różnicy czasów. Wszystko co się stanie w przyszłości i wszystko co się stało w przeszłości, jest obecne wobec Jego wiecznej i nieskończonej wszechwiedzy. „Albowiem Pan, powiada Ekklezyastyk, umie wszystkę umiejętność y wejźrzał na znak wieku, oznajmiając rzeczy, które przeszły y które przyjść mają, szlaki tajemne odkrywając (Ekkl. XLII, 19). „Do przewidywania Bożego należy, powiada św. Hieronim, poznawać wszystkie wypadki zanim się staną, gdyż dla Boga rzeczy przyszłe są już spełnione.” Skoro zatem zna Bóg rzeczy przyszłe, skoro w wieczności swej widzi wolne i spełnić się mające czyny ludzkie jako obecne, przeto poznania ich może od siebie udzielić komu zechce. Jeśli przewidywanie Boże nie niweczy wolności ludzkiej, to również i udzielona prorokom znajomość tych rzeczy nie niweczy takowej. Dokładniej mówiąc, rzeczy i wypadki nie dla tego się dzieją, że są przepowiedziane, ale dla tego, że Bóg wie, iż się staną.
Zarzucają nam w niejasność proroctw, którą przyznaje sam św. Piotr, gdy przepowiednię prorocką przyrównywa do „świecy w ciemnem miejscu świecącej... ażby dzień oświtnął” (II Piotr I. 19). Co do nas, to nie przeczymy tej niejasności i uznajemy, że wyjaśnianie proroctw jest rzeczą trudną. Ale stąd jeszcze nie można wnioskować, aby proroctw nie było.
Niejasność prorockich przepowiedni zależy od bardzo wielu przyczyn. Przedewszystkiem zaś od natury samego proroctwa: ponieważ proroctwa zapowiadają rzeczy przyszłe, przeto dopóki te rzeczy nie urzeczywistnią, dopóty trudno wyrobić sobie o nich pojęcie dokładne. Zupełnie to tak, jak rysopis jakiejś osoby. Kto ma rysopis jej w ręku, nie może poznać osoby zanim ją zobaczy; ale skoro się ta osoba ukaże, rysopis natychmiast ułatwia jej poznanie, jak osoba ze swej strony ułatwia zrozumienie rysopisu.
Prócz tego prorocy — tak samo jak Bóg — widzą rzeczy przyszłe bez różnicy czasów. To też w jednem proroctwie łączą wypadki, które spełnić się mają w różnych czasach, a często prorocy ci przechodzą od jednego zdarzenia do wypadku bez zaznaczania jakiegokolwiek przejścia. Uderzający tego przykład mamy w proroctwie, przytoczonem w XXIV rozdz. Ewangelii św. Mateusza, w którem Chrystus łączy w jedno przepowiednię o końcu świata i o zburzeniu Jerozolimy. „Widzenia prorocze, powiada znakomity egzegeta Glaire39, mają największe podobieństwo do perspektywy obrazów. Jak bowiem na obrazach nie wszystkie przedmioty są jednakowo jasno przedstawione: przedmioty bliższe widza przedstawione są w barwach żywszych i wyraźniejszych, dalsze zaś w barwach mniej wyraźnych i w końcu gubią się w oddali, tak samo w perspektywie prorockiej wypadki bliskie bywają zazwyczaj opisane jaśniej i dokładniej, inne zaś, przedstawione mniej jasno, gubią się, że tak powiem, w pomroce czasów. I jak w perspektywie obrazów przedmioty dalekie i blizkie rzeczywiście stykają się na płótnie, i wydają się oddzielone od siebie lekkim cieniem tylko, jaki sztuka malarza zastosować umiała, tak w perspektywie proroków, gdzie niema sztucznego cienia, którymby można zaznaczyć odległość przedmiotów. wypadki dalekie i blizkie są jakby się wzajem ze sobą stykały.”
Inną przyczyną niejasności proroctw jest nasza niewiedza. Wiele z tych rzeczy, które były znane za czasu pisania proroctw, dziś są nam nieznane; co przeto jasne było dla ludzi ówczesnych, dla nas jest niejasne. Nie znamy znaczenia mnóstwa przystosowań do miejsc, czasów, obyczajów, zwyczajów i wypadków ówczesnych. Wiele poetyckich przenośni, wziętych z przedmiotów natury, albo ze słowców ludowych, przedstawia się nam niewyraźnie i w półcieniu, gdyż nie znamy dostatecznie ani języka, ani przedmiotów, od których prorocy wyrażenia swe zapożyczyli. Wiele już tych niejasności rozwiązały i wiele jeszcze rozwiązać będą mogły odkrycia archeologiczne, dokonane w Palestynie, jak również rozwój tego, co nazywają assyryologią i egiptologią, i wyjaśnić będą mogły wiele miejsc prorockich, dotychczas niezrozumiałych. Na tem kończymy wywody nasze. Z tego, cośmy powiedzieli o prawdziwem znaczeniu i istocie proroctwa, łatwo zrozumieć, z jednej strony, że racyonalizm tylko przez zaprzeczenie autentyczności proroctw może odmawiać pewnym proroctwom cechy nadprzyrodzonej i prawdziwie prorockiej, a z drugiej strony, że autentyczność proroctw odrzucać może tylko przez bezwzględne ich nieprzyjmowanie, dowodząc a priori, że proroctwo wcale nie istnieje i istnieć nie może, — zdanie, którego udowodnić racyonalizm nie zdołał. Przeciw temu zdaniu stawiamy nasze dowody, gdy rozpatrujemy w innych artykułach niniejszego Słownika proroctwa messyaniczne; mamy zatem wszelkie prawo powiedzieć: prawdziwe proroctwa istnieją, a zatem są możliwe. (T. J. Lamy). X. W. S.
Footnotes
-
Izaiasz VI. 7; XXX, 4; XXXV. 6; XLV. 8; XLIX, LIII, LV, LV— LXI. ↩
-
Vie de Jésus. Wyd. 18, str. 52, ob. cały rozdz. IV i indziej. ↩
-
Tak nazywa Renan proroka Izaiasza, który żył na dwieście lat przed niewolą żydowską. ↩
-
Ibid, str. 65. ↩
-
Constit. de fide cath. t. III. ↩
-
Littré Conservation, révolution et positivisme, str. 26. ↩
-
Havet. Revue des Deux-mondes. 1 sierp. 1863. ↩
-
Renan. Revue des Deux-Mondes, rok 1860, str. 388. — Vie de Jésus, ed. Introd. str. LII. ↩
-
Vie de Jesus. Préface de la 13 edit. str. V i IX. Pomijamy tu takie grzeczności, jak ta naprzykład, wypowiedziana przez Renana: „Prawowiernego teologa porównać można do ptaka w klatce, któremu wszelkie swobodne poruszenie wzbronione.” (Ibid. str. XCVI). ↩
-
Vie de Jésus. Préface de la 13 edit. str. V i IX. ↩
-
Por. De Wette. Lehrbuch der Hist. Krit.-Einleitung in das A. T. Berlin. 1852, str. 6. ↩
-
Prw. S. Thom. Aqu. Summa Theol. 2-a 2-ae, qu. CLXXI, a. 1 et 6; qu. CLXXIV, a. 2; Perrone. Theol. dogm. v. I c. III, a. 2. Paris. Gaume 1866. Card. de la Luzerne, Dissert. sur les propheties. ch. 3. ↩
-
Summa theol. 2-a 2-ae, qu. CLXXI, a. 6. ↩
-
Histoire des institutions politiques de la Grèce, t. II. 3. ↩
-
Etudes bibliques. Ancien Testam. str. 334. „Dla oznaczenia mowy, której przedmiotem są rzeczy boże, posługiwano się u Hebrajczyków wyrazem prorokować, jak u nas np. używa się na to wyrazu kazać, kazanie głosić.” (Herder, Hist. de la poesie hébr., str. 330—307). ↩
-
„Cognitio prophetica, powiada św. Tomasz z Akwinu, est per lumen divinum, quo possunt omnia cognosci tam divina quam humana, tam spiritualia quam corporalia. Et ideo, revelatio prophetica ad omnia huiusmodi se extendit. Horum autem est triplex gradus.. Ultimus autem gradus est eorum, quae sunt procul ab omnium hominum cognitione: quia in seipsis non sunt cognoscibilia: ut contingentia futura, quorum veritas non est determinata Et quia, quod est. particulariter per alind: ideo ad prophetiam propriissime pertinet revelatio talium eventuum. 2-a 2-ae, qu. 171, a. 3. ↩
-
Etudes bibliques. Les prophetes d'Israel. I, 55—58. ↩
-
נָבִיא nabi, pochodzi od wyrazu נבא naba. Etymologia wyrazu tego jest wątpliwa. Gesenius, a za nim Knobel, De Wette, Redslap i inni porównują pierwiastek נבב z נבע i nadają mu znaczenie wytryskać, wytwarzać z obfitością, jak źródła żywe. Fiirst w wielkiej swej konkordancyi hebrajskiej roztrząsa opinię Geseniusza i odrzuca ją, a na jej miejsce wypowiada inną, również niezbyt pewną. Podług Fiirsta, wyraz נבא miałby pochodzić od na-ba, przekonywać. Cokolwiekby mówiła etymologia, to z niektórych miejsc, gdzie wyraz ten jest używany, jest rzeczą pewną, że wyraz נָבִיא oznacza czynność Nabi'ego i znaczy tyle co prorokować. Zdaniem Róville'go, nabi znaczy właściwie hałasujący, człowiek, z którego ust szybko wyrywa się potok słów, których on nie zdaje się być panem. Atoli, jak uważa Le Hir, pierwiastek wyrazu נבא tak dalece nie ma znaczenia szmeru i hałasu, że go nigdy nie używają do oznaczenia szmeru strumieni, ryku fal morskich lub drzew szelestu. ↩
-
Dzieło cytowane, str. 335—336. ↩
-
Czy to przypuścimy za ogólnem zdaniem szkoły Tomistów, że Bóg przez pośrednictwo aniołów ukazywał się i rozmawiał z Patryarchami, czy też utrzymywać będziemy z wielu dawnymi Ojcami Kościoła i nowoczesnymi teologami, że Bóg mówił z patryarchami przez Słowo Boże, które się ukazywało już przed wcieleniem, — zawsze prawdą pozostaje, że wypowiedziane słowa wchodziły do uszu ciała. Gdy Bóg objawił Danielowi siedmdziesiąt tygodni lat, pouczał go głosem Gabryela archanioła; ten sam archanioł był posłany do Najśw. Maryi Panny, aby jej zwiastować zamiary Boże. ↩
-
Michał Nicolas (dzieło cyt. str. 306) biorąc za jedno widzenia i sny, aczkolwiek Pismo św. wyraźnie te dwie rzeczy rozróżnia, tłómaczy wyraz חזה Hozeh przez: widzeń, opowiadający sny! Nie zauważył zapewne przytoczonych przez nas wyżej wyrazów Księgi Liczb XII. 6, jak również Deuter. XIII. 3, gdzie powiedziano: „nie usłuchasz słów onego proroka נָבִיא abo widzenia חזה.” Wyraz חזה znaczy widzący, a חזון widzenie. ↩
-
Michał Nicolas. Dz. cyt. str. 337. ↩
-
Ob. Św. Tomasz z Akw. Sum. theol. 2-a 2-ae 2. CLXXIV, a. 4. ↩
-
Sum. theol. 2-a 2-ae, qu. CLXXI, a. 2. Ad prophetiam requiritur lumen quoddam intellectuale, excedens lumen rationis... Lumen autem dupliciter alicui inesse potest. Uno modo, per modum formae permanentis; sicut lumen corporale est in sole et in igne. Alio modo per modum cuiusdam passicuis vel impressionis transeuntis, sicut lumen est in aere. Lumen autem propheticum non inest intellectui prophetae per modum formae permanentis, alias oporteret, quod semper prophetae adesset facultas prophetandi. quod patet esse falsum... Relinquitur ergo, quod lumen prophetarum insit animae prophetae per modum cuiusdam passionis vel impressionis transeuntis. Et hoc significatur Exod, (38 et 11] Reg. XIX) Et inde est, quod sicut aer semper indiget nova illuminatione, ita etiam mens prophetae semper indiget nova revelatione: sicut discipulus, qui nondum est adeptus principia artis, indiget, ut de singulis instruatur. Unde (Isaias 60) dicitur: mane erigat mihi aurem, et audiam quasi magistrum. ↩
-
„Non oportet, prophetis omnia prophetabilia nota esse.” (S. Thomas, Summa theol. 2-a 2-ae, qu. CLXXI, a. 4). ↩
-
„Takiemi np. mają być przepowiednie, dotyczące upadku nienawistnej rodziny Achaba, śmierci Ochozyasza, odwrót Rabsacesa, wodza Sennacherybowego, smutne następstwa nieroztropności Ezechiasza, ukazującego swe skarby wysłańcom króla Babilońskiego, upadek Jerozolimy i królestwa Judzkiego, nieunikniony w pośród walk Chaldejczyków z Egipcyanami i t. d.” W ten sposób wyraża się Michał Nicolas, streszczając uczucia szkoły racyonalistowskiej (dz. cyt. str. 350). Przyznajemy, że przewidywaniu ludzkiemu zakreślamy granice bardziej ścisłe, aniżeli te, jakie mu tu naznaczono. Tak np. Ezechiasz ukazuje swe skarby wysłańcom króla Babilońskiego. Z tego powodu Izaiasz (XXXIX, 5--8) przepowiada mu, że te skarby porwane kiedyś będą do Babilonu, co nastąpiło w dwieście lat potem. Czyżby Izaiasz mógł te wypadki przewidzieć światłem rozumu naturalnego? Tak twierdzi Michał Nieolas. Naszem zaś zdaniem, trudniej się zgodzić na takie przewidywanie ludzkie, aniżeli na samo proroctwo i cud. Boć przyznać trzeba, że wzrok nasz tak niedaleko sięga w przyszłość, że nawet w chwili, kiedy dziecię w naszych oczach na świat przychodzi, nie jesteśmy w stanie orzec, co się z niem stanie: czy życie jego będzie długie czy krotkie, spokojne czy niespokojne, szczęśliwe czy cierpienia pełne, szacunku czy pogardy godne; a tu racyonaliści mówią, że prorocy w naturalny sposób przewidzieli odwrót Rabsacesa, zanim się zdarzył, i upadek Jerozolimy na dwieście lat przed tem, zanim nastąpił. ↩
-
W miejscu tem Cycero tak przemawia do wyroczni w Delfach: „Tuis oraculis Chrysippus totum volumen implevit, partim falsis, ut ego opinor, partim casu veris, ut fit in omni oratione saepissime, partim flexiloquis et obscuris, ut interpres egeat interprete, et sors ipsa ad sortes referenda sit, partim ambiguis et quae ad dialecticam deferenda sint.” Przytacza następnie wyrocznię, daną o Pyrrusie: „Aio te, Eacida, Romanos vincere posse.” ↩
-
Św. Jan Chryzostom. Homil. in I Cor. n. 2. ↩
-
Gdyby jeden człowiek wydał przepowiednie o Jezusie Chrystusie co do czasu i sposobu przyjścia Jego i życia, i gdyby Chrystus przyszedł rzeczywiście zgodnie z temi proroctwami, byłaby to już siła nieskończona w tych przepowiedniach, ale tu jest daleko więcej jeszcze. Tu cały szereg ludzi w ciągu czterech tysięcy lat stale i nieodmiennie przepowiada to samo przyjście. Lud-to cały je przepowiada i przez przeciąg czterech tysięcy lat trwa, by razem oddać świadectwo nadziejom, jakie w przepowiedniach pokłada, a od których odwrócić się nie daje ani groźbami ani żadnemi prześladowaniami. Rzecz-to szczególnej uwagi godna. (Pascal, Pensées XV, 2). ↩
-
Prw. Le Hir. Etudes bibliques, Paris, 1869, t. I, str. 85 nst.; Bacuez i Vigouroux, Manuel biblique. Paris, 1881, t. II, 489 nst.; Trochon, Le Prophéte: Isaie, Paris, 1878. Introd. ↩
-
De Divinat. I, 14. ↩
-
Św. Paweł, mówiąc o prorokach, powiada: „Qui per fidem vicerunt regna, obturaverunt ora leonum... Alii vero ludibria experti, insuper et vincula et carceres: lapidati sunt, tentati sunt, in occisione gladii mortui sunt.” (Hebr. XII. 36—37). ↩
-
Homil. in I Cor. n. 2. ↩
-
Prw. S. Thom. Aqu. Summ, theol. 2-a 2-ae, qu. 173, a. 3. ↩
-
Prw. Izaiasz, XIII i nst. z Jerem.. XLVI i nst. ↩
-
Revue des Deux Mondes, r. 1867, t. 69, str. 339. ↩
-
Ibid. ↩
-
Voltaire. Philosophie de l'histoire, v. XXXI. Oracles. ↩
-
Introduction sur l’Ecriture sainte, t. III, str. 3. ↩